Rezultaty wyszukiwania dla: Rea

poniedziałek, 18 lipiec 2022 13:24

Berło światła

 

Gdy chodziłam do szkoły, moim ulubionym przedmiotem była historia. Lubiłam czytać zwłaszcza o starożytnym Egipcie, swego czasu marzyła mi się nawet praca archeologa. Co prawda obecnie zajmuję się czymś zupełnie innym, ale zamiłowanie do historii zostało. Dlatego, gdy tylko zobaczyłam najnowszą książkę wydawnictwa Jaguar „Berło światła”, od razu wiedziałam, że to coś dla mnie.

Nefretari de Vesci od lat zajmuje się odnajdywaniem skradzionych skarbów. Robi to razem ze śmiertelnie chorym bratem. Nefretari zrobiłaby dla niego wszystko, więc gdy pojawia się arogancki anioł Azreal, który żąda od niej odnalezienia berła światła – insygnium mocy, które zostało uratowane z Atlantydy, z początku ma ochotę mu odmówić. Składa on jednak obietnice Taris. Jeśli uda się jej w wyznaczonym czasie odnaleźć berło, to nie zabierze on duszy jej brata do królestwa umarłych.

O Marah Woolf słyszałam dużo dobrego, chwalona jest zwłaszcza jej trylogia „Trzy czarownice”, ale do tej pory nie miałam jakoś okazji, żeby sięgnąć po którąś z jej książek. Jednak już teraz wiem, że będę chciała przeczytać jej wszystkie poprzednie książki, bo „Berło światła” mogę określić jednym słowem: rewelacja.

W tej książce podobało mi się absolutnie wszystko. Dobrze wykreowani bohaterowie, polubiłam dosłownie wszystkich.

Świetnie wymyślona tajemnica. Widać, że autorka poświęciła bardzo dużo czasu na przygotowania. W „Berle światła” łączy się chrześcijaństwo z islamem, różne mitologie przeplatają się ze sobą. Żeby nie pogubić się w chronologii, na końcu książki jest przedstawiona oś czasu oraz spis najważniejszych postaci.

Jest też i rozbudowany wątek romantyczny. Dosłownie z każdej strony czuć chemię między Nefretari, a Azrealem. Jest też zapowiedź związku między Horusem, a Kimmy (przynajmniej mam nadzieję, że coś z tego będzie).

Autorka na koniec postanowiła poznęcać się nad czytelnikiem, ponieważ tak zakończyła książkę, że kolejny tom chciałabym na wczoraj.

Podczas czytania zauważyłam kilka literówek, ale zupełnie nie przeszkadza to w czytaniu, raz jedna pomyłka wywołała nawet mój uśmiech.

Podsumowując, „Berło światła” polecam każdemu, kto lubi połączenie zagadki, przygody, fantastyki i romansu.

Dział: Książki
piątek, 15 lipiec 2022 20:43

Terapia

Z twórczością Klaudii Muniak po raz pierwszy zetknęłam się w 2021 roku. Thriller medyczny „Psychopata” zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie i zachęcił do zapoznania się z innymi tytułami autorki. Spodobało mi się to, z jaką naturalnością pisarka wplata medycynę w fabułę swoich powieści. Dlatego, kiedy na księgarnianych półkach ukazała się „Terapia”, sięgnęłam po nią bez wahania. Jak wrażenia? Początkowo podeszłam do tej historii z pewną dozą sceptycyzmu. Jednak po pewnym czasie dałam się wciągnąć w wir wydarzeń. Uczucie niepokoju towarzyszyło mi do ostatniej strony. A w finale przyszedł czas na niemałe zaskoczenie. Końcowe sceny dosłownie zwalają z nóg!

Z czego wynikał ten sceptycyzm, który pojawił się u mnie na początku lektury? Cóż, kiedy akcja toczy się ślimaczym tempem, a główna bohaterka nie wzbudza sympatii, odbiorca ma prawo mieć wątpliwości. Luiza została wyposażona przez autorkę w bagaż trudnych i bolesnych doświadczeń, o których nie potrafi zapomnieć. Dużo rozmyśla o swojej przeszłości i analizuje to, co przeżyła. Oczywiście nie zdradzając czytelnikowi żadnych szczegółów. Kobietę przepełnia wiele emocji, ale najsilniejsze jest pragnienie zemsty, które teoretycznie ma jej pomóc w odzyskaniu spokoju. Bohaterka pozornie panuje nad sytuacją, ale tak naprawdę jest mocno rozmemłana. Momentami ciężko wytrzymać z nią i z jej przemyśleniami. Właśnie dlatego nie byłam pewna co do tej książki. Nadeszła jednak chwila, gdy akcja zaczęła przyspieszać, wątpliwości minęły, a ciekawość wzięła górę.

Autorce udała się kreacja głównej bohaterki, to trzeba przyznać. Luiza nie wzbudziła co prawda mojej sympatii, ale nie jest to postać płaska i bezbarwna. Rozważania, decyzje i czyny kobiety wywołują najróżniejsze emocje, a przecież o to właśnie chodzi, żeby czytelnik reagował w taki czy inny sposób, żeby coś odczuwał, cokolwiek by to nie było. Luizę przepełnia pragnienie zemsty, które zakrzywia obraz rzeczywistości i zaciera granicę między prawdą a fikcją, wytworem wyobraźni. Bohaterka jest zdezorientowana i gubi się we własnych emocjach i pragnieniach. Widać to coraz wyraźniej, gdy wydarzenia nabierają wreszcie tempa. Wówczas odbiorca już nie jest w stanie oderwać się od lektury, pragnie dotrzeć do finału tej historii i dowiedzieć się, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi.

A finał naprawdę zaskakuje, wbija w fotel i zapiera dech. Jestem pełna podziwu dla pomysłowości i przebiegłości Klaudii Muniak, a także umiejętności wpuszczania czytelnika w maliny. Autorka dobrze wiedziała, co robi - od początku do końca. Miała plan i sumiennie go realizowała. Spodziewałam się zupełnie innego zakończenia, tymczasem okazało się, że dałam się podpuścić. Podczas lektury wyciągałam wnioski i snułam domysły, idąc dokładnie w tym kierunku, w którym nie powinnam, a w którym pisarka chciała, żebym podążała. No cóż, wystrychnięto mnie na dudka i jestem z tego powodu zadowolona.

„Terapia” to jeden z tych thrillerów, które opatulają czytelnika grubą warstwą tajemniczości i roztaczają nad nim aurę niepokoju. Polecam!

Dział: Książki
niedziela, 19 czerwiec 2022 22:19

Zapowiedź: Baśniowa opowieść

Siedemnastolatek otrzymuje w spadku niezwykłe dziedzictwo – klucz do równoległego wymiaru,  w którym toczy się wojna między dobrem i złem; walka o najwyższą stawkę: przetrwanie zarówno tamtego świata, jak i tego, który znamy.

Historia klasyczna jak baśń czy mit. Zaskakująca i świeża, lecz jednocześnie pełna motywów, które w twórczości Stephena Kinga lubimy najbardziej. Być może wszyscy tę opowieść znamy, lecz wciąż chcemy ją czytać, gdy opowiadana jest na nowo, przez pisarzy tej rangi, co Stephen King.

Dział: Książki
czwartek, 09 czerwiec 2022 16:29

Przełęcz

 

Zdarza się, że życie pisze scenariusze tak zaskakujące i mroczne, że trudno dać im wiarę. Jedną z tajemnic, które pozostają niewyjaśnione i które inspirują kolejnych autorów, jest los, jaki spotkał grupę młodych podróżników, którzy zimą 1959 roku zginęli w uralskich górach. To właśnie ich historia stała się kanwą dla świetnego thrillera Krzysztofa Domaradzkiego, „Przełęcz".
 
Zanim skupimy się na samej powieści, warto krótko przybliżyć fakty na temat grupy Diatłowa, które prawdopodobnie nie są znane wszystkim czytelnikom. W styczniu 1959 roku grupa dziewięciorga radzieckich studentów postanowiła pokonać jedną z trudniejszych tras na terenie północnego Uralu. Tuż po wyruszeniu na wyprawę jeden z uczestników zrezygnował ze względów zdrowotnych, za to do grupy dołączył znacznie starszy od nich mężczyzna podający się za przewodnika górskiego. W nocy z 1 na 2 lutego doszło do wydarzeń, które zakończyły się śmiercią wszystkich uczestników wyprawy, lecz które do tej pory pozostały niewyjaśnione.
 
Zniszczony namiot podróżników znaleziono nieco poza wytyczoną przez nich trasą. Jego ścianki były poprzecinane od środka, jakby znajdujący się w nich ludzie próbowali jak najszybciej z niego uciec. Ciała studentów odnaleziono w różnej odległości od namiotu. Większość z nich zmarła w wyniku hipotermii, ale kilkoro miało obrażenia na tyle rozległe, że badający ich lekarze porównali je do tych, jakie odnosi się po zderzeniu z pędzącym samochodem. Śledztwo niczego nie wykazało i zakończyło się konkluzją, że grupę zabiła „potężna siła”. Nic dziwnego, że owe wydarzenia stały się pożywką dla różnorodnych teorii, w których przeplatają się wątki kryminalne i paranormalne, jak i podejrzenia kierowane w kierunku wojska mającego prowadzić na tamtym terenie badania nad nową bronią.
 
Akcja „Przełęczy” toczy się dwutorowo. Wydarzenia z przeszłości to historia grupy Diatłowa. Krzysztof Domaradzki zmienił wprawdzie imiona uczestników i nazwy geograficzne, jednak wyraźnie widać, że wątki poświęcone studentom w miarę możliwości blisko pokrywają się ze znanymi nam faktami. Wątek współczesny dotyczy śledztwa, jakie zostaje zlecone prywatnemu detektywowi. Z Żenią Kowalczukiem kontaktuje się sam prokurator generalny Federacji Rosyjskiej i w sposób niepodlegający dyskusji nakazuje mu poprowadzenie nieoficjalnego dochodzenia, by wyjaśnić tajemnicę sprzed lat. Kowalczuk szybko przekonuje się, że został wplątany w sprawę, która może kosztować go znacznie więcej niż tylko karierę zawodową. Okazuje się też, że intencje zleceniodawcy wcale nie są tak przejrzyste. Dlaczego tak zależy mu na odkryciu tajemnicy śmierci studentów?
 
Jest oczywiste, że wątków poświęconych wydarzeniom z 1959 roku nie można traktować jako źródła prawdziwych informacji, a jednak to właśnie one najbardziej przykuwają uwagę. Mimo że historię grupy Diatłowa znałam już wcześniej z książek Alice Lugen i Anny Matwiejewy, śledziłam ich losy z ciekawością i jednocześnie smutkiem, wiedząc, jak się skończą. Domaradzki ukazał studentów w sposób naturalny, nadając postaciom, wokół których narosła legenda, zupełnie zwyczajną, ludzką twarz. Mamy więc do czynienia z grupą młodych ludzi, których myśli krążą wokół zabawy, miłości, seksu, zazdrości i planów na przyszłość. Nie są krystaliczni, wręcz przeciwnie, lecz dzięki temu bardziej realni.
 
Wątek współczesny również wciąga, choć nie tak bardzo, a to za sprawą dosyć sztampowych bohaterów. Kowalczuk to sponiewierany przez los, bystry i zadziorny przeciwnik systemu, a towarzysząca mu Anna, zwana Uzi to ambitna karierowiczka, która pod wpływem znajomości z Żenią zmienia swój punkt widzenia na wiele spraw. Trochę za bardzo wieje tu znanym schematem. Nie do końca też przekonały mnie intencje zlecającego śledztwo, chociaż samo rozwiązanie zagadki Przełęczy Diatłowa zdaje się przekonujące. Czy wydarzenia mogły rozegrać się w ten właśnie sposób? Może Domaradzki jest na dobrym tropie. Kto wie?
 
„Przełęcz” to wciągający, pełen zagadek thriller, bazujący na jednej z najbardziej tajemniczych spraw XX wieku. Zapewni Wam kilka godzin naprawdę dobrej rozrywki. Warto sięgnąć.
Dział: Książki
czwartek, 09 czerwiec 2022 11:15

Zamknij wszystkie drzwi

 

W jednej chwili życie Jules Larsen posypało się jak domek z kart - nie dość, że została wyrzucona z pracy, to jeszcze tego samego dnia przyłapuje swojego chłopaka na zdradzie. Reasumując: nie ma pracy, chłopaka, ani mieszkania. Całe szczęście, że jej przyjaciółka przyjęła ją pod swój dach bez żadnego słowa sprzeciwu. Jules jednak nie zamierza w nieskończoność koczować na kanapie dziewczyny, pilnie rozgląda się więc za pracą. I mieszkaniem, oczywiście. Ogłoszenie o opiece nad mieszkaniem spadło na nią jak dar z niebios. Co więcej, nie chodzi o mieszkanie w jakiejś tam kamienicy, lecz o umieszczone w najbardziej tajemniczym hotelu zwanym Bartholomew. Za przebywanie w nim przez trzy miesiące kobieta ma dostać 12 tysięcy. Czy jest coś lepszego dla osoby, która nie ma innego wyjścia?

I zapewne Jules dziękowałaby niebiosom za tak niespodziewany dar, gdyby nie kilka dziwnych spraw. Po pierwsze, dość restrykcyjne zasady - zero gości czy niemożność spędzania nocy poza budynkiem. Nowo poznana opiekunka mieszkania znika, choć nie zająknęła się słowem, że planuje wyjechać. Do tego te dziwne dźwięki, które rozlegają się nocą...

Czy mroczna sława, która ciągnie się za Bartholomew, jest prawdziwa?

Nie ma nic ciekawszego niż hotel z długą historią dziwnych wypadków, do których dochodziło na jego terenie. Zresztą, znając poprzednią historię, stworzoną przez autora czułam, że i ta przypadnie mi do gustu. I na szczęście się nie pomyliłam.

Jak już wspomniałam, nasza główna bohaterka jednego dnia straciła wszystko. Nic więc dziwnego, że liczyła na przyjęcie ją do tej swoistej pracy, jaką jest opiekowanie się mieszkaniem w Bartholomew. Na trzy miesiące miałaby spokojną głowę i odnośnie pieniędzy, i mieszkania. Szybko jednak pewne wydarzenia zaczynają rodzić coraz liczniejsze pytania, a zagłębienie się w historię mrocznego hotelu nie daje żadnych odpowiedzi.
Uwielbiam, kiedy autor pogrywa z nami w taki sposób. Kiedy nie wiadomo, czy mamy do czynienia z czymś nadprzyrodzonym, czy po prostu za dziwnymi wypadkami stoi dobrze ukryta działalność ludzka. Riley Sager potrafi w taki sposób omotać czytelnika, że niemalże do końca nie jesteśmy pewni, co jest prawdą a co fikcją. Skrzętnie budowane napięcie czyha na nas na każdej kolejnej stronie, a my - mimo że będący niemymi świadkami historii - czujemy się tak, jakbyśmy sami zamieszkiwali pełen grozy hotel. Towarzyszymy naszej Jules na każdym, nawet najdziwniejszym etapie amatorskiego śledztwa. I powoli dopuszczamy do siebie prawdę o niemożliwym.

Liczyłam na to, że po „Wróć przed zmrokiem” autor utrzyma bardzo dobry poziom swojej twórczości i tak się właśnie stało. Podobnie jak poprzedniczka, tak i „Zamknij wszystkie drzwi” przyszpiliła mnie do fotela dopóty, dopóki nie dotarłam do ostatniej strony. I choć przyzwyczajona jestem do wszelkiego rodzaju pisarskich prób omotania mnie w pajęczynę niepewności, to Sagerowi udaje się to za każdym razem. Mimo tego, że przeczuwałam, co spotka mnie podczas lektury. Zresztą, chyba chciałabym wierzyć, że do głosu w tej książce doszło coś, co wykracza poza ludzkie rozumienie.

Riley Sager w inteligentny sposób włada piórem, tworząc historię, która wciąga czytelnika bez reszty. Nieobce jest mu tworzenie pajęczej sieci kłamstw, niedopowiedzeń i tajemnic, która stopniowo podczas czytania owija się wokół odbiorcy, pętając aż do ostatniej strony. Historia początkowo prowadzona dość niespiesznie, już po kilku rozdziałach nabiera coraz szybszego tempa, aż w końcu nie wiemy, kiedy zakończyliśmy naszą wspólną przygodę. Jestem pełna podziwu, a „Zamknij wszystkie drzwi” tylko utwierdziło mnie w tym, że warto sięgać po jego książki. W każdej z nich bowiem może na mnie czekać coś zupełnie innego, a przy tym mam gwarancję bardzo dobrze spędzonego czasu. I choć niektórzy uważają tę pozycję za słabszą niż poprzedniczka, to ja uważam, że nadal trzyma poziom. Jednak jak to mówią: „do trzech razy sztuka”, zobaczymy więc, co zaserwuje nam Sager w kolejnej powieści. Niemniej jednak polecam jego literackie dzieci każdemu, kto jeszcze się z nimi nie zetknął, a uwielbia taki misz-masz. Na pewno nie będziecie zawiedzeni

Dział: Książki

Kolejna niezwykła komiksowa adaptacja powieści Królowej Kryminału – Agaty Christie. Herkules Poirot otrzymuje telegram od milionera Paula Renaulda, który prosi detektywa o przybycie do jego posiadłości we Francji.

Dział: Komiksy

Wyjątkowa opowieść o magii, wojnie i bohaterstwie, oparta na bestsellerowej, wielokrotnie nagradzanej serii gier firmy Blizzard Entertainment.

Dawno temu, w spowitych mgłą niepamięci czasach, Azeroth zamieszkiwały najprzeróżniejsze niezwykłe stworzenia. Tajemnicze elfy i śmiałe krasnoludy współistniały z plemionami ludzi w harmonii, ciesząc się pokojem.

Dział: Patronaty

„Wojna światów" to koronne wydarzenie Marvela w tegorocznych komiksach wydawanych w Polsce. Najważniejszą częścią opowieści jest album pod takim właśnie tytułem – „Wojna światów" (org. „War of the Realms"), którego premierę wydawnictwo Egmont zaplanowało na 1 czerwca br.  Jednak by w pełni docenić całość „Wojny światów", warto przeczytać również komiksy, które prowadzą do tego wydarzenia, oraz te, które się do niego odwołują.

Dział: Komiksy
piątek, 13 maj 2022 18:11

Świat Mitów. Odyseja

 

 

Kolejny tom serii komiksów opartych na mitach greckich.

Mimo że „Odyseja” jest niewątpliwie ciekawa, nie każdy potrafi przez wzgląd na jej kwiecisty język przez nią przebrnąć. Spisana przypuszczalnie w VIII wieku p.n.e. wcześniej śpiewana była wierszem. Tu z pomocą przychodzi nam adaptacja graficzna epickiej historii, która opowiedziana została w komiksowym cyklu „Świat Mitów”. 

Zarys fabuły

Król Odys wraz z armią wraca do domu z podboju Troi, nie będzie mu jednak dane tam szybko dotrzeć. Po drodze on i jego kompani narażają się Posejdonowi, który zrobi wszystko, by przeszkodzić im w podróży. Tułaczka Odysa potrwa dziesięć lat, w ciągu których czekają go niezwykle niebezpieczne przygody. 

Strona wizualna

Komiks wydany został w dużym formacie, twardej oprawie i stonowanych barwach. Wydrukowany jest w pełnym kolorze na doskonałej jakości papierze. Świetną adaptację graficzną zawdzięczamy włoskiemu rysownikowi Giovanni Lorusso. To publikacja, którą po przeczytaniu z dumą można postawić na półce, gdzie będzie nie lada ozdobą kolekcji. 

Moja opinia i przemyślenia

„Świat Mitów. Odyseja” to komiks (zresztą, jak i cała mitologia grecka), który nie jest przeznaczony dla dzieci. Jest w nim dużo przemocy i seksu. To nieugrzeczniona wersja klasycznej „Odysei”. Wręcz przeciwnie, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że przez adaptację graficzną stała się nawet jeszcze bardziej brutalna.  

Pomysłodawcą serii „Świat mitów” i jej opiekunem merytorycznym jest francuski filozof i publicysta Luc Ferry. Scenariusz napisała artystka i rysowniczka Clotilde Bruneau, natomiast rysunki wykonał włoski rysownik Giovanni Lorusso. Współpraca wyszła im znakomicie. Zarówno „Iliada”, jak i „Odyseja” to pierwsze prawdziwe fantastyczne epopeje jakie znamy. Spisane zostały z rozmachem i mienią się setkami barw, a to wszystko w doskonały sposób oddaje również nowo wydany komiks.

Podsumowanie

Myślę, że seria „Świat Mitów” to doskonały, świetnie zrealizowany projekt. Komiksy są szczegółowe, niczego nie pomijają, a do tego zostały wspaniale narysowane i wydane. Bardzo cieszę się, że ukazują się również w Polsce. To jedne z tych tytułów, które warto mieć w swojej domowej biblioteczce. Ciekawa, niezwykle barwna, zawarta w „Odysei” przygoda z pewnością nie zawiedzie czytelników, tak jak i jej komiksowa adaptacja autorstwa Clotilde Bruneau i Giovanni Lorusso. Polecam! Zdecydowanie warto po nią sięgnąć. 

Dział: Komiksy
piątek, 13 maj 2022 17:46

Enola Holmes. Sprawa leworęcznej lady

 

Enola Holmes powraca i wpada na top nowej zagadki!

Niedawno, nakładem wydawnictwa Poradnia K, ukazał się drugi tom przygód nastoletniej Enoli Holmes, młodszej siostry sławnego detektywa. Ponieważ pierwsza część okazała się jedynie wstępem do czegoś większego, byłam bardzo ciekawa, jak potoczą się dalsze losy młodej bohaterki.

Zarys fabuły

Po ucieczce do Londynu Enola odkryła, co chce robić w życiu. Dziewczyna pragnie zostać perdytorystką, to znaczy specjalistką od odnajdywania rzeczy zagubionych. Dlatego tworzy dla siebie rolę asystentki fikcyjnego doktora Ragostina, urządzając się w Londynie za pieniądze, które zostawiła jej matka. Musi jednak pamiętać, by zawsze pozostawać w cieniu, w przeciwnym razie odnajdą ją bracia i skończy się jej upragniona wolność. Tylko czy Enola potrafi pozostać obojętna w obliczu sprawy, którą, jest pewna, potrafi rozwiązać? 

Moja opinia i przemyślenia

Fabuła książki oczywiście toczy się w uniwersum stworzonym przez Artura Conan Doyle’a, co przysporzyło jej całe rzesze fanów. Tak wielu, że zapowiedziana została nawet ekranizacja. Przyznam, że z przyjemnością obejrzałabym niesamowitą scenerię z książki na dużym ekranie. Z pewnością będą to niezapomniane wrażenia. 

Ponownie można by powiedzieć, że na pierwszy plan, obok zagadek i tajemnic wysuwa się rola kobiet w Wiktoriańskim społeczeństwie. Książka ma zdecydowanie feministyczne nuty, a Nancy Springer w doskonały sposób pokazuje przepaść, jaka istniała nie tylko między płciami, ale także między ludźmi z biednych i bogatych rodzin. To niesamowite, jak bardzo od tamtej pory zmienił się świat. 

Przyznam szczerze, że historia z tomu drugiego jest znacznie dojrzalsza i bardziej interesująca niż „Sprawa zaginionego markiza”. Mam nadzieję, że ta tendencja utrzymywała się będzie również w kolejnych częściach. Nancy Springer ma lekkie pióro, potrafi ciekawie opowiadać i jasno wyrażać swoje poglądy. Tym razem jej książka skierowana jest raczej do nieco starszych nastolatków niż do dzieci. 

Podsumowanie

Seria o młodszej siostrze Sherloka Holmes’a to świetny, doskonale zrealizowany pomysł. Powieść czyta się szybko i z zainteresowaniem. Historia porusza wiele ciekawych i istotnych tematów. To jednocześnie przyjemna lektura i całkiem okazała kopalnia wiedzy. Na pewno sięgnę po kolejny tom przygód Enoli, licząc, że będzie jeszcze lepszy od poprzednich. 

Dział: Książki