Rezultaty wyszukiwania dla: Science fiction

czwartek, 02 sierpień 2018 22:43

Zaklęcie na wiatr

Magia kryształu


Współcześnie, patrząc na kryształ, jesteśmy w stanie docenić jego piękno, postrzegamy go jednak wyłącznie w kategorii ozdoby, czy to biżuterii czy przedmiotu zdobiącego nasze cztery kąty. Nie zastanawiamy się nad ideową wartością kryształu, nad tym, w jaki sposób powstał, przez kogo został wydobyty czy też jakie może być jego zastosowanie. Tymczasem są krainy, w których mówi się, że kryształ to zastygły wielki ogień, do którego prawo mają wyłącznie bogowie. Kryształ miał bowiem powstać wówczas, kiedy okrzepła pierwotna, twórcza Iskra. Tych odłamków strzegą Przedwieczni bogowie ognia, choć – jak się okazuje – dostęp do nich mają również magowie. To oni siłą wydzierają bogom kryształy wykorzystując je do swoich celów. Mamią ludzi, wmawiając im istnienie Przedwiecznych, tymczasem sami dążą do tego, by posiąść władzę, bogactwo, a także wiedzę.

Nic zatem dziwnego, że w całej Delcie istnieje obawa przed magami, co więcej przypisuje się im nawet cechy demonów. Wykorzystując kryształy do rzucania zaklęć rzeczywiście do demonów są podobni szczególnie, że te zaklęcia nie służą bynajmniej prostemu ludowi. Co więcej, zabraniają parać się magią pospólstwu, piętnując heretyków, którzy odważyli przeciwstawić się ich zakazom, którzy wątpią w istnienie bogów ognia. Jednym z tych, którzy uprawiają magię, którzy potrafią zapanować nad pogodą czy uleczyć, jest Ravael, choć osiem lat temu stracił on swój kryształ, próbując ratować życie przyjaciela, a zarazem szwagra. Teraz Gwinto Gerk wraca po latach z morskiej wyprawy, pragnąć spłacić wobec niego dług. Nie tylko wiezie skrzynkę kryształów skradzionych Przedwiecznym, ale ma też dla szwagra propozycję, by wypłynął wraz z nim na wyprawę życia do krain, gdzie w jaskiniach mieszkają smoki, ale też gdzie kryje się więcej kryształów. Ravael przerażony bluźnierstwami Gwinto, który jawnie podważa istnienie bogów, wyrzuca go z domu, ku rozpaczy żony oraz syna, Ariona, dla którego osoba wuja- podróżnika i poszukiwacza przygód, okazała się być niezmiernie fascynująca.

Gwinto Gerk odchodzi, ale kilka godzin po jego wizycie, u Ravaela zjawiają się wysłannicy króla, w tym Nogus Peris, którzy pragną schwytać marynarza. W odwecie za udzielenie mu gościny zabijają Ravaela i podkładają pod dom ogień, pragnąć zmusić Gwinto do powrotu... To dopiero początek wciągającej opowieści ze świata fantasy, z niezapomnianej podróży, w którą zabiera nas Paulina Kuzawińska. Powieść „Zaklęcie na wiatr”, opublikowana nakładem Wydawnictwa Genius Creations, to porywająca, choć niedostatecznie przemyślana i dopracowana historia o chciwości, prawości, o magach, którzy postawili się na miejscu bogów. To doskonała lektura nie tylko dla fanów powieści fantastycznych, pełnych smoków, magów czy tajemniczych zaklęć. To również książka dla tych wszystkich, którzy lubią studiować ludzkie zachowania, którzy cenią sobie szczerość w relacjach, wyższe ideały, dla których pieniądz (czy kryształy) i władza, to nie wszystko.

Wątek Gwinto Gerka nie jest jedynym poruszonym w książce. Mamy też króla, Skyerlora, który dorastał w cieniu swojego starszego, perfidnego brata Sykiarda, dziedzicznego księcia krainy Kirr, władcy Crystallum, Aratros i Dratros. To właśnie za jego sprawą Skyerlor dorastał z dala od magii, na przekór zwyczajom, które stanowiły, że członkowie rodziny królewskiej są szkoleni na Wysokich Magów. Sykiard żywił obawy o swoje panowanie, o władzę, której ambitny brat być może chciałby go pozbawić, dlatego działając jak doświadczony strateg, wytrącił mu broń, jaką jest magia, z ręki. Teraz, po śmierci Sykiarda, Skyerlorowi trudno jest sprawować władzę, bowiem nie ma on poważania wśród magów, co więcej – widzą w nim zagrożenie dla ich pozycji, ale również dla kultywowanej od wieków tradycji. Czy to jednak oni stoją za próbą zamachu na niego? Doszło do tego, że król boi się wszystkiego, przeraża go nawet własna żona, wcześniej zresztą żona jego brata. Kiedy zażądał jej ręki była już w ciąży, a pogrobowiec został przez niego nazwany Lumią. Co do księżniczki król ma już nikczemny plan, pragnąc odesłać ją na wysoką Wyspę, w praktyce robiąc z niej ofiarę dla bogów.

Co wspólnego ze sobą mają te opowieści? Gdzie jest w nich miejsce na wspomniane smoki, na Ariona czy samego Gwinto? Przekonamy się podczas lektury powieści „Zaklęcie na wiatr”, która jest jedną z najlepszych powieści gatunku po jakie przyszło mi sięgnąć w tym roku, a jednocześnie jednym z przykładów, że dobra historia obroni się nawet w przypadku licznych niedociągnięć. Są bowiem w książce wątki, czy osoby wprowadzone niepotrzebnie, dekoncentrujące czytelnika i odciągające uwagę od najistotniejszych kwestii. Nie zmienia to jednak faktu, że zarówno powieść, jak i autorka warte są uwagi. Co więcej, jestem przekonana, że choć to pierwsza powieść autorki, to nie ostatnia, a z każdą kolejną Kuzawińskiej łatwiej będzie opanować chaos myśli, objawiający się chaosem w książce, coraz lepiej będzie sterować bohaterami w taki sposób, by nie wykonywali czynności nic nie wnoszących do fabuły.

Dział: Książki
czwartek, 19 lipiec 2018 13:52

Rycerz Kielichów

Na początku sierpnia nakładem Fabryki Słów ukaże się nowa edycja "Rycerza Kielichów".

Rycerz Kielichów- twórca i burzyciel tronów.
Aby zrealizować swoje marzenia poświęci wiele. Nawet przyjaźń. Nawet miłość. Nawet cały świat.

Dział: Książki
niedziela, 15 lipiec 2018 13:15

Przeklęci święci

Beatriz, Daniel oraz Joaquin są niezwykle zżytym kuzynostwem, zamieszkującym małą pustynną miejscowość o nazwie Bicho Raro. Niech Was jednak nie zwiedzie ta niepozorna nazwa; to do niej bowiem wyrusza każdy, kto pragnie dokonania w swoim życiu cudu. I rodzina Soriów może im to dać, o ile przybysze są w stanie wziąć na siebie cały swój mrok i zrozumieć go. Drugi cud -do którego, niestety, niewielu z pątników dotarło- ma całkowicie oczyścić ich duszę, pozwolić im odejść. Daniel zwany jest Świętym z Bicho Raro, on bowiem przejął po wuju Michaelu pieczę nad Kaplicą, jak również dokonywaniem cudów. Uznawany jest za jednego z najbardziej świętych członków rodziny Soria. Beatriz i jej analityczny umysł nie pozwalają na dopuszczenie do siebie emocji, z kolei Joaquin marzy o wielkim świecie, w którym to będzie mógł pracować w radiu pod mrocznym pseudonimem Diablo Diablo. 

Ta trójka bohaterów chce coś zmienić w swoim życiu, mieć wpływ na codzienność. Nie wiedzą jednak, jak pokonać widmo nadciągającego mroku...

Niemal zawsze potrafimy wskazać ten setny cios, ale nie zawsze dostrzegamy dziewięćdziesiąt dziewięć innych rzeczy, które zdarzają się, zanim się zmienimy.

Maggie Stiefvater znana jest większości z nas dzięki serii Drżenie, opowiadającej o miłości między dziewczyną a chłopakiem, który zmienia się w wilka. Od zakończenia tamtego cyklu nie miałam w dłoniach żadnej książki autorstwa tej pisarki, jakoś zawsze było nam nie po drodze. Przeklęci święci stali się więc dla mnie okazją zarówno na powrót do jej twórczości, jak i przekonanie się, czy pani Stiefvater ponownie z łatwością wciągnie mnie w stworzony przez siebie świat.

Tym razem trafiamy do rozgrzanego pustynnym słońcem Bicho Raro, gdzieś pośród Kolorado. Codzienność sennego miasteczka naznaczona jest przez rodzinę Soria, czyniącą cuda. I choć wydawałoby się, że cały proces jest bardzo łatwy, to rzeczywistość jest zupełnie inna. Zmiany przebiegają dwuetapowo- najpierw, po kontakcie ze Świętym Danielem na daną osobę spływa mrok przybierający postać tego, w czym dana osoba zawiniła, następnie zaś ów pątnik ma za zadanie samemu dojść do wniosków, co w swoim życiu naprawić. Wtedy dochodzi do drugiego cudu, a interesant zostaje oczyszczony. I wolny. Ale... spośród pątników nawiedzających dom Soriów niewielu dotarło do drugiego cudu. Większość po prostu zatrzymała się w swej nowej, zmienionej formie, pomieszkując kątem u gospodarzy. 

Po rozpoczęciu przygody z Beatriz, Joaquinem oraz Danielem nie od razu dotarł do mnie sens całej tej opowieści. Owszem, czytało się ją przyjemnie i szybko, ale szukałam drugiego, umoralniającego dna. I właściwie dopiero na końcu, gdy w całej -dotychczas bojącej się mroku- rodzinie Soriów rozpoczęły się cuda, dotarła do mnie ta prosta prawda- tylko my mamy wpływ na własne sumienie, na wprowadzanie dobrych zmian w swoim życiu. Nikt nie przyjmie na siebie naszego mroku, musimy sami z nim wygrać. Otworzyć się na to, co dobre. Usiąść, na spokojnie przeanalizować, co było złe, a co jest jeszcze do odratowania i działać. Oczywiście, łatwiej jest przekazać swoje życie w czyjeś ręce, zająć wolne krzesło i czekać na cud. Ale bez naszej woli nic się nie wydarzy. Zostaniemy "zamrożeni" w punkcie wyjścia, niezdolni poradzić sobie ze świadomością własnych czynów. 

Maggie Stiefvater przy pomocy Przeklętych świętych dowiodła, że jej literacka sława nie opiera się wyłącznie na serii Drżenie; ta autorka potrafi pisać i udowodniła to swoją najnowszą powieścią. A przecież nie ma nic lepszego niż książka, która ma na nas jakikolwiek wpływ, prawda? Dlatego serdecznie Wam ją polecam; nawet, jeżeli pewne wtrącenia autorskie będą Wam przeszkadzać, nie porzucajcie jej. Warto!

Dział: Książki
czwartek, 28 czerwiec 2018 18:28

Ziemia osamotniona

Ostatnimi czasy dosyć często wpadają mi w ręce książki SF. Nie ukrywam, że ten gatunek literacki — kiedyś bardzo mi obcy — dzisiaj pochłania coraz bardziej moją uwagę. Ziemia osamotniona to pierwszy tom serii Wschód Ziemi, który pojawił się na liście USA Today Bestseller. Nazwisko autora, tytuł jak i nawet wydawnictwo było mi dotychczas nieznane, jak zatem prezentuje się książka?

Daniel Arenson to mól książkowy, dumny nerd i autor bestsellerowych powieści fantasy i science fiction, które figurują na listach bestsellerów dziennika USA Today. Jego książki sprzedały się w ponad milionie egzemplarzy. Według portalu The Huffington Post Arenson pisze z sercem. Jest autorem ponad czterdziestu powieści, z których większość zawiera się w pięciu seriach: Wschód Ziemi, Requiem, Moth, Alien Hunters i Kingdoms of Sand.

Przybyli z otchłani kosmosu, żeby nas zniszczyć. Przed pięćdziesięciu laty żądni krwi obcy spustoszyli Ziemię. Większość ludzkości zginęła. Stoczyliśmy się w ciemność. Ale teraz odradzamy się z popiołów. Nadszedł czas, żeby stawić im czoła. Marco Emery urodził się w czasach wojny i na własne oczy widział jak jego matka zostaje pożarta przez obcych. Dołącza do Sił Obronnych Ludzkości, armii złożonej z poborowych, która chroni Ziemię i kosmos. Zanim stanie twarzą w twarz z obcymi, Emery musi przejść podstawowe szkolenie wojskowe i stać się żołnierzem. W starciu z przybyszami z kosmosu, Ziemia jest osamotniona. Jednak my się nie poddamy. Staniemy do walki i zwyciężymy.

Ogromny znak zapytania, który postawiłem nad książką przyniósł mi w gruncie rzeczy całkiem pozytywny efekt. Ziemia osamotniona to bardzo fajnie napisana powieść z gatunku klasycznego SF. Przemyślana akcja, sprawne budowanie napięcia, poukładana i wciągająca fabuła — to wszystko tworzy z książki dzieło, które faktycznie ma szansę stanąć obok takich nazwisk jak Marko Kloss, Jack Campbell czy Mike Resnick. Jedynym mankamentem, w moim odczuciu, był sposób opowiadania historii. Jak wiadomo, każdy zafascynowany nurtem czytelnik oczekuje od powieści realności uniwersum, szczegółów i opisów nadających całości kształt. Czytelnik domaga się, by bohaterowie nie byli po prostu opisani, ale sprawnie stworzeni. Tutaj troszkę mi tego zabrakło — opisu uczuć bohaterów, przerywników fabularnych, które sprawiłyby, by czytelnik czuł, że znajduje się w samym środku wydarzeń.

Dzieło Daniela Arensona to fajna, książkowa pozycja dla fanów lekkiego, militarnego science-fiction. Mam szczerą nadzieję, że dalsze przygody Marco Emery'ego będą już nieco bardziej dopracowane. Czekam zatem na tom numer dwa i oczywiście polecam!

Dział: Książki
czwartek, 21 czerwiec 2018 09:24

2018 Locus Awards Weekend

Ten weekend należy do Locus Awards, które zostaną przyznane podczas ceremonii, którą poprowadzi Connie Willis.

Uroczystości odbędą się 22-24 czerwca Seattle. To będzie też 50 rocznica Locus Magazine. W tym roku statuetke zaprojektował  Francesca Myman z artystą Shaun Tan, którego polscy czytelnicy doskonale znają z takich tytułów jak "Przybysz", czy "Regulamin na lato". Podczas imprezy przewidziane są panele z autorami, konkurs na koszulkę hawajską, autografy, bakiet i wiele innych atrakcji.

Dział: Literatura
środa, 13 czerwiec 2018 13:19

Jadowity miecz

15 czerwca nakładem Fabryki Słów ukaże się "Jadowity miecz".

O KSIĄŻCE:
Czasem okrucieństwo władców sprawia, że nawet najwierniejsi wznoszą pięści żądając sprawiedliwości.

Dział: Patronaty
środa, 13 czerwiec 2018 12:34

Droga Szamana. Etap 1: Początek

Numer jeden na liście najpopularniejszych e-booków w Rosji!
Wyjątkowa powieść fantasy nowego gatunku LitRPG.
Barliona. Wirtualny świat pełen potworów, walk, przygód, tajemnic i graczy spragnionych tego, co w prawdziwym życiu niedostępne: elfów i magii, krasnoludów i gnomów, smoków i księżniczek oraz niezapomnianych konfrontacji.

Dział: Patronaty
poniedziałek, 11 czerwiec 2018 15:17

Wrota

Książę, który za wszelką cenę chce zostać bohaterem.
Królewna, która chciałaby, żeby ją wszyscy zostawili w spokoju.
Bajka, która wcale nie jest bajką.

Gawarek, książę z Dolin, bardzo chciał zostać bohaterem. A bohaterowie, jak powszechnie wiadomo, całymi dniami nic, tylko ratują białogłowy z rąk łupieżców, łotrów i niegodziwców.
Pech, jemu akurat do uratowania trafiła się białogłowa nie dość, że niewdzięczna i niezadowolona z ratunku, ale jeszcze zła do szpiku kości, jak na Czarownicę z Twierdzy przystało.

Dział: Patronaty
środa, 23 maj 2018 10:41

Powrót

Po opuszczeniu Zony Misza stara się żyć jak każdy człowiek "po tej stronie"- prowadzi firmę, tworzy szczęśliwy związek z Nastią, dla której to postanowił porzucić dotychczasową egzystencję. Co prawda długo musiał oduczać się typowych stalkerskich reakcji, ale ostatecznie udało się... nawet, jeżeli tylko w siedemdziesięciu procentach. Problem w tym, że jego "kochanka" z dnia na dzień wzywa go coraz głośniej. Czuje Jej zew, tajemnicze przyciąganie. Co tu dużo mówić- Misza, choć bez pamięci zakochany w Nastii, po cichutku tęskni za stalkerskim życiem. Za odkrywaniem coraz to nowszych miejsc, za kompanami, zastrzykiem adrenaliny. Kiedy na progu swojego domu znajduje rannego Patyka, dawnego towarzysza niedoli, a jego firma zostaje przetrząśnięta już wie, że musi Tam wrócić. Musi dostać się do Zony, odnaleźć Doktora oraz najważniejsze- przeżyć.

A Zona nie jest już dokładnie taka, jak cztery lata temu; co prawda nawet wówczas człowiek nie był pewny, czego się po niej spodziewać, ale... wtedy jeszcze wydawała się dla doświadczonego wojaka miejscem do zdobycia. Dziś Jej granice rozrastają się coraz bardziej, strasząc znacznie groźniejszymi anomaliami. Ale od czego są młodsze pokolenia? Podczas wyprawy Misza natyka się na Sonię, która całkiem dobrze orientuje się w zonowskiej codzienności, a jej praktyczne przygotowanie przypomina mężczyźnie kogoś, kogo znał bardzo dobrze... i kogo oboje poszukują. 

Od momentu, w którym przeczytałam Bagno szaleńców autorstwa Joanny Kanickiej, wsiąkłam w świat S.T.A.L.K.E.R.A.; myślę, że za jakiś czas zmierzę się również z pozostałymi, wcześniejszymi tomami. Choć jestem kobietą, a myśląc stereotypowo powinnam być rozkochana wyłącznie w powieściach obyczajowych czy literaturze erotycznej, to właśnie wbrew pozorom ta seria porwała moje serce. Jest taka... mocna. Nie wiadomo, czego się po niej spodziewać, a Zona przyciąga mnie tak jak naszego głównego bohatera, Miszę.

Podczas lektury często zastanawiałam się, dlaczego tamto miejsce tak przyciąga ludzi. Owszem, jest niezbadane, a granice Zony wciąż to się poszerzają, to maleją. Jest takim "niezdobytym lądem", wciąż pełnym tajemnic. Wielu jest takich, którzy pragnęliby ją zdobyć na wyłączność, być kolejnym Krzysztofem Kolumbem, tyle że w wersji zonowskiej. Ale nie, Ona ma inne plany- będzie pogrywać z Tobą, dopóki Jej na to pozwolisz. Albo dopóki nie zginiesz z żyjących w Jej wnętrzu istot. A jest ich tam bardzo wiele! To dodatkowo dodaje książkom z owej serii smaczku. Stąpając ostrożnie, krok po kroku za Miszą i Sonią, natkniemy się na Juchociągi, ale również wiele anomalii. Możesz również natrafić na niby zwykłe pnącza, które zaczepią o Twoje włosy i bez najmniejszej litości zerwą Ci cały skalp. Uważaj więc!

Powrót to taka typowo męska powieść (jak zresztą cała seria), którą zdecydowanie w pierwszej kolejności poleciłabym mężczyznom. Nie ujmujmy jednak kobietom, które zapewne również z wielką chęcią rozczytywałyby się w kolejnych przygodach bohaterów. Nie ma tam miejsca na sentymenty czy współczucie- nie jesteś wystarczająco ostrożny, to czeka Cię śmierć. I tyle. Zona to nie jest miejsce na rodzinne podróże tam i z powrotem; to raczej ogromny plac boju, pełen niespodzianek. 

Warto wspomnieć o tym, że na drodze Miszy oraz Soni nie tylko stanęły wytwory Zony, lecz również inni ludzie. Ludzie, których o dobre zamiary nie możemy w żadnym razie posądzać. Ktoś pragnie dorwać stalkerów, zapanować nad tym miejscem. Ale czy można pokonać Zonę... ? Szczerze wątpię. I już nie mogę doczekać się kolejnych części!

Dział: Książki
środa, 23 maj 2018 10:18

Świat w pudełku

W nowym świecie -świecie, powstałym na zgliszczach starego, dotychczas nam znanego- stworzono istoty, które ponoć nie czują niczego. Mają służyć za pudełka, w których więzi się duże pokłady mocy, a wyjątkowo utalentowany oraz silny psychicznie szaman może pokierować nimi w dowolny sposób. Tym właśnie jest A- tworem ponoć bezuczuciowym, nie znającym strachu ani bólu. W jej pustym wnętrzu kryje się to, czego pragnie wielu ludzi... i nie jest to czyste serce. Uznana za lalkę (produkt stworzony w nowym świecie) stara się kryć między ludźmi. Wbrew temu, co sądzi społeczeństwo, A posiada uczucia. Boi się jak każdy z nas, cierpi... oczywiście wtedy, kiedy chce. Wie doskonale, jaki przypadłby jej w udziale los, gdyby odkryła przed innymi swoją tożsamość. A co, gdyby wiedzieli, że nie jest zwykłą lalką, lecz pudełkiem na moc... ? 

Tracąc ostatnie pokłady ciepła, trafia do małej osady. Nie budzi obaw wśród tamtejszej społeczności, w końcu zachowuje się jak człowiek. Szybko jednak wyczuwa czyjąś moc... jednak Samuel, szaman, nie wydaje jej przed zgromadzeniem. Szykuje się bowiem na prawdziwą wojnę o wolność swojego ludu, w której moc pudełka zwanego A może znacznie przechylić szalę na ich korzyść.

Nie ma to jak książka o zniszczonym świecie, na zgliszczach którego powstaje coś, co może nam przypominać niemalże baaaardzo dawne czasy. Samochody nie działają (a przynajmniej ich liczbę można pokazać na palcach dwóch rąk), do tego wszystko okraszone jest magią. Powrócili szamani, istnieją istoty zwane lalkami. Z wyglądu przypominają one zwykłego człowieka, jednak nie potrafią czuć, a ich rozwój wyglądowy zatrzymał się na etapie wieku nastoletniego. Nie muszę chyba wspominać, że na owe twory czekał okrutny los po odkryciu ich tożsamości. 

Fantastyka nigdy nie należała do gatunków, po które sięgałam w pierwszej kolejności; jako że czytuję wiele recenzji książek należących do tej kategorii, jakiś czas temu postanowiłam to zmienić. Po lekturze Świata w pudełku pani Rupiewicz utwierdziłam się jedynie w przekonaniu, że nie tylko warto skusić się na inny gatunek, ale też wyciągnąć dłoń po rodzimych pisarzy. 

Tę historię aż chce się czytać, a oderwanie się od niej jest nieomal niemożliwe. Niesamowicie wciągnął mnie stworzony przez panią Katarzynę świat, w którym panuje wieczna zima, walka o przetrwanie i niepewność co do jutra. Nie ma tam miejsca na zwykłe porywy serc, wszystko jest przekalkulowane tak, aby niosło jak najwięcej korzyści. Przykładem (i lekkim spoilerem) może być stosunek tamtejszego społeczeństwa do kobiet, które dojrzewały płciowo- te, które mogły dać dziecko, były praktycznie bezkarne. Minusem ich losu było jednak to, iż zgromadzenie wybierało im męża, co nierzadko prowadziło do większych lub mniejszych konfliktów. Albo i czyjejś śmierci. Kolejnym plusem jest niewątpliwie lekkie pióro autorki. Męczy mnie czytanie książek, w których powstaje zbyt wiele nowych, pasujących do tworzonego świata określeń, a autor nie postarał się o dodanie tzw. słowniczka na końcu utworu. Tutaj mamy po prostu zniszczony świat, żaden jego odłam. 

Główną bohaterką jest A, pudełko na moc. Polubiłam ją, a jednocześnie było mi jej żal. Choć czuła (i zapewne wiele podobnych jej istot również miało emocje), stawiana była na równi z bezmózgimi maszynami do zabijania. Owszem, emocje w jej przypadku często były kontrolowane, mogła je dowolnie "włączyć", lecz bezpodstawnie nikogo nie krzywdziła, a śmierć znajomych twarzy bolała jak każdego, zwykłego człowieka. Stereotypowe myślenie ludzi ("lepiej zabić zawczasu, po co słuchać wyjaśnień") zniszczyło wiele istot z jej gatunku. 

Świat w pudełku Katarzyny Rupiewicz to książka, w której wiele się dzieje, a zarazem dostajemy potężnego kopa emocji. Nie da się przy niej nudzić, ponadto autorka częstuje nas wizją świata zniszczonego przez ludzi. Dla każdego fana fantastyki będzie to smaczny kąsek, polecam!

Dział: Książki