wrzesień 27, 2026

Rezultaty wyszukiwania dla: Insignis

sobota, 15 grudzień 2018 17:01

Alita: Battle Angel. Miasto Złomu

Nie jestem wielką fanką anime i mojego życia zwyczajnie nie wystarczyło, żeby obejrzeć serię „Battle Angel Alita”, ale nawet pobieżne zainteresowanie popkulturą sprawiło, że co nieco o niej słyszałam. Znam zarys fabuły – tylko czy to dość, by wynieść pozytywne wrażenia z lektury „Miasta Złomu”, oficjalnego książkowego prequelu filmu będącego adaptacją anime?

Autorką powieści jest Pat Cadigan, wielokrotnie nagradzana pisarka science fiction, dla której nie jest to pierwsza współpraca z przemysłem filmowym (wcześniej pisała adaptacje książkowe kilku filmów w gatunku). Pisarka jest ceniona wśród fanów dającej do myślenia fantastyki, co obiecuje nie tylko rozrywkę, ale też głębszą refleksję nad kondycją świata.

Jak przystało na prequel, „Miasto Złomu” opowiada o wcześniejszych losach bohaterów „Battle Angel Alita”: doktora Dysona Ido, nastoletniego przestępcy Hugona oraz oligarchy Vectora, nieoficjalnego władcy Miasta Złomu. Ich losy splatają się, jak to zwykle bywa, wskutek serii „nieprzypadkowych przypadków”. Hugo poznaje Ido w szpitalu i dowiaduje się o tym, iż doktor pracuje nad wyjątkowym chipem mogącym odmienić losy całego miasta. Ta informacja wpada w ręce Vectora, współpracującego i romansującego z byłą żoną lekarza – przy czym w romansie tym więcej jest wzajemnych interesów niż jakiegokolwiek uczucia. A Vectorowi na chipie zależy – nowa technologia dałaby niesamowite fory drużynie sportowej, której patronuje oligarcha. Każda z postaci ma swoje interesy w zdobyciu chipa, jednak jak każde przełomowe odkrycie, tak i ta technologia nie jest wolna od potencjalnie zgubnych dla całej społeczności wad.

Tak wygląda powieść na poziomie akcji. Jednak dość prosta fabularnie konstrukcja otoczona jest rozbudowanym światem, dalekim od bycia dekoracją dla kosmicznych efektów specjalnych i spektakularnych walk. Miasto Złomu to symbolicznie umieszczony na dole wszechświata śmietnik Novy – na wpół legendarnej krainy szczęścia, w której panują surowe zasady i eugeniczna niemal eliminacja wszystkich osób zdradzających jakiekolwiek odstępstwa od wzorca. Opozycją wobec tej dystopicznej krainy o zunifikowanej populacji jest właśnie tytułowe Miasto Złomu, do którego trafiają wszystkie egzemplarze wadliwe, a znakiem czasów jest dobrowolna postępująca cyborgizacja społeczeństwa. W powieści przedstawione jest nie tylko społeczeństwo przyszłości, ale też przyczyny i konsekwencje zmian spowodowanych rozwojem technologicznym. Przy czym budowanie świata nie wysuwa się na pierwszy plan: pozostaje w tle względem akcji. Lecz uważny czytelnik z radością zawiesi oko na detalach i zastanowi się wraz z narratorem nad konsekwencjami wyborów bohaterów i funkcjonowania tego czy innego elementu rzeczywistości przedstawionej przez Cadigan.

Pochwały pod adresem „Miasta Złomu” nie oznaczają, że to tekst perfekcyjny. Dla mnie jako laika był dość zrozumiały, nie czułam konfuzji związanej z brakiem podstawowych informacji, nieraz jednak miałam wrażenie, że wskutek nieznajomości „Battle Angel Ality” umyka mi jakiś podtekst. Nie wiem, dlaczego Ido jest wymieniany przede wszystkim z nazwiska, a jego żona znowuż z imienia, co dokładnie stało się z ich córką, jak funkcjonuje motorball, dyscyplina, wokół której kręci się spora część fabuły. Nie są to braki, które popsuły przyjemność lektury, ale z pewnością uczyniły ją niepełną. Dlatego sądzę, że tekst ten bardziej jest skierowany do osób, które znają mangę lub anime (film bowiem wchodzi do kin dopiero w przyszłym roku), o ile nie okaże się, że filmowa wersja przygód Ality zmienia w sposób znaczący japoński pierwowzór (na razie wiem, że z jakiegoś powodu oryginalny Daisuke Ido stał się Dysonem). Wątpię za to, by brak kontekstu był powodem, dla którego uznaję prolog za oderwany i dopisany na siłę, ni to w roli wprowadzenia do świata, ni to jako sposób budowania napięcia. Wielkie słowa o zmazaniu historii i Piekle, które dzieje się tu i teraz, brzmią zbyt patetycznie i niewiarygodnie, by były interesującym wstępem do ciekawej bądź co bądź opowieści. Nieco zgrzyta także tłumaczenie, momentami zdając się nieprzemyślanym lub niedopracowanym, przy czym to kwestia raczej ogólnej ciężkości stylu niż konkretnych sformułowań.

Ogółem jednak „Miasto Złomu” to kawał ciekawej cyberpunkowej lektury i sprawił, że pójdę do kina na „Battle Angel Alitę” choćby po to, by poznać dalsze losy doktora Ido i spółki. Wam też polecam – i książkę, i wizytę w kinie w 2019 roku.

Dział: Książki
wtorek, 11 grudzień 2018 14:24

Uniwersum Metro 2035: Czerwony wariant

Mam wrażenie, że oryginalną trylogię Metro 2033 znam już niemal na pamięć. Nadal pozostaje pewną górną poprzeczką, do której dążą pozostali autorzy piszący w uniwersum. A Dmitrij Głuchowski „swoim” pisarzom wcale nie ułatwia zadania – niedawno przedstawił nowe reguły gry, czując, że Uniwersum Metra 2033 wyczerpało swoją formułę. Od Pitra. Wojny Szymuna Wroczka rozpoczęło się nowe uniwersum Metra 2035, w którym bohaterowie z ciasnych i strasznych tuneli metra wynurzają się na powierzchnię. Niedawno ukazała się kolejna powieść w tym kluczu – Czerwony Wariant Siergieja Niedoruba. Czym różni się Metro 2035 od Metra 2033 i jak sobie z tymi różnicami poradził autor?

Na miejsce akcji swojego utworu pisarz wybrał Kijów i metro, które częściowo się zawaliło. Mieszkańcy podziemi wiodą życie jak bohaterowie większości powieści z uniwersum, starając się nadać swojej egzystencji pozory dawnego świata. Protagonista opowieści, Jon, zorganizował nawet szkołę, do której ściągają dzieci z całego kijowskiego metra. Mężczyzna nie umie wytłumaczyć, dlaczego właśnie uczenie dzieci stało się jego pasją po apokalipsie, ale radzi sobie z tym zadaniem znakomicie. Dogaduje się z każdym dziecięcym umysłem – również z Elzą, dorosłą dziewczyną z uszkodzonym mózgiem, co doprowadziło do jej upośledzenia. Kiedy więc znaleziony na powierzchni stalker, tajemniczy Dawid, okazuje się dawnym znajomym Elzy, to na Jona spada zadanie dotarcia wraz z dziewczyną do lekarza na drugim końcu metra. Istnieje bowiem prawdopodobieństwo, że los Dawida jest ściśle związany z owianymi legendą zawalonymi tunelami czerwonej linii. Oto i tytułowy Czerwony Wariant. Jeżeli spodziewaliście się krwiożerczych komunistów, to nie ta historia. Jeżeli zaś liczycie na coś głębszego i z nieoczekiwanym zwrotem akcji, to powieść Siergieja Niedoruba zdecydowanie jest dla was.

Po kilkunastu powieściach z uniwersum nie uważam „Czerwonego wariantu” za szczególnie odkrywczą lekturę. Idealnie mieści się w ramach wyznaczonych przez samego Głuchowskiego, a co ciekawe – mimo że ponoć autor zaczął go pisać jeszcze przed powstaniem Uniwersum Metra 2033, bardzo dobrze realizuje założenia odnowionej wersji serii: mamy w tej powieści i bohaterów, planujących powrót na powierzchnię, i frakcję zwolenników zachowania status quo, i wiszący w powietrzu konflikt, którego nie da się już uniknąć. Nic nie brakuje także tłumaczeniu – w trakcie lektury nie potykałam się o niefortunne sformułowania czy kalki językowe, co nie znaczy, że ich nie stwierdzono, a raczej, że nie ma ich tak znowuż wiele.

Niestety, książka ma też minusy. Przede wszystkim akcja niezwykle wolno się rozkręca. Autor z jednej strony nie serwuje czytelnikowi przez większość stron żadnych przykuwających uwagę wydarzeń, z drugiej zaś nie wykorzystuje tej przestrzeni tekstu na rozbudowanie świata przedstawionego i ukazanie odbiorcy wizji metra choć trochę odmiennej od tej znanej z „pierwotnego źródła”. Właściwie cała akcja, która nie pozwala oderwać się od kolejnych stron, rozgrywa się na ostatniej ćwiartce książki. Wierni fani serii na pewno doczekają tego momentu, co do reszty czytelników – mam pewne obawy. A szkoda, ponieważ zwrot akcji jest naprawdę godny uwagi.

Warto po tę książkę sięgnąć, zwłaszcza jeżeli człowiekowi podobały się inne powieści z „metrowego” cyklu. Niedorub ładnie wpisuje się w ogólny kontekst serii, choć Ameryki „Czerwonym wariantem” nie odkrył. Ale kto wytrwa do ostatnich stron, na pewno nie pożałuje.

Dział: Książki
czwartek, 29 listopad 2018 15:47

Alita: Battle Angel. Miasto Złomu - fragment

Pat Cadigan
Alita: Battle Angel. Miasto Złomu
Oficjalny prequel filmu

Opis
Dawno temu zakończyła się Wielka Wojna, której przyczyny zatarł czas. Na zdewastowanej powierzchni Ziemi ocalałe Miasto Złomu żyje odpadami wyrzucanymi przez mieszkańców unoszącej się nad nim podniebnej metropolii.
Ido, samotny lekarz specjalizujący się w naprawie cyborgów, robi wszystko, by pomóc mieszkańcom miasta. Ido wiedzie jednak podwójne życie – jego druga tożsamość zrodziła się z odłamków złamanego serca.
Młodociany przestępca Hugo marzy o lepszym życiu, ale popełnia błąd, który może zniweczyć wszystko, co dotychczas osiągnął.
Z kolei Vector, najbogatszy przedsiębiorca w mieście, dąży do pozyskania technologii, która nieodwracalnie zmieni losy Miasta Złomu.

Dział: Książki
środa, 10 październik 2018 11:24

Uniwersum Metro 2035: Czerwony wariant

Co robić, jeśli los, który dopuścił do Katastrofy, płata jeszcze okrutniejszego figla: kompletnie grzebie pod tonami ziemi najdłuższą odnogę kijowskiego metra, pozostawiając bez szwanku dwie pozostałe? Co, jeśli widma „czerwonej” linii przypominają o sobie w każdej tajemnicy i zagadce wszystkich kolejnych lat? To niemożliwe, żeby ktokolwiek mógł tam przeżyć, a jednak...

Dział: Patronaty
wtorek, 18 wrzesień 2018 13:56

World of Warcraft: Traveler. Wędrowiec

Traveler pióra Grega Weismana już w księgarniach! Udajcie się razem z młodym Aramarem Thornem i Makasą Flintwill w niezapomniany i pełen niebezpieczeństw rejs po Azeroth!

Przeczytaj fragment --> TUTAJ.

Dział: Patronaty

Matthew J. Kirby
An Assassin’s Creed Series: Last Descendants. Ostatni potomkowie. Przeznaczenie bogów

RODZI SIĘ NOWY PORZĄDEK ŚWIATA
Finał trylogii An Assassins Creed® Series: Last Descendants. Ostatni potomkowie
Do odnalezienia pozostał ostatni fragment Trójzębu Edenu. Dwie pozostałe części tego potężnego artefaktu – ząb wiary i ząb strachu – wpadły już w ręce działającego samodzielnie byłego agenta templariuszy – Isaiaha. Z zębem oddania stałby się niepokonany. Tymczasem Owenowi i jego towarzyszom udaje się przekonać templariuszy i asasynów do połączenia sił w celu powstrzymania Isaiaha, póki jeszcze jest to możliwe.

Dział: Patronaty
czwartek, 09 sierpień 2018 10:18

World of Warcraft: Cisza przed burzą

Z “Ciszą przed burzą” Christie Golden tracę podwójne dziewictwo - jest to pierwsza książka na podstawie jakiekolwiek gry, jaką czytam i jest to książka o World of Warcraft. WoWie, w którego nigdy nie grałam - jako jedno z niewielu mmo omijałam je szerokim łukiem ze względu na płacenie co miesiąc całkiem sporego abonamentu. Osobiście wolę mmo z worka f2p - free to play, z system item mall, gdzie sama decyduję na co moje ciężko zarobione pieniążki idą i czy idą w ogóle. Do tego docierały do mnie wstrząsające urban legends krążące po sieci, o ludziach którzy zapomnieli, że studiują, że mają dom i rodzinę, a nawet, że należy się myć... bo kolejny rajd i przygotowania do niego były ważniejsze. WoW zawsze więc kojarzył mi się z grą społecznie, finansowo i higienicznie niebezpieczną, zwłaszcza przy łatwości z jaką uzależniam się od gier.

Postanowiłam więc do tej recenzji podejść dwubiegunowo i lekko eksperymentalnie, bo to, że ja nigdy nie grałam w WoWa, nie oznacza wcale, że większości moim znajomym ta gra jest obca. I tak, do wspólnego czytania zaprosiłam więc WoWca znającego tę grę od podszewki, co by tłumaczył mi zawiłości i niuanse fabuły (sic! - źle wybrałam, ale o tym za chwilę) oraz ocenił “Ciszę przed burzą” razem ze mną - totalnym newbie w tej tematyce - z perspektywy gracza/użytkownika. Co prawda mój wybór towarzysza nie był do końca trafny, bo się okazało, że to ten typ, co idzie ubić moby na spocie nie zwracając uwagi po co tylko co i gdzie, ale razem przedzieraliśmy się przez kolejne strony komentując na bieżąco, poczyniając stosowne notatki oraz sprawdzając na necie co ciekawsze kwestie. Z resztą jestem chyba ostatnią osobą, która może rzucać kamieniem o brak czytania dokładnie questów - bo tak naprawdę co mnie obchodzi, że z mobów, z których dropię itemki np. oczka ma być napój dla ciężko chorej córki kuzynki drugiej żony ojca wieśniaka z sąsiedniej wsi, co to zraniła się w nogę ratując z bagna konika sąsiadki, tej o tam pod lasem za studnią. Dawaj expa autochtonie, kasiora i next one. No chyba że to jest “Wiedźmin”, ale o tej grze wieść gminna mówi, że najpierw był chyba jakiś serial, a dopiero potem gry i książki ;) ...

Jak się okazało ku mojemu zdziwieniu sama Christie Golden nie jest mi także całkowicie obca, bo jest to pisarka, która lubuje się w tworzeniu powieści transmedialnych - a więc w jej dorobku jest prawie 50 książek z uniwersum Star Wars/Trek/Craft, Assassin's Creed czy D&D. No i oczywiście kilkanaście pozycji związanych z World of Warcraft. Ja miałam okazję czytać wcześniej “Wampira z mgieł” osadzonego w Ravenloft - czyli jednym ze światów z D&D - i wspominam tę książkę jako przyjemne czytadło w gotycko wampirycznym klimacie.

Sama “Cisza przed burzą” to tak naprawdę prolog do siódmego już dodatku do World of Warcraft - “Battle for Azeroth”, który premierę swoją będzie miał 14 sierpnia. Po dwóch stronach barykady naprzeciw siebie stoją Sylwana Bieżywiatr - aktualny wódz Hordy oraz młody Anduin Wrynn, bardzo naiwnie-idealistyczny król Wichrogrodu. I jako, że młodość rządzi się swoimi prawami, Anduin wierzy i dąży do pokoju z Hordą, a pierwszym krokiem ma być spotkanie między Porzuconymi, a ich ludzkimi żywymi rodzinami. I jak to się mówi, i to bardzo mądrze - dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, a kobiecie nigdy się ufać nie powinno. Książka, więc traktuje o uprzedzeniach, dyskryminacji, nienawiści i strachu przed odmiennością oraz bólu odrzucenia i niezrozumienia. To ważne i ciężkie tematy, więc każda pozycja, która o nich mówi mądrze i z różnych punktów widzenia, jest na pewno lekturą wartościową. Na pewno nie spodziewałam się czegoś takiego po książce dotyczącej gry, więc jak najbardziej w trakcie czytania byłam pozytywnie zaskoczona. Choć język jest raczej prosty i nieskomplikowany, a niektóre zdania brzmią lekko trywialne, to jednak dzięki poruszeniu takiej tematyki książka na pewno bardzo zyskała w moich oczach jak i w odbiorze.
Głównym jednak wątkiem “Ciszy” jest tajemnicza substancja - Azeryt o zadziwiających właściwościach i właśnie o niego będzie się walczyć na nowo wprowadzonych battlegroundach w dodatku. W powieści poznajemy jego pochodzenie i dowiadujemy się dlaczego żadna z frakcji nie chce, by ten materiał dostał się w ręce opozycji. A jest o co walczyć - uwierzcie mi. Wiele wskazuje także na to, że Horda i Przymierze w niedługim czasie będą musiały znowu współpracować.
Minusem tej książki, co zauważyliśmy oboje, jest na pewno to, że występują w niej albo dobre, albo złe postacie, zabrakło nam tej “szarej strefy”, niejednoznaczności i jakichś poważniejszych intryg. Książka jest zdecydowanie przeznaczona dla dość młodych czytelników i w większości, niestety moim osobistym zdaniem, zbyt “przegadana”, ale swoje zadanie, jako prologu, jak najbardziej spełnia w 100%.

O WoWie, jak wspominałam już na początku, wiem niewiele, ale praktycznie bez większych problemów i bardzo gładko zostałam wprowadzona w całą historię i poza kilkoma początkowymi wątpliwościami szybko udało mi się w niej odnaleźć. Książkę może więc bez problemu czytać ktoś, kto z WoWem, tak jak ja, nie miał nic wspólnego, ale myślę że jest to głównie pozycja skierowana dla grających fanów. Jedyne co, to mój czytelniczy towarzysz nie mógł zrozumieć dlaczego oryginalne anglojęzyczne nazwy uległy spolszczeniu zwłaszcza, że WoW nie ma przecież nakładki w języku polskim. Ja za to ze zdziwieniem odkryłam, że nawet z ciekawości mam ochotę sięgnąć po kolejne książki tej autorki - nie tylko, by uzupełnić sobie bardziej chronologicznie całą historię ze świata World of Warcraft, ale i po inne pozycje związane z uniwersum Star Wars.

Dział: Książki

Do polskich księgarni trafia właśnie Cisza przed burzą... czyli kolejna powieść uniwersum World of Warcraft; świata, który rozpala wyobraźnię graczy i czytelników już od 24 lat.

Nadszedł sądny czas dla Azeroth!

Azeroth umiera.

Siły Hordy i Przymierza odniosły zwycięstwo nad zastępami Płonącego Legionu, ale pod powierzchnią świata czyha widmo prawdziwej katastrofy. W sercu Azeroth zieje śmiercionośna rana, otwarta ciosem miecza upadłego tytana Sargerasa w jego ostatnim akcie okrucieństwa.

Dział: Książki
niedziela, 01 lipiec 2018 11:37

Wyklucie

Maleńkie, o krótkich i cieniutkich jak igła nóżkach, albo te znacznie większe- grube odwłoki, grubsze kończyny. Tkają powoli swoją sieć, cierpliwie czekając, aż wpadnie w nią ofiara. A potem patrzą, jak ich przyszły posiłek po jakimś czasie porzuca nadzieję i przestaje szamotać się w delikatnej, niemalże koronkowej konstrukcji. Czas na pożywienie. Pająki- misterne stworzenia, budujące swoje domy tylko po to, by po chwili ktoś nieuważny zmiótł je z powierzchni ziemi. Jednych przerażają, innych fascynują. Melanie Guyer jest zafascynowana owymi małymi istotkami; wciąż nie daje jej spokoju tajemniczy malunek pająka, jaki odnalazła na ścianie jednej z jaskiń podczas prowadzonych przez siebie badań. Najchętniej poświęciłaby swój cały czas na badania wszelakich pajęczych tajemnic. Szkopuł w tym, że nadchodzi coś groźnego... i to właśnie w rękach Melanie może spoczywać bezpieczeństwo całego świata.

Nie czuję jakiegoś ogromnego strachu przed pająkami; owszem, gdy widzę te roślejsze, wzdrygnę się z obrzydzeniem, ale spokojnie ominę i pójdę w swoją stronę (o wiele większy dyskomfort czuję w towarzystwie ciem oraz pasikoników). Decydując się na przeczytanie książki pana Ezekiela Boone po części chciałam sprawdzić, czy pokaz jego wyobraźni może mnie jakoś do pająków zrazić. Czy będzie obrzydliwie, krwisto i strasznie. No i po części tak było.

Autor nakreśla nam bardzo szeroką perspektywę; mamy tutaj opisane starania badaczki Melanie, próby rozwiązania tej trudności ze strony pani prezydent i jej doradcy Manny'ego (a prywatnie eks męża Melanie) oraz perspektywę agenta specjalnego Mike'a Rich, który to został oddelegowany do zbadania wraku samolotu pewnego bogatego biznesmena. Do tego dochodzą jeszcze poszczególne, drugoplanowe postacie ludzi będących w samym środku pajęczego kataklizmu. Opisują wszystko z własnej perspektywy- żołnierzy tworzących kordony, zablokowane drogi, dziwną czarną masę, przemieszczającą się ulicami. Początkowo nikt nie wiedział, co tak naprawdę się dzieje, a już w zupełności nie podejrzewano o całą tę panikę pająków. No bo przecież to tylko małe stworzonka, które z łatwością można zgnieść butem... jak się okazało, nie do końca.

Podsumowując całość, Wyklucie nie było złą lekturą, acz nie taką, jakiej bym szukała. Owszem, mamy tutaj dość niecodzienny temat (atak pająków sprzed wielu tysięcy lat), jednak mam wrażenie, że czegoś zabrakło. Autor zbyt wiele czasu poświęcał na opisanie działań kolejnych służb, zostawiając bardzo niewiele miejsca na przytoczenie, jak wyglądały ataki potworów. Oczywiście było kilka dość krwistych ujęć, ale moim zdaniem jak na książkę z gatunku horrorów to zbyt mało. Przez wielość bohaterów oraz ciągłe przeskoki z tematu na temat ciężko było się wczuć w akcję. Wystarczyłoby, gdyby skupiono się na badaniach Melanie oraz pani prezydent. Na deser otrzymujemy otwarte zakończenie i choć bohaterowie poradzili sobie z pierwszą, pajęczą turą, to nie wiadomo, jak potoczą się dalsze losy świata...

W każdym bądź razie tę powieść da się "zjeść" bez zbędnego krzywienia się; jak dowiedziałam się na portalu, Wyklucie otwiera serię The Hatching. Ciekawa jestem więc kolejnych tomów- będzie ciąg dalszy pajęczej historii, a może coś zupełnie innego? Do wypróbowania książki pana Boone'a zachęcam, ale jeżeli boicie się pająków- NIE CZYTAJCIE! Po tych bardziej krwistych fragmentach mogą Wam się śnić koszmary.

Dział: Książki
wtorek, 26 czerwiec 2018 23:13

World of Warcraft: Cisza przed burzą

Już 18 lipca do księgarń trafi kolejna powieść uniwersum World of Warcraft „Cisza przed burzą” wydawnictwa Insignis. Książka stanowi prolog do wyczekiwanego dodatku gry Warld of Warcraft: Battle for Azeroth i opisuje szczegóły zbliżającego się konfliktu pomiędzy Hordą a Przymierzem.

Dział: Patronaty