lipiec 02, 2022

poniedziałek, 21 marzec 2022 22:58

Fragment powieści "Wrzask"

By 
Oceń ten artykuł
(1 głos)

Po ucieczce z Lengardu – podziemnego ośrodka rządowego – Alyssa Scott zna już swój dar. Jest Mówiącą. Jest Kreatorką, a nie potworem. Jednak w laboratorium szalonego, śmiertelnie niebezpiecznego naukowca Kendalla Vanika zostali jej przyjaciele i Landon Ward, który nauczył ją kontrolować jej dar, który ją okłamał, którego... Alyssa desperacko pragnie ich ocalić, ocalić musi także resztę świata.

Jednak z każdym kolejnym ruchem grzęźnie w pajęczynie kłamstw i sekretów, aż w końcu sama zaczyna wątpić we wszystko, w co dotychczas wierzyła. A jej pamięć głęboka uwalnia fragmenty wspomnień, także tych bolesnych o śmierci rodziców. Rozpoczyna więc wojnę o przyjaciół, o świat i odzyskanie kontroli nad swoim życiem. W tym starciu sprzymierzeńcy stają się wrogami, a wrogowie – sprzymierzeńcami. Alyssa może być pewna tylko dwóch rzeczy: jeśli chodzi o Mówiących, nic nie jest takie, jak się wydaje, a ufać może wyłącznie sobie samej.

 

Tytuł: Wrzask

Autor: Lynette Noni

Tłumacz: Janusz Maćczak

Wydawca: Uroboros

ISBN: 978-83-280-9255-6

Oprawa:  miękka 

Liczba stron: 480

Data premiery: 13.04. 2022 r.

 

O autorce:


Lynette Noni - zanim uzyskała dyplom w dziedzinie badania ludzkich zachowań, studiowała dziennikarstwo i pisanie tekstów. Mieszka na Słonecznym Wybrzeżu w Australii, gdzie najczęściej piecze ciasteczka, śpiewa do wtóru filmom animowanym albo marzy o tym, by zostać porwaną do jakiegoś świata fantasy. Niekiedy potrafi nawet robić wszystkie te trzy rzeczy naraz – a i tak znajduje czas, by się potem zdrzemnąć.

 

Fragment:

 

Rozglądam się po olbrzymiej podziemnej pieczarze oświetlonej płonącymi pochodniami i zastanawiam – nie po raz pierwszy – czy popełniłam błąd, skoro tutaj przyszłam.

– No, wchodź, Kreatoreczko. Nie marnuj mojego czasu. 

Na dźwięk tych słów Keedy wydymam wargi, ale zanim mogę odpowiedzieć, Pandora prycha i mówi:

– Widzę, że ksywka, którą ci nadałam, się przyjęła.

Nie podnosi na nas wzroku. Jedną dłonią skręca swój fioletowy warkocz, a drugą podtrzymuje leżący na jej kolanach wielgachny tom z wydrukowanym złocistymi literami tytułem Mechanika kwantowa dla zaawansowanych, widniejącym na grzbiecie okładki.

Przeszywam je obie spojrzeniem i w ostatniej chwili pohamowuję się przed powiedzeniem, gdzie mogą sobie wsadzić tę ksywkę, ponieważ dostrzegam półuśmiech na twarzy Cami, która siedzi na ziemi obok Pandory, trzyma na kolanach mojego kota Schrödingera i głaszcze jego lśniące czarno-białe futro. Pierwszy raz od sześciu dni odzyskała swój beztroski humor i nie chcę ryzykować, żeby przeze mnie znów go straciła.

– Nie rozumiem, dlaczego Kael nie… – zaczynam, lecz Keeda mi przerywa:

– Kael jest zajęty. – Przez chwilę żuje niczym wielbłąd, a potem wydyma wielką bańkę z różowej gumy balonowej, która ostatecznie pęka z trzaskiem rozbrzmiewającym echem w tym podziemnym wnętrzu. – Musisz więc zadowolić się mną.

Powstrzymuję się przed wypowiedzeniem wszystkiego tego, co wzbiera we mnie jak gwałtowna burza.

Minęło sześć dni, odkąd Keeda pomogła Cami i mnie uciec z ośrodka Lengard i znalazłyśmy schronienie w katakumbach pod ogrodem zoologicznym Taronga w Sydney. Przez pierwsze trzy dni byłam nieprzytomna, a kiedy się ocknęłam, wymogłam na Kaelu, aby mi wyjaśnił, co się wydarzyło i w jaki sposób się tam znalazłyśmy. Tak bardzo pragnęłam natychmiast opuścić to miejsce, wrócić do Lengard i uratować tych, których tam pozostawiłyśmy: Mówiących, będących nadal w rękach niebezpiecznego naukowca Kendalla Vanika i jego potężnego wspólnika, doktora Alvina Manninga. Uratować naszych przyjaciół i… i Warda – brata Cami, a mojego… mojego…

Wciąż nie potrafię określić relacji między mną a Wardem. Sądziłam, że była oparta na kłamstwach i zdradzie, dopóki nie poświęcił swojej wolności, aby ocalić mi życie. To właśnie wtedy okazało się, że przez cały czas mnie chronił.

Kiedy odzyskałam przytomność w katakumbach, desperacko pragnęłam wrócić do niego – i do wszystkich niewinnych Mówiących w Lengard – ale po torturach, jakim poddał mnie Vanik, byłam tak słaba, że ledwie mogłam utrzymać się na nogach, a co dopiero podjąć misję ratunkową. Jednak Kael obiecał mi, że, gdy dojdę do siebie, wrócimy tam i wydostaniemy ich wszystkich.

W ciągu następnych trzech dni odzyskałam siły dzięki uzdrowicielskiej mocy Cami. Przez ten czas ani razu nie widziałam Kaela.

– Rozmawiałaś z nim? – pytam Keedę cichym głosem, w którym jednak pobrzmiewa tłumione z trudem napięcie.

– Już ci mówiłam – odpowiada szorstko. – On jest…

– Zajęty, wiem – rzucam gniewnie. – Najwyraźniej zbyt zajęty, aby dotrzymać swojej obietnicy.

Przyrzekł mi nie tylko pomoc w powrocie do Lengard. Drugą obietnicą, której jeszcze nie zrealizował, było to, że pomoże mi opanować w pełni moją zdolność Kreatorki.

Chociaż nauczyłam się już ją kontrolować – dzięki treningom z Wardem – jednak wciąż tak niewiele o niej wiem i potrafię. Moja moc powinna być nieskończona, ograniczana tylko przez wyobraźnię. Jednak coraz bardziej odkrywam, jak trudnym zadaniem jest zniesienie ograniczeń mojej wyobraźni, poszerzenie umysłu, aby moja zdolność Kreatorki rzeczywiście stała się twórcza. Kiedy, osłabiona, przebywałam w laboratorium Vanika, miałam możliwość, by powstrzymać go raz na zawsze, zamiast jedynie uciec stamtąd, gdybym tylko potrafiła wymyślić, w jaki sposób.

Nigdy więcej nie chcę poczuć się tak bezradna. I dlatego, skoro Kael był „zajęty”, musiałam poszukać innej pomocy.

Z początku byłyśmy tylko Cami i ja. Czwartego dnia to ona czuwała przy moim łóżku, nie Kael. Spodziewałam się, że będzie wypytywała mnie o plan działania, nalegała, żebyśmy niezwłocznie wróciły do Lengard. Jednak ona tylko spytała mnie cicho, czy mogłaby uleczyć moje rany. W pierwszej chwili się zawahałam, jakaś część mnie miała wrażenie, że powinnam nadal odczuwać ból, jakbym była to winna tym, którzy zostali w Lengard, aby przypominał mi, że oni wciąż cierpią, nawet jeśli dzięki zdolności doktora Manninga nie są tego świadomi. Ale na widok bladej twarzy Cami i łez błyszczących w jej oczach skinęłam w milczeniu głową, gdyż wiedziałam, że przyjaciółka

przynajmniej częściowo obwinia siebie o to, co się stało. Skoro uleczenie mnie sprawi, że jej poczucie winy nieco osłabnie, zamierzałam na to pozwolić.

W ciągu kilku sekund jedyną pamiątką po tamtej nocy pozostała nikła biała blizna na moim ramieniu po ranie, jaką zadał mi Crew, który posłużył się swoją mocą, gdy był pod mentalnym wpływem Manninga.

Nadal czuję tę bliznę, ale ból zniknął.

W każdym razie: fizyczny ból.

Po tym, jak Cami mnie uleczyła, jej twarz odzyskała nieco koloru i pojawił się na niej wyraz nowej determinacji. I wtedy spytała mnie, co zamierzamy uczynić, jak pomożemy rekrutom z Projektu Exodus.

Nie miałam żadnej odpowiedzi.

I wciąż nie mam.

A z każdym upływającym dniem na jej twarzy maluje się coraz większa udręka.

Wiem, że Cami jest zdenerwowana. I boi się – nie o siebie, lecz o swoich przyjaciół i brata. O wszystkich, których musiałyśmy zostawić w Lengard.

Ja także się o nich boję. Ponieważ tych minionych sześć dni wydaje mi się długie jak całe życie.

Sto czterdzieści cztery godziny.

Osiem tysięcy sześćset czterdzieści minut.

W każdym z tych dni, w każdej z tych godzin czy minut Vanik mógł zrobić, co zechce. I robi, co zechce. Naszym przyjaciołom – Sneakowi, Crewowi, Enzowi.

…Wardowi.

Przynajmniej jest z nami Keeda. Została spalona jako szpieg Kaela, więc katakumby stały się teraz jej schronieniem. Jest bezpieczna, wyrwała się ze szponów Vanika i spod władzy

Manninga – chociaż moc tego psychoterapeuty i tak na nią nie działa. Jeszcze nie powiedziała mi, dlaczego tak się dzieje, jednak o wiele bardziej nurtują mnie inne kwestie:

„Co powinniśmy teraz zrobić?”

„Jak mamy ocalić naszych przyjaciół?”

„A co, jeśli zamysł Vanika się powiedzie?”

Właśnie te pytania nie dają mi spokoju. Ponieważ boję się nie tylko o rekrutów z Projektu Exodus, ale także o cały świat. Jeżeli Vanik zdoła zreplikować mój gen Kreatorki i rozmnożyć własną armię Mówiących, wówczas…

Chociaż upłynęło już tyle dni, wciąż nie potrafię znieść nawet myśli o tym.

I są też inne kwestie, które staram się – bezskutecznie – odsunąć od siebie. Nieustannie dręczą mnie szydercze słowa Vanika o moich rodzicach. Możliwość, że mama i tata żyją gdzieś tam na powierzchni… Że być może chcieli, abym o nich zapomniała…

Nie wiem nawet, jak zabrać się do tej informacji. Ale to nie jest coś, co mogłabym po prostu odłożyć na półkę. Muszę się dowiedzieć, co się z nimi stało. Muszę się dowiedzieć, dlaczego nigdy nie powiedzieli mi o zdolności Mówienia. Ani o mojej ani o tej, którą oni posiadali. Muszę się dowiedzieć, dlaczego przez ponad dwa i pół roku byłam przekonana, że ich zabiłam.

To kolejna obietnica złożona przez Kaela – że pomoże mi odkryć prawdę.

Trzy dni i trzy złamane obietnice.