Rezultaty wyszukiwania dla: romans
Miłosne tajemnice
Czasami zdarza się, że książka (a w tym przypadku cała seria) zyskuje nowe życie dzięki ekranizacji. Tak właśnie stało się w przypadku sagi rodu Bridgerton’ów spod pióra amerykańskiej pisarki Julii Quinn. „Miłosne tajemnice” to czwarty tom uwielbianej przez czytelników serii „Bridgertonowie” autorstwa Julii Quinn. Książka przenosi nas do świata londyńskiej socjety czasów regencji, a przedstawiona w niej historia tętni emocjami i zaskakującymi zwrotami akcji. Czy miłość, która rodzi się z wieloletniej przyjaźni i skrywanych uczuć, może przetrwać w obliczu tajemnic i społecznych oczekiwań?
O czym jest książka
Penelopa Featherington, od lat zakochana w Colinie Bridgertonie, przez większość życia obserwuje go z daleka, przekonana, że wie o nim wszystko. Colin, znużony swoją reputacją beztroskiego czarusia i ciągłym zainteresowaniem ze strony plotkarskiej rubryki lady Whistledown, wraca do Londynu po długiej podróży, tylko po to, by odkryć, że wiele się zmieniło - zwłaszcza Penelopa. Kiedy Penelopa przypadkowo natrafia na najgłębszy sekret Colina, zaczyna się obawiać, że może jednak wcale go nie zna. Colin, z kolei, staje przed wyborem: czy Penelopa jest dla niego największym zagrożeniem, czy szansą na prawdziwe szczęście?
Moja opinia i przemyślenie
„Miłosne tajemnice” to książka, która wciąga od pierwszej strony. Julia Quinn po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzynią w kreowaniu barwnych i wciągających historii. Penelopa, którą wielu czytelników pamięta z poprzednich części jako cichą i nieśmiałą, w tej książce staje się główną bohaterką, której wewnętrzna siła i determinacja zaskakują i zachwycają. Jej rozwój postaci, od skrytej obserwatorki do kobiety gotowej walczyć o swoje uczucia i marzenia, jest inspirujący i świetnie ukazany. Colin Bridgerton, ze swoją charyzmą i wewnętrznymi zmaganiami, jest równie fascynujący. Jego znużenie społecznymi oczekiwaniami i pragnienie znalezienia prawdziwego celu w życiu dodają głębi jego postaci. Ich relacja pokazuje, że miłość to nie tylko piękne chwile, ale także trudne wybory i kompromisy.
Autorka zręcznie wplata elementy komediowe i dramatyczne, tworząc lekką, ale nie banalną historię. Dialogi między bohaterami są pełne iskrzącego humoru. To, co wyróżnia „Miłosne tajemnice” na tle innych romansów historycznych, to umiejętność Quinn do tworzenia postaci z krwi i kości, których zmagania są nam bliskie, mimo osadzenia ich w odległej epoce.
Podsumowanie
„Miłosne tajemnice” to kolejny triumf Julii Quinn i ani odrobinę nie dziwi mnie, że ukazało się jego kolejne wznowienie. Książka oferuje wszystko, czego można oczekiwać od doskonałego romansu historycznego: głębokie emocje, intrygujące tajemnice, humor i niezwykle barwne postacie. Historia Penelopy i Colina to opowieść o miłości, która przechodzi próby czasu i przeciwności losu, ukazując, że prawdziwe uczucia zawsze znajdą drogę do serca. Polecam tę książkę każdemu, kto szuka ucieczki od codzienności do świata pełnego romantyzmu, ciepła i nieoczekiwanych zwrotów akcji.
Black Bird Academy
Akademia dla egzorcystów w Nowym Jorku? Wampiry? Demony? I to wszystko pałęta się po ulicach? W książce Stelli Tack właśnie tak się dzieje, a autorka opisuje to w taki sposób, że wszystko przyjmujemy za pewnik.
Leaf Young ma pecha, choć to w zasadzie za mało powiedziane. Bo jak nazwać fakt, że gdy po raz pierwszy od paskudnego rozstania wychodzi do klubu z przyjaciółkami, bawi się świetnie, wyrywa najgorętszego gościa w całym klubie i… kończy z demonem w sobie. Tylko nie, że gorąca randka, ale demon włazi do jej głowy i żadne nie zamierza ustąpić. Co jest o tyle dziwne, że nikt pannie nie wierzy, egzorcyści ją torturują i nic nie wskazuje na to, że mogłoby być lepiej. Ich ultimatum też pozostawia sporo do życzenia, bo Lore panoszy się w głowie i czasem chce dojść do głosu, a wtedy krew leje się gęsto. Na szczęście dziewczyna nie daje sobie w kaszę dmuchać.
Kocham ich oboje. Lore jest najgorszy, nikczemny, podły, złośliwy, wstrętny, zarozumiały, do przesady pewny siebie, fałszywy, kłamliwy. I uroczy. Świadomość tego, co nawywijał w przeszłości, nie przeszkadza w tym, by polubić go od pierwszej chwili, gdy się pojawia, a jego dialogi z Leaf jeszcze podsycają tę miłość. Zresztą, dziewczyna też jest niczego sobie, autorka świetnie skonstruowała jej postać. Z jednej strony zwyczajną dziewczyną, a z drugiej ogromną zagadką. Falco, jej nauczyciel i obrońca w świecie egzorcystów, nie będzie miał z nią łatwego życia. Jej bezczelny, trochę na pokaz, sposób bycia jeszcze bardziej uwypukla gburowatość i introwertyzm mężczyzny. Taka trójka, jak ich dwójka po prostu musi stworzyć książkę idealną.
Od tej lektury się nie oderwiecie. Jest pełna akcji, ale na takim poziomie, który tylko trochę odbiera dech. Do tego błyskotliwa, pełna poczucia humoru, takiego, jak lubię najbardziej, złośliwego, inteligentnego, na poziomie. Wszystko jest wyważone. I dramat i lekka nuta romansu, autorka powoli odkrywa karty. Na początku każdego rozdziału wiemy, kto opowiada i ten sposób prowadzenia narracji odsłania nam tylko to, co autorka chce pokazać światu. Dodatkowo przed niektórymi rozdziałami opisuje demony i inne stworzenia z innego wymiaru, co daje nam obraz całego świata. Podoba mi się ta forma przekazywania wiedzy, jest delikatna, nie zarzuca informacjami. Jeśli jednak ktoś czuje niedosyt, to z tyłu jest całe zestawienie tych istot, w zgrabnym skorowidzu. Są też opisane klasy egzorcystów. Autorka naprawdę dobrze przygotowała się do pracy.
„Zabij mrok” jest ożywczym powiewem czegoś nowego w świecie fantasy. Choć porusza znane tematy, robi to w sposób nowy, nieszablonowy i przez to tworzy coś niesamowitego. Nie będziecie żałować ani chwili spędzonej z tą książką. Jedynie tego, że tak szybko się kończy.
Małżeństwo ze snu
Książka „Małżeństwo ze snu” autorstwa Julii Quinn przenosi nas do czasów, kiedy miłość, lojalność i honor decydowały o ludzkich losach. W swojej powieści, autorka, znana przede wszystkim z cyklu o rodzinie Bridgerton, tym razem skupia się na przygodach rodziny Rokesby, a osią fabuły staje się niezwykła historia Cecilii Harcourt, kobiety, która w imię miłości i troski o bliskich, jest gotowa zaryzykować wszystko.
O czym jest książka?
„Małżeństwo ze snu” opowiada historię Cecilii Harcourt, która staje przed życiową próbą, gdy dowiaduje się, że jej brat został ranny na froncie wojennym. Osierocona i postawiona przed perspektywą małżeństwa z niesympatycznym krewnym lub życia pod dachem apodyktycznej ciotki, decyduje się na desperacki krok. Wyrusza przez Atlantyk, aby odnaleźć brata i zapewnić mu opiekę. Zamiast niego, w wojskowym szpitalu znajduje jego najlepszego przyjaciela, Edwarda Rokesby’ego, który jest nieprzytomny i którego życie wisi na włosku. Cecilia, kierując się sercem i bezgraniczną determinacją, decyduje się na kłamstwo, które ma umożliwić jej pozostanie przy łóżku Edwarda – podaje się za jego żonę.
Opinia własna
„Małżeństwo ze snu” to opowieść wypełniona emocjami, która zmusza do refleksji nad granicami, jakie jesteśmy gotowi przekroczyć dla osób, na których nam zależy. Julia Quinn stworzyła postacie pełne głębi, z którymi łatwo się utożsamiać. Cecilia Harcourt, z jednej strony odważna i zdeterminowana, z drugiej niezmiernie ludzka w swoich dylematach moralnych, staje się symbolem kobiecej siły. Jej historia z Edwardem Rokesby’m rozwija się w sposób naturalny i pełen napięć, pokazując, że miłość może narodzić się w najmniej spodziewanych okolicznościach.
Niezwykłe tło historyczne – Stany Zjednoczone w czasie wojny o niepodległość – dodaje powieści spod pióra Julie Quinn dodatkowego wymiaru, odchodząc od typowych dla romansów historycznych scenerii angielskich salonów. Przeniesienie akcji do młodego amerykańskiego miasta wojennego czasu pozwala na bardziej dynamiczne i oryginalne ujęcie tematu miłości i poświęcenia.
Muszę jednak przyznać, że książka nie dorównuje najlepszym powieściom z sagi rodu Bridgertonów. Mimo że przyjemnie napisana, to jednak nie porywa. Wątku romantycznego także nie śledzi się z zapartym tchem. To po prostu kolejna lekka, przyjemna lektura, którą dobrze jest przeczytać, ale raczej już się do niej nie wraca.
Podsumowanie
„Małżeństwo ze snu” Julii Quinn to historyczny z niecodziennym tłem. To opowieść o sile woli, miłości i poświęceniu. Dobrze napisana, wciągająca historia, która utrzymuje zainteresowanie czytelnika. Julia Quinn ponownie udowadnia, że potrafi nie tylko bawić, ale i wzruszać, oferując nam historię, która długo pozostaje w pamięci. „Małżeństwo ze snu” to lektura, którą z czystym sumieniem można polecić każdemu, kto pragnie chwili niezobowiązującej rozrywki.
Propozycja dżentelmena
„Propozycja dżentelmena” spod pióra Julii Quinn to trzecia odsłona serii o rodzinie Bridgertonów, która przenosi nas w czasy XVIII-wiecznej Anglii, oferując czytelnikom romantyczną opowieść w konwencji baśni o Kopciuszku.
Zarys fabuły
Tym razem głównymi bohaterami są Sophie Beckett — nieślubna córka hrabiego, zmuszona żyć w cieniu jako służąca pod okiem okrutnej macochy, oraz Benedict Bridgerton — drugi z kolei syn w znamienitej rodzinie Bridgertonów, szukający miłości, ale nieświadomy, że znajdzie ją w najmniej spodziewanym miejscu. Książka rozpoczyna się od magicznego balu maskowego, gdzie Sophie i Benedict spotykają się po raz pierwszy, tworząc moment pełen magii i niewypowiedzianych obietnic. Ta noc, choć niezapomniana dla obojga, kończy się jednak równie szybko, co się zaczęła, zostawiając Benedicta z niegasnącym pragnieniem odnalezienia tajemniczej damy.
Moja opinia i przemyślenia
Julia Quinn zręcznie przekształca dobrze znaną historię Kopciuszka, dodając do niej elementy charakterystyczne dla swojego stylu — dowcip, lekkość pióra oraz umiejętność tworzenia żywych, trójwymiarowych postaci. Choć motyw Kopciuszka jest dobrze znany, autorka udowadnia, że można go odświeżyć, dostarczając czytelnikom zarówno wzruszeń, jak i rozrywki.
Opinie na temat powieści, jakie można znaleźć w sieci są bardzo mieszane, głównie ze względu na wyraźny schemat, który Quinn stosuje w swojej serii — przewidywalne zakończenia, podobne przeszkody dla bohaterów do pokonania oraz niezmiennie silna więź rodzinna. Mimo to, uważam, że „Propozycja dżentelmena” wyróżnia się na tle poprzednich tomów dzięki swojej unikalnej mieszance romantyzmu, baśniowej magii i społecznego komentarza dotyczącego pozycji kobiet w dawnych czasach. Poza tym, jeżeli mam być szczera, należę do tego grona czytelników, którzy naprawdę lubią ten właśnie schemat i książki, które go powielają uważam za swojego rodzaju „comfort books”. Również Sophie i Benedict, choć momentami frustrujący w swoich rozterkach i decyzjach, są postaciami, za którymi łatwo podążać, kibicując im w dążeniu do wspólnego szczęścia. Ich relacja, choć rozkwita na przestrzeni książki, nie jest pozbawiona wyzwań, co dodaje historii głębi i realizmu.
Warto również zwrócić uwagę na sposób, w jaki autorka przedstawia rodzinę Bridgertonów. Silne więzi rodzinne, wsparcie i miłość, które są obecne w każdej części serii, stanowią fundament, na którym zbudowane są poszczególne historie. „Propozycja dżentelmena” nie jest wyjątkiem, pokazując, jak ważna w życiu jest rodzina, zarówno ta, w której się urodziliśmy, jak i ta, którą sami wybieramy.
Podsumowanie
Moim zdaniem „Propozycja dżentelmena” jest książką, która, mimo pewnej przewidywalności i schematyczności, potrafi zauroczyć i dostarczyć wielu emocji. Jest to lektura idealna dla tych, którzy szukają ucieczki w świat pełen romansu, tajemnic i baśniowej magii. Julia Quinn ponownie udowadnia, że potrafi przemówić do serc czytelników, tworząc historie, które, mimo upływu czasu, pozostają w pamięci.
Zapowiedź: Krucza pieśń. Green Creek. Tom 2
Drugi tom serii "Green Creek" TJ Klune’a - autora bestsellerów: "Dom nad błękitnym morzem", "Pod szepczącymi drzwiami" i "Życie marionetek".
Srebro w kościach
Myślę, że każdy z nas ma listę autorek lub autorów, po których wie czego, może się spodziewać i, że każda kolejna książka to będzie strzał w dziesiątkę. U mnie właśnie jedną z takich autorek jest Alexandra Bracken, która jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. A jak było w przypadku jej najnowszej książki?
Tamsin Lark z trudem wiąże koniec z końcem, żeby mieć na życie, w dzień zajmuje się wróżeniem z kart, a w nocy razem z bratem poszukują różnych magicznych przedmiotów. Kiedy dowiaduje się o istnieniu pierścienia, dzięki któremu mogłaby zdjęć klątwę ciążąca na jej bracie, nie zastanawia się nawet chwili i postanawia go zdobyć. Jednak nie jest ona jedyną, która szuka magicznego pierścienia. Inni Zgłębiający również pragną go zdobyć. Rozpoczyna się wyścig z czasem. Żeby zdobyć przewagę nad innymi, Tamsin musi zawrzeć sojusz z Emrysem, jej odwiecznym nemezis. Tylko czy to będzie dobra decyzja? Na jaw wychodzą tajemnice z przeszłości, a dawne złe siły rosną w potęgę.
Tak jak się spodziewałam „Srebro w kościach", okazało się książką dla mnie, chociaż z początku za bardzo, nie mogłam wczuć się w fabułę, która była naprawdę dobra. Może było to spowodowane tym, że za dużo informacji było przekazanych za szybko.
Autorka miała bardzo fajny pomysł na wykorzystanie legend arturiańskich, które ostatnio mam wrażenie, że robią się coraz bardziej popularne.
Akcja książki rozwija się raczej wolno. Fragmenty opisujące poszukiwania, próby rozwikłania zagadek i odszukania tego, kto jest tym złym, przeplatają się ze scenami akcji, w których króluje walka na śmierć i życie. A skoro już o życiu i śmierci wspominam, to niestety sięgając po tę książkę, trzeba być przygotowanym na to, że nie wszyscy przeżyją walkę ze złem. Trzeba również przygotować się na końcowy plot twist, który z pewnością większość zaskoczy.
Jeśli chodzi o bohaterów, to można ich polubić. Chociaż nie są oni zbyt wyraziści. Nie zawsze też rozumiałam ich motywację do niektórych działań.
Jeśli ktoś jest fanem slow burn romance, to jest to książka dla niego. Relacja między Tamsin, a Emrysem rozwijała się bardzo, ale to bardzo wolno. Jak dla mnie zbyt wolno, przez co nie czułam zbytnio między nimi chemii. Ja jednak wolę, gdy chemię między bohaterami czuć już od pierwszej strony, że wiadomo, że coś więcej będzie się tam dziać.
Podsumowując, poza minusem za wolny romans, książkę oceniam bardzo dobrze. Pełno w niej było tajemnic, przygody, delikatnie klimatem przypominała mi Kroniki Atlantydy Woolf, które bardzo lubię. Dlatego też bardzo polecam ten tytuł tym którzy jeszcze go nie znają, a mi pozostaje teraz tylko czekanie na kolejny tom, który z tego, co się orientuję, ma być w przyszłym roku.
Amerykańskie księżniczki. Jej Królewska Mość
Zarys fabuły
Moja opinia i przemyślenia
Podsumowanie
Amerykańskie księżniczki
Zarys fabuły
Moja opinia i przemyślenia
Podsumowanie
Miasteczko Halloween
W świecie filmów, które z każdym rokiem zdają się zdobywać status kultowych, „Miasteczko Halloween” (oryginalnie „The Nightmare Before Christmas”) Tima Burtona to pozycja wyjątkowa. To film, który nie przestaje fascynować, pomimo upływu lat, a jego wyjątkowa estetyka i niepowtarzalny klimat sprawiają, że każdego roku, gdy tylko dni stają się krótsze i powietrze przesycone jesienią, powracamy do tej animowanej opowieści z ogromną przyjemnością.Tym razem jednak na rynku wydawniczym pojawiła się całkiem nowa propozycja. „Miasteczko Halloween”, które niedawno ukazało się nakładem wydawnictwa Egmont, to manga stworzona na podstawie słynnego filmu animowanego Tima Burtona i jest jego wierną, graficzną adaptacją.
Zarys fabuły
Już od pierwszych stron manga zabiera nas w podróż po mrocznym, ale niezwykle urzekającym świecie. Kartka po kartce poznajemy historię Jacka Skellingtona, króla Halloween, który odkrywa wejście do Miasteczka Bożego Narodzenia i postanawia zastąpić Świętego Mikołaja, nie do końca rozumiejąc sens i istotę świąt. Oczywiście nie może z tego wyniknąć nic dobrego, a jedyną osobą, która może uratować Świętego Mikołaja jest zakochana w Jacku ożywiona lalka o imieniu Sally.
Moja opinia i przemyślenia
„Miasteczko Halloween” jest arcydziełem animacji poklatkowej. Każda scena jest skomponowana z niesamowitą dbałością o detale, a ręcznie wykonane lalki i dekoracje tworzą efekt, który nawet po latach wydaje się innowacyjny. To film, który sprawia, że widzowie, niezależnie od wieku, mogą poczuć się jak dzieci, odkrywając magię kina na nowo. Dlatego nie łatwo było przenieść ten efekt na papier i stworzyć czarnobiałe komiksowe kadry, które spełniłyby oczekiwania czytelników. Czy Jun Asuce się to udało? Niestety nie do końca. Rysunki w mandze, mimo iż zachowują oryginaly klimat, to jednak w porównaniu do filmowych kadrów, sprawiają wrażenie niedopracowanych. Ta sama historia stała się bardziej płaska. W dużej mierze brakuje też genialnej muzyki Danny'ego Elfmana, której niestety nie sposób przenieść na papier. Czy warto więc w ogóle sięgać po mangę? Jak najbardziej! Mimo że nie jest tak świetna, jak animacja, to jednak wciąż opowiada tą samą, ciekawą historię, którą z przyjemność odświeżyłam sobie w wolnej chwili, nie angażując się na dłuży czas, jaki musiałabym poświęcić na siedzenie przed ekranem.
Podsumowanie
„Miasteczko Halloween” to historia, która nie tylko z powodzeniem łączy w sobie elementy horroru, fantastyki i romansu, ale także stanowi dzieło sztuki, które przekracza granice gatunkowe i pokoleniowe. To klasyk, który zasługuje na miano ponadczasowego i który, jestem przekonany, będzie bawił i inspirował widzów jeszcze przez wiele lat. Dlatego uważam, że zasłużenie doczekał się kolejnych adaptacji, również w formie mangowej.
Skorpion. Tom 2
Czy twojemu sercu bliskie są klimaty rodem z filmów „Indiana Jones”? Jeżeli tak, seria „Skorpion” będzie właśnie dla ciebie. Drugi album zbiorczy zawiera trzy tomy oryginalne: „Demon w Watykanie”, „Święta Dolina” i „Skarb Świątyni”, które zostały odziane w elegancką, twardą oprawę.
„Skorpion” to dynamiczna, pełna akcji, napięcia i tajemnic opowieść, która rozgrywa się w sercu Watykanu i na Dalekim Wschodzie XVIII wieku. Kontynuując historię z poprzednich zeszytów, twórcy wprowadzają nas w wir wydarzeń. Szybko okazuje się, że nic nie jest pewne, a tajemnice kościoła mogą się okazać kluczem do przetrwania. Kardynał Trebaldi, z armią Templariuszy u boku, jest gotów przejąć władzę nad kościołem. Skorpion, aby go powstrzymać, musi udowodnić, że oficjalna wersja kościoła na temat św. Piotra jest nieprawdziwa. To prowadzi go w pełną niebezpieczeństw podróż do Ziemi Świętej. Po drodze towarzyszą mu skrywający równie wiele tajemnic bohaterowie, niekiedy o zupełnie niespodziewanych motywacjach.
Myślę, że szczególną uwagę trzeba zwrócić na oprawę graficzną komiksu. Enrico Marini, korzystając ze stylu ligne claire, który charakteryzuje się czystą, wyraźną kreską o jednolitej grubości oraz brakiem kreskowania, cieni i dużych kontrastów, tworzy na każdej stronie prawdziwe dzieła sztuki. Bogactwo detali, od realistycznie odwzorowanych strojów, po wyjątkowe maniery postaci, sprawia, że lektura jest prawdziwą ucztą dla oka. Chociaż można by przypuszczać, że taka oprawa wizualna ma prawo przysłonić treść, okazuje się, że sama historia jest równie porywająca. To idealna mieszanka przygód, diabelskiej intrygi, namiętnego romansu i humoru. Dosłownie — Indiana Jones w czystej postaci. Jest to również opowieść o tym, jak kościół przejmował postacie i historie, aby wzmocnić swoją władzę.
Stephen Desberg i Enrico Marini prezentują dzieło pełne emocji, akcji i napięcia, które na pewno dostarczy czytelnikom wielu godzin wspaniałej rozrywki. „Skorpion” to porywający komiks, który trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. W połączeniu z niesamowitą oprawą graficzną, staje się pozycją obowiązkową dla miłośników komiksów przygodowych i różnego rodzaju teorii spiskowych. Niecierpliwie czekam na kolejne tomy! Mam nadzieję, że będą trzymały równie wysoki poziom.