październik 22, 2021

Rezultaty wyszukiwania dla: Bolo

wtorek, 13 kwiecień 2021 16:20

Gwiezdna ofensywa komiksowa 2021

Wiosną 2021 roku rozpocznie się gwiezdna ofensywa wydawnictwa Egmont Polska na rynku komiksowym. W kwietniu i maju, zaledwie kilka miesięcy po premierze w USA, na rynek trafią pierwsze tomy trzech nowych serii osadzonych w uniwersum Gwiezdnych wojen: Star Wars, Darth Vader oraz Łowcy nagród.

Dział: Komiksy

Night City to potężne megamiasto i jeden z głównych bohaterów gry „Cyberpunk 2077”. W swojej ponad osiemdziesięcioletniej historii doświadczyło wielu wstrząsów: od Czwartej Wojny Korporacyjnej, przez Incydent Nuklearny, aż po Wojnę Unifikacyjną, ale zawsze otrząsało się, zachowując swoją różnorodność. Teraz fani mają okazję odkrywać je również za sprawą serii komiksów. Na 14 kwietnia wydawnictwo Egmont Polska zaplanowało premierę pierwszego tomu cyklu - „Cyberpunk 2077: Trauma Team”.

Dział: Komiksy
środa, 03 marzec 2021 14:22

Dwadzieścia lat ciszy

Chłopiec nie zauważył wcześniej tej czarnej furgonetki, choć przy starej cegielni spędził praktycznie cały dzień, grając w piłkę z kolegami. Dopiero teraz, gdy powoli zaczął zapadać zmrok, a on został sam, zwrócił uwagę na milczące towarzystwo pojazdu. Dziwne, że samochód nie wydał żadnego dźwięku, podjeżdżając pod zrujnowany budynek. Dziwne, że nikt ani na moment z niego nie wysiadł...
 
Młodzieniec podświadomie czuł opór przed podejściem do auta, ale przecież nie mógł porzucić futbolówki, która na jego nieszczęście spoczęła obok tylnej opony furgonetki. Jeden krok, chwila nasłuchiwania, drugi, trzeci...
 
Dwa dni później został uznany za zaginionego; cokolwiek go spotkało, nie był odosobnionym przypadkiem. Dwadzieścia lat temu córka Bogny - Anastazja - zniknęła w identycznych okolicznościach. Od dwóch dekad kobieta regularnie odwiedza policję, by zmusić funkcjonariuszy do działania. Czuje, że córka żyje. Na wieść o kolejnych dziwnych zaginięciach Bogna postanawia rozpocząć prywatne śledztwo. W wyniku różnych splotów wydarzeń w poszukiwaniach czarnej furgonetki pomaga jej były wojskowy, a obecnie bezdomny, Hubert oraz nastoletni Niko, posiadający dar wyczuwania zła. A w to, że furgonetka jest zła, nie wątpi żadne z nich.
 
Kiedyś, gdy byłam jeszcze dzieckiem (sporo lat temu, tak), straszono nas czarną wołgą - samochodem, którym poruszali się porywacze dzieci. Ponoć ci, których zabrała ze sobą ekipa z owego samochodu, nigdy nie wrócili. Może to tylko legenda, stworzona po to, by pociechy nie oddalały się zanadto oraz nie rozmawiały z nieznajomymi. A może ta historia ma w sobie ziarenko prawdy... Po rozpoczęciu czytania nowej książki pana Wilczyńskiego od razu przypomniała mi się ta historia sprzed lat. Byłam ciekawa, jakie oblicze w tej pozycji przybiera czarna furgonetka. I kto zasiada za sterami.
 
Bogna - matka bez dziecka. Straciła córkę dwadzieścia lat temu i nie może liczyć na niczyją pomoc. Musi więc wziąć sprawy w swoje ręce. Życie Huberta zmieniło się diametralnie w wyniku jednej, błędnej decyzji. Choć został ukarany, sam karze się każdego dnia, wciąż i wciąż od nowa. Niko, nie czuje się akceptowany ani w szkole, gdzie prześladują go lokalne łobuzy, ani w domu, w którym matka woli rozmawiać z butelką wódki, a ojciec widzi w nim tylko to, co złe. Trzy zupełnie inne postacie, trzy całkiem inne charaktery, ale wiara w jedno - to czarna furgonetka stoi za porwaniami, nawet tymi sprzed dwudziestu lat (wówczas nie zaginęła tylko córka Bogny). I co najgorsze, znowu rozpoczyna swój cykl. Żeby czytelnik się nie nudził, autor serwuje nam także rozdziały dotyczące niejakiego Blachy, uciekiniera ze szpitala psychiatrycznego. On i furgonetka pasują do siebie jak ulał...
 
Pomysł na fabułę był dobry - ba, nawet bardzo. Jednak podczas tworzenia historii coś musiało lekko pójść nie tak, gdyż zapowiadane elementy grozy są tutaj bardzo znikome. Co prawda nie spodziewałam się typowego horroru, ale byłam lekko rozczarowana. Czarna furgonetka sieje postrach na ulicach, od początku wiemy, że to właśnie nią porusza się siła porywająca dzieci, szukanie sprawcy zostało nam więc w pewien sposób odebrane. I wszystko byłoby pięknie i kolorowo, gdybyśmy mieli możliwość poznania tajemnicy przeklętego samochodu. A tu nic. Jest, istnieje - jeździ, porywa, jest właściwie niezniszczalna, a do tego (tutaj spoiler) ostatecznie okazuje się, że nie ma kierowcy. Skoro nie ma kierowcy, to kto zasiada za sterami? Co za siła ją napędza? Trójka głównych bohaterów skupiła się wyłącznie na próbach odnalezienia jej i zniszczenia raz na zawsze, ale nie podejmują próby poznania jej tajemnicy. Czuję przez to ogromny niedosyt, ponieważ chciałabym grzebać wraz z bohaterami w poszukiwaniu odpowiedzi, a nawet jeśli nie mogłabym im towarzyszyć, to chciałabym, choć na końcu dostać gotowe rozwiązanie. Bo czarna furgonetka sama w sobie jest niezwykle intrygująca, ale co z tego, skoro nadal jest nierozwiązaną tajemnicą? Skoro drzwi do wiedzy nawet nie zostają uchylone dla czytelnika?
 
Dwadzieścia lat ciszy warto mieć na uwadze, mimo że tej książce trochę brakuje do wbijającej w fotel historii.
Dział: Książki
piątek, 20 listopad 2020 21:58

Nad wodami Nilu

Na smutki i szarości naszej codzienności jedyną radą jest przygoda. Nikt nie powiedział jednak, że musimy ograniczać się do jednego miejsca na świecie i w czasie. Podróż może rozpocząć się na tysiące sposobów. Tylko od ciebie zależy, czy podążysz śladem przygody.

Pamiętacie Sarę i Daniela? To dwójka zwyczajnych nastolatków, które znalazły się w odpowiednim miejscu i czasie. Wraz z nietypowym gościem z przyszłości Mutkiem szykują się na kolejną podróż w czasoprzestrzeni. Ale po kolei. Mutek to kot, który przybył z przyszłości, by oznajmić rzeczonej dwójce nastolatków, iż napiszą oni książkę Ratownicy czasu i staną się sławni. Wszak zbudowanie maszyny do podróży w czasie jest niezwykłym wydarzeniem. Pierwsza przygoda do XV wiecznej Bolonii już za nimi. Teraz chcą ją powtórzyć i odstawić tam kogoś, kto przypadkiem przybył z nimi do ich czasów. Powrót okaże się niemożliwy, a jedynym kierunkiem podróży okazuje się Egipt. Nie wiele myśląc, wybierają tę opcję, jednak coś idzie nie tak. Co czeka ich Nad wodami Nilu dwadzieścia sześć wieków wcześniej niż zakładał plan?

Pozostawieni sami sobie muszą przetrwać w nieprzychylnym im świecie. Niby nic takiego, chyba że ktoś planuje cię zabić, a ty wciąż jesteś tylko nastolatkiem. Egipt odkryje przed nimi tajemnice, uraczy przygodą i wciągnie w intrygi. Jak sobie poradzą w tych nieoczekiwanych okolicznościach przyrody?

Egipt, starożytne cywilizacje. Któż nie chciał poznać tajemnic, jakie skrywają piaski i dorzecze Nilu. Z historią zawsze byłam za pan brat, ale dopiero taka forma przygody w tych zamierzchłych czasach kupiła moje serce. Co mnie tak urzekło?

Justyna Drzewiecka jednym ruchem oddaje w nasze ręce przygodę i imponującą wiedzę. Poprzedni tom pozostawił ogromny niedosyt, rozbudził zew przygody, który gdzieś tam głęboko skrywa się w każdym z nas bez względu na wiek. Nad wodami Nilu daje nam zarówno kontynuacje tego, co już znamy, jak i odrobinę nowości, powiewu świeżości, który na nowo rozbudzi czytelnicze emocje i nie pozwoli oderwać się od przygód Sary i Daniela. Choć to dwójka nastolatków, to ich kreacja jest dość uniwersalna. Z łatwością każdy czytelnik się z nimi utożsami i zechcę towarzyszyć im w każdej, nawet skomplikowanej przygodzie.

Autorka dba o każdy szczegół. Nad wodami Nilu to przede wszystkim masa rozrywki, która niejednokrotnie wyciśnie z nas łzy śmiechu i na stałe przyszpili uśmiech do twarzy. Akcja toczy się szybko, jednak nie przytłacza czytelnika nadmiarem informacji. To świetne połączenie przygody i wiedzy, która zaskakuje formą podania. Wystarczy dać się porwać historii, a wiedza naturalnie zasili nasz umysł. Dla bardziej dociekliwych książka jest wyposażona w przypisy, które w ciekawy sposób rozwijają zagadnienia z powieści.

Kusząca przygoda czy nuda?

Nad wodami Nilu pomimo ogromu wiedzy, jaką w sobie zawiera, absolutnie nie męczy czytelnika. Informacje w niej zawarte spisane są przystępnym językiem, dzięki czemu z łatwością można je przyswoić. To niesamowite jak stajemy się częścią opowieści i dajemy się porwać biegowi wydarzeń, nieświadomie ucząc się tylu rzeczy. Prostota i świetny Research to podstawa dobrej historii, która w połączeniu z ciekawą kreacją postaci zachwyca każdego. Tym razem nie jest łatwo, nie brakuje niebezpieczeństw i nieoczekiwanej zmiany planów. Autorka pokazuje, że nawet z najcięższej i najbardziej nieprzewidywalnej przeszkody można wyciągnąć wnioski i czuć przyjemność poznawania tego, co nowe i niespotykane.

Justyna Drzewiecka ponownie rozkochała nas w swoich postaciach, wykreowała niezwykłe wydarzenia i udowodniła, że historia skrywa w sobie ogromne pokłady przygód, które czekają na odkrywców. Czas to tylko ułuda, która nie może być przeszkodą na drodze ku wyprawie życia. Wciąż mi mało. Choć książka skierowana jest do młodszego czytelnika, każdy dorosły poszukiwacz również odnajdzie tu coś dla siebie. To, co gotowi sprawdzić co się dzieje nad wodami Nilu?

Dział: Książki

ZAPRASZAMY NA WARSZAWSKIE TARGI KSIĄŻKI

STOISKO WYDAWNICTWA JAGUAR NR 55/D8

SPOTKANIA Z AUTORAMI:

Justyna Drzewicka pt. 24.05 12-13 stoisko
Milena Wójtowicz sob. 25.05 11-12 stoisko
Ałbena Grabowska sob. 25.05 12-13 stoisko
Anna Lewicka sob. 25.05 13-14 stoisko
Pola Rewako sob. 25.05 14-15 stoisko
Taran Matharu sob. 25.05 15-16 sala spotkań LONDYN C
Taran Matharu sob. 25.05 16-17 stoisko

poniedziałek, 22 kwiecień 2019 18:41

Bomba

„Bomba” Joelle Charbonneau przez wydawcę została uznana za literaturę młodzieżową, ot taki thriller dla nastolatków. Pewnie z uwagi na styl, w jakim została napisana, jest w tym sporo racji. Nie mniej jednak tylko sporo, ponieważ problem, jaki porusza, dotyczy także dorosłych, którym przyszło młodzież wychowywać. I dlatego to również dorośli powinni ją przeczytać.

Historia zdaje się prosta - sześcioro dzieciaków, uczniów tego samego liceum staje się ofiarą terrorystycznego ataku na ich szkołę. W jednej, zniszczonej klasie, spotykają się córka kongresmena, muzułmanin, dopiero co osierocony chłopak, szkolny VIP - kapitan drużyny futbolowej, dziewczyna z nadwagą oraz gej - również zawodnik futbolowy. Jedni niewidoczni dla drugich, inni prześladowani, jeszcze inni przekonani o tym, że mogą zmienić świat. Różne światy, różne problemy. Wzajemne relacje pomiędzy uczniami czasem trochę śmieszą dorosłego czytelnika, częściej przerażają. Pewne jest jedno - każdy z nich to cykająca bomba emocjonalna, gorsza od tych, które kolejno wybuchają w szkole. Tymczasem jedno z nich te prawdziwe bomby podłożyło. I wierzyło w słuszność tych działań i intencji, a okazało się jedynie pionkiem w grze wyrachowanych dorosłych.

Młodzi czytelnicy z pewnością dadzą się porwać akcji, dorośli znajdą tu swoiste studium problemów, z jakimi borykają się ludzie u progu dorosłości. Bo chociaż każdy dorosły przez okres dojrzewania przechodził, to z niezrozumiałych powodów bagatelizuje te same problemy, gdy zaczynają one dotyczyć jego dziecka. Dorosłym kłopoty z brakiem zrozumienia ze strony kolegów w szkole wydają się błahe. Oczekują, że na pryzmat niepowodzeń miłosnych nastolatek poradzi sobie sam, a straty przyjmie z iście stoickim spokojem i świadomością, że wszystko mija. A tymczasem emocje, jakie w tak młodych ludziach się burzą, stają się dla nich ich najgorszym wrogiem. Wrogiem, który umiejętnie pokierowany przez innego dorosłego potrafi dokonać szkód niewyobrażalnych. Co gorsza, nie tylko bagatelizowanie problemów, ale też posługiwanie się stereotypami wobec tak młodych ludzi, sprawia, że czują się pozostawieni sami sobie, a przez to bardziej skłonni do radykalnych zachowań.

Powieść czyta się lekko i szybko. Krótkie rozdziały, wartka akcja, osadzona praktycznie w ciągu kilku kluczowych godzin, sprawiają, że ciężko się było od niej oderwać nawet mnie -osobie, która okres nastoletni ma już zdecydowanie za sobą.

Dział: Książki
wtorek, 12 marzec 2019 12:20

Profesjonalista

“Profesjonalista” to historia byłego agenta Mossadu, który po zakończonej służbie zarabia na życie zabijaniem na zlecenie. Poza tym wiedzie nudne i uporządkowane życie byłego mundurowego, któremu dryl potrzebny jest do życia jak tlen. I kiedy tak dni płyną jeden za drugim, z drobnymi urozmaiceniami w postaci nowych zleceń, Ashera (w tej roli Ron Perlman) dopada życie. Słabnie i mdleje pod jej - Sophie drzwiami. Jest ten “błysk” i facet po przejściach powoli i ślamazarnie bierze się za podryw. W tle tej historii miłosnej jest zaś jej chora matka i wojna o władzę na rynku zabójstw na zlecenie. Sophie jest zagrożona, zatem Asher rusza ją ratować. Dalej tylko typowizna dla tego typu kina z przewidywalnymi scenami i dialogami. Zakończenie zresztą również nie zaskakuje.

Pomimo tego słaba ocena filmowi się nie należy. Bo o ile akcja taka sobie, a sama Famke Janssen w roli Sophie raczej “rozmemłana”, to Ron Perlman daje prawdziwy popis aktorstwa, wcielając się w rolę zmęczonego życiem zabójcy, któremu wprawdzie już niewiele się chce, ale jak już się zachce to nie zawodzi. Brak tu “cudów-wianków” rodem z Mission Imposible, stosowane są raczej proste rozwiązania: Asher dostaje zlecenie, robi swoją robotę i wraca do domu na kolację. Czasem się zagapi i całość zajmie mu trochę dłużej niż powinno, czasem zaboli nie wtedy kiedy powinno, ale ostatecznie to jednak profesjonalista. Przyjmujący trochę za dużo tabletek przeciwbólowych, ale jednak profesjonalista.

W filmie nie ma wątków do głębokich przemyśleń filozoficznych, postaci nie przeżywają głębokich moralnych dylematów. To po prostu kino akcji, tyle że głównemu bohaterowi do emerytury już tuż - tuż. I dlatego film polecam tylko takim fanom gatunku, którzy nie muszą koniecznie oglądać scen z serii “zabili go i uciekł”. To raczej kino dla tych, którzy są ciekawi co robią płatni zabójcy, jak jakimś cudem uda im się tej starości dożyć i to jeszcze dożyć na wolności.

Dział: Filmy
poniedziałek, 14 maj 2018 10:25

Pudełko z guzikami Gwendy

Mistrz powieści grozy, którego zwyczajnie nie sposób nie znać - Stephen King, łączy siły z scenarzystą, redaktorem i nauczycielem pisania - Richardem Chizmarem. W wyniku współpacy powstała bardzo fajna, dająca do myślenia i zmuszająca do zastanowienia, krótka nowela, obok której na pewno nie da się przejść obojętnie. Zapraszam!

Stephen King tak przedstawił powstanie noweli: „Miałem historyjkę, której nie mogłem skończyć a Chizmar pokazał mi jak dotrzeć do końca stylowo i z polotem. To był fajny czas, myślę, że czytelnicy też spędzą mile czas podczas lektury. Jeśli zostaną z pytaniami czy pojawią się sprzeczki – jeszcze lepiej”.

Istnieją trzy drogi prowadzące do Castle View z miasteczka Castle Rock: Trasa 117, Pleasant Road i Schody Samobójców. Każdego dnia latem 1974 roku dwunastoletnia Gwendy Peterson wybierała schody podtrzymywane na mocnych, żelaznych śrubach nad klifem. Na szczycie schodów Gwendy łapała oddech, słyszała krzyki bawiących się dzieciaków. Z oddali słychać uderzenie kija bejsbolowego, to ćwiczący członkowie Ligi seniorów przed charytatywnym meczem z okazji Święta Pracy. Pewnego dnia ktoś obcy woła do Gwendy: „Hej dziewczynko. Podejdź tu, pogadamy sobie”. Na ławce siedzi mężczyzna w czarnych dżinsach, czarnym płaszczu i białej koszuli rozpiętej pod szyją. Na głowie ma mały czarny kapelusz. Nadejdzie czas, gdy kapelusz ten zacznie pojawiać się w koszmarach Gwendy...

Młoda Peterson, która jest bardzo skrytą dziewczynką, która nie jest duszą towarzystwa wśród swoich rówieśników a w domu, traktowana raczej jak powietrze, dostaje nieiwrygonde użądzenie, które może wpływać na losy wydarzeń. Magiczne pudełko z guzikami, ma moc wpływania na ludzkie losy, tworzenia ale także niszczenia wszystkiego, czego zapragnie, nawet całych kontynentów. Jak magiczny artefakt sprawdzi się w rękach młodej dziewczyny, która chce być w końcu zauważona? Jaki cel w poradowaniu prezentu własnie Gwendy miał tajemniczy, starszy Pan w kapeluszu?

Książka to nowela, krótkie opowiadanie, które absolutnie można pochłonąc w jeden wieczór. Jest to całkiem fajna opowieść, mądra, przemyślana i po dobrnięciu do końca, zmuszająca człowieka do refleksji, co jest jej chyba największym atutem. Duet wprawionego rzemieślnika thrilleru i horroru, oraz mało doświadczonego scenarzysty i redaktora, daje całkiem porządną lekturę, której minusem jest jedynie jej zbyt mała objętość. Zdecydowanie polecam!

 

Dział: Książki
wtorek, 14 listopad 2017 17:53

Pudełko z guzikami

22 listopada ukaże się nakładem Wydawnictwa Albatros opowiadanie napisane wspólnie przez Stephena Kinga i Richarda Chizmara, którego akcja rozgrywa się w miasteczku Castle Rock w 1974 roku.

Istnieją trzy drogi prowadzące do Castle View z miasteczka Castle Rock: Trasa 117, Pleasant Road i Schody samobójców. Każdego dnia latem 1974 roku dwunastoletnia Gwendy Peterson wybierała schody podtrzymywane na mocnych, żelaznych śrubach nad klifem. Na szczycie schodów Gwendy łapała oddech, słyszała krzyki bawiących się dzieci. Z oddali słychać uderzenie kija bejsbolowego, to ćwiczący członkowie Ligi seniorów przed charytatywnym meczem z okazji Święta Pracy.

Dział: Książki
wtorek, 24 luty 2015 14:40

Roksana Grzybowska - Wybaczenie

W tamtej chwili pragnęłam tylko śmierci. Siedziałam w kącie swojego pokoju. Wszystko miałam już idealnie zaplanowane. Wcześniej zamknęłam drzwi i zasłoniłam wszystkie okna. Całe pomieszczenie skąpane było w ciemności. Czerwone ściany przybrały kolor czerni, a meble rzucały ledwo widoczne, ale przerażające cienie. Od rana nie wychodziłam z domu i nie odbierałam telefonów. Na sobie miałam satynową sukienkę ze srebrnymi zdobieniami u dołu. Kupiona na specjalną okazję.
Dochodziła 22:00. Godzina, w której śmierć zabrała mi sens mojego życia. Przy sobie miałam jedynie żyletkę i telefon, który po chwili wyłączyłam i pchnęłam mocno przed siebie. Wiele razy czytałam, że samobójcy w najbardziej krytycznym momencie pod impulsem dzwonią po pogotowie. Wiedziałam, czego chcę i nie miałam nic do stracenia.
W tle snuła się delikatna jak jedwab melodia Sonaty księżycowej Beethovena. Jej ciche dźwięki koiły moje skołatane myśli.
Prawą dłonią wymacałam żyletkę. Przytknęłam ją sobie do nadgarstka lewej ręki. Poczułam zimno metalu. Przez moją głowę przebiegły wszystkie wspomnienia, te złe i te dobre. Zobaczyłam swoich rodziców i wszystkie osoby kiedyś bliskie mojemu sercu. Popłynęły łzy.
Delikatnie nacisnęłam na ostrze, które wbiło się w skórę z niezwykłą szybkością. Zaczęłam powoli przesuwać żyletką w prawą stronę, tworząc ranę, pełną krwi. Gdy stwierdziłam, że rana jest już wystarczająco duża, odłożyłam ją na podłogę.
Z anielskim spokojem przyglądałam się wypływającej krwi. Przyzwyczajałam się do jej widoku, Poczułam, że to koniec. Koniec mojego cierpienia.

Melodie ... usłyszałam, jak ktoś przywoływał mnie do rzeczywistości.

Gwałtownie zerwałam się z łóżka. Rozejrzałam się po pokoju. Było jeszcze ciemno. Budzik wskazywał drugą w nocy. Zaświeciłam lampkę stojącą na szafce obok. Jej światło pomogło mi otrząsnąć się ze snu. Snu, który odwiedza mnie od przeszło dwóch lat. Obejrzałam swoją lewą rękę. Na nadgarstku widniała cienka, jasnoróżowa blizna.
Przetarłam ręką spocone czoło i znowu się położyłam. Spróbowałam zasnąć. Nie było to jednak takie proste. Przewróciłam się na drugi bok. Za oknem drzewa poruszały się w rytm niesłyszalnej melodii i szeptały tajemnicze opowieści. Księżycowe światło wdzierało się do pokoju przez cienkie zasłony.
Uśmiechnęłam się sama do siebie. W mojej głowie pojawiły się wspomnienia chwil spędzonych z moja przyjaciółką Jessie. Kiedyś byłam normalną nastolatką z normalnymi problemami. Śmiech i spotkania z przyjaciółmi towarzyszyły mi każdego dnia. Byłam naprawdę bardzo szczęśliwa. Miałam wszystko, czego tylko mogłam zapragnąć: kochających rodziców, grupkę wspaniałych przyjaciół. Byłam dobrą uczennicą i miałam wiele talentów.
Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy. Pewnej nocy, dwa lata temu wracałam z rodzicami z kina. Pogoda była piękna, w powietrzu czuć było zimę. Szosę pokrywała cienka warstewka lodu. Tata zawsze bardo pewnie czuł się za kierownicą, więc często się do mnie odwracał. W pewnym momencie na jezdnię wyskoczył duży jeleń. Jedyne co pamiętam to krzyki mamy, poczułam uderzenie, które prawie wyrwało mnie z fotela, a potem była już tylko cisza i nicość.
Następnego dnia obudziłam się w szpitalu. Nade mną pochylała się moja przyjaciółka. Płakała. Zrozumiałam, że tylko ja przeżyłam.
Po całym zdarzeniu wysłano mnie do psychologa. Nigdy nie wierzyłam, że te psychoanalityczne bzdury mogłyby komuś pomóc, ale obiecałam Jessie, że spróbuję. Od samego początku miałam do tego negatywne nastawienie. Pani Jones była długonogą brunetką o szarych, wręcz stalowych oczach. Zawsze ubierała się w żakiet i wełniane spódnice. Bił od niej chłód. Nienawidziłam, gdy się we mnie wpatrywała tym paraliżującym wzrokiem. Czułam się tak, jakby mogła przejrzeć mnie na wylot. Mówiła mi, że bardzo mi współczuje utraty rodziców i że czas goi rany, więc muszę tylko trochę poczekać. Mówiła coś jeszcze. Nie słuchałam. Siedziałam nieruchomo, wpatrując się w drzewo za oknem. Obserwowałam jak jego liście zmieniają kolor, spadają, a na ich miejscu pojawiają się pąki, a potem nowe, zielone listki.
Codziennie w nocy nie mogłam spać. Wydawało mi się, że ktoś mnie obserwuje. Pomimo, zaświeconej lampki przy łóżku, nikogo nie widziałam. Dni mijały strasznie wolno. Kładłam się bardzo późno, a wstawałam bardzo wcześnie. Większość czasu przesiadywałam w ciemnym kącie swojego pokoju, wpatrując się w jeden punkt. Prawie nic nie jadłam. Z pokoju wychodziłam tylko do toalety i na posiłki. Wiele razy widziałam zmartwione spojrzenia Jessie. Chciałam móc jej się wypłakać, powiedzieć co czuję, ale nie potrafiłam. Nie chciałam aby się o mnie jeszcze bardziej martwiła, miała już wystarczająco dużo kłopotów ze mną. Kilka razy próbowałam ją przekonać, że wszystko jest dobrze, a moje zachowanie wywołane jest złym samopoczuciem. Nie wierzyła. Z resztą, za każdym razem brzmiało to tak, jakbym próbowała przekonać do tego bardziej siebie samą niż ją.
Moje rozmyślania przerwał pewien głos w mojej głowie:
Dzień dobry.
Boże, znowu on. pomyślałam.
- Wynoś się z mojej głowy ! - warknęłam, choć nie chciałam go urazić. Tylko on wiedział, co tak naprawdę czułam, jaka byłam. Że na co dzień nosiłam maskę obojętności, pod którą skrywałam całe swoje cierpienie i wyrzuty sumienia.
Spokojnie.
- Czego znowu chcesz ?
Tylko pomóc. - odpowiedział po chwili ciszy.
- Nie potrzebuję twojej pomocy! - Po mimo tego, ile mu zawdzięczałam, nie chciałam, aby mi pomagał. Nawet nie wiedziałam, dlaczego siedzi w mojej głowie.
Zamknęłam oczy, próbując usnąć. Gdy w końcu mi się udało, wcale nie poczułam się lepiej. Sen wcale nie zwalczył bólu, z powodu pustki, przyniósł tylko odrętwienie pomieszane z obojętnością. Sprawił, że ból stał się tyko mniej odczuwalny i bardziej znośny. Jak środek przeciwbólowy.
Już po chwili przed oczami stanął mi dziwny obraz.
Znajdowałam się w ciemnościach. Nie widziałam nic. Byłam zdezorientowana i przerażona. Po chwili pojawiło się oślepiające, białe światło, z którego wyłoniło się coś na kształt człowieka. Gdy staną przede mną okazało się, że był to młody mężczyzną. Jego oczy przywodziły na myśl bezchmurne niebo w lecie lub czyste wody oceanu. Włosy czarne jak bezgwiezdna noc lśniły jak satyna. Światło podkreślało dobrze zarysowane kości policzkowe i kwadratową szczękę. Wziął mnie za rękę. Jego dotyk był delikatny, jak muśnięcie skrzydeł motyla. Swoje idealnie pełne wargi wykrzywił dla mnie w lekkim uśmiechu. Patrzył tak, jakby chciał przejrzeć moją duszę. I wiedziałam, że mu się to udało. Był . . . . Nie, tego nie da się opisać.
- Kim jesteś ? - wydukałam z zachwytem i zadziwieniem, bo zauważyłam dziwny kształt za jego plecami. I dopiero po chwili dotarło do mnie, że to skrzydła. Śnieżnobiałe i długich piórach.
I jakby na potwierdzenie moich przypuszczeń, odpowiedział:
- Twoim Aniołem. - Przyłożył dłoń do mojego policzka. Od razu poznałam ten ciepły, przyjazny głos. Po całym ciele przeszły mnie ciarki i ciepło, co sprawiło, że nie miałam ochoty mu się przeciwstawić. - Przysłali mnie twoi rodzice. Mam ci pomóc, nie utrudniaj mi tego.
Spojrzał w lewo, a ja podążyłam za jego wzrokiem. Zobaczyłam wielki ekran, jak w kinie, na którym rozgrywała się przerażająca scena. Samochód znajdował się w rowie. Przód pojazdu był całkowicie skasowany. Niedaleko stała młoda dziewczyna, wpatrująca się w całą tą sytuację. W ostatniej chwili udało jej się wydostać z dymiącego samochodu. Całkowicie ignorowała mocno krwawiące rany na skroni i rękach. Ostatniej, bo sekundę później stary Ford stanął w płomieniach. Stałam sparaliżowana tak, jak ona, a z każdej strony otaczał mnie ogień i duszący dym. W powietrzu unosił się zapach benzyny i palonego metalu. Wszystko wyglądało tak, jak wtedy. Chciałam ich uratować, ale nie mogłam, coś mi nie pozwalało. Jakby ktoś stał z tyłu i trzymał mnie za ramiona, abym nie zrobiła nic pochopnego. Po chwili zrozumiałam, że tak naprawdę nic nie mogę, że to tylko moje własne wspomnienia. Wspomnienia, przez które nie mogłam spać, które towarzyszyły mi w każdym aspekcie mojego życia. O ile można tak nazwać próbę przetrwania z dnia na dzień. Istnieć nie znaczy żyć. A ja już nie pamiętałam, jak powinno wyglądać prawdziwe życie.
Nagle nastała ciemność i głucha cisza, która doprowadziła mnie do bólu głowy.
Spojrzałam na niego wyczekująco. Po policzku płynęły chłodne łzy.
- Wiem, że obwiniasz się za to co się wydarzyło, ale tak nie można. Musisz zrozumieć, że nie była to twoja wina. Musisz w końcu zacząć żyć dniem dzisiejszym. Dobrze wiesz, że gdybyś spróbowała im pomóc, sama byś zginęła. A ta próba samobójcza? To był najgłupszy pomysł na jaki mogłaś wpaść. Nie bez powodu przeżyłaś ten wypadek. Masz przed sobą jeszcze całe życie, wiele chwil cierpienia, ale będą także szczęśliwe momenty. Musisz to zrozumieć i wziąć się w garść.
- Mówiłeś, że przysłali cię moi rodzice. Czy oni... - głos odmówił mi posłuszeństwa.
- Cieszą się, że żyjesz i chcą, abyś zaczęła żyć normalnie. I kochają cię. Dlatego tu jestem, żebyś to zrozumiała.
Uśmiechnął się blado i odszedł.
Chciałam go zatrzymać, zapytać, jak się czują, poprosić, aby im powiedział, że też ich kocham, ale było za późno. Zniknął i zabrał całe światło ze sobą.
Obudził mnie budzik. Powoli zeszłam z łóżka, cała obolała i zmęczona, ale czułam, że coś się zmieniło, jakby z serca spadł mi ciężki głaz. otworzyłam okno i wychyliłam się przez nie. Dawno tego nie robiłam. Czułam się tak, jakby do mojego serca zawitała radość. Miałam ochotę wykrzyczeć całemu światu, jaka byłam szczęśliwa, a widok, który ujrzałam po prostu mnie oczarował. Słońce muskało delikatnie drzewa i kwiaty, a przy okazji także moją twarz. Słychać było ptasi śpiew. Ogród aż tętnił życiem. Miałam chęć opowiedzieć o tym mojemu Aniołowi, ale się nie odzywał. Po prostu zniknął.


* opowiadanie bierze udział w konkursie http://secretum.pl/konkursy/item/282-konkurs-na-fantastyczne-opowiadanie

Dział: Opowiadania