grudzień 07, 2021

Rezultaty wyszukiwania dla: Wydawnictwo WasPos

wtorek, 23 lipiec 2019 01:46

Nie w inność

"Nie w inność" to zbiór opowiadań z pogranicza horroru i science fiction z domieszką post-apokalipsy.

Dział: Patronaty
czwartek, 18 lipiec 2019 20:47

Synowie światłości

– Esseńczycy byli stronnictwem religijnym, tak jak faryzeusze i saduceusze. Ale w przeciwieństwie do nich działali… dyskretnie.
– Czyli co? Chodzili w kapturach i chowali się po piwnicach? – zapytała z ironią.
– Nie bądź śmieszna, Kate – odpowiedział jej Oliver – po prostu woleli nie bratać się zbytnio z innymi. Jakby się nad tym zastanowić, można to uznać za zaletę… – przerwał na chwilę, po czym dorzucił:
– Trzymali się cienia, mimo że sami nazywali siebie Synami Światłości.


Zabierając się za czytanie „Synów Światłości” Tomasza Serzysko spodziewałam się fajnej, lekkiej historii przygodowej podsyconej realnymi historycznymi faktami. I można powiedzieć, że to dostałam, ale jednocześnie w pakiecie autor sprzedał mi wielki czytelniczy zawód. Bo „Synowie światłości” to książka oczywista, przewidywalna, w której jeden absurd goni kolejny i która według mnie, niestety, jest stratą czasu. Szkoda, bo zapowiadało się tak dobrze.


Ale zacznijmy od początku. Książka zaczyna się w momencie kiedy Olivera Monroe – głównego bohatera powieści – spotyka bardzo dziwny dzień. Najpierw jeden nadgorliwy student wręcza mu gazetę z dziwnym artykułem na temat Jezusa, a następnie pojawia się dziwny jegomość proponujący mu wyprawę życia, która ma wpłynąć na jego karierę. Nasz profesor w początku się opiera, ale w końcu ulega pokusie. W końcu jest zmęczonym życiem młodym wykładowcą. W jego wyprawę wplątuje się jego przyjaciółka – również wykładowczyni – Kate. Razem próbują rozwikłać tajemnice esseńczyków, tajnego stowarzyszenia, które miało posiąść Prawdę absolutną.


Brzmi nieźle prawda? Też mi się tak wydawało. Jednak wszystko psują wcześniej wspomniane absurdy. Helikopter podlatujący pod okno wysokiego budynku? Czemu nie? Kto by się przejmował, że przy tej odległości, to jednak śmigło mogłoby się nie zmieścić? Już pomijam spostrzegawczość głównych bohaterów, którzy helikopter zauważyli dopiero kiedy był pod oknem. Jakby nie powinno było go słychać już od dawna. Kolejna sprawa - 10 minut na zakup biletu i przejście odprawy na jerozolimskim lotnisku? Żaden problem. Przecież na pewno nikt nie nabierze podejrzeń wobec cudzoziemców wręcz przelatujących przez lotnisko? I ja rozumiem, że autor chciał żeby sytuacja wyglądała trochę bardziej dramatycznie, no ale to było lekko nierealne. A chyba chociaż jakieś śladowe ilości realizmu powinny się znajdować w takiej książce?


I może można byłoby to wszystko przeboleć, gdyby nie płytkość głównych bohaterów. Miałam wrażenie, że oboje są tacy sami, że właściwie różnią się tylko płcią. Nieporadni, kompletnie zagubieni w tym co robią i jeśli mam być szczera to jakoś tak, strasznie mało inteligentni jak na wykładowców akademickich. Odniosłam wrażenie, że te postacie zostały napisane na kolanie, bez jakiegoś większego pomysłu, byle by byli i byle by w jakiś sposób wpasowali się w historię.


Gwoździem do trumny jednak tej książki było coś innego. Było zakończenie historii, które zostało żywcem ściągnięte z jednego filmu przygodowego. Nie będę spoilerować i zabierać wątpliwej przyjemności z czytania, jeśli ktoś się skusi, ale mnie osobiście jako czytelnika mocno to uraziło.

Dział: Książki
środa, 22 maj 2019 15:34

Kobiety i szatani

“Kobiety i szatani” to jedna z najdziwniejszych książek jakie czytałam. I tu zawiesiłam się przy pisaniu recenzji, bo gdy myślę o tej historii, to pojedyncze słowa, które kołatają mi się po głowie, nijak chcą się ze sobą połączyć. A jednocześnie wiem, że doskonale tę powieść opisują.

Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia budzicie się w swoim własnym ciele, z pełną świadomością tego, kim jesteście, ale w życiu innej osoby. I że dla wszystkich innych osób jesteście właśnie tą inną osobą. I że nagle okazuje się, że żyjecie w rzeczywistości, w której nie ma czasu, zaś wasze “ja” stopniowo zanika, zlewa się z rzeczywistością kogoś innego, sami zaś jesteście świadomi, jak bardzo zapominacie o życiu, które kiedyś wiedliście. Coś takiego właśnie spotyka Dominikę - główną bohaterkę powieści. Budzi się ona w życiu swojej przyjaciółki Laury i tylko ona Laurę pamięta.

Moje pierwsze wrażenie, że to będzie tylko opis snu głównej bohaterki, szybko ustąpiło miejsca świadomości, że oto autorka opisuje piekło. Nie takie pełne diabłów i kotłów pełnych smoły. Gorsze. Takie, w którym grzesznik musi żyć życiem, którym dotąd cicho pogardzał, zawieszony w ciągle tych samych dniach i czynnościach, z każdym dniem coraz bardziej świadomy tego, że traci swą pamięć i osobowość. Niektórzy decydują się przyśpieszyć zapomnienie, by cierpieć mniej i ruszają na stragany w podziemiach miasta, by tam za resztki wspomnień, marzeń, radości zyskać chociaż trochę ukojenia. Tylko czy jest to ukojenie prawdziwe, a może zmienia człowieka w jeszcze coś bardziej smutnego.

Czytając książkę, gniotło mnie uczucie z gatunku “skąd ja to znam”. I wyjaśniło się - autorka w opisach miasta, straganów, postaci inspirowała się licznymi obrazami, których tytuły wskazuje na końcu, m. in. tak uwielbianych przeze mnie Boscha, da Vinci czy Chagalla. Sposób w jaki to uczyniła, sprawia, że zasługuje na najwyższe uznanie. Tak namalować słowem obraz namalowany farbami, potrafią bowiem jedynie prawdziwi wirtuozi słowa.

“Kobiety i szatani” to także wspaniałe przemyślenia na temat samotności, przemijania, niepamięci. To ukryte w historii Dominiki rozważania o tym, kim jesteśmy i jakie mamy prawo oceniać wybory innych. Czy to, że oceniamy życie drugiej osoby jako smutne, nie jest tak naprawdę krzykiem rozpaczy, że nasze życie wydaje nam się puste, chociaż tak naprawdę nie potrafimy się głośno do tego przyznać? A może bycie wolnym wcale nie wiąże się z brakiem odpowiedzialności za drugiego człowieka?

Warto przeczytać. Chociażby po to, by bezkarnie przejść się po piekle i nauczyć się jak żyć. Wyjątkowo na cudzych błędach.

Dział: Książki