sierpień 21, 2026

Rezultaty wyszukiwania dla: Forma

czwartek, 26 listopad 2020 21:37

Chirurg

Z kryminałami u mnie bywa różnie. Jak mnie złapie bakcyl, będę czytała jeden za drugim, aż zacznę śnić przerażające koszmary i wtedy zrobię przerwę na długi, długi czas. I kiedy dostałam "Chirurga", byłam w trakcie ciągu kryminalnego, ale doszło do przesytu, dlatego "Chirurg" musiał swoje odczekać. Z jednej strony źle – bo przecież miał swój termin premiery, z drugiej jednak strony uważam, że po wielkim boomie, dobrze jest odświeżyć książkę, która gdzieś tam mogła przepaść w czeluści nowo wydanych. A zatem przeczytałam po kilku miesiącach. I teraz przychodzę ze swoimi wrażeniami, gorącymi niczym ciepłe bułeczki prosto z piekarni.
 
Jest ciepły dzień, Martynka właśnie obchodzi swoje dwunaste urodziny. W prezencie otrzymała wymarzonego króliczka. Rodzina szykuje przyjęcie dla dziewczynki. Tort już czeka. Trzeba tylko nakarmić zwierzątko, w tym celu – bo po trawkę, wybiera się Martynka na pobliską łąkę. Nigdy już nie wraca. Zostaje zamordowana, a jej zwłoki okaleczone. Co najbardziej jest przerażające, ciało zostało pozbawione części intymnych. Jak można zrozumieć – morderstwo było na tle seksualnym.
 
Ważną kwestią jest, że wydarzenia dzieją się na początku lat 80. minionego wieku. Czyli jeszcze władzę sprawuje Milicja, a służby SB, działają prężnie. Czy aktualna sytuacja w kraju ma jakieś odniesienie do wydarzenia, do którego doszło tego feralnego popołudnia?
 
Do sprawy zostają przydzieleni najlepsi Poznańscy funkcjonariusze – których określenie, pamiętałam, ale zapomniałam w ferworze emocji. W każdym razie Dagmara zwana Zbójem, Freddy i Harry. To oni będą zajmowali się sprawą mordercy, któremu zostaje nadana nazwa – chirurg. Ponieważ z precyzją odcinał fragmenty ciała ofiar. Tropy wskazują na mężczyznę, który morduje, a później okalecza. Podejrzanych jest sporo – zadziwiające, jakie preferencje seksualne można było odkryć u dosyć sporej grupy mężczyzn. Nekrofilia wydaje się obrzydliwa, a jednak znaleźli się zafascynowani obcowaniem ze zwłokami – mnie już od samego pisania i wyobrażania tego robi się niedobrze.
 
Działania milicji idą dosyć topornie, bo za każdym razem kiedy już się wydaje, że złapany trop jest tym właściwym, okazuje się błędnym. I można by powiedzieć, on jest tak blisko, a nikt nie może dostrzec, że to ta osoba. Kluczymy więc razem z naszymi przedstawicielami władzy po Naramowicach a dokładniej okolicy cmentarza, jak i po samym cmentarzu. Atmosfera robi się lekko upiorna, ale naszego chirurga fanatyka nigdzie nie widać.
'
Akcja książki dzieje się, jak wspomniałam, mniej więcej po roku 82' (niech mnie ktoś poprawi, jeśli pomyliłam datę). W każdym razie możemy się idealnie wczuć w klimat minionego ustroju, który był nieco osobliwy. Mnie uderzyło tylko, że tutaj autor stworzył dosyć pozytywny obraz Milicji, która u większości, kojarzy się bardzo negatywnie. A tutaj proszę, poza dosyć rozwiązłym stylem życia, chlaniem wódki na ogarnięcie umysłu. Wydawało się, zupełnie w porządku. Mnie się ten klimat bardzo spodobał, a czy oddał rzeczywistość działania służb w tamtych czasach? Nie mam zielonego pojęcia.
 
Byłam zbyt zaaferowana poszukiwaniem mordercy z upodobaniami do krojenia zwłok, który to odczuwał przy tej czynności ogromne podniecenie. W pewnym momencie miałam wrażenie, że podejrzewam już każdego. Miałam kompletny mętlik w głowie. Autor wodzi czytelnika za nos, odsłania kawałek z układanki – bo co jakiś czas, mamy wgląd, w to, co dzieje się z naszym szaleńcem, jakie ma motywy i co się z nim dzieje podczas tej paranoicznej akcji polowania na ofiarę.

Dla mnie każdy był podejrzany, nie chcę zbyt wiele zdradzać, kim są ci ludzie, ponieważ układanka jest o wiele bardziej złożona, niż sobie z początku możemy wyobrazić. Mnie ta książka kompletnie pochłonęła, byłam w tej akcji całą sobą, No i właśnie, ogromne brawo za odwzorowanie tego charakterystycznego klimatu lat 80., ten brak nowoczesności, trudności ze zbieraniem dowodów i informacji. Kolejna sprawa to portret mordercy, tych wszystkich podejrzanych, którzy naprawdę byli dziwni i jak dla mnie, co druga osoba zaczynała pasować do tego, kogo szukaliśmy. Zakończenie, jest bardziej złożone niż z początku się wydaje. Autor bardzo sprytnie mami czytelnika, podsuwa wskazówki, by za chwilę udowodnić, że zostaliśmy wywiedzeni w pole. Dlatego na samym końcu, nic nie jest takie, jak może się wydawać.
 
Książkę mogę szczerze i od serca polecić, chociaż nie należy do łatwych, bo tutaj nie samo morderstwo przeraża. I odkrywanie tych wszystkich złożonych wątków, które ukazują mroczne strony człowieka, chyba są najbardziej przerażające. Warto przeczytać.
 
Dział: Książki
poniedziałek, 23 listopad 2020 18:31

Zbigniew Kasprzak "Kas" w rozmowie z Secretum

Zbigniew Kasprzak − polski rysownik komiksów. Od początku lat 90. XX w. mieszka w Belgii, gdzie tworzy pod pseudonimem Kas. Jest współautorem serii komiksowych Yans oraz Halloween Blues, obecnie współpracuje z wydawnictwem Le Lombard.

Dział: Wywiady

Na jesień 2020 Wydawnictwo Insignis przygotowało aż trzy nowe oficjalne tytuły FORTNITE’a! 

Dział: Z prądem
poniedziałek, 23 listopad 2020 15:07

Płacz

Marta Kisiel jest autorką kultową, dowiedziałam się o tym kilka lat temu na Targach w Krakowie, gdy ustawiały się do niej dosłownie tłumy, a stada fanów chciały ją nosić na rękach. Wówczas jej książki były łakomym kąskiem, nakłady się rozchodziły. Zabłąkane na allegro egzemplarze chodziły w bajońskich kwotach, więc gdy coś wznowiono znajomi życzliwie radzili, bym nie zastanawiała się, bym kupowała, bo warto. Ja miałam wiele obaw, bo nie lubię książek, w których autor zakłada, że oczaruje mnie swoimi żartami, to rzadko na mnie działa. Zwykle żenuje, niż bawi, ale już tyle osób mnie namawiało, że w końcu stwierdziłam, a co mi szkodzi. Najwyżej mi się nie spodoba i będę wytykała znajomym, jak mają kiepski gust. Akurat to ja się myliłam, książki Marty Kisiel mnie kupiły i to nazwisko miało pojawić się na liście moich polowań. I w tym roku, na wiosnę pojawiła się nowa powieść.

„Płacz” to trzeci tom Opowieści wrocławskich, pierwszy tom „Toń” czytałam dosyć dawno temu, nie pamiętam dokładnie, ale pamiętam ciało wypływające nad ranem i to, że mi się podobało. „Nomen omen” kupiłam, bo znajomi mnie katowali, ale jeszcze nie czytałam i dopiero teraz pisząc ten tekst, orientuję się, że to cykl, ale można dobrze się bawić bez znajomości tomów wcześniejszych. To kontynuacja losów sióstr Stern, cudowna wariacja na temat Mojr, który to powoli zaczyna mnie coraz bardziej interesować, a od czasu bajki „Herkules” Mojry mnie fascynują. W „Płaczu” przeplatają się różne historie i chociaż ciężko kojarzyć wojnę z humorem, ból i łzy z czymś przyjemnym, to jednak Marta Kisiel ma niezwykle sprawne pióro i niesamowicie mi imponuje jej styl, dystans, sarkazm. Majstersztyk.

Spotkałam się z mieszkańcami ulicy Lipowej 5, dopiero czytając „Toń” i uważam, że chociaż „Płacz” jest książką przesyconą większą dozą dramaturgii, zagubieni ludzie, zestawieni z zagubioną łyżeczką, tu losy sióstr, tu wielka historia, to jednak moim zdaniem to nowe oblicze Marty Kisiel jest frapujące i niezwykłe, że czego nie tknie, to zamieni w świetną powieść. Muszę się teraz zabrać koniecznie za „Nomen omen”, bo chyba chcę sobie to wszystko dopełnić.

Mam nadzieję, że wtedy będę Wam mogła zaktualizować informację o tym, w jakiej kolejności czytać i czy ma to znaczenie? Dajcie się porwać powieściom Marty Kisiel, jako że ja pierwszy raz sięgnęłam po jej powieści właśnie na jesieni, to dla mnie ta pora roku jest idealna do wejścia do świata tajemnic, inteligentnego humoru. Bardzo polecam.

Dział: Książki
piątek, 20 listopad 2020 21:58

Nad wodami Nilu

Na smutki i szarości naszej codzienności jedyną radą jest przygoda. Nikt nie powiedział jednak, że musimy ograniczać się do jednego miejsca na świecie i w czasie. Podróż może rozpocząć się na tysiące sposobów. Tylko od ciebie zależy, czy podążysz śladem przygody.

Pamiętacie Sarę i Daniela? To dwójka zwyczajnych nastolatków, które znalazły się w odpowiednim miejscu i czasie. Wraz z nietypowym gościem z przyszłości Mutkiem szykują się na kolejną podróż w czasoprzestrzeni. Ale po kolei. Mutek to kot, który przybył z przyszłości, by oznajmić rzeczonej dwójce nastolatków, iż napiszą oni książkę Ratownicy czasu i staną się sławni. Wszak zbudowanie maszyny do podróży w czasie jest niezwykłym wydarzeniem. Pierwsza przygoda do XV wiecznej Bolonii już za nimi. Teraz chcą ją powtórzyć i odstawić tam kogoś, kto przypadkiem przybył z nimi do ich czasów. Powrót okaże się niemożliwy, a jedynym kierunkiem podróży okazuje się Egipt. Nie wiele myśląc, wybierają tę opcję, jednak coś idzie nie tak. Co czeka ich Nad wodami Nilu dwadzieścia sześć wieków wcześniej niż zakładał plan?

Pozostawieni sami sobie muszą przetrwać w nieprzychylnym im świecie. Niby nic takiego, chyba że ktoś planuje cię zabić, a ty wciąż jesteś tylko nastolatkiem. Egipt odkryje przed nimi tajemnice, uraczy przygodą i wciągnie w intrygi. Jak sobie poradzą w tych nieoczekiwanych okolicznościach przyrody?

Egipt, starożytne cywilizacje. Któż nie chciał poznać tajemnic, jakie skrywają piaski i dorzecze Nilu. Z historią zawsze byłam za pan brat, ale dopiero taka forma przygody w tych zamierzchłych czasach kupiła moje serce. Co mnie tak urzekło?

Justyna Drzewiecka jednym ruchem oddaje w nasze ręce przygodę i imponującą wiedzę. Poprzedni tom pozostawił ogromny niedosyt, rozbudził zew przygody, który gdzieś tam głęboko skrywa się w każdym z nas bez względu na wiek. Nad wodami Nilu daje nam zarówno kontynuacje tego, co już znamy, jak i odrobinę nowości, powiewu świeżości, który na nowo rozbudzi czytelnicze emocje i nie pozwoli oderwać się od przygód Sary i Daniela. Choć to dwójka nastolatków, to ich kreacja jest dość uniwersalna. Z łatwością każdy czytelnik się z nimi utożsami i zechcę towarzyszyć im w każdej, nawet skomplikowanej przygodzie.

Autorka dba o każdy szczegół. Nad wodami Nilu to przede wszystkim masa rozrywki, która niejednokrotnie wyciśnie z nas łzy śmiechu i na stałe przyszpili uśmiech do twarzy. Akcja toczy się szybko, jednak nie przytłacza czytelnika nadmiarem informacji. To świetne połączenie przygody i wiedzy, która zaskakuje formą podania. Wystarczy dać się porwać historii, a wiedza naturalnie zasili nasz umysł. Dla bardziej dociekliwych książka jest wyposażona w przypisy, które w ciekawy sposób rozwijają zagadnienia z powieści.

Kusząca przygoda czy nuda?

Nad wodami Nilu pomimo ogromu wiedzy, jaką w sobie zawiera, absolutnie nie męczy czytelnika. Informacje w niej zawarte spisane są przystępnym językiem, dzięki czemu z łatwością można je przyswoić. To niesamowite jak stajemy się częścią opowieści i dajemy się porwać biegowi wydarzeń, nieświadomie ucząc się tylu rzeczy. Prostota i świetny Research to podstawa dobrej historii, która w połączeniu z ciekawą kreacją postaci zachwyca każdego. Tym razem nie jest łatwo, nie brakuje niebezpieczeństw i nieoczekiwanej zmiany planów. Autorka pokazuje, że nawet z najcięższej i najbardziej nieprzewidywalnej przeszkody można wyciągnąć wnioski i czuć przyjemność poznawania tego, co nowe i niespotykane.

Justyna Drzewiecka ponownie rozkochała nas w swoich postaciach, wykreowała niezwykłe wydarzenia i udowodniła, że historia skrywa w sobie ogromne pokłady przygód, które czekają na odkrywców. Czas to tylko ułuda, która nie może być przeszkodą na drodze ku wyprawie życia. Wciąż mi mało. Choć książka skierowana jest do młodszego czytelnika, każdy dorosły poszukiwacz również odnajdzie tu coś dla siebie. To, co gotowi sprawdzić co się dzieje nad wodami Nilu?

Dział: Książki
środa, 18 listopad 2020 09:30

Chemia śmierci

 
Poprzednia część o Davidzie Hunterze wywołała u mnie dreszcze. Cudowna intryga, przerażający morderca i charyzmatyczny bohater, który jako antropolog sądowy, bierze udział w sprawie. Z wielką nadzieją na powtórkę sięgnęłam po Chemię śmierci, pierwszy tom o przygodach Huntera. Spodziewałam się również natłoku emocji, strachu i lęku. Chciałam się bać.
 
David Hunter stracił osoby, które kocha. Od tragicznego wypadku minęły już cztery lata, ale mężczyzna nadal nie może zapomnieć. Bohater porzuca karierę w Londynie i przenosi się na prowincję, gdzie obejmuje posadę lekarza rodzinnego. Jego spokój zostaje jednak zaburzony, kiedy w pobliskim lesie zostają znalezione zwłoki brutalnie zamordowanej kobiety. Policja rozpoczyna śledztwo i prosi doktora o pomoc w zbadaniu ciała. Gdy kolejna kobieta zostaje uznana za zaginioną, na Munham pada blady strach. Ludzie stają się wobec siebie podejrzliwi, a oskarżenia padają na przejezdnych, w tym na Davida Huntera. Czy doktor odkryje, kim jest zabójca, zanim dojdzie do kolejnych morderstw?
 
Autor umiejętnie buduje intrygę za pomocą półsłówek i zdań, które rozbudzają ciekawość. Simon Beckett przenosi czytelnika na prowincję. W małym miasteczku wszyscy się znają, a do przyjezdnych podchodzą z pewną rezerwą. Akcja przyśpiesza powoli, aby w ostatnich scenach gnać przed siebie, bez chwili na wzięcie oddechu. Ostatnie wydarzenia wynagradzają chwilowe przestoje wydarzeń, kiedy to nie działo się nic, a wszystkie emocje, które udało się autorowi wzbudzić w poprzednich wydarzeniach, słabły. Nie odczułam tego w poprzedniej książce Simona Becketta, więc poczułam się lekko zawiedziona – niejednokrotnie odkładałam Chemię śmierci na bok, aby całkowicie się do niej nie zdradzić. Na szczęście, intryga wynagradza wszystko, a końcowe wnioski są bardzo zaskakujące. Na uwagę zasługują również ciekawostki antropologiczne, których aż pełno w książce. Autor, przy pomocy bohatera, przekazuje swoim czytelnikom takie informacje, na które nie napotykamy się w codziennym życiu, ale dla fanów kryminałów są prawdziwą gratką.
 
Zauważyłam, że Simon Beckett w swoich książkach, stosuje bardzo podobny zabieg. Obok głównego bohatera pojawia się kobieta, ale David nie umie poradzić sobie z przeszłością, która wciąż go prześladuje. W jakiś sposób bohater jest coraz bardziej zamieszany w sprawę, aby w scenach finałowych przejąć ster. Tuż obok niego krąży policjant, przedstawiciel władzy, który albo mąci i miesza, albo pomaga. Nie przeszkadza mi jednak utarty schemat, ponieważ każda powieść to inna intryga, historia, morderca i inne poszlaki. Do każdej powieści Simon Beckett dodaje coś nowego, co czyni daną lekturę w jakiś sposób wyjątkową.
 
Chemia śmierci to dobra książka, jednak ma kilka wad. Momentami nudzi czytelnika, ale finałowe sceny wszystko rekompensują. To obowiązkowa pozycja dla wszystkich fanów Simona Becketta.
Dział: Książki
wtorek, 17 listopad 2020 02:11

Minecraft rocznik 2021

 

Wow! Co to był za rok!

 

Zbliża się koniec roku, a wraz z nim czas na podsumowanie tego, co działo się w 2020. Ta idea przyświeca również firmie Mojang, która jest odpowiedzialna za świat gry Minecraft. Co nowego wydarzyło się w kwadratowej rzeczywistości? 

 

Minecraft rocznik 2021 to książka, która informuje fanów gry o nowościach, które zagościły w wirtualnej rzeczywistości oraz nagrodach, które otrzymała gra i jej twórcy. Rocznik wyraźnie jednak skierowany jest do młodszego czytelnika, ponieważ oprócz samych newsów, wydanie zawiera także grę planszową, zabawy polegające na znajdowaniu różnic i inne elementy, które z pewnością zainteresują młodszych graczy. 

 

Mimo że rocznik Minecrafta każdego roku zamawiam dla swojej najstarszej córki, to sama również przeglądam go z przyjemnością. W ubiegłym roku gra wprowadziła do swojego świata urocze, kwadratowe pandy. W tym są to pszczoły i cała mechanika, która im towarzyszy, włącznie z zapylaniem wirtualnych roślin. Poza tym rocznik zawsze dostarcza nam tematów do ciekawych rozmów. 

 

Zawsze zadziwia mnie, jak nieograniczony jest świat Minecrafta. W książce znalazły się piękne rzuty ekranów z wirtualnego świata gry. Są tam podwodne ogrody z rafą koralową, posiadłość zbudowana w skale, czy szklarnia pełna barwnych kwiatów. Rzeczywistość gry zachwyca nie tylko najmłodszych graczy. Naprawdę trudno byłoby nie zrozumieć fenomenu tej gry. Budowle, które redakcja rocznika przedstawiła na łamach wydania mają dołączone wskazówki, które pomogą  wykonać je samodzielnie, w świecie gry. 

 

Minecraft to gra, która nie przestaje się rozwijać i z roku na rok coraz bardziej zadziwia swoich fanów. Jest w niej tyle elementów i niuansów, że nie sposób ich spamiętać. Dzieciom to jednak się udaje. Potrafią nie tylko podążać za fabułą, ale również samodzielnie tworzyć niesamowite, wirtualne opowieści.  

 

Rocznik został wydany w twardej oprawie i wydrukowany na dobrej jakości papierze. Tak jak poprzednie książki z tej edycji ma format A4 i około siedemdziesięciu, wypełnionych tekstem i kolorami stron. Wydanie jest bardzo eleganckie i po lekturze przyjemnie jest postawić rocznik na półce wraz z innymi książkami z Minecraftowej kolekcji. 

 

Myślę, że Minecraft rocznik 2021 to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów gry. Zawiera całą masę pomysłów, a także gry i zabawy dla najmłodszych wielbicieli Minecrafta. To książka, z którą z pewnością nie grozi dzieciom nuda. 

Dział: Książki
wtorek, 17 listopad 2020 02:07

Okropne opowieści dziadka

 

Pojawiają się w niej odrażające potwory, tańczące szkielety, mroczne jaskinie, wiedźmy o nosach pokrytych brodawkami, głodne wilkołaki i groźne upiory - wszystko jednak tylko po to, by oswoić lęk i strach najmłodszych czytelników.

 

Czy wasze dzieci potrafią czerpać przyjemność ze słuchania strasznych historii? Książka „Okropne opowieści dziadka” z pewnością je tego nauczy. Jeżeli natomiast już lubią potwory, to z przyjemnością po nią same sięgną. Zachęcą je do tego niezwykle szczegółowe i pełne czarnego humoru ilustracje. 

 

James (Jim) Flora był znanym grafikiem tworzącym od lat 40. ubiegłego wieku. Napisał i zilustrował siedemnaście książek dla młodzieży, w tym "The Fabulous Firework Family" (1955 r.). "Okropne opowieści dziadka", jego piętnasta książka, ukazała się w 1978 roku.

 

Mały chłopiec, który obecnie przebywa w domu swojego dziadka, boi się burzy. Okazuje się jednak, że (prawie) wcale nie boi się potworów. Dlatego, gdy dziadek zaczyna opowiadać swoje straszne przygody, chłopiec daje się im porwać bez reszty. Starszy mężczyzna opowiada o tym, jak  zgubił się w lesie podczas burzy, złożył z drobnych elementów kościotrupa, wpadł do jaskini okropnej wiedźmy i oglądał potworne programy telewizyjne wraz z Białą Damą, która chciała go później ugotować dla swojego domowego wilkołaka. 

 

Książka jest ślicznie wydana. Ma twardą oprawę, stonowaną, czarno-biało-niebieską szatę graficzną i format odrobinę mniejszy od A4. Ilustracje autorstwa Jamesa Flora są groteskowe, ale nie na tyle przerażające, żeby nie nadawać się dla dzieci, nawet tych nieco młodszych. Celem książki jest oswojenie strachu dziecka. 

 

Opowiedziana przez Autora historia jest ciekawa i wciągająca. Myślę, że zainteresuje dzieci w wieku szkoły podstawowej, a może również i trochę młodsze. Dziadek podczas opowiadanych wnuczkowi historii bezustannie wpada z przysłowiowego deszczu pod rynnę. Nigdy jednak nie jest tak źle, żeby nie mogło być jeszcze troszeczkę gorzej.  

 

Myślę, że dzieci powinny poznawać wszystkie istniejące gatunki literackie, w tym również opowieści grozy. Oczywiście te odpowiednio dobrane do wieku, po których nie będą im się śniły żadne koszmary. Taką właśnie idealną dla nich książeczką są „Okropne opowieści dziadka”. Warto się z nimi zapoznać i znaleźć kilka chwil na wspólną lekturę. Chociaż może niekoniecznie akurat w tym wypadku taką na dobranoc. 

Dział: Książki
środa, 11 listopad 2020 16:43

Wiosna zaginionych

Do tej pory znałam Annę Kańtoch przede wszystkim jako autorkę doskonałych powieści fantastycznych. Teraz przekonałam się, że równie dobrze pisarka czuje się w kryminalnych klimatach.  

Wiosna zaginionych to pierwszy tom trylogii o emerytowanej policjantce, Krystynie Lesińskiej. Przed laty straciła starszego brata, a wydarzenie to odcisnęło piętno na całym jej życiu. W latach 60. dwudziestokilkuletni Romek wybrał się z grupą przyjaciół w góry. Wkrótce odnaleziono ciała trojga z nich. Po Romku zaginął ślad, a z wyprawy powrócił jedynie jeden człowiek, Jacek Kotulak. Nie potrafił wyjaśnić, co przydarzyło się reszcie grupy. I chociaż nie udowodniono mu żadnej winy, opinia publiczna wydała swój wyrok – to on musiał być mordercą.  

Mija blisko pięćdziesiąt lat, gdy pewnego dnia Krystyna przypadkiem wpada na Kotulaka. Okazuje się, że mieszkają w tej samej dzielnicy. Kobieta jest zdesperowana, by odkryć, co stało się z jej bratem i postanawia użyć wszelkich środków, by wydobyć z dawnego znajomego prawdę. Jednak kiedy zakrada się do jego domu, okazuje się, że mężczyzna nie żyje. Został brutalnie zamordowany, a sama Krystyna może stać się podejrzaną. Rozpoczyna więc prywatne śledztwo, lecz każde kolejne odkrycie, zdaje się jedynie komplikować sprawę.  

Anna Kańtoch stworzyła wciągającą, pełną zagadek i zwrotów akcji fabułę, w której nic nie jest oczywiste i niczego nie możemy uznać za pewnik. Gdy jedna tajemnica zdaje się wyjaśniona, na horyzoncie majaczą już trzy kolejne. Dlaczego Jacek Kotulak ukrywał się pod zmienionym nazwiskiem? Dlaczego ludzie oskarżali go o porywanie miejscowych psów? Czy jest związek z tymi wydarzeniami a pewnym telefonem, który odbiera pracownik infolinii 112 i podczas którego pewien starszy mężczyzna skarży się, że ktoś chce ukraść jego życie? Jedno jest pewne, aż do ostatnich stron nie będziecie się nudzić.  

Dużym plusem książki jest główna bohaterka, dość nietypowa w przypadku powieści kryminalnej. Zwykle, gdy mamy do czynienia z powieściową śledczą, jest to kobieta między trzydziestką a czterdziestką, twarda i walcząca o uznanie w przeważająco męskim gronie. Często też borykająca się z problemami rodzinnymi, czasem z nałogami. W tym przypadku otrzymujemy siedemdziesięciokilkuletnią staruszkę, która staruszką wcale się jednak nie czuje. Wprawdzie zdrowie i forma już nie te, co przed laty, nadal jednak pozostał jej wnikliwy i bystry umysł. W pracy cieszyła się opinią zdolnej, przenikliwej policjantki i nadal cieszy się szacunkiem i sympatią śledczych, którzy pamiętają ją z dawnych lat. Jednocześnie też możemy dostrzec pokłosie dawnych problemów rodzinnych, Krystyna nie była dobrą matką, przynajmniej sama się za taką nie uważa. Nie teraz, nie z perspektywy lat... 

Wreszcie, nieco na marginesie pojawia się jeszcze jedna kwestia – praw zwierząt i konsekwencji, jakie powinny być wyciągane wobec osób, które się nad nimi znęcają. Czy świadome zabicie zwierzęcia może być zrównane z zamordowaniem człowieka? Czy prawo jest wystarczająco surowe, a jego przestrzeganie konsekwentne, by ukarać sadystów znęcających się nad zwierzętami? Czy lepiej może wziąć sprawy w swoje ręce i wymierzyć sprawiedliwość, jakkolwiek może być ona pojmowana? 

Mówiąc krótko, Wiosna zaginionych to świetna, wciągająca lektura. Nie będziecie rozczarowani! 

Dział: Książki
poniedziałek, 09 listopad 2020 18:06

Malutki Lisek i Wielki Dzik. Okropieństwo

Seria komiksowa o Malutkim Lisku i Wielkim Dziku doczekała się szóstego tomu pt. „Okropieństwo”. Czymże jest to okropieństwo? To przede wszystkim słowa, które mogą ranić.
 
Tym razem do pary znanych tytułowych bohaterów dochodzi maleńka, bojaźliwa Koszatka. Tak jak oni stara się zaopatrzyć spiżarnię w zapasy na zimę. Jednak pojawia się problem: jeśli coś za bardzo schowamy sprzed oczu, czasem zapominamy, gdzie się to znajduje. Tak stało się z zapasami Małego Liska. Jednak tenże, zamiast szukać uważniej, dość szybko rzuca cień podejrzenia na łakomego Wielkiego Dzika. Przecież mają podobne upodobania: żołędzie i orzechy (w tym przypadku komiks odbiega od znanych dorosłemu upodobań tych dwóch zwierząt). Padają oskarżenia, których po czasie lisek się wstydzi.
 
Tylko czy tak często nie jest wśród nas, czytelników małych i dużych? Autorka Berenika Kołomycka zwraca uwagę na to, jak łatwo rzucamy puste oskarżenia, jak szafujemy słowami, które czasem mogą ranić. I, przy okazji, jak szybko działa plotka, bo Koszatka z kilku usłyszanych słów tworzy niepotwierdzoną, ale medialną informację: Lisek i Dzik już się nie lubią!
 
Jednak nie wszystko stracone. Czytające komiks dzieci (i dorośli!) dowiedzą się, że może i słów raz rzuconych nie da się wycofać, ale zawsze można wszystko wytłumaczyć i załagodzić, o ile tylko się chce. A Lisek bardzo chce. Nie bez cienia wstydu, smutku, a nawet skruchy idzie szukać Dzika, by porozmawiać o swoich uczuciach, o tym, że podejrzewał przyjaciela o coś okropnego.
 
Choć przyzwyczailiśmy się, że komiksy dla dzieci to uproszczone kolorowe obrazki, nie można tego powiedzieć o serii „Malutki Lisek i Wielki Dzik”. Berenika Kołomycka sięga po delikatne akwarele i maluje nimi niezwykle sugestywny delikatny jak pajęczyna między drzewami świat leśnych ścieżek, polanki z jabłonką, rzeczki z kolorowymi rybkami, w które wpatruje się Dzik. To bardzo subtelny, piękny, pełen rozmazanych, ale pewnych swego miejsca plam. Warto przystanąć zwłaszcza przy całostronicowych planszach, zwyczajnie je chłonąć, bo same w sobie są piękne.
 
Malutki Lisek i Wielki Dzik. Okropieństwo to pozycja dla dzieci, która ponownie przy pomocy antropomorficznych zwierzątek i prostej, nieprzegadanej historii przemyca kilka mądrych myśli. Są one jasno ukazane i zrozumie je już kilkulatek, choć to głębokie filozoficzne rozmyślania. Moje dzieci pokochały serię i bardzo się cieszę, że autorka przynajmniej raz w roku wydaje kolejny zeszyt przygód Malutkiego Liska i Wielkiego Dzika.
 

 

Dział: Komiksy