sierpień 25, 2026

Rezultaty wyszukiwania dla: Zysk i ska

sobota, 15 sierpień 2026 18:27

Martwe kwiaty

„Była strasznym wampirem energetycznym, wysysającym energię z innych ludzi.”

Prawda jest taka, że cokolwiek człowiek by nie wymyślił, życie i tak otrzymuje palmę pierwszeństwa w tworzeniu scenariuszy ludzkich losów. Mam wrażenie, że twórcy kryminałów, nawet jeśli uważają swój pomysł na fabułę za oryginalny, często okazuje się on wyjątkowo zbieżny z okolicznościami zbrodni, która gdzieś na świecie została popełniona. Natura człowieka cechuje się wieloma mrocznymi zakamarkami, w których długie cienie rzucają negatywne emocje, w pewnym momencie dochodzą do głosu i odrzucają podpowiedzi rozsądku. No i jeszcze zwykły sadyzm, narastająca toksyczność rozprzestrzeniająca się w aurze codzienności, łamiąca życie, a nawet je odbierające. Bardzo ciekawią mnie, ze względów psychologicznych, nie tylko biografie morderców i opisy przestępczych czynów, ale również powieści bazujące na prawdziwych zbrodniach.

Dlatego z entuzjazmem przywitałam książkę Marty Reich, fabularyzującą zbrodnię dokonaną nie gdzieś tam w świecie, ale na polskim podwórku. Zimą tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego roku nie tylko warszawska opinia publiczna wstrzymała oddech dowiadując się, kto stał za morderstwem, rozczłonkowaniem i porzuceniem zwłok ofiary, czterdziestoletniej pracownicy telewizji, cała Polska interesowała się tym. Im głębiej sięgało śledztwo, im więcej napływało dowodów, tym sprawa ukazywała się w coraz bardziej osobliwym i trudniejszym do uwierzenia obrazie. Jeszcze dziś, kiedy przegląda się informacje na jej temat, wzbudza mieszane odczucia i wyzwala sprzeczne emocje, podobnie jak wysokość kary zasądzonej przez sąd za okrutną zbrodnię. Ale właśnie, okrucieństwo i nienawiść także mogą ukazać dwa oblicza. Podobał mi się sposób prowadzenia kryminalnego wątku przez autorkę. Pierwsze dwie z czterech części powieści mocno przykuły uwagę, zaangażowałam się w ich treść. Czułam znakomite przygotowanie pisarki od strony merytorycznej i umiejętność podtrzymywania klimatu niecierpliwego poznawania. Lata osiemdziesiąte nieco prosto odmalowane, ale prawdziwie.

Natomiast trzecia część, obejmująca rodzinne relacje, przybliżająca obyczajową otoczkę tła i pierwszego planu makabrycznej zbrodni, niestety zawiodła. Miałam wrażenie, że autorka za mocno weszła w sprawy spoza faktów, za dużo dała wolności wyobraźni i w przejaskrawionym stylu ukazała interakcje domowników. Siła uderzenia w czytelnika dwulicowością i hipokryzją postaci nic by nie straciła, a wręcz zyskała, na mniejszym natężeniu jadu słów i milczenia. Za to szalenie podobało mi się, że Marta Reich podjęła aspekt ukazania, że nie tylko mężczyźni, jak przyjęło się powszechnie uważać, stoją za skrajną toksycznością w relacji, że również kobiety potrafią głęboko, trwale i latami skrzywdzić wydawałoby się najbliższą im osobę, że można kogoś bardziej zranić słowem niż czynem. „Martwe kwiaty”, swoją drogą, sam tytuł bardzo dobry i symboliczny, ukazały, że funkcje społeczne narzucone kobietom nie powinny być sztywnym wzorcem. Dzisiaj wiele się mówi o tym, że małżeństwa mają prawo nie mieć dzieci, nie pragnąć potomstwa, co więcej, to kobiety mają prawo wyboru, czy zostaną matkami. Kolejna refleksyjna myśl, która narodziła się po spotkaniu z książką, że nawet socjalistyczna rzeczywistość, mówiąca teoretycznie o równości, w praktyce pozwalająca jednostkom przekroczyć granicę dostępu do elitarnego zawodu, zachodnich pieniędzy i dóbr, potrafiła rodzić patologiczne zachowania.

Dział: Książki
sobota, 15 sierpień 2026 18:15

Fantasmagorie

"Fantazja domaga się doskonałości swoich wyobrażeń, jak rozum w swoim zakresie żąda zgodności pojęć.”

Człowiek od zawsze fascynuje się granicą między światem żywych a światem umarłych. Niewiedza, co nas czeka po śmierci, podkręca wyobraźnię. Możemy jedynie przypuszczać i mieć nadzieję na coś dobrego. A kiedy fantazja wspomaga próbę oswojenia się z tym, co nieuniknione, odczuwamy potrzebę wykreowania własnego świata w twórczej odsłonie. Powstają utwory dla rozrywki pisania i czytania. Dzięki nim przeżywamy coś wyjątkowego, unikalnego, łączącego obecność i nieobecność, coś pomiędzy nimi, oraz w zastępstwie czegoś innego, w pozorowanym obrazie szczęścia i smutku. Klasyka literatury grozy nie tylko wypełniała czas jej ówczesnym, dostarczała rozrywki na długie wieczory, skłaniała do snucia wizji, przypuszczeń i interpretacji. Podkręcała nastrój niepewności, wprawiała w strach wynikający z próby zajrzenia w coś nieuchwytnego, niewidocznego i nie do objęcia rozumem na pierwszy rzut oka, podczas gdy przy kolejnych imaginacją uchylającego rąbka tajemnicy i racjonalizującego zjawiska.

„Fantasmagorie” znakomicie odzwierciedlają lęki i obawy przed śmiercią, zaklinaniem rzeczywistości, rzucaniem klątw i wywoływaniem duchów. Dziewięć opowiadań, napisanych przez niemieckich autorów, na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego wieku, czyta się z przyjemnością dla dreszczyku emocji i zajrzenia w mentalność dawnej epoki, stylu życia i oczekiwań wobec wyjaśnień w kwestii przemijania. Zamki z sekretnymi historiami, stare rody z przyrzeczeniem milczących tajemnic, przerażające obrazy jako mosty między trwałością i ulotnością, świadectwa przeżyć i prawdy. Sekrety obarczone klauzulą ciszy i dochowania wierności przodkom. Opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie i mrożące krew w żyłach. Umowy skracające konwenanse w imię ukrycia tego, co nie powinno być ujawnione. 

Sprytne manipulowanie wyobraźnią i emocjami czytelników. Lekkie wywoływanie zdumienia odzianego w duchową szatę. Pojawianie się zjaw przekazujących wiadomości zza światów, nadnaturalnych istot odwołujących się do przeszłości. Żywi i umarli połączeni przepowiednią, genami i splotami okoliczności. Antologię poznaje się z sympatią, uczestniczy w spotkaniach z duchami przy herbatce, wnika w niesamowite historie grozy, gawędzi o tym, co nieuniknione i zdumiewające. Dłuższe lub krótsze opowieści, mniej lub bardziej dopracowane stylistycznie, swobodnie podsuwają obrazy paranormalnej rzeczywistości lub uciekają od szybkich wyjaśnień. Doświadczanie pokrewieństwa ze światem duchów, przypadkową stycznością, połowicznością świadomości istnienia. Raz mrok niegościnny i niebezpieczny, kiedy indziej familiarny i własny. Spełniające się przepowiednie śmierci lub oswojone wizje nieszczęścia. Hipnotyczne iluzje i oderwane fragmenty legendy. Świadkowie wpadający w delirium i milczące miłości. Plotki z ziarnem prawdy i ukryte skarby. Wszystko, co spragniona wyobraźnia sobie życzy.

Współczesny odbiorca tych obrazów nie odczuwa już pożądanego dyskomfortu poznawania, a jednak cieszy się dreszczykiem wciągania się w opowieści, zna mroczniejsze historie ze znacznie nowszych kryminałów i thrillerów, lecz potrafi do pewnego stopnia utożsamić się z bohaterami. Przeżył bardziej złożone fabuły, ale cieszy go intryga zaglądająca w okno przeszłości. Książka akurat na długie zimowe wieczory, kiedy cienie tańczą w blasku zapalonych świec, a wiatr i śnieg za oknem tworzą podatne dla wyobraźni malowidła. Któż z nas nie chciałby na chwilę, lub dziewięć, zajrzeć w niedostępny świat umarłych, przekonać się, że mają swoją formę istnienia i za sprawą energii potrafią coś zakomunikować? Dzięki literaturze grozy, narracji nasyconej dawną sztuką narracji, możemy w ramach zabawy poruszyć zmysły, dostrzec przerażające postaci, poczuć pocałunek śmierci, poddać się sile okropnych fantazji, wniknąć w tajemnicze zwiastuny i odczuć siłę pradawnych ostrzeżeń. Sposób na oswajanie nieuniknionej śmierci.

Dział: Książki
czwartek, 09 lipiec 2026 22:36

Zapowiedź: Assassin’s Creed: Black Flag

„Urzekł mnie swym dziełem ów zakapturzony mężczyzna, zahipnotyzował mnie ten posłaniec śmierci, który zdawał się nie zauważać otaczającej go jatki, w skupieniu czekając na właściwy moment, by jak najskuteczniej uderzyć”.

Dział: Książki

Czasem marzy się o książce, która nie tylko opowiada historię, ale też otula i zachwyca od pierwszej sekundy. Właśnie taką książką jest „Rycerz Siedmiu Królestw” w wydaniu ilustrowanym George’a R.R. Martina. Wyszło naprawdę pięknie!

To zbiór trzech nowel o przygodach Duncana Wysokiego i jego giermka Jaja – dziejących się niemal sto lat przed wydarzeniami „Gry o tron”. Nie ma tu wielkiej wojny, mrocznych intryg i ciężaru politycznego. Jest za to rycerskość w najczystszej, najbardziej ludzkiej formie: turnieje, drogi pełne kurzu, małe tajemnice, honor i przede wszystkim wyjątkowa, ciepła relacja między wielkim, prostodusznym rycerzem a bystrym, rezolutnym chłopcem.

Dunk i Egg to jeden z najpiękniejszych duetów w całym uniwersum Martina. Ich przyjaźń jest szczera, zabawna, czasem trochę niezgrabna i przez to jeszcze bardziej prawdziwa. Czytając, ma się wrażenie, że naprawdę się o nich troszczy.

A to wszystko w absolutnie przepięknym wydaniu.

Okładka autorstwa Macieja Łaszkiewicza zachwyca już na pierwszy rzut oka – klimatyczna, malarska, z duszą. Ale największym skarbem tego wydania są ilustracje Gary’ego Gianniego w środku. Kilkadziesiąt rysunków (kolorowych i czarno-białych), które dosłownie ożywiają historię. Błyszczące zbroje, dumne konie, zamki w oddali, emocje malujące się na twarzach… Przeglądanie tej książki to czysta przyjemność. Zatrzymujesz się co chwilę, bo ilustracja jest tak piękna, że nie chcesz jej od razu zostawić za sobą.

Całość dopracowana jest do perfekcji: solidna twarda oprawa, piękny papier, przemyślana typografia. To wydanie, które nie tylko się czyta – ono się czuje i ogląda.

Jeśli kochasz świat Martina, ale chcesz odpocząć od mroku głównego cyklu, albo po prostu szukasz czegoś pięknego, klimatycznego i kojącego – to wydanie ilustrowane „Rycerza Siedmiu Królestw” jest idealnym wyborem.

Książka, przy której uśmiechasz się do siebie, westchniesz z błogością i na koniec masz ochotę jeszcze raz przewertować tylko dla ilustracji.

Gorąco polecam z całego serca. Idealna na spokojne wieczory, koc i filiżankę czegoś dobrego.

Dział: Książki

Miłość wbrew przeznaczeniu, ryzykowna misja i królestwo na krawędzi wojny…

Odrzucona księżniczka…

Dział: Książki

Jego życie jest iluzją. Jej kłamstwo ryzykownym posunięciem. Czy dwoje outsiderów może ocalić królestwo? 

Dział: Książki
środa, 25 marzec 2026 10:38

Zagadka świątecznej zbrodni

 

„Boże, chroń nas przed naszymi przyjaciółmi, tak ochoczo broniącymi naszej reputacji przed oskarżeniami, które mogłyby bez tego w ogóle nie paść”.

Pierwsze spotkanie z twórczością Susan Gilruth zaliczyłam do intrygujących w przyjemnej odsłonie. Zapewniało mocne dobre wrażenia, odwołujące się do zabawy z czytelnikiem w dokonywanie przypuszczeń i interpretacji. Atrakcyjność fabuły przekonywała z różnych ujęć. Autorka naszpikowała scenariusz zdarzeń tropami i zwątpieniami, mocno zagęszczoną kryminalną zagadką, co więcej, znalazła jeszcze przestrzeń dla delikatnych obyczajowych nut. Gładko wchodziłam w akcję, chętnie przewracałam strony, dokonując przypuszczeń, jak potoczą się losy śledztwa. Odpowiadało mi, że dochodzenie prowadzone było od strony amatorki i doświadczonego policjanta, zaś ich opierająca się na osobliwych relacjach współpraca ubarwiała liczne incydenty.

Bohaterowie, zarówno pierwszoplanowi, jak i z drugoplanowi, przekonująco odmalowani. Nie brakowało różnorodności osobowości, skrywanych sekretów i stopniowo ujawniających się ambicji. Liane, kluczowa postać powieści, wystąpiła w roli narratorki. Frapująco było towarzyszyć jej myślom, próbom logicznego ułożenia zdarzeń, zrozumienia okoliczności i wysunięcia prawidłowych wniosków podczas odkrywania tożsamości mordercy. Gilruth udanie mieszała w obsadzie książki, sprawiając, że do końca nie mogłam być pewna motywów i zamiarów grona osób. Świetnie bawiłam się w odnajdywanie wskazówek prowadzących ku prawdzie, wielokrotnie poległam w procesie interpretowania i dedukcji, z uśmiechem łapałam się na błędne opinie.

Odpowiadał mi klasyczny format i klimat „Zagadki świątecznej zbrodni”. Od początku pojawiały się złowróżbne sygnały, przesądne znaki, odciągające od zamierzeń incydenty. Fantastyczne zagranie autorki, aby od razu wprowadzić czytelnika w złowieszczą sferę czegoś, co wywoływało dreszcze. Zanim jednak doszło do śmierci i jej konsekwencji dla otoczenia zmarłego, miałam okazję przyjrzeć się bliżej uczestnikom spektaklu zbrodni. I to też był zręczny chwyt osadzenia odbiorcy opowieści w gronie rodziny i znajomych ofiary. Urzekł klimat angielskiej wioski, spowitej śniegiem, przygotowującej się do grudniowego święta, skontrastowany z nagłym przeczuciem nadciągającej katastrofy i zderzony z okrucieństwem mrocznej strony ludzkiej natury.

Ile osób, tylu podejrzanych, a każdy dzień fabuły wnosił coś nowego do odszyfrowania kryminału. Rodzinne utarczki, zazdrosne spojrzenia, wylęknione wnioski, tchnienie śmierci, wredne plotki i spekulacje zakrojone na szeroką skalę, niezrozumiałe drobne szczegóły i dziwne niezgodności. Znakomite pole popisu do uruchomienia szarych komórek i dojścia do sedna sprawy. Wszystko w powolnym rytmie opisów i dialogów, ze wsparciem wścibskich osądów, pochopnych oskarżeń, sędziowskiego oka, chińskiej porcelany, pięknych kwiatów, aktorskich zdolności i atrakcyjnych kobiet. Przygoda czytelnicza, chociaż napisana ponad siedemdziesiąt lat temu, przekonała zawartością i zachęciła do poznania innych książek autorki.

Dział: Książki
niedziela, 18 styczeń 2026 08:33

Pobłysk

„Bałeś się tego, czego nie znałeś…
Często boimy się rzeczy, których nie znamy”.

Sądziłam, że zapoznam się z powieścią, jak to mam w zwyczaju, w jeden dzień. Jednak zorientowałam się, że to typ książki, który zyskuje przy kilku spotkaniach. Przy większej dawce czułam lekkie znużenie, a jedno czy dwudniowa przerwa działała na korzyść opowieści. Podobało mi się bezpardonowe rozprawianie się z postaciami bez względu na odcień bieli, szarości i czerni. Czułam niedosyt podkręcania zagrożenia i trwogi w opisach scen. Fantasy wypełniała krwista czerwień i smród spalonych ciał czarownic. Autor zdecydował się na wariant ostrych i szybkich cięć, miało to zaskakujący powab, ale skutkowało szybkim zakończeniem czegoś, z czego można było więcej wycisnąć z korzyścią dla klimatu powieści. Brutalność wykreowanego świata, bezwzględność osób nim rządzących, wszechogarniająca obsesja, to elementy działające na korzyść „Pobłysku”. Atrakcyjnie wzniecały silne emocje wobec wrogości i niesprawiedliwości. Grzegorz Bobin wręcz delektował się mrocznością ludzkiej natury, a mnie to pasowało.

Książka udanie przeplatała elementy horroru i fantasy. Oba gatunki zostały wymieszane ze swobodą i naturalnością. Tak jak perspektywa dreszczowca przypadła mi do gustu, miała w sobie coś, co sprawiało, że czekałam na kolejny mocny incydent, tak wykreowany nadprzyrodzony świat, oparty na filarze magii i baśni, nie w pełni przekonywał. Przeszkadzała naiwność i łatwowierność głównych bohaterów, nawet uwzględniając młody wiek i to, że siłą rzeczy, wiele musieli się nauczyć. Miałam wrażenie, że w tym aspekcie czytałam książkę dla młodego czytelnika, nieprzywiązującego wagi do uszczegółowionego otoczenia, pogłębienia portretów postaci, stopniowalności przemian w widzeniu świata i siebie samego. Zgrzytały mocne uderzenia intrygi z prowadzeniem relacji pary Płomyk i Kozik.

Jednak z uznaniem odebrałam finałową odsłonę powieści, fantastycznie, że autor wybrał wariant pod prąd oczekiwań i poza przyjętymi schematami. „Pobłysk” poprowadził ścieżkami przygody po różnych krainach, lekcjami zdobywania magicznej wiedzy, silnych zaklęć, unikalnymi kocimi temperamentami zderzającymi się z długimi cieniami ludzkiej natury. Baśniowo, z lekkim odwołaniem do natury średniowiecza, mrożącą krew w żyłach legendą wszechogarniającej wilgoci i grząskich bagien, miast ogarniętych nienawiścią i obsesją.

Dział: Książki
niedziela, 18 styczeń 2026 08:22

Koniec świata Templariuszy

„Tam, gdzie w grę wchodzą złoto i władza, nie ma miejsca na kompromis”.

Średniowiecze nie należy do ulubionych klimatów czytelniczych, znacznie bardziej cenię starożytność. Jednak, kiedy tytuł przywołał templariuszy, skusiłam się na przygodę z ich udziałem. I nie żałuję, otrzymałam nawet więcej, niż się spodziewałam. Powieść doceniłam z wielu względów. Oczywiście, najważniejszy to moc przykuwania uwagi, entuzjastyczne wciąganie w scenariusz zdarzeń, sprawianie, że nie chciałam odrywać się od stron książki. Przekonało bogactwo postaci oraz to, że autor przydzielił im ciekawe życiorysy, obdzielił atrakcyjnymi osobowościami, uwzględnił nieco tajemniczą przeszłość. Może przydałoby się większe pogłębienie motywów i postaw, ale to, co zostało zaprezentowane, zadowoliło mnie.

Dobrze bawiłam się podążaniem tropem historycznych miejsc, postaci i zdarzeń. Cieszyło mniej lub bardziej fikcyjne dopisywanie szczegółów. Spodobał się styl narracji, plastyczny i sugestywny, z przekonującymi dialogami, łatwymi do przeniesienia przez wyobraźnię opisami, zwróceniem uwagi na detale i emocje. Książka liczyła niemal czterysta trzydzieści stron, a w żadnym momencie nie wywołała wrażenia znużenia czy choćby delikatnego zmęczenia. Bogusław Chrabota doskonale poradził sobie z odpowiednim rozłożeniem intrygi na przestrzeni opowieści. Wciągał wstęp pełen elementów podszytych niebezpieczeństwem i szalonym wyzwaniem, przykuwał uwagę środek wypełniony wyjątkowymi przygodami i apelami, satysfakcjonował finałowy etap scenariusza zdarzeń, zaskakujący odsłoną prawdy o sobie i wierze. Pierwsze spotkanie z twórczością pisarza zaliczyłam do bardzo udanych, zaangażowałam się w poznawanie końca świata templariuszy w spiskowym i bezwzględnym wydaniu.

Świat zamarł trzynastego października tysiąc trzysta siódmego roku. Samo niebo zdawało się ostrzegać ludzkość przed czymś ekstremalnie haniebnym i podłym. Stolicą, z której wypełzło największe zło zazdrości, gęsta od mroku żądza bogactwa i oparta na okrucieństwie zemsta, okazał się Paryż. O ile mieszkańcy miasta, stłamszeni trwogą o własne życie, naznaczeni wrogą i złośliwą propagandą, ograniczeni prostotą rozumowania, mogliby znaleźć, do pewnego stopnia, usprawiedliwienie w oczach odbiorcy, to największy despota ówczesnych czasów, Filip IV Piękny, i jego poplecznicy, już nie. Cudownie wyczuwałam atmosferę grozy ataku na Świątynię, pozbawienie wpływów, zszarganie wizerunku, odebranie życia i majątku templariuszy.

Zakonowi Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona zadano skryty cios w serce, zalewając potężną siłą oszczerstw i okrucieństwa, na zawsze eliminujący z gry religijnej i politycznej. Po bezwzględnej rozprawie z tysiącami wyłapywanych ukrywających się członków, rycerze odziani w biały strój z krzyżami w kolorze krwi Zbawiciela już nigdy się nie podnieśli. Zafascynowałam się losami fikcyjnego Henryka Vaudémonta, przeszłością, służbą i wypełnianiem misji powierzonej przez wielkiego mistrza Jakuba de Molay, strażnika Grobu Pańskiego. Towarzyszyłam kluczowej postaci w wielu podróżach i przygodach, nadziei i zwątpieniu, przyjaźni i zdradzie, życzliwości i oszustwie. Czy naprawdę okazał się człowiekiem na właściwym miejscu, silnym duchem i mieczem? Czy dotarł do najistotniejszej relikwii Francji? Czy poznał największą tajemnicę królestwa? Zakończenie nieco rozczarowało, nie spodziewałam się, że tak mocno przywrze do romantycznej nuty, która zasadniczo wydała mi się przekoloryzowana.

Dział: Książki
czwartek, 15 styczeń 2026 02:42

Mity i legendy starożytnego Egiptu

 

„Egipt był najbardziej samowystarczalny spośród wszystkich krajów starożytnego świata; żył własnym życiem, praktykował własną religię i produkował własne opowieści, niemal całkowicie pozbawione zewnętrznych wpływów, które mogłyby się wywodzić z innych cywilizacji”.

Zadziwiające, jak bardzo ludzkie wierzenia i legendy prezentują się w podobnej odsłonie bez względu na cywilizacje. Opowieści o bogach, władcach i zwyczajnych ludziach napędzane są ludzką wyobraźnią i historycznymi wydarzeniami. Mieszkańcy Egiptu stworzyli opowieści, pozwalające wyjaśnić ówczesną im rzeczywistość, przekazujące przygody, przepowiednie i zaklęcia. Tam, gdzie brakowało wiedzy i pewności, wkradała się magia, jako czynnik zespalający fakty i mity. Legendy przechowywane ustnie, za pomocą hieroglifów, zwojów spisywanych przez skrybów, kapłańskich opowieści, barwnie wypełniały zbiorową pamięć. Egipska cywilizacja sprzed czterech tysięcy lat fascynuje i zachęca do badań, za sprawą odkryć dawnych budowli i artefaktów, które w mniejszym lub większym stopniu zdołały przetrwać do naszych czasów. Szukamy nici powiązań w mentalności ludzkiej, wspólnych przeżyciach i myślach, bo to sprawia, że lepiej poznajemy samych siebie.

Wyrwane od zagubienia i zniszczenia świadectwa opowieści, często złożone z fragmentów pozyskanych z różnych źródeł, ekscytują i wciągają. Nie tylko przebiegiem i przesłaniami, ale również otoczką tajemniczości, w której obracał się starożytny Egipt. Trzy tysiące lat cywilizacji. A my wciąż mało o niej wiemy, pasjonujemy się nowymi odkryciami i interpretacjami. „Mity i legendy starożytnego Egiptu” przeprowadzają czytelnika przez pustynne warunki kraju, wytyczają naturalną nilową ścieżkę, obrazują ścisłą zależność ludzi od rzeki, wyjaśniają obsesję umierania i życia po śmierci. To zaledwie kontekst, wprowadzenie w klimat i cywilizacyjne osiągnięcia. Głównym nurtem książki są opowieści reprezentujące literaturę powstałą na przestrzeni ponad dwóch tysięcy lat, sięgającą nawet pięciu tysięcy lat wstecz, na bazie ustnych przekazów.

Z zainteresowaniem odświeżam wiedzę z mitologii egipskiej, znaczących bogach i faraonach z boskim naznaczeniem, zwyczajnych ludzi, oraz wzajemnych relacjach. Druga część zawiera opowieści magiczne, w ramach których najbardziej imponuje pragnienie człowieka odkrycia kluczy pozwalających zaczarować niebo i ziemię, poznać język wszelakich stworzeń, a także wizyta w Duat, Krainie Umarłych. Trzecia część to opowieści o przygodach, jak o rozbitku, o tym, jak chciwy robotnik przegrał wszystko z wieśniakiem, buncie palestyńskiej Joppy, greckiej księżniczce Helenie Trojańskiej. I inne. Świat starożytnego Egiptu dawno przeminął, utraciliśmy jego obrazy, czujemy zaledwie echo dawnej potęgi, a jednak coś pozostało w zaprezentowanych opowieściach. Czyta się je z misją zrozumienia świadectw boskich intencji, mocy i duszy, w które mocno wierzyli mieszkańcy Egiptu.

Nie jest to obszerna publikacja, chociaż zawiera także kartę czasu, słowniczek, wyjaśnienia, kto jest kim, mapkę i ilustracje. Propozycja na jeden wieczór czytelniczy, przeniesienie się na chwilę w mistyczny egipski świat zawarty w mitach i legendach.

Dział: Książki