grudzień 02, 2021

Rezultaty wyszukiwania dla: Postapo

czwartek, 26 lipiec 2018 12:55

Cyfrak

Kiedy sięgam po książkę fantastyczną, obojętnie, czy jest to fantasy czy science-fiction najważniejszy wydaje mi się być dobry pomysł na świat przedstawiony. Tutaj ten warunek został spełniony. Ogrodzone gigantycznym murem, otoczone nieprzebytą pustynią, zarządzane przez korporację miasto z ludnością mocno nadwątloną przez zarazę i wyschniętym korytem rzeki pośrodku jest dobrym punktem wyjścia dla interesującej opowieści. Nie jest to typowa powieść postapokaliptyczna, gdyż cywilizacja w tym mieście jeszcze się całkiem nie załamała. Mieszkańcy miasta, które mogłoby kojarzyć się z Wrocławiem w odległej, ponurej przyszłości – w większości pracownicy rządzącej miastem korporacji – korzystają z metra i komputerowych technologii.

Zdecydowanie nie jest to hard sf. Przedstawiona w tej książce wizja technologii cyfrowej, raczej zajmuje to miejsce, co w książkach fantasy czary i duchy tzn. może służyć dowolnym, nawet najbardziej fantastycznym celom i nie ma znaczenia, jak do tego dochodzi. Dlatego np. hakerskie działania wyglądają trochę na opisywane z punktu widzenia humanisty, chociaż główny bohater – narrator, który je przedstawia, jest technikiem.

Niemniej wciągająca, dobrze opowiedziana historia powoduje, że powyższe wady schodzą na daleki plan (po prostu pewne fragmenty czyta się z przymrużeniem oka). Na początku mamy możliwość poznać najważniejsze postacie, wciągnąć się w historię, a dopiero później akcja, której nie będę tu zbyt szczegółowo opisywał, nabiera rzeczywiście szybkiego tempa, przy którym trup ściele się coraz gęściej. Mamy też okazję zaobserwować przemianę głównego bohatera (narratora), który zaczyna jako typowy techniczny pracownik korporacji, bez większych życiowych ambicji, ale z czasem sytuacja zmusza go do coraz odważniejszych czynów – nie tylko we własnym interesie. Aż chciałoby się rzec, że przypadek głównego bohatera pokazuje nam do czego może prowadzić podejmowanie się dorywczych zajęć...

Brakowało mi trochę szerszego opisu samego otoczonego pustynią miasta, w którym dzieje się akcja, choć niewątpliwie ponury klimat tego miejsca został oddany.

Czy w książce tej rzeczywiście opisane jest technologiczne piekło? Cóż, raczej prowadzi ona do refleksji, że wszystko, czego używają ludzie może zostać użyte również skrajnie złym celu – czy jest to zaawansowana technologia cyfrowa (jak w tej powieści), czy np. broń, technologia medyczna etc., ale nie jest to wina samej technologii, tylko ludzi, którzy ją stosują.

Podsumowując wciągająca i z czasem coraz szybciej rozgrywająca się akcja, dość oryginalny pomysł na świat przedstawiony, ciekawie zarysowane (aczkolwiek tylko zarysowane) postacie spowodowały, że chętnie przeczytam również drugi tom.

Dział: Książki
poniedziałek, 11 czerwiec 2018 14:33

Wywiad z Adamem Przechrztą

Historyk, doktor nauk humanistycznych, pedagog, autor artykułów na temat historii, walki nożem i okinawańskiego karate. Interesuje się działaniami służb specjalnych. Jako pisarz zadebiutował w 2006 roku, od tego czasu w Fabryce Słów wydał dziesięć powieści oraz tom opowiadań.

Jest laureatem Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego, w 2014 roku otrzymał Srebrne Wyróżnienie za „Gambit Wielopolskiego”.

Zwolennik czytania przy jedzeniu. Czytuje wszystko, od podręczników pszczelarstwa, poprzez literaturę głównonurtową i fantastyczną, aż po romanse dla pań. Te ostatnie przeważnie w poczekalni u dentysty. Marzy o świętym spokoju.

Dział: Wywiady
wtorek, 29 maj 2018 15:09

Głębia 4. Bezkres

Seria Głębia to zdecydowanie jedna z najlepszych serii SF w rodzimej fantastyce w ostatnich latach.

Doskonale przemyślana i zaplanowana kreacja świata i bohaterów.
Wiernie odwzorowany kosmos (research do pierwszego tomu zajął autorowi ponad pół roku). Samo szukanie map Drogi Mlecznej wraz z wiernym odwzorowaniem sektorów gromad gwiezdnych było jak twierdzi Podlewski ciekawym wyzwaniem, dzięki temu czytelnik otrzymuje prawdziwy kosmos a nie bajkę SF.
Stworzona do cyklu mapa Wypalonej Galaktyki to zaledwie drobny wycinek tego, co udało się autorowi znaleźć i co, w konsekwencji, przerodziło się w cykl konwentowych wykładów na temat galaktografii.

Dział: Patronaty
czwartek, 10 maj 2018 17:08

Spiżowy gniew

Nazwisko Michała Gołkowskiego kojarzy się przede wszystkim z postapokalipsą, zarówno tą spod znaku Zony, jak i tą bardziej fantastyczną, bądź jak niektórzy wolą, tradycyjną, czyli z Komornikiem. W międzyczasie pojawiły się jeszcze inne książki, jako że pisarz płodny jest, aż miło, a i poeksperymentować lubi. W jednej z najnowszych powieści wziął na warsztat fantasy, czyli klimaty zgoła dla siebie nietypowe. Co z tego wyszło? Dużo walk, jeszcze więcej trupów i świetnie wykreowany bohater, a przede wszystkim zaskakująco dobra i mocna lektura.

Nadszedł z pustyni i zmienił historię dwóch królestw. Człowiek o wielu talentach, ogromnej wiedzy i umiejętnościach. Człowiek znikąd, bez przeszłości, bez rodziny, bez zahamowań i nigdy nie targany wątpliwościami. Ale czy na pewno człowiek? Jakie tajemnice kryje Zahred i jaki naprawdę jest jego cel?

Mimo że lubię twórczość Michała Gołkowskiego, po lekturze ostatniego tomu Komornika miałam pewne wątpliwości, czy nie zaczął rozmieniać się na drobne. Liczba wydawanych przez niego książek zaczyna niebezpiecznie blisko zbliżać się do rekordów bitych przez pewnego znanego polskiego pisarza, a to – jak wiadomo ilość rzadko przekłada się na jakość. Tym większych zaskoczeniem okazał się Spiżowy gniew, który wciąga od pierwszych stron i tak trzyma czytelnika w szachu aż do samego końca.

Zaczyna się mocno, bo od postaci żywego trupa toczonego przez larwy much. Ten motyw przewija się zresztą przez całą powieść, dlatego z góry trzeba ostrzec, że dla osób o wrażliwych nerwach i żołądkach lektura może się okazać pewnym wyzwaniem. Podobnie przedstawia się kwestia przywiązywania się do poszczególnych bohaterów. Podobnie jak Zahred, Gołkowski nie ma skrupułów by pozbyć się niektórych postaci, mimo że do pewnego momentu wydawały się odgrywać zbyt istotną rolę na taki zabieg. I bardzo dobrze, pewność, że wszyscy doczekają happy endu, odbiera każdej lekturze element zaskoczenia i niepewności.

Na plus zdecydowanie zalicza się także czas, w jakiej umiejscowił akcję autor. Okolice epoki brązu i cywilizacje nawiązujące do starożytnych, znanym nam z naszej historii, są smaczkiem ostatnio dość rzadko wykorzystywanym przez twórców fantasy, lubujących się raczej w quasi średniowiecznych klimatach.

Chociaż akcja toczy się wokół kilkorga postaci, to Zahred przede wszystkim przyciąga uwagę – zarówno pozostałych bohaterów, jak i samego czytelnika. Wymyka się schematom, knuje i działa w jedynie własnym interesie, a przy tym ma w sobie coś, co człowieka ujmuje, mimo całej brutalności i okrucieństwa, jakimi znaczy swoją drogę. Interesująco przedstawia się także młodziutka księżniczka Sarsana, czego niestety nie można powiedzieć o jej bracie – stuprocentowym idiocie (taki jednak miał być, więc jego kreacja w pełni się udała).

Zakończenie pozostawia autorowi otwartą furtkę, lecz jednocześnie książka stanowi zamkniętą, zgrabną całość. Wprawdzie kilka wątków aż prosi o rozwinięcie i zaspokojenie ciekawości czytelnika, ale też pewien niedosyt nie jest tu wadą. Czasem łopatologiczne wykładanie na stół wszystkich kart psuje budowany klimat i wydźwięk powieści, dlatego lepiej pozostawić niektóre kwestie wyobraźni odbiorcy.

Jedyne, co mi się nie spodobało to kwestia kazirodczego związku królewskiego rodzeństwa. I nie chodzi o samo wykorzystanie tego motywu, pojawiał się on już chociażby w Pieśni Lodu i Ognia R.R. Martina, a i historia zna liczne tego typu przykłady. Zwłaszcza gdy mowa o historii starożytnej, a przecież w tych czasach toczy się akcja. Problemem jest wiek Sarsany. O ile potrafię sobie wyobrazić wyuzdaną i wyzbytą zahamowań nastolatkę (szczególnie że w tym czasach była już uznawana za kobietę), o tyle nie jestem w stanie uwierzyć w dziesięciolatkę, która uwodzi brata. To już jest co najmniej niesmaczne. Dobrze, że przynajmniej autor oszczędził nam opisu i ograniczył się do wzmianki, kiedy relacje miedzy rodzeństwem zmieniły swój charakter. A przecież można było przesunąć to o kilka lat, prawda?

Gdyby nie ten szczegół, książkę można by uznać za wzorcową. Czyta się ją świetnie, akcja wciąga, a bohaterowie i ich działania nie pozostawiają czytelnika obojętnym. Jednym słowem, jest moc!

Dział: Książki
niedziela, 29 kwiecień 2018 13:45

Uniwersum Metro 2035: Piter. Wojna

W ostatnim czasie wśród fanów uniwersum Metro 2033 słychać było głosy znużenia. Niby formuła się wyczerpała i każda kolejna książka w tym świecie tylko powtarza motywy z poprzednich. Głosy dotarły do Dmitrija Głuchowskiego*, który postanowił działać i wbrew zapowiedziom sprzed kilku lat zdecydował się stworzyć nowy etap w swoim uniwersum. Przed Wami Uniwersum Metro 2035 i otwierająca jego historię książka – „Piter. Wojna” Szymuna Wroczka.

Kto czytał „Metro 2035” albo interesuje się nadchodzącą grą video „Metro: Exodus”, ten wie, czego spodziewać się po nowym uniwersum. Ludzkość wyszła z podziemi, podniosła głowy, chce szukać życia i nowych szans na powierzchni. Jednak jak już udowodnił Głuchowski, nowa nadzieja nie sprawia, jak w hollywoodzkim hicie, że bohaterowie jednoczą się w dążeniu do odnowienia dawnej cywilizacji. Jestem niezmiernie ciekawa, czy Wroczek pójdzie w ślady ojca Uniwersum, czy inaczej rozegra nowe motywy na swojej szachownicy.

Autor jednej z pierwszych książek poprzedniego Uniwersum powraca do znanego z pierwszej części bohatera, skinheada Ubera – gościa, który sprawia problemy, jest nietolerancyjny i byłby złym człowiekiem, gdyby nie był w tym wszystkim na swój sposób sympatyczny. Czar Ubera tkwi w tym, że głośno i bezceremonialnie mówi o tym, o czym inni bohaterowie – i pewnie niektórzy czytelnicy – tylko milczą, i to wstydliwie. Ale prócz tego niezwykłego skina pojawia się też cała plejada innych charakterów: znająca wojnę Gerda, cyrkowiec z przypadku, pół-Gruzin o dźwięcznym pseudonimie Orzeł, car jednej ze stacji, którego właśnie obalono, łebski Tadżyk... Od nadmiaru postaci momentami aż kręci się w głowie, tak bogato zaludnił swój podziemny Petersburg Szymun Wroczek.

Do pewnego momentu wszystkie te osoby siedzą grzecznie na swoich stacjach, wiodą w miarę normalne życie po apokalipsie. Do czasu. Okazuje się oto, że szykuje się nowa wojna, a Imperium Wegan, z którym na pieńku mają wszyscy, zamierza przejąć władzę nad metrem. Niezależnie od siebie bohaterowie stają do walki lub szukają drogi ucieczki – a wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że życie możliwe jest nie tylko pod ziemią...

„Piter. Wojna” to właściwie nie powieść. To mozaika historii, które przeplatają się ze sobą, schodzą i rozchodzą, i w pewnym momencie docierają do punktu wspólnego, który jednak wcale nie obiecuje happy endu. Wroczek podszedł do tematu życia z nadzieją zupełnie inaczej niż Głuchowski – inaczej też niż wielu innych autorów Uniwersum Metra 2033. Nie ma tu jednego bohatera, wybrańca (niekiedy przypadkowego), który miałby szansę na poprowadzenie ludzkości ku nowej cywilizacji. Autor zdecydował się na bardziej polifoniczną formę, niewątpliwie pasującą do charakteru wykreowanego przezeń świata. Bohaterowie są wielowymiarowi, ich historie wciągające, a nadrzędny wątek fabularny nie niknie czytelnikowi z oczu. Nawet ja, chociaż wolę jedną wyrazistą postać (lecz któż tu dorówna głównemu bohaterowi oryginalnej trylogii z jego wątpliwościami, mitologiczną drogą i niechcianym heroizmem?), czuję się ukontentowana. Jeżeli tak jak ja uwielbiacie oryginalne „Metro 2035”, to powieść Wroczka też powinna się Wam spodobać – mimo to, że jest od „Metra...” zupełnie inna. A może właśnie dlatego.

Niestety, nie jest to książka idealna. I nie zawinił tu autor, kuleje bowiem tłumaczenie. Przekładowi Patrycji Zarawskiej dużo brakuje nie to, że do doskonałości, a po prostu do wysokiego poziomu. Dosłowne tłumaczenie rosyjskich idiomów sprawia, że humor oryginału w wielu miejscach staje się nieczytelny. Tekstowi brakuje płynności. Ponadto podobnie jak Paweł Podmiotko przy oryginalnej trylogii dopuściła się błędu rzędu zmiany narodowości bohatera – Artem to imię ukraińskie, po rosyjsku jest Artiom i nijak inaczej. Jedyne wytłumaczenie, jakie widzę dla tłumaczki (kalambur niezamierzony, wybaczcie), to fakt, iż z pewnością przyszło jej pracować pod ogromną presją czasu. Jeśli wierzyć datom wydania elektronicznej wersji, „Piter. Wojna” ukazał się w Rosji w połowie marca – w Polsce miesiąc później. Co działo się za kulisami wydania, wiedzą tylko w Insignis. Nadal jednak pod względem przekładu jest to książka zwyczajnie kiepska – lepiej wydać trochę później i błysnąć jakością, naprawdę. Chciałam postawić pięć z plusem, a teraz nie mogę...

*Z uwagi na szacunek do polskiej transkrypcji języka rosyjskiego i kuriozalność połączenia polskiej odmiany imienia z angielskim wariantem nazwiska, pozwalam sobie używam w niniejszej recenzji polskiego wariantu transkrypcyjnego nazwiska autora.

Dział: Książki
poniedziałek, 23 kwiecień 2018 12:39

Bagno Szaleńców

Witajcie w ZONie! Miejscu, gdzie możecie zostać rozczłonkowani przez Anomalię (lub przeniesieni w inne, nawet najbardziej odległe od punktu wyjścia miejsce- także niekoniecznie w jednym kawałku), rozszarpani przez monstra, o jakich nawet Wam się nie śniło, albo... zabici przez dwa nie do końca pałające do siebie miłością ugrupowania: Wolności czy Powinności. Zielony, mimo swojej ksywki w ZONie spędził wystarczająco dużo czasu, aby zetknąć się twarzą w twarz z większością zagrożeń lub słyszeć o nich od przybywających do ich "bazy" ludzi. Coś jednak ciągnie go do dalszego podróżowania... mimo czyhających nań wokół zagrożeń. Niewątpliwa okazja nadaża się, gdy stalker o pseudonimie Kosa chce wynająć przewodników (i poniekąd ochroniarzy). Zamierza dostać się do miejsca, w którym jego zmarły wujek ponoć zakopał wartościowe zegarki. A że w ZONie każdy rubelek się liczy... 

Zielony, Łazik oraz Dyszka wraz z nowym kompanem ruszają ku nowym, niebezpiecznym przygodom. Kim jednak tak naprawdę jest Kosa- stalkerskim żółtodziobem, czy kimś o wiele bardziej niebezpiecznym... ?

Sięgnięcie po jedną z części Fabrycznej ZONy było dla mnie nie lada gratką, ale i pewnym wyzwaniem. Choć z założenia nie rozdzielam książek na "damskie" oraz "męskie", czytam jak leci, to lekko obawiałam się, że Bagno Szaleńców  należy do kategorii lektur wojennych, które omijam jak największym łukiem. Jako że wydawnictwo przyporządkowało ją do fantastyki, byłam podniesiona na duchu. I wiecie? Przepadłam!

Szczerze żałuję, że do serii S. T. A. L. K. E. R. nie dotarłam wcześniej; nie dość, że to bardzo dobra historia, a przy tym oryginalna, to jeszcze możemy się tam natknąć na istoty zupełnie nam (dotychczas) nieznane z literatury. Do wyboru, do koloru! Bohaterowie to twardzi faceci, których praktycznie nic już nie może zdziwić- i nic dziwnego, w końcu zdecydowali się na życie w bardzo trudnych, ekstremalnych wręcz warunkach. To tak, jakby zadomowili się na polu bitwy, otoczeni wojennym pyłem. Nie ma kobiet, dzieci; jest tylko wojskowa codzienność, dzięki której albo stwardnieją i przeżyją, albo uciekną z podkulonym ogonem. 

Myślę, że znajomość poprzednich tomów znacznie ułatwiłaby mi wczucie się w codzienność stalkerów, swego rodzaju przesiąknięcie ich światem. Tutaj na nowicjusza nie czeka gotowe wyjaśnienie wszystkich niezrozumiałych sytuacji, nie dostajemy krótkiego streszczenia poprzednich części ani powodu, dla którego świat stalkerów wygląda tak,a nie inaczej oraz skąd w ogóle wzięła się ZONA. Dlatego też na początku było mi trochę ciężko połapać się w biegu historii. Pozytywnym aspektem jest to, iż wystarczyło zaledwie kilka rozdziałów, abym nieco przyswoiła ich świat i... wsiąkła.

Wiem, że to, co teraz napiszę, zabrzmi strasznie stereotypowo i poniekąd okropnie, ale gdybym przed sięgnięciem po książkę nie wiedziała, iż jej autorką jest kobieta, w życiu nie odczułabym tego po stylu pisania. Zwyczajnie bym w to nie uwierzyła. Brawa dla pani Kanickiej, której pióro jest tak dobre, że bez najmniejszego problemu mogłaby tworzyć lektury skierowane przede wszystkim do mężczyzn, a i tak nikt by się nie spostrzegł! Talent, ot co.

Zakładam, że serię zwaną Fabryczną ZONą zna wielu z Was; ja dopiero w tym temacie raczkuję. Teraz pozostało mi jedynie polecać serię dalej, tak, by jak najwięcej osób mogło spędzić z lekturą niebanalne chwile. Nie bójcie się sięgać po S.T.A.L.K.E.R.A.!

Dział: Książki
środa, 18 kwiecień 2018 20:04

Uniwersum Metro 2035: Piter. Wojna

Pierwsza książka nowego cyklu Uniwersum Metro 2035, gałęzi Uniwersum Metro 2033; oba wywodzą się z kultowej postapokaliptycznej powieści Dmitrija Glukhovsky’ego – Metro 2033.

Piter. Wojna to niewiarygodne przygody Ubera, marzyciela i romantyka, który przez dwadzieścia lat wegetacji w metrze nie utracił wiary w sprawiedliwość i lepszy świat. Więcej: jest nadal gotów walczyć o swoje idee do ostatniej kropli krwi.

Drobne potyczki między ugrupowaniami kontrolującymi poszczególne stacje petersburskiego metra przerodziły się w regularną wojnę, której zwycięzca zapanuje nad całym Wielkim Metrem. Problem w tym, że nie można założyć, iż górę wezmą w niej ludzie. Dwie dekady po zrzuceniu głowic atomowych okazały się wystarczająco długim czasem, by w ruinach miasta powstało nowe, więcej niż rozumne życie, które też pragnie zająć miejsce pod niebem i pod ziemią.

Dział: Zakończone
czwartek, 12 kwiecień 2018 19:42

Uniwersum Metro 2035: Piter. Wojna

18 kwietnia nakłądem Wydawnictwa Insignis i pod naszym patronatem ukaże się "Uniwersum Metro 2035: Piter. Wojna".

Pierwsza książka nowego cyklu Uniwersum Metro 2035, gałęzi Uniwersum Metro 2033; oba wywodzą się z kultowej postapokaliptycznej powieści Dmitrija Glukhovsky’ego – Metro 2033.

Piter. Wojna to niewiarygodne przygody Ubera, marzyciela i romantyka, który przez dwadzieścia lat wegetacji w metrze nie utracił wiary w sprawiedliwość i lepszy świat. Więcej: jest nadal gotów walczyć o swoje idee do ostatniej kropli krwi.

Dział: Patronaty
środa, 14 luty 2018 13:16

Cienie

Piąta część cyklu “Komisarz Jakub Mortka” to dowód na to, że Chmielarz jak wino - im starszy, tym lepszy. I chociaż “Podpalacz” ustawił poprzeczkę moich oczekiwań bardzo wysoko, “Cienie” niczym Siergiej Bubka poszybowały jeszcze wyżej.

Zaczyna się banalnie: podwójne zabójstwo - zastrzelone matka i córka. Na miejsce przybywa Mortka, tylko po to, by dowiedzieć się, że strzały oddano z pistoletu Kochana. I od tego momentu akcja się rozkręca.

W powieści jest wszystko - morderstwa, odnajdywanie zwłok po latach, gwałty, lobbing... Zdawać by się mogło, iż autor podczas pracy “przeleciał” połowę części szczególnej (tej opisującej poszczególne przestępstwa) kodeksu karnego, łącząc wszystko w trzymającą w napięciu opowieść. Lekkość i logika z jaką Chmielarz łączy poszczególne wątki to istny majstersztyk. A dodając do tego jego rozeznanie zarówno w procedurze karnej, jak i zasadach kryminalistycznych, można już tylko bić brawo na stojąco, bo akurat merytoryczna warstwa kryminałów najczęściej kuleje. Tu jest inaczej - autor, nie prawnik - odrobił zadanie i nie tylko pisze ciekawie, ale także nie popełnia błędów przyprawiających prawniczą część czytelników o bolesne zgrzytanie zębami.

Chmielarz trzyma poziom również w odniesieniu do postaci. Dalej to osoby nieszablonowe, wzbudzające skrajne emocje, nie będące jednoznacznie dobre lub złe. Mortka dojrzewa do roli rozwodnika, powoli układa sobie życie, nie zmieniając na jotę swych przekonań co do roli policjanta w życiu społeczeństwa, a jedynie naginając je dla osiągnięcia celów społecznie istotniejszych. Obrzydzenie do Kochana wzrasta w postępie geometrycznym, choć i on potrafi zachować się jak człowiek. Na arenę wydarzeń wkracza Sucha - nowa partnerka Mortki - postać na miarę czasów i feministycznej poprawności - sprawniejsza, lepiej przygotowana do zawodu, bardziej zaciekła i do tego zakręcona na postapokaliptyczne przygotowania dziewczyna. Czytając o niej czasem ma się wrażenie, że to istna Wonderwoman Komendy Stołecznej, ale trzeba Chmielarzowi przyznać, że udało mu się nie doprowadzić do przerysowania tej postaci do stopnia ją ośmieszającego. A że kobiety jak się na coś nakręcą, to są w swych staraniach konsekwentniejsze od mężczyzn, to przecież fakt.

Czas zdarzeń powieści to okres niewiele ponad roku od historii opisanej w "Podpalaczu". Chmielarz powraca do tamtych wydarzeń, wskazuje na łączące te dwie historie elementy, zdarzenia z "Podpalacza" mają swoje konsekwencje w "Cieniach". Taka klamra spinająca cały cykl dodaje mu tylko dodatkowej atrakcyjności, pokazuje coś, co w codziennym życiu jest oczywiste - że nasze działania lub zaniechania ciągną się za nami, by uderzyć w nas konsekwencjami, czasem w najmniej spodziewanych momentach.

W “Cieniach” poszczególne wątki wyjaśniają się po kolei, na sam koniec zostawiając istną wisienkę na torcie. Zakończenie i ustalenie, kto zamordował obie kobiety z początku powieści wręcz wbiło mnie w fotel. Logika tych zdarzeń także. Tak ewidentne, a tak niespodziewane. I właśnie po tym poznaje się prawdziwych mistrzów kryminałów.

Dział: Książki

Wędrowiec – jedna z najważniejszych lektur w świecie Metra 2033 już 15 lutego w księgarniach.

Dział: Książki