Rezultaty wyszukiwania dla: Marie Lu
Åsa Larsson w Polsce
Gwiazda szwedzkich kryminałów przyjeżdża do Torunia!
W dniach 17-21 kwietnia 2024 r. odbędzie się III edycja Ogólnopolskiego Festiwalu Premier i Debiutów Gwiazdozbiór Kryminalny Kujawy i Pomorze. Na kilka dni do Torunia zjadą się najbardziej znane nazwiska literatury kryminalnej z całej Polski i nie tylko. Zorganizowane zostaną panele dyskusyjne, prelekcje ze specjalistami, sesje blogerów oraz warsztaty literackie.
Lulu i Nelson. Biała lwica. Tom 3
Pełna ciepła, intrygująca opowieść i cudowna szata graficzna — czego chcieć więcej od literatury dziecięcej? Niedawno w moje ręce trafił trzeci tom pięknie wydanej, komiksowej trylogii noszącej tytuł „Lulu i Nelson”.
Zarys fabuły
Fabuła skupia się na losach młodej Lulu, która zamieszkuje na farmie adwokatki Mary w RPA. Miejsce to staje się areną walki z rasistowskim systemem, z którym zmierzyć muszą się wszyscy jego mieszkańcy. W tle pojawiają się również refleksje dotyczące traktowania dzikich zwierząt i kwestii ich wolności. Lulu musi zmierzyć się z dylematem dotyczącym przyszłości lwiątka, którego chciała zabrać do Włoch. Autorki rzucają światło na problem tresury i wykorzystywania dzikich zwierząt, prowokując czytelnika do przemyśleń na temat wolności i praw zwierząt.
Moja opinia i przemyślenia
„Lulu i Nelson. Biała lwica. Tom 3” to spektakularne zakończenie serii, która wciąga czytelników w przygodową podróż pełną emocji, marzeń i walki o wolność. Powieść graficzna, którą współtworzą utalentowane scenarzystki Charlotte Girard i Jean-Marie Omont oraz ilustratorka Aurélie Neyret, niesie ze sobą ważne przesłanie dotyczące miłości do zwierząt i przeciwdziałania niesprawiedliwości.
Seria „Lulu i Nelson” niezmiennie zachwyca piękną szatą graficzną, bogactwem emocji i dynamicznym rozwojem postaci. Widzimy, jak Lulu dorasta i ewoluuje, ucząc się na własnych błędach i doświadczeniach. Jej postać jest niezwykle realistyczna i bliska czytelnikom, którzy mogą łatwo utożsamiać się z jej problemami oraz radościami. Trudno byłoby również nie wspomnieć o Nelsonie, który jako towarzysz Lulu, również przechodzi swoją podróż emocjonalną, ukazując siłę przyjaźni i niezłomności w dążeniu do wspólnego celu.
Jednym z największych atutów tej serii są oczywiście ilustracje Aurélie Neyret, które ożywiają strony komiksu, tworząc wizualny spektakl pełen kolorów i szczegółów. Artystka z niezwykłą wrażliwością oddaje atmosferę Afryki, jej dzikość i piękno, jednocześnie przedstawiając uniwersalne tematy dotykające serc czytelników. Praca ilustratorki jest dowodem na to, że obrazy mogą być równie poruszające, co słowa.
Podsumowanie
„Biała lwica” jako finalny tom trylogii spełnia pokładane w niej nadzieje, oferując satysfakcjonujące zakończenie historii Lulu. Komiks o przygodach młodej dziewczyny i jej lwiątka, jest głęboką refleksją nad sensem wolności, odpowiedzialnością za innych i konsekwencjami naszych wyborów. Seria „Lulu i Nelson” to wyjątkowa mieszanka przygodowo-edukacyjna, która porusza trudny temat wartości moralnych. Z pewnością zostanie zapamiętana przez młodych, jak i starszych czytelników. To komiks, który bawi, ale także uczy i inspiruje, pozostawiając trwały ślad w sercach i umysłach swoich odbiorców.
Adaptacje literatury. Wyspa skarbów
Kolejną klasyczną książką, która trafiła do Egmont’owej serii Adaptacje literatury okazał się tytuł „Wyspa skarbów”. Tym razem to on otrzymał swoją nową wizualizację i został wydany w formie krótkiej powieści graficznej.
Adaptacje graficzne klasycznej literatury stały się ważnym narzędziem w popularyzacji dzieł literackich wśród różnych grup wiekowych i demograficznych. Przenoszenie klasyki do formy komiksowej jest nie tylko wyzwaniem dla nowych twórców, ale również szansą na odświeżenie i reinterpretację znanych historii. Dzięki tej formie wiele dzieł, które mogłyby być postrzegane jako trudne lub przestarzałe, staje się bardziej dostępna, zwłaszcza dla młodszych czytelników. Taka adaptacja może również ukazać znane historie w zupełnie nowym świetle, podkreślając pewne aspekty lub eksplorując nowe kierunki narracyjne. Co więcej, adaptacje graficzne są świadectwem uniwersalności i ponadczasowości klasycznych opowieści, które nadal inspirują i fascynują kolejne pokolenia.
„Wyspa skarbów” Roberta Louisa Stevensona to niewątpliwie literacka perła, której nie trzeba przedstawiać czytelnikom, gdyż znana jest na całym świecie. Podejmowanie się adaptacji tak popularnej historii to zawsze wielkie wyzwanie. Christophe Lemoine i Jean-Marie Woehrel stanęli przed tym zadaniem i próbowali przenieść barwny świat piratów na kartki komiksu. Zaadaptowanie 288-stronicowej powieści na zaledwie 48 stron komiksu to śmiały krok. Można by obawiać się, że taka forma będzie zbyt okrojona i nie odda głębi oryginału. Jednak, ku mojemu zdziwieniu, twórcy potrafili zmieścić w niej ogrom treści, czyniąc nawet tak mocno okrojoną historię dynamiczną i angażującą.
Rysunki Jean-Marie Woehrela są szczegółowe i dodają klimatu całej opowieści. Dzięki temu, czytelnik może zagłębić się w piracki świat, w którym przygoda czeka na każdym kroku. Charakteryzacja postaci, zwłaszcza Długiego Johna Silvera czy Bena Gunna, została wykonana z dbałością o szczegóły, co pozwala na lepsze poznanie bohaterów. Postać Jima Hawkinsa, młodego protagonisty, który zostaje wplątany w niebezpieczną przygodę, została w komiksie przedstawiona w sposób wiarygodny i sugestywny. Dzięki temu czytelnik może żyć razem z nim każdym momentem jego ekscytującej podróży.
Myślę że komiks „Adaptacje literatury. Wyspa skarbów” to ciekawe podejście do klasycznej opowieści o piratach. Mimo pewnych niedociągnięć warto po niego sięgnąć, zarówno po to, by odświeżyć sobie oryginalną opowieść, jak i dlatego, żeby w ogóle po raz pierwszy ją poznać. Jednak dla tych, którzy oczekują pełnej głębi i rozbudowanej fabuły, lepszym wyborem będzie sięgnięcie po oryginalną książkę Stevensona, gdyż opowieść graficzna to po prostu swojego rodzaju eleganckie streszczenie fabuły.
Zapowiedź: Luminariusze
Nie wszystkie potwory można zabić – i nie wszystkie koszmary przychodzą po zmroku…
Szesnastoletnia Winnie Wednesday marzy o wstąpieniu w szeregi Luminariuszy – prastarej organizacji, która chroni mieszkańców Hemlock Falls przed ożywającymi każdej nocy potworami i koszmarami z lasu. Jednak musi najpierw przejść serię prób i dowieść swej lojalności. Problem polega na tym, że nikt w mieście nie ułatwi zadania córce zdrajcy i wyrzutkowi.
Zapowiedź: Północ w Everwood
Kiedy magia wkroczy w jej życie, na zawsze już pozostaniesz w jej migotliwym uścisku.
Hoffmannowski "Dziadek do orzechów” w wersji dla dorosłych. Opowieść pełna baśniowych czarów, niesamowitości i grozy – uwodzicielska i niepokojąca.
W Sanktuarium Skrzydeł
Zapowiedź: Krwawa klątwa. Trylogia mistrza magii. Tom 3
Świat nie chce, żeby byli razem. Może się okazać, że tym razem będą musieli go posłuchać.
Kiedy Clio dostała zadanie od Bastiana, żeby wykraść zaklęcia z Podziemia, była przekonana, że w ten sposób ocali swój kraj. Myliła się.
Mimo że udało jej się ujść z życiem i opuścić Podziemie, jej wizyta doprowadziła do tego, że niebezpieczne zaklęcie, które stworzył Lira, trafiło w niepowołane ręce – w ręce Bastiana. Teraz przyrodni brat Clio chce za jego pomocą wywołać wojnę.
Jednak nie tylko Bastian zapragnął władać śmiercionośnym zaklęciem. Teraz także najpotężniejszy architekt zaklęć w Podziemiu wie o jego istnieniu i zrobi wszystko, żeby je zdobyć. To ojciec Liry.
Clio i Lira są w wielkim niebezpieczeństwie. Czy nimfie uda się ocalić demona, którego kocha?
Tytuł: Krwawa klątwa
Autor: Marie Anette
Tłumaczenie: Grzegorz Gołębski
Seria: Trylogia mistrza magii
Wydawnictwo: Young
Język oryginału: angielski
Data wydania: 2021-09-15
Wildcard. Dzika karta
Marie Lu powraca z ostatnim tomem dylogii „Warcross”. Tom pierwszy bardzo mi się podobał, dlatego z wielką chęcią zabrałam się za „Wildcard”.
Po tym, jak Emika Chen z ledwością uszła z życiem z Mistrzostw Warcrossa, postanawia, że musi pokrzyżować plany Hideo, osobie, której ufała i z którą łączyło ją uczucie. Razem z przyjaciółmi z Phoenix Riders, próbują znaleźć sposób na zażegnanie niebezpieczeństwa, jakie wiąże ze sobą nowy algorytm Neurołącza. Wszystko komplikuje się, gdy za głowę Emiki zostaje wyznaczona duża nagroda. Z pomocą przychodzi jej Zero i Czarne Płaszcze. Jednak ich pomoc nie jest za darmo. Czy Emika będzie w stanie spełnić ich żądana? Kim tak naprawdę jest Zero?
Gdy tylko książka do mnie przyszła, od razu zabrałam się za czytanie. Z początki szło mi ono dość opornie, bo nie wszystkie poprzednie zdarzenia tak dobrze pamiętałam. Na szczęście raptem po kilku stronach przypomniałam sobie, co działo się w tomie pierwszym i dalej już czytanie szło mi bardzo szybko. Nie mogę zdradzić za dużo z fabuły, ponieważ praktycznie wszystko byłoby spojlerem, który popsułby przyjemność z czytania (która jest duża). Mogę natomiast napisać, że „Wildcard” to praktycznie sama akcja. Nie ma nawet chwili na nudę. Jest tylko kilka fragmentów, bardziej „gadanych”, ale nawet one nie nudzą, a sporo wyjaśniają. Od książki naprawdę bardzo trudno się oderwać.
W „Wildcard” została wyjaśniona tajemnica porwania Sasuke i kim tak naprawdę jest Zero. Przyznam szczerze, że takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam, ale bardzo mi się to rozwiązanie podobało, ponieważ lubię być w książce zaskakiwana.
Trochę zabrakło mi większego wątku romantycznego pomiędzy Hideo i Emiką oraz pomiędzy Roshanem i Tremaine. Chętnie poczytałabym o nich coś więcej, zwłaszcza o tej drugiej parze.
Książka została bardzo dobrze zakończona. Wszystkie wątki zostały wyjaśnione, autorka nie pozostawiła miejsca na jakieś dziwne domysły.
Podsumowując, bardzo polecam całą serię „Warcross”. Są to książki, przy których nie można się nudzić. Jedyny minus, jaki znajduję, to trochę mało rozbudowany wątek romantyczny, ale dla innych może być to plus.
Błyszczące sześciany
Błyszczące sześciany to debiutancka powieść autora skrywającego się pod pseudonimem Dex Carster. Debiut całkiem udany, znakomicie osadzony w klimacie science-fiction, przedstawiający ciekawą i zdecydowanie interesującą wizję niedalekiej przyszłości. Cieszy mnie fakt, że moja zła passa dotycząca debiutów polskich pisarzy prawdopodobnie odeszła w zapomnienie. O ile kiedyś mocno się do nich zniechęciłam, bo trafiałam na same kiepskie dzieła, które w ogóle niczym mnie do siebie nie przekonywały, o tyle od jakiegoś czasu w moje ręce trafiają całkiem udane lektury z tego obszaru. I powieść Carstera również mogę do nich zaliczyć.
Oto świat, który zdominowała technologia, ale nie byle jaka. Zaledwie w ciągu kilku lat jedno z miast mogło osiągnąć niesamowity postęp w tej dziedzinie, a wszystko dzięki tajemniczym skrzyniom eksploracyjnym. To artefakty, które umożliwiają znalazcy przenieść się do świata kreacji i zdobywać różne cenne nagrody oraz narzędzia technologiczne. To dzięki nim miasto Aylon jest tym, czym jest. Kwestia ta została również szybko podłapana przez sprytnych i wpływowych ludzi, którzy założyli firmę technologiczną całkowicie nadzorującą eksploracje skrzyń. Każdy, kto robi to bez ich zgody, jest przestępcą. W tym główny bohater, Roger Orter.
Autor naprawdę dobrze poradził sobie z kreacją tego świata. Z jednej strony odnosimy wrażenie, że jest w tym wszystkim nutka lekkiego postapo – jakby świat jakiś czas temu stanął na krawędzi zagłady, zatrzymał się, a potem powoli powracał do życia, gdzie punktem przełomowym było odnalezienie owych skrzyń. Z drugiej strony przypomina to niemal grę komputerową, w której trzeba stopniowo wykonywać konkretne zadania i szukać tajemniczych artefaktów, które przynoszą odpowiednie korzyści. Wciąż jest to jednak mocna dawka typowego science-fiction, gdzie nie brakuje dosadnej technologii czy androidów.
Zdecydowanie mamy tutaj do czynienia z dobrą dynamiką, zaskakującymi zwrotami akcji i ciekawą fabułą. Z jednej strony śledzimy poczynania Ortera, który handluje znaleziskami na czarnym rynku, przez co w końcu popada w poważne tarapaty. Z drugiej obserwujemy, jak mocno uzależnił się on od eksploracji, jak wiele jest w stanie zaryzykować dla tego zajęcia, jak być może chwilami nawet traci zmysły. Jednak ostatnia wyprawa całkowicie odmieniła jego życie – zaczął dostrzegać wiele intryg i spisków, a jedyne, czego pragnie, to odnalezienie Kreatora, który stoi za wymyślaniem różnych światów związanych ze skrzyniami. Tylko kim tak naprawdę jest ów Kreator? Jaki ma związek z gigantem technologicznym, który praktycznie rządzi całym miastem? I czy faktycznie da się go odnaleźć?
Książka ma naprawdę dobry klimat i potrafi zainteresować czytelnika. Jest przyjemna w odbiorze i znaleźć w niej można sporo ciekawych, dobrze ze sobą współgrających wątków. Jest tajemnica, jest intryga, akcja i determinacja. Są emocjonalne przeżycia głównego bohatera i próba uporania się z otaczającą go rzeczywistością. To naprawdę niezłe połączenie sensacji i typowego science-fiction, które ma spore szanse spodobać się tym, którzy pokochali Łowcę androidów, czy też dobrze bawili się przy tytułach takich jak Warcross Marie Lu, czy Cyberpunk. Odrodzenie Andrzeja Ziemiańskiego.
Noli me tangere!
Urzekła mnie jej okładka – utrzymana w czerni i bieli, na których tle doskonale wyróżniała się czerwona szata spowijająca ciało człowieka, prawdopodobnie kobiety. Zastosowanie takiej oszczędnej kolorystyki wywołało we mnie, jako przyszłym czytelniku, poczucie grozy, ale też ekscytacji przed nieznanym.
Historia zawarta w tej krótkiej, liczącej zaledwie nieco ponad dwieście stron powieści, toczy się w kilku różnych okresach historycznych. Z jej pomocą czytelnik ma okazję poznać Krzysztofa Tuczyńskiego de Wedel, lokalnego możnowładcę i krzewiciela wiary chrześcijańskiej. To on, chcąc zhańbić luterankę, mieszkającą na terenie jego majątku, zgwałcił ją, pozostawiając samą sobie w lesie. Dopiero poniewczasie dowiedział się, że nosząca imiona Maria Magdalena kobieta, była gorliwą katoliczką... Co ciekawe, prawie czterysta lat później, w tym samym miejscu, ktoś morduje młodą dziewczynę, która nie dość, że pośmiertnie została upozowana na świętej Marię Magdalenę, z obrazu znajdującego się w pobliskim kościele, to dodatkowo nosiła właśnie te dwa imiona!
Konstrukcja książki jest uporządkowana, ale przez to momentami nudna. Teraźniejszość – Przeszłość – Teraźniejszość. Jeśli autor poprzeplatałby te wątki nieco, opowieść zyskałaby z pewnością nieco więcej dynamiki. Przyznam szczerze, że chociaż uwielbiam wstawki historyczne, to wolę, aby dostarczano mi ich w małych porcjach, na poszczególnych etapach rozwoju współcześnie toczącej się akcji.
Drugim zgrzytem jest zakończenie powieści. Morderca wydaje mi się na siłę przypisany do tej okropnej zbrodni. Mimo przedstawionych powodów, ze względu na które dziewczyna „musiała” zginąć, jakoś w nie nie wierzę.
Jednak niech Was to nie zraża. Książka ma również wiele plusów. Język zastosowany przez autora jest lekki i przyjemny w odbiorze, a samą powieść czyta się szybko. Całkiem udanie wyszła również stylizacja językowa przenosząca czytelników w XVII wiek. Andreas Hoff zagłębił się w realia epok, które opisał w swojej historii. Perełką jest scena rozmowy polskiego szlachcica z przyszłą sułtanką – Hürrem i oczywiście niesławne kalesony posłane w prezencie królowi Polski.
Ciekawym zabiegiem było wplecenie losów Kościoła Katolickiego oraz wpływ na dzieje Europy (i nie tylko), jego machinacje i afery pedofilskie.
Bohaterowie są całkiem nieźle zarysowani. Pamiętajmy jednak, że na dwustu stronach trudno jest umieścić postacie wielowymiarowe z bogatą przeszłością i rozbudowanym zapleczem psychologicznym. Niestety, żaden z bohaterów nie utkwił mi jakość szczególnie w pamięci.
Podsumowując: Ciekawy kryminał z nieco rozczarowującym zakończeniem. Warty przeczytania ze względu na wątki historyczne, ale też nawiązania do dawnych, słowiańskich wierzeń.