Rezultaty wyszukiwania dla: thriller

poniedziałek, 18 styczeń 2021 18:48

Oko Horusa

Lubię sięgać po książki nieznanych mi autorów, piszących książki na nieoczywiste tematy. Powieść Joli Czemiel „Oko Horusa” od jakiegoś czasu pojawiające się na Instagramie w końcu na tyle zwróciło moją uwagę, że postanowiłam po nie sięgnąć.

Już sama okładka zasługuje na komentarz – czerń i złoto dosłownie obiecują odnalezienie w środku skarbu odznaczającego się od mroku dziejów. Być może jest to moja nadinterpretacja, ponieważ pisząc te słowa, jestem już po lekturze tej książki, nie mniej jednak tak właśnie odczytuję ten niewątpliwie udany projekt graficzny.

Kobieta-faraon, słynna Hatszepsut w swej pięknej świątyni pozostawiła tajemnicze przesłanie. Jest ono kluczem do rozwiązania niezwykłej zagadki, jaką niewątpliwie jest nieśmiertelność. Chociaż minęło już przeszło trzy i pół tysiąca lat od śmierci wielkiej władczyni, to nadal nikt nie rozwiązał pozostawionej przez nią tajemnicy.
Benedict Rutherford — były najemnik, obecnie pracujący jako detektyw, biorąc udział w uroczystym otwarciu Świątyni Miliona Lat, wzniesionej z rozkazu Hatszepsut, zostaje wplątany w międzynarodową intrygę. Jej celem jest sięgnięcie po życie liczone w setkach lat.

Styl autorki jest niezwykle plastyczny i bardzo przyjemny w odbiorze. Poznając kolejne partie tekstu, chce się czytać szybciej i jeszcze więcej. Cieszę się, że miałam wystarczająco dużo czasu, aby przeczytać całość, ponieważ ciężko byłoby odłożyć książkę na bok i zająć się jakimiś obowiązkami.
Sposób, w jaki opisano poszczególne miejsca, wskazuje na to, że pisarka zna owe miejsca, bądź też poświęciła sporo czasu, aby poznać je na podstawie materiałów historycznych oraz dostępnych zdjęć i planów.
Postacie, nie tylko te główne, zostały stworzone na tyle szczegółowo, iż nawet język używany w dialogach, zmienia się wraz z osobą mówiącego. Przeszłość bohaterów ujawniana jest stopniowo, tak aby dodatkowo wzbogacić samą historię.
Cała intryga jest tak pieczołowicie zaplanowana, że trudno przed zakończeniem przewidzieć pewne jej elementy. Oczywiście, kilku rzeczy domyślałam się już wcześniej, ale inne były dla mnie absolutnym zaskoczeniem.

Powieść „Oko Horusa” jest już drugą powieścią, której bohaterem jest Benedict Rutherford, ale nieznajomość faktów z pierwszej części w żaden sposób nie utrudniała mi czytania, dlatego tytuł ten można traktować jako niezależną historię. Nie mniej jednak zdecydowanie sięgnę po poprzednią książkę autorki - „Protektor”, aby poznać pierwszą przygodę detektywa. Nie ukrywam, Jola Czemiel właśnie zyskała nową fankę.

Podsumowując: jeśli lubicie dobrą sensację czy kryminał z nutką historii w tle, na pewno nie będziecie zawiedzeni.

Dział: Książki
środa, 06 styczeń 2021 12:19

Parafil

Współczesne kryminały i thrillery często epatują taką dawką okrucieństwa, że coraz trudniej jest zaszokować czytelnika. Niemniej zdarzają się i takie powieści, które nadal przyprawiają o gęsią skórkę przedstawioną w nich brutalnością, a zawarte w nich sceny na długo pozostają wyryte w pamięci. Taki jest właśnie debiutancki Parafil Bartka Rojnego. 

W Bytomiu zostają odnalezione zwłoki pewnego małżeństwa. Kobietę zamordowano zadając jej ciosy nożem, natomiast mężczyznę znaleziono powieszonego. W pierwszej chwili wygląda na to, że mąż zabił żonę, a następnie popełnił samobójstwo. Jednak sprawa nie jest taka oczywista. Po bliższych oględzinach okazuje się, że śmierć mężczyzny była wypadkiem, gdy podduszał się podczas masturbacji. Śledczy odkrywają także inne ślady, które sprawiają, że do śledztwa zostaje zaangażowany konsultant – Witek Weiner, specjalista od dewiacji seksualnych. 

Bartek Rojny odsłania przed czytelnikiem świat seksualnych doświadczeń, teorii i parafilii, których istnienia prawdopodobnie znaczna część społeczeństwa jest nieświadoma. Kluby dla swingersów, wymyślne akcesoria do stymulacji i wykłady na temat różnorodnych zagadnień dotyczących potrzeb i zaburzeń seksualnych można potraktować jako neutralne w gruncie rzeczy ciekawostki. To jednak ta jedna strona, drugą znacznie mroczniejszą jest wątek prostytutek, narkotyków, więziennych gwałtów, BDSM i tytułowego parafila, człowieka zdegenerowanego, zepsutego, czerpiącego przyjemność tylko poprzez zadawanie bólu i wywoływanie strachu w ofierze. A strach ów wywołuje niezmiennie, stosując metody, które wywołują w samym czytelniku dreszcze obrzydzenia.  

Autor porusza się po tej strefie przestępczości, o której właściwie nie pisze się zbyt często i nie mówi głośno. Za to należy się plus, chociaż mnogość poruszonych wątków związanych z seksem zdaje się w pewnym momencie przesadzona. Kolejnym atutem jest dynamiczna akcja – od pierwszych stron dzieje się tu wiele, a częste zwroty wydarzeń nie pozwalają być pewnym w zasadzie niczego. 

Problematyczna jest za to kwestia kreacji głównego bohatera. Dobrze, że nie mamy do czynienia z kolejnym śledczym. Weiner ukończył wprawdzie kryminologię, krótko pracował nawet jako technik, ale ze względu na fobie wywołane wypadkiem, który wywrócił jego życie do góry nogami, musiał zrezygnować z tej pracy. Zamiast tego skupił się na zagłębianiu się w zwichrowane umysły seksualnych dewiantów. Weiner jest człowiekiem trudnym w codziennym współżyciu, skupionym mocno na sobie, często odpychającym. Sprawia to, że czytelnikowi trudno zapałać do niego sympatią, ciężko mu współczuć, nawet gdy sam pada ofiarą niesprawiedliwości. 

Podobnie sprawa przedstawia się z innymi bohaterami, w tym podkomisarz Sawicką, która jest tak antypatycznym babskiem, że człowiekowi nóż się w kieszeni otwiera. Chociaż ostatecznie można ją do pewnego stopnia zrozumieć.  

Mimo wszystko jest to debiut dobry i obiecujący. Z pewnością nie dla osób, które nie przepadają za brutalnością, ale fanom mocnych wrażeń powinien się spodobać.  

Dział: Książki
wtorek, 15 grudzień 2020 17:51

Noli me tangere!

Lubię sięgać po kryminały nieoczywiste, które kryją w sobie więcej niż jedną tajemnicę. Z tego też powodu, gdy usłyszałam o powieści ”Noli me tangere!” autorstwa Andreasa Hoffa, czułam, że to książka dla mnie.
Dział: Książki

Ciemne, mroźne wieczory to idealna pora na lektury, które obudzą w Was uczucie niepokoju, a następnie przyprawią o ciarki strachu. Kiedy za oknem panują ciemności i szaleje ulewa bądź śnieżyca, tym bardziej smakuje powieść czytana w ciepłym, przytulnym fotelu. Nawet, a może zwłaszcza gdy opowiada ona o skrywanych tajemnicach i meandrach niespokojnej, mrocznej ludzkiej natury.

Poniżej znajdziecie zestawienie dziesięciu kryminałów i thrillerów, po które warto sięgnąć zwłaszcza teraz, gdy dzień jest coraz krótszy, a mrok zapada błyskawicznie. Tylko bądźcie gotowi na to, że trudno będzie się Wam od nich oderwać.

Dział: Felietony
środa, 02 grudzień 2020 23:18

Zapowiedź: "Wybrańcy" Veronica Roth

Veronica Roth powraca w wielkim stylu!

Cykl „Niezgodna” podbił serca czytelników na całym świecie. Teraz Veronica Roth powraca – silniejsza niż kiedykolwiek przedtem – z nową dylogią dla młodych dorosłych.

Dział: Książki
środa, 18 listopad 2020 09:30

Chemia śmierci

 
Poprzednia część o Davidzie Hunterze wywołała u mnie dreszcze. Cudowna intryga, przerażający morderca i charyzmatyczny bohater, który jako antropolog sądowy, bierze udział w sprawie. Z wielką nadzieją na powtórkę sięgnęłam po Chemię śmierci, pierwszy tom o przygodach Huntera. Spodziewałam się również natłoku emocji, strachu i lęku. Chciałam się bać.
 
David Hunter stracił osoby, które kocha. Od tragicznego wypadku minęły już cztery lata, ale mężczyzna nadal nie może zapomnieć. Bohater porzuca karierę w Londynie i przenosi się na prowincję, gdzie obejmuje posadę lekarza rodzinnego. Jego spokój zostaje jednak zaburzony, kiedy w pobliskim lesie zostają znalezione zwłoki brutalnie zamordowanej kobiety. Policja rozpoczyna śledztwo i prosi doktora o pomoc w zbadaniu ciała. Gdy kolejna kobieta zostaje uznana za zaginioną, na Munham pada blady strach. Ludzie stają się wobec siebie podejrzliwi, a oskarżenia padają na przejezdnych, w tym na Davida Huntera. Czy doktor odkryje, kim jest zabójca, zanim dojdzie do kolejnych morderstw?
 
Autor umiejętnie buduje intrygę za pomocą półsłówek i zdań, które rozbudzają ciekawość. Simon Beckett przenosi czytelnika na prowincję. W małym miasteczku wszyscy się znają, a do przyjezdnych podchodzą z pewną rezerwą. Akcja przyśpiesza powoli, aby w ostatnich scenach gnać przed siebie, bez chwili na wzięcie oddechu. Ostatnie wydarzenia wynagradzają chwilowe przestoje wydarzeń, kiedy to nie działo się nic, a wszystkie emocje, które udało się autorowi wzbudzić w poprzednich wydarzeniach, słabły. Nie odczułam tego w poprzedniej książce Simona Becketta, więc poczułam się lekko zawiedziona – niejednokrotnie odkładałam Chemię śmierci na bok, aby całkowicie się do niej nie zdradzić. Na szczęście, intryga wynagradza wszystko, a końcowe wnioski są bardzo zaskakujące. Na uwagę zasługują również ciekawostki antropologiczne, których aż pełno w książce. Autor, przy pomocy bohatera, przekazuje swoim czytelnikom takie informacje, na które nie napotykamy się w codziennym życiu, ale dla fanów kryminałów są prawdziwą gratką.
 
Zauważyłam, że Simon Beckett w swoich książkach, stosuje bardzo podobny zabieg. Obok głównego bohatera pojawia się kobieta, ale David nie umie poradzić sobie z przeszłością, która wciąż go prześladuje. W jakiś sposób bohater jest coraz bardziej zamieszany w sprawę, aby w scenach finałowych przejąć ster. Tuż obok niego krąży policjant, przedstawiciel władzy, który albo mąci i miesza, albo pomaga. Nie przeszkadza mi jednak utarty schemat, ponieważ każda powieść to inna intryga, historia, morderca i inne poszlaki. Do każdej powieści Simon Beckett dodaje coś nowego, co czyni daną lekturę w jakiś sposób wyjątkową.
 
Chemia śmierci to dobra książka, jednak ma kilka wad. Momentami nudzi czytelnika, ale finałowe sceny wszystko rekompensują. To obowiązkowa pozycja dla wszystkich fanów Simona Becketta.
Dział: Książki
piątek, 13 listopad 2020 22:54

Dziedzictwo von Schindlerów

Chyba wszystkie stare domy mają przynajmniej jedną ciekawą historię do opowiedzenia. Są milczącymi świadkami narodzin i śmierci, miłości i rozstań, zdrady, kłamstwa, a gdyby umiały mówić, wówczas moglibyśmy rozwiązać niejedną zagadkę. Im dłużej dany dom pozostaje w rękach właścicieli, im bardziej burzliwe są losy rodziny, tym więcej w domu gromadzi się energii, więcej tajemnic mógłby zdradzić. Prawdziwie mrożące krew w żyłach historie mają jednak do opowiadania zamki i wielkie rodowe posiadłości, które na przestrzeni wieków niekiedy nie zmieniały swoich właścicieli lub zmiana ta była podyktowana mariażami oraz decyzjami danej władzy.
 
Burzliwa jest też historia starego dworu na Mazurach i jego dawnych właścicieli, von Schindlerów. Jakie sekrety ma do opowiedzenia ten dom? Przez lata pozwolono mu niszczeć, adaptując zabudowania gospodarcze na potrzeby państwa i biernie obserwując upadek budynku. Dopiero ekscentryczny wnuk ostatniego dziedzica, Johann von Schindler zdecydował się uratować rodową siedzibę, za sprawą swojej żony kupując dwór, a następnie pragnąc przekształcić go w luksusowy pensjonat. Biorąc pod uwagę upadający ośrodek wczasowy zlokalizowany po sąsiedzku, jest to dość ryzykowny biznes, choć właściciel od razu postanowił zadbać o promocję „Gościńca von Schindlerów”, i to w wyjątkowym stylu.
 
Dom ma bowiem stać się tłem wydarzeń dla ośmiu historii spisanych przez ośmiu pisarzy. A właściwie siedmiu, bowiem ostatnią historię planuje napisać sam właściciel. Dlatego też w Gościńcu zjawia się prawdziwa elita literackiego świata i gorące nazwiska pisarzy znanych z pierwszych stron gazet oraz oczywiście z bestsellerowych kryminałów. Miesięczny pobyt, gdyż taki jest okres umowy, zaowocować ma opowiadaniami o treści tematycznie powiązanej z dziejami dworku. Opowiadania te mają być wydane w formie antologii, i to również na niemieckim rynku.
 
Jednym z zaproszonych do realizacji tego projektu autorów kryminalnych opowieści, jest Monika Łasicka, nauczycielka i przy okazji autorka dwóch książek. Ona sama jest niezwykle zaskoczona zaproszeniem, ponieważ znalazła się wśród najlepszych, a na dodatek za swoją miesięczną pracę, połączoną z wypoczynkiem w Wierutkach, otrzymać ma całe sto tysięcy złotych. Okazuje się, że jej wątpliwości co do wyboru właśnie jej osoby są słuszne - znalazła się w dworku niejako przez przypadek i w ramach zastępstwa. Na dodatek zastępstwa za autora, Zygmunta Grodzickiego, który w niejasnych okolicznościach zginął w Wierutkach, rzekomo spadając z wieży widokowej nad Łuknajnem. Tyle tylko, że sprawa jest mocno podejrzana, choć jednym, który wyraża sprzeciw wobec takiej kwalifikacji tego zgonu, jest Jacek Ligęza, były policjant, a obecnie stróż nocny w ośrodku wypoczynkowym. To właśnie on znalazł ciało mężczyzny i doskonale wie, że o żadnym upadku nie mogło być mowy, zatem chce wiedzieć, na jakiej podstawie policja uznała śmierć za wypadek i szybko zakończyła sprawę.
 
Nie zmienia to faktu, że Monika otrzymuje „w spadku” po zmarłym pisarzu temat, którym ma się zająć, przedstawiając zbeletryzowaną wersję wydarzeń. Z dworkiem związane są pewne dziwne wydarzenia, o których wśród miejscowych krąży legenda. Przed wybuchem wojny, kiedy rodzina von Schindlerów postanowiła po raz pierwszy otworzyć pensjonat, w tajemniczych okolicznościach zniknęła z niego młoda kelnerka. Sześćdziesiąt lat później, kiedy postanowiono reaktywować pensjonat, historia się powtórzyła. Zaginioną znów jest kelnerka, którą widziano ponoć odpływającą żaglówką o nazwie „Bö” - jachtem von Schindlerów z przedwojennych czasów.
 
Co tak naprawdę kryje się w tej historii i jakie tajemnice przyjdzie rozwikłać Monice? Czy praca nad tematem jest dla niej bezpieczna, biorąc pod uwagę nagłą śmierć Grodzickiego? O co tak naprawdę chodzi w tej historii i jakie sekrety kryje sam dom i jego właściciele? To pytania, które nasuwają się w trakcie lektury znakomitej, porywającej powieści pt. „Dziedzictwo von Schindlerów”. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka książka, to licząca sobie blisko siedemset stron przygoda, osadzona na różnych planach czasowych, sięgająca wojennych czasów. Lektura jest prawdziwą gratką nie tylko dla miłośników twórczości autora, ale dla wszystkich lubiących skomplikowane historie rodzinne, klimat tajemnic i pieczołowicie skrywanych sekretów z przeszłości.
 
Atutem książki jest nie tylko frapująca fabuła czy niezwykły klimat książki, która wręcz przesycona jest mazurskim klimatem i znikającymi we mgle taflami jezior, ale przede wszystkim jej bohaterowie. Grupa mniej lub bardziej zmanierowanych autorów, relacje pomiędzy nimi, podejście do pracy i do życia – z wielką ciekawością obserwujemy interakcje pomiędzy członkami grupy, śledząc jednocześnie ich styl pracy. Wisienką na torcie jest tajemnica, i to niejedna, którą w trakcie lektury należy rozwiązań, a także gwałtowne zwroty akcji sprawiające, że czytelnik nieustannie drży z niepewności, co jeszcze może się wydarzyć. Te emocje nie pozwalają zakończyć powieści w jej trakcie, a po jej odłożeniu, zmuszają do sięgnięcia po poprzednie książki autora. Jeśli oczywiście nie zrobiliśmy tego wcześniej.

 

Dział: Książki
niedziela, 08 listopad 2020 12:09

Powiem tylko raz

Evie Carter kochała swojego genialnego ojca ponad wszystko, a mimo to, gdy sama przyznała się do jego przypadkowego zastrzelenia, nikt nie wierzył w jej niewinność. W oczach świata była morderczynią, która z zimną krwią zamordowała rodziciela, kryjąc się za łzami. Dziś, sześnaście lat później, Evie ma wszystko to, czego pragnęła- ukochanego męża, dziecko, na którego narodziny oczekują i pracę w szkole, dającą jej satysfakcję. I przede wszystkim wolność od matki, pragnącej zarządzać każdym elementem życia córki. Tego dnia Evie wróciła do domu jak zwykle; nie spodziewała się, że zastanie otwarte drzwi do biura jej męża- w końcu zawsze zamykał je na klucz. Nie wiedziała, że zobaczy jego bezwładne ciało, spoczywające w fotelu. Na widok tego, co w ostatnich chwilach mężczyzna przeglądał na swoim laptopie wiedziała jednak, co musi zrobić, by ocalić dobre imię ojca jej dziecka.

Czy naprawdę w życiu zdarzają się takie przypadki, że jedna osoba stoi w centrum morderczych wydarzeń, będąc mimo to niewinną? Czy Evie ma po prostu pecha w życiu, czy może sama dwukrotnie pociągnęła za spust... ?

Detektyw D. D. Warren ma nie lada zagwozdkę; nie wierzy, że ta krucha kobieta byłaby zdolna do morderstwa, choć najłatwiej byłoby zrzucić na nią całą winę. Wie, że musi bardzo się postarać, by uzyskać dowody o niewinności ciężarnej. Pomocą służy jej Flora, ofiara porwania, która obecnie służy policji jako tzw. "wtyczka" i konsultantka. Nieoczekiwanie rozpoznaje w zmarłym mężu Evie człowieka, który kontaktował się z jej oprawcą...

Osnute tajemnicą morderstwo sprzed lat. I kolejne, szesnaście lat później, popełnione na jej mężu. Nic dziwnego, że wielu od razu uznało Evie za morderczynię. Takie przypadki rzadko się zdarzają. Głównie to wpłynęło na moją decyzję o sięgnięciu po Powiem tylko raz. Liczyłam na jakieś ciekawe zwroty akcji, zaskakujące zakończenie. Poniekąd moje życzenie się spełniło.
Żeby czytelnik się nie nudził, autorka dzieli fabułę na trzy wątki (a może raczej: na trzy główne bohaterki). Jedną z nich jest rezolutna D. D. Warren, która nie spocznie, póki nie odkryje prawdziwego sprawcy, oczyszczając tym samym Evie z zarzutów. Drugą jest wspomniana żona zamordowanego, zaś trzecia z nich to Flora, dziewczyna, która przed laty została uwolniona z rąk seryjnego gwałciciela i prawdopodobnie mordercy. Jej historia wybija się na tle pozostałych, jest bardzo intrygująca- szczególnie, że bohaterka postanowiła opowiedzieć swoje przeżycia zaledwie raz. I nigdy więcej. Oczywiście w pewnym momencie prym w całej opowieści wiedzie nasza dzielna pani detektyw, szukając świadków, dowodów, choć i Evie nie próżnuje. Na jaw wychodzą kolejne fakty z przeszłości jej rodziców, tropy raz zdają się prowadzić nas prosto do sprawcy, by ostatecznie po raz kolejny wywieźć nas na manowce.

W tej książce nic nie jest oczywiste; byłam gotowa posądzić zmarłego męża Evie o makabryczne zainteresowania, a jednak prawda okazała się zupełnie inna. Powiem tylko raz to lektura pełna gry pozorów, sprowadzająca czytelnika w miejsce, w którym nikt nie chciałby się znaleźć. Jesteśmy pełni podejrzeń właściwie wobec każdej kolejnej postaci, kieruje nami nieufność. Akcja toczy się na tyle wartko, że tę pozycję czyta się bardzo szybko. Łakniemy odkrycia sekretu- nie tylko tego sprzed lat, gdy zginął ojciec głównej bohaterki, ale też powodu, dla którego z taką agresją zaatakowała komputer swego zmarłego męża.

Zakończenie właściwie nie wywołało we mnie jakichś mocniejszych emocji, choć nie spodziewałabym się, że akurat ta osoba stoi za wszystkimi tragediami, jakie dotknęły Evie. Miałam cichutką nadzieję, że może autorka z nami pogrywa i tak naprawdę to właśnie ciężarna kobieta jest winna, ale nie- musimy szukać gdzieś indziej. Ów thriller psychologiczny nie traci przy tym na wartości, choć wątpię, żebym miała go zapamiętać na dłużej. Jednak dla fanów detektyw D. D. Warren ta książka jest idealna- szczególnie, że to już dziesiąty tom serii. Nie możecie go przegapić.

Dział: Książki
wtorek, 03 listopad 2020 12:49

Córka

Becky ma ogromny sekret- sprawa, nad którą obecnie pracuje, na pewno zapewni jej stanowisko w redakcji gazety, gdzie obecnie odbywa staż. A nie pragnie niczego bardziej niż oficjalnego uznania jej za dziennikarkę śledczą. Tego dnia śpieszy się jeszcze bardziej, gdyż musi porozmawiać z jeszcze jedną rodziną, zaś wieczorem ma wreszcie poznać nowego partnera jej mamy, Tima. Niestety, nie udaje się. Becky ginie pod kołami ciężarówki.

Jej matka, Kate, zrobi wszystko, by śmierć jej jedynego dziecka nie poszła na marne. Zbiera w sobie całą siłę oraz motywację, jaką posiada i rusza do walki z firmą zatrudniającą zabójcę jej córki. Przypadkiem odkrywa także, nad czym w ostatnim czasie tak pilnie pracowała Becky. I mimo wszelkich kompleksów, jakie ma na punkcie swojego braku wykształcenia przysięga, że doprowadzi jej śledztwo do końca.

Czego się spodziewałam, sięgając po Córkę? Na pewno ciekawego thrillera, okraszonego rozpaczą matki, która właśnie straciła swoje jedyne dziecko. Wewnętrznej walki, poszukiwania w sobie odpowiednio ogromnych pokładów siły, desperackiej próby cofnięcia czasu- czegoś, co jest oczywiście (i niestety) niemożliwe. Słowem: emocjonalnego rollercoaster'a. I wiecie, choć ostatnimi czasy bywam bardzo wybredna, to nowa książka pani Michelle Frances naprawdę mnie porwała. I zapewniła odpowiedno silny dopływ emocji.

Nie wyobrażam sobie, jak ogromny ból czuje matka, która utraciła swoje dziecko. To uczucia nie do opisania, których my, czytelnicy, raczej nie zrozumiemy póki nie dotknie nas to samo (nikomu nigdy nie życzyłabym takiej straty). Tym bardziej podziwiam odwagę oraz determinację Kate pchającą ją do walki z firmą transportową, która przez nieodpowiednie wyposażenie ciężarówki doprowadziła do wypadku. Na podstawie wspomnień, przeplatających się z teraźniejszymi wydarzeniami wiemy, że główna bohaterka do czasu śmierci Becky była raczej wycofana, skupiona na zapewnieniu dobrego życia jedynemu dziecku. Jak już wspomniałam, Kate miała ogromne kompleksy na punkcie swojego wykształcenia- zaszła w ciążę jeszcze w szkole, co skutecznie przerwało jej dalszą edukację. Pozbawiona pełnego wsparcia rodziny musiała nie tylko sama wychować niemowlę na dobrego człowieka, ale też zapewnić córeczce jak najlepszy start w życiu. Kate jawi nam się więc jako swoista bohaterka dnia codziennego.

Córka to nie tylko emocje związane ze stratą; dostajemy tutaj bardzo ciekawe amatorskie śledztwo, prowadzone przez główną bohaterkę. Nie mogę zdradzić za wiele szczegółów, by Wam nie spoilerować. Chodzi głównie o pewną małą miejscowość, w której liczba zachorowań na raka czy inne poważne choroby jest znacznie większa niż w sąsiednich. Dodajcie do tego fakt, iż chorzy mieszkają w pobliżu pól opryskiwanych chemikaliami (ponoć bezpiecznymi dla człowieka) i motyw główny śledztwa Becky na pewno stanie się dla Was wyraźniejszy. W każdym razie wciągnęłam się na tyle, że pochłonęłam ją w zaledwie kilka godzin.

Początkowo wypadek Becky wydawał się czytelnikowi zwykłym, tragicznym zbiegiem okoliczności. Jednak gdy Kate zaczęła nieco drążyć, prawda okazała się zupełnie inna. Wydawało mi się, że choć Tim (partner głównej bohaterki) dawał kobiecie wiele wsparcia po stracie dziecka, to że jest nim coś... sztucznego. I to nie w ten deseń, że autorka nie poradziła sobie z jego postacią, lecz bardziej to, że mężczyzna zwyczajnie ma coś do ukrycia. Od początku obstawiałam, że prawdopodobnie to on w jakiś sposób kryje się za wszystkimi negatywnymi wydarzeniami, kontrolując poczynania Kate "od wewnątrz". Chyba thrillery nauczyły mnie nieufności wobec każdej męskiej postaci w książce!

Utwór pani Michelle Frances to strzał w dziesiątkę dla każdego, kto lubi nietuzinkowe sprawy, amatorskie śledztwa i czyhające za każdym rogiem niebezpieczeństwo. Do tego dochodzą także silne emocje, uwielbiane przez tak wielu czytelników. Na pewno nazwisko autorki zapisze się na długo w mojej pamięci- z chęcią sięgnę po kolejne jej książki. I wierzę, że z każdą kolejną będzie coraz lepiej.

Dział: Książki
wtorek, 27 październik 2020 09:18

Skalpel

Doktor Jessie Teska z przyczyn osobistych musiała zmienić miejsce pracy, a co za tym idzie- miejsce zamieszkania. Uważana przez swoich byłych przełożonych za jedną z najzdolniejszych lekarek medycyny sądowej bohaterka trafia w sam środek dziwnej sprawy, która teoretycznie nie ma żadnych powiązań z inną, lecz w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Najpierw na jej stół trafia młoda dziewczyna ubrana jak prostytutka, której zmasakrowane ciało znaleźli pracownicy hotelu w jednym z pokoi. Policja uznała denatkę za tzw. "muła", czyli osobę wynajmowaną do przemycania narkotyków we własnym wnętrzu. Kilka dni później doktor Teska zostaje wezwana do wynajmowanego przez dwie kobiety mieszkania, gdzie stróże prawa badają okoliczności śmierci jednej z nich. Wszystko wskazuje na samobójstwo, choć bliscy zmarłej przysięgają, iż ta nigdy nie miała żadnego związku z narkotykami. Ponadto denatka była w ciąży -i patrząc na jej otoczenie- cieszyła się z tego powodu. Doktor Jessie Teska za wszelką cenę chce odkryć dziwne powiązanie między tymi dwiema sprawami. Ktoś spośród jej zwierzchników ma jednak zupełnie inne zdanie i chce jak najszybciej zamknąć śledztwo w sprawie młodej samobójczyni. Im większy nacisk z góry, z tym większym zaangażowaniem (i potajemnie) Jessie Teska stara się rozwikłać zagadkę. Nawet za cenę własnego bezpieczeństwa.

Nie miałam okazji przeczytać poprzedniej książki tego pisarskiego duetu pt. Ciało nie kłamie, dlatego też ucieszyłam się, że mogę ich "wypróbować" dzięki najnowszej książce. Praca pracownika kostnicy od zawsze mnie intrygowała (choć sama nie nadaję się zupełnie do tego zawodu), więc ta pozycja była idealną okazją, by zapoznać się z owym zawodem czysto teoretycznie (i wciąż mając na uwadze fakt, iż jest to fikcyjna historia). Czy Skalpel ma w sobie to magiczne "coś", czego nikt konkretnie nie potrafi określić, a każdy poszukuje?

Mam mieszane uczucia względem tej historii. Spodziewałam się czegoś na wzór thrillera medycznego, gdzie nawet tak nie dla wszystkich ciekawe tematy jak tajne wirusy, szpitalne zabójstwa etc. potrafią wciągnąć czytelnika bez reszty. Owszem, po części to otrzymałam, lecz Skalpela nie czyta się jak zwykłej powieści kryminalnej. Tutaj prawda miesza się z fikcją- zmyślona historia z prawdopodobnymi opisami działań lekarzy medycyny sądowej. Podczas lektury nieustannie przyłapywałam się na myśli, że główna bohaterka to rzeczywista postać, dzieląca się z czytelnikami swoimi najbardziej skomplikowanymi sprawami prosto z kostnicy. Cały czas musiałam sobie przypominać, że to fikcja. Z jednej strony to plus, gdyż autorzy poprzez wielość szczegółów dotyczących pracy patologów nadali swej powieści znamion realności, z drugiej jednak w pewnym momencie otrzymaliśmy kompletny... chaos. Przez dłuższy czas nie dzieje się nic wartego uwagi, by po chwili wielość wątków, oskarżeń oraz domysłów nas przytłoczyła. To trochę tak, jakby ów pisarski duet chciał wpakować do jednej historii wszystko, co wiedzą; bez patrzenia na to, że to powieść kryminalna, a nie literatura faktu opisująca pracę lekarzy medycyny sądowej. 

Szczerze powiedziawszy wątek pracy patologów mnie zainteresował, jednak śledztwo samo w sobie już niezbyt. Właściwie od początku możemy się domyślić, o co chodzi- autorzy podsuwają nam dość wyraźne wskazówki, na czym oczywiście traci zakończenie, gdyż nie ma już tego efektu "wow", gdy po długich trudach i znojach czytelnik wreszcie sam dociera do prawdy. Bohaterowie nie przyciągają jakoś uwagi, prócz znanej nam już w literaturze nieustępliwości, która napędza całą historię, doktor Jessie Teska nie ma nam nic do zaoferowania. To nie to, że nie da się jej lubić- po prostu jej postać jest ledwo zarysowana, jest tylko konturem na tle wydarzeń. Kimś, kto musiał znaleźć się w tekście, by fabuła miała sens. 

Skalpel jest książką, po którą raczej nie sięgnęłabym w innych okolicznościach. Wyższą notę otrzymuje głównie przez liczne informacje o pracy patologów oraz przez bardzo dobry styl pisarski literackiego duetu, jednak to za mało, by porwać ze sobą czytelnika. 

Dział: Książki
Strona 1 z 39