piątek, 07 luty 2020 23:18

Wywiad z Marcinem Mortką

By 
Oceń ten artykuł
(4 głosów)

Dzień dobry, nazywam się Katarzyna Abramova i w imieniu swoim oraz czytelników portalu Secretum.pl serdecznie dziękuję za poświęcony mi czas.

Wielu pisarzy skupia się na jednym gatunku literackim, tymczasem w Pana dorobku znajdują się powieści stricte fantastyczne, historyczne z elementami fantastyki, marynistyczne, przygodowe, literatura młodzieżowa i dziecięca, a nawet klasyczny horror. Teraz przyszła kolej na słowiańskie fantasy. Skąd taki gatunkowy rozstrzał? Lubi Pan nowe wyzwania czy raczej nie przepada za monotonią w pisaniu?

Nie znoszę monotonii i ciekawią mnie nowe wyzwania, to prawda. Co więcej, wiele tematów gdzieś się kończy – przykładowo, na napisanie kolejnej nordyckiej historii o wikingach nie ma już mowy, bo po prostu przedawkowałem :)

Skąd wziął się pomysł na słowiańskie fantasy? W jednym z wywiadów wspomniał Pan, że duże wrażenie zrobił na Panu “Bolesław Chrobry” Gołubiewa. Czy miał on jakiś wpływ na powstanie Żółtych ślepi, czy niekoniecznie?

„Bolesław Chrobry” to jedna z najwybitniejszych powieści, jakie kiedykolwiek trafiły w moje ręce. Zaryzykowałbym twierdzenie, że bez niej nie byłoby mnie na rynku wydawniczym wcale, bo to ona zainspirowała mnie do napisania „Ostatniej Sagi”, mojego debiutu. Jej piękno jest niewyobrażalne i zostało we mnie na zawsze, a w „Żółtych Ślepiach” pojawiło się na nowo. Mam na myśli, rzecz jasna, bardziej tło niż fabułę – zapach jeziora o zmroku czy dymów znad ogniska, świst wiatru na pustej plaży, wilgoć porannej mgły, smak wody z potoku i tak dalej. Gołubiew jest w tym absolutnym mistrzem, a ja jedynie próbuję jego sztukę wskrzeszać.

Znane jest Pana zainteresowanie klimatami nordyckimi, widocznymi zresztą w Pana twórczości. Czy w kolejnych powieściach zamierza Pan do nich wrócić, czy raczej pójść za ciosem i zatrzymać się jeszcze trochę przy Słowiańszczyźnie? Czy ma Pan w planach kolejne powieści w stworzonym w Żółtych ślepiach uniwersum?

Klimaty nordyckie już wyeksploatowałem J Teraz chcę pozostać w naszym kręgu kulturowym i bardzo, bardzo chcę napisać więcej tego typu powieści. W zakończeniu Żółtych Ślepi pozostawiłem dwie furtki, na których mogę oprzeć kontynuację, o ile… Cóż, o ile pozwolą na to twarde prawa rynku. Jeśli książka sprzeda się na tyle dobrze, by wydawnictwo spojrzało przychylnie na temat drugiej części, napiszę ją na pewno.

Oprócz powieści dla dorosłych, jest Pan także autorem skierowanego do młodzieżowej trylogii Pod Pękniętym Niebem oraz rewelacyjnego cyklu dla dzieci o Wikingu Tappim. Czyli właściwie Pana czytelnikami są wszystkie grupy wiekowe - dla kogo pisze się najłatwiej, a dla kogo najtrudniej?

Nie chcę, by zabrzmiało to źle, ale dla żadnej grupy nie pisze się trudniej niż dla innej. Powieści dla odmiennych grup wiekowych są po prostu nieco inne od pozostałych i tyle, choć nad książkami dla najmłodszych zdarza mi się myśleć najdłużej. Trudno czasem wpaść na dobry temat na bajkę. Mam jednakże dobre remedium. Zaszywam się w pokojach moich własnych dzieci i analizuję ich permanentny bałagan. Zawsze coś wtedy wskoczy mi do głowy… :)

Apropos Pod Pękniętym Niebem, które można określić mianem ekologicznego postapo, podobno został Pan nieoficjalnym strażnikiem lasu. Temat ekologii jest chyba Panu bardzo bliski?

Nie zostałem strażnikiem lasu, ale sam się nim obwołałem J. Taka już smutna dola lasów – niby należą do nas wszystkich, ale gdy trzeba je sprzątać ze śmieci, stają się niczyje. Robię to więc samotnie, czasem z pomocą dzieci i Żony, zawsze z bezgraniczną zawziętością. A co do ekologii… Żyjemy w dobie globalnego ocieplenia i ten temat powinien być bliski każdemu i to już od wielu, wielu lat. Robię wszystko, co mogę, by zmniejszyć swój ślad węglowy i każdego zachęcam, bo robił to samo.

Jest Pan nie tylko autorem powieści, ale także tłumaczem. Czy zdarza się Panu jednocześnie pracować nad przekładem i pisać własną książkę? Czy nie koliduje to ze sobą?

Zdarza mi się, ale nie przepadam za tym. Bez trudu ogarniam dwie fabuły jednocześnie, ale nie starcza mi na obie rzeczy czasu.

Z zawodu jest Pan także nauczycielem. Pracował Pan w szkołach państwowych, obecnie prowadzi prywatną szkołę językową. Czy myślał Pan o tym, żeby jednak skupić się tylko na pisaniu i tłumaczeniach?

Jeszcze nie. Mam póki co mnóstwo energii i chętnie przeznaczam jej część na pracę z językami obcymi.

Jak znajduje Pan na to wszystko czas? A może doba Marcina Mortki liczy trochę więcej niż 24 godziny?

Niestety, jest tego czasu dokładnie tyle, co u każdego innego człowieka, ale nauczyłem się wyciskać każdą dobę do maksimum. Nie gram w gry komputerowe, nie zaglądam na portale społecznościowe, nie oglądam filmów, które nie są tego warte. Zawsze natomiast mam przy sobie laptopa i potrafię wykorzystać każdy kwadrans, by popchnąć tekst do przodu. Lista miejsc, w których pracowałem, nie ma końca – dworce kolejowe, przystanki tramwajowe, przychodnie lekarskie, poczekalnia w ZUS-ie itp. Serio :)

Czy w takim razie ma Pan jeszcze czas na jakieś hobby, na czytanie tylko dla przyjemności?

Wolę audiobooki od książek, bo pozwalają mi jednocześnie np. sprzątać czy pracować w ogrodzie. Czytam tyle, ile mogę, a oprócz tego biegam, uczę się języków, podróżuję, spędzam czas z rodziną. 

Czy to prawda, że w tym roku możemy spodziewać się premiery jeszcze innych Pana książek? Ptaszki ćwierkają coś na temat nowego Tappiego i wznowienia “Miasteczka Nonstead”.

Powinny jeszcze zaćwierkać o kolejnym tomie Smoczych Opowieści oraz Hani i Kudłatego Psa. Planuję jeszcze kontynuację Miasteczka Nonstead oraz jeszcze jeden cykl dla dzieci, a to tylko plany na pierwszą połowę roku.

To ostatnie pytanie, czy w ciągu najbliższych miesięcy ma Pan w planach pojawienie się na jakichś targach, konwentach lub spotkaniach autorskich?

Będę na pewno na Pyrkonie, Warszawskich Targach Książki oraz Warszawskich Targach Fantastyki. Udział w innych imprezach będę poprzedzał informacjami na swoim facebooku. 

Marcin Mortka - Polski pisarz fantasy i autor książek dla dzieci. Absolwent skandynawistyki na wydziale neofilologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Z zawodu nauczyciel, pilot wycieczek, tłumacz. Zadebiutował w 2003 roku powieścią „Ostatnia saga”. Jego książka „Dom pod Pękniętym Niebem” została nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii literatura młodzieżowa.

 

Więcej w tej kategorii: « Wywiad z Aleksandrą Rumin