październik 03, 2022

niedziela, 09 styczeń 2022 22:37

Marionetkarz

By 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Są książki dobre, czyli takie, od których nie można się oderwać a po zakończonej lekturze, chciałoby się śpiewać na ich cześć hymn i polecać je wszystkim. Są również złe, które wywołują w czytelniku frustrację, irytację i nerwy. Można trafić na powieść nam obojętną, podczas której nie poczujemy absolutnie nic, poczynając od emocji wynikających z fabuły, kończąc na sympatii do bohaterów. Jednak jest jeszcze jeden rodzaj książek. Chyba najgorszy i przyznam, że pierwszy raz trafiłam na taką lekturę. To połączenie powieści złych i obojętnych, z nutą zmarnowanego potencjału. „Marionetkarz” Aleksandra Filipa Dubickiego to książka, którą nadal mam ochotę wyrzucić przez okno.
 
Piątka przyjaciół wchodzi właśnie w dorosłość. Chodzą do jednej szkoły i mają pełno planów na przyszłość. Jednak coś się pojawia. Tajemniczy, złowrogi ON, który miesza w życiu bohaterów. Powoli w ich codzienność wkracza strach, a wszystkie wydarzenia uświadomią przyjaciołom, że nie na wszystko mamy wpływ.
 
I na tym moje recenzja mogłaby się zakończyć. Mam przed sobą egzemplarz książki i chętnie bym coś na jej temat napisała, ale... nie mogę. Wielokrotnie podchodziłam do lektury, ale niezwłocznie ją odkładałam, zaledwie po kilku stronach. Kiedy w końcu się zawzięłam i chciałam doczytać do końca, byłam pewna, że to zadanie mnie przerośnie. Musiałam się mocno skupić na treści, aby cokolwiek z niej zrozumieć. Dlaczego? Autor zdecydował się na prowadzenie dwóch rodzajów narracji – pierwszo- oraz trzecioosobowej. Nie byłoby w tym nic dziwnego, jakby rozdzielił to rozdziałami czy chociaż wyraźnie zaznaczył. W „Marionetkarzu” autor zmienił czcionkę. Tylko. Narracja pierwszoosobowa napisana została kursywą, a trzecioosobowa zwykłą. Można to jeszcze przegryźć i zaakceptować, gdyby nie to, że są one tak do siebie podobne. Niektóre fragmenty czytałam po kilka razy, aby połapać się, o co w nich chodzi.
 
Gdy zobaczyłam, ile "Marionetkarz" ma stron, byłam zdziwiona. To raczej scenariusz powieści niż pełnowymiarowa książka. Szkoda, że autor nie zdecydował się rozwinąć swojej fabuły, bo była ona naprawdę intrygująca. Może gdyby Dubicki bardziej opisał treść, pozbyły się tego chaosu, który aż bije czytelnika po oczach od pierwszych stron? Możliwe, bo gdy po zakończonej lekturze, mąż zapytał mnie, co czytałam, nie byłam w stanie odpowiedzieć. Muszę jednak zaznaczyć plus – autor bardzo dobrze opisał emocje bohaterów, wszystko to, co się w ich umysłach pojawia, dlatego uważam, że ta książka ma zmarnowany potencjał.
 
Przed Aleksandrem Filipem Dubickim jeszcze długa droga, aby pisać książki, które zachwycą, a jednocześnie wywołają dreszcze niepokoju u czytelnika.

 

Czytany 267 razy
Więcej w tej kategorii: « Pacjent Ostatnia z krwi »