Rezultaty wyszukiwania dla: fantasy

środa, 01 październik 2014 02:42

Gwiezdny Wojownik

Rosjanie mają swoje rodzime SF i nie jest to jedna książka, a powieści w liczbie mnogiej. Polacy najczęściej piszą o zupełnie innych krajach lub w ogóle wymyślonych miejscach. Katarzyna Berenika Miszczuk akcję „Gwiezdnego Wojownika" postanowiła rozpocząć właśnie w Polsce z przyszłości, a dopiero potem wysłać statek w przestrzeń kosmiczną.

Załoga statku o brawurowej nazwie „Gwiezdny Wojownik" wyrusza w podróż kosmiczną. Ich zadaniem jest zniszczenie zagrażającej Ziemi asteroidy. Problem polega na tym, że członkowie owej dzielnej załogi wcale na tą samobójczą misję nie chcą lecieć. Wszyscy zostali do tego zmuszeni, a generał, z sobie tylko znanych powodów, wybrał do obsługi statku ludzi specyficznych – najgorszych z najgorszych. Najwyraźniej Ziemię czeka zagłada. Sytuacji na pokładzie Gwiezdnego Wojownika wcale nie poprawia fakt, że wyruszyć z nimi uparła się pewna uciekająca przed niechcianym małżeństwem księżniczka.

Z tego dziwnego misz-masz jakim jest „Gwiezdny Wojownik" wyszło połączenie parodii Gwiezdnych Wojen z przygodami Jakuba Wędrowycza. Pytanie tylko co docelowo autorka chciała stworzyć? Z wypowiedzi wnioskuję, że nieco bardziej męską (niż dotychczas) wersję komedii. Nie jestem przekonana jak to nietypowe SF odbierze płeć przeciwna, ale mnie się całkiem podobało, choć jest to książka pisarki, którą polubiłam najmniej. Dużo bardziej do gustu przypadły mi wcześniejsze tytuły.

Powieść napisana została w lekkim, charakterystycznym dla Katarzyny Bereniki Miszczuk stylu. Czyta się ją szybko i płynnie. Tym razem jednak książka niestety nie była porywająca – czytało się ją z przyjemnością, ale nie w taki sposób, żeby nie można było jej spokojnie odłożyć i wrócić do lektury nieco później. Fabuła miejscami wydaje się być nieco naciągana – jakby pisarka nie miała jej zarysu i pewne elementy zdecydowała dodać się później, ponieważ akurat gdzieś tam pasowały.

Bohaterowie są niezwykle barwni – tutaj pojawia się pełen warsztat jednej z moich ulubionych pisarek i przypomina mi ona, dlaczego tak bardzo lubię jej powieści. Starannie przedstawiła całą załogę statku oraz kilka pobocznych postaci. Każdy ma swój charakter, osobowość, motywy działania, historię. Przyzwyczaiłam się już do książek pisanych w pierwszoosobowej narracji, także „Gwiezdny Wojownik" był pod tym względem sporą niespodzianką. Ta cześć historii została stworzona bezbłędnie.

Powieść wydaje mi się nieco uboga w fantastyczne wizje. Tło fabuły skupia się raczej wokół elementów komediowych, a pojawiające sie w książce przedmioty wydają się być zupełnie normalne i z łatwością można się do nich przyzwyczaić. Nie ma tutaj niczego wymyślnego, co mogłoby zaskoczyć czytelnika. Dla wyjadaczy SF książka zdecydowanie to nie jest.

Dopiero co skończyłam czytać, a już tęsknię za bohaterami. Bardzo chętnie wróciłabym do ich przygód. Historia posiada wiele niedociągnięć, ale gdy stwierdzimy, że to gatunkowy debiut pisarki, myślę, że da się je gładko przełknąć i liczyć na to, że kolejna część będzie znacznie bardziej dopracowana. Książkę jako taką czyta się bardzo przyjemnie. Jak zresztą każdą prozę spod pióra Katarzyny Bereniki Miszczuk.

Dział: Książki
wtorek, 30 wrzesień 2014 09:35

Wywiad z Colleen Houck

Dlaczego wybrała Pani Indie? Skąd pomysł na taka fabułę? (Why did you choose India? Where the idea for this plot came from?)

Właściwie to wybrałam motyw "Pięknej i Bestii", a w rezultacie skończyłam z białym tygrysem zamiast bestii. W planach miałam umieścić fabułę książki w Rosji, ponieważ myślałam, że to stamtąd pochodzą białe tygrysy, ale kiedy trochę poszukałam, odkryłam, że białe tygrysy z Rosji tak naprawdę pochodzą od maluchów schwytanych w Indiach i właśnie wtedy postanowiłam, że to tam będzie działa się akcja mojej książki.

Dział: Wywiady
wtorek, 30 wrzesień 2014 08:38

Ginko. Księżycowy miesiąc

Demony żyją wśród ludzi i karmią się ich strachem. Życie które toczy się w przyszłości niczym nie przypomina współczesności. Z najdalszych otchłani piekieł, na świat wychodzą przerażające bestie, które atakują ludzi. Żądni ich krwi, zabijają. Istnieje jednak grupa, która broni niewinnych, a nazywają ich „najemnikami".

Nicole, która ukrywa swe imię pod pseudonimem Ginko, o wiele bardziej pasującym do niej, jest siedemnastoletnią dziewczyną. Każdego dnia Ginko stara się za wszelką cenę pohamować żądzę, którą w sobie nosi. Jej wygląd, który może mylić oczy ludzkie, wcale nie należy do najmilszych. Kocie oczy, siwe, długie włosy i do tego ogon, powodują, że ludzie od niej uciekają. Dziewczyna jest bowiem yokai - demonem, który powstał ze związku człowieka i demonicy. Ginko, po swojej matce odziedziczyła koci wygląd i moc, która jest dla wszystkich, a nawet dla niej, jeszcze nie do końca znana.

Zdradzona przez własnego ojca, opuszczona przez nieżyjącą matkę, Ginko już będąc małą dziewczynką zostaje bezdomną. Uliczne spacery nie są dla tak młodej osoby niczym dobrym. Już jako małe dziecko dostrzega, że ludzie jej nie akceptują. Widzi też, że ich krew ją przyciąga. Wraz z jej dorastaniem pojawiają się osoby, które chcą się pozbyć „białego diabełka", jak pieszczotliwie o niej mówią. Dziewczyna od najmłodszych lat, musi się bronić. Przychodzi jej to z łatwością, a wszyscy, którzy ją atakują, giną z jej rąk.

Niespodziewanie, jedyną łowczynią z którą Ginko nie wygrała, jest nazwana przez nią Sensei. Kobieta szybko poradziła sobie z obezwładnieniem Ginko. To wtedy właśnie dziewczyna zawarła układ ze swoją opiekunką, w którym to nie mogła oddalać się od niej już nigdy, a do tego, musiała wykonywać jej rozkazy. Dziewczynie taki obrót sprawy nie przypadł do gustu, ale żyła z ciągłą nadzieją, że kiedyś pokona Sensei. W chwili gdy to przysięgła, starała się ku temu dążyć. Co się stanie, gdy uczennica przerośnie swoją mistrzynie? Czy demonica może zabijać demony i stać się jedną z najemników? Na pewno nie wróży to nic dobrego.

Gdy czytelnik zapoznaje się bliżej z naturą Ginko dostrzega, że bohaterka ta jest naprawdę bardzo sympatyczna i ujmująca. Mimo to jej natura demonicy doprowadza ją niekiedy do takiego stanu, że dziewczyna staje się dla wszystkich niebezpieczna. Pyskująca, arogancka i bardzo pewna siebie powoduje, że żaden demon nie daje rady wygrać z nią w walce o to, kto ma bardziej namieszane w głowie. Ginko bowiem broni się jak umie, a dostrzec można to, patrząc z różnych perspektyw. Narracja wydaje się być dobrze zaplanowana po to, by ułatwić czytelnikowi ocenę sytuacji. Cały świat można zobaczyć zarówno oczami Ginko, Sensei, jak i postaci drugoplanowych. Pisarka pokazała w ten sposób, jak dobrze potrafi operować i komplikować język, by tylko zaskoczyć w przyjemny sposób czytelnika.

Książka nie ma w sobie żadnych miłosnych uniesień, aczkolwiek i tak do siebie przekonuje. Cała jej fantazja i sposób w jaki zostali pogrupowani ci „źli" i ci „dobrzy", wspaniale się ze sobą komponują. Trudno jest oderwać się od ciągłej akcji która towarzyszy nam w tej książce. Należy też powiedzieć, że Ginko jest na tyle nieprzewidywalna, że nie sposób odgadnąć, jak zakończy się ta historia.

Myślę, że ta pozycja ma dużo zalet. Pozytywną stroną powieści jest na pewno ciąg dobrze przemyślanych wydarzeń. Czytając nie zwracamy uwagi na to, ile nam zostało jeszcze stron lecz ciągle na nowo dostrzegamy, że Ginko, popada w coraz to bardziej absurdalne tarapaty. Zakończenie książki jest na tyle piorunujące, że pozostaje mi czekać na kolejną część tej historii. Mam nadzieję, że niedługo ją poznam, by znowu wniknąć w świat demonów i poznać nowe tarapaty w które wpadnie główna bohaterka.

Dział: Książki
poniedziałek, 29 wrzesień 2014 01:42

Goście XIV Falkonu

Znamy już gości tegorocznej edycji Falkonu. Festiwal odwiedzą zarówno polscy jak i zagraniczni pisarze. Poniżej prezentujemy ich listę.

Dział: Konwenty
sobota, 27 wrzesień 2014 03:48

Morderstwo wron

"Morderstwo wron" to drugi tom cyklu "Inni" autorstwa dobrze już znanej pisarki Anne Bishop. Choć do tej pory jej literatura obfitowała w cudowne romanse, tym razem książka jest nieco inna, a jej fabuła porusza przeróżne struny, tworząc niesamowity świat i gamę niecodziennych wydarzeń.

Meg Corbyn bezustannie dręczą koszmary - zakrwawione wrony na śniegu. Czy są to sny prorocze? Ludzie coraz częściej bywają agresywni w stosunku do zmiennokształtnych. Czym jest to spowodowane? Czy rasy stoją na granicy wojny? Mimo że Meg znalazła swoje miejsce na świecie, w dalszym ciągu ani ona, ani jej bliscy nie mogą czuć się bezpiecznie.

W drugim tomie fabuła powieści wykracza trochę poza granice Lakeside. Główna bohaterka nieco się zmienia, dostosowując do realiów, w których się znalazła, a wraz z nią przemianę przechodzą również inni. Choć jest to drugi tom, pisarka zadbała o przypomnienie czytelnikom wydarzeń z części pierwszej. Także mimo tego, że książki ukazują się w dość długich odstępach czasu, łatwo sobie wszystko przypomnieć.

Meg i Simon przyjaźnią się coraz bardziej. Łączące ich więzi są coraz silniejsze. Żadne z nich jednak nie potrafi jeszcze określić pojawiających się między nimi uczuć. Zdziwiło mnie jak powoli rozwija ten wątek. W końcu autorka jest dość znana z ognistych romansów. Odczytuję to jednak zdecydowanie jako pozytywną rzecz w fabule - myślę, że dzięki takiemu rozwiązaniu książka przemówi do znacznie szerszego grona czytelników.

Świat oraz bohaterowie, których stworzyła Anne Bishop są opisani niezwykle szczegółowo. To realistyczna, barwna i rozbudowana wizja. Dzięki lekturze możemy także w zupełnie nowy sposób spojrzeć na dobrze znane nam sprawy. Pisarka wyobraźnię ma niesamowitą i doskonale wykorzystuje pomysły, które przyjdą jej do głowy. Kreacja świata jest realistyczna, a czytelnik z przyjemnością i zapartym tchem śledzi losy bohaterów. W tej książce nie ma miejsca na nudę - ani przez chwilę.

Jak zawsze dzieło spod pióra Anne Bishop jest niezwykłe i wciągające. Jej styl jest lekki, przyjemny i pełen humoru. Od stron książki nie sposób się oderwać. Z niecierpliwością czekam na kolejną część, gdyż "Morderstwo wron" wcale nie zaspokoiło mojego apetytu - wręcz przeciwnie, powieści udało się go zaostrzyć. Jedno jest pewne - w dalszym ciągu pozostaję wierną fanką literatury, którą tworzy Anne Bishop i zamierzam sięgać po każdą, kolejną jej książkę.

Dział: Książki
poniedziałek, 01 wrzesień 2014 21:38

John Scalzi - Czerwone koszule

Już na początku września, nakładem wydawnictwa Akurat oraz pod patronatem Secretum, ukaże się powieść sci-fi Johna Scalzi - "Czerwone koszule". John Scalzi stworzył brawurową powieść przełamującą znane konwencje. „Czerwone koszule" mają wiele z klasycznej powieści science-fiction nawiązującej do słynnego serialu „Star Trek". Scalzi traktuje jednak tę dość oczywistą inspirację jedynie jako punkt wyjścia; rozwinięcie tematu zaskoczy najbardziej wybrednych czytelników. Jego powieść jest przewrotna: zabawna, ale jednocześnie gorzka, pełna absurdów.

Dział: Patronaty
czwartek, 25 wrzesień 2014 08:03

Noe #1: Za niegodziwość ludzi

Na podstawie Biblii powstało naprawdę bardzo wiele historii. Tym razem jest to komiks z rysunkami Niko Henrichon, noszący tytuł „Noe, za niegodziwość ludzi". Oczywiście nie jest to ilustrowana opowieść biblijna, raczej luźna interpretacja, a nawiązania do religii chrześcijańskiej są w nim niewielkie. To raczej fantastyczna przygoda, dziejąca się w czasach przed naszą erą.

Bóg odwrócił się od ludzi z powodu ich nikczemności, którą udowadniają na każdym kroku. Pewnego dnia Noe doświadcza ich niegodziwości na własnej skórze. Jego rodzina cudem uchodzi z życiem. On sam natomiast ma wizje, w których Bóg zsyła na ludzi masową zagładę. Wraz z żoną i dziećmi wyrusza w podróż, by zrozumieć, co one oznaczają.

Ciekawym wątkiem, który stworzyli Darren Aronofsky i Ari Handel są spadające z nieba spalone anioły, które postanowiły „zejść na dół", by pomóc ludziom. Nauczyli oni człowieka wszystkiego, co uznali za niezbędne, ale on otrzymane umiejętności zaczął wykorzystywać, by rozpoczynać wojny, siać zniszczenie, śmierć i zagładę.

Wydanie komiksu jest naprawdę solidne. Twarda oprawa, dobry papier, kolorowe ilustracje. Zarówno pod względem graficznym, jak i fabularnym został stworzony w bardzo ciekawy i staranny sposób. Co prawda opiera się na znanych źródłach, historię jednak przedstawia na swój własny, oryginalny sposób, a czytelnika kusi sięgnięcie po kolejny tom. Zwłaszcza, że w pierwszej części niewiele się dzieje i zapewne reszta opowieści rozwinie się w następnym komiksie.

Po tom warto sięgnąć przede wszystkim dla cudownej oprawy graficznej. Ilustracje są żywe i niezwykłe. W genialny sposób oddają mroczny klimat historii. Oprócz budowli i ruin, Niko Henrichon stworzył wiele ciekawych postaci, z których twarzy bez problemu można wyczytać najróżniejsze emocje. Gdy dodamy do tego oryginalne wykorzystanie pomysłu na scenariusz, powstanie nam maleńkie dzieło sztuki, które przyjemnie będzie postawić na swojej komiksowej półce.

Chyba wszyscy znamy dalszy ciąg i zakończenie tej historii – pytanie jednak, jak potoczy się ona w wersji komiksowej. Czym tym razem zaskoczą nas scenarzyści? Jakie wizje roztoczy przed czytelnikami rysownik? Grafika jest tak wymowna i efektowna, że na długi czas po obejrzeniu pozostaje jeszcze w umyśle. Mimo tematyki, za którą osobiście niespecjalnie przepadam, komiks wywarł na mnie ogromnie pozytywne wrażenie. Z przyjemnością zapoznam się z kolejnymi pracami Niko Henrichon'a i jego niesamowitą wyobraźnią. Dla każdego miłośnika historii graficznych „Noe, za niegodziwość ludzi" będzie nie lada gratką.

Dział: Komiksy
czwartek, 25 wrzesień 2014 07:59

Basement

„Basement" to jednotomowa manga z gatunku horroru, stworzona przez polskie studio Yumemori. Szczerze przyznam, że lubię sięgać po historie, przy których wiem, że poznam zakończenie. Już nieco irytowały mnie komiksy mające po osiemnaście tomów, których kolejne części wydawane są raz na pół roku. Dlatego też do czytania tego tytułu od razu byłam bardzo pozytywnie nastawiona.

Redlon, Anglia, XVIII wiek. Mary Hatlington zmarła przy porodzie, co załamało jej męża. Mężczyzna najpierw zabił trójkę swoich dzieci, a później popełnił samobójstwo. Z jakiejś przyczyny z całej rodziny ocalał jedynie noworodek. Minęło piętnaście lat od tej historii. Christine, nieszczęśliwa, osierocona nastolatka, by popisać się przed kolegami, zgodziła się spędzić godzinę w opuszczonym domu Hatlingtonów. Wpada jednak do piwnicy, z której w magiczny sposób przenosi się do zupełnie innego, fantastycznego świata, w którym poznaje niezwykłych przyjaciół.

Komiks ma swoje wesołe momenty, ale zapewniam, że nie posiada on szczęśliwego zakończenia. Za to pełne uroku sceny ze słodkimi, krwiożerczymi potworkami - jak najbardziej. Poznajemy losy biednej, osieroconej dziewczynki, która nie cofnie się przed niczym, by być akceptowana i szczęśliwa. Fabuła mangi jak na swoją długość jest niezwykle pomysłowa i intrygująca – choć muszę przyznać, że również mocno skondensowana. Akcja toczy się wartko, a tomik wertuje się z przyjemnością, ani na moment nie odkładając na bok.

Rysunki Studia Yumemori są świetne. Bardzo podobają mi się postacie i senne, angielskie miasteczko. Innym ilustracjom również nie mam nic do zarzucenia. Za to nieszczególnie podobały mi się dialogi, zwłaszcza te w wykonaniu męskiej wróżki. Wydawały mi się zbyt slangowe i rażące. Kto jednak wie – być może to ja mam swoje własne, specyficzne poczucie humoru. W każdym razie te sentencje zdecydowanie nie przypadły mi do gustu. Przyznaję jednak, że jest to właściwie jedyna rzecz, która w tytule „Basement" mi się nie spodobała. Reszta była ciekawa, zgrabna i urzekająca.

Bać się po przeczytaniu mangi z pewnością nie będziemy. Pozostanie za to na pewno uczucie smutku. Tomik jest mimo tego dobry i warty polecenia. Staranne, urzekające ilustracje, ciekawa fabuła i wartko tocząca się akcja. Taka przyjemna historia do szybkiego przeczytania. Jestem niezwykle zadowolona, że należę do grona jej szczęśliwych posiadaczy. Polecam!

Dział: Komiksy
wtorek, 23 wrzesień 2014 12:36

Czekając na odkupienie

Gdy w życiu człowieka los stawia na drodze siły nieczyste, walka z nimi jest na porządku dziennym. Czy człowiek w tej potyczce ma jakąkolwiek szansę? Jedno jest pewne, gdy w życiu chodzi o zemstę, trudno jest obejść się bez ofiar. Gdy ponadto jedna osoba ma stoczyć walkę ze Śmiercią i Królową Piekła, walka ta ma tragiczny skutek. Lecz czy uczucie inne niż nienawiść potrafi przerodzić się w coś zupełnie przeciwnego?

Cassandra ma burzliwą osobowość. Całe życie czuje, że jej wysoko postawiona społecznie rodzina wstydzi się jej istnienia. Wraz z dojrzewaniem dziewczyna przejmuje inicjatywę. Zaczyna coraz częściej uczęszczać na zakrapiane imprezy i stosować używki. Los pokazuje, że jedna z takich imprez kończy się dla niej tragicznie. Zgwałcona przez mężczyznę o zielonych oczach, długo nie potrafi się pozbierać. Z braku oparcia w ramionach rodziców, postanawia ich porzucić. Wyjeżdża do Nowego Orleanu, gdzie rozpoczyna nowe życie. Niestety przeszłość nie daje o sobie zapomnieć.

Wkrótce anioły zemsty „ukazują się" nad głową dziewczyny. Cassandra musi podjąć walkę z mężczyzną, który niegdyś wyrządził jej wielkie zło. To jednak nie koniec przygód. Dziewczyna przenosi się w czasie do V wieku, gdzie życie kobiety wcale nie jest łatwe. Mężczyźni bowiem mają je za nic. Jak poradzi sobie w takim otoczeniu dziewczyna, której jedyną bronią jest cięty język? Dlaczego Królowa Piekieł będzie czyhać na jej życie? Kto będzie pełnił w piekle rolę Śmierci i kim ona będzie dla Cass? Czy życie zgotuje dziewczynie jedynie piekło?

Po raz pierwszy miałam przyjemność przeczytać pozycję, która zabiera mnie do piekła. Przygoda ta, powiem szczerze, jest jak najbardziej udana. Zauważyłam nawet, że podziemie jest bardzo pociągające. „Czekając na odkupienie" jest utworem, gdzie dominuje przede wszystkim siła zemsty. Dostrzegamy w niej też, jak ona iskrzy się i dojrzewa, pomimo upływu lat. Niestety dla głównej bohaterki, wędrówka w czasie nie jest czymś dobrym. Czyhające na nią wciąż nowe niebezpieczeństwa dają szybko o sobie znać.

Książka jest bardzo przychylną pozycją, ukazującą wielki potencjał autorki. Katarzyna Łochowska, ma bardzo dobry styl pisania, który dobrze odbierany jest w tej lekturze. Jest to lekki i bardzo potoczny język, nadużywający niekiedy wulgaryzmów. Jednakże muszę powiedzieć, że książka jest dzięki temu, bardziej przyswajalna. Przede wszystkim właśnie dzięki ciętemu językowi bohaterów, nadużywania słów wulgarnych, lektura ta przywodzi na twarz uśmiech i chęć do dalszego zagłębiania się w nią. To, co jeszcze chcę powiedzieć, jeśli chodzi o samą autorkę, to fakt, że ma ona bardzo pozytywnie rozwiniętą wyobraźnię. Taką przygodę mogą wymyślić tylko nieliczni!

Książka ta pochłania od pierwszych stron. Osobiście bardzo cenię sobie, gdy w pozycji akcja szybko posuwa się naprzód, jak i gdy mamy do czynienia z wędrówką w czasie. To wszystko ta lektura posiada, co mnie bardzo cieszy. Czytałam ją z wielkim entuzjazmem od samego początku aż do końca. Nie czułam przy niej nudy ani tego, że mogłabym ją porzucić niedoczytaną. Gdy już zaczęłam się w nią dogłębnie wczytywać, nie potrafiłam się od niej oderwać. Jedyne czego żałuję to fakt, że nie jest ona zbyt objętościowo wielka.

Muszę też nadmienić, że pozycja ta posiada minusy ze strony wydawnictwa. Po pierwsze, chciałabym zwrócić uwagę na samą czcionkę. Niestety ja, jako osoba która ma problemy ze wzrokiem, bardzo nad nią ubolewam - zbyt mała czcionka utrudnia czytanie. Musiałam książkę trzymać bardzo blisko moich oczu, by litery się nie zlewały. Taki właśnie mankament odnalazłam w książce od początku. Niestety, musiałam o tym napisać, gdyż w tym właśnie Wydawnictwo się nie popisało.

Podsumowując, stwierdzam, że przygoda głównej bohaterki jest jak najbardziej godna polecenia. Wszystko, co zawarte w tej pozycji, daje bardzo wiele przyjemności. Istnieje w niej bowiem połączenie kilku gatunków literackich, dzięki czemu pozycję tę odczytać możemy, jak tylko chcemy. Romans, niekiedy erotyk, do tego też pewnego rodzaju akcja i strategia to tylko wyjątki, które rzucają się w oczy od początku. Niewyobrażalnie cieszę się, że tę pozycję polubiłam, ponieważ często pragnę do niej wracać. Pozostaje mi jedynie dodać, że bardzo ją polecam.

Dział: Książki
poniedziałek, 22 wrzesień 2014 10:05

Retrowizja odc. 4 - "Nosferatu" (1922)

Miło mi, że znów tu jesteście żeby przeczytać kolejny odcinek Retrowizji. Tych, którzy już mieli okazję czytać jeden z odcinków, instruować nie trzeba, ale mam nadzieję, że czytają to również nowi czytelnicy. Należy im się słowo wyjaśnienia, czym mam przyjemność zajmować się w tych tekstach. Otóż dotyczą one starych, a ostatnio właściwie bardzo starych filmów science-fiction, fantasy oraz horrorów. Czemu tak? A czemu nie! Nowości w kinie pod dostatkiem, a myślę, że czasem warto zrobić parę kroków wstecz, bo z odległości lepiej widać wszystkie nawiązania i wpływy. Z resztą stali czytelnicy dobrze wiedzą, że przykładam do tego sporą wagę.

Dział: Retrowizja