grudzień 09, 2021

Rezultaty wyszukiwania dla: sensacja

niedziela, 26 kwiecień 2020 20:30

Dziewczyna, którą znałaś

"Nikt z nas nie istnieje wyłącznie w jednej wersji."

Nie trafiłam z książką, i nie chodzi o to, że mnie nie przekonała, bo umiejętnie oscylowała wokół psychologicznych niuansów, jednak zupełnie nie przyciągnęła tematyką. To powieść dla starszych nastolatków, młodych czytelników osadzonych w barwach trudnego dojrzewania, kiedy sprawy alkoholu, narkotyków, imprez i seksu wydają się być na pierwszym planie zainteresowań.

Kto, z kim i jak traci dziewictwo, nietrwałość związków sklecanych na szybko, tak aby zaspokoić na bieżąco potrzeby pozornej bliskości, zamartwianie się o wygląd jakby decydował o wartości człowieka, wyrzeczenie się przyjaźni za drobne uciechy i pragnienia. Przyznam, że w tak dużej porcji, jak to zastosowano w przybliżanej historii, po pewnym czasie staje się uciążliwe i trudne do przebrnięcia.

Jednak nie zrażajcie się do książki, bo w innych aspektach "Dziewczyna, którą znałaś" może się podobać i przekonywać. Porusza ciekawe aspekty ludzkich osobowości, nakłania do pytań, na ile tak naprawdę znamy bliskich, jak radzimy sobie ze stratą, jakie przyjmujemy postawy wobec wyrządzonej nam krzywdy. Czy kiedy znika ktoś z naszego najbliższego otoczenia, bezpowrotnie tracimy też część nas samych, wrażliwe elementy tożsamości, a może puste miejsce wypełniamy wyidealizowanymi obrazami?

Powieść zgrabnie skonstruowana, zapędza czytelnika w ciemne zaułki, gdzie ludzkie dusze odkrywają to, co w nich najgorsze. Natychmiast wyczuwamy, że osoby, rzeczy i incydenty mogą okazać się nie takimi, jakimi widzimy je na początku. Scenariusz zdarzeń nie odkrywa za dużo, małymi krokami docieramy do pierwszych sygnałów prawdy, wychwytujemy drobne wibracje kłamstw i niedomówień, nastrajamy się na zaskakujące obroty spraw.

Nicola Rayner drażni wyobraźnię czytelnika, skłania do snucia domysłów, a kiedy wydaje się, że chwytamy sens przeszłości, spychani jesteśmy na boczny tor własnych przypuszczeń. Podobało mi się, że pisarka rzadko posiłkowała się bezpośrednimi chwytami w kreśleniu fabuły, roztaczała mgłę aluzji i półsłówek, tak aby rozrywka okazywała się bardziej wciągająca. To kobiece postaci grają pierwsze skrzypce, kierowane intuicją i przeczuciem docierają tam, gdzie inni nie potrafią.

Zakończenie mnie rozczarowało, spodziewałam się większego szumu wokół rozwiązania, ale rozumiem, co kierowało autorką, a przede wszystkim było zgodne z duchem powieści i wytworzonym klimatem. Podsumowując, książka ma spory potencjał, aby porwać odbiorcę, jednak zdecydowanie młodszego niż ja, żyjącego jeszcze sprawami z pierwszych lat wkraczania w dorosłość, dopiero rozpoczynającego proces kształtowania osobowości, często wykazującego skłonność ku buntom. A główne wątki fabuły dotyczą: Alice intuicyjnie czującej, że przeszłość jej męża skrywa mroczne tajemnice, co nie daje jej to spokoju i pragnie za wszelką cenę poznać prawdę, Naomi wciąż nie potrafiącej pogodzić się z utratą ukochanej siostry, oraz Kat dokonującej rozliczenia z bolesnymi doświadczeniami młodości. Iskrą rozpalającą ogień zdarzeń staje się ulotna wizja zaginionej dziewczyny, piętnaście lat minęło a jej sprawa pozostała niewyjaśniona.

Dział: Książki
poniedziałek, 20 kwiecień 2020 09:45

Zostawić ślad

Paulina Gudejko z zawodu jest dziennikarką, acz aktualnie bezrobotną; otrzymanie wypowiedzenia zmobilizowało ją do poważnego podejścia do stworzenia własnej powieści, na co zbierała się już od dłuższego czasu. Nie zastanawiając się długo rezerwuje domek w małej miejscowości o nazwie Mory, zabiera swojego psa, pakuje trochę rzeczy i rusza w podróż. Na miejscu odbiera klucze i spokojnie przenosi swoje rzeczy do niewielkiego domku. Nie dane jest jej jednak skupić się na przyszłym dziele- już następnego ranka puka do niej policja pytając, czy nie widziała niczego podejrzanego. Okazuje się, że w lesie, przy nazwanym przez miejscowych Jeziorze Filipka (przez wzgląd na utonięcie chłopca, do którego doszło kilka lat wcześniej), odnaleziono ludzkie zwłoki. Ktoś zamordował jednego z mieszkańców, odcinając mu prawą dłoń. Dla małej społeczności Mor morderstwo jest niecodziennym, szokującym zdarzeniem; każdy zna każdego, nikt na pierwszy rzut oka nie miał powodu, aby pozbawiać życia właściciela miejscowej piekarni. Sprawcą musi być więc ktoś przyjezdny, ale... czy na pewno? Paulina czuje "dziennikarskie przyciąganie", wie, że opisanie tak specyficznej sprawy prosto z miejsca zdarzenia mogłoby pomóc jej w znalezieniu pracy w swoim fachu. Dlatego tak bardzo cieszy się, gdy może dołączyć do jednoosobowego (do tej pory) zespołu lokalnej gazety. Gudejko czuje, że to sprawa dla niej. Nie wie, że ktoś skrupulatnie odnotowuje każdy jej krok.

Nie ma to jak mała miejscowość, w której dochodzi do morderstwa: społeczność jest w szoku, solidarnie bronią siebie nawzajem (no chyba, że mieszka tam jeszcze jakiś dziwak, którego zazwyczaj obarcza się winą za całe zło tego świata), a strzałę podejrzliwości kierują przeciwko obcym, przyjezdnym. Pochodzę ze wsi i pewnie gdyby w mojej miejscowości doszło do morderstwa, a policja nie miałaby żadnych śladów, to zapewne również mieszkańcy zrzucaliby winę na przyjezdnych. Wiecie, działa wspomniana już zasada, że każdy zna każdego i gotów jest poręczyć własnym życiem za czyjąś niewinność. No chyba, że akurat trafi na osobę, z którą się jest w odwiecznym konflikcie- wtedy może być różnie. Dziennikarka Paulina Gudejko i tak miała szczęście, że nie znalazła się na celowniku mieszkańców Mor- w końcu do morderstwa doszło krótko po jej przyjeździe. I kobieta od razu wie, że powieść będzie musiała jeszcze zaczekać, bo oto niespodziewanie otworzyła się przed nią szansa na powrót do pracy zawodowej; wystarczy tylko skontaktować się z właścicielką miejscowej gazety i podsunąć własną kandydaturę. 

Przyznam szczerze, że choć książka ma niecałe trzysta stron, to czytałam ją o wiele dłużej niż inne pozycje o tej objętości. Dlaczego? Otóż historia jakoś mnie nie wciągnęła, czegoś było mi ciągle brak- może tego magicznego dreszczyku emocji, zgrozy? A już na pewno jakiejś solidnej intrygi, która wprawiłaby mnie w stan ekscytacji. Tutaj wszystko idzie zgodnie z planem, jest bardzo wyważone, jakby pisane w zgodzie z konspektem, bez nadmiernych szaleństw. Nawet atak na Gudejko nie był jakiś szalenie zatrważający czy trzymający w napięciu. No dobrze, zasadniczo Zostawić ślad posiada wszystkie elementy thrillera, aczkolwiek brak w tym jakiejś emocjonalności, umiejętności budowania napięcia. Jak już wspomniałam, ta historia po prostu się toczy, a my razem z nią. I nawet zakończenie (choć muszę przyznać, że nie stawiałabym na tę akurat osobę) nie jest szokujące, a motywu - po dostarczeniu nam przez autorkę kilku fragmentów- możemy domyślić się sami. Sprawca nie jest jakimś wytrawnym spiskowcem, choć wodzi za nos miejscowych stróżów prawa. Pióro pani Wilmowskiej jest przyjemne, nie rażą po oczach żadne błędy składniowe (co niestety zdarza się coraz częściej w innych książkach), choć rzekłabym, że bliżej mu do powieści obyczajowych, niż thrillerów. Ale przecież każdy może spróbować swoich sił w danym gatunku, prawda?

Reasumując, Zostawić ślad jest owszem, thrillerem, ale bardzo lekkim. Osoby o słabszych nerwach mogą bez strachu sięgnąć po tę pozycję, bo nawet brutalnie okaleczone zwłoki jakoś nie odstręczają tak, jak dotychczas. Jeżeli ktoś "siedzi" w owym gatunku, to raczej poczuje niedosyt- radziłabym skierować uwagę gdzieś indziej. 

 

Dział: Książki
poniedziałek, 20 kwiecień 2020 09:42

Piętno

W Zielonej Górze ktoś bestialsko morduje ludzi; i pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego dla śledczych pracujących nad sprawą, gdyby nie fakt, iż sprawca nie kryje twarzy przed kamerami monitoringu- ba, wręcz przeciwnie, patrzy prosto w ich obiektyw. Policja identyfikuje go jako Filipa, jednego ze sławniejszych, zielonogórkich lekarzy. A jednak nie mogą trafić na miejsce jego obecnego pobytu.

Inspektor Romuald Czarnecki wraz ze swoimi współpracownikami tworzą niemalże perfekcyjną grupę dochodzeniową do trudnych zadań. Wie, że może im ufać- wielokrotnie sprawdzili się w innych tego typu sprawach. Zwołując zebranie pracownicze jeszcze nie wie, że czeka go ogromna niespodzianka. Pukanie do drzwi zapowiada nowe informacje; osoba, która staje na progu ich sali, budzi ogromny szok. Sprawca sam pakuje się w ręce policji?! Nic bardziej mylnego... Igor Brudny (bo to właśnie on postanowił dołączyć do zielonogórskiego zespołu śledczych) jest bliźnaczo podobny do mordercy i to jedyne, co go z nim łączy. Jest gliną, pracującym i żyjącym na co dzień w Warszawie, choć jego korzenie sięgają Zielonej Góry. Tylko pogoń za nieuchwytnym sprawcą sprawia, iż postanowił ponownie pojawić się w mieście, gdzie pozostawił demony przeszłości.

Czarnecki nie wie, na ile może ufać Brudnemu. Żaden z nich nie zna odpowiedzi na pytanie, dlaczego Igor jest lustrzanym odbiciem Filipa, oskarżonego. Warszawiak zdaje sobie jednak sprawę z tego, iż rozwiązanie morderczej zagadki może tkwić w mrokach jego przeszłości.

Kilka lat temu miałam okazję zapoznać się z książką o niezwykle intrygującym tytule Droga do piekła. Wciąż wspominam ją z nostalgią- była bardzo dobra, wręcz świetna. Autor pogrywał sobie z czytelnikiem, wprowadzając go do świata, który za żadne skarby nie mógłby być realny. A jak to się skończyło wie każdy, kto również po ową lekturę sięgnął. Teraz, gdy tylko pojawiła się okazja przeczytania nowości od pana Przemysława Piotrowskiego, nie zastanawiałam się ani sekundy. Czekałam na powtórkę z tego emocjonalnego rollercoaster’a. I otrzymałam ją. Jazda bez trzymanki!

Igor Brudny w żadnym wypadku nie zamierzał pojawiać się w Zielonej Górze. Tamten etap zamknął już dawno, starając się zatrzeć złe wspomnienia nieprzerwaną pracą. To informacja od jego przyjaciółki sprawia, iż musi podjąć trudną decyzję o tymaczowym powrocie- kobieta pokazuje mu zdjęcia z monitoringu, na którym bliźniaczo podobny do niego mężczyzna morduje. Oboje zdają sobie sprawę, iż wywołają one ogromne poruszenie wśród dziennikarzy, jak również tamtejszej policji. Stąd też decyzja o wyruszeniu w podróż, na końcu której być może czeka rozwiązanie zagadki.

Przeczytałam tę książkę jednym tchem. Przez całą lekturę autor pogrywa z nami, kierując naszą uwagę na różnorodne detale, tkając piękną sieć intryg i kłamstw. Nie wiedziałam, czy mordercą jest człowiek z krwi i kości, czy za zakrętem czeka na mnie istota nie z tego świata (co prawda w każdej książce doszukuję się wątków paranormalnych, ale w tym przypadku nie jest to trudne). Zazwyczaj w tego typu lekturach kieruje się uwagę odbiorcy na przeszłość głównego bohatera i Piętno nie stanowi wyjątku. Dobrze czy źle- rozstrzygnijcie sami, jak dla mnie ta „powtarzalność” nie stanowiła żadnego problemu. Tak naprawdę nie ma się do czego przyczepić- akcja wartko rwie przed siebie, bohaterowie są ciekawie skonstruowani, a wydarzenia noszą znamiona lekkiego odrealnienia. Nie sposób się nudzić. Wszystko zgrabnie się ze sobą łączy, pióro naszego polskiego autora jest przyjemne, dzięki czemu nie kręciłam nosem na żadne słowne „kwiatki”. A co najciekawsze, nowość od pana Piotrowskiego to pierwszy tom nowej serii, w której –mam takie przeczucie- odnajdę coś dla siebie.

Pan Przemysław Piotrowski pisze dobrze, ba- nawet bardzo. Zdecydowanie zachęcam do zapoznania się ze wspomnianą już Drogą do piekła i sądzę, że wówczas tego autora nie trzeba będzie już polecać, gdyż po Piętno sięgniecie już z własnej, nieprzymuszonej woli. Oby tak dalej!

Dział: Książki
piątek, 17 kwiecień 2020 21:53

Głos przeszłości

Warszawa to miasto z burzliwą, tragiczną historią. To miasto bliskie naszym sercom z uwagi na kulturę i sztukę, której było kolebką, ale także jako symbol cierpienia i zniszczeń, a następnie – wspólnej pracy nad jego odbudową. To miasto, które łączy i dzieli, miasto, które nie tylko było, ale i wciąż jest areną ważnych dla całej Polski wydarzeń, choć również takie, które boryka się z codziennością i problemami.

Warszawę uczynił tłem opisywanych przez siebie wydarzeń Zbigniew Zborowski, dziennikarz, który dał się już poznać jako sprawny pisarz, doskonale oddający w swoich książkach emocje bohaterów i grozę sytuacji. Jego powieść pt. „Głos przeszłości”, opublikowana nakładem Wydawnictwa Czarna Owca, to nie tylko zwracający uwagę czytelników kryminał retro, ale spektakularna kompilacja wydarzeń z przeszłości i teraźniejszości, które tylko pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. Po książkę sięgnąć mogą nie tylko miłośnicy kryminalnych historii, ale również wszyscy Warszawiacy oraz osoby zainteresowane tematem II wojny światowej.

Autor przenosi nas do przeszłości i to do niezwykle krwawego okresu w życiu miasta. Nakreślając sytuacje panującą w warszawskim gettcie w roku 1942 roku umożliwia nam szersze spojrzenie na dramat funkcjonujących w nim ludzi. Perspektywa, którą przyjmujemy jest jednak dość osobliwa, bowiem do getta wkraczamy wraz z zagorzałym antysemitą, Jerzym Popławskim, pseudonim Jerzyk. Mężczyzna wyznaje pogląd, że Żydzi sami są winni tego, co ich spotyka, wręcz podziwia Hitlera za wizjonerskie podejście do problemu i ukrócenie „panoszenia się” obcego narodu w Polsce. Jest przekonany, że koniec lichwy to jeden z największych sukcesów okupanta.

Sam Popławski, elegancik o nienagannej prezencji, a zarazem mężczyzna o niezwykłej inteligencji, nie bez przyczyny został ordynansem rotmistrza Antoniego Paszkowskiego, dowódcy 25. szwadronu kawalerii dywizyjnej. Teraz doskonale funkcjonuje pod przykrywką doktora Gustawa von Plessen, Głównego Kontrolera Instytutu Zapobiegania Epidemii Tyfusu, dostaje się do żydowskiego getta z tajną misją. Rzekomo został przesłany z rozkazu samego gubernatora Hansa Franka, naczelnika Generalnego Gubernatorstwa, a tak naprawdę jego celem jest namierzenie pewnego Niemca. Jerzyk działa w podziemiu i w konspiracji AK, choć dość swobodnie podchodzi do rozkazów, szczególnie że jego uwagę przyciąga coś innego.

Światopogląd Jerzego ulga zachwianiu z chwilą poznania pięknej Żydówki, Cyli Bartnickiej i jej rodziny. Zakochany, usiłuje wydostać kochaną z piekła, choć tak naprawdę nie do końca chyba zdaje sobie sprawę z jego ogromu. Poza trudami funkcjonowania w gettcie, poza drżeniem o własne życie, poza walką, jaką jest każdy kolejny dzień, mieszkańcy żyją w strachu przed tajemniczym i nieuchwytnym mordercą kobiet. Golem, bo tak nazwano sadystę, delektuje się samym aktem przemocy i widokiem konających ofiar. Ten potwór czuje się bezkarny, bowiem właściwie nikt nie jest zainteresowany odkryciem jego tożsamości i schwytaniem. Tropem zbrodni podąża jedynie były funkcjonariusz polskiej Policji Państwowej, Żyd, ojciec Cyli, Andrzej Bartycki. Towarzyszy mu Jerzy Popławski, który postanawia pomóc w poszukiwaniach mordercy, nawet kosztem swoich obowiązków. Jest jednak świadomy, że Golem zagraża także Cyli.

Przenosimy się również do Warszawy czasów współczesnych, do roku 2017 i szarej rzeczywistości, w której trudno jest funkcjonować wielu osobom, a tym bardziej recydywistom. Jednym z nich jest Piotr Hamer, który podejmuje wysiłki, by żyć uczciwie. Zaprzyjaźnia się z tzw. dziewczyną z dobrego domu, niewidomą Lusią, która przebywa w hospicjum, w którym Hamer pracuje. Niezwykłe znalezisko, tajemniczy pierścionek i prawda, do której próbują dojść wspólnie zacieśnia pomiędzy nimi więź, która w innych warunkach zapewne by się nie narodziła. Poznając historię pierścionka i wielkiej miłości, jak narodziła się w czasach II wojny światowej, odkrywają także istnienie Golema. Co więcej, choć to niemożliwe, wydaje się, że morderca powrócił…

Jak zakończy się ta niezwykle emocjonująca historia? Przekonamy się sięgając po książkę Zborowskiego, który uświadamia nam, jak bardzo przeszłość wpływa na teraźniejszość, jak wiele wydarzeń z przeszłości warunkuje losy współczesnych nam osób. Frapującej fabule, akcji splatającej się w niezwykle przemyślany sposób, towarzyszy plejada doskonale nakreślonych bohaterów. Wszystko to sprawia, że od książki nie sposób się oderwać, a każda strona potęguję tylko grozę i … pragnienie rozwiązania zagadki Golema.

Dział: Książki
poniedziałek, 06 kwiecień 2020 10:32

Gwiazda szeryfa

Lata powojenne stanowiły kontynuację koszmaru, jakim była wojna. Ludzie nie tylko pamiętali wszystko to, co się działo, ale wciąż tak naprawdę zmuszeni są walczyć o przetrwanie, a każdy dzień jest dla nich wyzwaniem. Odbudowa Polski po wojennych zniszczeniach nie była łatwa, ale dużo większym problemem był powrót do względnej normalności ludzi, odzyskanie przez nich poczucia bezpieczeństwa. Tym bardziej, że nawet wojenne traumy nie sprawiły, że człowiek nagle stał się lepszy, a wręcz przeciwnie – przemoc rozbudziła w wielu żądzę krwi. Obudziło się zło, z którym trudno walczyć …

W takim właśnie trudnym, powojennym czasie, Stefan Malewski, funkcjonariusz Milicji Obywatelskiej, przybywa do Olsztynka na Mazurach. Widział zburzoną Warszawę, ale na to, co zastaje, nie jest przygotowany. Bieda, przekupstwo, wszędzie czające się niebezpieczeństwo i panoszący się Sowieci, którzy w pobliżu utworzyli obóz dla niemieckich jeńców. Na dodatek ludzie, mocno odstający od realiów oraz poziomu inteligencji, z którym Stefan, któremu wojna przeszkodziła w studiach, miał do czynienia.

W takich właśnie warunkach przyszło mu pracować, a szybko musi zmierzyć się ze swoją pierwszą sprawą. W pobliskich lasach zostaje znalezione zmasakrowane ciało zaginionego kilka dni wcześniej mężczyzny, który zniknął podczas wypasu krowy wraz ze zwierzęciem. Jego śmierć można by uznać za atak wilków czy innych mieszkańców lasu, gdyby nie fakt, że kilka tygodni później zostaje odnalezione kolejne ciało, okaleczone w identyczny sposób. Tym razem ofiarą jest młoda i piękna dziewczyna...

Kto mógł dopuścić się tak strasznej zbrodni i to w czasach, kiedy ludzie powinni się jednoczyć? Atmosfera w miasteczku gęstnieje, a presja, by odnaleźć winnego tych okrutnych zbrodni rośnie. W tych warunkach łatwo można popełnić błąd, dążąc do jak najszybszego wskazania sprawcy. Malewski rozpoczyna własne śledztwo, choć będzie zmuszony zmierzyć się nie tylko ze sprawą morderstw, ale całym systemem. A podejrzanych jest wielu. Czy morderstwa ją dziełem zwyrodniałych Sowietów? A może stoją za tym bandy szabrowników, lub zło, które – jak wierzą mieszkańcy – panoszy się w lasach?

Na te pytania będziemy odpowiadać wraz z Malewskim dzięki niezwykle wciągającej powieści pt. „Gwiazda szeryfa”. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka powieść kryminalna jest debiutem Aleksandry Borowiec i to debiutem niezwykle udanym. Bo choć przeszkadza nieco zbyt wolne tempo akcji, to opisy powojennej rzeczywistości oraz plastyczne odtworzenie mrocznych okolic Olsztynka, w pełni rekompensują leniwie toczące się wydarzenia.

Właśnie ten plastyczny język sprawia, że czujemy się bezpośrednimi uczestnikami wydarzeń, a bohaterowie, doskonale wykreowani i obdarzeni charakterystycznymi cechami, stają się osobami nam bliskimi. Dzięki temu godziny spędzone na lekturze tej obszernej powieści mijają niepostrzeżenie, tym bardziej, że napięcie narasta z każdą stroną, coraz mocniej towarzyszy nam też przeczucie, że zło, które czai się tuż za rogiem (a właściwie drzewem) ujawni swe oblicze. A wówczas może to być ostatnia rzecz, którą zobaczymy… Ten klimat książki jest jej największym atutem, zaś kończąc lekturę pozostajemy z lekką obawą w sercu. Zakończenie wskazuje na kolejne tomy, które – mam taką nadzieję – są w przygotowaniu, bo warto utrzymać ten poziom adrenaliny, sprawiający, że „Gwiazda szeryfa” zapada w pamięć. I to nie tylko mieszkańcom Olsztynka, ale wszystkim miłośnikom dobrze skonstruowanych kryminalnych historii, w których każda wersja zdarzeń jest prawdopodobna...

Dział: Książki
niedziela, 05 kwiecień 2020 10:06

Wołanie grobu

Osiem lat to kawał czasu, choć gdy sobie uświadomimy, jak dawno kogoś nie widzieliśmy, jesteśmy bardzo zdziwieni- to już tyle lat? Naprawdę? A minęło tak szybko, za szybko... Nie pamiętamy oczywiście zbyt wielu wydarzeń z tamtego okresu, chyba że coś na tyle nas zszokowało lub zainteresowało w inny sposób, że nawet po tak długim upływie czasu jesteśmy w stanie podać konkretną datę. Tę pewność miał doktor David Hunter, antropolog sądowy- osiem lat temu uczestniczył w poszukiwaniu ciał kobiet ukrytych przed ludzkim okiem przez sprawcę na torfowisku. Osiem lat temu miał jeszcze w miarę normalne życie prywatne. Teraz doktor Hunter wciąż pracuje jako antropolog sądowy, choć po tragicznej śmierci jego żony i córki nic nie jest takie, jak powinno. Dziwi się na wieść, że seryjny morderca, z którym stanął oko w oko podczas poszukiwań na torfowisku, zdołał uciec z więzienia. Jest jeszcze bardziej zdumiony, gdy policjant -a prywatnie jego znajomy z przeszłości- informuje go, iż psychopata z dużym prawdopodobieństwem będzie polował na tych, którzy nawet w najmniejszym stopniu uczestniczyli w śledztwie przeciwko niemu. Początkowo doktor David Hunter przyjmuje te rewelacje z pewną dozą sceptyczności; jednakże już kolejne wydarzenia jasno pokazują, iż ktoś z przeszłości wciąż o nim pamięta. Co nie do końca go cieszy.

Lata temu, jeszcze gdy byłam regularną użytkowniczką mojej miejscowej biblioteki, natrafiłam na książkę o ciekawym tytule- Wołanie grobu. Wtedy tematyka antropologii sądowej była dla mnie bardzo mętna, nieznana. Postanowiłam więc to zmienić i skusiłam się na serię wydawaną wówczas przez wydawnictwo Amber. I choć od tej chwili minęło wiele lat, to wciąż pamiętałam o Davidzie Hunterze. Teraz, gdy wydawnictwo Czarna Owca postanowiło ponownie wydać serię o tym antropologu sądowym, postanowiłam wrócić do tej historii jeszcze raz- aby się przekonać, czy nadal będę taka pełna entuzjazmu, podziwu i poniekąd uwielbienia dla pióra pana Simona Becketta. I wiecie co? Troszkę się zmieniło, choć wciąż z przyjemnością zanurzam się w kryminalne historie tego autora.

Osiem lat temu David Hunter towarzyszył stróżom prawa podczas próby odnalezienia miejsc pochówków ofiar zbrodni seryjnego mordercy- miał je wskazać sam sprawca, ogromny mężczyzna, który bez problemu mógłby skręcić kark nawet dorosłemu, a co dopiero nastoletniej dziewczynie. Na miejscu okazuje się jednak, że sprawca ma problem ze wskazaniem grobów, a całe "spotkanie" kończy się jego próbą ucieczki. Tym razem mu się nie udało, ale już osiem lat później owszem. Jednak w tym późniejszym okresie życie antropologa sądowego wygląda już zupełnie inaczej-  stracił swoją ufność we własne decyzje, w drugiego człowieka. Choć całkowicie zatapia się w pracy, to gdzieś tam z tyłu głowy wciąż brzmią mu głosy zmarłych bliskich. Nieustanne poczucie winy sprawia, iż doktor David Hunter nie może znaleźć sobie miejsca, a jedyną próbą odkupienia -w jego mniemaniu- własnych win staje się szukanie sprawiedliwości dla tych, którzy trafiali na jego stół. Nie do końca wierzy, że ktoś mógłby przez tak długi czas pielęgnować w sobie urazę do niego, skoro na torfowiskach był bardziej obserwatorem niż tym, który kierował jawne wyrazy wrogości ku seryjnemu mordercy. Ale czy ktokolwiek z nas wie, co dzieje się w umyśle psychopaty? Telefon od kobiety, która wówczas także znajdowała się na miejscu wydarzeń tylko udowadnia mu, że być może znalazł się na celowniku...

Co prawda Wołanie grobu to czwarta część "przygód" naszego doktora, ale bez obaw, nie pogubicie się w wydarzeniach. Autor nawiązuje do tego, co działo się wcześniej, więc każdy, kto niefortunnie rozpoczął maraton z Davidem Hunterem od tomu innego niż pierwszy, nie poczuje tego aż tak dosadnie. Sama książka jest dosyć rozwlekła, nie mamy tutaj konkretnego, bieżącego śledztwa, lecz sprawę sprzed lat, gdzie bohaterowie muszą bazować na swoich wspomnieniach czy starych notatkach. Zresztą, nikogo nie zamordowano- dopiero może do tego dojść, choć na sumieniach wówczas obecnych na torfowisku osób wciąż zalega ta sprawa sprzed lat. Te ciała, które wciąż domagają się pochówku z prawdziwego zdarzenia. Wbrew pozorom w tym śledztwie tkwi o wiele więcej, niż mogłoby się wydawać. Może to nie skazany mężczyzna zamordował te kobiety... ? Niedopowiedzenia.

Nie powiem, książka przyciągnęła moją uwagę, acz trochę ze względu na sentyment do twórczości pana Becketta. Sama historia była trochę rozwlekła (jak już wspomniałam), lecz broniła się stylem pisarskim autora. Zresztą coraz częściej w thrillerach mamy do czynienia z przedstawicielami innych zawodów policyjnych, z antropologiem bardzo rzadko, tak więc można "przyjrzeć" się odrobinkę jego pracy- może nie akurat w tym tomie, ale w całej serii już na pewno. Jeżeli lubicie poznawać od podszewki działania policyjne antropologów i innych tego typu grup, to zapraszam do lektury książki. Myślę, że przypadnie Wam do gustu. Oczywiście polecam rozpocząć swoją podróż z Davidem Hunterem od tomu pierwszego!

Dział: Książki
poniedziałek, 23 marzec 2020 14:16

Czas patriotów

Tom Clancy jest znany na całym świecie ze swoich książek sensacyjnych. Kilka z nich zostało sfilmowanych, a jedna nawet doczekała się serii gier wideo. „Czas patriotów” to jedna z jego wcześniejszych książek. Spodziewałam się akcji i ją dostałam. Czy trzeba od książki określanej jako sensacyjna czegoś więcej? Owszem, przydałoby się, bo jednak przez te 673 strony można polubić bohaterów, których mamy chyba z trzydziestu. A akcji jest tu naprawdę sporo.

Oto Jack Ryan, amerykański były marines, obecnie wykładowca historii, osoba, która wszyscy kochają podziwiają, ojciec córki, mąż chirurga ocznego i przyjaciel np. pilota tomcatów, wyjeżdża na wakacje do Londynu. Dawno nie był na żadnych, więc nie spieszy się, chce trochę pospacerować po mieście zamiast od razu dołączać do buszujących po sklepach z odzieżą żony i córki. I tuż po spotkaniu kobiet swojego życia na umówionym miejscu słychać strzały. Okazuje się, że ostrzeliwany jest samochód, który należy do kogoś bardzo, ale to bardzo na stanowisku jeśli chodzi o Wielką Brytanię. W Jacku zaczynają działać instynkty żołnierza, którym był, i policjanta, które miał przekazane przez ojca-mundurowego, wkracza więc brawurowo do akcji i równie brawurowo zostaje postrzelony. Historia, choć kończy się w szpitalu, ma jednak happy end – Jack jest bohaterem narodowym. Jednak w gratisie z wywiadami i honorami spada na rodzinę Ryanów niebezpieczeństwo – zemsta grupy, której udaremniono tak niespodziewanie akcję. Najbardziej zaś żądny krwi jest szef całej operacji. Właśnie na dążeniu do odwetu na Ryanie zbudowana jest cała fabuła książki, dalej tocząca się już w Ameryce.

Tematem tej książki jest problem międzynarodowego terroryzmu, więc tak, jak dobrze była przyjęta w dobie walk Ira i podobnych grup na ternie Zjednoczonego Królestwa, tak zapewne po upadku wież WTC nadal temat jest aktualny. Jednak powolnie sunąca do przodu fabuła i jednoznaczni bohaterowie, cecha charakterystyczna literatury sensacyjnej lat 80-tych, do którego należy także „Czas patriotów”, trochę już nie pasuje do obecnych czasów. Choć wydanie angielskojęzyczne to przecież złota era agenta Jamesa Bonda, poszukiwacza Indiany Jonesa czy awanturnika Krokodyla Dandee, to przy nich Jack wydaje się o wiele prostszym bohaterem. Może dlatego, że tak mają żołnierze marines, może profesorzy historii, którymi jest Jack. A może dlatego, że Tom Clancy właśnie tak konstruuje bohaterów: są albo bezsprzecznie źli, albo bezsprzecznie pozytywni.

Jest to ociekająca akcją, grzechocząca nabojami do M-60 w kieszeni, honorowymi bohaterami i antagonistami, których nie da się polubić, a nawet kiedy przegrywają, a przegrywają, współczuć. Dość przewidywalna, powolna wielowątkowa fabuła, z kilkoma zwrotami akcji. Umili niejeden wieczór każdemu żądnemu krwawej akcji, za to zanudzi kogoś, kto chciałby odczuwać coś więcej niż dreszczyk emocji na myśl o siedzącym za kontenerem terroryście.

Dział: Książki
wtorek, 04 luty 2020 16:06

Ukryte ciała

Kochasz czytać książki? Uwielbiasz ich zapach, lubisz dotykać wysłużonych niekiedy stron? Z prawdziwą ekscytacją buszujesz na wyprzedażach garażowych, odwiedzasz likwidowane mieszkania i polujesz na zawartości biblioteczek, jesteś nawet gotowa zanurkować w śmietniku by wyciągnąć cenny egzemplarz książki opatrzony autografem autora? Wyobraź sobie teraz, że w swoim życiu spotykasz mężczyznę, który ma dokładnie takie same zainteresowania, który nigdy nie skrytykuje cię za kolejną książkę w kolekcji czy przypalony obiad, który padł ofiarą intrygującej lektury w której się zatopiłaś, zapominając o całym świecie. Brzmi jak bajka?

Jeśli twoja odpowiedź jest twierdząca oznacza to, że znalazłaś się w prawdziwym niebezpieczeństwie. Łatwo bowiem możesz stać się ofiarą takiego ideału, w postaci trzydziestoparoletniego Joe Goldberga ze Składu Książek Mooneya. Mężczyzna, który cierpliwie krąży po targach staroci, kupuje fiołki i czuwa nad swoją dziewczyną to marzenie wielu z nas, pod warunkiem jednak, że owa opieka nie zamienia się w inwigilację, zaś karą za jakiekolwiek przewinienie, które w jego pojęciu kończy miłość nie jest … śmierć.

Socjopatyczny Goldberg rozpaczliwie poszukując miłości zatraca bowiem świadomość istnienia granicy pomiędzy dobrem a złem, bez skrupułów pozbywając się kolejnych partnerek. Kiedy zaczyna spotykać się z rezolutną i oryginalną Amy, którą zatrudnił do pomocy w firmie, mogłoby się wydawać, że nareszcie spotkał ideał. Co więcej, ten ideał jest całkowicie offline, co sprawia, że mężczyzna nie musi już jak przy poprzedniej partnerce Beck śledzić aktywności na jej kontach społecznościowych czy czytać wiadomości e-mail.

Co zatem sprawia, że i tym razem się nie udaje? Kiedy Amy znika zabierając ze sobą kilka wydawniczych białych kruków, by – jak się okazuje – rozpocząć aktorską karierę, Goldberg nie może tego tak pozostawić. Wyrusza do Los Angeles planując rozliczyć się z kolejną kobietą, która okazała się życiową porażką … Jak skończy się ta opowieść? Przekonamy się sięgając po powieść pt. Ukryte ciała”, autorstwa Caroline Kepnes. Być może część czytelników doskonale zna ten tytuł, bowiem opublikowana nakładem Wydawnictwa WAB książka stała się prawdziwym serialowym hitem.

Paradoksalnie książka pojawiła się na rynku już kilka lat temu - w 2014 roku ukazała się powieść „Ty”, zaś rok później do sprzedaży trafił jej sequel – właśnie „Ukryte ciała”. I książki być może pozostałyby dla wielu nie zauważone, gdyby nie fakt, iż w 2018 roku stacja Lifetime zamówiła 1. sezon serialu „You”, z Pennem Badgleyem w roli głównej. Po powieść sięgnąć jednak mogą nie tylko miłośnicy serialu (czy odtwórcy postaci Goldberga), ale wszyscy lubiący osobliwych bohaterów, pod warunkiem że są uodpornieni na wulgaryzmy, czy stwierdzenia typu „olewamy was ciepłym moczem, gówno nas obchodzi, co o nas myślicie (...)”.

Nie oglądałam serialu, ale jestem przekonana, że nie zmieniłby on mojego zdania o książce, która okazała się dość mocno rozczarowująca. Psychopatyczny Goldberg wciąż wypada ze swojej roli „miłego faceta”, zniechęcając swoimi porównaniami czy komentarzami. Więcej w nim nieogarniętego i żałosnego mordercy niż mężczyzny, który był w stanie spotykać się z kimkolwiek, zaś nieustanne wspominanie o kubku z moczem w domu Salingerów ostatecznie przekreśla go jako partnera. Nie znajduje w nim owego socjopatycznego uroku, o którym tak głośno się mówi, podobnie jak nie znajduje w książce większych emocji. Nawet świadomość, że mamy do czynienia z wielokrotnym mordercą nie robi wrażenia, tak naprawdę nie intryguje nawet fakt, iż Joe wyrusza śladem Amy, zaś pytanie, czy ją odnajdzie i jak się zakończy opowieść nie budzi dreszczyku emocji. To po prostu kolejna książka, o której zapomina się zaraz po przeczytaniu...

 

Dział: Książki
wtorek, 21 styczeń 2020 12:09

Sejf

Nie ma chyba osoby, która nie kojarzy Tomasz Sekielskiego, gwiazdy TVN. Nawet, jeśli ktoś nie posiada telewizora i bojkotuje komercyjne stacje musiał słyszeć o ubiegłorocznym sensacyjnym filmie dokumentalnym pt. „Tylko nie mów nikomu”, którego Sekielski był scenarzystą i reżyserem. Opisujący wykorzystywanie seksualne dzieci w kościele katolickim w Polsce film nie tylko bulwersował, ale też rozpoczął ogólnokrajową dyskusję, zwracając uwagę na ten od wieków ukrywany przez kościół proceder. Co jednak Sekielski ma wspólnego z powieścią? Czy dziennikarz śledczy może napisać dobrą powieść zamiast reportażu?

Przekonać się o tym mogą ci czytelnicy, którzy sięgną po trylogię „Sejf”. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Rebis książka, to spektakularny debiut i niewesoły obraz pracy służb państwowych oraz medialnych gigantów. Mimo iż otrzymujemy wybuchową mieszankę, dalece odchodzącą od zapowiadanego thrillera politycznego, to miłośnicy szybkiego tempa akcji i spiskowych teorii dziejów będą zachwyceni. Nie jest może zbyt głęboko i zbyt refleksyjnie, ale z pewnością dostrzeżemy w opisach sytuacji odbicie bieżącej rzeczywistości. Co więcej, dzięki całkiem zgrabnej konstrukcji książki pochłania się ją w ekspresowym tempie, co przy ponad tysiącu stron jest nie lada wyczynem!

Sekielski zdradza nam tajemnicę, za którą można zginąć – istnienie tajnego pomieszczenia zwanego Sejfem. To właśnie tu trafiają informacje o szczególnym znaczeniu oznaczone klauzulą „ściśle tajne”. Upublicznienie tych informacji mogłoby mieć katastrofalne skutki nie tylko dla Agencji Wywiadu, która w Sejfie gromadzi dane operacyjne, ale i całego kraju. Nie mówiąc już o konsekwencjach dla osoby, która o szpiegostwo czy po prostu wyniesienie jakichkolwiek informacji by się pokusiła. Kto oglądał „Brudną grę” w reżyserii Gavina Hooda i / lub śledził losy Katharine Gun doskonale wie, o czym mówię.
Z owego miejsca, które oficjalnie nie istnieje, przenosimy się na Podlesie. Tu, w Koterce, przy białoruskiej granicy, zostają znalezione zwłoki. Morderstwo w tych okolicach nie jest codziennością, a co dopiero tak spektakularne pozbawienie kogoś życia. Trup bez twarzy, zmiażdżone dłonie – wszystko to wskazuje na brutalne przesłuchanie bądź też mafijne porachunki (przy czym jedno drugiego nie wyklucza). Policjanci z okolicznych miejscowości pod dowództwem młodszego inspektora Waldemara Darskiego niezbyt potrafią sobie poradzić już z samym widokiem, nie mówiąc już o przyszłym śledztwie. Tyle tylko, że nawet nie będą musieli śledztwa prowadzić. Niedługo bowiem po tym, jak policyjnymi kanałami została przekazana informacja o znalezieniu zwłok w pobliżu cerkwi, zjawiają się rządowe samochody, a sprawę przejmuje Agencja Wywiadu. I zapewne nikt by się o tym fakcie nie dowiedział, gdyby nie pewien dociekliwy dziennikarz telewizji DTV, Artur Solski (czyżby autoportret?).

Tak zaczyna się książka, w której Sekielski oferuje nam prawdziwą jazdę bez trzymanki. Spisek, polityka, wątki szpiegowskie i społeczne (a nawet regionalne w postaci prawdziwej „perełki”, czyli szeptuchy Wiery Popławskiej) – to wszystko składa się na lekturę łatwą i przyjemną, ale taką, dla której z pewnością warto zarwać noc. Intrygującej fabule towarzyszy sprawnie poprowadzona akcja, rozgrywająca się na różnych planach, a oznaczenia dat, nawet godzin, umożliwiają nam śledzenie wydarzeń i ich natychmiastowe umiejscowienie w czasie i przestrzeni (co ma niebagatelne znaczenie dla rozwijającej się historii) do tego doskonale skonstruowani bohaterowie – to wszystko sprawia, że coraz mocniej zagłębiamy się w opowieść, angażując się również emocjonalnie. Sekielski intryguje, a dzięki elementom tajemnicy, takim jak tytułowy Sejf, czyni z nas osoby połączone wspólnym sekretem. Tajne służby, operacje o niewiele mówiących co do ich charakteru nazwach (jak ”Nabucco”), wiadomość, że przeciętny obywatel kraju jest tylko nic nie znaczącym trybikiem w maszynie państwa, to musi przyciągnąć. Nie wiem co prawda, czy na tyle, by kiedykolwiek do książki powrócić, ale z pewnością wystarczająco, by spędzić na poznawaniu zawiłości systemu kilkanaście godzin. Szczególnie, że prezentowane wydanie zawiera wszystkie trzy tomy („Sejf”, „Sejf. Obraz kontrolny” oraz „Sejf. Gniazdo Kruka”), dzięki czemu zaoszczędzony został nam ból oczekiwania na kolejną książkę.

 

Dział: Książki
niedziela, 12 styczeń 2020 22:48

Operacja Rafael

W latach 1939-1945 na terenie Polski skonfiskowano, zagrabiono lub spalono kilkaset tysięcy dzieł sztuki. Część z tych skradzionych na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat udało się odzyskać, odnajdując je w prywatnych kolekcjach, na licytacjach czy też w drodze pertraktacji z różnymi władzami. Niestety los wielu pozostaje do dziś nieznany …

Wśród tych najcenniejszych zaginionych dzieł, jest „Portret Młodzieńca”, namalowany na desce przez Rafaela Santi. Kilka lat temu obraz ten stał się bohaterem powieści Zygmunta Miłoszewskiego, dziś znów temat powraca, by za sprawą Marka Kozubala i Marcina Falińskiego rozpalać wyobraźnię czytelników. Obraz Rafaela należał do kolekcji Muzeum Czartoryskich, najstarszej placówki muzealnej w Polsce, założonej przez księżnę Izabelę z Flemmingów Czartoryską. We wrześniu 1929 roku wszystkie cenne dzieła sztuki zostały zrabowane przez wojska niemieckie z piwnicy pałacu w Sieniawie, gdzie były przechowywane. „Portret Młodzieńca” dostał się w ręce Kajetana Mühlmanna, pełnomocnika do spraw zabezpieczania dzieł sztuki i skarbów kultury w Generalnym Gubernatorstwie i był na liście obiektów przeznaczonych do zaplanowanego przez Hitlera Muzeum Sztuki w Linzu, jednak z rozkazu Hansa Franka trafił na Wawel. Zaginął podczas ewakuacji Urzędu Generalnego Gubernatora i dotychczas nie został odnaleziony – o jego nieznanym losie przypomina tylko pusta rama w Muzeum Czartoryskich.

Hipotetyczne losy obrazu możemy poznać dzięki powieści pt. „Operacja Rafael”. Opublikowanej nakładem Wydawnictwa Czarna Owca. Kozubal i Faliński sięgają jednak znacznie dalej, nie tylko koncentrując się na zawiłych losach obrazu, ale … wciągając swoich czytelników w próbę jego odzyskania. Do naszych rąk trafia zatem całkiem zgrabna powieść historyczno – szpiegowska, choć o niewykorzystanym potencjale. To, co najbardziej przeszkadza w odbiorze, to styl pisania, a także samo prowadzenie akcji, która z trudem potrafi czytelnika wciągnąć, a kiedy już przez pierwsze strony przebrniemy i damy się ponieść wydarzeniom, znów rozczarowuje zakończeniem. Mimo wszystko po książkę zdecydowanie sięgnąć warto, szczególnie jeśli lubimy takie spiskowe i pełne przygód historie o poszukiwaniu skarbów.

Tym razem – zdaniem autorów – pojawia się realna szansa na odzyskanie Portretu, bowiem portret, znajdujący się na pierwszym miejscu strat wojennych, którego poszukiwania rozpoczęły się już w 1945 roku znajduje się rzekomo na Bliskim Wschodzie – ponoć w 1990 roku zostało skradzione przez irackich funkcjonariuszy służb specjalnych. Dlatego też MSZ zwraca się do agencji polskiego wywiadu z prośbą o weryfikację na miejscu tej informacji z Kuwejtu i ewentualne odzyskanie obrazu, jeśli będzie to możliwe. Z misją zostaje wysłany major Łodyna, który doskonale zna tamtejszą rzeczywistość, zaś jego kontaktem ma być niejaki Berd, podpułkownik AW, działający pod przykrywką jako wiceprezes w firmie handlowej.

Mimo iż misja wydaje się klarowna, a szanse jej powodzenia – duże, wszystko zaczyna się komplikować, zaś sam major trafia w sam środek piekła. Pozostawiony niemal sam sobie Łodyna ma jednak asa w rękawie – to list, nadany w Tel Awiwie i przesłany do polskiego rządu przez niejakiego Moshe Kleinera, w którym to mężczyzna szczegółowo opisał drogę, jaką przebył z obrazem Rafaela…

Jak zakończy się ta historia? Przekonamy się o tym dzięki lekturze powieści „Operacja Rafael”, prowadzonej na dwóch planach czasowych – jednym rozgrywającym się w czasach współczesnych i drugim, który przenosi nas do czasów wojny. Przyznam, że brawurowa misja Kleinera wciągnęła mnie mocniej, niż obecne poszukiwania, podobnie jak Kleiner i jego odwaga oraz brawura zafascynowały bardziej, niż major Łodyna. Mimo tego, oba te wątki, mimo dzielących ich lat, zgrabnie splatają się ze sobą, ukazując przy okazji kulisy tajnych operacji, współpracę służb, a także burzliwe czasy wojny. I mimo iż lektura dostarcza nam sporo emocji, niestety wciąż hamowanych brakiem płynności słowa, to jednak warto się w niej zatopić i choć pomarzyć o odnalezieniu przez polskie służby „Portretu Młodzieńca”.

Dział: Książki