Rezultaty wyszukiwania dla: thriller

Ciemne, mroźne wieczory to idealna pora na lektury, które obudzą w Was uczucie niepokoju, a następnie przyprawią o ciarki strachu. Kiedy za oknem panują ciemności i szaleje ulewa bądź śnieżyca, tym bardziej smakuje powieść czytana w ciepłym, przytulnym fotelu. Nawet, a może zwłaszcza gdy opowiada ona o skrywanych tajemnicach i meandrach niespokojnej, mrocznej ludzkiej natury.

Poniżej znajdziecie zestawienie dziesięciu kryminałów i thrillerów, po które warto sięgnąć zwłaszcza teraz, gdy dzień jest coraz krótszy, a mrok zapada błyskawicznie. Tylko bądźcie gotowi na to, że trudno będzie się Wam od nich oderwać.

Dział: Felietony
środa, 02 grudzień 2020 23:18

Zapowiedź: "Wybrańcy" Veronica Roth

Veronica Roth powraca w wielkim stylu!

Cykl „Niezgodna” podbił serca czytelników na całym świecie. Teraz Veronica Roth powraca – silniejsza niż kiedykolwiek przedtem – z nową dylogią dla młodych dorosłych.

Dział: Książki
środa, 18 listopad 2020 09:30

Chemia śmierci

 
Poprzednia część o Davidzie Hunterze wywołała u mnie dreszcze. Cudowna intryga, przerażający morderca i charyzmatyczny bohater, który jako antropolog sądowy, bierze udział w sprawie. Z wielką nadzieją na powtórkę sięgnęłam po Chemię śmierci, pierwszy tom o przygodach Huntera. Spodziewałam się również natłoku emocji, strachu i lęku. Chciałam się bać.
 
David Hunter stracił osoby, które kocha. Od tragicznego wypadku minęły już cztery lata, ale mężczyzna nadal nie może zapomnieć. Bohater porzuca karierę w Londynie i przenosi się na prowincję, gdzie obejmuje posadę lekarza rodzinnego. Jego spokój zostaje jednak zaburzony, kiedy w pobliskim lesie zostają znalezione zwłoki brutalnie zamordowanej kobiety. Policja rozpoczyna śledztwo i prosi doktora o pomoc w zbadaniu ciała. Gdy kolejna kobieta zostaje uznana za zaginioną, na Munham pada blady strach. Ludzie stają się wobec siebie podejrzliwi, a oskarżenia padają na przejezdnych, w tym na Davida Huntera. Czy doktor odkryje, kim jest zabójca, zanim dojdzie do kolejnych morderstw?
 
Autor umiejętnie buduje intrygę za pomocą półsłówek i zdań, które rozbudzają ciekawość. Simon Beckett przenosi czytelnika na prowincję. W małym miasteczku wszyscy się znają, a do przyjezdnych podchodzą z pewną rezerwą. Akcja przyśpiesza powoli, aby w ostatnich scenach gnać przed siebie, bez chwili na wzięcie oddechu. Ostatnie wydarzenia wynagradzają chwilowe przestoje wydarzeń, kiedy to nie działo się nic, a wszystkie emocje, które udało się autorowi wzbudzić w poprzednich wydarzeniach, słabły. Nie odczułam tego w poprzedniej książce Simona Becketta, więc poczułam się lekko zawiedziona – niejednokrotnie odkładałam Chemię śmierci na bok, aby całkowicie się do niej nie zdradzić. Na szczęście, intryga wynagradza wszystko, a końcowe wnioski są bardzo zaskakujące. Na uwagę zasługują również ciekawostki antropologiczne, których aż pełno w książce. Autor, przy pomocy bohatera, przekazuje swoim czytelnikom takie informacje, na które nie napotykamy się w codziennym życiu, ale dla fanów kryminałów są prawdziwą gratką.
 
Zauważyłam, że Simon Beckett w swoich książkach, stosuje bardzo podobny zabieg. Obok głównego bohatera pojawia się kobieta, ale David nie umie poradzić sobie z przeszłością, która wciąż go prześladuje. W jakiś sposób bohater jest coraz bardziej zamieszany w sprawę, aby w scenach finałowych przejąć ster. Tuż obok niego krąży policjant, przedstawiciel władzy, który albo mąci i miesza, albo pomaga. Nie przeszkadza mi jednak utarty schemat, ponieważ każda powieść to inna intryga, historia, morderca i inne poszlaki. Do każdej powieści Simon Beckett dodaje coś nowego, co czyni daną lekturę w jakiś sposób wyjątkową.
 
Chemia śmierci to dobra książka, jednak ma kilka wad. Momentami nudzi czytelnika, ale finałowe sceny wszystko rekompensują. To obowiązkowa pozycja dla wszystkich fanów Simona Becketta.
Dział: Książki
piątek, 13 listopad 2020 22:54

Dziedzictwo von Schindlerów

Chyba wszystkie stare domy mają przynajmniej jedną ciekawą historię do opowiedzenia. Są milczącymi świadkami narodzin i śmierci, miłości i rozstań, zdrady, kłamstwa, a gdyby umiały mówić, wówczas moglibyśmy rozwiązać niejedną zagadkę. Im dłużej dany dom pozostaje w rękach właścicieli, im bardziej burzliwe są losy rodziny, tym więcej w domu gromadzi się energii, więcej tajemnic mógłby zdradzić. Prawdziwie mrożące krew w żyłach historie mają jednak do opowiadania zamki i wielkie rodowe posiadłości, które na przestrzeni wieków niekiedy nie zmieniały swoich właścicieli lub zmiana ta była podyktowana mariażami oraz decyzjami danej władzy.
 
Burzliwa jest też historia starego dworu na Mazurach i jego dawnych właścicieli, von Schindlerów. Jakie sekrety ma do opowiedzenia ten dom? Przez lata pozwolono mu niszczeć, adaptując zabudowania gospodarcze na potrzeby państwa i biernie obserwując upadek budynku. Dopiero ekscentryczny wnuk ostatniego dziedzica, Johann von Schindler zdecydował się uratować rodową siedzibę, za sprawą swojej żony kupując dwór, a następnie pragnąc przekształcić go w luksusowy pensjonat. Biorąc pod uwagę upadający ośrodek wczasowy zlokalizowany po sąsiedzku, jest to dość ryzykowny biznes, choć właściciel od razu postanowił zadbać o promocję „Gościńca von Schindlerów”, i to w wyjątkowym stylu.
 
Dom ma bowiem stać się tłem wydarzeń dla ośmiu historii spisanych przez ośmiu pisarzy. A właściwie siedmiu, bowiem ostatnią historię planuje napisać sam właściciel. Dlatego też w Gościńcu zjawia się prawdziwa elita literackiego świata i gorące nazwiska pisarzy znanych z pierwszych stron gazet oraz oczywiście z bestsellerowych kryminałów. Miesięczny pobyt, gdyż taki jest okres umowy, zaowocować ma opowiadaniami o treści tematycznie powiązanej z dziejami dworku. Opowiadania te mają być wydane w formie antologii, i to również na niemieckim rynku.
 
Jednym z zaproszonych do realizacji tego projektu autorów kryminalnych opowieści, jest Monika Łasicka, nauczycielka i przy okazji autorka dwóch książek. Ona sama jest niezwykle zaskoczona zaproszeniem, ponieważ znalazła się wśród najlepszych, a na dodatek za swoją miesięczną pracę, połączoną z wypoczynkiem w Wierutkach, otrzymać ma całe sto tysięcy złotych. Okazuje się, że jej wątpliwości co do wyboru właśnie jej osoby są słuszne - znalazła się w dworku niejako przez przypadek i w ramach zastępstwa. Na dodatek zastępstwa za autora, Zygmunta Grodzickiego, który w niejasnych okolicznościach zginął w Wierutkach, rzekomo spadając z wieży widokowej nad Łuknajnem. Tyle tylko, że sprawa jest mocno podejrzana, choć jednym, który wyraża sprzeciw wobec takiej kwalifikacji tego zgonu, jest Jacek Ligęza, były policjant, a obecnie stróż nocny w ośrodku wypoczynkowym. To właśnie on znalazł ciało mężczyzny i doskonale wie, że o żadnym upadku nie mogło być mowy, zatem chce wiedzieć, na jakiej podstawie policja uznała śmierć za wypadek i szybko zakończyła sprawę.
 
Nie zmienia to faktu, że Monika otrzymuje „w spadku” po zmarłym pisarzu temat, którym ma się zająć, przedstawiając zbeletryzowaną wersję wydarzeń. Z dworkiem związane są pewne dziwne wydarzenia, o których wśród miejscowych krąży legenda. Przed wybuchem wojny, kiedy rodzina von Schindlerów postanowiła po raz pierwszy otworzyć pensjonat, w tajemniczych okolicznościach zniknęła z niego młoda kelnerka. Sześćdziesiąt lat później, kiedy postanowiono reaktywować pensjonat, historia się powtórzyła. Zaginioną znów jest kelnerka, którą widziano ponoć odpływającą żaglówką o nazwie „Bö” - jachtem von Schindlerów z przedwojennych czasów.
 
Co tak naprawdę kryje się w tej historii i jakie tajemnice przyjdzie rozwikłać Monice? Czy praca nad tematem jest dla niej bezpieczna, biorąc pod uwagę nagłą śmierć Grodzickiego? O co tak naprawdę chodzi w tej historii i jakie sekrety kryje sam dom i jego właściciele? To pytania, które nasuwają się w trakcie lektury znakomitej, porywającej powieści pt. „Dziedzictwo von Schindlerów”. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka książka, to licząca sobie blisko siedemset stron przygoda, osadzona na różnych planach czasowych, sięgająca wojennych czasów. Lektura jest prawdziwą gratką nie tylko dla miłośników twórczości autora, ale dla wszystkich lubiących skomplikowane historie rodzinne, klimat tajemnic i pieczołowicie skrywanych sekretów z przeszłości.
 
Atutem książki jest nie tylko frapująca fabuła czy niezwykły klimat książki, która wręcz przesycona jest mazurskim klimatem i znikającymi we mgle taflami jezior, ale przede wszystkim jej bohaterowie. Grupa mniej lub bardziej zmanierowanych autorów, relacje pomiędzy nimi, podejście do pracy i do życia – z wielką ciekawością obserwujemy interakcje pomiędzy członkami grupy, śledząc jednocześnie ich styl pracy. Wisienką na torcie jest tajemnica, i to niejedna, którą w trakcie lektury należy rozwiązań, a także gwałtowne zwroty akcji sprawiające, że czytelnik nieustannie drży z niepewności, co jeszcze może się wydarzyć. Te emocje nie pozwalają zakończyć powieści w jej trakcie, a po jej odłożeniu, zmuszają do sięgnięcia po poprzednie książki autora. Jeśli oczywiście nie zrobiliśmy tego wcześniej.

 

Dział: Książki
niedziela, 08 listopad 2020 12:09

Powiem tylko raz

Evie Carter kochała swojego genialnego ojca ponad wszystko, a mimo to, gdy sama przyznała się do jego przypadkowego zastrzelenia, nikt nie wierzył w jej niewinność. W oczach świata była morderczynią, która z zimną krwią zamordowała rodziciela, kryjąc się za łzami. Dziś, sześnaście lat później, Evie ma wszystko to, czego pragnęła- ukochanego męża, dziecko, na którego narodziny oczekują i pracę w szkole, dającą jej satysfakcję. I przede wszystkim wolność od matki, pragnącej zarządzać każdym elementem życia córki. Tego dnia Evie wróciła do domu jak zwykle; nie spodziewała się, że zastanie otwarte drzwi do biura jej męża- w końcu zawsze zamykał je na klucz. Nie wiedziała, że zobaczy jego bezwładne ciało, spoczywające w fotelu. Na widok tego, co w ostatnich chwilach mężczyzna przeglądał na swoim laptopie wiedziała jednak, co musi zrobić, by ocalić dobre imię ojca jej dziecka.

Czy naprawdę w życiu zdarzają się takie przypadki, że jedna osoba stoi w centrum morderczych wydarzeń, będąc mimo to niewinną? Czy Evie ma po prostu pecha w życiu, czy może sama dwukrotnie pociągnęła za spust... ?

Detektyw D. D. Warren ma nie lada zagwozdkę; nie wierzy, że ta krucha kobieta byłaby zdolna do morderstwa, choć najłatwiej byłoby zrzucić na nią całą winę. Wie, że musi bardzo się postarać, by uzyskać dowody o niewinności ciężarnej. Pomocą służy jej Flora, ofiara porwania, która obecnie służy policji jako tzw. "wtyczka" i konsultantka. Nieoczekiwanie rozpoznaje w zmarłym mężu Evie człowieka, który kontaktował się z jej oprawcą...

Osnute tajemnicą morderstwo sprzed lat. I kolejne, szesnaście lat później, popełnione na jej mężu. Nic dziwnego, że wielu od razu uznało Evie za morderczynię. Takie przypadki rzadko się zdarzają. Głównie to wpłynęło na moją decyzję o sięgnięciu po Powiem tylko raz. Liczyłam na jakieś ciekawe zwroty akcji, zaskakujące zakończenie. Poniekąd moje życzenie się spełniło.
Żeby czytelnik się nie nudził, autorka dzieli fabułę na trzy wątki (a może raczej: na trzy główne bohaterki). Jedną z nich jest rezolutna D. D. Warren, która nie spocznie, póki nie odkryje prawdziwego sprawcy, oczyszczając tym samym Evie z zarzutów. Drugą jest wspomniana żona zamordowanego, zaś trzecia z nich to Flora, dziewczyna, która przed laty została uwolniona z rąk seryjnego gwałciciela i prawdopodobnie mordercy. Jej historia wybija się na tle pozostałych, jest bardzo intrygująca- szczególnie, że bohaterka postanowiła opowiedzieć swoje przeżycia zaledwie raz. I nigdy więcej. Oczywiście w pewnym momencie prym w całej opowieści wiedzie nasza dzielna pani detektyw, szukając świadków, dowodów, choć i Evie nie próżnuje. Na jaw wychodzą kolejne fakty z przeszłości jej rodziców, tropy raz zdają się prowadzić nas prosto do sprawcy, by ostatecznie po raz kolejny wywieźć nas na manowce.

W tej książce nic nie jest oczywiste; byłam gotowa posądzić zmarłego męża Evie o makabryczne zainteresowania, a jednak prawda okazała się zupełnie inna. Powiem tylko raz to lektura pełna gry pozorów, sprowadzająca czytelnika w miejsce, w którym nikt nie chciałby się znaleźć. Jesteśmy pełni podejrzeń właściwie wobec każdej kolejnej postaci, kieruje nami nieufność. Akcja toczy się na tyle wartko, że tę pozycję czyta się bardzo szybko. Łakniemy odkrycia sekretu- nie tylko tego sprzed lat, gdy zginął ojciec głównej bohaterki, ale też powodu, dla którego z taką agresją zaatakowała komputer swego zmarłego męża.

Zakończenie właściwie nie wywołało we mnie jakichś mocniejszych emocji, choć nie spodziewałabym się, że akurat ta osoba stoi za wszystkimi tragediami, jakie dotknęły Evie. Miałam cichutką nadzieję, że może autorka z nami pogrywa i tak naprawdę to właśnie ciężarna kobieta jest winna, ale nie- musimy szukać gdzieś indziej. Ów thriller psychologiczny nie traci przy tym na wartości, choć wątpię, żebym miała go zapamiętać na dłużej. Jednak dla fanów detektyw D. D. Warren ta książka jest idealna- szczególnie, że to już dziesiąty tom serii. Nie możecie go przegapić.

Dział: Książki
wtorek, 03 listopad 2020 12:49

Córka

Becky ma ogromny sekret- sprawa, nad którą obecnie pracuje, na pewno zapewni jej stanowisko w redakcji gazety, gdzie obecnie odbywa staż. A nie pragnie niczego bardziej niż oficjalnego uznania jej za dziennikarkę śledczą. Tego dnia śpieszy się jeszcze bardziej, gdyż musi porozmawiać z jeszcze jedną rodziną, zaś wieczorem ma wreszcie poznać nowego partnera jej mamy, Tima. Niestety, nie udaje się. Becky ginie pod kołami ciężarówki.

Jej matka, Kate, zrobi wszystko, by śmierć jej jedynego dziecka nie poszła na marne. Zbiera w sobie całą siłę oraz motywację, jaką posiada i rusza do walki z firmą zatrudniającą zabójcę jej córki. Przypadkiem odkrywa także, nad czym w ostatnim czasie tak pilnie pracowała Becky. I mimo wszelkich kompleksów, jakie ma na punkcie swojego braku wykształcenia przysięga, że doprowadzi jej śledztwo do końca.

Czego się spodziewałam, sięgając po Córkę? Na pewno ciekawego thrillera, okraszonego rozpaczą matki, która właśnie straciła swoje jedyne dziecko. Wewnętrznej walki, poszukiwania w sobie odpowiednio ogromnych pokładów siły, desperackiej próby cofnięcia czasu- czegoś, co jest oczywiście (i niestety) niemożliwe. Słowem: emocjonalnego rollercoaster'a. I wiecie, choć ostatnimi czasy bywam bardzo wybredna, to nowa książka pani Michelle Frances naprawdę mnie porwała. I zapewniła odpowiedno silny dopływ emocji.

Nie wyobrażam sobie, jak ogromny ból czuje matka, która utraciła swoje dziecko. To uczucia nie do opisania, których my, czytelnicy, raczej nie zrozumiemy póki nie dotknie nas to samo (nikomu nigdy nie życzyłabym takiej straty). Tym bardziej podziwiam odwagę oraz determinację Kate pchającą ją do walki z firmą transportową, która przez nieodpowiednie wyposażenie ciężarówki doprowadziła do wypadku. Na podstawie wspomnień, przeplatających się z teraźniejszymi wydarzeniami wiemy, że główna bohaterka do czasu śmierci Becky była raczej wycofana, skupiona na zapewnieniu dobrego życia jedynemu dziecku. Jak już wspomniałam, Kate miała ogromne kompleksy na punkcie swojego wykształcenia- zaszła w ciążę jeszcze w szkole, co skutecznie przerwało jej dalszą edukację. Pozbawiona pełnego wsparcia rodziny musiała nie tylko sama wychować niemowlę na dobrego człowieka, ale też zapewnić córeczce jak najlepszy start w życiu. Kate jawi nam się więc jako swoista bohaterka dnia codziennego.

Córka to nie tylko emocje związane ze stratą; dostajemy tutaj bardzo ciekawe amatorskie śledztwo, prowadzone przez główną bohaterkę. Nie mogę zdradzić za wiele szczegółów, by Wam nie spoilerować. Chodzi głównie o pewną małą miejscowość, w której liczba zachorowań na raka czy inne poważne choroby jest znacznie większa niż w sąsiednich. Dodajcie do tego fakt, iż chorzy mieszkają w pobliżu pól opryskiwanych chemikaliami (ponoć bezpiecznymi dla człowieka) i motyw główny śledztwa Becky na pewno stanie się dla Was wyraźniejszy. W każdym razie wciągnęłam się na tyle, że pochłonęłam ją w zaledwie kilka godzin.

Początkowo wypadek Becky wydawał się czytelnikowi zwykłym, tragicznym zbiegiem okoliczności. Jednak gdy Kate zaczęła nieco drążyć, prawda okazała się zupełnie inna. Wydawało mi się, że choć Tim (partner głównej bohaterki) dawał kobiecie wiele wsparcia po stracie dziecka, to że jest nim coś... sztucznego. I to nie w ten deseń, że autorka nie poradziła sobie z jego postacią, lecz bardziej to, że mężczyzna zwyczajnie ma coś do ukrycia. Od początku obstawiałam, że prawdopodobnie to on w jakiś sposób kryje się za wszystkimi negatywnymi wydarzeniami, kontrolując poczynania Kate "od wewnątrz". Chyba thrillery nauczyły mnie nieufności wobec każdej męskiej postaci w książce!

Utwór pani Michelle Frances to strzał w dziesiątkę dla każdego, kto lubi nietuzinkowe sprawy, amatorskie śledztwa i czyhające za każdym rogiem niebezpieczeństwo. Do tego dochodzą także silne emocje, uwielbiane przez tak wielu czytelników. Na pewno nazwisko autorki zapisze się na długo w mojej pamięci- z chęcią sięgnę po kolejne jej książki. I wierzę, że z każdą kolejną będzie coraz lepiej.

Dział: Książki
wtorek, 27 październik 2020 09:18

Skalpel

Doktor Jessie Teska z przyczyn osobistych musiała zmienić miejsce pracy, a co za tym idzie- miejsce zamieszkania. Uważana przez swoich byłych przełożonych za jedną z najzdolniejszych lekarek medycyny sądowej bohaterka trafia w sam środek dziwnej sprawy, która teoretycznie nie ma żadnych powiązań z inną, lecz w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Najpierw na jej stół trafia młoda dziewczyna ubrana jak prostytutka, której zmasakrowane ciało znaleźli pracownicy hotelu w jednym z pokoi. Policja uznała denatkę za tzw. "muła", czyli osobę wynajmowaną do przemycania narkotyków we własnym wnętrzu. Kilka dni później doktor Teska zostaje wezwana do wynajmowanego przez dwie kobiety mieszkania, gdzie stróże prawa badają okoliczności śmierci jednej z nich. Wszystko wskazuje na samobójstwo, choć bliscy zmarłej przysięgają, iż ta nigdy nie miała żadnego związku z narkotykami. Ponadto denatka była w ciąży -i patrząc na jej otoczenie- cieszyła się z tego powodu. Doktor Jessie Teska za wszelką cenę chce odkryć dziwne powiązanie między tymi dwiema sprawami. Ktoś spośród jej zwierzchników ma jednak zupełnie inne zdanie i chce jak najszybciej zamknąć śledztwo w sprawie młodej samobójczyni. Im większy nacisk z góry, z tym większym zaangażowaniem (i potajemnie) Jessie Teska stara się rozwikłać zagadkę. Nawet za cenę własnego bezpieczeństwa.

Nie miałam okazji przeczytać poprzedniej książki tego pisarskiego duetu pt. Ciało nie kłamie, dlatego też ucieszyłam się, że mogę ich "wypróbować" dzięki najnowszej książce. Praca pracownika kostnicy od zawsze mnie intrygowała (choć sama nie nadaję się zupełnie do tego zawodu), więc ta pozycja była idealną okazją, by zapoznać się z owym zawodem czysto teoretycznie (i wciąż mając na uwadze fakt, iż jest to fikcyjna historia). Czy Skalpel ma w sobie to magiczne "coś", czego nikt konkretnie nie potrafi określić, a każdy poszukuje?

Mam mieszane uczucia względem tej historii. Spodziewałam się czegoś na wzór thrillera medycznego, gdzie nawet tak nie dla wszystkich ciekawe tematy jak tajne wirusy, szpitalne zabójstwa etc. potrafią wciągnąć czytelnika bez reszty. Owszem, po części to otrzymałam, lecz Skalpela nie czyta się jak zwykłej powieści kryminalnej. Tutaj prawda miesza się z fikcją- zmyślona historia z prawdopodobnymi opisami działań lekarzy medycyny sądowej. Podczas lektury nieustannie przyłapywałam się na myśli, że główna bohaterka to rzeczywista postać, dzieląca się z czytelnikami swoimi najbardziej skomplikowanymi sprawami prosto z kostnicy. Cały czas musiałam sobie przypominać, że to fikcja. Z jednej strony to plus, gdyż autorzy poprzez wielość szczegółów dotyczących pracy patologów nadali swej powieści znamion realności, z drugiej jednak w pewnym momencie otrzymaliśmy kompletny... chaos. Przez dłuższy czas nie dzieje się nic wartego uwagi, by po chwili wielość wątków, oskarżeń oraz domysłów nas przytłoczyła. To trochę tak, jakby ów pisarski duet chciał wpakować do jednej historii wszystko, co wiedzą; bez patrzenia na to, że to powieść kryminalna, a nie literatura faktu opisująca pracę lekarzy medycyny sądowej. 

Szczerze powiedziawszy wątek pracy patologów mnie zainteresował, jednak śledztwo samo w sobie już niezbyt. Właściwie od początku możemy się domyślić, o co chodzi- autorzy podsuwają nam dość wyraźne wskazówki, na czym oczywiście traci zakończenie, gdyż nie ma już tego efektu "wow", gdy po długich trudach i znojach czytelnik wreszcie sam dociera do prawdy. Bohaterowie nie przyciągają jakoś uwagi, prócz znanej nam już w literaturze nieustępliwości, która napędza całą historię, doktor Jessie Teska nie ma nam nic do zaoferowania. To nie to, że nie da się jej lubić- po prostu jej postać jest ledwo zarysowana, jest tylko konturem na tle wydarzeń. Kimś, kto musiał znaleźć się w tekście, by fabuła miała sens. 

Skalpel jest książką, po którą raczej nie sięgnęłabym w innych okolicznościach. Wyższą notę otrzymuje głównie przez liczne informacje o pracy patologów oraz przez bardzo dobry styl pisarski literackiego duetu, jednak to za mało, by porwać ze sobą czytelnika. 

Dział: Książki
sobota, 24 październik 2020 15:28

Jaskółki z Czarnobyla

Czarnobyl. Miejsce, o którym słyszał każdy. Kojarzone głównie z wybuchem w elektrowni jądrowej, wielką katastrofą środowiska, wielką katastrofą dla ludzi. Miasto, które kiedyś umarło. To właśnie tam Morgan Audic postanowił umieścić akcję swojego thrillera „Jaskółki z Czarnobyla”.
 
Podczas jednej z popularnych wycieczek do Czarnobyla, grupa turystów odkrywa makabryczne znalezisko – ukrzyżowane drutem zwłoki, wywieszone na fasadzie jednego z opuszczonych budynków miasta duchów. Do akcji wkraczają stary wyjadacz, kapitan Josif Melnyk i młodziutka, jeszcze zielona oficer Galina Nowak. Jako że ciało było wystawione na promieniowanie i może być niebezpieczne, sekcja zwłok stoi pod znakiem zapytania, co na pewno nie ułatwi pracy bohaterom. Ojciec ofiary, nieprzebierający w metodach działania i chętnie korzystający ze swoich wpływów, zatrudnia Aleksandra Rybałko, aby ten przeprowadził niezależne śledztwo. Szybko wychodzi na jaw, że ofiara jest również synem jednej z dwóch kobiet zamordowanych w dzień wybuchu reaktora numer 4. Czy to przypadek? A może morderca powrócił po latach? Czy bohaterom uda się rozwikłać zagadkę okrutnej śmierci Leonida Sokołowa?
 
„Zawinęli go do plastikowego worka, włożyli do drewnianej trumny, a potem do jeszcze jednej – cynkowej. Całość została zalana betonem i zakopana na głębokości kilkunastu metrów, jak odpad atomowy”.
 
Akcja książki rozgrywa się głównie na Ukrainie. Autor przedstawia nędzny obraz życia ludzi, na których miał wpływ wybuch w 1986 roku. Ich smutna rzeczywistość, codzienna walka, często też rezygnacja. Przedstawia na przykład, jak wyglądała ewakuacja prawie 50 tysięcy ludzi oczami małego dziecka. Dodatkowo szokuje czytelnika obrazem wojny w Donbasie czy pracą w kostnicy, w której ciała są poupychane po kątach, jedno na drugim. Zgrabnie łączy obraz rzeczywistości z historią, przybliża pierwsze chwile po katastrofie, wspomina bohaterów poświęcających swoje życie. Wszystko to może przytłoczyć czytelnika, jednak nie przyćmiewa głównego wątku w najmniejszym stopniu.
 
Czarnobyl i okolice, cała skażona strefa ma moc przyciągania. Wymarłe miasta są mroczne, bywają niebezpieczne. Napromieniowane ruiny i pola, radioaktywny pył na ulicach, trójkątne, żółto czerwone tablice wskazujące miejsca wysokiego skażenia, wariujące dozymetry. Wszystko to daje świetną scenerię do ciężkiego kryminału, dodaje niesamowitego klimatu.
 
Bohaterowie „Jaskółek” są wyraziści i prawdziwi. Poznajemy ich z różnych perspektyw i sami decydujemy czy ich polubimy, czy nie. Audic nie narzuca nam nic, nie przedstawia ich jako jednoznacznie dobrych czy złych. Tutaj nic nie jest takie proste. Każdy na swoją przeszłość, swoje obawy i swoje motywy działania. Ambitna Nowak ma mała tajemnice, Szczycący się uczciwością Melnyk zostaje poddany próbom, zapijaczony Rybałko nie ma nic do stracenia, jednak walczy, ale nie dla siebie.
 
Okrutny pomysł na zbrodnię, zaskakujące zwroty akcji, niesamowity klimat, trochę taki post – apo, ciekawi bohaterowie – wszystko tu się zgadza. Prywatne śledztwo kontra oficjalne dochodzenie, pieniądze kontra - no cóż - ich brak. Władza, układy, trochę polityki. Taki obraz serwuje nam Morgan Audic. Autor przypomina, że Czarnobyl to nie tylko dawny wybuch. Smaczku dodają ponure, szare strony dzielące rozdziały w książce i posępna okładka (tak, wiem, nie ocenia się książki po wyglądzie, ale cóż poradzę?). No i co chodzi z tymi jaskółkami? Przekonajcie się sami.
Dział: Książki
czwartek, 22 październik 2020 21:57

W cieniu zła

W cieniu zła zaczyna się obiecująco, aby później oplątać czytelnika swoimi mackami. Alex North skonturował thriller niemal idealny; taki, od którego nie można się oderwać, ale jednocześnie mamy ochotę odłożyć książkę, bo wzbudza lęk. Uważajcie, bo po tej książce, będziecie się bali zasnąć.
 
Osiedle Gritten Wood ma za sobą traumatyczne chwile. To tutaj dwójka nastolatków dokonała brutalnego morderstwa na swoim rówieśniku, po czym zażyli tabletki nasenne. Jeden z nich zniknął, a jego ciała nigdy nie odnaleziono. Jedni myślą, że nie żyje. Jeszcze inni, że uciekł i nie poniósł winy za swoje czyny. Paul Adams doskonale wie, co się wtedy stało, chociaż uciekał przed tymi wspomnieniami. Do czasu, aż musi wrócić do swojego rodzinnego domu, bo jego matka umiera. Przedziwny lęk i obawa nie chcą go opuścić. Okazuje się, że w okolicy dochodzi do podobnych morderstw, a na jednym forum ludzie doradzają sobie na temat świadomego snu i opowiadają o pani Czerwone Ręce. Kto stoi za tymi morderstwami?
 
W tej książce nic nie jest takie, na jakie wygląda. Zagłębiając się w akcję, nie wiedziałam, co jest prawdą, a co fikcją i senną marą. Wielokrotnie autor wodził mnie za nos. Mylił tropy, zmieniał bieg wydarzeń, dodawał zdanie czy słowo za dużo. W wyniku tych wszystkich zabiegów czułam się zagubiona, a lęk, który towarzyszył mi od pierwszych stron, tylko narastał. Gdy autor zaczął odkrywać swoje karty i tempo akcji zaczęło wzrastać, czułam, jakby serce miało mi wyskoczyć z klatki piersiowej. Już dawno przy żadnej lekturze nie odczuwałam takich emocji jak przy W cieniu zła. Nie spodziewałam się, że ta książka tak mną wstrząśnie, otoczy swoimi mackami i nie da o sobie zapomnieć. Thriller Alexa Northa to historia, od której nie da się oderwać. Nie zaczynajcie lektury, jeżeli musicie rano wstać, bo gwarantuje wam, że worki pod oczami będą wielkie.
 
Wspomniałam już o chaosie, który autor celowo wprowadził w W cieniu zła. Jednak czuć, że autor nad wszystkim panuje, że wszystko jest zaplanowane od pierwszego do ostatniego słowa. Nic nie jest tutaj oddane przypadkowi, a wszystkie wątki są zamknięte i dopięte na ostatni guzik. Dobrze czytać książkę, gdzie nie ma niedopowiedzeń, niedociągnięć czy nierozwiązanych wątków. W cieniu zła to dopracowana, zamknięta historia, od której nie można się oderwać.
 
Alex North stworzył kolejny świetny thriller, który otumania czytelnika i nie daje o sobie zapomnieć, nawet po zakończeniu lektury.

 

Dział: Książki
czwartek, 22 październik 2020 16:58

Nie ufam już nikomu

Klaudia Muniak to absolwentka studiów biotechnologicznych i młoda pisarka, a Nie ufam już nikomu to czwarta powieść, która wyszła spod jej pióra. Autorka postanowiła zaoferować swoim czytelnikom thriller psychologiczny, w którym pojawia się wiele ciekawych wątków, między innymi związanych również z tym, z czym zapewne niejednokrotnie miała okazję zapoznać się w trakcie studiów. A przynajmniej tak podejrzewam.

Główną bohaterką owej powieści jest Iga, świeżo upieczona matka, która jednak niezbyt dobrze radzi sobie z opieką nad niemowlakiem. Przechodzi coś w stylu depresji poporodowej, ale może liczyć na pomoc męża i matki. Do czasu. Bowiem któregoś dnia na ciele jej ukochanego synka dostrzega siniaki, sama balansuje na granicy snu i jawy, a jej matka niemal całkowicie próbuje odsunąć ją od malucha. Do tego wszystkiego zaczyna mieć wrażenie, że jej mąż przestaje ją wspierać, prawdopodobnie ją zdradza i chce się jej pozbyć. Tylko czy faktycznie życiu Igi zagraża niebezpieczeństwo ze strony bliskich, czy może depresja zbiera swoje żniwo?

Bardzo ciekawym elementem, który Muniak wplotła w fabułę, jest rozwój technologiczny medycyny. Iga testuje na swoim ciele zaawansowany chip, który jest sprzężony z aplikacją w jej telefonie i ma za zadanie pomóc jej w leczeniu depresji. W chipie znajdują się odpowiednie leki, a właściwie cały ich szereg, natomiast aplikacja na podstawie codziennego wywiadu potrafi wybrać te, które i w jakich dawkach należy zacząć dozować do organizmu. Sprawa naprawdę niesamowita, ale i w pewnym sensie niebezpieczna. Czy można aż tak bardzo zaufać technologii i poddać się takiemu leczeniu? Co, jeżeli ktoś zyska dostęp do jej danych i aplikacji, a następnie tak zmieni ustawienia, że leki przestaną działać korzystnie, a zaczną jej szkodzić?

Tuż obok historii Igi, która rozgrywa się obecnie, mamy okazję zapoznać się z pewnymi retrospekcjami z przeszłości. Wydarzeniami bolesnymi i smutnymi, niosącymi swoje piętno i traumę, której ciężko się pozbyć. Te dwie perspektywy mają nas doprowadzić do punktu kulminacyjnego, do odkrycia, kto tak naprawdę chce zaszkodzić głównej bohaterce, kto stoi za wszystkimi złymi wydarzeniami, jakie zaczęły się rozgrywać w jej życiu. Jednak czy Iga sama będzie w stanie odkryć prawdę? Skoro przestała ufać nawet swoim najbliższym i każdego zaczęła podejrzewać o chęć zaszkodzenia jej, jak poradzi sobie w tym stanie bez jakiegokolwiek wsparcia? W końcu musi dbać nie tylko o siebie, ale i o swojego synka…

Cała historia jest naprawdę logiczna i spójna, a i muszę przyznać, że pojawił się tutaj mocny zwrot akcji, zaskakujący i nieprzewidywalny. Chociaż teoretycznie po tym, jak już zakończyłam czytanie tej historii, uznałam, że niby pojawia się tutaj motyw doskonale znany i często stosowany w thrillerach psychologicznych, to jednak autorce udało się mnie zbić z pantałyku. Doskonale myliła tropy, wodziła czytelnika za nos, dzięki czemu jej powieść naprawdę dobrze sprawdziła się jako przedstawiciel tego gatunku. Nie każdy pisarz potrafi odpowiednio zastosować coś, co teoretycznie jest już na swój sposób oklepane, a Muniak się to udało.

Książkę tę czyta się bardzo dobrze, jest napisana przyjemnym i lekkim językiem, akcja rozwija się stopniowo, a historia Igi wzbudza sporo emocji. Co najważniejsze zaś – budzi się w nas ciekawość. Ciekawość związana z tym, kto tak naprawdę jest tutaj czarnym charakterem, czy może jednak to sama główna bohaterka zaczyna tracić zmysły, czy może jednak nie warto ufać nowoczesnej technologii, a może po prostu pojawia się tutaj ktoś, kto chce się jej faktycznie pozbyć, ale nie znamy początkowo jeszcze jego motywów. Sporo zagadek i tajemnic, wiele pytań trzymających nas w napięciu – czyli wszystko to, co powinno się znaleźć w dobrym thrillerze.

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Klaudii Muniak uważam za dosyć udane. Nie jest to może książka, która wbiła mnie w fotel i do której kiedyś powrócę, ale trzeba przyznać, że naprawdę dobrze się przy niej bawiłam.

Dział: Książki