sierpień 24, 2026

Rezultaty wyszukiwania dla: powieść grozy

wtorek, 23 wrzesień 2014 12:16

Oczy pełne strachu

Zło. Mroczne. Odwieczne. Tkwiące w człowieku i otaczającej go ziemi. Doprowadzające do ruiny, choć czasem dające złudne poczucie władzy. To właśnie ono jest głównym bohaterem najnowszego zbioru opowiadań Jarosława Jakubowskiego „Oczy pełne strachu".

Antologia zawiera 31 różnej długości tekstów, jedne liczą zaledwie cztery strony, inne ponad blisko trzydzieści. Łączy je jedno – ich tematyka krąży wokół różnorodnych form zła, poczynając od tego codziennego, chciałoby się rzec – zwykłego, tkwiącego w człowieku, a kończąc na tym nadnaturalnym, będącym atrybutem duchów, demonów i niewyjaśnionych zjawisk. Jak to zwykle bywa w przypadku zbiorów opowiadań (zwłaszcza tak licznych), jest to książka dosyć nierówna. Obok świetnych, przykuwających uwagę tekstów znajdują się także dosyć słabe, które ulecą z pamięci czytelnika w chwili, gdy zamknie książkę, a możliwe, że nawet jeszcze szybciej.

Przy tak dużej liczbie opowiadań omawianie każdego z nich mija się z celem, dlatego zwrócę uwagę tylko na te, które przykuły moją uwagę w największym stopniu, zarówno pod względem pozytywnym, jak i wręcz przeciwnie.

Nie ukrywam, że najbardziej spodobały mi się teksty z pogranicza horroru, zawierające elementy paranormalne. Jednym z nich jest opowiadanie bogato czerpiące z tradycji gotyckiej, „Upadek rodziny von Ballenstedt". Tocząca się w drugiej połowie XIX wieku opowieść o chłopcu, który dzięki pomocy demona pozbywa się tych, którzy stoją na jego drodze, jest wprawdzie dosyć przewidywalna, ale czyta się ją bardzo przyjemnie.

Przerażają Was niektóre dziecięce zabawki? I niekoniecznie są to lalki? Z pewnością spodoba Wam się „Pozytywka". Z kolei dzięki „Wysokim trawom" możecie czuć pewną obawę przed nocnymi podróżami koleją. W obydwu tekstach pojawia się wątek nadnaturalny, przyprawiający o gęsią skórkę, lecz jednocześnie niezbyt nachalny, bardzo dobrze wyważony. Spodobała mi się również „Czerwona Teresa", pozornie historia jakich wiele. Pokazuje, jak łatwo ludzka zawiść i złe języki mogą zniszczyć czyjeś życie i doprowadzić do tragedii.

Ciekawymi tekstami, całkowicie pozbawionymi paranormalnej otoczki, a jednocześnie króciutkimi, bo liczącymi zaledwie po cztery strony, są „Witaj, laleczko" oraz „Dog". Pierwszy z nich z pewnością przypadnie do gustu wszystkim mającym wredne szefowe, drugi z kolei opowiada o bezsensownym bestialstwie, jakie tkwi w zwykłym człowieku. Okazuje się, że czasem nie potrzeba wielu słów, by trafić w samo sedno sprawy.

Do najsłabszych tekstów zaliczyłabym te, które otwierają zbiór, więc jednocześnie mogą nieco zniechęcić potencjalnego czytelnika. „Autobus" to migawka z jazdy autobusu, zbiór myśli i reakcji jego pasażerów i kierowcy, po którego głowie krąży plan spowodowania wypadku. „Odsunięty" to wprawdzie dosyć zgrabne studium osoby popadającej w obsesję, jednak jego zakończenie zawodzi. Z kolei „Duch kolei" to historia emerytowanego kolejarza, którego ostatnim pragnieniem jest obrona starej stacji przed zniszczeniem. Jego puenta również nie powala na kolana.

Podsumowując, najnowsza książka Jarosława Jakubowskiego to przyzwoita, ale zdecydowanie nie zachwycająca antologia opowiadań skierowanych do amatorów grozy, niekoniecznie tej w wydaniu paranormalnym. Pokazuje różne oblicza zła krążącego po świecie, jednak tylko niektóre z jego odsłon sprawią, że oczy czytelnika będą pełne strachu.

Dział: Książki
czwartek, 24 lipiec 2014 00:26

Czarny Wygon. Bisy II

Przygoda ze Starzyzną, przeklętą wioską na Roztoczu, dobiegła właśnie końca. „Bisy II", które ukazały się kilka tygodni temu nakładem wydawnictwa Videograf definitywnie zamykają tetralogię „Czarny Wygon" autorstwa jednego z najpopularniejszych polskich pisarzy grozy, Stefana Dardy.

Fabuła książki to bezpośrednia kontynuacja wydarzeń opisanych w poprzednim tomie. Dziennikarz Witold Uchmann toczy swą batalię przeciwko siłom Zła, które coraz stają się coraz potężniejsze i stopniowo przenikają z przeklętej przed laty Starzyzny, znajdującej się w stanie zawieszenia w innym wymiarze, do współczesnego świata. Mimo pozornie niewielkich szans na zwycięstwo mężczyzna nie ma zamiaru się poddawać – jeśli przegra lub pozostawi sprawy własnemu biegowi, ucierpią na tym nie tylko jego najbliżsi, ale i cała ludzkość. Przed Czarnym i jego poplecznikami nie ma bowiem ucieczki.

Gdy opisywałam trzecią część cyklu, nie ukrywałam, że w pewnym stopniu mnie rozczarowała. Punkt ciężkości opowiadanej przez Dardę historii przeniósł się z zagubionej w klątwy wioski na postać Uchmanna, jednocześnie w znacznej mierze tracąc przy tym swój mroczny klimat. Dlatego „Bisy II" okazały się pozytywnym zaskoczeniem. Ich lekturze nie towarzyszyła już irytacja, a zainteresowanie i ciekawość, jaki będzie finał tej opowieści i w jaki sposób autor ma zamiar połączyć ze sobą i pozamykać poszczególne wątki. Zwłaszcza, że zebrało się ich niemało.

Jednego nie można Dardzie odmówić; posiada naprawdę duży talent do snucia narracji, wciągając przy tym czytelnika w wir tworzonych przez siebie historii. Doskonale było to widoczne już w jego debiutanckim "Domu na wyrębach", a każda kolejna powieść jedynie potwierdza jego świetny pisarski warsztat. W dość świeży sposób podszedł także do raczej wyświechtanego motywu odwiecznej walki dobra ze złem, snując przy tym całkiem rozsądne rozważania na temat sensu istnienia tego ostatniego.

„Bisy II" zamykają nie tylko historię przeklętej wioski i jej mieszkańców, ale także samego Wiktora Uchmanna, centralnej postaci tej opowieści. Spodobało mi się, jak pozornie niewiele znaczące zdarzenia czy wypowiedzi bohaterów pojawiające się na kartach poprzednich części, w tej nabierały nowego znaczenia i zmieniały sposób postrzegania niektórych wydarzeń. Okazuje się też, że wszystkie postaci są w pewien sposób powiązane ze Starzyzną i nie bez powodu pojawiły się na drodze Uchmanna. Z perspektywy czytelnika cieszy fakt, że autor wyjaśnił wszystkie niejasności i pozamykał wszystkie, nawet drobne wątki tak, by nie było wątpliwości, po co w ogóle wprowadził je do powieści.

Niestety, nie sposób nie dostrzec głównego mankamentu powieści, która ma wprawdzie niepokojącą atmosferę, jednak brak jej przyprawiającego o gęsią skórkę klimatu pierwszych dwóch tomów cyklu. „Czarny Wygon" i „Słoneczna Dolina" prawdziwie przerażały, natomiast żadna z dwóch części „Bisów" już nie. Wprawdzie „Bisy II" odzyskały w porównaniu z jedynką nieco mroku, jednak grozą nadal od nich nie wieje.

Podsumowując, ostatni tom wieńczący cykl „Czarny Wygon" to powieść ze wszech miar poprawna, napisana płynnie i lekko oraz sprawnie domykająca wszystkie wątki, jakie pojawiły się we wszystkich poprzednich tomach. I choć nie do końca współgra z tym, do czego przyzwyczaił nas autor w pierwszych dwóch częściach swojej tetralogii, stanowi jej przyzwoite zakończenie, które powinno usatysfakcjonować wszystkich wielbicieli prozy Stefana Dardy.

Dział: Książki

Piotr Kulpa: Pan na Wisiołach. Krzyk mandragory

Druga część cyklu o demonicznej wiosce zamieszkałej przez starców; dalsze losy rodziny mieszczuchów, którzy odważyli się rozpocząć życie z dala od cywilizacji.

Pętla wokół Smutów zaciska się. Kto jest temu winien, pytają. Odpowiedzi coraz bardziej ich od siebie oddalają i dezorientują. Magda traci zaufanie do męża. Czaruś buntuje się przeciw rodzicom i ucieka z domu. Tymoteusz w obawie przed wyjawieniem mrocznej tajemnicy rezygnuje z możliwości uleczenia syna. Ta kropla przepełnia czarę goryczy. Po wypadku Tymka w szopie nic nie będzie takie samo. W zamian za uratowanie życia Smuta staje się zakładnikiem Bargieła, który  za pomocą mandragory realizuje swój szatański plan.  Tymczasem rodziną Smutów  interesują się agenci CBA, co jeszcze bardziej komplikuje niełatwą sytuację Tymoteusza. Uwięziony w ciele Cygana, rozdarty między żoną a demonicą, narażony na wrogość mieszkańców wioski, próbuje nade wszystko ratować syna, który całkowicie zagubił się w lawinie krwawych wydarzeń…

Dział: Patronaty
środa, 28 maj 2014 14:17

Krwawe powroty

Antologie jako formy prezentacji literackiej są różnie obierane przez czytelników. Większość z nich zbiera opowiadania mało znanych pisarzy w celu ich promocji. Nie rzadziej umieszczone na okładce nazwisko kogoś bardziej cenionego jest zwykłym chwytem marketingowych i związane jest praktycznie z krótkim wstępem czy jednym opowiadaniem.

Antologie zazwyczaj łączy jeden wspólny temat – w „Krwawych powrotach” - wampiry oraz urodziny. Na pozór dwie sprawy, które dosyć ciężko ze sobą powiązać, jednak autorzy (jedni z lepszym, drudzy z gorszym, skutkiem) podołali wyzwaniu. 

Charlaine Harris i Toni L.P. Kelner, dwie amerykańskie redaktorki wydania, przygotowały dla nas istną „składankę” trzynastu opowiadań mających różny charakter. Każdy z autorów w odmienny sposób podszedł do tematu wampiryzmu, a tym bardziej połączonego z urodzinami. W ten sposób  w nasze ręce trafiły historie z pogranicza: kryminału, czarnego humoru, thrillera czy literatury grozy. 

Prawie każde z opowiadań, choć długością nie grzeszy, potrafi zainteresować czytelnika. Zdarzają się jednak wyjątki, które niestety rzucają negatywne światło na cały zbiór. Jednym z nich jest historia opowiedziana przez główną redaktorkę antologii – Charlaine Harris. Czytając jej „Noc Draculi” można odnieść wrażenie znalezienia się pośrodku akcji jednego z odcinków długiej telenoweli. Opowiadanie wydaje się być wyrwane z kontekstu dłuższej historii i nawet postać samego Vlada Draculi zbytnio nie wzbudzi naszego zainteresowania. Szkoda, że taki tekst rozpoczyna ten zbiór. 

Dalej jednak jest już o wiele lepiej. Kolejne opowiadania wzbudzają zainteresowanie i chęć brnięcia w głąb antologii. Satysfakcjonujący poziom zaprezentowały m.in. „Czarownica i wampir” Stein, „Pechowe urodziny” Hallaway czy „Zmierzch” Armstrong. 

Pierwsze, bardzo lekkie opowiadanie, to historia młodej adeptki sztuki magicznej, która w wolnych chwilach opracowuje krem wiecznej młodości. Chcąc zatrzymać przemijanie urody odważa się sięgnąć po nietypowy składnik mikstury – wampirze szczątki. To, że tekst ten jest zbyt krótki można uznać za jego wadę. Nieco ponad 30 stron wzbudziło niezaspokojony apetyt na więcej obcowania z przygodami bohaterki.

Inny charakter ma kolejne godne polecenia opowiadanie „Zmierzch”. Autorka – Kelley Armstrong najbardziej klimatem zbliżyła się do serii „Kroniki wampirów” Anny Rice. Ten dość mroczny tekst bardzo skupia się na problemach moralności i człowieczeństwa wampirów. Na tle sąsiednich historii przedstawionych w antologii wybija się nie tylko językiem, ale również gotycką atmosferą. 

„Krwawe powroty” jako całość potrafi zaspokoić oczekiwania nie tylko zagorzałych fanów „Wywiadu z wampirem” czy „Underworld”. Dla zwyczajnych miłośników fantastycznej literatury, ta pozycja jest dobrym sposobem na wieczorne czytanie przy nastrojowej muzyce. Choć niektóre opowieści potrafią zanudzić, warto przebrnąć przez całość, by samemu zobaczyć jak na wiele sposobów można ugryźć temat wampirów, jak umiejętnie połączyć to z motywem urodzin.

Na koniec dwa zdania na temat okładki. Wielu niezbyt przychylnie wypowiada się na jej temat. Być może obcięty palec niczym świeczka na krwawym torcie urodzinowym jest nieco kontrowersyjny. Jedno jest pewne – potrafi przyciągnąć uwagę, kojarząc się z „Piłą”, co według mnie ma pozytywny wpływ na całość antologii.

Dział: Książki
środa, 28 maj 2014 14:12

Patrzący z ciemności

"Patrzący z ciemności” jest pierwszą wydana w Polsce powieścią science fiction Marii Galiny, wcześniej publikującą pod pseudonimem Maksym Golicyn. Pisarka była z tej okazji zaproszona na tegoroczny Festiwal Fantastyki w Nidzicy.

Lovercraft i bracia Strugaccy w jednym? Czy to możliwe? Według zapewnień wydawcy Maria Galina, rosyjska autorka, w swojej najnowszej książce - „Patrzący z ciemności” doskonale połączyła to co najlepsze w dorobkach pisarzy. Ze szczególnym ukłonem w stronę „Trudno być Bogiem” Strugackich. Jednak czy do końca jej się to udało ??

Przed milionami lat praprzodkowie ludzi zapoczątkowali życie na kilku planetach. Teraz Ziemianie, wykorzystując nadprzestrzenne loty kosmiczne, wysyłają zwiadowców w celu obserwacji życia ich mieszkańców. Nie mogą jednak ujawniać swojego istnienia i ingerować w ich obyczaje. Na początku poznajemy dwóch ksenologów, funkcjonariuszy korpusu zwiadowców - Leonarda Kałganowa i Johanna Berga. Przybywają oni na jedną z planet, podzieloną na małe państewka, gdzie życie zatrzymało się na poziomie rozwoju technologicznego ziemskiego średniowiecza. Pech chciał, aby w kosmosie wybuchła supernowa, przez co główni bohaterowie zostają odcięci od bazy i zdani na własny los na nieznanej im planecie. Czekając na ekipę ratowniczą odkrywają, iż przyjazny dotychczas świat zmienia się w niebywale groźne miejsce, pełne dziwnych rytuałów i wierzeń. Walcząc o swoje życie odkrywają istnienie nieludzkich istot - Korrów, bożków potajemnie czczonych przez ludność. To one wywołują na planecie kataklizmy, traktując ją jako swoje pole doświadczalne. Tajemniczość sytuacji zaczyna ich przerastać.

To co do tej pory było prawie wierna kalką Strugackich, chyli się ku elementom grozy  H.P Lovecrafta. Autorka zaczyna stopniowo budować napięcie, stawia głównych bohaterów przed coraz to większymi problemami. Rozpoczyna ich koszmar. Choć widać znaczny wpływ prozy mistrza strachu na autorkę, jest on bardziej luźny niż w przypadku Strugackich. Są m.in. nawiązania do mitologii Cthulhu, jednak brakuje „tego czegoś” co odczuwało się czytając  Lovecrafta. 

Od strony technicznej fantastyczny świat jest umiejętnie zbudowany przez autorkę. Młodsi czytelnicy, nieznający prozy Strugackich mogą skojarzyć go z "Panem Lodowego Ogrodu" Jarosław Grzędowicz. Nie brakuje tajemnic, mrocznych sekretów i intrygującej, ciekawej fabuły. Nawet główni bohaterowie są szczegółowo wykreowani. Książkę czyta się szybko i przyjemnie, co jest również zasługą dobrego, polskiego tłumaczenia, za które odpowiedzialny był Andrzej Rawicki. Jednak autorka, chcąc stanąć na wysokości zadania, minęła się z celem. Obiecane nawiązania do Lovecrafta, są praktycznie znikome, a jak już są to daleko im do mistrza grozy. 

Podsumowując, patrząc pod kątem literatury zza wschodniej granicy, powieść Marii Galiny nie wypada aż tak źle.  Choć połączenie science-fiction z horrorem nie jest tu do końca udane, mało komuś wcześniej udało się to uczynić na wysokim poziomie. Więc jeśli ktoś szuka dobrej fantastycznej książki, wydatek prawie trzydziestu sześciu złotych będzie dla niego opłacalny, zaś fani mistrza grozy będą raczej zwiedzeni.

Dział: Książki

Już 24 maja, nakładem wydawnictwa Videograf oraz pod patronatem Secretum, ukaże się najnowsza powieść Stefana Dardy. "Bisy II" to kolejna odsłona cyklu grozy Czarny Wygon. Jej premiera odbędzie się w czasie Warszawskich Targów Książki. Dla fanów serii mamy niestety złą wiadomość - jest to ostatnia część historii przeklętej wioski na Roztoczu.

Dział: Patronaty
piątek, 23 maj 2014 14:59

Wywiad ze Stefanem Dardą

Dawid Gorczyca: Miałeś w życiu kilka pasji. Podczas studiów muzyka, turystyka, później żeglarstwo. Jak to się stało, że zainteresowałeś się poezją, a następnie rozpocząłeś przygodę z pisaniem?

Stefan Darda: Podejrzewam, że moje pierwsze – bardziej lub mniej literackie – próby zrodziły się ze wszystkich wcześniejszych zainteresowań po trosze. Jakoś tak życie zaczęło mnie uwierać, nadmiernie przyduszało do ziemi i trzeba było coś z tym począć, spróbować przemodelować charakterystykę równi pochyłej, prowadzącej do nadreprezentacji szarości w dniu codziennym. Dzięki pasjom, o których wspomniałeś w pytaniu, optymistycznie stwierdziłem, że mam się czym podzielić z czytelnikiem. Spróbowałem i się udało. Dziś moje życie znów wygląda mniej więcej tak, jak powinno.

Dział: Wywiady