Rezultaty wyszukiwania dla: powieść science fiction
Poklatkowa rewolucja
Twórczość kanadyjskiego pisarza Petera Wattsa jest dobrze znana polskiemu czytelnikowi, dzięki między innymi Ślepowidzeniu, Echopraksji, czy cyklowi o Ryfterach. Co więcej w 2017 był on gościem Pyrkonu, na którym miłośnicy hard sf mogli spotkać autora. W tym roku Wydawnictwo Mag wydało Poklatkową rewolucję, obszerniejszą nowelę, która ukazała się w ramach serii Uczta Wyobraźni.
Poklatkowa rewolucja należy do cyklu krótkich opowiadań Sunflower, na które składają się The Island (2009; Wyspa NF 5/2011, Odtrutka na optymizm, Mag 2013), Hotshot (2014), Giants (2014; Giganci NF 9/2014). Wielka szkoda, że Wydawnictwo Mag nie zamieściło wszystkich dotychczas napisanych opowiadań wspólnie z nowo wydaną nowelą, zapewne czytelnik miałby większe rozeznanie w tym świecie, a i nomen omen Uczta Wyobraźni byłaby obfitsza.
Peter Watts nie należy do pisarzy, którzy idą na łatwiznę i piszą przyjemne i lekkie utwory, mające na celu umilić czas czytelnikowi. Jego opowiadanie to czysta hard science fiction, więc sięgając po nią należy nastawić się na trudne relacje z tekstem.
Eriophora to statek umieszczony wewnątrz planetoidy, który został stworzony do budowania bramek łączących tunele czasoprzestrzenne. Na okręcie mieszkają tysiące, specjalnie przystosowanych genetycznie i wyselekcjonowanych specjalistów, którzy stanowią biologiczną załogę Eri. Wnoszą oni do misji „czynnik ludzki”, który wspomagany jest przez AI, imieniem Szymp (ang. Chimp, szympans). Razem tworzą oni załogę, której celem jest tworzenie wspaniałych kosmicznych autostrad dla Imperium Ludzkiego. Wędrówka tej wyjątkowej arki jest niezwykła, bowiem trwa miliony lat, a załoganci podzieleni na szczepy, budzeni są co kilkaset lat przez AI według jemu tylko znanego planu i potrzeb danej chwili.
Historię Eriophory (a propos jest to rodzaj pająka tkającego misterne sieci) czytelnik poznaje z punktu widzenia Sunday Ahzmundin, specjalistki od systemów podtrzymywania życia. To przez jej pryzmat myśli i spostrzeżeń Peter Watts, próbuje nakłonić czytelnika do zadawania pytań. W jakim stopniu AI zarządzająca tysiącami ludzi powinna być inteligenta? Czy można w ogóle mówić o więzach emocjonalnych między ludźmi, a zaprogramowaną AI? Czy imperatyw misji rozgrzesza wszelkie działania na jej rzecz? W jakim stopniu można „wyhodować” człowieka przystosowanego do życia fragmentarycznego życia?
Jak w ogóle zorganizować bunt, kiedy jest się aktywnym przez kilka dnia na sto lat, a garstka współspiskowców przetasowuje się po każdym rozmrażaniu? Jak spiskować przeciwko wrogowi, który nigdy nie śpi, ma do dyspozycji setki samotnych lat, by brutalnie przeszukać i przeanalizować wszystkie otwarcia, by przypadkiem natrafić na wszystkie ślady, które się niedbale pozostawiło?
Na Eriophorze po milionach lat, pomiędzy tysiącami gwiezdnych budowniczych, jedno drobne pragnienie, roznieci iskrę buntu – pragnienie wolności. Tylko, czy starczy ludziom przebiegłości, inteligencji, cierpliwości i wytrwałości, by przeprowadzić powstanie, gdy ich życie to wyrwane ze snu klatki?
Jak to w ogóle zrobić?
Otóż na więcej sposobów, niż sobie w życiu wyobrażałam.
Nowela Petera Wattsa naszpikowana jest trudnym naukowym językiem. Jak sam pisarz w wywiadzie wspomina nie było innej możliwości, gdy jego życie jest nadbudowane na nauce. Tym zresztą różni się science fiction, od fiction, a science fiction od hard sf, tym, że należy mocno zagłębić się w terminologię naukową, aby zrozumieć treść.
Historia Sunday, Szympa, Lian i wielu innych Eriophorczyków to na szczęście krótka, ale treściwa nowela, która zmusza do zadawania pytań, nie dając jednocześnie na nie odpowiedzi. Z ciekawości sięgnę po pozostałe opowiadania, by zgłębić i uzupełnić opowieść. Poklatkowa rewolucja nie jest dla każdego, ale osoby, które znają serię Uczta Wyobraźni, zapewne wiedzą, że w jej szeregach zawsze znajdzie się dobrą literaturę, która nie rozleniwia umysłu i rozszerza przestrzenie wyobraźni.
Proxima
Czy można dostawać wciąż kolejne szanse i popełniać identyczne błędy, znając konsekwencje swoich działań? Ludzie nie zawsze wyciągają wnioski z podjętych przez siebie kroków. Krocząc wciąż tą samą, wydeptaną ścieżką nie zastanawiają się nad możliwością zboczenia z kursu i obrania innej mniej oczywistej drogi. Pytanie ile jeszcze szans jesteśmy w stanie ot, tak wyrzucić do kosza i poddać się przed rozpoczęciem rozgrywki?
XXVII wiek. Ludzkość zamieszkuje coraz większe połacie przestrzeni kosmicznej, której przestrzeń wydaje się nieskończona. Kolejna z zamieszkałych przez nas planet powoli dąży do upadku, jaki spotkał Ziemię. Trawiące planetę wojny zmuszają mieszkańców do poszukiwań kolejnej przyjaznej przystani. To właśnie tak jawi się Proxima Centauri, wystarczy wyruszyć na nią z misją zasiedlającą i stworzyć na niej kolonie, mającą być nowym początkiem. Tyle że nikt za bardzo nie pali się do pomysłu zamieszkania na planecie, która jest niczym niebezpieczne, nieznane nikomu pustkowie. Wyprawa nie należy do tych przyjemnych, o czym wkrótce przekona się Yuri Jones i tysiąc innych kolonistów. Czy Proxima stanie się nowym Edenem i rozwiąże problem przeludnienia? Czy jej ciemna, spowita wieczną ciemnością strona nie okaże się niebezpieczna?
Nie myślałam, że tak szybko sięgnę po powieść z kosmosem w tle. Nie wiedziałam, że znów przepadnę w świecie tak realnym i prawdopodobnym, że aż przerażającym. Myślicie, że znacie wszystkie odpowiedzi, a kosmos nie stanowi dla was tajemnicy, sięgnijcie po Proximę.
Od pierwszych stron uderzy w was klimat powieści, w którym można wyczuć tajemnice, niepokój i realność. Choć fabuła została osadzona w odległej przyszłości to schemat, jaki został w niej rozrysowany, przerażająco przypomina nasze dzisiejsze działania, wszelkie próby poszukiwań nowych sposobów na nowe miejsca kolonizacji i usprawnianie techniki, a to wszystko pomieszane z konfliktami i wojnami trawiącymi ludzkie organizmy.
Do tej pory Stephen Baxter był częścią pisarskiego duetu tworzonego z już nieżyjącym Terrym Pratchett'em. Seria Długa Ziemia okazała się wrotami do dalszej pracy, tym razem bez mistrza. O dziwo Baxter nie tylko poradził sobie sam, a wręcz zadziwia warsztatem i pomysłem na fabułę.
Proxima podkreśla to, co w naszym zachowaniu złe, niepotrzebne i bezmyślne. Czas rozgrywania się akcji powieści jest dość odległy, a błędy i złe decyzje jakby te same. Baxter pokazuje czytelnikowi, że ludzkość wciąż będzie popełniać masę błędów, które będą prowadzić do zagłady bez względu na planetę, z której ludzie będą korzystać.
Yuri większość swojego życia był za hibernowany, teraz budzi się w koloni na Marsie i choć ma wrażenie, że to wciąż ta sama przeludniona Ziemia rzeczywistość jest całkiem inna. Jego i pozostałych „ochotników” można by porównać do mieszanki ciemnych typków zasilających więzienia. Nie mając wyjścia, będą musieli podjąć wyzwanie, które ma przynieść ratunek ludzkości, dając im w zamian pustkę, niebezpieczeństwo, trud i samotność.
Taka zbieranina jakże niedoskonałych osobników sprawia, że powieść nabiera innego wymiaru. To nie przesłodzona i bardziej wiarygodna opcja kolonizacji. Dzięki temu zróżnicowaniu całość pochłania się zaskakująco szybko. Poza kolonizacją powieść ta zawiera również część naukową, jednak nie ma się czego bać, gdyż nie jest to, nie zrozumiały naukowy „bełkot”, a całość napisano przystępnie i lekko.
Baxter stworzył powieść, która może nie jest mocno wybitna, jednak wyróżnia się dość mocno na tle powieść tego typu. Czytelnikowi zostaje przedstawiona wizja przyszłości, która nie jawi się kolorowo, jednak skrywa przesłanie, które długo nie da wam zapomnieć o powieści i zasieje w was ziarenko niepewności. Lekka i przystępnie napisana książka o możliwej wizji przyszłości i zakamarkach ludzkiej natury, która wciąga i jednocześnie nie przytłacza naukowym żargonem to świetny kąsek dla fanów science fiction.
Ziemia złych uroków
To miało być zadanie jakich wielu- wejść do ZONy, zdobyć przesyłkę, wyjść, a następnie przekazać ją do rąk własnych zleceniodawcy. Od początku jednak los płata Kojotowi figla. Co prawda jego kompan, Świetlik, miał już wcześniej styczność z Tą "niepospolitą kochanką", tym razem jednak zgubiła go własna zachłanność. I tak Kojot musiał pozostawić martwego chłopaka tam, gdzie wyłącznie stalkerzy nie boją się zapuszczać. A żeby tego było mało podczas ucieczki jednym z tajemnych, nieprzeznaczonych dla nieodpowiednich oczu wyjść mężczyzna prawie wpadł w łapska wojskowych... "spalając" tym samym jedną z bezpieczniejszych dróg ewakuacji. Wyrzuty sumienia po śmierci młodego towarzysza tej nieprzyjemnej podróży może choć na chwilę zmniejszyć wyłącznie wódka, dlatego też Kojot po oddaniu przesyłki, kieruje swoje kroki do baru, dzień w dzień upijając się na umór. Ktoś jednak bacznie go obserwuje... I choć bohater nie chce, musi ponownie wyruszyć do ZONy pod groźbą dożywotniego więzienia, tym razem mając za towarzyszy stalkerskich weteranów: Sinego oraz Hiszpana. Ich celem jest trójka naukowców, a stawka większa niż zwykle.
Myślę, że tej serii nie muszę Wam przedstawiać; o ile orientuję się w temacie kolejne części przeróżnych cyklów należących do Fabrycznej Zony pojawiają się od dłuższego czasu. Na swoim koncie mam ich dopiero cztery, ale już pierwsza podróż ramię w ramię ze stalkerami sprawiła, że i dla mnie ta niepokojąca, pełna potworów nie z tej ziemi ZONA stała się swoistą "kochanką". Na szczęście tylko i wyłącznie literacką.
Tak naprawdę w ZONie nie powinno istnieć takie określenie jak "weteran". Nie da się tak po prostu przekroczyć jej granic i z zamkniętymi oczami przemierzyć znane dotychczas ścieżki. Ona rządzi się swoimi prawami, a liczne emisje często zacierają ślady po istniejących wcześniej ścieżkach oraz miejscach idealnych na kryjówkę. Przejście przez Tę Morderczą Kochankę to nie byle jaki spacerek po polance- to spotkanie z najróżniejszymi potworami, anomaliami, czyhającymi w najmniej spodziewanym miejscu. ZONA to swego rodzaju ogromny cmentarz, na którym stalkerzy pochowali wielu swoich przyjaciół. To nie Ziemia Obiecana, a raczej Piekło na ziemi. Choć nie każdy w to wierzy...
Niech umrze setka osób, tysiąc nawet i milion, a człowiek wzruszy ramionami i powie, że tak już jest. Ale gdy zginie ktoś ważny dla ciebie, wszechświat zaczyna się sypać i kruszyć jak zbudowany z piasku zamek.
Cykl zapoczątkowany przez pana Jacka Klossa w niczym nie jest gorszy od swych poprzedników. Ba, rzekłabym nawet, iż pisarze tworzący pod flagą Fabrycznej Zony w jakiś tajemniczy dla mnie sposób stapiają się w jedno. Możemy czytać zupełnie inne tomy spod piór innych autorów, a mimo to nie ma się poczucia jakiegoś... wyobcowania czy niedociągnięcia przez kogoś wątku. Nie ma najmniejszych niezgodności między tymi książkami, co samo w sobie jest po prostu... fenomenalne. Tak jak mówiłam- zupełnie, jakby ojcem serii był wyłącznie jeden człowiek, nie zaś grupa pisarzy. Swoją drogą zawsze podczas lektury mam nadzieję, że nigdy taka ZONA nie pojawi się na naszych terenach- w końcu do życia powołali ją literacko nasi rodacy.
Cóż mogę dodać? Bohaterzy to prawdziwi faceci z krwi i kości, którzy (prawie) niczego się nie boją. Choć w Ziemi złych uroków to Kojot wysuwa się na pierwszy plan, nie odróżnia się on od pozostałych stalkerów niczym specjalnym. Ot, mężczyzna goniący "za chlebem", chwilowo spowolniony licznymi halucynacjami. Kolejna bardzo dobra "wojskowa" opowieść. Brawo!
W ogniu Walki
O książce:
Nadeszła pora, aby przenieść walkę na terytorium Dryblasów.
Mars znajduje się pod kontrolą obcych już od ponad roku. Przez ten czas zdziesiątkowane siły ziemskich sojuszy odbudowały swoje floty i obsadziły stare okręty świeżo wyszkolonymi żołnierzami. Naczelne dowództwo, rozdarte między chęcią wyprzedzenia planów Dryblasów i potrzebą zebrania odpowiedniej potęgi bojowej, postanawia uderzyć natychmiast.
Weterani Andrew i Halley znów stają na czele niedoświadczonych żółtodziobów, gdy połączone ziemskie siły występują przeciwko najeźdźcom. Wojny kierują się jednak regułą, że prawie żaden plan nie wytrzymuje pierwszego kontaktu z nieprzyjacielem... A Dryblasy równie mocno chcą utrzymać się na Marsie, jak ludzie pragną go odzyskać.
Niegodziwość
Rozstrzygające starcie aniołów ze Złem w tomie zamykającym świetnie przyjętą serię „Przeczucia” Amy A. Bartol. „Niegodziwość” dostarczy całej gamy silnych emocji i wciągnie w skomplikowany świat uczuć bohaterów.
Premiera książki 24 października.
Evie wraz z najbliższymi przyjaciółmi znajduje chwilowe schronienie w posiadłości Reeda w Crestwood. Mury domu nie zdołają jednak odgrodzić dziewczyny od złowrogiego Brennusa, który nawiedza ją w snach, by przejąć kontrolę nad jej energią. Podczas jednej z nocnych wizyt intruz ostrzega Evie, że zbliża się ostateczna wojna z Upadłymi. Na ich czele ma stanąć pół-anioł, pół-człowiek równie potężny jak Evie. Od wyniku tej bitwy zależy, czy Zło zatriumfuje nad światem...
Sztuczna broda Świętego Mikołaja
Czy zdarzyło ci się kiedyś pomyśleć, że Boże Narodzenie mogłoby wyglądać inaczej?
Kolędy, prezenty, zimne ognie – wszystko to już nieco... trąci nudą.
Cóż więc powiesz na wielkie eksplodujące ciasto świąteczne, na paskudnego oswojonego bałwana śniegowego albo sympatyczną gadającą kuropatwę w koronie gruszy? A gdyby tak Święty Mikołaj zatrudnił się w zoo, narozrabiał w sklepie z zabawkami albo nawet został... aresztowany za włamanie?!
Zanurkuj w fantastycznie zabawny świat sir Terry’ego Pratchetta i wpadnij na świąteczną bajkową ucztę niepodobną do innych. Jedenaście opowiastek sprawi, że najpierw parskniesz, potem zakwiczysz, a wreszcie popłaczesz się ze śmiechu i już nigdy nie pomyślisz o Bożym Narodzeniu tak jak dawniej.
Brama.
Brama to ostatni tom trylogii Projekt RHO autorstwa Richarda Philipsa, który zasilił dość świeżą serię Fabryki Słów promującą wśród polskich czytelników dobrą science-fiction. Tom trzeci odpowiada na liczne pytania, które mnożyły się w trakcie trwania tej kosmicznej przygody, cała fabularna zagadka w końcu dobiega końca i trzeba przyznać, że efekt zaskoczenia był spory!
Czołowy naukowiec z Projektu Rho, profesor Donald Stephenson, został uwięziony za zbrodnie przeciwko ludzkości. Świat odetchnął z ulgą, mając nadzieję, że zagrożenie wywołane przez technologię obcych wreszcie zostało zażegnane.
Świat jednak się myli. W Szwajcarii uczeni pracujący nad Wielkim Zderzaczem Hadronów odkrywają anomalię, która może zniszczyć Ziemię, a powstrzymać ją można wyłącznie dzięki technologii z Projektu Rho. W zamian za całkowite ułaskawienie profesor Stephenson zgadza się pomóc w opanowaniu zagrożenia. Za jego obietnicą kryje się jednak spisek obcych, w wyniku którego Okręt Rho trafił na naszą planetę. Heather, Mark i Jennifer muszą przeniknąć do nowego projektu Stephensona i powstrzymać go za wszelką cenę. Rozpoczęła się ostateczna bitwa i tym razem ludzkość nie może sobie pozwolić na porażkę.
Science Fiction to gatunek literatury, który powoli dopiero wpisuje się w moje łaski, podchodzę do każdej książki SF z lekkim dystansem i nie ukrywam, że były książki, które zwyczajnie byłem zmuszony odłożyć. Projekt RHO od razu wkupił się w mój gust, i chociaż tom drugi w moim odczuciu nieco spuścił z tonu i odnotowałem przy nim mniejsze zainteresowanie, to Brama zdecydowanie rekompensuje te małe minusiki. Książka z każdą kolejną częścią zyskiwała na konstrukcji fabuły i wadze wydarzeń. Tom pierwszy, na tle całości, był najmniej polityczny i zawiły, poznaliśmy beztroskich bohaterów którzy wpadli w wir niebezpiecznej historii wagi światowej. Im dalej brniemy w historię Philipsa, tym bardziej wyczuwamy dojrzałość pisarską, fabularną i gatunkową. To dość fajne uczucie i myślę, że stanowi ogromy atut całości.
Trudno mi wkraczać głębiej w fabułę, bo dla wielbicieli poprzednich tomów będzie to oznaczało niemałe spoilery. Jeśli jednak ktoś jeszcze nie zaczął lektury trylogii to tuż po przeczytaniu całości, z czystym sercem polecam. Jest to ciekawa, dobrze napisana i typowo gatunkowa powieść SF, która na pewno zasługuje na to, by trzymać ją na półce obok klasyki gatunku. Polecam.
Mass Effect. Anromeda: Inicjacja
N.K. Jemisin & Mac Walters
Mass Effect. Anromeda: Inicjacja
Opis
Porucznik Cora Harper zaciągnęła się do armii Przymierza, by rozwinąć i wzmocnić swoje wyjątkowe talenty biotyczne. Otrzymuje przydział do Córek Talein, oddziału komandosów asari, gdzie staje się znakomicie wyszkoloną i śmiertelnie niebezpieczną łowczynią.
Po powrocie na Ziemię Cora czuje się obco między ludźmi i postanawia dołączyć do Inicjatywy Andromeda jako zastępca Aleca Rydera. Celem misji, którą dowodzi, jest wysłanie stu tysięcy kolonistów w sześciusetletnią podróż w jedną stronę w nieznane. Kiedy niezwykle istotna i niebezpieczna technologia zostaje skradziona, Cora otrzymuje zadanie powstrzymania złodzieja, nim ten wykorzysta swoją zdobycz przeciwko Inicjatywie, a może nawet doprowadzi do udaremnienia misji jeszcze przed jej rozpoczęciem.
Płomień i krzyż. T. 2
Premiera 17 października - Fabryka Słów.
O KSIĄŻCE:
Inkwizytor Arnold Lowefell staje się coraz potężniejszym członkiem Wewnętrznego Kręgu Inkwizytorium.
Cały czas usiłuje nie tylko odzyskać pamięć o swojej tajemniczej
i mrocznej przeszłości, ale i zmierzyć się z sekretami
i wielopiętrowymi intrygami dręczącymi Święte Officjum.
Zaklęcie na wiatr
Magia kryształu
Współcześnie, patrząc na kryształ, jesteśmy w stanie docenić jego piękno, postrzegamy go jednak wyłącznie w kategorii ozdoby, czy to biżuterii czy przedmiotu zdobiącego nasze cztery kąty. Nie zastanawiamy się nad ideową wartością kryształu, nad tym, w jaki sposób powstał, przez kogo został wydobyty czy też jakie może być jego zastosowanie. Tymczasem są krainy, w których mówi się, że kryształ to zastygły wielki ogień, do którego prawo mają wyłącznie bogowie. Kryształ miał bowiem powstać wówczas, kiedy okrzepła pierwotna, twórcza Iskra. Tych odłamków strzegą Przedwieczni bogowie ognia, choć – jak się okazuje – dostęp do nich mają również magowie. To oni siłą wydzierają bogom kryształy wykorzystując je do swoich celów. Mamią ludzi, wmawiając im istnienie Przedwiecznych, tymczasem sami dążą do tego, by posiąść władzę, bogactwo, a także wiedzę.
Nic zatem dziwnego, że w całej Delcie istnieje obawa przed magami, co więcej przypisuje się im nawet cechy demonów. Wykorzystując kryształy do rzucania zaklęć rzeczywiście do demonów są podobni szczególnie, że te zaklęcia nie służą bynajmniej prostemu ludowi. Co więcej, zabraniają parać się magią pospólstwu, piętnując heretyków, którzy odważyli przeciwstawić się ich zakazom, którzy wątpią w istnienie bogów ognia. Jednym z tych, którzy uprawiają magię, którzy potrafią zapanować nad pogodą czy uleczyć, jest Ravael, choć osiem lat temu stracił on swój kryształ, próbując ratować życie przyjaciela, a zarazem szwagra. Teraz Gwinto Gerk wraca po latach z morskiej wyprawy, pragnąć spłacić wobec niego dług. Nie tylko wiezie skrzynkę kryształów skradzionych Przedwiecznym, ale ma też dla szwagra propozycję, by wypłynął wraz z nim na wyprawę życia do krain, gdzie w jaskiniach mieszkają smoki, ale też gdzie kryje się więcej kryształów. Ravael przerażony bluźnierstwami Gwinto, który jawnie podważa istnienie bogów, wyrzuca go z domu, ku rozpaczy żony oraz syna, Ariona, dla którego osoba wuja- podróżnika i poszukiwacza przygód, okazała się być niezmiernie fascynująca.
Gwinto Gerk odchodzi, ale kilka godzin po jego wizycie, u Ravaela zjawiają się wysłannicy króla, w tym Nogus Peris, którzy pragną schwytać marynarza. W odwecie za udzielenie mu gościny zabijają Ravaela i podkładają pod dom ogień, pragnąć zmusić Gwinto do powrotu... To dopiero początek wciągającej opowieści ze świata fantasy, z niezapomnianej podróży, w którą zabiera nas Paulina Kuzawińska. Powieść „Zaklęcie na wiatr”, opublikowana nakładem Wydawnictwa Genius Creations, to porywająca, choć niedostatecznie przemyślana i dopracowana historia o chciwości, prawości, o magach, którzy postawili się na miejscu bogów. To doskonała lektura nie tylko dla fanów powieści fantastycznych, pełnych smoków, magów czy tajemniczych zaklęć. To również książka dla tych wszystkich, którzy lubią studiować ludzkie zachowania, którzy cenią sobie szczerość w relacjach, wyższe ideały, dla których pieniądz (czy kryształy) i władza, to nie wszystko.
Wątek Gwinto Gerka nie jest jedynym poruszonym w książce. Mamy też króla, Skyerlora, który dorastał w cieniu swojego starszego, perfidnego brata Sykiarda, dziedzicznego księcia krainy Kirr, władcy Crystallum, Aratros i Dratros. To właśnie za jego sprawą Skyerlor dorastał z dala od magii, na przekór zwyczajom, które stanowiły, że członkowie rodziny królewskiej są szkoleni na Wysokich Magów. Sykiard żywił obawy o swoje panowanie, o władzę, której ambitny brat być może chciałby go pozbawić, dlatego działając jak doświadczony strateg, wytrącił mu broń, jaką jest magia, z ręki. Teraz, po śmierci Sykiarda, Skyerlorowi trudno jest sprawować władzę, bowiem nie ma on poważania wśród magów, co więcej – widzą w nim zagrożenie dla ich pozycji, ale również dla kultywowanej od wieków tradycji. Czy to jednak oni stoją za próbą zamachu na niego? Doszło do tego, że król boi się wszystkiego, przeraża go nawet własna żona, wcześniej zresztą żona jego brata. Kiedy zażądał jej ręki była już w ciąży, a pogrobowiec został przez niego nazwany Lumią. Co do księżniczki król ma już nikczemny plan, pragnąc odesłać ją na wysoką Wyspę, w praktyce robiąc z niej ofiarę dla bogów.
Co wspólnego ze sobą mają te opowieści? Gdzie jest w nich miejsce na wspomniane smoki, na Ariona czy samego Gwinto? Przekonamy się podczas lektury powieści „Zaklęcie na wiatr”, która jest jedną z najlepszych powieści gatunku po jakie przyszło mi sięgnąć w tym roku, a jednocześnie jednym z przykładów, że dobra historia obroni się nawet w przypadku licznych niedociągnięć. Są bowiem w książce wątki, czy osoby wprowadzone niepotrzebnie, dekoncentrujące czytelnika i odciągające uwagę od najistotniejszych kwestii. Nie zmienia to jednak faktu, że zarówno powieść, jak i autorka warte są uwagi. Co więcej, jestem przekonana, że choć to pierwsza powieść autorki, to nie ostatnia, a z każdą kolejną Kuzawińskiej łatwiej będzie opanować chaos myśli, objawiający się chaosem w książce, coraz lepiej będzie sterować bohaterami w taki sposób, by nie wykonywali czynności nic nie wnoszących do fabuły.