piątek, 22 lipiec 2016 13:22

Ślepe stado

By 
Oceń ten artykuł
(1 głos)
Ślepe stado Dark Crayon
  • Autor: John Brunner
  • Tytuł oryginału: The Sheep Look Up
  • Seria: Artefakty
  • Tom: 10
  • Wydawnictwo: Mag
  • Gatunek: dystopia ekologiczna
  • Data wydania: środa, 03 luty 2016
  • Ilość stron: 432
  • ISBN: 978-83-7480-633-6
  • Oprawa: twarda
  • Ocena: 6/6

Nie powinniśmy się obawiać kosmicznej apokalipsy, jak to przedstawia kino hollywoodzkie w „Armaggedonie” lub w „Dniu zagłady”, a szkoda, bo może taka śmierć byłaby wybawieniem, nagła i nieprzewidywalna, zdecydowanie lepsza od tego, co proponuje John Brunner – powolny skowyt ludzkości.

John Brunner dotychczas w świadomości polskiego czytelnika pojawiał się przelotnie i rzadko. Owszem jego nazwisko widniało wielokrotnie w uznawanych już za klasykę antologiach takich jak „Kroki w nieznane”, „Droga do science fiction. T.3”, „Rakietowe szlaki”, a nawet w nieco nowszych jak „Niebezpieczne wizje”, czy „To, co najlepsze w science fiction. T. 2”, jednak w szerszej świadomości czytelników John Brunner zagościł dopiero za sprawą Wydawnictwa Mag, które w krótkim czasie, bo w ciągu roku, wydało jego trzy powieści. „Ślepe stado” należy wraz ze „Wszystkimi na Zanzibarze” do dylogii, prezentującej przejmującą wizję ekologicznej zapaści w bardzo eksperymentalnej, by nie napisać ekscentrycznej, formie.

„Ślepe stado”, to wyjątkowa, ale niełatwa lektura. Zawsze w tym momencie recenzji opisuje fabułę książki, nakreślając główne wątki i tematykę. W przypadku tej powieści jest to trudne, ponieważ dzieło Brunnera prawdę powiedziawszy, nie ma kształtu typowej powieści. Książka podzielona jest na miesiące, kreślące obraz jednego roku z życia Amerykanów. Miesiące natomiast podzielone są na krótkie, zatytułowane wycinki fabularne. Oczywiście, aby czytelnikowi nie było za łatwo zapoznać się z treścią, czasami pomiędzy te wycinki, autor wplótł jeszcze krótkie adnotacje, przypominające flesze telewizyjne lub krótkie wycinki z gazet. Ten chaos początkowo jest trudny do ogarnięcia, tym bardziej, że akcja książki nie skupia się wokół jednej, lecz wielu postaci, ciężko więc się początkowo zorientować, które z nich będą kluczowe dla fabuły. A o czym jest „Ślepe stado”?

Powieść Brunnera to męcząca i zatrważająca wizja Ziemi, doszczętnie zniszczonej przez człowieka. Świat cierpi z powodu wyeksploatowania środowiska naturalnego, ale znaczenie bardzie w wyniku niefrasobliwej, nieodpowiedzialnej polityki, pozwalającej wielkim firmom na dewastację środowiska. Nieprzemyślane poczynania koncernów doprowadziły do ruiny gleby, która zatruta, nie chce dawać plonów, powietrze jest zanieczyszczone tak bardzo, że ludzie muszą poruszać się w maskach filtrujących, z nieba padają kwaśne deszcze, Morze Śródziemne jest martwe, w innych wodach morskich czyha niebezpieczeństwo związane z niewłaściwie składowanymi środków biologiczno-chemicznych, a na tle tej permanentnej ekologicznej dystopii, śledzimy codzienne życie zwykłych ludzi, którzy po prostu starają się przetrwać. Strona po stronie męczymy się razem z bohaterami, którzy po prostu próbują „normalnie” żyć w niezdrowym otoczeniu. Należy pamiętać, że „Ślepe stado”, to dytopia, dlatego za każdym razem, gdy wstępuje w czytalnika nadzieja, że może jednak jest ratunek, nadzieja, to następuje efekt martinowski – nie ma nadziei. Śledząc zmagania Austina Traina (przedstawiciela „nie-ślepych” świadomych obywateli), Peg Mankiewicz (zagubionej dziennikarki), rodziny Bamberleyów (generalnie w większości plutokratycznych hipokrytów), Lucy Ramage (wolontariuszki Globe Relief), Douga McNeila (zrezygnowanego internisty) i wielu wielu innych, widzimy jak daleko degradacja środowiska ma wpływ zarówno na życie codzienne, jak i na wielkie polityczne rozgrywki. Towarzysząc im w ich codziennych trudach, nagle uświadamiamy sobie, że głównym bohaterem nie są ci pokrzywdzeni ludzie, ale środowisko, ponieważ Brunner skupia się tak naprawdę na śmierci Ziemi, która podobnie jak zarażony organizm w swoich agonalnych podrygach próbuje pozbyć się tego, co ją zabija – ludzi.

„Ślepe stado”, to z jednej strony przesadzona i przerysowana wizja świata, w którym ludzkość doprowadziła swoim bezrefleksyjnym działaniem do takiego zatrucia wszystkiego, że czyste powietrze, woda, żywność, jest bajkowym wspomnieniem. „Normalne” życie jest tak odległym widmem, że wręcz legendarnym. To właśnie Austin Train jest tym, „prorokiem”, nosicielem dobrych wspomnień, który stara się otworzyć oczy ludziom, przypomnieć im, że życie mogłoby wyglądać inaczej. Jednak to jest, jak już wspominałam, dystopia. Brunner jest zdecydowanym defetystą i swoją krytyką smaga wszystkich, nie dając im, jak na przykład Paolo Bacigalupi, nadziei, że człowiek się dostosuje, wyewoluuje („Ludzie piasku i popiołu”) lub wykorzysta technikę i genetykę, by ujarzmić przyrodę („Nakręcana dziewczyna”). Z drugiej strony jest to wielki, krytyczny manifest przeciw amerykańskiemu stylowi życia. Brunner dosadnie i bezpośrednio krytykuje konsumpcjonizm białego człowiek,plutokrację korporacyjną, eksportowanie amerykańskiego stylu życia, a także zadufanie Amerykanów, ich izolacjonizm i tą dumę, która nawet im ułatwia cierpienie z godnością. Poza tym zwraca uwagę na marketingowy sukces (ponoć) zdrowej żywności, wykorzystywanie lęków społecznych, nadużywanie działań firm ubezpieczeniowych, szkodliwość działań akcji humanitarnych, ekspansjonizm i konformizm, a przede wszystkim wytyka ciemną stronę natury ludzkiej; chciwość, zachłanność i krótkowzroczność.

Książka Johna Brunnera wstrząsnęła czytelnikami w latach siedemdziesiątych, wywołując szok wizją wyniszczonego świata. 44 lata później powieść nie straciła nic ze swojego strasznego wydźwięku, nadal szokuje i przeraża, trzyma w napięciu i zasiewa niepokój. Owszem pocieszający jest fakt, że wiele poprawiło się w ramach ochrony środowiska, ale jednak jeszcze więcej rzeczy się urzeczywistniło; Chińczycy w zatrutym Pekinie poruszający się w maskach, padające roje pszczół, boom zdrowej żywności, awaria reaktora w Czarnobylu i uszkodzenie Fukushimy, a także wiele, wiele innych. Proza Johna Brunnera, pomimo swojej ciężkiej formy, jest fenomenalna. „Ślepe stado” pomimo że minęło tyle lat, nadal jest aktualne i życzyłabym sobie, by było aktualne jeszcze przez wiele dziesięcioleci, ponieważ gdy jego świetność przeminie, oznaczać będzie to, że wszystko, co przepowiedział, urzeczywistniło się.

„Nie można winić ludzi, którzy nie słyszą ostrzeżeń, ale trzeba tych, którzy słyszą i nic nie robią” - to ostrzeżenie Johna Brunnera dla nas, dla ślepego stada.

Czytany 1138 razy
Więcej w tej kategorii: « 36 40000 na Gehennie »