Rezultaty wyszukiwania dla: własne
Zapowiedź: Alchemik. Miasto Umarłych
Istnieją całe antologie opowieści o tym, jak zachowa się człowiek, gdy do jego świata przeniknie gra… A jeśli ludzkość już żyje w świecie, w którym gra istnieje od dobrych kilku tysięcy lat? Co, jeśli ludzie są potomkami ocalałych, którzy w krwawych zmaganiach wywalczyli sobie prawo do pozostania na własnej planecie?
Szum
"W domach, w których wszystko wydaje się idealne, najczęściej pękają fundamenty.”
Jak na thriller kryminalny, to książka niezbyt przekonała. Intryga wolno toczyła się, mało elementów trzymających w napięciu i zaskakujących akcentów. Detektyw i dziennikarka pracowali na pół gwizdka. Starali się rozwikłać zagadkę zniknięcia młodej dziewczyny, lecz więcej było entuzjazmu wobec wzajemnej relacji niż profesjonalnej pracy. Nie kupiłam styczności policji i mediów, za dużo zdradzanych informacji, za mało własnego udziału. Gdyby nie sprzyjające okoliczności docierania do prawdy, duet zapętliłby się niejasnościach, przypuszczeniach i interpretacjach. Podobało mi się uwzględnienie w intrydze przeszłości bliższej i dalszej, ratowały pomysł na odmalowanie mrocznej odsłony natury człowieka. Nie przepadam za promowaniem niebinarności w powieściach, ale nie traktuję jako zarzut. Tematyka wkracza szeroko do wszelkiej rozrywki, ponieważ przyciąga uwagę społeczeństwa, w tym czytelników, a zatem i autorów podążających za oczekiwaniami odbiorców. Inna sprawa, że dorastanie młodzieży wiąże się z wieloma wyzwaniami, a często droga na skróty wydaje się jej najlepszym rozwiązaniem. Normy podsuwane młodym ludziom wypaczają ich spojrzenie na samych siebie, na to, co sobą reprezentują. Często nie rozumieją na czym polega osiąganie biologicznej dojrzałości, a wszechobecne wątpliwe materiały w internecie szkodzą.
Dobrze, że autorka poruszyła tematykę akceptacji własnego ciała, zwłaszcza wśród dziewczyn, presji na modelowe sylwetki, lansowane przez wszystkie kanały komunikacyjne, w konsekwencji brak poczucia własnej wartości, stygmatyzm bycia poza normą, usilne pragnienie aprobaty, mnożące się lęki i depresje. Odniosłam wrażenie, że to bardziej powieść obyczajowa, kierowana do młodych osób, niż thriller czy kryminał, lub połączenie obu gatunków. Przyznaję, że trochę wynudziłam się przy tej przygodzie czytelniczej, nie wciągnęła mnie tak, jak na to liczyłam. Przeszkadzały mi sztucznie umieszczane opisy pracy specjalistów, nie przylegały zgrabnie do reszty tekstu, a przez to, pomimo atrakcyjności, wydawały się nienaturalne. Pojawiło się kilka nieścisłości, to nie one uwierały, a słabe psychologiczne umocowania zachowań kluczowej postaci po dokonaniu pewnego odkrycia, niezabezpieczenie niemożliwości styczności jednej z postaci ze złem i niezapewnienie oprawy specjalistów z psychologii. Zaprezentowany sposób odtwarzania mapy zbrodni nie do końca mi leżał, wyczekiwałam mocniejszych emocji, jednak nie uważam, aby książka była oceniona niżej niż przeciętna. Miała szansę spodobać się mniej wymagającym czytelnikom, a być może i młodszym reprezentantom grupy docelowej, głównie ze względu na ukazanie konsekwencji patrzenia na siebie przez pryzmat wyglądu, tworzenia skrzywionego obrazu nie tylko sylwetki, ale i duszy, a to już wejście na ścieżkę poczucia bycia gorszym, skazanym na pozbawienie miłości i szczęścia, zmuszonym do odgrywania kogoś innego niż się jest, czyli bycie w nieustannym wewnętrznym konflikcie. Zerknijcie również na wrażenia po spotkaniu z pierwszym tomem „Szelest”.
Schron
„Gdy w chmurach szaleje czarcie wesele, możesz być pewien, że krew się poleje.”
Thriller psychologiczny „Nie wiesz wszystkiego” Marcela Mossa dostarczył dobrych wrażeń czytelniczych, dlatego z zainteresowaniem sięgnęłam po kolejną książkę tego autora, tym razem w kryminalnej odsłonie. Niestety, „Schron”, trzeci tom serii o komisarzu Samborze Malczewskim, nie zapewnił ekscytujących doznań. Wydawało się, że miał wszystko, aby wprowadzić w stan niecierpliwego poznawania, a jednak nie połknęłam bakcyla na prezentację fabuły i portrety postaci.
Zawiodłam się od pierwszych scen powieści, opisów jak z sennych koszmarów. Nie miałam zastrzeżeń do brutalności i bezwzględności oprawcy, w mrocznej literaturze bardzo pożądanych, ale do stylu prowadzenia. Wydawał się rwany i szarpany, pobieżny i na skróty, maksymalnie przyspieszający sceny, wysoce niewiarygodny. Jakby pisany był przez początkującego autora, nabierającego umiejętności w przedstawianiu zdarzeń, albo nawet przez sztuczną inteligencję, zaledwie lekko przypominającą ludzką kreatywność. To odczucia podobne do oglądania filmów tworzonych przez AI, pozornie logika następstw, ale dziury w spójności narracji. Zatem trudno było poddać się nastrojowi grozy, za to łatwo wpaść w irytację spowodowaną niedopracowaniem. Nie uwierzyłam w rozmowę między policjantem a biznesmenem, sztuczna i niewiarygodna.
Dalsza część powieści też miała miejsca, w których nie czułam przyciągania akcji. Jakże często i natrętnie Sambor marudził Judycie na temat jej męża, dziwiłam się, że była jeszcze w stanie go wysłuchiwać. Natomiast podobało mi się odwołanie do ludowego porzekadła „Gdy w chmurach szaleje czarcie wesele, możesz być pewien, że krew się poleje”. Charakterystyczna nić klimatu, nieco tajemnicza i zgrabnie poprowadzona, mająca potwierdzenie w zapełnionym zdarzeniami scenariuszu, z wieloma mrocznymi sekretami. Plus za obecność psa, w wielu sytuacjach ratował dynamikę i ciekawie zapełniał sceny. Terror, jako jeden z nielicznych, odznaczał się wyjątkową osobowością i ukrytymi celami, nie sposób było z nim nie sympatyzować i nie dociekać intencji.
Kluczowemu bohaterowi serii nie odmówiłam odwagi, na granicy z obsesją, i determinacji w dochodzeniu do prawdy. Jednak jego porywczość, szybsze mówienie i działanie niż myślenie, z czasem zaczynało doskwierać. Poziom prowadzonych przez Malczewskiego rozmów pozostawiał wiele do życzenia, podobnie było w dialogach innych. Na plus chłodny umysł i refleksje postaci prokuratora. Podsumowując, „Schron” nie spełnił pokładanych nadziei, nie wprowadził w stan pochłaniania książki, a jedynie przetrwania, wymęczonego i kiepsko zakończonego, zupełnie jak w losach powieściowej rodziny z przeszłości. Intryga z mocnym potencjałem zamieszania w wyobraźni czytelnika, wprowadzenia w stan skrajnych emocji, ale niewykorzystana. Obojętnie przyjmowałam, co i z kim się działo, z wyjątkiem Terroru, bałam się, że psina poniesie konsekwencje własnej niezależności i pragnienia wolności za wszelką cenę.
Fantasmagorie
"Fantazja domaga się doskonałości swoich wyobrażeń, jak rozum w swoim zakresie żąda zgodności pojęć.”
Człowiek od zawsze fascynuje się granicą między światem żywych a światem umarłych. Niewiedza, co nas czeka po śmierci, podkręca wyobraźnię. Możemy jedynie przypuszczać i mieć nadzieję na coś dobrego. A kiedy fantazja wspomaga próbę oswojenia się z tym, co nieuniknione, odczuwamy potrzebę wykreowania własnego świata w twórczej odsłonie. Powstają utwory dla rozrywki pisania i czytania. Dzięki nim przeżywamy coś wyjątkowego, unikalnego, łączącego obecność i nieobecność, coś pomiędzy nimi, oraz w zastępstwie czegoś innego, w pozorowanym obrazie szczęścia i smutku. Klasyka literatury grozy nie tylko wypełniała czas jej ówczesnym, dostarczała rozrywki na długie wieczory, skłaniała do snucia wizji, przypuszczeń i interpretacji. Podkręcała nastrój niepewności, wprawiała w strach wynikający z próby zajrzenia w coś nieuchwytnego, niewidocznego i nie do objęcia rozumem na pierwszy rzut oka, podczas gdy przy kolejnych imaginacją uchylającego rąbka tajemnicy i racjonalizującego zjawiska.
„Fantasmagorie” znakomicie odzwierciedlają lęki i obawy przed śmiercią, zaklinaniem rzeczywistości, rzucaniem klątw i wywoływaniem duchów. Dziewięć opowiadań, napisanych przez niemieckich autorów, na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego wieku, czyta się z przyjemnością dla dreszczyku emocji i zajrzenia w mentalność dawnej epoki, stylu życia i oczekiwań wobec wyjaśnień w kwestii przemijania. Zamki z sekretnymi historiami, stare rody z przyrzeczeniem milczących tajemnic, przerażające obrazy jako mosty między trwałością i ulotnością, świadectwa przeżyć i prawdy. Sekrety obarczone klauzulą ciszy i dochowania wierności przodkom. Opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie i mrożące krew w żyłach. Umowy skracające konwenanse w imię ukrycia tego, co nie powinno być ujawnione.
Sprytne manipulowanie wyobraźnią i emocjami czytelników. Lekkie wywoływanie zdumienia odzianego w duchową szatę. Pojawianie się zjaw przekazujących wiadomości zza światów, nadnaturalnych istot odwołujących się do przeszłości. Żywi i umarli połączeni przepowiednią, genami i splotami okoliczności. Antologię poznaje się z sympatią, uczestniczy w spotkaniach z duchami przy herbatce, wnika w niesamowite historie grozy, gawędzi o tym, co nieuniknione i zdumiewające. Dłuższe lub krótsze opowieści, mniej lub bardziej dopracowane stylistycznie, swobodnie podsuwają obrazy paranormalnej rzeczywistości lub uciekają od szybkich wyjaśnień. Doświadczanie pokrewieństwa ze światem duchów, przypadkową stycznością, połowicznością świadomości istnienia. Raz mrok niegościnny i niebezpieczny, kiedy indziej familiarny i własny. Spełniające się przepowiednie śmierci lub oswojone wizje nieszczęścia. Hipnotyczne iluzje i oderwane fragmenty legendy. Świadkowie wpadający w delirium i milczące miłości. Plotki z ziarnem prawdy i ukryte skarby. Wszystko, co spragniona wyobraźnia sobie życzy.
Współczesny odbiorca tych obrazów nie odczuwa już pożądanego dyskomfortu poznawania, a jednak cieszy się dreszczykiem wciągania się w opowieści, zna mroczniejsze historie ze znacznie nowszych kryminałów i thrillerów, lecz potrafi do pewnego stopnia utożsamić się z bohaterami. Przeżył bardziej złożone fabuły, ale cieszy go intryga zaglądająca w okno przeszłości. Książka akurat na długie zimowe wieczory, kiedy cienie tańczą w blasku zapalonych świec, a wiatr i śnieg za oknem tworzą podatne dla wyobraźni malowidła. Któż z nas nie chciałby na chwilę, lub dziewięć, zajrzeć w niedostępny świat umarłych, przekonać się, że mają swoją formę istnienia i za sprawą energii potrafią coś zakomunikować? Dzięki literaturze grozy, narracji nasyconej dawną sztuką narracji, możemy w ramach zabawy poruszyć zmysły, dostrzec przerażające postaci, poczuć pocałunek śmierci, poddać się sile okropnych fantazji, wniknąć w tajemnicze zwiastuny i odczuć siłę pradawnych ostrzeżeń. Sposób na oswajanie nieuniknionej śmierci.
Loki. Agent Asgardu
Loki od lat jest jedną z tych postaci Marvela, które albo się uwielbia, albo kompletnie im nie ufa. Trudno zresztą dziwić się temu drugiemu. Bóg kłamstw przez lata zdążył namieszać chyba wszędzie, gdzie tylko się dało. „Loki. Agent Asgardu” pokazuje jednak jego trochę inne oblicze. Nadal jest przebiegły, ironiczny i uwielbia manipulować, ale tym razem dostajemy historię, w której dużo ważniejsze od samej walki stają się pytania o zmianę, tożsamość i próbę ucieczki od własnej przeszłości.
Za scenariusz odpowiada Al Ewing, a sam komiks zbiera zeszyty „Loki: Agent of Asgard” #1–17. Fabuła skupia się na młodszej wersji Lokiego, która pracuje dla Wszechmatki jako tajny agent Asgardu. Misje prowadzą bohatera w bardzo różne miejsca — od wieży Avengers po mroczne zakątki Asgardu i podróże związane z przeszłością. Klimat historii mocno balansuje pomiędzy typową marvelową akcją, humorem i czymś znacznie bardziej melancholijnym. Loki cały czas próbuje udowodnić sobie i innym, że może być kimś więcej niż tylko bogiem oszustwa.
Najbardziej podobało mi się to, że ten komiks nie robi z Lokiego nagle krystalicznego bohatera. Nadal jest sprytny, momentami egoistyczny i bardzo wiarygodny, ale jednocześnie widać, że cała historia kręci się wokół próby odkupienia dawnych błędów. Dzięki temu wypada dużo ciekawiej niż klasyczne historie o ratowaniu świata. Jest tu sporo emocjonalnych momentów, ale też lekkości i humoru, z których Loki przecież słynie. Dialogi mają świetną energię, a całość czyta się naprawdę szybko.
Bardzo dobrze wypada też warstwa wizualna. Komiks ma solidną, twardą oprawę. Rysunki w nim zawarte są dynamiczne, kolorowe i dobrze oddają zarówno bardziej widowiskowe sceny akcji, jak i ten chaos, który praktycznie zawsze pojawia się wokół Lokiego. Komiks ma typowo marvelowy rozmach, ale jednocześnie nie gubi bardziej kameralnych momentów związanych z samym bohaterem.
„Loki. Agent Asgardu” to świetna propozycja zarówno dla fanów Lokiego, jak i osób, które po prostu lubią bardziej niejednoznacznych bohaterów. Historia jest pełna akcji i humoru, ale pod tym wszystkim kryje się też naprawdę ciekawy motyw walki z własnym wizerunkiem i przeznaczeniem. Bardzo przyjemny Marvel z bohaterem, który zdecydowanie potrafi skraść całe show.
Zapowiedź: Król Szmaciarzy. Sword Catcher. Tom 2
Jego życie jest iluzją. Jej kłamstwo ryzykownym posunięciem. Czy dwoje outsiderów może ocalić królestwo?
Nick Primeon. Anegrtush
„Czy wojna nie nauczyła cię jeszcze, że w walce o wyższe dobro są rzeczy ważniejsze niż prawda?”
Miłośnicy różnorodnych przygód, będą zachwyceni. Powieść intensywnie nasycona incydentami, w zasadzie od jednego natychmiast przechodzi się do drugiego. Dynamiczna akcja sprzyja wciągającemu zaczytaniu. Drugi atrakcyjny wabik to klimat książki, szeroko rozumiana fantastyka, w której nie brakuje barwnych elementów z wielu jej podkategorii. Co więcej, scenariusz zdarzeń okazuje się zgrabnie osadzony nie tylko w perspektywie wszechświata i kosmicznych podróży, ale również pojedynczych planet i walki o przetrwanie na nich wobec wrogich zamiarów przeciwników.
Marek Szymąński reprezentuje lekki i przyjemny styl pisania, odbiorca treści chętnie się mu poddaje. Ciekawe opisy świata, nie są innowatorskie, ale sympatycznie czerpią inspiracje z klasycznych dzieł science fiction i fantasy. Bardziej wprawiony w poznawaniu gatunków szybko dostrzeże nawiązania i podobne wzorce. Dialogi dopełniają fabułę od strony wyjaśnień i emocji, okazują się zrównoważoną dawką z pozostałymi elementami treści.
Duży plus za konsekwentne trzymanie się portretu kluczowej postaci, chociaż przyznaję, że w drugiej odsłonie serii Nick Primeon stracił nieco na kalejdoskopie motywów, umiejętności i genetycznych cech. Niemniej jednak chętnie śledzi się walkę dobra ze złem, pragnienia z przeznaczeniem, obecności z wykluczeniem. Powstają refleksje związane z zagadnieniami moralnych oszustw, ryzyka podwójnej gry, ceny likwidacji jednostek dla dobra ogółu.
Polityka nie zna litości, to twardy dyktator na arenie wszechświata, czy jest jakakolwiek szansa, aby ukierunkować ją w pożądaną stronę, wykluczyć zdradę i uniknąć sprzeniewierzenia się? Jak odnaleźć się w misternie utkanej sieci kłamstw i pozorów? Jak dostrzec, kto jest prawdziwym przyjacielem i wsparciem, a kto mami poparciem, a tak naprawdę dba jedynie o własne wpływy i zaspokojenie żądzy władzy? Czy współpracując z czarną i mroczną siłą, nie narażamy się na przeniknięcie jej w nasz światopogląd i ambicje?
„Nick Primeon. Anegrtush” to propozycja czytelnicza, która kipi przygodą, czaruje kosmosem, wabi mrocznymi intrygami. Zaprasza do poważnej gry o wszechświat, ale ze szczyptą humoru. Zanim się za nią weźmiesz, poznaj pierwszy tom „Nick Primeon”.
Zapowiedź: Przymierze Wróbli. Shield of Sparrows. Tom 1
Wolverine Epic Collection. Krew i pazury
Początek lat 90. w Marvelu miał swój ciężar. Więcej mroku, więcej pazurów, więcej krwi na planszach. Właśnie w ten klimat ma w sobie „Wolverine Epic Collection. Krew i pazury” – solidny kawałek komiksowej klasyki, w którym Logan nie bierze jeńców. Ani dosłownie, ani fabularnie. Ten tom to zbiór zeszytów z lat 1990–1991, a więc momentu, gdy postać Rosomaka była już ikoną, ale wciąż miała w sobie dzikość, którą niestety później zaczęto w bohaterze stopniowo wygładzać.
Album otwiera run Larry’ego Hamy i Marca Silvestriego – duetu, który doskonale rozumiał, kim jest Logan. Zaczynamy w Madripoorze. Brudne interesy, śmiertelnie groźny narkotyk, podziemny półświatek. Klimat jest gęsty, duszny, bardzo „wolverine’owy”. Potem robi się jeszcze ciekawiej. Jukon i spotkanie z mitycznym Łowcą w Ciemności, Starcie z Lady Deathstrike, Wir czasu i powrót do hiszpańskiej wojny domowej u boku Pucka z Alpha Flight. Na dokładkę pojawiają się Reavers i ich mechaniczne twory – Alberta, sobowtór Logana, oraz Elsie Dee, a nad wszystkim wisi cień Sabretootha, który jak zwykle wnosi do historii pierwotną, niemal zwierzęcą energię. W tle przewijają się też Jubilee, Forge, Cable czy Nick Fury. Podróże między kontynentami, skoki w czasie, brutalne konfrontacje – i próba zajrzenia pod warstwę adamantium — tego wszystkiego możemy spodziewać się z tym jednym albumie.
Moim zdaniem największą zaletą albumu jest konsekwencja w budowaniu charakteru Logana. To wciąż zabójca z przeszłością, ale już nie tylko „dziki kurdupel z X-Men”. W tych historiach widać jego zmęczenie, wściekłość, brak zgody na własne demony. Relacja z Sabretoothem ma w sobie napięcie niemal rodzinne – sugestie więzów krwi tylko podkręcają atmosferę. Starcia między nimi nie są pustą rzezią, czuć ich historię oraz ciężar upływu lat.
Rysunki w albumie to czysta klasyka lat 90. Silvestri nie unika przemocy, ale nie wpada w przesadę. Kadry są dynamiczne, muskularne, momentami teatralne – dokładnie takie, jakie powinny być w opowieści o bohaterze z pazurami wysuwanymi z kości. Pojawiają się też inne nazwiska, jak Buscema czy Davis, a ich style pokazują, jak różnie można interpretować tę samą postać, zachowując jej rdzeń. Czy to tom przełomowy jak „Broń X”? Nie odnoszę takiego wrażenia. To raczej kwintesencja Logana w jego naturalnym środowisku. Madripoor, dzicz, tajne misje, stare urazy, brud pod paznokciami i krew na ostrzach.
„Krew i pazury” to gruby, solidny album pełen historii. Nie ma w nim udziwnień i eksperymentów na siłę. Pojawia się czysta esencja Rosomaka z początku lat 90. Dla fanów Logana to pozycja obowiązkowa. Dla młodszych czytelników to dobra okazja, by zobaczyć, dlaczego ta postać przez dekady nie schodzi z piedestału. Brutalnie, dynamicznie, momentami sentymentalnie. Logan w formie, która zostaje w pamięci na długo.
Four Ruined Realms. Cztery stracone królestwa
Czy znasz takie książki, które od pierwszych stron przypominają, że zaufanie bywa najdroższą walutą, a zemsta potrafi połączyć silniej niż wspólny cel? Cztery stracone królestwa to drugi tom serii Pięć pękniętych ostrzy autorstwa Mai Corland i powrót do świata, w którym nikt nie jest krystaliczny, a każda decyzja ma swoją cenę. Wracamy do drużyny, która już raz się rozpadła. Teraz musi działać razem. Bo nie ma wyjścia.
O czym jest książka
Król Joon rozegrał wszystkich po mistrzowsku. Zamiast śmierci – nowa misja. Trzydzieści dni, jeden boski artefakt i królestwo Khitan, do którego nikt nie ma wstępu. Pierścień należy do królowej Quilimar, siostry Joona. Dotarcie do niej graniczy z cudem, a próby kończą się śmiercią.
Bohaterowie – Mikail, Aeri, Royo, Euyn, Sora i Tiyung – niosą ze sobą bagaż zdrad z pierwszego tomu. Wciąż mają sekrety, ciche dni i niewypowiedziane pretensje. Jednak wspólny cel powoli ich zbliża. Khitan okazuje się królestwem rządzonym według feministycznych zasad, co jest ciekawym i dobrze wplecionym akcentem światotwórczym. Nic nie jest tu jednoznaczne. Nawet władza.
Moja opinia i przemyślenia
Największą zaletą książki pozostają bohaterowie. Moralnie szarzy. Poranieni. Uparci. Każdy z nich ma coś do stracenia, dlatego współpraca staje się koniecznością, nie wyborem. Relacje są napięte – wybaczenie to jedno, zrozumienie drugie. Euyn i Mikail oddaleni. Aeri wikła się we własne kłamstwa. Sora tęskni, boli, zostaje w pamięci na długo.
Szczególnie intrygujący jest Mikail – arcyszpieg o wielu twarzach, który wszystko wie, wszystko planuje, ale coraz trudniej odgadnąć, kim naprawdę jest. Royo nadal kryje potencjał, który aż prosi się o rozwinięcie w kolejnym tomie. Narracja wieloosobowa działa tu zaskakująco dobrze – krótkie, dynamiczne rozdziały utrzymują tempo i napięcie, bez chaosu.
To fantastyka drogi, pełna trudnych wyborów, poświęceń i narastającej chęci zemsty. Brutalna momentami, z wyraźnymi trigger warnings – zdecydowanie nie dla każdego, mimo oznaczenia 14+.
Warto też wspomnieć o wydaniu – książka ukazała się nakładem Wydawnictwo Jaguar i naprawdę cieszy oko: twarda oprawa, barwione brzegi, format, który wyróżnia się na półce.
Podsumowanie
Cztery stracone królestwa to mocna kontynuacja, która nie zwalnia tempa i pogłębia emocjonalne rysy bohaterów. Świetnie poprowadzona intryga, dobrze zarysowany świat i zakończenie, które zostawia z niedosytem.
Jeśli pierwszy tom jest już za Tobą, nie ma odwrotu. A jeśli nie – lepiej nadrobić. Bo ta historia jeszcze się nie skończyła.
