wrzesień 21, 2026

Rezultaty wyszukiwania dla: Jez

środa, 19 wrzesień 2018 12:08

Do zobaczenia w piekle

ZONA nie zapomina, nie wybacza, nie lituje się; jeżeli wydaje Ci się, że ją przechytrzyłeś, to jesteś w błędzie. I nawet nie zdajesz sobie sprawy, w jak ogromnym. Nie ocali Cię doświadczenie, super nowoczesne wyposażenie bądź towarzysz, który zna to miejsce na wylot. Jeżeli nie czujesz do ZONy szacunku, już po Tobie. Więc nie czuj się zbyt pewnie... bo ta jedyna w swoim rodzaju, wierna kochanka w jednej chwili może pozbawić Cię życia. 

Do zobaczenia w piekle to trzecia, zamykająca stalkerską trylogię część autorstwa Sławomira Nieściura. Niestety, nie było mi dane (jeszcze!) zapoznać się z poprzednimi tomami, a napotykając recenzje poprzednich tomów wiem, że warto nadrobić zaległości. Dotychczas zapoznałam się z brutalnym, wręcz okrutnym światem zwanym ZONĄ dzięki innym autorom, przez co wsiąkłam w stalkerski tryb życia (oczywiście tylko literacko) jak wielu czytelników przede mną. Każdy autor tworzący pod szyldem serii S.T.A.L.K.E.R. przyciąga swoją książką niczym magnesem. 

Zakończenie trylogii serwuje nam wgląd w sytuację kilku grup bohaterów; z jednej strony nie było nam dzięki temu dane ani przez chwilę się nudzić, z drugiej jednak bardzo łatwo pogubić się w toku akcji. Szczególnie, że ich imiona często w rozmowach zastępowane są pseudonimami, a to wprowadza dodatkowy zamęt. Przez chwilę nie wiedziałam, kto jest kim- kto wróg, a kto przyjaciel. Niezbędne do zrozumienia relacji między bohaterami okazały się... notatki. 

Pan Nieściur bardzo obrazowo oddaje ZONę; szczegółowo opisuje owo specyficzne otoczenie, krążące po nim stwory rodem z horroru, nie pozostawiając bez dokładnego przybliżenia czytelnikowi także wszelkiego rodzaju anomalii. Podróż z panem Sławomirem mogłaby zostać określona jako wycieczka krajoznawcza, gdyby na każdym kroku nie czyhało na nas śmiertelne niebezpieczeństwo. Istotnym jest też jeden fakt- mimo że Do zobaczenia w piekle stanowi zamknięcie trylogii, odbiorca, który nie może pochwalić się znajomością poprzednich tomów, w ogóle tego nie odczuwa. Owszem, znajdziemy tam nawiązania do literackich poprzedników, a  jednak nie stwarza to żadnego problemu. Razem z bohaterami biegniemy przed siebie, wiedząc, o co chodzi. Lektura nie ma przed nami żadnych złożonych tajemnic. 

Czytając opis z tyłu książki bądź natrafiając na niego gdzieś w internetowej czeluści moglibyśmy stwierdzić, iż seria S.T.A.L.K.E.R. należy do tych bardziej poważnych, gdzie nie możemy liczyć na nic więcej prócz krwi, rozwalających się wnętrzności i wszędobylskiej śmierci. Błąd. Tak jak i inni autorzy, tworzący pod szyldem wspomnianego cyklu, tak i pan Sławomir Nieściur nie ogranicza się wyłącznie do krwawych opisów czy wojennych strategii, lecz okrasza to wszystko odpowiednią dawką humoru. Widać go przede wszystkim wyraźnie w rozmowach między bohaterami, często prowadzonych w tak luźny sposób, że bez znajomości tła wydarzeń nigdy nie powiedzielibyśmy, że na stworzone przez niego postacie czyha jakiekolwiek zagrożenie. 

Można by rzec, że seria S.T.A.L.K.E.R. przez swoją specyficzną fabułę, brutalność oraz mnogość różnych dziwnych poczwar kierowana jest tylko i wyłącznie do mężczyzn. Nic bardziej mylnego; co prawda nie odnajdziemy tam wątków miłosnych, aczkolwiek fabuła każdej pojedynczej części poprzez swoją złożoność jest na tyle intrygująca, że wciągnie również niejedną kobietę. Tak jak i mnie. Z niecierpliwością oczekuję kolejnej części, czując, jak ZONA powoli mnie pochłania... literacko, oczywiście.

Nie mieliście jeszcze okazji rozpocząć swojej wędrówki ze stalkerami? Co jakiś czas, wraz z wydaniem kolejnego tomu, rodzi się nowa okazja na nadrobienie tego. Nie czekajcie dłużej- ZONA i tak po Was przyjdzie!

Dział: Książki

Mściwe duchy, niesamowite opowieści i popkulturowy fenomen

„Zdarzyło mi się mieszkać w domu, w którym straszy” – tymi słowami autor rozpoczyna książkę o japońskich duchach yūrei. Przejmujące dreszczem czerwone ślady dziecięcych rączek i stóp na suficie miesiącami wyprowadzały z równowagi jego i jego żonę, a tajemnicze, prowadzące donikąd drzwi, których gospodarz zakazał im otwierać, napawały ich lękiem. Dla japońskich znajomych sytuacja była oczywista. Rozglądali się chwilę, po czym z przekonaniem mówili: Aaaa... yūrei ga deteru („Tutaj jest yūrei”).

Dział: Kultura Japonii
wtorek, 18 wrzesień 2018 13:56

World of Warcraft: Traveler. Wędrowiec

Traveler pióra Grega Weismana już w księgarniach! Udajcie się razem z młodym Aramarem Thornem i Makasą Flintwill w niezapomniany i pełen niebezpieczeństw rejs po Azeroth!

Przeczytaj fragment --> TUTAJ.

Dział: Patronaty
wtorek, 18 wrzesień 2018 12:34

Całun nieśmiertelności

Już dziś w księgarniach można kupić drugi tom cyklu "Kroniki Nicci" Terry'ego Goodkinda: Całun nieśmiertelności!

To dalsza część podróży czarodziejki Nicci i jej przyjaciół: młodego Bannona Farmera oraz pozbawionego daru czarodzieja Nathana Rahla, który ma nadzieję odzyskać go z pomocą wielkich czarodziei legendarnego Ildkaru, gdzie zmierzają. Jako wskazówkę mają jedynie zagadkowe proroctwo wiedźmy, a na swojej drodze napotykają makabryczne znaki, które zapowiadają niewyobrażalną grozę pod całunem nieśmiertelności.

Dział: Książki

Największy konkurs w historii gier planszowych startuje już w październiku!

Wydawca gier planszowych, firma Brain Games ma zaszczyt ogłosićprawdopodobnie największe i najbardziej niezwykłe wyzwanie w historii planszówek: ICECOOL Antarctica. To międzynarodowy konkurs na najbardziej spektakularny trick w ICECOOL, którego zwycięzca będzie miał okazję odbyć podróż życia i zobaczyć prawdziwe pingwiny w ich naturalnym środowisku – na Antarktydzie. Budżet na główne nagrody wynosi ponad 18 tysięcy dolarów.

Konkurs będzie dostępny w 26 krajach, a zgłoszenia będą przyjmowane od 1 października do 15 stycznia. Aby wziąć udział w konkursie, uczestnicy muszą przesłać za pośrednictwem strony www.icecoolantarctica.com filmik ilustrujący trick wykonany podczas gry w ICECOOL. Przesłane filmy można udostępniać w różnych serwisach społecznościowych dla uzyskania większego zasięgu.

Dział: Bez prądu
wtorek, 18 wrzesień 2018 09:58

Alyssa i czary

Nie jestem ogromną fanką „Alicji w Krainie Czarów” i nie znam tej książki na pamięć jak niektórzy moi znajomi. Uwielbiam jednak zabawę z literacką tradycją i właśnie dlatego z ogromnymi nadziejami sięgnęłam po „Alyssę i czary” autorstwa A. G. Howard. Zielono-czerwona okładka, trochę niepokojąca i bez tandetnego mroku, tylko zwiększa oczekiwania wobec tekstu, który, jak głosi zapowiedź, ma opowiadać o losach współczesnej Alicji.

Alyssa Gardner jest zwykłą nastolatką. A właściwie byłaby, gdyby nie fakt, że od dzieciństwa słyszy głosy owadów i roślin. Z wiekiem urojenia przybierają na sile i Alyssa obawia się, że skończy jak jej matka, zamknięta w zakładzie psychiatrycznym i ze stale zwiększanymi dawkami leków uspokajających. Jej strach wydaje się rozumieć tylko najlepszy przyjaciel, Jeb, lecz i on ostatnio zachowuje się dziwnie i bardziej niż Alyssa obchodzi go jej szkolna rywalka. Dziewczyna czuje się osamotniona, a na dodatek podczas jednej z wizyt u matki dokonuje odkrycia: nie dość, że naprawdę jest potomkinią pierwowzoru Alicji z Krainy Czarów, to jeszcze może odmienić losy rodziny, naprawiając błędy prapraprababki. Na szali jest jej własne zdrowie psychiczne oraz życie ukochanej, wyniszczonej chorobą matki, więc Alyssa bez wahania rusza do innego świata, by zmienić bieg historii. Towarzyszy jej Jeb, ale czy dwoje nastolatków jest w stanie zrobić to, czego nie dokonała jedna z najbardziej znanych bohaterek literackich?

„Alyssa i czary” miała być powieścią inteligentnie łączącą zabawę klasyką z typowymi cechami literatury young adult. Tylko że moim zdaniem nie do końca to autorce wyszło. Owszem, współczesna Kraina Czarów jest odpowiednio mroczna, absurdalna i rządzona pokrętną logiką, a będący przewodnikiem po niej Morpheus, wypada znakomicie niejednoznacznie. To, co z początku irytujące bezsensowne, okazuje się rozsądnie wyjaśnione, a i język opisu Krainy Czarów łączy tajemniczość, mrok i slang młodzieżowy. Jednak o ile ta część eksperymentu się udała, o tyle mam ogromne zastrzeżenia do samej postaci Alyssy i jej codziennego życia. Główna bohaterka jest zwyczajnie nudna i pozbawiona charakteru – niemalże nie kreuje wydarzeń, tylko daje się nieść ich biegowi, nie ma interesujących przemyśleń, a gdybym miała ją opisać, mogłabym wspomnieć chyba tylko o niebieskich dredach. Notabene, obraz bohaterki, jaki kreuje Howard, nijak nie pasuje do portretu na okładce, a szkoda. W każdym razie Alyssie trudno kibicować, bo mimo że autorka stara się ukazać ją jako postać nieprzeciętną, to owa nieprzeciętność sprowadza się do deklaracji, które nie znajdują pokrycia w działaniach i myślach bohaterki. Życie Alyssy w realnym świecie opiera się natomiast na wykorzystaniu kilku klisz: dziewczyny-kumpelki, półsieroty zaniedbanej przez zajętego ojca, szkolnych rywalek, z których jedna jest protagonistką, a ta druga jest zła ponieważ jest zła... Najgorszą kliszą zaś jest przedstawienie szpitala psychiatrycznego, który ewidentnie wycięto z dziewiętnastego wieku i wklejono w dwudziesty pierwszy. Lekarze-sadyści, końskie dawki leków uspokajających, jako odpowiedź na wszystko, elektrowstrząsy. Licentia poetica istnieje i ma się dobrze, ale powielanie tej szkodliwej kliszy, zwłaszcza w powieści młodzieżowej – która z definicji ma kształtować młode umysły – może mieć opłakane skutki dla czytelników, którzy potrzebują pomocy psychiatrycznej, a po lekturze będą się jej bali. Autorka wyraźnie nie pomyślała o konsekwencjach i wybrała utarty schemat, dzięki któremu mogła popchnąć naprzód wydarzenia. To chyba największy zgrzyt w warstwie fabularnej.

Problematyczne jest też tłumaczenie. Z jednej strony chylę czoła przed poradzeniem sobie z językiem „Alicji w Krainie Czarów”, nawiązaniem do tradycji polskich przekładów tego dzieła i jednoczesnym własnym udziałem w postaci udanych tłumaczeń pojęć i nazw wprowadzonych przez samą Howard. Z drugiej strony – tłumaczący „Alyssę i czary” Janusz Maćczak potknął się na o wiele prostszych do przetłumaczenia fragmentach. Cała „realistyczna” część książki cierpi na zbytnią pretensjonalność języka, poza tym pojawiają się dziwne kalki z angielskiego, na przykład gdy w chwili złości główna bohaterka krzyczy... „Gówno!”.

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że i autorka, i tłumacz, i zespół redakcyjny, tak bardzo starali się dopracować część książki ściśle związaną z dziełem Lewisa Carrolla, że na resztę tekstu nie wystarczyło już czasu i mocy przerobowych. A szkoda. Mogło być bardzo dobrze, jest tak sobie. Zagorzali fani „Alicji w Krainie Czarów” mogą czuć się usatysfakcjonowani, reszta czyta na własną odpowiedzialność. „Alyssa i czary” nie jest książką fatalną, ale pozostaje po niej niedosyt i rozczarowanie.

Dział: Książki
wtorek, 11 wrzesień 2018 13:04

Płomień i krzyż. T. 2

Premiera 17 października - Fabryka Słów.

O KSIĄŻCE:

Inkwizytor Arnold Lowefell staje się coraz potężniejszym członkiem Wewnętrznego Kręgu Inkwizytorium.
Cały czas usiłuje nie tylko odzyskać pamięć o swojej tajemniczej
i mrocznej przeszłości, ale i zmierzyć się z sekretami
i wielopiętrowymi intrygami dręczącymi Święte Officjum.

Dział: Patronaty
czwartek, 06 wrzesień 2018 09:42

Detektyw: kryminalna gra planszowa

Premiera Detektywa: Kryminalnej Gry Planszowej

Na 26 września 2018 roku wydawnictwo Portal Games zapowiedziało premierę polskiej edycji gry Detektyw: Kryminalna Gra Planszowa.

Detektyw to kolejna - obok obsypanych nagrodami Robinsona Crusoe czy Osadników: Narodziny Imperium - głośna na całym świecie premiera studia developerskiego z Gliwic. W ostatnich miesiącach tytuł zdominował amerykańskie zestawienia najbardziej oczekiwanych gier planszowych roku (tzw. The Most Anticipated Game of the Year) publikowane przez najważniejsze serwisy i blogi branżowe.

Dział: Bez prądu
wtorek, 04 wrzesień 2018 09:10

Miasto w morzu i inne utwory poetyckie

Edgar Allan Poe (1809-1849) to najwybitniejszy poeta amerykańskiego romantyzmu. Arcymistrz formy, niezrównany stylista, a także twórca o otchłannej, mrocznej wyobraźni. W swoich wierszach i poematach – podobnie jak w opowieściach grozy – opiewał miłość i piękno, ale też dzielił się tym, czego nie poskąpiło mu krótkie, tragiczne życie: smutkiem, tęsknotą i lękiem przed śmiercią.

Za życia nie doczekał się pełnego uznania. Krótkotrwałą sławę poetycką przyniósł mu Kruk, jeden z najsłynniejszych poematów wszech czasów. Dziś Poe zaliczany jest w poczet najwybitniejszych poetów języka angielskiego.

Niniejszy wybór klasycznych przekładów Poego to pierwsza w Polsce dwujęzyczna edycja jego poezji.

Dział: Książki
poniedziałek, 03 wrzesień 2018 22:26

Mgły Avalonu

Historię Artura Pendragona chyba każdy w jakiś sposób kojarzy. Chociaż być może jednak nie z nazwiska... Ale kiedy już napiszę to nieco inaczej: Król Artur, Excalibur, Merlin, Okrądły Stół... Wtedy zaczyna coś świtać, prawda? „Mgły Avalonu” to retelling, opowiedziana na nowo, historia Artura, opowieść od momentu jego narodzin, do momentu śmierci. To historia o tym, jak doprowadził Kamelot do czasów jego świetności, aczkolwiek to nie on prowadzi czytelnika przez swoje życie. Robi to jego siostra, Morgiana.

Choć to właśnie Morgiana wychodzi tutaj na prowadzenie, to jednak mimo wszystko nadal mamy do czynienia z narracją trzecioosobową. Momentami pojawiają się tylko fragmenty napisane faktycznie za pomocą narracji pierwszoosobowej w wykonaniu Morgiany, nie da się jednak zaprzeczyć temu, że to ona jest tutaj najbardziej wyrazista. Nie można napisać, że jest główną bohaterką, bowiem tak naprawdę wiele postaci ma tutaj sporo do zrobienia. Równie często pojawia się Artur, Lancelot, Gwenifer i inni, aczkolwiek wciąż można wyczuć perspektywę Morgiany. A może wynika to z tego, że wydała mi się być ona najbardziej barwną postacią ze wszystkich i dlatego wybrałam ją na swoją przewodniczkę po tym świecie?

Bardzo mocno można tutaj odczuć religijne intrygi. Morgiana, kapłanka wychowana w Avalonie, pragnie ocalić świat przed nadchodzącymi zmianami i inwazją chrześcijaństwa. Artur jej w tym wtóruje, ale jego małżonka – Gwenifer – jest zagorzałą chrześcijanką. Dosyć dziwny związek, ale każdy doskonale wie, jak w tamtych czasach wyglądało zawarcie małżeństwa – wszystko w imię sojuszu. „Mgły Avalonu” to rozległa opowieść, której akcja rozgrywa się na przestrzeni wielu lat – od momentu narodzin Artura, aż do jego śmierci. W tym czasie Kamelot przeżywał niesamowity rozkwit, ale oczywiście w całej historii nie mogło zabraknąć spisków, intryg, a nawet motywu wojennego. To opowieść o przemijaniu, o zmianach, o władzy. Świetnie widoczne są tutaj skutki podejmowanych przez bohaterów decyzji, od których momentami już nie ma odwrotu, a i łatwo się domyślić, że widać także zmiany, jakie zachodzą w Kamelot i wśród jego mieszkańców. Jedni poddają się tym zmianom, inni próbują się buntować i walczyć o swoje przekonania.

Początkowo byłam nieco przerażona objętością tej powieści – 1150 stron to coś, co robi wrażenie, ale też wzbudza pewne obawy. Moje dotyczyły głównie tego, że będzie to historia ciężka w odbiorze, napisana niezbyt przyjemnym językiem, męcząca, a chwilami nużąca. Pomyliłam się i to bardzo. Choć przyznaję, że dawkowałam sobie tę historię przez kilka dobrych wieczorów, czytając po około 100-150 stron, to okazało się, że jest napisana naprawdę genialnie. Marion Zimmer Bradley posiada niesamowitą lekkość pióra, ale mimo wszystko mamy tutaj do czynienia z bardzo dojrzałym i pełnym pasji stylem. Przez całą powieść można wyczuć to, co jest tutaj siłą napędową – dawna religia powoli przemija, kult Bogini odchodzi w zapomnienie, pora na zmiany i coś nowego. Pojawiają się przeciwnicy i zwolennicy nowego porządku, a Morgiana, jako kapłanka Boginii, knuje swoje własne intrygi, aby to, co dla niej najważniejsze, przetrwało.

Biorąc pod uwagę to, że akcja powieści rozgrywa się na przestrzeni wielu lat, to możemy się domyślić, że pojawia się idealna okazji do obserwowania zachowań bohaterów i zmian, które w nich zachodzą. Autorka doskonale poradziła sobie z ich kreacją, choć trzeba przyznać, że pojawia się ich tutaj sporo i żadnego z nich nie można zlekceważyć – każdy z nich jest dla tej historii istotny i ma swoją rolę do odegrania. Nie ukrywam, że najbardziej polubiłam Morgianę, bo mimo całego swojego spokoju i zachowania pokerowej twarzy, ta kobieta zawsze potrafiła osiągnąć swój cel. Choć chwilami wiązało się to z byciem bezwzględną, momentami bezduszną, to mimo wszystko kapłanka jest moją ulubienicą. Nikt z pozostałych bohaterów nie wzbudził we mnie aż takiej sympatii, ale trzeba przyznać, że są naprawdę świetnie nakreśleni.

Choć nie mamy tutaj scen, w których serce podchodzi do gardła, bądź też szybkiego tempa akcji, to jest to historia, która naprawdę wciąga i intryguje. To opowieść, która z pewnością ma wiele do zaoferowania, a niesamowity klimat towarzyszy czytelnikowi na każdym etapie lektury. Znużenie? Zapomnijcie o tym! Przez historię opowiadaną przez Morgianę po prostu się płynie. To naprawdę KAWAŁ dobrej lektury, którą jestem w stanie polecić każdemu – uniwersalna i ponadczasowa, w której łączy się wiele ciekawych elementów.

Dział: Książki