Rezultaty wyszukiwania dla: X Men
Obserwując Edie
Większość z nas wspomina lata szkolne jako te najprzyjemniejsze; czas, gdy nawiązywało się pierwsze przyjaźnie "na całe życie", gdy kolekcjonowało się swoje "wielkie, pierwsze i jedyne miłości", a jedynym problemem była jedynka ze sprawdzianu. Jednak za Edie i Heather mrok sączył się już od dawna...
Heather nie miała przyjaciół. Uważana za "dziwaczkę" czy "świruskę" została skutecznie wyrzucona poza margines szkolnych przyjaźni. Wszystko zmienia się jednak w dniu, w którym zauważa siedzącą na placu Edie- nową dziewczynę, od razu przyciągającą wzrok. Niepewna, czy po raz kolejny nie zostanie odrzucona, zagaduje do nowej. I tak rozpoczyna się szybka podróż w dół... Po latach z popularności Edie nie pozostało już nic, a ona sama pracuje jako kelnerka, czekając na poród. Jest sama, w małym, ciasnym mieszkanku, nękana wizjami z przeszłości. I wtedy w jej życie ponownie wkracza Heather, jak wyrzut sumienia. Mimo złych wyborów sprzed lat dawna znajoma postanawia zaopiekować się Edie i nowo narodzonym dzieckiem. Ale czy można jej ufać... ?
Do przeczytania tej książki nie trzeba było mnie namawiać. Już sam intrygujący tytuł podsunął mi myśl, że to może być świetna lektura, a opis z wydawnictwa tylko to potwierdził. Wiadomo, że czasem to za mało, a fabuła okazuje się albo oklepana, albo nudna. Obserwując Edie posiada jednak wszystkie cechy, jakich wymagam od dobrej lektury.
Autorka wprowadza nas skrupulatnie w świat obu dziewczyn, zarówno z przeszłości, jak i teraźniejszości. Poznajemy sytuację rodzinną Heather, choć pewne wydarzenia są dla nas nie do końca jasne, skrzętnie okryte woalem milczenia. Z biegiem historii wszystko jednak się wyjaśnia. Edie również nie miała za ciekawej sytuacji w domu- wychowywała ją matka, wciąż cierpiąca po wypadku samochodowym. Tak naprawdę średnio interesowała się życiem swojego dziecka, nawet nie wiedząc, jak mogłaby pomóc jej pomocna dłoń w odpowiednim momencie.
Heather od początku jawi nam się jako dziewczyna cicha, skryta, samotna i zagubiona. Brak przyjaciół dodatkowo potęgował te cechy, a gdy wreszcie udało jej się nawiązać nić znajomości z Edie, postanowiła nigdy nie odpuścić. Była trochę jak osoba obsesyjnie "przyczepiona" do drugiej, silniejszej jednostki. I to zgubiło je obie.
Pani Way zbudowała świetną intrygę- tak dobrą, że praktycznie do końca lektury nie wiedziałam, kto tak naprawdę jest zły. Z pierwszych rozdziałów możnaby wysnuć wniosek, iż to Heather, targana obsesją, jest niebezpieczna dla otoczenia. Ale nic bardziej mylnego. Kolejnym plusem Obserwując Edie jest bardzo dobre budowanie napięcia; książka tak przyciąga, że nie ma możliwości się od niej oderwać, a każdy kolejny rozdział niesie za sobą kolejne zaskoczenia. Do tego wyraziste postacie- trzeba tu wspomnieć o duchu przeszłości, chłopaku o imieniu Connor, od którego zaczęło się wszystko, co złe.
Niektórzy mówią, że przeszłość nie może wpływać na przyszłość. Dopóki jesteś sam ze swoimi wspomnieniami, może być dobrze- może nawet jakoś dasz sobie z nimi radę. Jednak gdy w Twoje życie ponownie wkracza ktoś, przed kim skrzętnie się ukrywałeś, wszystko ulega zmianie. Kto przyjaciel, a kto wróg? Podczas lektury literackiego dziecka pani Camilli Way często zadawałam sobie to pytanie. I wiecie, o ile na początku postawa Heather wydawała mi się trochę... "psychopatyczna", o tyle po zakończeniu czytania już nie wiem, która z bohaterek tak naprawdę była ofiarą, a która katem.
Moje wrażenia po Obserwując Edie są jak najbardziej pozytywne i od tej pory bez zastanowienia będę sięgać po kolejne książki pani Way. Oby więcej takich mrocznych, tajemniczych lektur!
Premiera Slade House.
Dzisiaj premierę ma książa Davida Mitchella "Slade House", która wydana została w ramach serii "Uczta Wyobraźni".
W wąskim zaułku nieopodal popularnego wśród robotników brytyjskiego pubu ceglany mur skrywa wejście do Slade House. Drzwi otworzą się wyłącznie w pewnych ściśle określonych warunkach – a wtedy nieznajomy odźwierny powita was po imieniu i zaprosi do środka… Z początku nie będziecie chcieli wyjść. A potem odkryjecie, ze wyjść nie możecie. Co dziewięć lat mieszkańcy Slade House – niezwykłe rodzeństwo – wystosowują niepowtarzalne zaproszenie dla kogoś, kto jest inny od wszystkich albo po prostu samotny: nad wiek rozwinięty nastolatek, świeżo rozwiedziony policjant, nieśmiała studentka… Co naprawdę dzieje się we wnętrzu Slade House? Dla tych, którzy się tego dowiedzą, będzie już za późno…
Tutaj możecie przeczytać fragment książki: https://issuu.com/wydawnictwomag/docs/fragm_uw_sh
Autor:David Mitchell
Tytuł oryginału:Slade House
Seria:Uczta Wyobraźni
ISBN:978-83-7480-659-6
Tłumaczenie:Justyna Gardzińska
Ilość stron:192
Rok wydania:3 marca 2017
Cena detaliczna:35,00 zł
Konkurs z Lovecraftem
Dzieła „dżentelmena z Providence”, jak nazywano pisarza, stanowiły inspirację dla tak głośnych autorów horrorów jak Stephen King, Anne Rice czy Clive Barker. Doprowadzając do perfekcji swój styl, cyzelował w opowiadaniach gotycki klimat niezwykłości od tych najwcześniejszych aż po najsłynniejsze z cyklu mitów Cthulhu. Niniejszy tom zawiera najbardziej reprezentatywne powieści i opowiadania wybrane z niezwykle bogatego dorobku mistrza makabry, zarówno te wykorzystujące poetykę sennych koszmarów, jak i opisujące równie przerażającą jawę.
Wikingowie. Topory i sejmitary
Gdy wyruszał w rejs do rodzinnej Szwecji miał tylko jeden cel – uratować najbliższych, a jeśli się to nie uda, to chłodna i krwawa zemsta na oprawcach.
Po długim okresie oczekiwania nareszcie trafiła w moje ręce trzecia część Wikingów pisana ręką Radosława Lewandowskiego o podtytule Topory i Sejmitary, a wydana dzięki Wydawnictwu Akurat. Całość oprawy graficznej na zewnątrz, jak i wewnątrz książki nawiązuje do poprzednich części. Treść podzielona jest na rozdziały, które nie są długie, ale dzięki temu czytanie sprawia przyjemność. Specjalnie nie podałem ilości, ponieważ jest to bez znaczenia, gdyż fabuła wciąga tak bardzo, że czas nie gra już roli.
Wielka wojna w Winlandii Dobrej dobiegła końca. Dzięki opatrzności Wakan Tanki oraz fortelowi Oddiego plemie Beothuków odniosło zwycięstwo. Dla Niego nastał długo wyczekiwany moment powrotu w rodzinne strony i odnalezienie matki i siostry. Jednak nie wyrusza sam, razem z nim jest zaprawiona w boju drużyna Snae-Kola dowodzona przez Bjarkiego. Niedługo po tym, jak opuścili zatokę na pokładzie Aifura na horyzoncie zauważono szeroki żagiel i szybko zbliżający się okręt. To miał być pierwszy test dla całej załogi. Jak wszyscy wiedzą, losy człowieka są już zaplanowane w momencie jego narodzin, a do tej pory zarówno dla Asgotsona jak i jego drużyny był on łaskawy.
Najważniejsze dla mnie, że książka została napisana w tym samym stylu, co poprzednia część. Ciekawa fabuła ukazująca życie i wierzenia średniowiecznej Europy, a w to wszystko sprytnie wplecione wątki fikcyjnych bohaterów. Oprócz tego sama fabuła została skonstruowana w taki sposób, aby czytelnik nie popadł w marazm lub zbyt szybko nie rozszyfrował jednej z intryg. Autor po raz kolejny ukazał swój kunszt, gdyż nie sztuką jest napisać jedną książkę, ale cały cykl utrzymując ten sam wysoki poziom. Można pogratulować i jedynie z utęsknieniem wyczekiwać kolejnych książek pióra Radosława Lewandowskiego. Kończąc, książkę z czystym sumieniem polecam każdemu, zarówno miłośnikom klimatów nordyckich jak i tym, którzy cenią dobrą fantastykę.
7 EW
Patrząc na powieści Neala Stephensona wyłącznie pod kątem objętościowym można z całą pewnością stwierdzić, że są to książki dla wytrwałych czytelników, posiadających bardzo dużo wolnego czasu i cierpliwości. Kto miał choć raz okazję przeczytać którekolwiek z jego dzieł wie, że treść wymaga od czytelnika o wiele, wiele więcej.
Neal Stephenson to specjalista od wizjonerskich, wielkich projektów literackich. Jego powieści, w szczególności te ostatnio wydawane, liczą sobie setki stron. Powieściopisarz znany jest z tego, że jego utwory różnią się bardzo między sobą zarówno tematyka, jak i stylem, choć większość (może poza Cyklem Barokowym) zalicza się do fantastyki. W 2006 roku, kiedy pracował na pół etatu w Blue Origin, zainteresował się problemem kosmicznych śmieci na orbitach okołoziemskich, a także związanym z tym zagrożeniem masowego roztrzaskiwania się bolidów. Firma Blue Origin została założona w 2000 roku przez Jeffa Bezosa (założyciela Amazon.com) i zajmuje się projektowaniem oraz budową nowatorskich systemów załogowego transportu suborbitalnego i orbitalnego. Doświadczenie i wiedza zdobyta w trakcie pracy w branży prywatnego przemysłu kosmicznego, ukształtowała pierwotny zarys fabuły „7 EW”.
Powieść zaczyna się od katastrofy i to nie byle jakiej - Księżyc eksploduje. Przyczyna zniszczenia satelity ziemskiego, nie zostaje do końca wyjaśniona, autor nadmienia, że może była to wędrująca czarna dziura, ale ogólnie narrator używa określenia „Agent” z anglojęzycznej nomenklatury szermierczej: „Agent działa. Patient pozostaje bierny. W tym konkretnym przypadku agent o nieznanym charakterze oddziałał na Księżyc. Księżyc i zamieszkująca podksiężycowe królestwo ludzkość stali się biernymi ofiarami tego działania”. Jak można w wielu wywiadach z Nealem Stephensonem przeczytać, potrzebna była autorowi katastrofa, która ma doprowadzić do zagłady wszelkiego życia na Ziemi. Ta apokalipsa, co ważniejsze, nie mogła być nagła, czyli uderzenie meteorytu zostało wykluczone, ani długofalowa, czyli ekologiczna katastrofa też nie była odpowiednia. A zniszczenie Księżyca pozwoliło autorowi zawiązać fabułę opartą na założeniu, że oto świat ulegnie całkowitemu zniszczeniu za około dwa lata. Zegar zaczął tykać, a ludzkość może tylko kombinować, jak uratować, choć część żyjących istot przy bardzo ograniczonych możliwościach.
„7 EW” zostało podzielonych na trzy części. Pierwsza obejmuje pierwszy rok po unicestwieniu ziemskiego satelity. Jest to 27% książki, które jest doskonałym przykładem fantastyki naukowej. Neal Stephenson skupił się na konkretnym pomyśle, a mianowicie stworzeniu na bazie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej i miniarek (ang. arklet; wynoszone na orbitę samodzielne elementy mieszkalne), Arki w Chmurze. W niej to miało zostać zachowane to, co najcenniejsze; znikoma półtoratysięczna garstka ludzi, archiwum genetyczne fauny i flory oraz terabajty wiedzy. Ze względu na nagromadzenie pojęć z zakresy astrofizyki i inżynierii, tej części książki poświęciłam chyba najwięcej czasu. Pozytywnym aspektem nagromadzenia wielu różnych teorii naukowych, było dążenie do zrozumienia, autorskiej wizji, a dzięki temu zdobyłam sporo nowych informacji z różnych dziedzin nauki. Negatywne strony tej części to powolna akcja, długie wywody naukowe, brak szerszego oglądu sytuacji, w szczególności pod kątem socjologicznym. Neal Stephenson całkowicie pominął wydarzenia, które rozgrywały się na Ziemi w oczekiwaniu na zagładę. Trzeba jednak przyznać autorowi rację, że pisarstwo to umiejętność dokonywania wyborów. Wybrał on jeden wątek, jeden pomysł na przetrwanie, i stworzył swoisty podręcznik przetrwania ludzkości na orbicie okołoziemskiej.
Część druga, to wydarzenia, które mają miejsce po Białym Niebie i Kamiennym Deszczu, czyli po opadzie fragmentów Księżyca na Ziemię. Gdy następuje eksterminacja życia na powierzchni globu, mieszkańcy Arki w Chmurze muszą nauczyć się żyć w skrajnie niebezpiecznych warunkach, podejmować samodzielne i nierzadko ryzykowne decyzje. Obraz społeczeństwa orbitalnego jest przytłaczająco negatywny, ukazuje bowiem wszystkie, zazwyczaj te najmniej pożądane, strony ludzkiej natury. Po armagedonie wydawałoby się, że garstka ludzi powinna połączyć się w obliczu wspólnej tragedii i współdziałać, że nowa społeczność po zagładzie państw, stronnictw politycznych i religii, powinna stworzyć nowy naród. Nic bardziej mylnego. Muszę przyznać, że ta część najbardziej przypadła mi do gustu wywołując raz po raz sprzeczne emocje, jednocześnie zmuszając do przewartościowania choćby takich pojęć jak demokracja. Akcja w tej części szczęśliwie przyśpiesza, a wywody naukowe zostały zredukowane do minimum. Gratulacje dla autora, który w obrębie swojej powieści stworzył podgatunek, który nazwałabym kosmicznym thrillerem politycznym.
I na koniec część trzecia, która jest bezpośrednią konsekwencją tego, jak poradzili sobie ludzie, choć jest to obraz dość odległy, bo pięć tysięcy lat po zniszczeniu Księżyca przez Agenta. Przyszłość na pierwszy rzut oka bardzo optymistyczna, bowiem gatunek ludzki nie wymarł, rozrósł się wręcz, a co więcej dotarł do momentu, kiedy mógł terraformować, nomen omen, Ziemię. Śledząc przygody Kath Almathovej Drugiej, Beleda Tomova, czy Hu Noah w pierwszym odruchu ma się wrażenie, że Neal Stephenson pogrywa gatunkami literackimi i na koniec dość trudnej lektury, pozwolił odetchnąć czytelnikowi na łonie space opery. Przyglądając się dogłębnie nowej rzeczywistości, dostrzega się niestety bolesne konsekwencje genetycznych machinacji przodków z Izzy (Międzynarodowa Stacja Kosmiczna), które cieniem kładą się na nowym społeczeństwie.
„7 EW” (ang. Seveneves), pochodzenie tytułu zostaje wytłumaczone pod koniec drugiej części książki, jest powieścią, której bezmiar tematyki jest bardzo trudno przedstawić w recenzji, jednocześnie nie zdradzając zbyt wiele z fabuły. Powieść jest lekturą „slow reading”, nie można jej czytać w pośpiechu, a czasem nawet wymaga przerw, aby od tej dość posępnej historii odpocząć. Jednak aby w pełni docenić całokształt wizji Stephensona koniecznie należy przeczytać ją do końca. Z jednej strony jest to naukowy podręcznik, jak przetrwać zagładę Ziemi, z drugiej strony jest to traktat o naturze ludzkiej, by na końcu dotrwać do wizjonerskiej bajki o tym, jak można by żyć pięć tysięcy lat po kosmicznej apokalipsie. Nie jestem w stanie ocenić książki od strony naukowej, muszę zawierzyć autorowi, który wywodzi się z rodziny naukowców i inżynierów, i który sam studiował między innymi fizykę, że wszystkie rozwiązania są w miarę zgodne ze sztuką. Jeśli spojrzeć na „7 EW” pod kątem literackim, to poza podjętą tematyką, największym atutem powieści są bohaterowie, do których czytelnik bardzo szybko się przywiązuje. Postaci nakreślone są dogłębnie, a fabuła świetnie z nimi współpracuje. Tempo akcji w książce jest naprawdę bardzo różne, niestety, co może zniechęcić część czytelników, w części pierwszej wydarzenia toczą się w ślimaczym tempie, spowalniane przez długie wywody z różnych dziedzin nauki. Niestety przy tak obszernym dziele nie ciężko jest o wady. Najbardziej zabrakło mi tła socjologicznego związanego z zachowaniem się ludzi w obliczu apokalipsy. Temat ten potraktowany został zdawkowo, a założenie, że wszyscy potulnie zgodzą się na Rozdzielanie Losów, czyli przydzielanie miejsc w Arce w Chmurze, jest czystym nonsensem. Również wizja przyszłości, choć w wielu aspektach pociągająca i ciekawa, w szczególności jeśli dotyczy sztucznego wytworzenia klas społecznych na bazie rekombinacji genetycznych, wydaje się w innych aspektach potraktowana po łepkach, a nawet absurdalna.
Podsumowując. „7EW” to powieść nie dla każdego, wymagająca, męcząca, przytłaczająca negatywnymi emocjami, wymaga od czytelnika mozolnej pracy nad tekstem, sporej ilości czasu i wytrwałości, ale... WARTO!
Żar mrozu
Niewiele jest cykli książkowych, które przeradzając się w wielotomową historię, są w stanie utrzymać niesłabnącą uwagę czytelnika. Seria o przygodach Mercedes Thompson jest jedną z nielicznych, po której kolejne tomy, sięgam z przyjemnością.
Patricia Biggs na prośbę swojego wydawcy, który zareagował szybko na wielkie zapotrzebowanie czytelnicze na powieści z gatunku urban fantasy, w 2006 roku napisała pierwszy tom przygód Mercy, zatytułowany „Moon Called”. W dwa lata później został on przetłumaczony na język polski i ukazał się nakładem Fabryki Słów pod tytułem „Zew księżyca”. To był bardzo dobry czas dla powieści o wilkołakach i wampirach, przypomnę, że rok wcześniej, w 2007 r., ukazał się „Zmierzch”. 2010 rok to już samo apogeum wielkiego boomu na powieści urban fantasy, w tym też roku Fabryka Słów wznawia serię, szczęśliwie z oryginalnymi okładkami z ilustracjami Dana Dona Santosa. Od tamtego momentu Fabryka Słów regularnie, co roku wydawała kolejne tomy. W związku jednak ze słabnącym zainteresowaniem wilkołaczymi powieściami, na szósty tom „Piętno rzeki” kazano czytelnikom czekać aż trzy lata, w rok po tym tomie ukazał się na szczęście „Żar mrozu”.
Mercedes Athena Thompson Hautman rozpoczęła nowe, sielankowe życie, jako żona Adama, alfy watahy z Tri-Cities. Stop. Coś tu nie pasuje. Jak to możliwe, że zmiennokształtna kojocica, która ma bardzo dużo szczęścia, a jeszcze więcej kłopotów, spokojnie miała wieść życie radosnej małżonki? Oczywiście, że to niemożliwe. W drodze na zakupy podczas czarnego piątku wraz z Jesse, córką Adama, bierze udział w kolizji, której ofiarą śmiertelną staje się Królik, legendarny WV Garbus. A to dopiero początek kłopotów. Nikt nie odbiera telefonów od poobijanej Mercy. Cała wataha zostaje pojmana, a kojocicy pozostaje chronić, tych, którzy pozostali na wolności i uratować swojego męża. Najważniejsze w całej rozgrywce okaże się znalezienie odpowiedzi na pytanie, kto jest celem porywaczy: Adam, wataha, Bran, Mercy, a może jeszcze ktoś inny?
Sięgając po „Żar mrozu” miałam ogromną nadzieję, że siódmy tom będzie lepszy niż poprzedni. „Piętno rzeki” bardzo mnie rozczarowało i obawiałam się, że historia Mercy po prostu się wypaliła. A tu bardzo przyjemna niespodzianka. Patty Briggs zawiązała akcję w ciągu niespełna dwudziestu stron, a potem wydarzenia gnały jedne za drugimi. Jeżeli jeszcze nie czytaliście powieści z tego cyklu, to należy szybciutko nadgonić zaległości, tym bardziej, że Fabryka Słów postanowiła wznowić wszystkie tomy. A przygody Mercy Thompson, pomimo że kręcą się wokół jej związku z Adamem, nie są nasączone obrzydliwym romantyzmem i ich miłość nie jest tak naprawdę osią wydarzeń. Trzeba przyznać, że Patrcia Briggs umiejętnie przedstawiła związek Mercy z Adamem, w którym ich relacje, a dość egzotyczne biorąc pod uwagę, że on jest wilkołakiem, a ona zmiennokształtną córką Kojota, przedstawione są bardzo naturalnie i zwyczajnie. Może właśnie dlatego te książki tak porywają, romans głównych bohaterów, nie przeszkadza w snuciu intryg, przeżywaniu przygód i w ekstremalnym ratowaniu tyłka różnego autoramentu sierściuchów.
„Żar mrozu” to bardzo przyjemna, wciągająca odskocznia od rzeczywistości i innych bardziej ambitnych lektur. Ma wszystko to, co pozwala się zrelaksować: delikatny romans, mnóstwo akcji, tajemnice i dramatyczne ratowanie się z opresji. Jak każda seria, tak i też ta, ma swoje lepsze i gorsze tomy, ten zaliczam do tych bardziej udanych i bardzo liczę na to, że Fabryka Słów w niedalekim czasie wyda kolejne trzy tomy.
"Kosmiczne Spotkania" Wybuduj galaktyczne imperium!
W kosmicznej otchłani obce rasy rywalizują ze sobą o kontrolę nad wszechświatem. Układ sojuszy może zmienić się w każdej chwili, zaś w toczonych na ogromną skalę bitwach statki kosmiczne ulegają raptownej anihilacji.
W Kosmicznych Spotkaniach gracze mają do wyboru tuziny obcych ras. Każda z nich dysponuje wyjątkową mocą, dzięki której może podjąć próbę skonstruowania imperium obejmującego całą galaktykę. Wraca tu wielu klasycznych obcych znanych z wcześniejszych wydań gry, takich jak Wyrocznia, Pechowiec i Klon. Do ich szeregów dołączają także nowoodkryci, tacy jak Remora, Roztocze, czy Tick-Tock.
Grom i szkwał Kraina Martwej Ziemi. Tom 2
Z przyjemnością informujemy, że już wkrótce do sprzedaży trafi kontynuacja Krwi i stali Jacka Łukawskiego – fantasy militarno-przygodowego z elementami inspirowanymi mitologią słowiańską. Premiera Gromu i szkwału wypada 1 marca 2017 roku. Powieść ukaże się nakładem SQN Imaginatio.
Wieści z Naszej Księgarni (nr 4)
W połowie marca pojawią się kolejne nowości z Naszej Księgarni… i kolejna niespodzianka przygotowana dla graczy!
W grach WIELKA UCIECZKA i TWARDY ORZECH DO ZGRYZIENIA gracze znajdą płócienne woreczki. Każdy gracz doskonale zdaje sobie sprawę, że taki woreczek to prawdziwy skarb. Można do niego spakować grę i wygodnie zabrać w podróż lub na spotkanie z przyjaciółmi.
Na przykład zmieszczą się do niego elementy aż czterech (!) naszych gier: DOMEK NA DRZEWIE, FABRYKA ROBOTÓW, GRA NA EMOCJACH, BANKRUT. 4 gry w 1 woreczku – idealne rozwiązanie na weekendowe spotkania z przyjaciółmi.
Perfekcjonista
Psychopatyczny morderca, ciekawa intryga i wzbudzający sympatię, choć mierzący się z własnymi demonami śledczy to zdecydowanie dobry przepis na wciągający thriller. Zwłaszcza kiedy autor umiejętnie i logicznie prowadzi akcję, zaczynając od potężnego uderzenia i konsekwentnie zmierzając ku satysfakcjonującego finału. Taki właśnie jest Perfekcjonista Helen Fields, pierwszy tom zapowiadającego się naprawdę obiecująco cyklu o inspektorze Lucu Callanachu.
Edynburgiem wstrząsa sprawa morderstwa utalentowanej prawniczki, której spalone zwłoki zostają znalezione w górskim szałasie, a to dopiero początek makabrycznej serii. Wkrótce dochodzi do kolejnego porwania, tym razem ofiarą pada znana i szanowana pani pastor. Łączyło świetne wykształcenie, wysoka pozycja, ambicja i niewątpliwy sukces, jaki odniosły w wybranych przez siebie dziedzinach. A na celowniku mordercy pojawiają się kolejne kobiety. Czy policja zdąży go schwytać zanim dojdzie do następnej brutalnej zbrodni?
Śledztwo w tej sprawie prowadzi świeżo mianowany inspektor Luc Callanach, z pochodzenia pół-Szkot, pół-Francuz, który po odejściu z Interpolu w dosyć niejasnych okolicznościach, trafia do Edynburga, by zacząć wszystko od nowa. Pomaga mu w tym bezkompromisowa i energiczna detektyw Ava Turner, początkowo jako jedyna przyjacielsko nastawiona do nowego przełożonego, dość specyficznego na tle pozostałych policjantów.
Callanach jest postacią ciekawą i, biorąc pod uwagę większość literackich detektywów, raczej nietypową. Mieszane pochodzenie sprawia, że wyróżnia się na tle zespołu, którym dowodzi i początkowo trudno jest mu złapać z pracownikami wspólny język, zwłaszcza gdy w grę wchodzą uprzedzenia i stereotypy. Nie pomaga mu w tym również konieczność zmierzenia się z konsekwencjami wydarzenia, które doprowadziło do jego rezygnacji z pracy w Interpolu. Na szczęście autorka nie powiela schematów i nie czyni go kolejnym zgorzkniałym i topiącym smutki w alkoholu typem, jakich często można spotkać w tego typu powieściach.
Dosyć ryzykownym, ale – jak się ostatecznie okazało – bardzo dobrym rozwiązaniem było ujawnienie tożsamości mordercy już na samym początku. Mimo że czytelnik doskonale zdaje sobie sprawę, kto stoi za porwaniami i zbrodniami oraz jakie są jego motywacje, prowadzący śledztwo i kolejne ofiary są tego zupełnie nieświadome. Daje to możliwość spojrzenia na sprawcę z dwóch perspektyw – z jednej strony, widzimy więc jego własne wyobrażenie o sobie samym, o swej wielkości, znaczeniu i mocy, a z drugiej dostajemy zupełnie przeciwstawny wizerunek człowieka tak, jak postrzega go otoczenie.
Mam jedynie dwa zarzuty wobec książki, a właściwie jej polskiego wydania. Pierwszy to opis wydawcy, który niestety zdradza zbyt wiele i skutecznie psuje istotny element zaskoczenia, gdy dochodzi do kulminacyjnego momentu… Drugi dotyczy drobnych wpadek translatorskich, m.in. jeden z bohaterów narzekając na nadmiernie rozwinięte procedury biurokratyczne przeklina dosłownie „czerwoną taśmę” (ang. red tape), a innym razem morderca odmierza ilość substancji z buteleczki za pomocą pęsety, choć zapewne chodziło o pipetę. Jednak choć zaburzają one nieco przyjemność płynącą z lektury, można swobodnie przymknąć na nie oko.
Podsumowując, po rozczarowaniu jakim była inna z nowości wydawnictwa Amber, Kamerzysta, jestem bardzo pozytywnie zaskoczona Perfekcjonistą, który okazał się wciągającym i wartym uwagi thrillerem. Jestem pewna, że powieść Helen Fields zaspokoi oczekiwania wszystkich fanów gatunku.