kwiecień 03, 2025

Rezultaty wyszukiwania dla: romans historyczny

poniedziałek, 22 lipiec 2024 23:24

Inna panna Bridgerton

 

Czy wyznanie miłości wystarczy, by zdobyć czyjeś serce? Julia Quinn, mistrzyni romansów historycznych, zadaje to pytanie w swojej książce „Inna panna Bridgerton”. Akcja powieści przenosi nas na pełne niebezpieczeństw morza, gdzie Poppy Bridgerton spotyka kapitana Andrew Jamesa Rokesby'ego. Czy przypadkowe spotkanie na pokładzie pirackiego statku może przerodzić się w coś więcej? Przygotujcie się na pełną emocji podróż, która z pewnością was oczaruje.

Zarys fabuły

Poppy Bridgerton to niezależna i żądna przygód młoda kobieta, która marzy o związku z mężczyzną dorównującym jej intelektem. Niestety, wśród londyńskiej elity nie spotkała jeszcze nikogo, kto by ją zaintrygował. Podczas wizyty u przyjaciółki na wybrzeżu Dorset, Poppy natrafia na jaskinię używaną przez przemytników. Jej ciekawość prowadzi do niespodziewanych kłopotów, gdy dwóch piratów porywa ją i zabiera na pokład statku. Kapitan Andrew James Rokesby, który przewozi nielegalne towary na zlecenie brytyjskiego rządu, jest zaskoczony, gdy odkrywa, że w jego kajucie czeka związana i zakneblowana kobieta.

Andrew szybko orientuje się, że jego pasażerka to członkini rodziny Bridgertonów, co jeszcze bardziej komplikuje sytuację. Mimo początkowego oburzenia Poppy i konfliktu, który między nimi wybucha, oboje zaczynają dostrzegać w sobie nawzajem coś więcej. Na pełnym morzu ich walka na słowa szybko zamienia się w odurzającą pasję. Jednak każde z nich skrywa tajemnice, które mogą zagrozić ich rodzącemu się uczuciu.

Moja opinia i przemyślenia

Wreszcie coś nowego! „Inna panna Bridgerton” to książka, która wciąga od pierwszych strony. Julia Quinn po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzynią w kreowaniu barwnych postaci i wciągających fabuł. Poppy Bridgerton zyskuje sympatię swoją niezależnością, ciekawością świata i bystrym intelektem. Jest kobietą, która nie zamierza podporządkować się konwenansom, a jej pragnienie przygody wciąga czytelnika w wir wydarzeń.

Autorka doskonale oddaje ducha czasów, jednocześnie nadając postaciom współczesny rys, który sprawia, że są nam bliskie i łatwe do zrozumienia. Jednym z największych atutów książki jest sposób, w jaki pisarka splata osobiste historie bohaterów z większymi, historycznymi wydarzeniami. Andrew, będący tajnym agentem, i Poppy, z jej niezaspokojoną ciekawością świata, tworzą duet, którego losy śledzi się z zapartym tchem. Ich wspólne przygody na pełnym morzu stanowią doskonałe tło dla rozwijającego się uczucia. Przede wszystkim wreszcie też opuszczamy londyńskie salony i przyznam, że nie mogę doczekać się netflix’owej ekranizacji tego konkretnego tomu.

Podsumowanie

„Inna panna Bridgerton” to kolejna udana powieść spod pióra Julii Quinn, która dostarcza czytelnikom mnóstwo emocji, śmiechu i wzruszeń. Poppy Bridgerton i Andrew James Rokesby to bohaterowie, którzy na długo zostaną w pamięci, a ich historia miłosna to idealna lektura dla wszystkich, którzy kochają romanse z nutą przygody. Pisarka i tym razem udowadnia, że jest mistrzynią w swoim fachu, a jej książki to prawdziwe perełki wśród romansów historycznych. Jeśli szukacie powieści, która wciągnie was od pierwszej strony i zapewni niezapomniane wrażenia, „Inna panna Bridgerton” będzie strzałem w dziesiątkę.

Dział: Książki
poniedziałek, 22 lipiec 2024 23:18

Miłosne tajemnice

 

Czasami zdarza się, że książka (a w tym przypadku cała seria) zyskuje nowe życie dzięki ekranizacji. Tak właśnie stało się w przypadku sagi rodu Bridgerton’ów spod pióra amerykańskiej pisarki Julii Quinn. „Miłosne tajemnice” to czwarty tom uwielbianej przez czytelników serii „Bridgertonowie” autorstwa Julii Quinn. Książka przenosi nas do świata londyńskiej socjety czasów regencji, a przedstawiona w niej historia tętni emocjami i zaskakującymi zwrotami akcji. Czy miłość, która rodzi się z wieloletniej przyjaźni i skrywanych uczuć, może przetrwać w obliczu tajemnic i społecznych oczekiwań?

O czym jest książka

Penelopa Featherington, od lat zakochana w Colinie Bridgertonie, przez większość życia obserwuje go z daleka, przekonana, że wie o nim wszystko. Colin, znużony swoją reputacją beztroskiego czarusia i ciągłym zainteresowaniem ze strony plotkarskiej rubryki lady Whistledown, wraca do Londynu po długiej podróży, tylko po to, by odkryć, że wiele się zmieniło - zwłaszcza Penelopa. Kiedy Penelopa przypadkowo natrafia na najgłębszy sekret Colina, zaczyna się obawiać, że może jednak wcale go nie zna. Colin, z kolei, staje przed wyborem: czy Penelopa jest dla niego największym zagrożeniem, czy szansą na prawdziwe szczęście?

Moja opinia i przemyślenie

„Miłosne tajemnice” to książka, która wciąga od pierwszej strony. Julia Quinn po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzynią w kreowaniu barwnych i wciągających historii. Penelopa, którą wielu czytelników pamięta z poprzednich części jako cichą i nieśmiałą, w tej książce staje się główną bohaterką, której wewnętrzna siła i determinacja zaskakują i zachwycają. Jej rozwój postaci, od skrytej obserwatorki do kobiety gotowej walczyć o swoje uczucia i marzenia, jest inspirujący i świetnie ukazany. Colin Bridgerton, ze swoją charyzmą i wewnętrznymi zmaganiami, jest równie fascynujący. Jego znużenie społecznymi oczekiwaniami i pragnienie znalezienia prawdziwego celu w życiu dodają głębi jego postaci. Ich relacja pokazuje, że miłość to nie tylko piękne chwile, ale także trudne wybory i kompromisy.

Autorka zręcznie wplata elementy komediowe i dramatyczne, tworząc lekką, ale nie banalną historię. Dialogi między bohaterami są pełne iskrzącego humoru. To, co wyróżnia „Miłosne tajemnice” na tle innych romansów historycznych, to umiejętność Quinn do tworzenia postaci z krwi i kości, których zmagania są nam bliskie, mimo osadzenia ich w odległej epoce.

Podsumowanie

„Miłosne tajemnice” to kolejny triumf Julii Quinn i ani odrobinę nie dziwi mnie, że ukazało się jego kolejne wznowienie. Książka oferuje wszystko, czego można oczekiwać od doskonałego romansu historycznego: głębokie emocje, intrygujące tajemnice, humor i niezwykle barwne postacie. Historia Penelopy i Colina to opowieść o miłości, która przechodzi próby czasu i przeciwności losu, ukazując, że prawdziwe uczucia zawsze znajdą drogę do serca. Polecam tę książkę każdemu, kto szuka ucieczki od codzienności do świata pełnego romantyzmu, ciepła i nieoczekiwanych zwrotów akcji.

Dział: Książki
poniedziałek, 08 kwiecień 2024 13:11

Małżeństwo ze snu

 

Książka „Małżeństwo ze snu” autorstwa Julii Quinn przenosi nas do czasów, kiedy miłość, lojalność i honor decydowały o ludzkich losach. W swojej powieści, autorka, znana przede wszystkim z cyklu o rodzinie Bridgerton, tym razem skupia się na przygodach rodziny Rokesby, a osią fabuły staje się niezwykła historia Cecilii Harcourt, kobiety, która w imię miłości i troski o bliskich, jest gotowa zaryzykować wszystko.

O czym jest książka?

„Małżeństwo ze snu” opowiada historię Cecilii Harcourt, która staje przed życiową próbą, gdy dowiaduje się, że jej brat został ranny na froncie wojennym. Osierocona i postawiona przed perspektywą małżeństwa z niesympatycznym krewnym lub życia pod dachem apodyktycznej ciotki, decyduje się na desperacki krok. Wyrusza przez Atlantyk, aby odnaleźć brata i zapewnić mu opiekę. Zamiast niego, w wojskowym szpitalu znajduje jego najlepszego przyjaciela, Edwarda Rokesby’ego, który jest nieprzytomny i którego życie wisi na włosku. Cecilia, kierując się sercem i bezgraniczną determinacją, decyduje się na kłamstwo, które ma umożliwić jej pozostanie przy łóżku Edwarda – podaje się za jego żonę.

Opinia własna

„Małżeństwo ze snu” to opowieść wypełniona emocjami, która zmusza do refleksji nad granicami, jakie jesteśmy gotowi przekroczyć dla osób, na których nam zależy. Julia Quinn stworzyła postacie pełne głębi, z którymi łatwo się utożsamiać. Cecilia Harcourt, z jednej strony odważna i zdeterminowana, z drugiej niezmiernie ludzka w swoich dylematach moralnych, staje się symbolem kobiecej siły. Jej historia z Edwardem Rokesby’m rozwija się w sposób naturalny i pełen napięć, pokazując, że miłość może narodzić się w najmniej spodziewanych okolicznościach.

Niezwykłe tło historyczne – Stany Zjednoczone w czasie wojny o niepodległość – dodaje powieści spod pióra Julie Quinn dodatkowego wymiaru, odchodząc od typowych dla romansów historycznych scenerii angielskich salonów. Przeniesienie akcji do młodego amerykańskiego miasta wojennego czasu pozwala na bardziej dynamiczne i oryginalne ujęcie tematu miłości i poświęcenia.

Muszę jednak przyznać, że książka nie dorównuje najlepszym powieściom z sagi rodu Bridgertonów. Mimo że przyjemnie napisana, to jednak nie porywa. Wątku romantycznego także nie śledzi się z zapartym tchem. To po prostu kolejna lekka, przyjemna lektura, którą dobrze jest przeczytać, ale raczej już się do niej nie wraca.

Podsumowanie

„Małżeństwo ze snu” Julii Quinn to historyczny z niecodziennym tłem. To opowieść o sile woli, miłości i poświęceniu. Dobrze napisana, wciągająca historia, która utrzymuje zainteresowanie czytelnika. Julia Quinn ponownie udowadnia, że potrafi nie tylko bawić, ale i wzruszać, oferując nam historię, która długo pozostaje w pamięci. „Małżeństwo ze snu” to lektura, którą z czystym sumieniem można polecić każdemu, kto pragnie chwili niezobowiązującej rozrywki.

 

Dział: Książki
wtorek, 12 wrzesień 2023 13:13

Wszystko przez pannę Bridgerton

 

Saga rodziny Bridgertonów spod pióra Julii Quinn popularność zyskała dopiero na fali Netflix’owej ekranizacji. Wcześniejsze wydanie cieszyło się w Polsce popularnością, ale z pewnością nie aż taką! 

O czym jest książka

W ostatnim wznowieniu (z filmową okładką) powieści Julii Quinn „Wszystko przez pannę Bridgerton”, czytelnik zetknie się ze świeżą historią miłosną z subtelnym akcentem humoru i błyskotliwością charakterystyczną dla tej pisarki. Akcja toczy się wokół dwóch głównych postaci, którymi tym razem są Billie Bridgerton i George'a Rokesby, których rodzinne relacje układają się w pełnym zawirowań rytmie.

Moja opinia i przemyślenia

Dialogi pomiędzy bohaterami są nie tylko błyskotliwe, ale również przemyślane i naturalne, co czyni ich interakcje wiarygodnymi i angażującymi. Szczególnie, że tym razem w powieści pojawia się uwielbiany przez czytelniczki romansów motyw „enemies to lovers”. 

Julia Quinn, znana ze swojego unikalnego stylu pisania, po raz kolejny dowodzi, że potrafi połączyć romans, komedię i dramat w jednym. Jej umiejętność kreowania postaci, które są zarówno fascynujące, jak i wielowymiarowe, czyni ją obecnie jedną z czołowych autorek romansów historycznych. Billie, główna bohaterka, jest niezależna i pewna siebie, co jest rzadkością w literaturze ukazującej kobiety z XVIII wieku. Myślę, że jest to odświeżające spojrzenie na kobiece postacie w tym gatunku (choć na pewno nie oddaje rzeczywistych realiów tamtych czasów).

Historia miłosna rozwija się subtelnie i autentycznie, pozwalając czytelnikowi na obserwowanie, jak Billie i George przekształcają się z rywali w kochanków. Wątki fabularne są płynne i logiczne, z nieoczekiwanymi zwrotami akcji, które utrzymują czytelnika w napięciu. Mimo że jest to kolejna część popularnej serii Rodzina Bridgertonów, nie trzeba być zapalonym fanem wcześniejszych tomów, by docenić tę powieść. Jej samoistność i oryginalność sprawiają, że czytelnik może się delektować jej treścią niezależnie od znajomości (lub jej braku) innych prac autorki.

Na zakończenie

Podsumowując, „Wszystko przez pannę Bridgerton” to piękna, zabawna i romantyczna powieść, która z pewnością przyciągnie zarówno stałych fanów Julii Quinn, jak i czytelniczki, które dopiero poznają jej twórczość. Świetnie napisana, z przemyślaną fabułą i przekonującymi postaciami, książka jest doskonałą propozycją dla wszystkich miłośniczek romansów historycznych. Warto dać jej szansę! 

Dział: Książki

Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier to największa tego typu impreza w Polsce oraz Europie Środkowo-Wschodniej. Tegoroczna edycja odbędzie się w dniach 24-25 września br. w łódzkiej Atlas Arenie. Główni organizatorzy MFKiG: EC1 Łódź – Miasto Kultury oraz Stowarzyszenie Twórców „Contur” przygotowali bogaty program spotkań, prelekcji, paneli dyskusyjnych i warsztatów, a także strefy: targową, gier, cosplay, Star Wars i Manga Corner oraz dwie wystawy. 

Dział: Konwenty
sobota, 09 kwiecień 2022 21:06

Ktoś mnie pokochał

 

"Anthony Bridgerton to najbardziej zatwardziały kawaler Londynu. Lecz po cóż miałby się żenić? Jest wszakże największym uwodzicielem i nikt mu w tym nie dorówna..."

Niedawno, na fali netflixowej ekranizacji, kolejnego wznowienia doczekał się drugi tom sagi „Bridgertonowie” noszący tytuł „Ktoś mnie pokochał” i opowiadający historię miłosną głowy rodziny, wicehrabiego Anthony’ego Bridgertona. Czy książkę warto przeczytać? A może to przypadek, kiedy lepiej obejrzeć serial? Jaką historię tym razem opowie nam Julia Quinn?

Zarys fabuły

Londyn obiegła niesamowita wiadomość, wicehrabia Anthony, głowa rodu Bridgertonów, szuka dla siebie wicehrabiny. Żadna jednak z poznanych przez niego kandydatek nie jest dość dobra i nie spełnia wygórowanych oczekiwań mężczyzny. W końcu decyduje się oświadczyć pannie Edwinie Sheffield, którą jednak opiekuje się zdecydowanie przeciwna temu związkowi starsza siostra, Kate.  Czy uda jej się popsuć matrymonialne plany pana Bridgertona? 

Moja opinia i przemyślenia 

Książka wydana w Polsce była nie po raz pierwszy, chociaż jakością poprzednie wydania nie dorównują nowemu. Z pewnością popularność serii wzrosła na fali netflixowej ekranizacji, ale kobiety od zawsze lubiły takie pełne ciepła, przyjemne romanse historyczne, a do takich właśnie należą powieści spod pióra Julii Quinn. Nie brakuje im również historycznej wiarygodności.   

Przyznam szczerze, że historia Anthony’ego nie jest tą, na którą najbardziej czekałam, a mimo tego powieść bez trudu mnie wciągnęła i pozwoliła w swoim towarzystwie spędzić kilka przyjemnych chwil. Pamiętajcie Kochani, że w tym przypadku nie wystarczy obejrzeć serialu, bo to dwie, zupełnie inne opowieści. 

W powieści nie zabrakło również nieco pikantniejszych scen, które jednak opisane zostały z dużym wyczuciem i oczywiście ze smakiem. Nijak się mają do często wulgarnych, współczesnych erotyków. Sam styl pisania Julii Quinn jest bardzo przyjemny, a i tłumaczka zrobiła tu doskonałą robotę. Miła jest również możliwość wyboru okładki, wedle uznania możemy kupić wersję dopasowaną do reszty serii lub książkę z filmową szatą graficzną. 

Podsumowanie

„Ktoś mnie pokochał” to inteligentnie napisana, pełna uroku i zabawnych konwersacji historia. Sądzę, że każda osoba, która pomyśli, że wystarczy obejrzeć serial, wiele na tym straci. W powieści pojawia się wiele zupełnie pominiętych w ekranizacji wątków, a bohaterowie mają swój niewątpliwy i niepowtarzalny urok. To tytuł, który zdecydowanie warto przeczytać i prawdziwa gratka dla miłośniczek romansów historycznych. 

Dział: Książki
środa, 19 styczeń 2022 09:57

Gwałtowne pasje. These Violent Delights

Od zawsze lubiłam klasyczną opowieść o romantycznej miłości Romea i Julii. Nie spotkałam jeszcze książki, która w ciekawy i atrakcyjny sposób odświeża ten motyw, aż dotąd. „Gwałtowne pasje” to książka, od której nie mogłam się oderwać. Napisana tak, że aż zapiera dech w piersiach.

Romeo i Julia, ale w nieco innej scenerii. Do tej klasycznej historii dodajemy zwaśnione mafijne rody, jakieś tajemnicze zło, a także Szanghaj XX wieku, gdzie Chińczycy muszą walczyć o wpływy z Brytyjczykami i Francuzami. Czy może wyjść z tego coś dobrego? Jak najbardziej tak, i to jak. Ostrzegam jednak, że jak zaczniecie, to się od książki nie oderwiecie, a „Gwałtowne pasje” zafundują wam nieprzespaną noc.

Juliette Cai niedawno wróciła do Szanghaju z „wygnania”, jak ona sama nazywa swój wyjazd. Jest córką bossa Szkarłatnego Ganku i ta funkcja sprawia, że ma wiele zadań na głowie – walka z Białymi Kwiatami, robienie interesów w imieniu swojego ojca. Roman Montagow, syn bossa wspomnianych już worów rodziny Cai, Białych Kwiatów, stara się rozwikłać zagadkę tajemniczych morderstw. Mieszkańcy Szanghaju zaczynają rozrywać swoje gardła. Bohaterowie muszą pokonać to, co ich dzieli i nawiązać współpracę, aby zapobiec zniszczeniom i śmierci. Pomiędzy Romą a Juliett są niedokończone sprawy, a to, co wydarzyło się między nimi kilka lat wcześniej, sprawia, że ci nie potrafią sobie ufać.

Chyba wszystko w tej książce oceniam na plus. Zacznę od strony stylistycznej i językowej. „Gwałtowne pasje” to powieść napisana bardzo dobrze, a w czym również jest zasługa tłumaczki Małgorzaty Kaczarowskiej. Każde zdanie było dopracowane i nie czułam, że jakieś słowo na jakiejkolwiek stronie znalazło się tam przypadkowo. Język jest mroczny, plastyczny. Nadaje całej książce poczucia głębi, mroku i skutecznie zagęszcza atmosferę. Majstersztyk i uczta czytelnicza dla każdego fana takich klimatów. Gdy tylko zaczęłam lekturę, przeniosłam się do Szanghaju w latach 20 XX wieku. To, jak autorka odmalowała tamto miasto, kulturę, zwyczaje i historię zasługuje na owacje. Niemal czuć ten zapach, gwar rozmów, a atmosfera polityczna jest nierozerwalnie z tym związana i to czuć podczas lektury. Ba, to, co dzieje się na arenie międzynarodowej oraz wewnątrz kraju, realnie wpływa na fabułę i jest z nią nierozerwalnie połączone. To tło do wszystkich wydarzeń, ale nadaje „Gwałtownym pasjom” głębi. Autorka oczywiście wplotła w ten realizm historyczny elementy fantastyczne, ale wszystko zostało tak dobrze opisane i dobrane, że czyta się tę książkę z rosnącym zachwytem.

Nie sposób wyodrębnić jednego, głównego wątku w tej książce. Akcja skupia się w równej mierze na Juliette i Romie, ich uczuciach i spuściźnie, która odciska na nich piętno, ale również na tajemniczym potworze, który sprawia, że ludzie rozrywają sobie gardła. Na wielki plus zasługuje również to, jak autorka zaadoptowała oryginalną historię, Jeżeli znacie Romea i Julię, to gdy zagłębicie się w „Gwałtowne pasje”, to będziecie ze zdumieniem wyłapywać znanych bohaterów w nowej odsłonie. Nie była to kalka, ponieważ Chloe Gong dodała każdej postaci coś nowego, innego. Wszyscy, którzy przewijają się przez karty książki, są niczym wzięci z życia – charakterni, kolorowi. Chociaż to Juliette i Roma odgrywają główne role, to chciałabym się skupić również na innych bohaterach, najbliższych przyjaciołach naszej dwójki. Chociaż wpisują się w ramy bohaterów drugoplanowych, to uwielbiam wszystkie sceny z nimi.

Juliette to bohaterka, którą bardzo polubiłam. Chociaż inspiracją do jej stworzenia była Sheaksperowska Julia, to nasza jest brutalna, zdeterminowana, odważna. Nie boi się mówić tego, co myśli, a sprawy i dobro swojego gangu stawia na pierwszym miejscu. Jest gotowa zrobić wiele, aby uplasować się jako liderka grupy. Roma, czyli Romeo, jest bezwzględny, jednak troszczy się o tych, co kocha. Ojciec chłopaka nie do końca mu ufa, a swoją sympatię przelewa na kogoś innego. Chociaż wychowany przez Białe Kwiaty i z brutalnością obyty jest od dawna, to musi się starać, aby zasłużyć na szacunek ze strony ojca. Juliette i Roma jako para to... połączenie idealne. Uwielbiam ich magnetyzm, to przyciąganie, którzy oboje zdają się ignorować, a to, co wydarzyło się między nimi (a czego dowiemy się dopiero po jakimś czasie) jeszcze bardziej podkręca atmosferę. Powinni się nienawidzić, są wrogami, ale jest między nimi coś. Najlepsze jest to, że ich romans nie przysłonił innych wydarzeń.

„Gwałtowne pasje” to książka, którą pokochałam. Nie mogłam przestać o niej myśleć, gdy odkładałam ją, chociaż na chwilę. Zabrała mi kilka wieczorów, ale nie żałuję, bo to była cudowna czytelnicza przygoda. Nie czuć, że „Gwałtowne pasje” to debiut autorki – wszystko jest dopracowane, od pierwszej do ostatniej strony. Nie pozostaje mi powiedzieć nic innego, tylko czytajcie, bo to naprawdę dobra lektura!

Dział: Książki
wtorek, 19 styczeń 2021 11:32

Mój książę

 

Miłosne kłamstwa i prawdziwa namiętność w przesyconym subtelnym humorem romansie z pierwszych miejsc list bestsellerów. 

„Bridgertonowie” to kolejne wznowienie płynące na fali nakręconej przez Netflix ekranizacji. Serial być może nie jest wybitny, ale z pewnością jest odpowiedzią na to, czego widzom w ostatnich czasach brakowało. Jak w porównaniu do niego wypada książka? 

Zarys fabuły

Towarzyska śmietanka i londyńska elita żyje obecnie jedynie okresem, w którym na dworze przedstawione są debiutantki. Piękne panny, z dobrych rodzin są na wydaniu i większość z nich marzy jedynie o prawdziwej miłości lub przynajmniej korzystnym zamążpójściu. Jedną z nich jest inteligentna i pełna uroku Daphne Bridgerton. Okazuje się jednak, że do jej ręki wcale nie ustawia się kolejka chętnych. Gdy na swej drodze spotyka uciekającego przed licznymi adoratorkami księcia Simona, odkrywają, że wspólnymi siłami mogą przezwyciężyć swoje tymczasowe problemy. Jeżeli Simon zacznie zalecać się do panny Daphne, to inni kandydaci również zwrócą na nią uwagę. On natomiast w ten sposób sprytnie wymknie się natrętnym swatkom. Czy plan się powiedzie? 

Moja opinia i przemyślenia

Przyznam, że serial obejrzałam z przyjemnością i to mimo tego, że wyraźnie dostrzegałam jego słabe strony, ale zupełnie nie umywa się on do książki. „Mój książę” to ciekawa, dobrze przemyślana, a zarazem lekka i pełna wdzięku powieść. Towarzyszą jej piękne opisy, wiele dobrego humoru i cudownie, niezwykle subtelnie wykreowani bohaterowie. Ogromnie cieszę się, że miałam przyjemność ją przeczytać. Przyznam szczerze, że gdybym tym razem, tak jak mam to w zwyczaju, również zaczęła od książki, to nie dokończyłabym oglądania serialu, bo na jej tle wypada rozczarowująco. 

Sądziła… ach, nawet kiedy wypadł jak burza za drzwi, sądziła, że zdołają pokonać dzielące ich przeszkody, teraz jednak nie była już taka pewna.  

Bardzo cieszę się, że „Mój książę” to zaledwie pierwszy tom serii. Oznacza to bowiem, że czeka mnie długa i wspaniała literacka przygoda. Przyznam również szczerze, że w ogóle nie zainteresowało mnie stare wydanie, które ukazało się nakładem wydawnictwa Amber. Jednak ekranizacja to naprawdę świetny sposób na promocję książki, który podziałał również na mnie. 

Podsumowanie

„Mój książę” to pełen uroku, historyczny romans, który jednak pokazuje również brutalność ówczesnego życia, która skierowana jest przede wszystkim ku kobietom. Każdy, kto chce utrzymać się na powierzchni, musi trzymać się zasad i grać w zawiłą grę, której skomplikowane reguły nie wiadomo kto i po co wymyślił. Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę mogła powiedzieć to o tym gatunku, ale powieść czytałam z zapartym tchem i wypiekami na twarzy. Polecam! Zdecydowanie warto po nią sięgnąć. 

Dział: Książki
sobota, 22 czerwiec 2019 09:09

Rektorski czek

Jak ja dawno nie czytałam tak uroczej książki. Dokładnie tak - UROCZEJ! A pomyśleć, że jak zobaczyłam na okładce opis, że to “romans kryminalny” to mnie zmroziło.

“Rektorski czek” to opowieść tocząca się w dwóch rzeczywistościach - tej współczesnej - i tu mamy wątek kryminalny,  taki napisany z werwą i dowcipem, i tej z 1919 r. - czasów kształtowania się na nowo polskiej państwowości. Romanse, jakie wówczas się nawiązały, jak się okazało, miały swe brzemienne skutki dla zdarzeń o całe sto lat późniejszych. A w tle tych romansów toczy się brawurowo napisana opowieść o tym, jak to Uniwersytet Poznański powstawał, zaś o niepodległą Polskę młodzi ludzie walczyć ruszyli.

Joanna Jodełka z niesamowitym smakiem połączyła wątki współczesne z napisanym w starym stylu romansem, zaś tło wydarzeń historycznych przemyciła, niby ot tak - niepostrzeżenie, a jednak znacząco na tyle, by nazwisko Heliodora Święcickiego zapamiętać na zawsze. Co ważne, wspaniale także połączyła zupełnie współczesny styl wypowiedzi, z tym, jak mówiło się (i pisało - bo i listy miłosne w książce zawarte wzruszają i zachwycają) kiedyś. I chyba właśnie te pisane na starą modłę rozdziały są największym atutem książki. 

Fabuła kryminalna naiwna - to fakt. Romans - jak romans, romantyczny i już, a mimo to całość składa się w naprawdę fajną, lekką, wakacyjną powieść, pełną barwnych postaci. Nie sposób bowiem nie zapałać sympatią dla Jana Kantego, czy nie uśmiechnąć się z sympatią czytając o sercowych perypetiach Olchy. Że już o spiskach wiekowej Apolonii Polańczyk nie wspomnę. Oj ubawiła mnie babcia setnie, ale przyznać jej trzeba, że fantazji i energii życiowej miała więcej, niż wszyscy jej współcześni bohaterowie razem wzięci.

Powieść jest pełna subtelnych żartów, takich mrugnięć okiem w kierunku czytelnika, a jednocześnie ogromnego szacunku dla czasów mienionych, kiedy to w rękach zwykłych ludzi leżały losy odradzającego się kraju. Czasów, kiedy oczywistością dla młodego mężczyzny było, że należy o Polskę walczyć, dla kobiety, że należy o takiego walczącego mężczyznę dbać, zaś dla ludzi starszych - tych majętnych i wykształconych, że swe dobra - materialne i niematerialne, dla dobra kraju przekazać. Stukacie się w głowę, że to naiwność? Może. Ale ja za takim pojmowaniem patriotyzmu tęsknię. I tylko się zastanawiam, jak bardzo rozpaczałby nad losem naszej Polski sam profesor Święcicki, gdyby mu dane było współczesnych czasów dożyć.

Dział: Książki
niedziela, 29 kwiecień 2018 12:07

Porwana pieśniarka

Paranormalny romans, tak popularny jeszcze kilka lat temu, dzisiaj znajduje się odwodzie. Czmychnęły gdzieś w zakurzone kąty księgarskich półek opowieści o uczuciu łączącym przeciętną nastolatkę i nadprzyrodzoną istotę. Zamiast tego prym wiodą opowieści miłosne bez wątków fantastycznych – z młodymi-dorosłymi, którzy zmagają się z całą gamą bardziej przyziemnych problemów. Od każdej reguły jest jednak wyjątek. W tym przypadku wyjątek ten to „Porwana pieśniarka” Danielle L. Jensen.

Książka czekała na przeczytanie aż 2 lata. Najpierw chwyciła mnie za tęskniące za paranormalnymi historiami serce swoim opisem, a potem – kiedy już ją zobaczyłam – zniechęciła nieco okładką. To nawet nie tak, że uznałam ją za brzydką. Po prostu nagle zaczęłam wyobrażać sobie zupełnie inną opowieść, niż na początku. W tej „okładkowej” wersji akcja toczyła się w jakimś głębokim średniowieczu, wszędzie wokół panował brud i tragiczne obyczaje, opisy wlekły się niemiłosiernie (dla oddania sprawiedliwości epoce), bohaterka już na wstępie musiała uciekać przed pięcioma próbami gwałtu, a potem... Na pewno wiecie, o jaki typ literatury mi chodzi. Nie miałam ochoty na podobną przeprawę. Powieść nie mogła jednak leżeć na półce w nieskończoność i w końcu się za nią wzięłam. Naprawdę szkoda, że dopiero teraz!

Historia „Porwanej pieśniarki” faktycznie zaczyna się w okresie, który można by utożsamić ze średniowieczem. Cécile de Troyes kończy właśnie sielski etap w swoim życiu. Dotąd zajmująca się gospodarstwem ojca dziewczyna ma wreszcie wyjechać do miasta, by intensywniej szkolić się na pieśniarkę pod okiem matki. Niestety, w drodze na pożegnalną zabawę zostaje porwana. Miejscowy łotrzyk postanawia sprzedać ją... trollom. Cécile początkowo nie może w to uwierzyć, myśląc, że trolle istnieją tylko w starych legendach i to jako ofiary klątwy ludzkiej czarownicy – na zawsze uwięzione pod gruzami Starej Góry. Trollus okazuje się jednak bardzo prawdziwe. Tak samo jak klątwa, która nie pozwala mieszkańcom podziemnego miasta wyjść na powierzchnię. Kluczem do złamania przekleństwa ma być Cécile i jej ślub z księciem Trollus. Początkowo dziewczyna próbuje walczyć z przeznaczonym jej losem. Z czasem jednak przystojny i tajemniczy książę Tristan staje się jej coraz bliższy, a wizja porzucenia miasta mniej kusząca.

To nieprawda, że trolle nie padły już ofiarą upiękniania i w głowach czytelników funkcjonują wyłącznie jako paskudne potwory. Cała seria „Trylle” Amandy Hocking poświęcona była arystokratycznej i pełnej przepychu wersji tych stworzeń. Jensen w swojej debiutanckiej książce robi rzecz bardzo podobną. Wyciąga baśniowe zielone potwory z ich mrocznych kryjówek (jeżeli wierzyć legendom – spod mostów) i za sprawą dotknięcia pisarskiej wyobraźni zmienia je w dystyngowanych nadludzi. Podobni do homo sapiens za nic w świecie nie mogliby być jednak z nimi pomyleni. Jest w trollach bowiem coś zbyt atrakcyjnego, nad wyraz bliskiego doskonałości, a przy tym mrocznego, chłodnego, nieludzkiego. Trolle z „Porwanej pieśniarki” posiadają też magiczne moce, który w ich oczach plasują podziemny gatunek wyżej w hierarchii niż ludzi. I tak naprawdę na tym, na starym, (nie)dobrym przekonaniu o tym, że istnieją równi i „równiejsi” bazuje cały konflikt powieściowy.

Romans między Cécile i Tristanem, który rozwija się gwałtownie (z powodu intensywności uczuć), ale jednocześnie bez pośpiechu (jak w życiu – nie każde niespodziewanie silne emocje popychają ku natychmiastowym wyznaniom i sprzeniewierzeniu się dotychczasowych zasad) jest tak naprawdę jedynie pretekstem do snucia bardziej skomplikowanej i ważniejszej historii. Jasne, wątek miłosny protagonistów nie daje się zignorować – zwłaszcza, że bazuje na klasycznym wzorcu zakazanego uczucia („Romeo i Julia”) – ale to nie on jest w powieści najważniejszy i nie on przykuł moją uwagę. Na pierwszy plan wysuwają się próby zrozumienia pojęć takich, jak: odwaga, poświęcenie, sprawiedliwość, działanie w imię wyższego dobra. Na przykładzie hierarchicznego społeczeństwa mieszkańców Trollus, czytelnik otrzymuje alegorię historycznych i aktualnych problemów politycznych oraz wiodących przekonań i światopoglądów, które doprowadziły, doprowadzają i będą doprowadzały do tragicznych w skutkach konfliktów. Oczywiście wszystko to jest bardzo uproszczone, niemniej i tak działa na wyobraźnię. Jak baśnie.

Niestety, powieść ma też swoje wady. Problemy tekstu koncentrują się głównie wokół języka (a może to wina tłumaczenia?) nieco zbyt sztucznego we fragmentach dialogowych i ogólnie niedopracowanego w pozostałych partiach książki. Zdarzają się powtórzenia, a sam styl autorki nie wyróżnia się niczym charakterystycznym. Dobrego wrażenia nie robią również kreacje postaci. Bohaterowie może i są konsekwentni w przyjętych postawach i wszelkie zmiany ich charakterów to pewien proces, za co Jensen należy się ogromny plus, niemniej wydają się cieniami prawdziwych kreacji. Protagoniści to w „Porwanej pieśniarce” tylko nośniki pewnych cech i postaw, oparci o sztampowe schematy i pozbawieni oryginalności. Szkoda, bo te ich ramy wypełniają sensownie dobrane elementy. Wystarczyłoby tylko poświęcić im nieco więcej uwagi, zaopatrzyć w subtelności, wyposażyć w pakiet wspomnień i doświadczeń, które odbijałyby się w ich gestach. Zwłaszcza, że zalążek podobnych prób daje się gdzieś tam zauważyć.

„Porwaną pieśniarkę” czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem. Autorka gwarantuje odbiorcom kilka emocjonujących zwrotów akcji i wyraźnie panuje nad tempem opowieści. Nie dzieje się tu nic niespotykanego, czy nad wyraz oryginalnego, lecz książka napisana jest z wyczuciem, które pozwala na wartościowe doświadczenie. Chociaż powieść Jensen stanowi ewidentnie gatunkowe czytadło – i nie udaje, że jest inaczej (chwała jej za to!) – to zawiera w sobie pewną głębszą refleksję, prostą metaforę, która może uwrażliwić czytelników na procesy zachodzące w realnym świecie. W pełni aprobuję i chętnie poznam kolejne tomy cyklu.

Dział: Książki