Rezultaty wyszukiwania dla: kryminał

wtorek, 27 październik 2020 09:18

Skalpel

Doktor Jessie Teska z przyczyn osobistych musiała zmienić miejsce pracy, a co za tym idzie- miejsce zamieszkania. Uważana przez swoich byłych przełożonych za jedną z najzdolniejszych lekarek medycyny sądowej bohaterka trafia w sam środek dziwnej sprawy, która teoretycznie nie ma żadnych powiązań z inną, lecz w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Najpierw na jej stół trafia młoda dziewczyna ubrana jak prostytutka, której zmasakrowane ciało znaleźli pracownicy hotelu w jednym z pokoi. Policja uznała denatkę za tzw. "muła", czyli osobę wynajmowaną do przemycania narkotyków we własnym wnętrzu. Kilka dni później doktor Teska zostaje wezwana do wynajmowanego przez dwie kobiety mieszkania, gdzie stróże prawa badają okoliczności śmierci jednej z nich. Wszystko wskazuje na samobójstwo, choć bliscy zmarłej przysięgają, iż ta nigdy nie miała żadnego związku z narkotykami. Ponadto denatka była w ciąży -i patrząc na jej otoczenie- cieszyła się z tego powodu. Doktor Jessie Teska za wszelką cenę chce odkryć dziwne powiązanie między tymi dwiema sprawami. Ktoś spośród jej zwierzchników ma jednak zupełnie inne zdanie i chce jak najszybciej zamknąć śledztwo w sprawie młodej samobójczyni. Im większy nacisk z góry, z tym większym zaangażowaniem (i potajemnie) Jessie Teska stara się rozwikłać zagadkę. Nawet za cenę własnego bezpieczeństwa.

Nie miałam okazji przeczytać poprzedniej książki tego pisarskiego duetu pt. Ciało nie kłamie, dlatego też ucieszyłam się, że mogę ich "wypróbować" dzięki najnowszej książce. Praca pracownika kostnicy od zawsze mnie intrygowała (choć sama nie nadaję się zupełnie do tego zawodu), więc ta pozycja była idealną okazją, by zapoznać się z owym zawodem czysto teoretycznie (i wciąż mając na uwadze fakt, iż jest to fikcyjna historia). Czy Skalpel ma w sobie to magiczne "coś", czego nikt konkretnie nie potrafi określić, a każdy poszukuje?

Mam mieszane uczucia względem tej historii. Spodziewałam się czegoś na wzór thrillera medycznego, gdzie nawet tak nie dla wszystkich ciekawe tematy jak tajne wirusy, szpitalne zabójstwa etc. potrafią wciągnąć czytelnika bez reszty. Owszem, po części to otrzymałam, lecz Skalpela nie czyta się jak zwykłej powieści kryminalnej. Tutaj prawda miesza się z fikcją- zmyślona historia z prawdopodobnymi opisami działań lekarzy medycyny sądowej. Podczas lektury nieustannie przyłapywałam się na myśli, że główna bohaterka to rzeczywista postać, dzieląca się z czytelnikami swoimi najbardziej skomplikowanymi sprawami prosto z kostnicy. Cały czas musiałam sobie przypominać, że to fikcja. Z jednej strony to plus, gdyż autorzy poprzez wielość szczegółów dotyczących pracy patologów nadali swej powieści znamion realności, z drugiej jednak w pewnym momencie otrzymaliśmy kompletny... chaos. Przez dłuższy czas nie dzieje się nic wartego uwagi, by po chwili wielość wątków, oskarżeń oraz domysłów nas przytłoczyła. To trochę tak, jakby ów pisarski duet chciał wpakować do jednej historii wszystko, co wiedzą; bez patrzenia na to, że to powieść kryminalna, a nie literatura faktu opisująca pracę lekarzy medycyny sądowej. 

Szczerze powiedziawszy wątek pracy patologów mnie zainteresował, jednak śledztwo samo w sobie już niezbyt. Właściwie od początku możemy się domyślić, o co chodzi- autorzy podsuwają nam dość wyraźne wskazówki, na czym oczywiście traci zakończenie, gdyż nie ma już tego efektu "wow", gdy po długich trudach i znojach czytelnik wreszcie sam dociera do prawdy. Bohaterowie nie przyciągają jakoś uwagi, prócz znanej nam już w literaturze nieustępliwości, która napędza całą historię, doktor Jessie Teska nie ma nam nic do zaoferowania. To nie to, że nie da się jej lubić- po prostu jej postać jest ledwo zarysowana, jest tylko konturem na tle wydarzeń. Kimś, kto musiał znaleźć się w tekście, by fabuła miała sens. 

Skalpel jest książką, po którą raczej nie sięgnęłabym w innych okolicznościach. Wyższą notę otrzymuje głównie przez liczne informacje o pracy patologów oraz przez bardzo dobry styl pisarski literackiego duetu, jednak to za mało, by porwać ze sobą czytelnika. 

Dział: Książki
sobota, 24 październik 2020 15:28

Jaskółki z Czarnobyla

Czarnobyl. Miejsce, o którym słyszał każdy. Kojarzone głównie z wybuchem w elektrowni jądrowej, wielką katastrofą środowiska, wielką katastrofą dla ludzi. Miasto, które kiedyś umarło. To właśnie tam Morgan Audic postanowił umieścić akcję swojego thrillera „Jaskółki z Czarnobyla”.
 
Podczas jednej z popularnych wycieczek do Czarnobyla, grupa turystów odkrywa makabryczne znalezisko – ukrzyżowane drutem zwłoki, wywieszone na fasadzie jednego z opuszczonych budynków miasta duchów. Do akcji wkraczają stary wyjadacz, kapitan Josif Melnyk i młodziutka, jeszcze zielona oficer Galina Nowak. Jako że ciało było wystawione na promieniowanie i może być niebezpieczne, sekcja zwłok stoi pod znakiem zapytania, co na pewno nie ułatwi pracy bohaterom. Ojciec ofiary, nieprzebierający w metodach działania i chętnie korzystający ze swoich wpływów, zatrudnia Aleksandra Rybałko, aby ten przeprowadził niezależne śledztwo. Szybko wychodzi na jaw, że ofiara jest również synem jednej z dwóch kobiet zamordowanych w dzień wybuchu reaktora numer 4. Czy to przypadek? A może morderca powrócił po latach? Czy bohaterom uda się rozwikłać zagadkę okrutnej śmierci Leonida Sokołowa?
 
„Zawinęli go do plastikowego worka, włożyli do drewnianej trumny, a potem do jeszcze jednej – cynkowej. Całość została zalana betonem i zakopana na głębokości kilkunastu metrów, jak odpad atomowy”.
 
Akcja książki rozgrywa się głównie na Ukrainie. Autor przedstawia nędzny obraz życia ludzi, na których miał wpływ wybuch w 1986 roku. Ich smutna rzeczywistość, codzienna walka, często też rezygnacja. Przedstawia na przykład, jak wyglądała ewakuacja prawie 50 tysięcy ludzi oczami małego dziecka. Dodatkowo szokuje czytelnika obrazem wojny w Donbasie czy pracą w kostnicy, w której ciała są poupychane po kątach, jedno na drugim. Zgrabnie łączy obraz rzeczywistości z historią, przybliża pierwsze chwile po katastrofie, wspomina bohaterów poświęcających swoje życie. Wszystko to może przytłoczyć czytelnika, jednak nie przyćmiewa głównego wątku w najmniejszym stopniu.
 
Czarnobyl i okolice, cała skażona strefa ma moc przyciągania. Wymarłe miasta są mroczne, bywają niebezpieczne. Napromieniowane ruiny i pola, radioaktywny pył na ulicach, trójkątne, żółto czerwone tablice wskazujące miejsca wysokiego skażenia, wariujące dozymetry. Wszystko to daje świetną scenerię do ciężkiego kryminału, dodaje niesamowitego klimatu.
 
Bohaterowie „Jaskółek” są wyraziści i prawdziwi. Poznajemy ich z różnych perspektyw i sami decydujemy czy ich polubimy, czy nie. Audic nie narzuca nam nic, nie przedstawia ich jako jednoznacznie dobrych czy złych. Tutaj nic nie jest takie proste. Każdy na swoją przeszłość, swoje obawy i swoje motywy działania. Ambitna Nowak ma mała tajemnice, Szczycący się uczciwością Melnyk zostaje poddany próbom, zapijaczony Rybałko nie ma nic do stracenia, jednak walczy, ale nie dla siebie.
 
Okrutny pomysł na zbrodnię, zaskakujące zwroty akcji, niesamowity klimat, trochę taki post – apo, ciekawi bohaterowie – wszystko tu się zgadza. Prywatne śledztwo kontra oficjalne dochodzenie, pieniądze kontra - no cóż - ich brak. Władza, układy, trochę polityki. Taki obraz serwuje nam Morgan Audic. Autor przypomina, że Czarnobyl to nie tylko dawny wybuch. Smaczku dodają ponure, szare strony dzielące rozdziały w książce i posępna okładka (tak, wiem, nie ocenia się książki po wyglądzie, ale cóż poradzę?). No i co chodzi z tymi jaskółkami? Przekonajcie się sami.
Dział: Książki
niedziela, 18 październik 2020 15:50

Tajemnicza historia w Styles

 

Pod koniec września światło dzienne ujrzał kolejny komiks z serii wydawanej z okazji stulecia powieści Agathy Christie. Tym razem jest to adaptacja graficzna tytułu „Tajemnicza historia w Styles”, w którym po raz pierwszy pojawia się słynny, belgijski detektyw Herkules Poirot. 

Kapitan Hastings, z powodu otrzymanej rany, wraca z frontu do domu. Na miejscu spotyka starego przyjaciela Johna Cavendisha, który zaprasza go do posiadłości swojej matki. Kiedy jednak przebywa w gościnie, starsza pani Cavendish zostaje zamordowana, a wszystkie ślady wskazują na strychninę. W okolicy jednak przebywa niejaki Herkules Poirot, który niegdyś pracował jako policyjny detektyw. Hastings, jako dawny przyjaciel detektywa, prosi go o pomoc w rozwikłaniu sprawy. Podczas śledztwa jednak zupełnie nie jest w stanie nadążyć za rozumowaniem niewysokiego, ale niezwykle inteligentnego Belga. 

Komiks narysowany został przez Gleyse Romuald, a jego scenariusz opracował Vivier Jean-Francoise. Wszystko wykonane zostało starannie i z dbałością o najdrobniejsze szczegóły. Historia bardzo wciąga, niemalże tak samo, jak jej książkowy pierwowzór. Wydanie „Tajemniczej historii w Styles” jest jednak broszurowe. Ma miękką okładkę i format A4, nieco elegancji nadaje mu jedynie kredowy papier i fakt, że komiks został wydrukowany w pełnym kolorze. Ciężko powiedzieć, by było to wydanie kolekcjonerskie. Zeszyt łatwo może ulec zniszczeniu i chyba najłatwiej traktować go tak, jak traktowalibyśmy gazetkę. Oczywiście nie odbiera to przyjemności z lektury. Zawarta w nim historia jest świetna i nic jej tego nie odbierze. Szczególnie że tym razem tłumaczenie zostało znacznie lepiej dopracowane niż w poprzednich częściach komiksowej serii. 

Spotkania z Herkulesem Poirot zawsze należą do niezwykle udanych. Tak było i w przypadku adaptacji graficznej powieści „Tajemnicza historia w Styles”. Mimo że książki spod pióra Agathy Christie nie są mi obce, to jednak z pewnością nie pamiętam każdej ze spraw. Dlatego z przyjemnością śledzę przebieg akcji i wraz z bohaterami historii domyślam się powoli, kto jest mordercą. Szczególnie gdy umilają to  świetnie dopracowane ilustracje. 

„Tajemnicza historia w Styles” to pierwsze spotkanie czytelników ze sławnych Herkulesem Poirot. Jestem jednak przekonana, że dla nikogo nie będzie ostatnim. Lekturę serdecznie polecam, zarówno książki, jak i graficznej adaptacji, która ukazała się nakładem wydawnictwa Egmont. 

Dział: Komiksy
niedziela, 18 październik 2020 15:46

Śmierć na Nilu

 

„Śmierć na Nilu” to piąty komiks, który ukazał się z okazji świętowania stulecia książek Agathy Christie. Jest on oczywiście graficzną adaptacją słynnej na całym świecie powieści, z detektywem Herkulesem Poirot w roli głównej. 

Akcja dzieje się w Egipcie, podczas podróży statkiem wycieczkowym po Nilu. Młoda pani Doyle zostaje zamordowana we śnie, a niemalże każdy z pasażerów ma motyw, by się jej pozbyć. Wraz z Herkulesem Poirot krok po kroku odkrywamy szczegóły tej zagadkowej zbrodni. Główna podejrzana, czyli zazdrosna była narzeczona męża pani Doyle, ma niepodważalne alibi. 

„Śmierć na Nilu” była jedną z pierwszych powieści spod pióra Agathy Christie, jakie w życiu przeczytałam i bardzo mocno zapadła mi w pamięć. Fabuła komiksu nie była więc dla mnie niespodzianką. Mimo tego przeczytałam go z przyjemnością. Miło było oglądać interpretację, którą przedstawili czytelnikom scenarzystka Isabelle Bottier i ilustrator Damien Callixte. Artyści zadbali o najdrobniejsze szczegóły, zachowując przy tym niezwykły klimat książki i dostosowując się pod względem graficznym do pozostałych komiksów z serii, które tworzone są przez innych artystów. Jestem dla nich pełna podziwu. 

Komiks ma broszurowe wydanie i format A4. Został wydrukowany w pełnym kolorze. Jak już wspomniałam wcześniej, pod względem szaty graficznej, jest spójny z pozostałymi tomami serii, mimo że każdy narysowany jest przez innego artystę. Mimo że wszystkie komiksy tłumaczył pan Paweł Łapiński, to jednak „Śmierć na Nilu” oraz „Tajemnicza historia w Styles” są tłumaczone znacznie lepiej od pierwszych trzech tomów. Komiksowe dymki stały się zgrabne i nabrały prawdziwego wdzięku, podczas gdy tłumaczenie pierwszych trzech tomów wydaje się po prostu toporne.  

Agatha Christie tworzyła historie ponadczasowe, które bez trudu potrafią wciągnąć nawet wymagającego czytelnika. Do tej pory nie znalazłam żadnej innej autorki lub autora, który dorównałby jej pomysłami na fabułę i nietypowym urokiem osobistym bohaterów. Jej książki po prostu trzeba przeczytać, nawet jeżeli nie lubi się kryminałów. 

„Śmierć na Nilu” to udana adaptacja graficzna świetnej powieści. Komiks przeczytałam z prawdziwą przyjemnością i niecierpliwie czekam na kolejne tytuły. Mam nadzieję, że jakieś zeszyty ukażą się jeszcze w tym roku, a ja również będę miała okazję po nie sięgnąć. Polecam! Zdecydowanie warto! 

Dział: Komiksy
środa, 14 październik 2020 19:43

Złowrogie niebo

[…] przeżywa całą masę wewnętrznych burz. A niektóre z nich potrafią rozerwać człowieka od środka.*

Cały czas coś robimy, gdzieś pędzimy i coś planujemy. Nigdy jednak nie zastanawiamy się, co może zdarzyć się za chwilę i jak wpłynie to na naszą przyszłość. W pewnych sytuacjach naprawdę lepiej by było, gdybyśmy nie dotarli do celu...

Zarys fabuły

Frankie odbiera video rozmowę od swojego współpracownika, który przekazuje jej swoje najnowsze odkrycie. Znany koncern spożywczy używa w swoich produktach składnika zagrażającemu życiu - przez niego wzrasta prawdopodobieństwo zachorowań na raka. Komuś jednak bardzo zależy na tym, by prawda nie wyszła na jaw i na oczach kobiety zabija jej kolegę. Pech chce, że Frankie dokładnie widzi postać mężczyzny, przez co i ona staje się celem mordercy. Przerażona prosi o pomoc przyjaciółkę z dawnych lat, która ma znajomości i umawia Frankie na spotkanie z agentką FBI - Maggie O'Dell. Podążając na spotkanie, nie jest świadoma tego, że nie powinna bać się tylko mordercy, ale również nieprzewidywalnej siły natury. Nad Alabamą szaleje tornado, które niszczy wszystko, co napotka na swej drodze.

Swego czasu bardzo często sięgałam po książki Alex Kavy i zawsze spędzałam z nimi kilka ciekawych godzin. Szczególnie upodobałam sobie cykl o Maggie, ale wiadomo, że nie da się tworzyć tylko jednego. Powstała nowa seria, a ja… jak to ja, zaczęłam czytać gdzieś od środka. Czy zabieranie się za Złowrogie niebo bez znajomości poprzednich części było dobrym krokiem?

Moje przemyślenia

Nie da się odmówić autorce, że w dalszym ciągu potrafi pisać, tak, by zaciekawić czytelnika. Od pierwszych stron Złowrogie niebo mnie zainteresowało i byłam ciekawa, jaki będzie rozwój wydarzeń. Alex Kava ma swój styl pisania i to nadal widać. Skupia się na wybranym wątku i jemu poświęca większość historii. Tym razem pokazuje, jak bezsilni jesteśmy w starciu z naturą, ale porusza również wątki kryminalne. Muszę jednak przyznać, że czuję lekki zawód. Motyw kryminalny był dość słabo opisany i praktycznie sam się rozwiązał. Drugim minusem było dla mnie powtarzanie bez przerwy różnych kwestii. To wygląda, jakby czytelnik nie był w stanie zrozumieć czemu jakaś rzecz dzieje się tak, a nie inaczej. I trzeba mu to za każdym razem tłumaczyć. No i chociaż dzieje się sporo w tej książce, to jednak brakuje mi w niej napięcia, niepewności i zagadek.

Słów kilka o bohaterach

Trudno mi tym razem stwierdzić, co myślę o postaciach, bo naprawdę mało się o nich dowiedziałam. Nie mogłam za bardzo się połapać w tym, kto jest kim. W głównych postaciach zrzucam to na krab braku znajomości poprzednich części. Czuć, że autorka tutaj kontynuuje odkrywanie tego, jacy są, jak postępują i co czują. Ja tutaj czułam się rzucona w sam środek. Nie są jednak źle wykreowani. Różne charaktery widać mimo wszystko. Ot, za mało o nich wiedziałam i tyle.

Na zakończenie

Złowrogie niebo to dobra książka, ale nieco słabsza w całym dorobku autorki. Czytało mi się ją szybko i dość przyjemnie, ale nie do końca dostałam to, czego oczekiwałam. Nawet sceny z tornadem były nijakie. Brak emocji oraz lepszej intrygi kryminalnej. To mój główny zarzut wobec tej książki. Nie czułam nic w trakcie czytania. Miło było na nowo spotkać Maggie i z nią „działać”, ale jednak było mi za mało. Nie jest źle, bo to nadal stara Alex Kava, ale jednak wiem, że stać ją na o wiele więcej.

Dla kogoś, kto dopiero zaczyna przygodę z kryminałami, to Złowrogie niebo może być dobrym wyborem. Polecam jednak zacząć od pierwszego tomu - Mrocznego tropu. Niby każda książka, to inna sprawa, ale postacie łączące je też mają sporo do powiedzenia i dobrze jest je poznać.

Dział: Książki
środa, 14 październik 2020 19:37

Śmierć w Błękitnej Lagunie

Śmierć w błękitnej lagunie obiecuje dość sporo i rozpoczyna się z przytupem. Jednak na obietnicach się kończy, a najciekawszym fragmentem tej powieści jest niestety początek. Cała historia oscyluje wokół wycieczki grupy przyjaciół. Islandia ma  być dla nich spełnieniem marzeń, jednak jeden z nich znajdzie tam śmierć (o tym, kto ginie dowiadujemy się niestety z opisu na IV stronie okładki, choć w treści jest to przez jakiś czas tajemnicą), a inni poznają prawdę o sobie. Za to czytelnicy mieli poznać tajemnicę, poczuć dreszcz emocji, a przede wszystkim poczuć zaciekawienie. Jednak nic takiego się nie stało…

Powieść stworzył duet pisarski: Edyta Szudrowicz i Witold Dębczyński (który niestety zmarł, zanim powieść ujrzała światło dzienne). O tym, że współpraca ta była raczej zgodna świadczyć może fakt, że pod względem warsztatowym powieść jest jednolita i nie ma w niej żadnych sprzeczności, choć finał całej historii jest dość pogmatwany i chaotyczny – ma też zupełnie inne tempo niż poprzednie rozdziały. Uznałam jednak, że to raczej problem przekombinowania fabularnego aniżeli niemożność porozumienia się między autorami.

W zasadzie trudno mi znaleźć cokolwiek co uznałabym za mocny element powieści. Ani zagadka kryminalna nie jest jakoś szczególnie wciągająca, ani bohaterowie nie są zbyt charakterystyczni (za to wszystkich można z powodzeniem nie polubić), fabuła nie porywa, a zakończenie rozczarowuje. Wracając do bohaterów, muszę przyznać, że niektóre ich motywacje były dla mnie niejasne oraz nielogiczne, bardzo nie podobało mi się również to, że postacie kobiecie zostały przedstawione stereotypowo (próżno szukać tu prawdziwych uczuć w relacjach). Dialogi między bohaterami zostały rozpisane dość nienaturalnie – niektóre były kiczowate, inne śmieszyły. Problemem było dla mnie również naszpikowanie fabuły wątkami, które miały wprowadzać fałszywe tropy, a jednak moim zdaniem po prostu wybijały z rytmu i irytowały. Trudno było nie odnieść wrażenia, że treść jest naszpikowana mnóstwem niepotrzebnych informacji, przez co książkę tę zaklasyfikowałabym bardziej do gatunku powieści obyczajowej, gdyż kryminalny jest tu jedynie początek i koniec.

Niestety muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak bezbarwnej i pozbawionej życia lektury. Nie napiszę tutaj, że jest to dziełko koszmarne, ponieważ zdarzyło mi się w przeszłości czytać naprawdę złe książki, ale Śmierć w błękitne lagunie to po prostu bardzo, ale to bardzo słaby przeciętniak. Na pewno nie jest to tytuł godny polecenia.

Dział: Książki
czwartek, 08 październik 2020 12:07

Uściski

W Polsce mamy doprawdy wielu fantastycznych pisarzy kryminału, dlatego z entuzjazmem podchodzę do debiutów tego typu. „Uściski” od razu rzuciły mi się w oczy i zaintrygowały opisem, ponieważ bardzo lubię motyw odkrywania tajemnic zmarłych i niepokojącą fabułę, ciągnącą za sobą kolejne śmierci, tudzież zaginięcia. Aurelia Blancard mnie nie zawiodła w żadnej z tych kwestii i – co tu dużo pisać – już wypatruję kolejnych jej powieści!

Zacznę może od tego, że poza wciągającą fabułą, pełną sekretów i wątkiem kryminalnym, autorka serwuje nam prawdziwą bombę emocjonalną. W dużej mierze „Uściski” są powieścią obyczajową, niemniej w tym wypadku nie uznaję tego za wadę, bowiem detektywistyczne aspekty są bardzo ładnie w całość wplecione, dzięki czemu od książki nie idzie się oderwać. Najważniejsze dla mnie było jednak to, że wykreowani tutaj bohaterowie nie byli mi obojętni i ich losy – bardziej lub mniej rozbudowane – śledziłam z przyjemnością. Zżyłam się z nimi i empatycznie podeszłam do ich problemów i rozterek, które w dużej mierze będą bliskie wielu czytelnikom. Bardzo się cieszę, że Aurelia Blancard skupiła się w swoim dziele nie tylko na głównym pomyśle, ale i całej reszcie – pięknie dopracowała historię.

W wielu miejscach powieść jest nieoczywista i zadziwia podejmowanymi tematami. W „Uściskach” pierwsze skrzypce gra nie tylko motyw „młodej samobójczyni”, ale przewija się wiele innych wątków, a każdy z nich jest warty uwagi i tka ciekawą intrygę, przeplataną ludzkimi słabościami, marzeniami, błędami i… makabrą. Muszę przyznać, że autorce udało się również nie raz mnie wzruszyć – być może dlatego, że z tekstu płynęły zadziwiająco prawdziwe emocje. Tutaj warto dodać, że książka napisana jest bajecznym językiem, dzięki czemu całość czyta się po prostu wyśmienicie. Jestem pewna, że styl Aurelii Blancard urzeknie wiele osób, bo to jak misternie skonstruowana jest ta powieść to… bajka.

Pokrótce podsumowując, „Uściski” to FENOMENALNY debiut, który aż się prosi o polecenie szerokiemu gronu odbiorców. Historia jest spójna, życiowa, zaskakująca, pełna emocji i… zmusza do refleksji, bo kryje się tu niespotykany przekaz oraz poruszone zostają aktualne problemy. Jestem przekonana, że każdy miłośnik bardziej obyczajowo-psychologicznych thrillerów będzie tą pozycją zachwycony. To jedna z tych książek, które – można rzec – mają duszę. Polecam z całego serducha i – jak wspominałam wcześniej – czekam na kolejne przepyszne twory od tej nietuzinkowej debiutantki!

Dział: Książki
czwartek, 08 październik 2020 11:26

Kieszonkowiec

"Świadomie przeżyj strach przed śmiercią. W momencie gdy zdołasz to zrobić, przekroczysz samego siebie."

Za pośrednictwem "Kieszonkowca" wpadłam w nieco inny niż zazwyczaj klimat kryminału, dałam się fantastycznie poprowadzić po japońskich brzmieniach kultury i sposobie postrzegania świata. Wnikając w przestępczy świat śledziłam losy jednego z jego reprezentantów. Azjatyckie nuty w zgodnym rytmie przebijały się przez barwne życie złodzieja, czasem silniej wybrzmiały zwykłą osobliwą codziennością, kiedy indziej zwracały uwagę na pragnienia i marzenia, zawsze przywołując barwne emocje i delikatny niepokój. Obyczajowe akcenty silnie zwróciły na siebie uwagę w zgrabnym połączeniu kryminału i thrillera.

Melodia złożonej ludzkiej psychiki, ponurego marazmu życia, wyrzekania się istotnych wartości, początkowo niezauważalny zwrot akcji, a potem świat głównego bohatera ukazuje się mu z innej niż dotąd perspektywy. Coś zmienia się nieoczekiwanie, aby za chwilę, za sprawą zaskakujących zbiegów okoliczności, ulec kolejnej znaczącej przemianie. Uważnie wsłuchiwałam się w odczucia Nishimury, perfekcyjnego zawodowego kieszonkowca funkcjonującego w tokijskiej przestrzeni publicznej. Jak długo człowiek zdolny jest wieść całkowicie samotne życie i przy tym nadać mu sens? Skąd siła do wyrzeczenia się słabości w konfrontacji ze złem? Dlaczego trudno przywołać do życia ziarenko dobra tkwiące w duszy? Czy łatwo udzielić pomocy zupełnie obcej osobie?

Frapująco nakładają się obrazy przeszłości i teraźniejszości, postać chłopca w odniesieniu do dorosłego, zaś mężczyzny w powiązaniu z jego dzieciństwem. Ciekawie wkrada się na pierwszy plan znaczenie wymykającego się regułom prawa autorytetu i mentorstwa, a przy tym usilna chęć nauki i pozostawienia czegoś po sobie. Fuminori Nakamura z wyczuciem dotyka niewygodnych tematów, obaw nękających jednostkę, zahamowań przenoszących w alternatywną przestrzeń społeczną w stosunku do powszechnej rzeczywistości, niejako z góry przypisanej do niewiary i poczucia bezsilności. Czy sami decydujemy o kierunku ścieżki życia, często skazując się na porażkę, lub walcząc z determinacją w imię szczęścia, a może ktoś lub coś nam ją narzuca, nie dbając o równość i sprawiedliwość? Jak poradzić sobie z własnym i cudzym odrzuceniem?

Zakończenie wypadło perfekcyjne. Nic bym nie ujęła, doskonała puenta. Nic bym nie dodała, jedynie własne przemyślenia i refleksje. Mała objętościowo powieść, a zrobiła zaskakująco duże wrażenie, nie przypuszczałam, że tak uroczo się w nią zaangażuję. Kolejny raz potwierdza się, że blisko mi do twórczości japońskich pisarzy, starego i młodego pokolenia. A to bardzo cieszy i zachęca do dalszych penetracji ich książek. Z pewnością zabiorę się za "Dziecko z ziemi", to również może być skrojona na miarę moich potrzeb przygoda czytelnicza. Jeśli jesteście gotowi przeżyć coś zdecydowanie wybiegającego poza ramy tradycyjnych kryminałów, zabrać się na satysfakcjonującą intelektualną przejażdżkę, to "Kieszonkowiec" już czeka na spotkanie.

Dział: Książki
środa, 07 październik 2020 21:40

Sierota, bestia, szpieg

Już sam pomysł na tę książkę zaskakuje. Nasza bohaterka jest Żydówką, która zostaje wysłana jako szpieg do nazistowskiej szkoły dla dziewcząt, gdzie najważniejsze jest przestrzeganie fanatycznych zasad i przygotowanie się do roli oddanej żony. W tej instytucji wszystkie lekcje przepełnione są propagandą, a nauczyciele i uczniowie gardzą Żydami, traktując ich jak podludzi. Sara musi udawać; pomimo że wiele wycierpiała; pomimo że nie tak dawno straciła matkę. Bohaterka wiedziała, czym jest głód, walka o przetrwanie i strach. Pamięta Kryształową Noc. Czy dziewczynka wtopi się w tło i stanie się stuprocentową Niemką?  Dlaczego opiekun Sary, a raczej Ursuli Haller, zdecydował się wysłać ją do nazistowskiej szkoły jako agentkę?

Sierota, bestia, szpieg to kryminał młodzieżowy, jednak nie wszyscy odpowiednio zrozumieją jej przekaz. Powieść Matta Killena to historia trudna i brutalna; przepełniona zbrodnią, bólem, strachem, złymi rzeczami. Niektóre opisy mrożą krew w żyłach. Uważam, że nie wszyscy odpowiednio ją zrozumieją, bo do tej powieści należy dorosnąć. Autor miał ciekawy pomysł – z małej, bezbronnej Żydówki zrobił szpiega. Jednak gdy zaglądamy do szkoły i widzimy propagandę, warunki oraz zło, którego doświadcza bohaterka, brakuję nam słów. Matt Killen nie boi się przemocy i zła – ból i cierpienie niemal się z tej książki wylewa. Sierota, bestia, szpieg to historia niezwykle trudna i ciężka. Trudno ją jednoznacznie ocenić. Jest dobrze napisana, traktuje o temacie ważnym, a fabuła jest oryginalna. Retrospekcje pozwalają poznać nam przeszłość Sary oraz wszystkie wydarzenia, w wyniku których znajduje się w danym miejscu o danym czasie.

Już dawno nie spotkałam tak dobrze wykreowanej bohaterki. Należy pamiętać, że Sara to jeszcze dziecko, które dorasta, jednak przyszło jej żyć w złych czasach. Pomimo młodego wieku doświadczyła wiele złości i zła; musiała zmagać się z głodem, wyśmiewaniem i pogardą. Dokonywała wielu decyzji, które nie zawsze były dobre. Pomimo to, jest bohaterką mądrą, która jest gotowa wiele poświęcić dla powodzenia misji. Popełnia błędy – z niektórych już wcześniej zdaje sobie sprawę. I boi się, o czym wielokrotnie przypomina czytelnikowi. To uczucie jest z nią cały czas, dzień w dzień, nie opuszcza jej ani na chwilę.

Z chęcią przeczytam kontynuację Sieroty, bestii, szpiega, chociaż nie jest to książka bez wad. Warstwa psychologiczna jest perfekcyjna, ale akcja jest bardzo nierówna – przyśpiesza, aby później zwolnić niemal do zera i zostawić czytelnika z uczucien niedosytu.

Dział: Książki
czwartek, 01 październik 2020 23:27

Co, jeśli...

Myślę, że każdy miał w swoim życiu chwile, gdy zastanawiał się „co by było, gdyby...”. Takie gdybanie jest naturalną rzeczą, zresztą – przemyślenie kilku scenariuszy pozwala podjąć najlepszą decyzję lub całkowicie zmienić swoje dotychczasowe życie. „Co, jeśli...” autorstwa Kate Hope Day poniekąd podejmuje ten temat, ukazując zwyczajne życie ludzi, w na pozór zwyczajnym miasteczku, którzy… stają naprzeciw katastrofy.

Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy w trakcie lektury „Co, jeśli...” jest mnogość bohaterów, którzy przewijają się w swoich historiach wzajemnie. Z początku nieco ciężko było mi odnaleźć się w ich problemach i pasjach, niemniej z każdą stroną coraz bardziej zapadałam się w historii. Książka przepełniona jest wątkami obyczajowymi oraz ludzkimi problemami, które czyta się całkiem przyjemnie, a z niektórymi rozterkami niejeden osoba z powodzeniem się utożsami. Ot, jeden z bohaterów nie jest gotowy na dorastanie syna, inna bohaterka myślami krąży obok piegów swojej koleżanki z pracy (a ma męża i syna), jeszcze inna przeżywa żałobę w swoisty sposób… Od tej strony „Co, jeśli...” jest lekturą naprawdę interesującą i wciągającą, ale – przyznam Wam szczerze – spodziewałam się absolutnie czegoś innego. Wszak lektura w empiku i na LubimyCzytać wisi w kategoriach „kryminał, sensacja, thriller”. Krótko mówiąc, spodziewałam się więc czegoś bardziej tajemniczego i nadprzyrodzonego, bo choć wątki lekko paranormalne się tu przeplatają tak… napięcia jest niewiele. A szkoda.

Szczególną uwagę należy zwrócić w „Co, jeśli...” również na wątki filozoficzne i naukowe, bo i one płynnie tutaj przepływają pomiędzy rozdziałami. Jedna z bohaterek, młoda matka z drygiem do filozofii, zatraca się tutaj w swoim macierzyństwie i zdaje się gubić siebie, swoją pasję, zapominać o planach. Sam motyw „kontrfaktyczności”, który poniekąd rozwija, jest dla mnie tematem fascynującym, o którym chętnie przeczytałabym jeszcze więcej. Nie zdradzę Wam jednak na ten temat za wiele, aby nie psuć Wam przyjemności z odkrywania tej frazy. Dodam jedynie, że w książce ukazana jest również znaczenie zachowanie zwierząt w przewidywaniu zjawisk naturalnych, katastrof. Cieszę się, że w książce, poza odrobiną nadnaturalności, pojawiły się i rzeczy warte przemyślenia, czy też znane już od dłuższego czasu, potwierdzone nauką. Powieść naprawdę wiele na tym zyskuje, bo dzięki interesuje czytelnika na wielu płaszczyznach – nie tylko ludzkich perypetii i myśli.

„Co, jeśli...” to książka zdecydowanie warta uwagi, choć obawiam się, że nie każdemu przypadnie do gustu. Jest według mnie źle skategoryzowana, przez co miłośników thrillerów i kryminałów może zawieść i – co gorsza – nie trafić do grona osób, które faktycznie by się w niej zakochały. Dla mnie to było świetne czytadło, nieoczywiste i otwierające umysł, trochę zachęcające do „gdybania”. Jeśli szukacie nadzwyczajnej książki o – pozornej – zwyczajności i alternatywności, jest to lektura wprost stworzona dla Was. Polecam serdecznie!

Dział: Książki
Strona 1 z 40