Rezultaty wyszukiwania dla: Novae Res

środa, 21 kwiecień 2021 14:21

Zapowiedź: Katalizatorzy

Przyszłość zaczyna się dziś.

Druga połowa XXI wieku. Na Księżycu czwórka naukowców próbuje odkryć tajemnicę Odeonów. Muszą nawiązać kontakt z tymi istotami i odkryć ich największą tajemnicę – technologię umożliwiającą przekroczenie prędkości światła. A gra toczy się o najwyższą stawkę: przetrwanie ludzkości. Sto lat później Evelyn Hope zostaje wysłana do bazy naukowej na Ganimedesie. Podczas podróży ściąga na siebie uwagę kogoś, kto za wszelką cenę dąży do zachowania status quo. Nie wiadomo skąd pochodzi zagrożenie, trudno odróżnić przyjaciół od wrogów i umknąć z rąk mordercy.

Dział: Książki
piątek, 02 kwiecień 2021 02:01

Obcy. Nieznane stany świadomości

Przyznam szczerze, że Krzysztof Więckiewicz - prócz skojarzenia ze znanym polskim autorem - nie jest mi znany i będzie to moja pierwsza przygoda z autorem. Chociaż fantastyka nie jest jego ulubioną dziedziną - owa książka w tym klimacie to debiut na koncie pisarza - to od lat młodości zawsze fascynował się filozofią, kosmosem oraz rozmyślał nad sensem ludzkiego istnienia w dobie tak dużej przestrzeni, jak Wszechświat. Zainteresowania tego typu wydają się bardzo dobrym zwiastunem tego, co Pan Krzysztof stworzył na kartach swojej książki sciene fiction. Jak jest naprawdę?

Wybuch bomby na Manhattanie zmienił bieg historii. Wojna atomowa z terrorystami daje się zresztą we znaki całemu światu. Gdzieś jednak w tle tych wydarzeń poznajemy Chrisa i Boba, którzy doświadczają bardzo niepokojących wizji. Tylko czy aby na pewno, są to wizje? Czy niezidentyfikowane pojazdy latające naprawdę odwiedzają ziemię a za ich sterami siedzi rodzaj inteligentnego życia? Bohaterowie, a w szczególności Chris musi znaleźć odpowiedzi na dręczącego go pytania. Czy to kosmicie wpływają destrukcyjnie na Ziemię, czy może są tylko obserwatorami niezwykłego, samodestrukcyjnego eksperymentu istot o wiele bardziej złożonych?

„Obcy. Nieznane stany świadomości” to nie książka pełna zawrotnej akcji niczym w Facetach w czerni. To nie wybuchające pociski i walka z zielonymi ludzikami. Powieść Więckiewicza, mimo nieco podkoloryzowanego opisu z tyłu, jest książką dość... statyczną, o ile to dobre słowo. To opowieść o człowieku, jako jednostce mieszkańca planety Ziemia. To skupienie się nad mechanizmami ludzkich działań, priorytetów oraz nad złożonością ludzkiej egzystencji.

Trudno mi ocenić tę książkę, bo z jednej strony nie jest to coś, czego oczekiwałem. Na co dzień owszem, czytuje szeroko pojętą fantastykę, ale w znaczącej większości jej rozrywkową odsłonę. Powieść „Obcy. Nieznane stany świadomości” to nie książka dla każdego. Mimo że jej tematem przewodnim jest bezpośredni kontakt z obcą cywilizacją, to nie jest to istotą całości. Autor bardziej zmusza czytelnika do refleksji nad tym, kim jest w ogromie kosmosu, jak jego działanie wpływa na otaczający nas świat i do czego doprowadzi w przyszłości nadmierna ekspansja: wpierw ziemska, później kosmosu? I to właśnie ta druga strona medalu, bo, mimo że nie bawiłem się zbyt dobrze przy lekturze, to pozostawiła ona we mnie pewne - mam nadzieję - ważne i cenne przesłanie na przyszłość.

Dział: Książki
piątek, 02 kwiecień 2021 01:33

Śmierć żyje

Wspominałem już niejednokrotnie przy okazji innych recenzji książek, że w tym roku chciałbym poznać jak najwięcej nowych autorów i dzieł debiutantów. To taki mój mały cel. Rzecz jasna nie ograniczam się jedynie do nich, bo z przyjemnością wezmę się za kolejną część opowiadań Pilipiuka, czy chociażby nową odsłonę Inkwizytora (o ile się doczekam w tym roku). Niemniej postanowiłem zapoznać się trochę z młodszymi pisarzami i sprawdzić, jak prezentuje się nowe pokolenie pisarzy fantastów na rodzimym rynku.

Zrządzeniem losu dostałem propozycję zrecenzowania debiutu Huberta Oleksaka, która to książka zapowiadała się jak dla mnie niezwykle obiecująco! Zapraszam do przeczytania kilku słów o książce „Dusze z ciemności i światła".

Chociaż sam autor nie mówi zbyt wiele o sobie, to udało mi się trafić na notkę Pana Huberta o fascynacji do pisania i o tym, jak narodziła się idea zostania pisarzem. Muszę przyznać, że strasznie ujęło mnie to dlatego, że sam od młodzieńczych lat bardzo chciałem wydać swoje własne dzieło. Pisałem naprawdę mnóstwo tekstów już w szkole podstawowej, później jednak dla innych obowiązków musiałem odrzucić to na dalszy plan, co dotąd często przyprawia mnie o małe wyrzuty sumienia. Zasadniczo bardzo kibicuje Panu Hubertowi, bo widać na pierwszy rzut oka, że to człowiek z ogromną pasją do pisania, a tylko tacy ludzie mają szanse na sukces. Czego dowodem oczywiście jest jego książka!

Tenebris, młoda, zadziorna i niezwykle utalentowana Łowczyni, całe życie była prześladowana zarówno przez rówieśników, jak i innych mieszkańców Derre. Świat ten, niegdyś przepełniony spokojem, teraz został odmieniony przez wojnę toczoną między aniołami i demonami. W tej niesprzyjającej rzeczywistości Tenebris będzie musiała na nowo odnaleźć swoje miejsce, gdy powróci przywódca demonicznej armii sprzed wieków. Żniwiarz, władający esencją mrocznego boga śmierci, Grimogoda, wciela się w młodego chłopaka zwanego „pierwiastkiem śmierci" i rozpoczyna na nowo swą misję zdobycia Derre. Naprzeciw niemu staje armia Pancernych Świętych, stworzona wieki temu przez anioły. Wkrótce nad całą krainą zapanuje chaos i zniszczenie, a pojęcia dobra i zła staną się mniej jasne niż kiedykolwiek przedtem…

Wstępem do powieści jest prolog, wyjaśniający czytelnikowi co wydarzyło się przed akcją w książce. To trochę spojrzenie na historię przedstawionego na kartach powieści świata i nakreślenie tła fabularnego, z jakim będziemy się spotykać w przyszłości. Książka Huberta Oleksaka to bowiem pierwszy tom większej całości, co swoją drogą widać od pierwszych stron. Autor w swoim debiucie pokazuje, że ma ułożony ogromny plan na uniwersum, poznajemy mnóstwo bohaterów, a ich przygody okazują się zaledwie początkiem bardzo długiej przygody.

Martwiłem się trochę po przeczytaniu pierwszych stron o motyw przewodni książki. Autor wziął na warsztat bowiem odwieczną walkę dobra ze złem, walkę demonów i aniołów. Jest to schemat dość znany fantastyce i wielokrotnie już powielany. Szczerze bałem się, że może wyjść z tego odgrzewany kotlet, niemniej - za co należy się duży plus - autor ubrał historię w tak ciekawy sposób, że nie ma tutaj miejsca na żadną nudę, co więcej, uważam, że to pomysł na fabułę jest świeży i ciekawy. Mimo dość mrocznej tematyki w książce znajdziemy też momenty z humorem, co doskonale ze sobą kontrastuje. Dialogi bohaterów są naprawdę poprawnie skonstruowane, prowadzenie fabuły sprawia, że czytelnik od razu nabiera dużego zainteresowania powieścią, za co należy się kolejny plus. Jeśli chodzi o styl pisarski, to też nie jest źle, aczkolwiek wyłapałem w tekście kilkanaście równych stylistycznych nieścisłości. Patrząc jednak na całokształt, Pan Hubert Oleksak piszę lekko i przyjemnie, a wspominane przeze mnie kruczki - w mojej opinii - powinny być wyparte przez poprawniejszą korektę wydawnictwa.

Podsumowując, powiem, że książka to naprawdę bardzo fajna historia fantasy, która zwróciła moją uwagę na tyle, że bardzo chciałbym zapoznać się z kolejnymi tomami przygód Tenebris i jej przyjaciół. Jestem strasznie ciekaw, co przyniosą kolejne tomy cyklu - a to chyba jedna z najlepszych rekomendacji, jakie może dostać początkujący pisarz. Chociaż czuje się, że to doświadczenie pisarskie u Pana Huberta Oleksaka dopiero nabiera rozpędu, to jednak była to bardzo pozytywna przygoda, którą - mimo dosyć młodzieżowej okładki - polecę każdemu.

Dział: Książki
wtorek, 09 luty 2021 20:52

Ocalić przyszłość

Książka Ireneusza Osłowskiego zaintrygowała mnie przede wszystkim z jednego powodu – opis fabuły mocno nawiązywał do mitologii i tematyki Annunakich, których historia jest poniekąd tematem tabu, poniekąd wiedzą tajemną, a dla innych chorym wymysłem, któremu w ogóle nie należy poświęcać uwagi. Jednak uznałam, że nawiązanie do tego motywu w literaturze science-fiction jest naprawdę ciekawym rozwiązaniem. I faktycznie, pomysł sam w sobie okazał się nawet ciekawy, ale niestety sposób jego zaprezentowania niekoniecznie przypadł mi do gustu.

Autor stara się w jak najlepszy sposób przybliżyć czytelnikowi świat, w którym rozgrywa się akcja. Mocne, rozbudowane opisy, bardzo rozległe, chwilami po prostu męczące i sprawiające wrażenie typowego przesytu – jakby za dużo na raz zostało wrzucone do jednego worka. Dla niektórych zdecydowanie będzie to mocno przytłaczające, bowiem nie da się też ukryć, że wpływa to na tempo akcji. Oczywiście rozumiem, że Osłowski chciał po prostu w odpowiedni sposób pokazać nam swoją wizję tego świata, omamić czytelnika dokładnością jego kreacji, ale czasami co za dużo, to niezdrowo.
Mamy tutaj do czynienia z motywem rasy, która nie radziła sobie niegdyś z życiem samym w sobie, nie dbała o planetę i jej zasoby – to jest takie mocne odzwierciedlenie tego, co obecnie rozgrywa się na naszych oczach. To takie swoiste ostrzeżenie i cieszy mnie, że niektórzy autorzy nawet w typowych powieściach, które nie muszą mieć takiego wydźwięku moralizatorskiego, zwracają na to uwagę. Możemy również zaobserwować konflikt między rasami Geminidów i Annunakich, bunt, próbę przekazywania wiedzy i rozwój technologiczny.

Nawiązanie do mitologii przejawia się przede wszystkim w imionach bohaterów, którzy biorą udział w ekspedycji kosmicznej i trafiają na obcą planetę. Ktoś zaznajomiony z mitologią szybko połapie się zatem w tym, kto, za co odpowiada na pokładzie statku. Jeżeli wiemy, czego boginią była Demeter, to szybko domyślimy się, że odpowiadać ona będzie za wiedzą związane z rolnictwem i plonami. Wiemy, że Zeus to szef wszystkich szefów itd. Jednak chociaż w pewnym momencie książki otrzymujemy mocną charakterystykę wszystkich postaci, po prostu mocne czyste opisy jakby z ich akt, które miałyby się znaleźć w dokumentacji ekspedycji, to osobiście uważam, że nie wzbudzają oni w czytelniku żadnych emocji.

Dosyć męczące są też niektóre wypowiedzi poszczególnych postaci, często zbyt wyniosłe, wypadające dosyć sztywno i sztucznie. Jest to coś, co dosyć często spotyka się w przypadku debiutów literackich – sama kiedyś próbowałam sklecić choćby opowiadanie i pisanie dialogów czy wypowiedzi niektórych bohaterów jest naprawdę ciężkim zadaniem. Zapewne wszystko przychodzi z czasem, a może i są tacy szczęśliwcy, którzy mają tak lekkie pióro, że, tak czy siak, wszystko przychodzi im z łatwością.

Tak naprawdę ciężko mi ocenić tę książkę, bowiem niektóre elementy były na tyle męczące i przytłaczające, że szybko straciłam zapał do zgłębiania fabuły samej w sobie i śledzenia rozwoju wydarzeń. Wydaje mi się, że sam zamysł był naprawdę w porządku, ciekawie nawiązujący do motywu Annunakich, dający różnego rodzaju smaczki fanom mitologii czy typowego science-fiction. Nieco gorzej jednak z wykonaniem, aczkolwiek kto wie – być może znajdą się czytelnicy, którym to wszystko będzie wręcz idealnie odpowiadać.

Dział: Książki
piątek, 05 luty 2021 19:54

Błyszczące sześciany

Błyszczące sześciany to debiutancka powieść autora skrywającego się pod pseudonimem Dex Carster. Debiut całkiem udany, znakomicie osadzony w klimacie science-fiction, przedstawiający ciekawą i zdecydowanie interesującą wizję niedalekiej przyszłości. Cieszy mnie fakt, że moja zła passa dotycząca debiutów polskich pisarzy prawdopodobnie odeszła w zapomnienie. O ile kiedyś mocno się do nich zniechęciłam, bo trafiałam na same kiepskie dzieła, które w ogóle niczym mnie do siebie nie przekonywały, o tyle od jakiegoś czasu w moje ręce trafiają całkiem udane lektury z tego obszaru. I powieść Carstera również mogę do nich zaliczyć.

Oto świat, który zdominowała technologia, ale nie byle jaka. Zaledwie w ciągu kilku lat jedno z miast mogło osiągnąć niesamowity postęp w tej dziedzinie, a wszystko dzięki tajemniczym skrzyniom eksploracyjnym. To artefakty, które umożliwiają znalazcy przenieść się do świata kreacji i zdobywać różne cenne nagrody oraz narzędzia technologiczne. To dzięki nim miasto Aylon jest tym, czym jest. Kwestia ta została również szybko podłapana przez sprytnych i wpływowych ludzi, którzy założyli firmę technologiczną całkowicie nadzorującą eksploracje skrzyń. Każdy, kto robi to bez ich zgody, jest przestępcą. W tym główny bohater, Roger Orter.

Autor naprawdę dobrze poradził sobie z kreacją tego świata. Z jednej strony odnosimy wrażenie, że jest w tym wszystkim nutka lekkiego postapo – jakby świat jakiś czas temu stanął na krawędzi zagłady, zatrzymał się, a potem powoli powracał do życia, gdzie punktem przełomowym było odnalezienie owych skrzyń. Z drugiej strony przypomina to niemal grę komputerową, w której trzeba stopniowo wykonywać konkretne zadania i szukać tajemniczych artefaktów, które przynoszą odpowiednie korzyści. Wciąż jest to jednak mocna dawka typowego science-fiction, gdzie nie brakuje dosadnej technologii czy androidów.

Zdecydowanie mamy tutaj do czynienia z dobrą dynamiką, zaskakującymi zwrotami akcji i ciekawą fabułą. Z jednej strony śledzimy poczynania Ortera, który handluje znaleziskami na czarnym rynku, przez co w końcu popada w poważne tarapaty. Z drugiej obserwujemy, jak mocno uzależnił się on od eksploracji, jak wiele jest w stanie zaryzykować dla tego zajęcia, jak być może chwilami nawet traci zmysły. Jednak ostatnia wyprawa całkowicie odmieniła jego życie – zaczął dostrzegać wiele intryg i spisków, a jedyne, czego pragnie, to odnalezienie Kreatora, który stoi za wymyślaniem różnych światów związanych ze skrzyniami. Tylko kim tak naprawdę jest ów Kreator? Jaki ma związek z gigantem technologicznym, który praktycznie rządzi całym miastem? I czy faktycznie da się go odnaleźć?

Książka ma naprawdę dobry klimat i potrafi zainteresować czytelnika. Jest przyjemna w odbiorze i znaleźć w niej można sporo ciekawych, dobrze ze sobą współgrających wątków. Jest tajemnica, jest intryga, akcja i determinacja. Są emocjonalne przeżycia głównego bohatera i próba uporania się z otaczającą go rzeczywistością. To naprawdę niezłe połączenie sensacji i typowego science-fiction, które ma spore szanse spodobać się tym, którzy pokochali Łowcę androidów, czy też dobrze bawili się przy tytułach takich jak Warcross Marie Lu, czy Cyberpunk. Odrodzenie Andrzeja Ziemiańskiego.

Dział: Książki
sobota, 23 styczeń 2021 14:10

Inspiracja

Uczucia to niepewna materia. Czujemy się jak podczas spaceru po linie. Ekscytacja miesza się ze strachem. Możemy spaść lub przejść na drugą stronę. Co nam się uda? To zawsze zależy od tego, ile czynników wpływa na naszą korzyść. Raz emocje pchają ku miłości, innym zaś popychają w stronę czynów o głębszej barwie czerwieni.

 

Oskar Blajer to pisarz, którego pióra można zaznać w formie opowiadań kryminalnych. Młody mężczyzna pisaniem ucisza demony przeszłości, oczyszcza umysł i blokuje złe myśli. Często chadza na pogrzeby, a każda zasłyszana tam historia zbrodni to inspiracja dla jego opowieści. Uroczystości pogrzebowe zamordowanej nastolatki zdają się idealnym miejscem na poszukiwanie weny. Tam też 23-latek poznaje Luizę Ostrowską. Dziewczyna pochodzi z wyższych sfer, a jej pojawienie się w życiu młodego mężczyzny wiele zmieni. Tymczasem gazety huczą od nowych domysłów i kolejnych morderstw. Dziennikarze okrzyknęli sprawce Łowcą Nimfetek. Im bardziej Oskar będzie zbliżał się do Luizy, tym więcej poszlak będzie łączyć się z jej otoczeniem. Kto jest mordercą? Co ukrywa kobieta? Czy miłość jest w stanie doprowadzić do zbrodni?

 

Adrian Bednarek to mistrz tajemnic, zbrodni i niepokoju, z którego jest w stanie utkać historię tak nieprzewidywalne i mrożące krew w żyłach, że strach nabiera głębi i dopada każdego. Pamiętnik diabła mnie zachwycił, z każdym tomem pogłębiając moją miłość do pióra autora. Czy Inspiracja wywarła podobne wrażenie?

 

Od czego by tu zacząć. Lekki opis, którego płycizny należy się strzec, gdyż nie ostrzega w najmniejszym stopniu przed tym, co się wydarzy i wątek uczuciowy, który mydli oczy i odwraca trochę uwagę czytelnika. Tak, te świetne w swej prostocie zagrania zwodziły mnie dość długo. Podświadomie, gdzieś pod skórą delikatnie pojawiała się jednak ta nieznośna gęsia skórka, to uczucie niepewności, a raczej pewności, że coś się wydarzy. Coś, co zmieni wszystko, co zdążyliśmy wydedukować z poszlak podrzucanych systematycznie przez autora. Inspiracja zbudowana jest na narracji mieszanej, jednak większą część stanowi ta, z perspektywy Oskara. Dzięki takiemu zabiegowi, czytelnik bardziej wczuje się w wydarzenia i dostrzegą rozwój postaci.

Oskar przyciąga najbardziej. Naturalny i mocno realistyczny, a zarazem wciąż potrafił zaskoczyć siebie i nas. Jego rozwój na tle całej fabuły i ścieżki, które wybierał, były logiczne i udowadniały, że nie możemy być pewni nawet własnej postawy. Autorowi po raz kolejny należą się ukłony za nieszablonowość i kreację psychologiczną postaci. Inspiracja ma dobrą podstawę psychologiczną i niesztampowy pomysł na fabułę. Dodając do tego lekkość pióra autora, otrzymujemy wciągającą, brutalną i zaskakującą opowieść, która koncentruje się na ludziach i tym, co ich kształtuje.

 

Dobry thriller, czyli...

 

Adrian Bednarek potrafi budować napięcie, bawić się plastycznością opisów, bulwersować i zaciekawiać. Umiejętnie szafuje tym, co tworzy, wodząc czytelnika za nos. Inspiracja idealnie wpisuje się w to, czym powinien być thriller psychologiczny. To proporcjonalnie rozłożona siła fabuły i barwność postaci, ale też i niepewność, strach oraz oburzenie. Czytając tego typu książki, czytelnik powinien dać się porwać fabule, analizować wydarzenia i poszczególne zachowania postaci. Cała historia na długo po jej zakończeniu, wciąż nawiedza twoje myśli? To najlepsza rekomendacja w przypadku tego typu powieści. Inspiracja zaskakuje głębią i wielowymiarowością, którą niezwykle ciężko uzyskać.

To jedna z tych powieści, która niemalże dotknęła ideału. Nie można o niej napisać wiele, by uniknąć odkrycia zbyt wielu kart. Choć początek lekko nużył, to finał okazał się wisienką, na którą warto było czekać. Gwarancja napięcia, skołatanych myśli i szoku, który niejednokrotnie będzie głównym stanem umysłu. Czekam na kolejne części serii. Czy to już Obsesja?

Dział: Książki
poniedziałek, 18 styczeń 2021 18:48

Oko Horusa

Lubię sięgać po książki nieznanych mi autorów, piszących książki na nieoczywiste tematy. Powieść Joli Czemiel „Oko Horusa” od jakiegoś czasu pojawiające się na Instagramie w końcu na tyle zwróciło moją uwagę, że postanowiłam po nie sięgnąć.

Już sama okładka zasługuje na komentarz – czerń i złoto dosłownie obiecują odnalezienie w środku skarbu odznaczającego się od mroku dziejów. Być może jest to moja nadinterpretacja, ponieważ pisząc te słowa, jestem już po lekturze tej książki, nie mniej jednak tak właśnie odczytuję ten niewątpliwie udany projekt graficzny.

Kobieta-faraon, słynna Hatszepsut w swej pięknej świątyni pozostawiła tajemnicze przesłanie. Jest ono kluczem do rozwiązania niezwykłej zagadki, jaką niewątpliwie jest nieśmiertelność. Chociaż minęło już przeszło trzy i pół tysiąca lat od śmierci wielkiej władczyni, to nadal nikt nie rozwiązał pozostawionej przez nią tajemnicy.
Benedict Rutherford — były najemnik, obecnie pracujący jako detektyw, biorąc udział w uroczystym otwarciu Świątyni Miliona Lat, wzniesionej z rozkazu Hatszepsut, zostaje wplątany w międzynarodową intrygę. Jej celem jest sięgnięcie po życie liczone w setkach lat.

Styl autorki jest niezwykle plastyczny i bardzo przyjemny w odbiorze. Poznając kolejne partie tekstu, chce się czytać szybciej i jeszcze więcej. Cieszę się, że miałam wystarczająco dużo czasu, aby przeczytać całość, ponieważ ciężko byłoby odłożyć książkę na bok i zająć się jakimiś obowiązkami.
Sposób, w jaki opisano poszczególne miejsca, wskazuje na to, że pisarka zna owe miejsca, bądź też poświęciła sporo czasu, aby poznać je na podstawie materiałów historycznych oraz dostępnych zdjęć i planów.
Postacie, nie tylko te główne, zostały stworzone na tyle szczegółowo, iż nawet język używany w dialogach, zmienia się wraz z osobą mówiącego. Przeszłość bohaterów ujawniana jest stopniowo, tak aby dodatkowo wzbogacić samą historię.
Cała intryga jest tak pieczołowicie zaplanowana, że trudno przed zakończeniem przewidzieć pewne jej elementy. Oczywiście, kilku rzeczy domyślałam się już wcześniej, ale inne były dla mnie absolutnym zaskoczeniem.

Powieść „Oko Horusa” jest już drugą powieścią, której bohaterem jest Benedict Rutherford, ale nieznajomość faktów z pierwszej części w żaden sposób nie utrudniała mi czytania, dlatego tytuł ten można traktować jako niezależną historię. Nie mniej jednak zdecydowanie sięgnę po poprzednią książkę autorki - „Protektor”, aby poznać pierwszą przygodę detektywa. Nie ukrywam, Jola Czemiel właśnie zyskała nową fankę.

Podsumowując: jeśli lubicie dobrą sensację czy kryminał z nutką historii w tle, na pewno nie będziecie zawiedzeni.

Dział: Książki
wtorek, 15 grudzień 2020 17:51

Noli me tangere!

Lubię sięgać po kryminały nieoczywiste, które kryją w sobie więcej niż jedną tajemnicę. Z tego też powodu, gdy usłyszałam o powieści ”Noli me tangere!” autorstwa Andreasa Hoffa, czułam, że to książka dla mnie.
Dział: Książki
piątek, 20 listopad 2020 15:57

Próba sił

Każda z dróg zdaje się mieć jeden kierunek. Lęki i źródła siły znajdują ujście tam, gdzie wszystko zaczyna się i kończy. Strach jest czymś nieuniknionym, pewnym i zarazem zagadkowym. Próba sił dla każdego z nas przybierze inną formę. Czy jesteśmy w stanie się do niej przygotować?

Tensas, to niewielkie miasteczko, będące areną wydarzeń dziwnych i równie mocno niepokojących. Położone gdzieś w Luizjanie, zdaje się częścią tajemnicy, do której rozwiązania prowadzą wszystkie pobliskie drogi. Próba sił czekać będzie na mieszkańców, a w głównej mierze na rodzinę Rose Abrams. Życie kobiety i jej rodziny zostanie zachwiane przez pojawienie się dziwnych postaci, które na dobre przemienią euforię świątecznych przygotowań, na pełne niepokoju i gęstniejącego strachu dni niepewności. Los kilku osób splecie się niepostrzeżenie, a stawką okaże się nie tylko spokój mieszkańców, ale i życie Amy.

Wiele pytań, na które odpowiedzi pojawiać się będą wraz z kolejnymi postaciami. Tylko czy chcemy poznać przyczynę i skutek, odnaleźć cel tej podróży, która zaciska na naszej szyi pętle? Tensas staje się tłem dla odwiecznej walki dobra ze złem. W mroku zimowych dni maski opadają, a codzienność podszyta strachem odkrywa nasze prawdziwe oblicze. Jak ważną bitwę stoczą bohaterowie? Rose pod swoim dachem ugości każdego, jednak czy ona i jej rodzina uniosą ciężar tej historii?

Debiuty mogłyby nosić miano szatańskich dzieci. Z kuszeniem nie mają problemu, często pod powłoczką dobra i fascynującej opowieści skrywają przeróżne oblicza zła. Czytelnik pada ich ofiarą i zostaje z milionem pytań, niewykorzystanych rozwiązań. Uzależnienie pojawia się znienacka, a potem... potem nie ma nic poza historią.

Tomasz Sablik skrywający się pod pseudonimem T.S. Tomson swoją Próbą sił przyciągnął do siebie wielu ciekawskich czytelników, którym nieobca jest powieść grozy. Z każdą pochłoniętą w życiu książką tego gatunku, apetyt wzrasta, a niedociągnięcia zdają się bić po oczach nieco mocniej, jednak w przypadku powieści autora historia zaczyna rządzić naszym życiem i gdy zaczniesz, już nic nie ma znaczenia. Akcja niespiesznie sunie do przodu, oplata czytelnika, dusząc go gęstniejącą atmosferą pełną strachu i niepewności tego, co może się wydarzyć. Dla mnie jest to plusem, gdyż pozwala na wczucie się w klimat snutej opowieści. Owszem nie brakuje w niej mocy i scen, które na stałe mogą wytłoczyć w umyśle strach, jednak nie przytłaczają ilością.

Klimatyczne miasteczko, dziwne wydarzenia i postaci, tak różne, jak próba sił, która na nich czeka. Ile będą w stanie poświęcić? W imię czego walczyć? Czego tak właściwie mają się bać? Każda z nich ma swoją rolę w tej historii, jest jej uzupełnieniem, składową, która nie tylko ciekawie nakreśla całość, ale i sama w sobie zachwyca. Od początku czytającemu towarzyszy niepewność. Powietrze gęstnieje, a niecodzienne wydarzenia pogłębiają uczucie lęku. Choć postaci pojawia się sporo, całość czyta się zaskakująco szybko. Zdarzają się momenty lekkiej stagnacji, przeciągania niektórych elementów, ale dzięki temu niepokój wzrasta o wiele szybciej.

Bohaterowie, czy historia?

Mam problem z wyborem ulubionego elementu powieści. Może więc nie warto rozpatrywać ich jako pojedyncze składowe całości. Próba sił to ciekawie wykreowane postaci, które we mnie wywołały sporo odczuć skrajnie różnych. Każda z nich wywlekła na wierzch inny lęk, a ja wciąż analizowałam poszczególne sceny, wybory i zachowania każdego, kto, choć chwilę grał pierwsze skrzypce. Historia jest przejmująca, oplata aurą nadprzyrodzonych sił i zła, które czeka na nas na końcu drogi. Z jednej strony wydobywa silne emocje dosadnymi scenami, by już po chwili szeptać niczym diabeł na ramieniu do ucha.

Próba sił to jedna z tych historii, które niespiesznie i z namysłem tłoczą się w naszym umyśle na długo po lekturze. Analizujemy każde wydarzenie, szukamy odpowiedzi na kotłujące się pytania i dźwigamy ciężar cudzych decyzji, cudzych historii. Lektura jest przyjemna, a pióro autora niezwykle ciekawe i pociągające. Chce się więcej i to nie tylko dlatego, że sporo pytań zostało bez konkretnej odpowiedzi. To jednak atut, gdyż autor od samego początku nie podaje rozwiązań na tacy i nie zakłada, iż jego czytelnicy nie potrafią myśleć samodzielnie. Próba sił jest niezwykłą przygodą, która pozostaje w czytelniku na dłużej. To dobrze skrojony debiut, z którego zapamiętujemy historię i lekkość jej tworzenia, a niedociągnięcia ulatują z pamięci dość szybko.

 

 

Dział: Książki
środa, 14 październik 2020 19:37

Śmierć w Błękitnej Lagunie

Śmierć w błękitnej lagunie obiecuje dość sporo i rozpoczyna się z przytupem. Jednak na obietnicach się kończy, a najciekawszym fragmentem tej powieści jest niestety początek. Cała historia oscyluje wokół wycieczki grupy przyjaciół. Islandia ma  być dla nich spełnieniem marzeń, jednak jeden z nich znajdzie tam śmierć (o tym, kto ginie dowiadujemy się niestety z opisu na IV stronie okładki, choć w treści jest to przez jakiś czas tajemnicą), a inni poznają prawdę o sobie. Za to czytelnicy mieli poznać tajemnicę, poczuć dreszcz emocji, a przede wszystkim poczuć zaciekawienie. Jednak nic takiego się nie stało…

Powieść stworzył duet pisarski: Edyta Szudrowicz i Witold Dębczyński (który niestety zmarł, zanim powieść ujrzała światło dzienne). O tym, że współpraca ta była raczej zgodna świadczyć może fakt, że pod względem warsztatowym powieść jest jednolita i nie ma w niej żadnych sprzeczności, choć finał całej historii jest dość pogmatwany i chaotyczny – ma też zupełnie inne tempo niż poprzednie rozdziały. Uznałam jednak, że to raczej problem przekombinowania fabularnego aniżeli niemożność porozumienia się między autorami.

W zasadzie trudno mi znaleźć cokolwiek co uznałabym za mocny element powieści. Ani zagadka kryminalna nie jest jakoś szczególnie wciągająca, ani bohaterowie nie są zbyt charakterystyczni (za to wszystkich można z powodzeniem nie polubić), fabuła nie porywa, a zakończenie rozczarowuje. Wracając do bohaterów, muszę przyznać, że niektóre ich motywacje były dla mnie niejasne oraz nielogiczne, bardzo nie podobało mi się również to, że postacie kobiecie zostały przedstawione stereotypowo (próżno szukać tu prawdziwych uczuć w relacjach). Dialogi między bohaterami zostały rozpisane dość nienaturalnie – niektóre były kiczowate, inne śmieszyły. Problemem było dla mnie również naszpikowanie fabuły wątkami, które miały wprowadzać fałszywe tropy, a jednak moim zdaniem po prostu wybijały z rytmu i irytowały. Trudno było nie odnieść wrażenia, że treść jest naszpikowana mnóstwem niepotrzebnych informacji, przez co książkę tę zaklasyfikowałabym bardziej do gatunku powieści obyczajowej, gdyż kryminalny jest tu jedynie początek i koniec.

Niestety muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak bezbarwnej i pozbawionej życia lektury. Nie napiszę tutaj, że jest to dziełko koszmarne, ponieważ zdarzyło mi się w przeszłości czytać naprawdę złe książki, ale Śmierć w błękitne lagunie to po prostu bardzo, ale to bardzo słaby przeciętniak. Na pewno nie jest to tytuł godny polecenia.

Dział: Książki
Strona 1 z 4