kwiecień 05, 2025

Rezultaty wyszukiwania dla: Nowa Ewa

poniedziałek, 23 listopad 2020 18:31

Zbigniew Kasprzak "Kas" w rozmowie z Secretum

Zbigniew Kasprzak − polski rysownik komiksów. Od początku lat 90. XX w. mieszka w Belgii, gdzie tworzy pod pseudonimem Kas. Jest współautorem serii komiksowych Yans oraz Halloween Blues, obecnie współpracuje z wydawnictwem Le Lombard.

Dział: Wywiady

Bogaty program spotkań, paneli dyskusyjnych, prelekcji i wideo-wywiadów, a także galeria prac konkursowych z tegorocznych edycji konkursu dla dzieci i na krótką formę komiksową, rozgrywki turniejowe w League of Legends i możliwość otrzymania specjalnej antologii komiksowej. To wszystko czeka na uczestników wirtualnej edycji tegorocznego Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier, który odbędzie się on-line, w dniach 14 i 15 listopada br. na platformie www.komiksfestiwal-cyberedition.com 

Dział: Wydarzenia
wtorek, 03 listopad 2020 12:49

Córka

Becky ma ogromny sekret- sprawa, nad którą obecnie pracuje, na pewno zapewni jej stanowisko w redakcji gazety, gdzie obecnie odbywa staż. A nie pragnie niczego bardziej niż oficjalnego uznania jej za dziennikarkę śledczą. Tego dnia śpieszy się jeszcze bardziej, gdyż musi porozmawiać z jeszcze jedną rodziną, zaś wieczorem ma wreszcie poznać nowego partnera jej mamy, Tima. Niestety, nie udaje się. Becky ginie pod kołami ciężarówki.

Jej matka, Kate, zrobi wszystko, by śmierć jej jedynego dziecka nie poszła na marne. Zbiera w sobie całą siłę oraz motywację, jaką posiada i rusza do walki z firmą zatrudniającą zabójcę jej córki. Przypadkiem odkrywa także, nad czym w ostatnim czasie tak pilnie pracowała Becky. I mimo wszelkich kompleksów, jakie ma na punkcie swojego braku wykształcenia przysięga, że doprowadzi jej śledztwo do końca.

Czego się spodziewałam, sięgając po Córkę? Na pewno ciekawego thrillera, okraszonego rozpaczą matki, która właśnie straciła swoje jedyne dziecko. Wewnętrznej walki, poszukiwania w sobie odpowiednio ogromnych pokładów siły, desperackiej próby cofnięcia czasu- czegoś, co jest oczywiście (i niestety) niemożliwe. Słowem: emocjonalnego rollercoaster'a. I wiecie, choć ostatnimi czasy bywam bardzo wybredna, to nowa książka pani Michelle Frances naprawdę mnie porwała. I zapewniła odpowiedno silny dopływ emocji.

Nie wyobrażam sobie, jak ogromny ból czuje matka, która utraciła swoje dziecko. To uczucia nie do opisania, których my, czytelnicy, raczej nie zrozumiemy póki nie dotknie nas to samo (nikomu nigdy nie życzyłabym takiej straty). Tym bardziej podziwiam odwagę oraz determinację Kate pchającą ją do walki z firmą transportową, która przez nieodpowiednie wyposażenie ciężarówki doprowadziła do wypadku. Na podstawie wspomnień, przeplatających się z teraźniejszymi wydarzeniami wiemy, że główna bohaterka do czasu śmierci Becky była raczej wycofana, skupiona na zapewnieniu dobrego życia jedynemu dziecku. Jak już wspomniałam, Kate miała ogromne kompleksy na punkcie swojego wykształcenia- zaszła w ciążę jeszcze w szkole, co skutecznie przerwało jej dalszą edukację. Pozbawiona pełnego wsparcia rodziny musiała nie tylko sama wychować niemowlę na dobrego człowieka, ale też zapewnić córeczce jak najlepszy start w życiu. Kate jawi nam się więc jako swoista bohaterka dnia codziennego.

Córka to nie tylko emocje związane ze stratą; dostajemy tutaj bardzo ciekawe amatorskie śledztwo, prowadzone przez główną bohaterkę. Nie mogę zdradzić za wiele szczegółów, by Wam nie spoilerować. Chodzi głównie o pewną małą miejscowość, w której liczba zachorowań na raka czy inne poważne choroby jest znacznie większa niż w sąsiednich. Dodajcie do tego fakt, iż chorzy mieszkają w pobliżu pól opryskiwanych chemikaliami (ponoć bezpiecznymi dla człowieka) i motyw główny śledztwa Becky na pewno stanie się dla Was wyraźniejszy. W każdym razie wciągnęłam się na tyle, że pochłonęłam ją w zaledwie kilka godzin.

Początkowo wypadek Becky wydawał się czytelnikowi zwykłym, tragicznym zbiegiem okoliczności. Jednak gdy Kate zaczęła nieco drążyć, prawda okazała się zupełnie inna. Wydawało mi się, że choć Tim (partner głównej bohaterki) dawał kobiecie wiele wsparcia po stracie dziecka, to że jest nim coś... sztucznego. I to nie w ten deseń, że autorka nie poradziła sobie z jego postacią, lecz bardziej to, że mężczyzna zwyczajnie ma coś do ukrycia. Od początku obstawiałam, że prawdopodobnie to on w jakiś sposób kryje się za wszystkimi negatywnymi wydarzeniami, kontrolując poczynania Kate "od wewnątrz". Chyba thrillery nauczyły mnie nieufności wobec każdej męskiej postaci w książce!

Utwór pani Michelle Frances to strzał w dziesiątkę dla każdego, kto lubi nietuzinkowe sprawy, amatorskie śledztwa i czyhające za każdym rogiem niebezpieczeństwo. Do tego dochodzą także silne emocje, uwielbiane przez tak wielu czytelników. Na pewno nazwisko autorki zapisze się na długo w mojej pamięci- z chęcią sięgnę po kolejne jej książki. I wierzę, że z każdą kolejną będzie coraz lepiej.

Dział: Książki
poniedziałek, 02 listopad 2020 18:49

Wstęga Möbiusa

„Samodzielne myślenie jest dziś deficytem. Iluzja nieomylności i pewności siebie budowana jest na opinii innych.”

Niemal wszystko w powieści gładko przebiegło, swobodna i płynna narracja, ciekawie i wyraziście odmalowane portrety bohaterów, atrakcyjny i intrygujący pomysł na fabułę. Jednak nie potrafiłam w pełni wciągnąć się w historię. Brakowało porywającego wyobraźnię napięcia, żywiołowego impulsu do zaangażowania się w książkę, dreszczyku emocji wynikającego z niecierpliwego odkrywania. Doceniłam biegłość autora na wielu polach, zwłaszcza konstruowania psychologicznych ujęć, ale nie udało mi się odpowiednio dostroić do opowieści. Obserwowałam akcję, ale nie wrzało we mnie, może dlatego, że gangsterskie klimaty nie należą do moich ulubionych, a może przyjęłam mylne założenie, że historia sięgnie jeszcze głębiej. Jednak to, co dla mnie było niewystarczające, dla innych może okazać się wielkim atutem, gdyż tytuł dobry i może zostać przez wielu czytelników entuzjastycznie przyjęty.

Początkowo zapowiadało się rewelacyjnie, zestawienie dwóch wyjątkowo kontrastowych postaci, połączenie nierozerwalnym węzłem bliźniactwa. Przyporządkowanie interesujących ról z punktu widzenia rozwoju scenariusza zdarzeń, a jednocześnie stopniowe rozgałęzianie ścieżki losów. To samo źródło uposażenia genetycznego, jednorodna ponura przeszłość sieroctwa, identyczne doświadczenia życiowe, lecz odrębne tożsamości i kierunki spojrzenia na świat. Mistrzowsko przedstawiono wzajemną zależność, przekazywanie pałeczki nadrzędności, punkt krytyczny nieuniknionego konfliktu interesów i etycznych wątpliwości. Przeciwieństwa między Bernardem, okaleczonym przez przeznaczenie, lecz pragnącym normalności i stabilizacji, rozsądnym i zachowawczym bohaterem, a Adrianem, cierpiącym na autyzm, zamkniętym w pułapce konieczności powtarzalności rytmu dnia i niechęci wobec dotyku innych ludzi,. Przy tym wykazującym niesamowite uzdolnienia i umiejętności intelektualne, w tym niestety także gwałtowność i patologiczne cechy, nadają powieści niezwykły koloryt i frapujące brzmienie.

Bracia wywodzący się z wielkiej nędzy, rok po roku, dokładają cegiełkę pod budowę podziemnego imperium przestępczego. Jeden ruch w stronę mrocznej strefy pociąga za sobą kolejne, nakręca spiralę niepohamowanych ambicji, przemocy i tyranii. Potrzeba sprawowania władzy nad innymi i wywołania strachu przesłania zdrowy rozsądek. Parcie do przodu po trupach dostarcza wielkiej satysfakcji, działa niczym narkotyk popychający ku działaniu, ale też intensywnie odrywa od rzeczywistości. Coś, co było wielką przyjemnością, staje się nużącym obowiązkiem. Nieważne, jak mocno wierzymy w to, że jesteśmy sprytni, genialni i niezniszczalni, zawsze znajdzie się ktoś, ktoś lepszy od nas, perfekcyjnie rozwinie niebezpieczną grę w bezwzględną zemstę. Biegle rozwiąże skomplikowane szarady i zagadki o wielu zmiennych. A wówczas przepaść klęski zbliży się nieuchronnie. Kto w nią wpadnie, a kto wyjdzie zwycięsko z pojedynku? Odpowiadało mi zaproponowane zakończenie, nie mogło być inne, ciekawa jestem, ilu czytelników zaskoczy.

Dział: Książki
piątek, 30 październik 2020 19:00

Łotrzy - dodatek do gry Wieczne zło

 

„Wieczne zło” okazało się dla mnie bardzo udaną grą w stylu deck-building, z którą wyśmienicie spędziłam czas. Fantastycznie było objąć rolę jednego z Superłotrów DC, wśród których znalazło się i miejsce dla mojej ulubionej Harley Quinn. Nic więc dziwnego, że nie mogłam przejść obojętnie i obok dodatku do tej gry o nazwie „Łotrzy”, który wprowadza nie tylko nowe grywalne postaci i karty, ale i… nowy mechanizm.

Nowy mechanizm łotrowania

Już po zapoznaniu się z krótką instrukcją „Łotrów” można rzec, że dodatek to troszkę odświeżona wersja „Wiecznego zła”, do której po prostu dodaje się karty z podstawowej wersji. Wygrana i przebieg gry wygląda identycznie, niemniej przygotowanie gry wygląda nieco inaczej, ponieważ – poza wybraniem losowo Superłotra i przygotowania gry w odpowiedni sposób, tak dalej mieszamy karty „do kupienia” z kartami z dodatku (na szczęście mają one dopisek „Łotrzy”, dzięki czemu łatwo będzie je później rozróżnić), a karty Superbohaterów układamy według kosztu (najtańsza karta na górze) – zastępują oni też tych z „Wiecznego zła”. No i – oczywiście – pojawia się nowa mechanika, współdziałanie, która pozwala razem zwalczać przeciwników. Pozwala ona na zagranie karty z wierzchu talii dowolnego przeciwnika, co usprawnia grę i… pozwala szybciej zdobyć niezbędne Punkty Zwycięstwa. Bo choć pomoc zwykle jest wymuszona, tak zawsze owocuje pożądanym PZ, a więc – prawdę mówiąc – działa na korzyść obu stron.

Miła niespodzianka

Muszę przyznać, że z tym dodatkiem znacznie przyjemniej grało się w tę grę, choć… rywalizacja nieco osłabła. Nowe karty również oferują kilka ciekawostek – niektóre za samo „kupienie” oferują nam PZ oraz wiele możliwości „współdziałania”. Dodatkowo – jak zapewne się domyślacie – są w tym samym komiksowym stylu, co karty z „Wiecznego zła”. I – co równie istotne – wprowadzają sześciu nowych Superłotrów w tym postać Złotej Lotnej, która jest według mnie bardzo ciekawym – i niedocenianym - charakterem w uniwersum DC.

Podsumowanie

„Łotrzy” to fantastyczny dodatek do bardzo dobrej gry. Zmienia nieco jej charakter, co z pewnością jednych ucieszy, a drugich nieco zmartwi – szczególnie tych nastawionych na jatkę z przyjaciółmi, ale… mi osobiście grało się w ten sposób znacznie lepiej. Krótko podsumowując, mechanika „współdziałanie” oferuje wiele możliwości oraz urozmaica rozgrywkę, podobnie jak nowe karty, nowi Superbohaterowie do pokonania i – naturalnie – nowi Superłotrowie. Polecam z całego serducha!

Dział: Gry bez prądu
wtorek, 27 październik 2020 19:01

Odrobina czarów

Zaginiona siostra, stara legenda i ... odrobina czarów.

 

Byłam przekonana, że „Szczypta magii” spod pióra Michelle Harrison to pojedyncza historia, która nie będzie miała kontynuacji. Gdy więc ujrzałam w zapowiedziach „Odrobinę czarów”, moja radość była ogromna. Bardzo polubiłam siostry Wspaczne i byłam niezwykle ciekawa, co przydarzy im się tym razem. 

Zarys fabuły

Rodzina Wspacznych planuje sprzedać swoją sławną, ale popadającą w ruinę gospodę i przeprowadzić się w zupełnie inne miejsce. Pewnej jednak nocy, gdy najmłodsza z sióstr urządza pogrzeb zmarłej wronie, odkrywa chowającą się w ich ogrodzie dziewczynkę. Dziecko okazuje się uciekinierką z Udręki, wyspy, na którą zsyłani są byli więźniowie i rodziny skazańców. Siostry Wspaczne decydują się ją ukryć, ma to jednak tragiczne w skutkach konsekwencje, ponieważ, gdy ich dom zaczynają przeszukiwać strażnicy, za uciekinierkę biorą Charlie, najmłodszą z sióstr, tylko i wyłącznie na podstawie tego, że rysopis się zgadza. Co będzie dalej? Czy Charlie trafi na Udrękę? Jak rozwinie się nowa, pełna niebezpieczeństw przygoda? 

Moja opinia i przemyślenia

Książka „Szczypta magii” bardzo mi się podobała, ale muszę przyznać, że „Odrobina czarów” jest jeszcze lepsza! Wciąga od pierwszych, do ostatnich stron. W opowiedzianej przez Michelle Harrison bez przerwy coś się dzieje. Nie ma w niej miejsca na nudę. Siostry Wspaczne mają talent do pakowania się w tarapaty i zbyt dobre serca, by odmówić komukolwiek pomocy. 

Powieść jest plastycznie napisana i myślę, że każdy czytelnik bez trudu wyobrazi sobie ponury krajobraz Wronoskału oraz jego okolic. Bardzo podobają się również kreacje bohaterów, zarówno pierwszo, jak i drugoplanowych. Fliss, Betty i Charlie bardzo różnią się od siebie. Autorka wyraźnie zarysowała te różnice. Kiedy jednak chodzi o ważne sprawy, są jednomyślnie. Doskonale też znają najmocniejsze strony swoich sióstr i potrafią je w razie potrzeby wykorzystywać.  

„Odrobina czarów” to książka porywająca, taka, od której stron trudno się oderwać. Ostatnio niestety coraz rzadziej trafiam na takie tytuły. Jestem oczarowana zarówno sposobem pisania, wyobraźnią Autorki, jak i magią przedstawionego świata. 

Podsumowanie

Jeżeli, drogi Czytelniku, szukasz baśniowej, ale pełnej przygód, niebezpieczeństw i okrucieństwa historii, to „Odrobina czarów” będzie dla Ciebie idealną lekturą. Książkami spod pióra Michelle Harrison jestem zachwycona i z pewnością sięgnę po każdą, kolejną powieść, która ukaże się spod jej pióra. Polecam! Warto pozwolić porwać się przygodzie! 

Dział: Książki
sobota, 24 październik 2020 15:28

Jaskółki z Czarnobyla

Czarnobyl. Miejsce, o którym słyszał każdy. Kojarzone głównie z wybuchem w elektrowni jądrowej, wielką katastrofą środowiska, wielką katastrofą dla ludzi. Miasto, które kiedyś umarło. To właśnie tam Morgan Audic postanowił umieścić akcję swojego thrillera „Jaskółki z Czarnobyla”.
 
Podczas jednej z popularnych wycieczek do Czarnobyla, grupa turystów odkrywa makabryczne znalezisko – ukrzyżowane drutem zwłoki, wywieszone na fasadzie jednego z opuszczonych budynków miasta duchów. Do akcji wkraczają stary wyjadacz, kapitan Josif Melnyk i młodziutka, jeszcze zielona oficer Galina Nowak. Jako że ciało było wystawione na promieniowanie i może być niebezpieczne, sekcja zwłok stoi pod znakiem zapytania, co na pewno nie ułatwi pracy bohaterom. Ojciec ofiary, nieprzebierający w metodach działania i chętnie korzystający ze swoich wpływów, zatrudnia Aleksandra Rybałko, aby ten przeprowadził niezależne śledztwo. Szybko wychodzi na jaw, że ofiara jest również synem jednej z dwóch kobiet zamordowanych w dzień wybuchu reaktora numer 4. Czy to przypadek? A może morderca powrócił po latach? Czy bohaterom uda się rozwikłać zagadkę okrutnej śmierci Leonida Sokołowa?
 
„Zawinęli go do plastikowego worka, włożyli do drewnianej trumny, a potem do jeszcze jednej – cynkowej. Całość została zalana betonem i zakopana na głębokości kilkunastu metrów, jak odpad atomowy”.
 
Akcja książki rozgrywa się głównie na Ukrainie. Autor przedstawia nędzny obraz życia ludzi, na których miał wpływ wybuch w 1986 roku. Ich smutna rzeczywistość, codzienna walka, często też rezygnacja. Przedstawia na przykład, jak wyglądała ewakuacja prawie 50 tysięcy ludzi oczami małego dziecka. Dodatkowo szokuje czytelnika obrazem wojny w Donbasie czy pracą w kostnicy, w której ciała są poupychane po kątach, jedno na drugim. Zgrabnie łączy obraz rzeczywistości z historią, przybliża pierwsze chwile po katastrofie, wspomina bohaterów poświęcających swoje życie. Wszystko to może przytłoczyć czytelnika, jednak nie przyćmiewa głównego wątku w najmniejszym stopniu.
 
Czarnobyl i okolice, cała skażona strefa ma moc przyciągania. Wymarłe miasta są mroczne, bywają niebezpieczne. Napromieniowane ruiny i pola, radioaktywny pył na ulicach, trójkątne, żółto czerwone tablice wskazujące miejsca wysokiego skażenia, wariujące dozymetry. Wszystko to daje świetną scenerię do ciężkiego kryminału, dodaje niesamowitego klimatu.
 
Bohaterowie „Jaskółek” są wyraziści i prawdziwi. Poznajemy ich z różnych perspektyw i sami decydujemy czy ich polubimy, czy nie. Audic nie narzuca nam nic, nie przedstawia ich jako jednoznacznie dobrych czy złych. Tutaj nic nie jest takie proste. Każdy na swoją przeszłość, swoje obawy i swoje motywy działania. Ambitna Nowak ma mała tajemnice, Szczycący się uczciwością Melnyk zostaje poddany próbom, zapijaczony Rybałko nie ma nic do stracenia, jednak walczy, ale nie dla siebie.
 
Okrutny pomysł na zbrodnię, zaskakujące zwroty akcji, niesamowity klimat, trochę taki post – apo, ciekawi bohaterowie – wszystko tu się zgadza. Prywatne śledztwo kontra oficjalne dochodzenie, pieniądze kontra - no cóż - ich brak. Władza, układy, trochę polityki. Taki obraz serwuje nam Morgan Audic. Autor przypomina, że Czarnobyl to nie tylko dawny wybuch. Smaczku dodają ponure, szare strony dzielące rozdziały w książce i posępna okładka (tak, wiem, nie ocenia się książki po wyglądzie, ale cóż poradzę?). No i co chodzi z tymi jaskółkami? Przekonajcie się sami.
Dział: Książki
czwartek, 22 październik 2020 21:57

W cieniu zła

W cieniu zła zaczyna się obiecująco, aby później oplątać czytelnika swoimi mackami. Alex North skonturował thriller niemal idealny; taki, od którego nie można się oderwać, ale jednocześnie mamy ochotę odłożyć książkę, bo wzbudza lęk. Uważajcie, bo po tej książce, będziecie się bali zasnąć.
 
Osiedle Gritten Wood ma za sobą traumatyczne chwile. To tutaj dwójka nastolatków dokonała brutalnego morderstwa na swoim rówieśniku, po czym zażyli tabletki nasenne. Jeden z nich zniknął, a jego ciała nigdy nie odnaleziono. Jedni myślą, że nie żyje. Jeszcze inni, że uciekł i nie poniósł winy za swoje czyny. Paul Adams doskonale wie, co się wtedy stało, chociaż uciekał przed tymi wspomnieniami. Do czasu, aż musi wrócić do swojego rodzinnego domu, bo jego matka umiera. Przedziwny lęk i obawa nie chcą go opuścić. Okazuje się, że w okolicy dochodzi do podobnych morderstw, a na jednym forum ludzie doradzają sobie na temat świadomego snu i opowiadają o pani Czerwone Ręce. Kto stoi za tymi morderstwami?
 
W tej książce nic nie jest takie, na jakie wygląda. Zagłębiając się w akcję, nie wiedziałam, co jest prawdą, a co fikcją i senną marą. Wielokrotnie autor wodził mnie za nos. Mylił tropy, zmieniał bieg wydarzeń, dodawał zdanie czy słowo za dużo. W wyniku tych wszystkich zabiegów czułam się zagubiona, a lęk, który towarzyszył mi od pierwszych stron, tylko narastał. Gdy autor zaczął odkrywać swoje karty i tempo akcji zaczęło wzrastać, czułam, jakby serce miało mi wyskoczyć z klatki piersiowej. Już dawno przy żadnej lekturze nie odczuwałam takich emocji jak przy W cieniu zła. Nie spodziewałam się, że ta książka tak mną wstrząśnie, otoczy swoimi mackami i nie da o sobie zapomnieć. Thriller Alexa Northa to historia, od której nie da się oderwać. Nie zaczynajcie lektury, jeżeli musicie rano wstać, bo gwarantuje wam, że worki pod oczami będą wielkie.
 
Wspomniałam już o chaosie, który autor celowo wprowadził w W cieniu zła. Jednak czuć, że autor nad wszystkim panuje, że wszystko jest zaplanowane od pierwszego do ostatniego słowa. Nic nie jest tutaj oddane przypadkowi, a wszystkie wątki są zamknięte i dopięte na ostatni guzik. Dobrze czytać książkę, gdzie nie ma niedopowiedzeń, niedociągnięć czy nierozwiązanych wątków. W cieniu zła to dopracowana, zamknięta historia, od której nie można się oderwać.
 
Alex North stworzył kolejny świetny thriller, który otumania czytelnika i nie daje o sobie zapomnieć, nawet po zakończeniu lektury.

 

Dział: Książki
środa, 14 październik 2020 19:37

Śmierć w Błękitnej Lagunie

Śmierć w błękitnej lagunie obiecuje dość sporo i rozpoczyna się z przytupem. Jednak na obietnicach się kończy, a najciekawszym fragmentem tej powieści jest niestety początek. Cała historia oscyluje wokół wycieczki grupy przyjaciół. Islandia ma  być dla nich spełnieniem marzeń, jednak jeden z nich znajdzie tam śmierć (o tym, kto ginie dowiadujemy się niestety z opisu na IV stronie okładki, choć w treści jest to przez jakiś czas tajemnicą), a inni poznają prawdę o sobie. Za to czytelnicy mieli poznać tajemnicę, poczuć dreszcz emocji, a przede wszystkim poczuć zaciekawienie. Jednak nic takiego się nie stało…

Powieść stworzył duet pisarski: Edyta Szudrowicz i Witold Dębczyński (który niestety zmarł, zanim powieść ujrzała światło dzienne). O tym, że współpraca ta była raczej zgodna świadczyć może fakt, że pod względem warsztatowym powieść jest jednolita i nie ma w niej żadnych sprzeczności, choć finał całej historii jest dość pogmatwany i chaotyczny – ma też zupełnie inne tempo niż poprzednie rozdziały. Uznałam jednak, że to raczej problem przekombinowania fabularnego aniżeli niemożność porozumienia się między autorami.

W zasadzie trudno mi znaleźć cokolwiek co uznałabym za mocny element powieści. Ani zagadka kryminalna nie jest jakoś szczególnie wciągająca, ani bohaterowie nie są zbyt charakterystyczni (za to wszystkich można z powodzeniem nie polubić), fabuła nie porywa, a zakończenie rozczarowuje. Wracając do bohaterów, muszę przyznać, że niektóre ich motywacje były dla mnie niejasne oraz nielogiczne, bardzo nie podobało mi się również to, że postacie kobiecie zostały przedstawione stereotypowo (próżno szukać tu prawdziwych uczuć w relacjach). Dialogi między bohaterami zostały rozpisane dość nienaturalnie – niektóre były kiczowate, inne śmieszyły. Problemem było dla mnie również naszpikowanie fabuły wątkami, które miały wprowadzać fałszywe tropy, a jednak moim zdaniem po prostu wybijały z rytmu i irytowały. Trudno było nie odnieść wrażenia, że treść jest naszpikowana mnóstwem niepotrzebnych informacji, przez co książkę tę zaklasyfikowałabym bardziej do gatunku powieści obyczajowej, gdyż kryminalny jest tu jedynie początek i koniec.

Niestety muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak bezbarwnej i pozbawionej życia lektury. Nie napiszę tutaj, że jest to dziełko koszmarne, ponieważ zdarzyło mi się w przeszłości czytać naprawdę złe książki, ale Śmierć w błękitne lagunie to po prostu bardzo, ale to bardzo słaby przeciętniak. Na pewno nie jest to tytuł godny polecenia.

Dział: Książki
wtorek, 13 październik 2020 11:42

Myszard w Wenecji

 

Nie wiem czemu po przeczytaniu pierwszego tomu pt. „Myszard” stwierdziłam, że to skończone dzieło. Nic nie zapowiadało, że słynny mysi pianista Myszard będzie miał europejskie tournée i zagości w Wenecji w czasie karnawału.

No ale po kolei. Jeśli by połączyć sposób doboru zwierząt w antropomorficznym komiksie, jaki zaproponował Art Shpiegelman w dziele „Maus” oraz zaproponować przeniesienie się do czasów działalności Mozarta, zapewne wyszłaby z tego seria niczym Myszard. Tu niebezpieczeństwa świata i życia poszczególnych klas symbolizują rasy zwierząt. Świat ten stworzyli wspólnie scenarzysta Thierry Joor z rysownikiem Gradimirem Smudją.

Nasz mysi muzyk przybywa na zaproszenie pana Sassina - szanowanego i wpływowego kota. Zapewniany jest, że przyczyną zaproszenia jest talent muzyczny, ale czy kotom, nawet tym wpływowym, można ufać? W oczekiwaniu na koncert Myszard zwiedza miasto i spotyka ciekawą kobietę. Jednak w plątaninie ulic tego włoskiego miasta lepiej by było, gdyby kobiety i karnawałowe maski nie rozpraszały jego uwagi, ponieważ czai się w cieniu niebezpieczeństwo.

Na szczęście w drugim tomie przygód Myszarda nie ma krwi, śmierci i przemocy, co sprawia, że książką może z pełną rodzicielską aprobatą trafić w ręce dzieci. Do tego zachowuje raczej szczery ton i liniową historię, którą łatwo będzie śledzić. Podobnie jak w pierwszym tomie, drugi też kończy się szczęśliwie.

Mocną stroną pierwszego i drugiego tomu przygód Myszarda jest graficzne przedstawienie historii. Miasto tętni życiem, kolorami, kobietami w strojnych sukniach balowych, falbankami, żabotami, szczegółami architektonicznymi, luksusem. Okres jest odtwarzany w każdym szczególe. Do tego zwierzęce postacie są świetnie zaprojektowane i, co wcale łatwe nie jest, cieszą oko niesamowitą pieczołowitością wykonania, doskonałą mimiką czy naturalnymi ruchami ciała.

Opowieść „Myszart w Wenecji” to wspaniały, porywający i mający wiele do zaoferowania czytelnikowi w każdym wieku bajkowy komiks. Tu świeży jest nie tylko pomysł na fabułę, ale zachwyca też perfekcyjnym, pieczołowicie szczegółowym przedstawieniem epoki od strony graficznej. Gorąco polecam i zachęcam do sięgnięcia po ten tytuł nie tylko młodego czytelnika, ale i każdego entuzjastę komiksów.

Dział: Komiksy