Rezultaty wyszukiwania dla: humor
Taniec ze smokami
A co, gdyby Wojna Dwóch Róż miała miejsce w świecie fantasy? I brały w niej udział więcej niż tylko dwa rody? Witamy w świecie Westeros, gdzie najgroźniejszymi przeciwnikami są członkowie własnych rodzin, każda rana może być śmiertelna, a każdy ślub kończy się przynajmniej kilkoma zgonami.
Jeśli J.R.R.Tolkien był ojcem fantastyki, to George'a R.R. Martina śmiało można nazwać jego duchowym następcą. Albo przynajmniej naszym rubasznym, pełnym czarnego humoru wujkiem z daleka, który rzadko nas odwiedza, ale za każdym razem gdy się już pojawi, zostawia za sobą skłóconą rodzinę, pobite talerze i matkę we łzach. Innymi słowy, wzbudza emocje w każdym możliwym rodzaju czytelnika. Nieważne ile lat masz, nieważne ile książek przeczytałeś, Martin swoi cyklem doprowadzi cię do płaczu i rzucenia grubym tomiszczem przez okno. Przynajmniej kilka razy.
Napisał on cykl powieści, który nie tylko na nowo zdefiniował obecny kanon fantasy i pokazał, że mroczniej oznacza lepiej, ale i zainspirował nim wielu pisarzy, takich jak choćby nasz rodzimy Andrzej Sapkowski. Telewizyjna „Gra o tron" podbiła serca fanów na całym świecie. Skomplikowana fabuła, mnogość postaci i wątków-to tylko niektóre z atutów tej produkcji. Najważniejszym jest jednak-dobra opowieść, a to już zasługa tylko i wyłącznie, pewnego brodatego pisarza z New Jersey.
„Pieśń Lodu i Ognia" to świetny cykl, ale pojawia się pytanie, czy oglądając na bieżąco słynny serial, warto nadal przeczytać książkę? Zdecydowanie tak. Choć produkcja HBO przegoniła sagę Martina, to jednak, różnice pomiędzy nimi są tak diametralne, że podczas czytania będziecie się czuć jakbyście przeżywali wraz z postaciami zupełnie inne, często lepsze, podróże i przygody. Dodatkowym atutem jest fakt, że sporo postaci z serialu, tutaj nadal żyje i ma się dobrze. Plus saga, oczywiście, zawiera więcej wątków, historii starych rodów i miejsc, szczegółów, wewnętrznych rozterek i całą masę ciekawych postaci, które poznacie tylko tutaj – z moim ulubionym, wojowniczym i brutalnym wikingiem Victarionem Greyjoyem na czele.
Postacie. To właśnie to, od wielu lat przyciąga czytelników do „Pieśni". Ich przekrój jest tak ogromny, że początkowo może wręcz przytłoczyć, ale po jakimś czasie, gdy już zapamiętamy jakoś te miliard nazwisk i rodów, czytanie o nich staje się czystą i krystaliczną literacką przyjemnością. Każdy znajdzie swojego ulubieńca. Czy to w postaci cynicznego i wiecznie pijanego karła Tyriona, czy w szlachetnej, choć nadal niedoświadczonej księżniczki Daenerys Targaryen, młodego Jona Snowa, zgorzkniałej królowej Cersei... Nikt z nich nie jest do końca dobry, ani też do końca zły. Martinowi udała się trudna sztuka przedstawienia postaci, w odcieniach brudnej i zakrwawionej szarości. Przez ten zabieg, bohaterowie sagi wydają się jeszcze bardziej ludzcy, bliscy nam i realni. Bo co jest bardziej ludzkie niż popełnianie błędów i uleganie słabościom?
Siódmy tom cyklu, czyli „Taniec ze smokami" zaczyna się chwilę po wygranej bitwie na Murze, gdzie Jon Snow musi radzić sobie z nowymi wyzwaniami i brakiem zaufania ze strony swoich przełożonych. Jednocześnie na drugim krańcu świata, Daenerys przeżywa podobne problemy, władając egzotycznym miastem Meereen. Tymczasem w jej stronę zmierza Tyrion, który po morderstwie własnego ojca musi uciekać z rodzimego kraju, wierząc, że młoda królowa łaskawie zapewni mu azyl. Pojawia się też nowa strona konfliktu, Młody Gryf, samozwańczy spadkobierca rodu Targaryenów, który wraz ze swoim opiekunem zmierzają do Westeros, by obalić obecnego króla i odzyskać należny mu Tron.
Natomiast drugi tom "Tańca", kontynuuje wątki rozpoczęte w poprzednim, ale nadaje im więcej dramatyzmu. Utrzymanie władzy w Meereen jest coraz trudniejszym zadaniem, a na Murze dochodzi do kolejnych konfliktów. Także na dalekiej północy dzieją się ważne dla fabuły wydarzenia. Książka ta kończy się też bardzo mocnym twistem i niestety, na rozwiązanie tego wątku przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.
Sagi nie można jednak polecić zbyt wrażliwym osobom. Zawał gwarantowany. Dzieje się tutaj sporo i zwykle nie dzieje się dobrze. Ulubionym cytatem autora, jest chyba braavoskie „Valar morghulis-Wszyscy umrą", do czego konsekwentnie i z czystą satysfakcją doprowadza. Za każdym razem, gdy pojawia się jakaś nowa postać, realnie boimy się ją polubić, bo nigdy nie jesteśmy pewni, czy dwie strony później nie zginie ona w strasznych katuszach i mękach. Martin to sadysta. Nie boi się zabijać nikogo, nawet główne postacie. Westeros to brutalny i okrutny świat, gdzie nie wybacza się błędów i potknięć. Jednak pomimo wszystko, warto odwiedzić to miejsce. Tylko zapnijcie pasy i kupcie chusteczki. Może trochę zaboleć.
"Dobry omen" Neila Gaimana i Terry'ego Pratchetta trafi do telewizji!
Stacja Starz właśnie przygotowuje adaptację jednej z powieści Neila Gaimana. Chodzi oczywiście o "American Gods" Bryana Fullera, która wprowadza nas w świat starych i nowych bogów, poszukiwanych przez grających główne role Ricky'ego Whittle i Iana McShane'a.
Władcy dinozaurów
Kilka ton szczęścia - recenzja „Władców dinozaurów"
Przechadzasz się między półkami w księgarni, w poszukiwaniu nowej książki, niczym głodny Allozaur w poszukiwaniu zdobyczy. Nagle Twój wzrok przykuwa okładka wyglądająca na zrobioną ze skóry gada, a na niej zakuty w zbroję jeździec z chorągwią, siedzący na Tyranozaurze. Tytuł poleca sam George R. R. Martin, pisząc że jest to połączenie „Gry o tron" i „Parku jurajskiego". Intryguje? Przeczytaj pierwszą scenę bitwy dinozaurowych rycerzy - wywoła zachwyt.
Raj jest światem stworzonym przez Stwórców, a dominują w nim nie ludzie, lecz dinozaury. Na szczęście nie są to tylko niebezpieczne bestie, ale wiele z nich udomowiono, gdyż hakorożce czy moriony przydają się w polu oraz walce. Zasiadający na Zębatym Tronie cesarz Felipe nie zrzeknie się władzy w Nueavaropie, przez co wysyła do walki mnóstwo oddziałów, w tym legendarnego już wojownika, Karyla Bogomirsky'ego, jeżdżącego na Allozaurze imieniem Shiraa. Po drugiej stronie stoi najemnik, Rob Korrigan, a losy obojga nieoczekiwanie się splotą.
Spotykając się z książka po raz pierwszy można doznać szoku. Ogromne gady w średniowiecznych czasach? Jedni od razu zakochają się w tym pomyśle, drudzy mogą być zniechęceni, lecz koniecznie powinni dać książce szansę. Skupiając się na wykreowanym miejscu akcji, początkowo trzeba zwrócić uwagę na mapy przedstawiające Głowę Tyrana (kontynent w Nueavaropie) oraz La Merced - tam obecnie przebywa cesarz. Zamieszczono je na pierwszych stronach pozycji. Już one obrazują podejście autora do tworzenia świata przedstawionego. Zrobił to niebywale skrupulatnie, wręcz pedantycznie. Ubiór postaci, ich mowa czy zwyczaje także są cechami nakreślonymi tak, że każdy bez problemu wyobrazi sobie obraz Spanii. Drugim dokładnie wyrzeźbionym aspektem, rzucającym się w oczy jest religia. Ją również zaprezentowano wręcz z pietyzmem i pozytywnie wpływa na klimat dzieła. Zwłaszcza, że na początku każdego rozdziału Victor Milán zamieścił fragment na przykład „Opisania Raju dla doskonalenia umysłów młodzieży", a więc czytelnicy zapoznają się ze światem nie tylko z powieści, ale również poprzez tego typu dodatki. Prócz krótkiej wzmianki o pewnym elemencie świata przedstawionego, znalazły się tam także ilustracje, nie odbiegające poziomem talentu od tej okładkowej. A co z dinusiami? Czytaj dalej, będę zachwalał...
Dzieło podzielono na czterdzieści dziewięć rozdziałów, a ta liczba robi wrażenie jak Tyranozaur zjadający Twojego pupila prawie z budą. Tak intensywne rozczłonkowanie tekstu wynika z częstej zmiany perspektywy opowiadanej historii. Pisarz bez wahania serwuje fragmenty fabuły oczami księżniczki Melodii, Kompaniona Jamuego czy nawet Allozaura Shiraa. Całe szczęście, nie wprowadza to zamieszania, a takie przedstawienie opowieści znacznie ją urozmaica, gdyż każda postać ma inne przemyślenia oraz plany, a przede wszystkim, wielu bohaterów cechuje się wyrazistością, więc chce się z nimi przebywać. Autor doskonale zarysował sylwetki różnych pionków na szachownicy zwanej Nueavoropą. Gra toczy się o wysoką stawkę, a strategii jest mnóstwo. Częste intrygi oraz napięcie wywołane nimi bardzo umila lekturę. Jest to znacząca właściwość książki, ale na pewno ważniejszą rolę odegra w kolejnych tomach.
Warsztat pisarza docenia się także podczas czytania wszelkich nazw własnych, ponieważ jest ich mnóstwo. Ogród Piękna i Prawdy, Zakon Kompanionów Naszej Pani od Lustra czy Uniesiony Palec Triumfu, to jedynie niewielka część ogromnego wachlarza. Ponadto atmosferę doskonale budują wtrącenia z hiszpańskiego. Uniesiony Palec Triumfu jest również doskonałym przykładem poczucia humoru Victora Milána. Wyobrażenie sobie dinozaura wyrażającego dezaprobatę poprzez piernięcie, wielu rozbawi, ale uwaga! - nie myślcie, że komizm jest na poziomie sięgającym bruku. Znaleźć można także górnolotne żarty.
No i najważniejsze: dinozaury. Każdy, kto uwielbia te stwory, z pewnością doceni cześć jaką oddał im pisarz. Na początku wielu rozdziałów można znaleźć fragmenty ksiąg z Nuevaropy opisujące wielkie gady. Prócz fachowych nazw, takich jak Deinonychus antirrhopus, znaleźć można także określenia, pod którymi znane są te stworzenia w Głowie Tyrana. Horror lub ścigacz, to wyżej wymieniony Deinonych. Odzwierciedla to podejście ludzi do tych zwierząt oraz udowadnia, że są one stałym elementem świata. Normalność obecności tych bestii bezustannie zaskakuje. No, bo jak to? Rycerz w pełnej zbroi na Hadrozaurze? Najlepsze jednak są ogromne bitwy, z którymi będzie się mieć do czynienia podczas zagłębiania się we „Władców dinozaurów". Epickość wręcz się z nich wylewa. Autor doskonale wywołuje podekscytowanie poprzez umiejętne rozpędzanie akcji.
Dlaczego pozycję nazwano „Parkiem jurajskim" chyba nie trzeba tłumaczyć, lecz dlaczego „Gra o tron"? Zawiłe knowania, ciekawi bohaterowie, czasy miecza, to jedynie nieliczne podobieństwa. Jaume kochający się ze swoją kuzynką? Otyła głowa państwa kochająca polowania? Zębaty Tron? Brzmi podobnie? Martin oraz Milán znają się z grupy o nazwie Masa Krytyczna, a więc wszelkie oskarżenia o kalkę są bezpodstawne. Należy to traktować jedynie jak nawiązanie czy puszczanie oczka.
„Władcy dinozaurów" są dziełem pełnym takich plusów jak wyraziste postaci, barwne opisy, humor, pieczołowicie wykreowany świat czy niespodziewane zwroty akcji. Wydawnictwo Galeria Książki spisało się na medal, wypuszczając choćby książkę z klimatyczną okładką. Każdy fan dinozaurów czy średniowiecza na pewno będzie zachwycony, a każda inna osoba nie może przejść obojętnie obok tego dzieła. Warto dać mu szansę i pozwolić się wciągnąć (lub zdeptać przez tytana gromu)!
Order
Magia powróciła do Warszawy. Razem z nią kłopoty Herberta Kruka, bohatera znanego z poprzedniego tomu cyklu Marcina Jamiołkowskiego "Okup krwi". Czarodziej tym razem podejmie się odnalezienia potężnego artefaktu. Order do niedawna chronił Warszawę przed wszelkiego rodzaju zagrożeniami. Kto ukradł amulet i dlaczego? Czyżby szykował się atak na miasto? I czy coś wspólnego z tym mają członkowie Bractwa Miast i wstrętne kreatury nazywane bazyliszkami? Na te pytania odpowiedzieć musi Herbert Kruk. A czasu jest niewiele. Świadczą o tym chociażby pojawiające się na mieście ulotki i bilboardy z niepokojącym napisem "coś się wydarzy". Herbert wsiada na swój ulubiony środek transportu - hulajnogę i wkracza do akcji.
"Order" to nie jest typowe fantasy. Nie znajdziemy tu smoków, elfów i czarowników w śpiczastych kapeluszach. Nie będzie epicko, nie przeżyjemy wielkich bitew i starć wielotysięcznych armii. I dobrze! Bo powieść Marcina Jamiołkowskiego to coś zupełnie innego. Fantastyka pełna humoru, lekka, ale pełna napięcia i wciągająca. Tylko w cyklu o Herbercie Kruku znajdziemy tak zabawny i ciekawy system magii. Bo trzeba zaznaczyć, że Herbert nie tworzy czegoś z niczego. Do swoich magicznych sztuczek wykorzystuje na przykład regulamin promocji operatora telefonii komórkowej, który pozwala mu stać się... niewidzialnym. Herbert potrafi znaleźć wykorzystanie nawet dla agrafki, doskonale posługuje się "magią odmiany rzeczowników żywotnych i nieżywotnych" i całkiem nieźle daje sobie radę ze zmianą płci. Nie będę zdradzał jak skończy się ta historia, ale jedno jest pewne - miasto ma nowego superbohatera. Nazywa się Kruk, Herbert Kruk.
"Order" to doskonała kontynuacja cyklu zapoczątkowanego "Okupem krwi". Czytając powieść przeżyjemy emocjonujące pojedynki magiczne, poznamy sekrety Warszawy, do której powróciła magia i, co najważniejsze, będziemy się dobrze bawić, bo Marcin Jamiołkowski ma głowę pełną zaskakujących pomysłów (jak "czalarmy" - ochronne czary, sprawiające że wchodzący do budynku mag zostaje rozpoznany i obezwładniony, czy nasłane na Herberta stworzeńce dresiarzy) i wie jak wywołać u czytelnika dobry humor. Autor stworzył kawał dobrej fantastyki. Polecam!
Wieczna
Znajdź i pocałuj kilka żab, żeby sprawdzić, czy któraś nie zamieni się w księcia. *
Przebywając z innymi osobami często może powstać więź sprawiająca, że są dla nas bardzo ważni. Potrafimy odczytać ich emocje, zauważyć kiedy coś się dzieje. A co gdyby połączyło nas związanie, siła, która potęguje wszystko i sprawia, że jeszcze mocniej odczuwamy emocje drugiego człowieka i boimy się, że coś się mu stanie? Jak odróżnić siłę tej mocy od własnych uczuć, w jaki sposób się przekonać czy to co czujemy jest prawdziwe?
Ostatnimi czasy na głowę Delli spadło naraz kilka spraw, których nie mogła odłożyć na później. [SPOILER] Musi poradzić sobie z odrodzeniem i tym jakie możliwości jej to dało, nie wie też co ma robić z więzią, która połączyła ją i Chase'a – wampira pomagającego jej w odrodzeniu. [KONIEC SPOILERA] Nie bardzo też wie co zrobić ze Stevem, do którego coś czuje, ale on wyjeżdża. Do tego JBF przydziela jej kolejną sprawę, nawiedza ją duch i musi rozwikłać zagadkę pewnego zabójstwa... Łatwo nie będzie...
Polubiłam Wodospady Cienia, zżyłam się z ich bohaterami, uwielbiam poczucie Humoru Hunter i to jaki nacisk kładzie na przyjaźń, zaufanie, miłość oraz jak ważna jest akceptacja i wiara w drugiego człowieka. Kiedy powstał ich spin off o losach Delli skakałam z radości i niecierpliwie czekałam na pierwszy tom a po przeczytaniu byłam bardzo zadowolona, czy teraz gdy mam za sobą drugą część, ten stan się utrzymał?
Nie kocham cię. Kropka. Nawet nie zawsze cię lubię. *
Hunter zaskoczyła mnie pozytywnie. Wszystkie jej książki mają dobry poziom, ale ma też pozycje, które są o wiele lepsze od pozostałych. I właśnie Wieczna jest jedną z nich. Autorka od pierwszych stron rzuca w wir wydarzeń dbając przy tym by nie brakowało im dynamiczności, odpowiedniej dawki emocji, humoru oraz tajemnic do rozwikłania. W drugim tomie Po zmroku odpowiada na pytania, a przynajmniej ich część, pojawiające się już w Odrodzonej, ale pojawiają się kolejne. To tylko powoduje wzrost ciekawości oraz domysły nad tym jakie mogą być odpowiedzi. Co jeszcze lepsze, zaskakuje fabuła, szczerzę przyznaje, że byłam kilkukrotnie zaskoczona rozwojem akcji, a fakt, że wątek miłosny nie stał się głównym cieszy mnie jeszcze bardziej. Jest odczuwalny i wielokrotnie poruszany, ale w dalszym ciągu stanowi tylko dopełnienie całości.
Rozumiem Dellę, jej potrzebę akceptacji, wiary w nią, zaufania, pokazania, że się liczy. Rozumiem jej obawy i lęki przed odrzuceniem i bólem. Lubiłę ją za to jaka jest, niby niedostępna, ale jednocześnie kochająca i dbająca o najbliższych. To tylko książka fantastyczna, ale emocje przeżywane przez bohaterów są jak najbardziej rzeczywiste i nam znane, dzięki temu postacie nabierają realności i wzbudzają przeróżne emocje. Jestem pod wrażeniem opisu bohaterów, bo każdy czymś się wyróżnia.
Kolejne spotkania z Hunter oraz Wodospadami Cienia, to jak ponowne spotkania z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. Wiedziałam, że Wieczna mnie nie zawiedzie, od początku dałam się pochłonąć historii i wraz z bohaterami śmiałam się, wkurzałam i próbowałam rozwikłać tajemnice. Działo się dużo szybko i zawile, ale wszystko jest jasne na ile powinno, pełne emocji oraz niedomówień. Hunter nadal potrafi zdobyć całą moją uwagę, dostarczyć mi rozrywki, pozostawić z pytaniami i wzbudzić ciekawość tego co będzie dalej.
Wieczna jest jeszcze lepsza od pierwszego tomu. Więcej się w niej dzieje, jest też dużo więcej emocji, niepewności i humoru. Spin off jak i serię o Kylie polecam nie tylko młodzieży, ale i dorosłemu czytelnikowi, bo Hunter zapewnia mnóstwo wrażeń oraz rozrywki.
Płacz tylko podlewa ból i sprawia, że on rośnie. *
*C. C. Hunter, Wieczna
StarCraft II: Diabelski dług
Jeśli zabierasz bogatym i dajesz biednym, to najpewniej jesteś Robin Hoodem. Jeśli natomiast zabierasz bogatym i dajesz sobie, to jest wielce prawdopodobne, że jesteś Jimem Raynorem lub Tychusem Findlayem. Panowie chętnie uszczkną zawsze nieco z kiesy Konfederacji. Wykradzione kredyty przeznaczają zazwyczaj na alkohol i dziewczyny w czym nie mają opamiętania. Sprawia to, że napady na konfederckie pociągi muszą odbywać się stosunkowo często.
Wspomnieni bohaterowie, to byli żołnierze elitarnego oddziału Komandosów, który dzięki swym dokonaniom zasłużył sobie na przydomek Niebiańskich Diabłów. Postaci poznajemy po dezercji spowodowanej zdradą ich przełożonego, pułkownika Javiera Vanderpoola. Swoje życiorysy toczą oni obecnie między innymi na Pustkowiach Nowego Sydney, gdzie są utrapieniem tamtejszego szeryfa Butlera. Początkowo powieść obraca się wokół kradzieży i prób przechytrzenia szeryfa oraz rozrywkach w barze. Sielanka nie trwa jednak wiecznie, Raynor otrzymuje informacje o tym, że jego matka umiera. Na dodatek bohaterowie ścigani są przez Łowcę nagród, który nie spocznie, nim ich nie zabije. A jest najlepszy w swoim fachu. I chociaż w przeciwieństwie do bohaterów, praktycznie od początku wiemy, kto jest zleceniodawcą łotra, to w żadnym przypadku nam to nie przeszkadza.
Od pierwszych stron powieści, możemy zauważyć, że choć bohaterowie działają wspólnie, nie zawsze są we wszystkim zgodni. Wiele ich wbrew pozorom dzieli, począwszy od charakterów. po motywacje. Stanowi to zaletę. Obie postaci są równie barwne, dzięki czemu nie nudzimy się podczas obserwowania ich poczynań. Całości dopełniają również interesujący bohaterowie drugoplanowi, zarówno te przyjaźnie nastawione, jak i antagoniści.
Christie Golden ma na swoim koncie już wiele powieści i w to różnych uniwersach. Pośród nich znajdziemy między innymi książki z serii Warcraft, Star Wars czy właśnie wcześniejszą odsłonę StarCraft. Trudno nazwać ją więc nowicjuszką. Czuć to również w omawianej powieści. Wątki fabularne są ciekawe, a akcja wartka. Świat StarCraft nie jest mi szczególnie znany, dlatego oceniam tę książkę z punktu widzenia osoby, która sięgnęła po powieść z ciekawości. Co otrzymałam? Sporą dawkę humoru, ciekawych bohaterów oraz dobrze skrojoną intrygę. "Diabelski dług" stanowi świetną propozycję zarówno dla fanów StarCrafta, jak i dla świeżaków, którzy niewiele o tym świecie wiedzą.
Wywiad z Arturem Laisenem
Twoja debiutancka powieść „CK Monogatari" była książką raczej nietypową, jeśli chodzi o przynależność gatunkową – określasz ją „thrillerem metafizycznym" czy też „współczesną powieścią obyczajową z elementami fantastyki". Pierwsza część „Teraii" czyli „Studnia Zagubionych Aniołów" to fantasy nawiązująca bardziej do klasyki gatunku niż do najnowszych powieści Martina czy Eriksona. Skąd ten zwrot?
"Deponia Doomsday" - zwiastun premierowy i szczegóły polskiego wydania
Deponia Doomsday pojawi się na polskim rynku w wersji na PC w kwietniu – w bogatszym wydaniu i bardzo atrakcyjnej cenie.
"Wikingowie. Wilcze dziedzictwo" pod patronatem
Powieść „Wikingowie. Wilcze dziedzictwo" Radosława Lewandowskiego to pierwsza część trylogii opowiadającej o X-wiecznej Europie – początek doskonale zapowiadającej się serii, która z pewnością zainteresuje zarówno miłośników powieści historycznych, jak i wielbicieli fantastyki. Powieść ukaże się 30 marca pod patronatem Secretum i nakładem wydawnictwa Akurat.
Ruszyła przedsprzedaż Plants vs. Zombies™ Garden Warfare 2!
Przygotuj groszkostrzelców do ataku i zagraj w najzabawniejszą, najbardziej zakręconą strzelankę we wszechświecie: Plants vs. Zombies Garden Warfare 2. Dr Zomboss podbił przedmieścia i zmienił je w raj dla zombie, do którego rośliny nie mają wstępu. Czas, by rośliny przeszły do ofensywy. Pomóż im odzyskać ziemię, stając do walki z zombie w 24-osobowym trybie „Herbal Assault". Możesz też wybrać 4-osobową kooperację lub grę w pojedynkę. Dzięki nowym trybom, klasom i potężnej dawce humoru Plants vs. Zombies Garden Warfare 2 to prawdziwa wojna przeciw powadze (i znajomym). Walcz tak, jak lubisz. W Plants vs. Zombies Garden Warfare 2 znajdziesz również podwórkowe pole walki, na którym wspólnie z 3 znajomymi możesz wykonywać dzienne zadania, podejmować wyzwania i bawić się z postaciami z PvZ.
