kwiecień 04, 2025

Rezultaty wyszukiwania dla: dla dzieci

sobota, 08 styczeń 2022 18:45

Pikapidula Jupijajej

 

„Pikapidula” to komiks nagrodzony w trzeciej edycji „Konkursu im. Janusza Christy na komiks dla dzieci”. W swojej graficznej opowieści Agnieszka Surma przedstawia nam przygody małej dziewczynki, takie, które przeżyć mogłoby każde dziecko w wieku bohaterki. 

Zarys fabuły

Bohaterka komiksu bardzo chciałaby pojechać nad morze lub w góry, tak jak inne dzieci z jej klasy. Rodzice jednak zaplanowali remont i zamiast wspólnego wyjazdu zawożą córkę do dziadków na wieś. Dziewczynka jest przekonana, że będzie się nudziła, jednak dziadkowie mają zupełnie inne plany, a wakacje na wsi okazują się wspaniałą, niezapomnianą dla dziecka przygodą. 

Strona wizualna

Komiks wydany został w formie typowego zeszytu. Jest cienki, nieduży i ma miękką okładkę. Wydrukowany został jednak na dobrej jakości papierze, a jego szata graficzna jest bardzo przyjazna i kolorowa. Agnieszka Surma ma ciekawy i bardzo przyjemny sposób rysowania, który myślę, że bez problemu przemówi do najmłodszych czytelników. 

Moja opinia i przemyślenia 

Przygody opowiedziane w „Pikapiduli” to tak naprawdę, wbrew okładkom zeszytów, nic niezwykłego. Fabuła jest taka, jak w dziesiątkach innych tego typu książeczek. Dopiero szata graficzna wyróżnia komiks spośród morza podobnych tytułów. To ona nadaje mu wyjątkowości i sprawia, że po „Pikapidulę” warto sięgnąć. Sama historia jest bardzo pozytywna i myślę, że ma szansę poprawić nastrój dzieciom, które z różnych przyczyn podczas wakacji muszą zostać we własnym domu lub, tak jak bohaterka, przerwę w nauce spędzić w domu dziadków. 

Podsumowanie 

Jestem wielbicielką komiksów, które otrzymały nagrody i wyróżnienia w kolejnych edycjach „Konkursu im. Janusza Christy na komiks dla dzieci”. Zawsze są bardzo sympatyczne i pomysłowe, a „Pikapidula” swoją jakością nie odbiega od pozostałych. Cieszy mnie również, że mamy w Polsce tak wielu zdolnych artystów i możemy cieszyć oko rodzimą twórczością, a także pokazywać ją (i czytać) naszym najmłodszym pociechom. Polecam! Komiks zdecydowanie warto poznać!

Dział: Komiksy
sobota, 08 styczeń 2022 18:37

W cieniu drzew. Podmuch zimy.

 

„Podmuch zimy” to już drugi tom serii „W cieniu drzew”, która ukazuje się w ramach projektu „Mój pierwszy komiks” dla dzieci od piątego roku życia. Pierwszy tom opowiadał uroczą, pełną ciepła historię, która na długo zapadła mi w pamięć i z przyjemnością przedstawiłam ją dzieciom. Czy drugiej części udało się dotrzymać mu kroku?

Zarys fabuły

Liskowi bardzo spodobała się lisiczka, ale z powodu za dużego szalika robi z siebie błazna. Zażenowany podczas spotkania ucieka zamiast się odezwać. Gdy próbuje pobyć się szalika, przedmiotu, który obarcza winą za całe zajście, okazuje się, że bez niego jest mu bardzo zimno. Czy w końcu uda mi się znaleźć jakieś rozwiązanie dla za długiego szalika i pozbyć się wstydu przed rozmową ze śliczną lisiczką? 

Strona wizualna

Komiks jest prześlicznie wydany! Ma niewielki, zeszytowy format i twardą, przyjemną w dotyku oprawę. Ilustracje, których autorem jest Dav, są szczegółowe i niezwykle urokliwe. Komiks skierowany jest do najmłodszych czytelników, ale szczerze przyznam, że ja sama również przeglądam go z niekłamaną przyjemnością. 

Moja opinia i przemyślenia

Historia liska jest prosta i bardzo przyjemna, chociaż przyznam, że „Jesień” i opowiedziana w niej przygoda pana Borsuka, znacznie bardziej skradła moje serce. Na pewno jednak zajrzymy również do tomu trzeciego, który ma ukazać się pod koniec stycznia i nosić tytuł „Takie sowie lato”. 

Bardzo podoba mi się sama idea tworzenia komiksów dla najmłodszych czytelników. Zazwyczaj trzeba było mieć już przynajmniej te naście lat, żeby po jakiś sięgnąć. Cieszę się, że ilustratorzy podjęli wyzwanie i stworzyli powieści graficzne, które zachwycą niejednego pięciolatka. Moje dzieci serią „W cieniu drzew” są po prostu oczarowane i wielokrotnie chcą do niej powracać. 

Podsumowanie

„W cieniu drzew. Podmuch zimy.” to ślicznie narysowany, zabawny tytuł, z którzym można przyjemnie spędzić kilka chwil. Seria bardzo spodobała się zarówno mi, jak i moim dzieciom. To historie pełne ciepła, dobrego humoru i prześlicznych ilustracji. Niecierpliwie czekamy na kontynuację oraz inne komiksy skierowane do najmłodszych czytelników. 

Dział: Komiksy

"Spirit Animals. Opowieści upadłych bestii” nie jest pełnoprawną częścią serii „Spirit animals”. To specjalna edycja, w której kilkoro znanych autorów, w tym Brandon Mull, zamieścili swoje opowiadania z uniwersum tego świata fantasy. To dlatego nie można nastawiać się na kontynuację zdarzeń z ósmego tomu serii, a zupełnie nowe historie o dzieciach, które miały moc przywoływania zwierzoducha.

Tym razem złoczyńca o imieniu Zerif, najeżdża krainę Erdas i rozprzestrzenia pasożyta na duchowe zwierzęta i ich towarzyszy, co powoduje, że postacie wchodzą w stan przypominający zombie. Dodatkowo po zainfekowaniu są lojalne wobec łotra i jego niecnych planów. Zderzają się miecze, blokują tarcze, duszę trawią pasożyty. Świetna książka będąca przerwą, pomiędzy kolejnymi częściami serii.

Z racji tego, iż opowiadania są różnych autorów, są one dosyć nierówne fabularnie. Najlepiej wypada przy tym Brandon Mull i jego „Zdrada” o Gerathonie, wielkiej kobrze. Bohater został wezwany przez Raishę, lojalną sługę Zerifa. Będziemy tu mieli do czynienia z ucieczką z więzienia, zdradą i zabiciem jednego z Zielonych Płaszczy. Niestety to opowiadanie nie kończy się pozytywnie.

Wszyscy bohaterowie przywołujący zwierzoducha mają około 12 lat i  mają oni tendencję do podejmowania ryzyka i wykorzystywania innowacyjnych pomysłów, aby wyjść z trudnych sytuacji. Mają stopień odporności, który normalnie nie występuje u tak małych dzieci, co daje bohaterom prawdziwy dziecięcy urok. Czytelnicy w wieku powyżej ośmiu lat mogą się z nimi identyfikować i chętnie towarzyszą im w ich przygodach. Przy odrobinie wyobraźni, mogą sobie wyobrazić siebie w podobnych miejscach, walczących ze złymi adwersarzami przy pomocy własnego duchowego zwierzęcia. Sama idea powstałego partnerstwa jest intrygująca, ponieważ bada relację człowieka i zwierzęcia. Najbliższą paralelą w prawdziwym życiu byłaby prawdopodobnie więź, jaka istnieje z niektórymi właścicielami i ich psami.

Dział: Książki
środa, 05 styczeń 2022 12:02

Wojna cukierkowa

Nate właśnie przeprowadził się z rodzicami do nowego miasta. Nasz bohater jest bardzo nieśmiałym chłopcem, który nie lubi wychodzić ze swojej strefy komfortu, by nawiązywać nowe znajomości. Na szczęście mama wręcz wypycha go z domu, by zapoznał się z nowymi sąsiadami. Tak poznaje Summer, Trevorem i Gołębiem, z którymi zaczyna coraz więcej przebywać. Najbardziej ich wszystkich ciągnie do sklepu pani White o nazwie Słodki ząbek. Właścicielka nowego sklepu jest słodką kobietą. Prosi czwórkę o załatwienie jej kilku spraw. Zapłatą ma być wyjątkowy magiczny cukierek. Jednak w miarę jak sprawy stają się coraz trudniejsze i nawet złowrogie, a magiczne cukierki coraz mniej przyjazne dla jedzących, ta czwórka zaczyna się zastanawiać, czy pracują po dobrej stronie.

Magiczne cukierki wydają się naprawdę fajnym pomysłem. To, co może tu być i zaletą i wadą jest prędkość, z jaką biegnie fabuła. Porozkoszowałabym się nieco księżycowymi skałami czy białymi krówkami, a one dość szybko przemieniają się w wodorowęglanową broń.

Mimo dość ciekawego pomysłu sama fabuła jest dość przewidywalna. Może od początku nic nie wróży złego, ale zdecydowanie czytelnik rozgryza problem wcześniej niż bohaterowie książki. Magia i sposób, w jaki pojawiają się magowie, nigdy nie zostały dobrze wyjaśnione, co sprawia, że i budowanie świata również kuleje.

Brandon Mull podzielił bohaterów na dość stereotypowo widziane role: stratega (Summer), nieustraszonego przywódcę (Nate), mądralę (Gołąb) i pomocnika (Trevor). Żaden z nich jednak się jakoś szczególnie nie wyróżnia i ciężko się utożsamić czytelnikowi z którymkolwiek. Za to takie rozróżnienie prowadzi do jednej konkluzji: żeby współdziałać zawsze trzeba dobrze poznać innych członków grupy, by dobrze zorganizować każdą pracę. A przyjmując jakieś zlecenie nie oczekujmy, że będzie ono zarazem proste, przyjemne i bezpieczne.

Ogólnie rzecz biorąc, „Wojna cukierkowa”, która jest pierwszą częścią cyklu (dwutomowego zaledwie), wydawała mi się nieco mdła i to wcale nie ze względu na ciągłe spożywanie cuksów przez bohaterów. Sam pomysł magicznych cukierków i całego magicznego świata jest świetny, jednak zdecydowanie nie jest to książka dla mnie czy starszych nastolatków, którzy szybko znudzą się fabułą. Za to młodsze dzieci będą zachwycone mogąc czytać książkę o magicznych cukierkach, niczym fasolki wszystkich smaków z Harrego Pottera.


Dział: Książki

Bestseller „New York Timesa”! Mistrzowski zbiór nawiedzonych, magicznych opowieści pióra Kelly Barnhill, autorki "Dziewczynki, która wypiła księżyc" oraz "Syna wiedźmy".

Dział: Książki
czwartek, 23 grudzień 2021 09:35

Tajemnica brakującej głowy

Zespół Aspergera to zaburzenie ze spektrum autyzmu, choć w ostatnich latach słyszy się coraz więcej głosów mówiących o tym, że to po prostu odmienny sposób funkcjonowania. Mimo swego rodzaju plagi autyzmu, wciąż pozostaje on dla nas zagadką, zaś diagnoza postawiona rodzicom po tym, jak wcześniej zdiagnozowane zostały ich dzieci stanowi dowód, że mimo zespołu Aspergera czy autyzmu można efektywnie funkcjonować w społeczeństwie. Bo tak naprawdę to społeczeństwo ustanawia normy zachowania i określa, co jest akceptowalne, a co nie. Zaś oczekiwania otoczenia można łatwo zaspokoić, wpasowując się w obraz ogółu. Właśnie dlatego osoby z autyzmem odbywają Trening Umiejętności Społecznych, ucząc się określonych (oczekiwanych) zachowań w konkretnych sytuacjach.

Problem sprawiać może odczytywanie emocji innych ludzi, rozumienie różnego rodzaju żartów czy opanowanie swoich fiksacji. Jest to jednak w pewnym stopniu wyuczalne i pozostające pod kontrolą danej osoby. Wie o tym doskonale pewien mężczyzna, Samuel Hoenig. Dorastał w czasach, kiedy o autyzmie czy zespole Aspergera niewiele było wiadomo, dlatego został zdiagnozowany dopiero w wieku szesnastu lat. Dzięki heroicznym staraniom matki nie tylko nie wypadł z systemu edukacji, ale też funkcjonować w miarę samodzielnie, a nawet … prowadzić własny biznes.

Osoby z zespołem Aspergera opierają swoje decyzje i ogólnie funkcjonowanie na faktach, a dzięki chłodnej analizie doskonale sprawdzają się w zawodach wymagających właśnie takiego analitycznego myślenia. Mimo wszystko iście detektywistyczne usługi ukryte pod nazwą „Odpowiedzi na pytania” są niecodzienną formą zarobkowania. Agencja miała jednak już kilka zakończonych sukcesem spraw, a to dzięki mozolnemu poszukiwaniu odpowiedzi na najbardziej nawet niecodzienne pytania, analizie różnych danych i na ich podstawie formułowania oraz dowodzenia poprawności postawionych hipotez. Czy jednak w taki sposób można odnaleźć zaginioną głowę a  nawet … mordercę?

Przekonamy się o tym dzięki lekturze książki pt. „Tajemnica brakującej głowy”, autorstwa Jeffa Cohena i E.J.Coppermana. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka komedia kryminalna, to nieszablonowa pozycja na rynku, niejako „odczarowująca” zespół Aspergera i traktująca go wręcz jako cechę osobowości. To bohater wręcz zauważa wiele irracjonalnych zachowań otoczenia, swoje sterotypie traktując jako integralną część siebie oraz swojego funkcjonowania. To powieść nie tylko dla osób ceniących sobie kryminalne zagadki, a także tych, którzy podchodzą do życia z humorem. Pierwszy tom cyklu „Tajemnica Aspergera”, to również książka dla wszystkich osób żyjących z taką diagnozą oraz dla ich bliskich.

Wspomniana głowa zaginęła z Instytutu Krioniki Garden State. Ze zleceniem jej odnalezienia, a dokładnie z pytaniem, gdzie się znajduje, zwraca się do Samuela dyrektor zakładu. Firma zajmuje się zamrażaniem i przechowywaniem ciał umierających ludzi do czasu, kiedy nauka znajdzie sposób na ich wyleczenie. A to oznacza krociowe i nieprzerwane zyski, bowiem nic nie wskazuje na to, żeby w medycynie nastąpił nagle przełom. Placówka właściwie nie ma konkurencji, nie można zatem stwierdzić, że to jej sprawka. Głowa po prostu rozpłynęła się w powietrzu (choć Samuel powiedziałby, że to niemożliwe), a poszukiwania prowadzone na miejscu nie przyniosły rezultatu. Tymczasem każda godzina, kiedy głowa pozostaje poza cylindrem z ciekłym azotem, oznacza postępujące i być może nieodwracalne zniszczenie materiału.

Samuel również zdaje sobie z tego sprawę, dlatego od razu udaje się do Instytutu. Jak się jednak okazuje, w komorze, w której przechowywana była głowa, doszło nie tylko do jej uprowadzenia, ale również do morderstwa jednego z pracowników. Czy Samuel zdoła rozwiązać obie zagadki? Pomocna mu w tym będzie była fotografka, Janet Washburn, która stanie się swego rodzaju przewodnikiem Samuela po świecie pełnym niedopowiedzeń. My również uczestniczymy w śledztwie, bowiem narracja prowadzona jest w taki sposób, że czujemy się bezpośrednimi uczestnikami zdarzeń, zaś plastyczne opisy uruchamiają wyobraźnie. Nic zatem dziwnego, że ta przesycona czarnym niekiedy humorem i dziwactwami Samuela książka wciąga bez reszty, pokazując jednocześnie, że inny wcale nie znaczy gorszy.

Dział: Książki
sobota, 18 wrzesień 2021 11:38

Na tropie. Szukaj i znajdź

Zbliża się jesień a z nią długie wieczory. Może warto spędzić je w towarzystwie Muminków?
Muminki, bohaterowie stworzeni przez Tove Janson, od lat cieszą się ogromną popularnością kolejnych pokoleń dzieciaków i ich rodziców. Sama jestem fanką małych trolli, a Mamusia Muminka to moja idolka. Godzinami mogłabym czytać kolejne tomy opowieści o Tove Janson, za każdym razem znajdując w książkach coś nowego. Bo też ta seria jest nieprzebraną skarbnicą mądrości i ciekawych cytatów. Można je czytać jako historyjki dla dzieci lub jako powiastki dla dorosłych. Sama odkryłam Muminki właśnie jako dorosła osoba i dopiero wtedy się nimi zachwyciłam. Wcześniej nie rozumiałam fenomenu małych trolli.

Dział: Felietony
wtorek, 21 grudzień 2021 17:42

Baśnie Śnieżnego Lasu

 

Jeśli ktoś szuka baśniowej historii, która na dodatek jest pięknie wydana, to „Baśnie Śnieżnego Lasu” będą idealne.


Janka Niedźwiedzica od zawsze czuła, że różni się od mieszkańców swojej wioski. Była silniejsza i wyższa od swoich rówieśników, a nawet niektórych dorosłych. Cały czas coś ciągnęło ją w stronę lasu. Gdy po pewnym incydencie, nagle jej nogi zmieniają się w niedźwiedzie łapy, postanawia opuścić wioskę i na własną rękę okryć tajemnice swojego pochodzenia. Czy podczas niebezpiecznej podróży zdoła okryć, kim naprawdę jest i co jest w życiu najważniejsze?


„Baśnie Śnieżnego Lasu”, to książka, która oczarowała mnie, gdy tylko na nią spojrzałam. Piękna twarda okładka, klimatyczna wklejka, w środku ładne ilustracje, to coś, co od pierwszej chwili cieszy oko, a co najważniejsze, wnętrze dorównuje całej oprawie. Chociaż może to powinno być na odwrót, to oprawa dorównuje pięknej historii, bo to ona zawsze jest najważniejsza.


Historia Janki oczarowała mnie praktycznie od pierwszej strony. Autorka potrafiła stworzyć baśniowy, mroźny klimat. Podczas czytania miałam wrażenie, że sama uczestniczę w wyprawie bohaterki. Razem z nią przeżywałam chwile zwątpienia i grozy i byłam bardzo ciekawa, kim ostatecznie Janka postanowi zostać, i czy odkryje, co jest dla niej najważniejsze. Janka została tak wykreowana, że nie sposób jej nie kibicować.


W książce zawartych jest kilka opowieści, które w pierwszej chwili wydają się mało znaczące, chociaż z każdej wynika jakiś morał, jednak ostatecznie okazują się bardzo ważne dla całej fabuły. Naprowadzają one czytelnika na to, co kryje się w przeszłości bohaterki.


 Podobało mi się, to, że jak na prawdziwą baśń przystało, z książki wynika kilka wartościowych morałów. Jak to, że nie ważne jak wyglądamy, ważne jest to, jakim człowiekiem się jest, oraz to, że nie zawsze rodzina to osoby, z którymi łączą nas więzy krwi, ale są to ludzie, których kochamy i, które akceptują nas takimi, jakimi jesteśmy. Są to prawdy, ważne nie tylko dla dzieci, ale też i dla dorosłych. Dlatego, chociaż książka skierowana jest głównie do młodszych odbiorców, to i ci starsi również powinni przeczytać, tę książkę.


Podsumowując,  „Baśnie Śnieżnego Lasu” to historia piękna i klimatyczna. Wkrótce zbliżają się święta i myślę, że ta pozycja idealnie nadawałaby się na prezent i dla dziecka i dla kogoś dorosłego.  

Dział: Książki
niedziela, 19 grudzień 2021 17:58

Rick and Morty idą do piekła

 

„Rick and Morty idą do piekła” to już trzeci komiksowy zeszyt, który powstał na fali popularności animowanego serialu dla dorosłych. Tytułowi bohaterowie to szalony, uzależniony od alkoholu naukowiec i jego rozsądny wnuczek, za każdym razem wciągany przez dziadka w przeróżne tarapaty. Jak to się stało, że tym razem trafili do piekła?

Zarys fabuły 

Podróże międzywymiarowe i obce planety to codzienność Ricka i Morty’ego. Wydawać by się mogło, że byli już wszędzie. Okazuje się jednak, że tym razem przyszło im zwiedzić piekło. Ogień, siarka i męczarnie przez całą wieczność. Czy bohaterom i tym razem uda się wyjść cało z tej nietypowej sytuacji?

Moja opinia i przemyślenia 

Trzeci tom przygód znanej dwójki bohaterów trzyma poziom poprzednich zeszytów. Historia jest ciekawa i szalona. Narysowana została dokładnie tak jak powinna, czyli idealnie wpasowując się w  styl animacji. Niemalże każdemu kadrowi towarzyszy czarny humor. Mimo że „Rick i Morty” jest bajką, to zdecydowanie nie jest skierowany do dzieci. Przywodzi mi na myśl starsze, kultowe odcinki „South Parku”. 

Zeszyt wydany jest w pełnym kolorze i na dobrej jakości papierze, chociaż niestety serii brakuje twardej oprawy. W miękkiej podczas czytania łatwo się niszczy, ale jak sądzę nie można mieć wszystkiego i wydawca w tym przypadku wybrał przystępną cenę zamiast twardej oprawy. Być może w przyszłości ukaże się wydanie zbiorcze, tak jak stało się to w przypadku wielu innych komiksów, które w Polsce ukazywały się nakładem wydawnictwa Egmont. Za scenariusz odpowiada Kanadyjczyk Ryan Ferrier („Criminy”, „Death Orb”, „Wojownicze żółwie ninja”), a za rysunki – argentyńska artystka Costanza Oroza.

W polskiej wersji językowej z tyłu okładki umieszczony został fragment recenzji od Adventures in poor taste. Brzmi on: „To przykład serii komiksowej tak cholernie dobrej, że aż by się chciało jej animowanej adaptacji. Jest w zasadzie doskonała.”. Ponieważ jednak „Rick i Morty” to amerykański animowany serial telewizyjny dla starszej widowni tworzony przez Justina Roilanda oraz Dana Harmona dla Adult Swim, zastanawiam się co Autor tych słów miał na myśli. Chciał sobie zrobić żart? A może jest faktycznie nieświadomy? Tylko że dlaczego w takim razie jego słowa zostały umieszczone na okładce? Obawiam się, że nie tylko dla mnie będą one mylące, a ich intencja pozostanie zagadką. 

Podsumowanie

„Rick i Morty” to dobra, pełna czarnego humoru, niezwykle mimiczna animacja, której sukces opiera się na tym, że ukazuje się bez cenzury. Nic dziwnego, że doczekała się rozszerzenia o publikacje w wersji komiksowej. Zeszyt „Rick and Morty idą do piekła” to kilkadziesiąt stron doskonałej zabawy i miła chwila relaksu po ciężkim dniu w szkole (dotyczy starszej młodzieży) lub pracy. 

Dział: Komiksy
piątek, 17 grudzień 2021 12:43

Dwór Srebrnych Płomieni

 
Na dworze Rhysanda i Feyry panuje względny pokój; jedynym problemem monarchini wydaje się jak na ten moment jej siostra, Nesta, a raczej jej destrukcyjne zachowanie. Panna Archeron bowiem jakiś czas temu zmuszona została do wejścia do Kotła, gdzie wbrew swojej woli została Fae. Od tamtej pory pije i spędza noce u boku nieznajomych mężczyzn. Rodzina chce jej pomóc, aczkolwiek Nesta odtrąca pomocną dłoń — dopóki nie zostaje siłą sprowadzona do zamku i perswazją zmuszona do zmiany swoich przyzwyczajeń. Kobieta jest jednak nieugięta, więc narzucone jej nowe obowiązki i przekonywanie do zmiany postawy odrzuca, nawet się nad nimi nie zastanawiając. Szczególnie że na dworze znajduje się również Kasjan; wojownik, który jednocześnie ją intryguje i irytuje.  Do tego dochodzą również moce, które zyskała po wyjściu z Kotła. Nesta nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, jaką moc posiadła.
 
Kruchy pokój panujący w królestwach może szybko zostać naruszony za sprawą ludzkich królowych, które powróciły na kontynent. Bliscy Rhysanda oraz Freyi powoli przygotowują się na to, co może nadejść, szukając jak najlepszej drogi wyjścia. Szczególnie, że mają jeszcze jedno, najważniejsze dla wszystkich istnienie do ocalenia...
 
Zawsze zastanawiał mnie fenomen twórczości pani Maas; przekopując się przez liczne literackie portale, widziałam, że jej seria "Dwór cierni i róż" zyskiwała wysokie noty, porywając za sobą tabuny czytelników. I choć "Dwór srebrnych płomieni" to tom 4.1, postanowiłam po niego sięgnąć i sprawdzić, co też ta autorka ma w sobie takiego magicznego. Już teraz wiem, że czasem jednak warto rozpocząć przygodę z bohaterami od części pierwszej. Jak czytałam, literaccy poprzednicy są o wiele lepsi, niż aktualny tom. I choć ich nie znam, to ufam opiniom innych czytelników. Szczególnie że po lekturze "Dworu srebrnych płomieni" zastanawiałam się, co tak bardzo przyciągało wszystkich do tej serii.
 
Nesta Archeron jest wybuchowa, bezczelna, dzika- i przede wszystkim łatwo nie wybacza. Jej sylwetka jest akurat bardzo ciekawie zarysowana, bowiem ona sama jest chyba najwyrazistszą postacią tej pozycji. Gnana gniewem nie zważa na nikogo ani na nic, choć momentami jej zachowanie przypominało mi to, które charakteryzuje rozwydrzone dzieci. Z drugiej strony, gdy już porzuciła płaszczyk własnych frustracji, była gotowa oddać życie za bliskie jej sercu osoby. Mimo tego nie polubiłam jej, ale doceniam fakt, iż na tle mdłych bohaterów, chociaż ta jedna czymś się wyróżnia. Reszta przewijających się przez książkę postaci właściwie stanowi tło dla naszej głównej bohaterki, choć o miejsce na piedestale walczył również mroczny i -oczywiście- nieziemsko przystojny wojownik Kasjan: mężczyzna o stalowych mięśniach i gołębim sercu dla tych, na których mu zależało. Nie stanowi żadnej tajemnicy fakt, iż Nesta i Kasjan się nie znoszą. Również tajemnicą nie jest to, że oboje czują wzajemne przyciąganie. Trochę to... nudne i oklepane.
 
W królestwach wszelkiego rodzaju -czy to ludzkich, czy nie do końca- zawsze pełno jest wszelkiej maści intryg. Pokój zawsze jest kruchy, zazwyczaj każdy władca chciałby poszerzyć swoje terytoria i zrzucić z tronu dotychczasowych panujących. Nie inaczej jest w tym przypadku. Choć pod rządami Rhysanda  i jego ukochanej żony Freyi miasto zdaje się krainą miodem i mlekiem płynącą, to znad horyzontu nadciągają ciemne chmury. Nikomu nie można ufać, to prawda stara jak świat. Spodziewałabym się, że w takiej sytuacji, w tej książce czeka na mnie całkiem sporo akcji. Tak dużo, że będę raz po raz ocierać spocone z emocji czoło, chłonąc każde słowo. I pragnąc jak najszybciej sięgnąć po kolejną część. Niestety, w tym przypadku było zupełnie odwrotnie- walk mało, jeżeli zaś chodzi o przygotowania do ewentualnych sporów to głównie przypatrywaliśmy się ćwiczącej Neście i kilku innym kobietom.
Jestem dość mocno rozczarowana, bowiem spodziewałam się książki wypełnionej magią, akcją, braterską walką ramię w ramię. Byłam gotowa nawet na uronienie kilku łez (spodziewałam się, że ktoś istotny dla fabuły może umrzeć, czasem tak bywa), a tu... nic. A przepraszam, dostałam literackie porno. I zapewne nie przeszkadzałyby mi te erotyczne wstawki, gdyby w tej książce na pierwszy plan wysuwało się coś więcej. Ale nie. W centrum znajdowała się ta dwójka. I praktycznie większość fabuły kręciła się wokół tego, że ona go nie chce, ale może jednak chce, ale z kolei on jej chyba nie chce... Dramat.
 
Może powinnam przeczytać tomy poprzednie, by jakoś bez większych problemów przetrawić ten. W tym momencie jednak zupełnie odechciało mi się sięgać po jakąkolwiek książkę pani Maas. Odwieczny dylemat "przeczytać czy nie przeczytać?" zostawiam Wam. Jak dla mnie to rozczarowanie roku.
Dział: Książki