Rezultaty wyszukiwania dla: Filary Świata
Flash. Póki czas się nie zatrzyma. Tom 2
Drugi tom runu Simona Spurriera to moment, w którym przestaje się zastanawiać, „o co tu właściwie chodzi?”, a zaczyna dostrzegać większy plan. Po pierwszym albumie miałam wrażenie chaosu. Dużo pomysłów, metafizyka na pełnym gazie, postacie wytrącone z równowagi. Tutaj wszystko zaczyna układać się w bardziej czytelny wzór. Nadal jest dziwnie. Nadal jest ambitnie. Jednak tym razem ta dziwność ma sens.
Wally West wciąż zmaga się z rozchwianą Mocą Prędkości i konsekwencjami własnych międzywymiarowych podróży. Central City nie ma lekko – speedsterzy wpadają w tarapaty, Amanda Waller pociąga za sznurki, a rzeczywistość zaczyna się niepokojąco marszczyć. Do tego dochodzą Arkanioły, zgromadzenie Thawne’ów i poczucie, że coś fundamentalnego w strukturze czasu pęka.
Tytułowe „Póki czas się nie zatrzyma” staje się fabułą, a nie tylko hasłem. To motto Wally’ego. Obietnica dana Lindzie. Deklaracja miłości, która ma trwać mimo rozpadu wszechświata. Czas i uczucie – dwa główne filary tej historii.
Spurrier idzie w stronę metafizyki, ale nie zapomina o emocjach. Relacja Wally’ego z Lindą wybrzmiewa naprawdę ładnie, momentami wręcz poetycko. Ciekawie poprowadzono też wątek Barry’ego Allena – jego rola mentora i punktu odniesienia dla Wally’ego zyskuje tu nową głębię.
Największa zmiana? Drugi tom lepiej waży proporcje. W pierwszym miałam poczucie przesytu – zbyt wiele wątków, zbyt wiele dziwnych zachowań bohaterów, które trudno było od razu zaakceptować. Tutaj część z tych decyzji zostaje sensownie wyjaśniona. I nagle wcześniejszy chaos zaczyna wyglądać jak zaplanowana konstrukcja.
Podoba mi się, że Spurrier nie idzie w prostą historię o biciu złoczyńców i ratowaniu dnia. Wprowadza wątek walki wewnętrznej, podważa stabilność Mocy Prędkości, bawi się mitologią Flasha. Reverse-Flash? Obecny, ale wykorzystany inaczej, niż można by się spodziewać. Nie jako oczywisty „wielki zły”, tylko element większej, bardziej złożonej układanki.
Nie wszystko działa idealnie. Niektóre wątki z pierwszego tomu – choćby praca Wally’ego w Terrifictechu – zostają potraktowane po macoszemu. Finałowa konfrontacja z kosmicznymi przeciwnikami zostawia lekki niedosyt. Czasem wciąż bywa zbyt gęsto, zbyt konceptualnie.
Za to warstwa graficzna – bardzo mocna. Ramón Pérez i gościnni rysownicy świetnie oddają dynamikę biegu, ale też tę półpłynną, niestabilną rzeczywistość. Kadry momentami przypominają bardziej oniryczne wizje niż klasyczny komiks superbohaterski. I to pasuje. Ten świat nie ma być stabilny.
„Flash. Póki czas się nie zatrzyma. Tom 2” to ambitna, momentami wymagająca historia. Niekoniecznie najlepszy punkt startowy dla nowych czytelników, ale bardzo ciekawa propozycja dla tych, którzy czują przesyt standardowym superbohaterskim schematem.
Spurrier rozwija postać Wally’ego Westa, ryzykuje, eksperymentuje. Nie wszystko wychodzi idealnie, ale widać wyraźną wizję i konsekwencję. A to w długich runach bywa cenniejsze niż bezpieczne odtwarzanie sprawdzonych motywów. Jeśli lubisz, gdy komiks o Flashu jest bardziej o czasie, tożsamości i relacjach niż o samym biegu – ten tom może cię naprawdę wciągnąć.
Filary Świata
Jeśli pozwolisz, by inni określali, kim jesteś, pozwolisz odebrać sobie największą moc ze wszystkich.*
Żyjąc w świecie, gdzie magia i niewyjaśnione zjawiska są czymś strasznym i będąc o to posądzonym, nie czeka cię nic dobrego. Odizolowanie, strach i pogarda, brak pomocy oraz utrudnianie wszystkiego jest częścią twojego życia. Jedyne co cię trzyma na miejscu, to poczucie obowiązku przekazywane z pokolenia pokolenie. Tylko czy warto tak się poświęcać, nie otrzymując w zamian nawet wdzięczności?
Mieszkańcy Tir Alainn są coraz bardziej przerażeni, bo z niewyjaśnionych powodów zamyka się coraz więcej dróg łączących ich świat ze światem ludzi i przepadają, jeden po drugim, całe klany Fae. Łowczyni i Światły mają coraz mniej czasu na znalezienie rozwiązania, nim ich kraina przestanie zupełnie istnieć, a z nią i oni sami. Tymczasem w świecie ludzi ginie coraz więcej czarownic posądzanych o całe zło, jakie napotykało mieszkańców wiosek. Torturowane okrutnie w końcu przyznawały się do wszystkich zarzutów i ginęły straszną śmiercią. W Brightwood też mieszka wiedźma - Ari - która nie wie jeszcze, co się dzieje, ale jej życie i tak jest trudne. Na każdym kroku spotyka się z brakiem szacunku i niechęcią. Nie jest mile widziana w mieście i tylko nieliczni i to też z niechęcią dobijają z nią targu. Jedyne oparcie ma w przyjacielu Neallu oraz hodowcy koni Ahernie. Ani Fae, ani wiedźma nie podejrzewają, że ich drogi się połączą i będą musieli przypomnieć sobie o Filarach Świata oraz zmienić swoje myślenie. Jaki będzie tego finał?
Lubię książki Anne Bishop i z radością przyjęłam fakt, że w końcu i u nas zostanie wydana jej kolejna seria - Filary Świata. Jak odebrałam pierwszy tom? Było warto poświęcić mu swój czas?
Po raz kolejny autorka pokazała, że potrafi stworzyć powieść fantasy, której nic nie brakuje. Od podstaw stworzyła Tir Alainn i chociaż nie ma zbyt wiele opisów tego miejsca w pierwszym tomie, to czytelnik już teraz może sobie wyobrazić jego piękno. Z drugiej strony jest świat rzeczywisty, gdzie magia przeplata się z realnością i jest różnie odbierana. To tutaj głównie toczą się wydarzenia, które poznajemy z różnych perspektyw. Anne Bishop pokazuje, jak okrutni i nieludzcy mogą być nie tylko ludzie, ale też istoty magiczne. Mamy Inkwizytorów zabijających z zimną krwią i Fae, którzy stawiali siebie i swoje dobro ponad wszystko. Nie można też zapomnieć o magii zawartej w historii oraz magicznych zwierzętach czy też zdarzeniach, które sprawiają, że z zachwytem przewraca się kolejne strony. Filary Świata nie są też pozbawione emocji oraz akcji, dzięki czemu całość czyta się szybko i z ogromnym zainteresowaniem, zastanawiając przy tym, jaką drogą pójdzie autorka.
Jeśli chodzi o bohaterów, to mam mocno podzielone zdanie. Szczególnie jeśli chodzi o Fae. Większości z nich nie polubiłam za ich samotność i roszczeniowość. Straszne było to, że nawet przez chwilę nie pomyśleli, że coś może być z ich winy i to oni powinni ponieść konsekwencje. Oczywiście są też wyjątki. Chociażby Morag, która jest naprawdę interesującą postacią, jest Zbieraczką, to ona po śmierci przeprowadza dusze zmarłych do Krainy Wiecznego Lata. I odegra ważną rolę w tej historii. Z całego serca polubiłam też Ari, Nealla oraz Aherna. Pokazują, że nie ważne kim się jest, zawsze trzeba ponosić konsekwencje swoich decyzji i pomagać. Nie są idealni, ale dzięki temu stają się realni. Jest jednak bohater, którego z dziką radością potraktowałabym tak, jak on traktował podobno winne wiedźmy. Ugh, Inkwizytor działał na mnie, jak przysłowiowa płachta na byka.
Filary Świata nie wciągnęły mnie może od pierwszych stron, ale już po paru rozdziałach nie mogłam oderwać się od czytanej historii. Świetnie napisane fantasy z wartką akcją, która pochłania nie tylko postacie, ale i czytelnika. Anne Bishop oczarowała mnie stworzonym przez siebie światem i występującą w niej magią. Idealnie opisała dawne czasy i sposób życia ludzi. Połączyła kilka wątków, sprawiając, że każdy ze sobą współgrał i nawet ten miłosny był ciekawy, bo nie wybijał się na pierwszy plan i stanowił część czegoś istotnego. Wczułam się w losy Ari i jej szczerze kibicowałam. Nie mogę się już doczekać kontynuacji, bo czuję, że to dopiero wstęp do czegoś większego.
Z całego serca polecam Filary Świata wszystkim fanom autorki oraz gatunku fantasy. Jestem pewna, że ten tytuł was nie zawiedzie i dostarczy wam tyle samo wrażeń, co i mi.
Twoje myśli są twoją wolą, sprowadzasz na siebie to, czego chcesz.*
Filary świata. Tir Alainn. Tom 1
Ari, najmłodsza z wielopokoleniowego rodu czarownic, przeczuwa nadchodzące zmiany – zmiany na gorsze. Od wieków jej poprzedniczki opiekowały się Starymi Miejscami, dbając o to, by ziemie te pozostawały bezpieczne i płodne. Ale wraz z nadejściem Letniego Księżyca nastroje wśród jej sąsiadów stają się coraz bardziej napięte. Ari nie jest już bezpieczna.
