Rezultaty wyszukiwania dla: Fantasy

wtorek, 27 październik 2020 19:09

Zapowiedź: Fantastyczne opowieści wigilijne

Od drogi do Betlejem po drogę ku gwiazdom. Od zaułków warszawskiej Pragi po dziwne obyczaje na odległych planetach. Od cichej nocy po inwazję obcych. Od Świętego Mikołaja po Dziadka Mroza. Od fantasy po cyberpunk i od science fiction po horror.

Dział: Książki
środa, 21 październik 2020 13:41

Warcraft. Przebudzenie Cieni

Dodatek do najbardziej znanej gry MMORPG - World of Warcraft: Battle For Azeroth - dobiega końca. Wszyscy z niecierpliwością czekamy już na ósme rozszerzenie o nazwie Shadowlands. W najnowszym dodatku będziemy mohgli przenieść się do tytułowych krain cienia zamieszkanych przez umarłych. Jednak zanim to nastąpi, czeka nas jeszcze pre-patch, czyli łatka do gry stanowiąca pewnego rodzaju wstęp. Wprowadzone w nim mechaniki z najnowszego dodatku pozwolą wczuć się w klimat nowej przygody, a poszczególne epizody pomogą zrozumieć, jak wielkie niebezpieczeństwo zawisło nad całym światem Warcrafta.

Lecz zanim będziemy świadkami tych wszystkich wydarzeń, trzeba odpowiedzieć na pytanie: Co się dzieje teraz? Co z wydarzeniami poprzedzającymi zniszczenie korony dominacji przez Sylvanas Windrunner? Odpowiedzi należy szukać w najnowszej książce pani Madeline Roux "Przebudzenie Cieni", której fabuła odnosi się do wydarzeń od czasów zebrania się przywódców Hordy po niesławnym Mak'gora, między słynnym Varokiem Saurfangiem a Sylvanas Windrunner, aż do momentu rozbicia korony dominacji i wkroczenia w wymiar śmierci przez Mroczną Panią.

Historia skupia się głównie na dwóch wątkach. Pierwszy dotyczy Talanji, królowej Zandalari, oraz Zekhana, młodszego szamana z klanu Darkspear. Akcja rozpoczyna się w orgrimmarze, gdzie możemy obserwować kształtowanie się nowej polityki Hordy. Z powodu wypaczeń spowodowanych zbyt wielką władzą Warchiefa przywódcy Hordy przeszli na demokrację, gdzie każdy lider danej rasy członkowskiej jest równy. Podczas zebrania staje się rzecz niespotykana - ktoś próbuje unicestwić królową Talanji. Niedoszłym zabójcą okazuje się troll Zandalari. Władczyni Zuldazaru wraca do domu, a za nią w roli ambasadora zostaje wysłany Zekhan, którego zadaniem jest być uszami i oczami rady w niegościnnym kraju. Tam bohater wplątuje się w intrygę, której kompletnie nie był w stanie przewidzieć. W dżunglach Zuldazaru kryje się bowiem jeszcze jedna siła - Nathanos Blightcaller wysłany wraz z elitarnymi oddziałami w celu zabicia potężnego Ioa śmierci Bwonsamdiego. W międzyczasie Thrall dostaje iformację od szamanów z The Earthen Ring na temat niepokojących sygnałów z wymiaru duchów. Były lider Hordy wyrusza w krótką podróż do góry Hyjal pod drzewo Nordrassil, by porozmawiać o tym z kapłankami Elune. Niestety Tyrande, którą pochłonęły żal i wściekłość po stracie Teldrassila i śmierci tysięcy niewinnych kaldorei, zmieniła się w Night Warrior i nie jest już tą samą osobą co wcześniej. Kierowana nienawiścią do całej Hordy odprawia Go'ela z kwitkiem.

Drugi wątek stanowi historia widziana oczami Przymierza. Anduin Vrynn, władca Stormwind, nakazuje void elfce Allerii Windrunner i czempionowi światłości Turalyonowi odnalezienie i pochwycenie Sylvanas. Podczas ich podróży dowiadujemy się, że żadne z nich nie cofnie się przed niczym, by doprowadzić byłego Warchiefa Hordy przed oblicze króla, nawet gdyby musieli torturować świadków. Zagłębiając się coraz dalej w historię szybko dostrzegamy, że Bwonsamdi jest mocno związany z królową Zandalary, której życie zależy od jego życia, oraz że loa śmierci nie jest tylko psotliwym bogiem. To on właśnie chroni dusze trolli po śmierci i nie pozwala im zostać skazanym na The Maw, w miejsce, gdzie trafiają dusze, których nie da się odkupić. Dlatego właśnie Sylvanas tak bardzo pragnie śmierci Bwonsamdiego, kłóci się to bowiem z planami, które snuje wraz z tajemniczą postacią pociągającą za sznurki.

Książka w moim odczuciu jest bardzo dobrze napisana, ciągłość fabularna została zachowana. Powieść czyta się bardzo przyjemnie, powiem więcej - historia niesamowicie wciąga. Pięknie opisano rodzącą się w bólach demokrację w Hordzie, a także rozterki przywódców Przymierza. W ciekawy sposób ukazano fakt, że nawet bohaterowie służący nie są bez wad. Jest to bardzo dobra powieść z rewelacyjnie poprowadzonymi wątkami splatającymi się w końcu w jedną spójną całość. Lektura tej książki sprawiła mi dużo radości i bez wahania polecam ją każdemu. Nawet jeżeli nie jesteś fanem Warcrafta , spokojnie odnajdziesz się w tej historii i spędzisz miłe chwile na czytaniu i odkrywaniu tajemnic w niej zawartych.

Dział: Książki
wtorek, 13 październik 2020 11:48

Rick and Morty. Kupkazpupki Superstar

„Rick and Morty. Kupkazpupki Superstar” z grafiką i scenariuszem Sarah Graley to poboczna historia serii „Rick and Morty” Dana Harmona i Justina Roilanda. Czy trzeba znać serial lub komiks, by zabrać się za historię pana Kupkazpupki? Niekoniecznie, choć fani serii Rick and Morty zauważą szybko, że komiks nawiązuje do odcinka, w którym pan Kupkazpupki został postrzelony i zabity.

Okazuje się, że to jak w filmach hard boiled: zabili go i uciekł. „Kupkazpupki Superstar” to swego rodzaju sequel. Oto nasz zielony przyjaciel nie umiera, ale nadal znajduje się w tarapatach. O pomoc postanowił sprytnie poprosić Summer. To jedyna z rodziny, która do niego nie strzelała, więc jej ufa. Sama Sommer też ma problem, bo denerwuje ją, że zwariowany wynalazca, wiecznie śliniący się dziadek Rick zawsze zabiera na przygody Morty’ego, a nie ją. Bez problemu daje się więc namówić panu Kupkazpupki na podróż na jego planetę. Tam okazuje się… że jest on poszukiwanym celebrytą! Wszyscy go kochają i szukają, trwa narodowa żałoba po jego zniknięciu. Następuje seria przygód, w których czytelnik nie wie, czy bohater chce zostać znaleziony, ponieważ jest sławny, czy też został znaleziony, ponieważ jest obiektem morderczej wściekłości. Summer staje się bohaterem, ale czy to wystarczy, by jej dziadek ją zauważył?

Muszę być uczciwa i wzmiankować, że cała seria, także ten zeszyt, to nagromadzenie dość specyficznego, amerykańskiego poczucia humoru. Imiona postaci są czasem z pupy, do tego nadużywane z przesadyzmem. Humor należy do tych albo głupkowatych, albo przesyconych fizyką teoretyczną; czasem też nasączony onomatopeicznymi zwrotkami podobnymi do przyśpiewek w kole gospodyń wiejskich. Niestety, choć sama kocham całym sercem choćby „Futuramę”, „Bojack Horseman’a”, „South Park” czy nawet niektóre sceny „Włatców much”, to tym razem nic mnie nie porwało.

Jeśli szukasz dobrej zabawy i jesteś fanami serii - spodoba ci się. Jeśli nie, to prawdopodobnie nie jest dla ciebie. Grafika, humor i żarty są takie same jak w serii „Rick and Morty”. To nie jest nic niezwykłego ani genialnego pod żadnym względem. Bo to tylko i aż kolejna przygoda Ricka i  Morty'ego Sommer.


Dział: Komiksy
poniedziałek, 12 październik 2020 18:18

Kraina Nocy

 

Czy macie ochotę sięgnąć po mroczną baśń przełamującą schematy? Po historię osadzoną w Nowym Jorku, w którym grasuje mroczna siła, która wzięła na celownik niesamowite istoty rodem z fantastycznych opowieści? A może przeczytalibyście opowieść o walce z przeznaczeniem i próbie wytyczenia losu według własnych pragnień i marzeń? Jeśli na któregokolwiek z powyższych pytań odpowiedzieliście twierdząco, wypatrujcie Krainy Nocy, powinna Wam się spodobać. 

Powieść Melissy Albert to drugi tom mrocznego fantasy dla młodzieży i kontynuacja świetnego Hazel Wood. Z racji tego, że wydarzenia opisane w Krainie Nocy zdradzają kluczowe informacje z poprzedniej części, jeśli jeszcze nie czytaliście Hazel Wood, poczekajcie z czytaniem tej recenzji, aż nadrobicie lekturę pierwszego tomu – po co sobie spoilerować tak dobrze napisaną historię? 

Jeśli jednak macie za sobą opowieść o Alice Trzykrotce, bohaterce jednej z baśni rodem z Uroczyska, która postanowiła wyrwać się na wolność, zapraszam do dalszej lektury. Od ucieczki głównej bohaterki z mrocznej, baśniowej krainy minęły już dwa lata. Dziewczyna stara się za wszelką cenę prowadzić normalne, ludzkie życie. Ukończyła szkołę średnią i pracuje dorywczo w antykwariacie. Regularnie spotyka się też z dawnymi Historiami, które podobnie jak ona uciekły z Uroczyska, aby zaznać wolności i samodzielnego życia. I właśnie wtedy, gdy sprawy pozornie zaczynają się doskonale układać, wszystko sypie się jak domek z kart. 

Pierwsze oznaki złych zmian to pojawienie się czerwonowłosej Daphne o ostrych zębach i drapieżnym uśmiechu. Potem jest już tylko gorzej – kolejne Historie padają ofiarami brutalnego mordercy, który nie tylko pozbawia je życia (tym razem już na zawsze), ale też zabiera fragmenty ich ciał. Co kieruje zabójcą i kto będzie kolejny na jego liście? 

Jednocześnie, równolegle do wątku Alice, śledzimy losy Elery’ego Fincha, który w poprzednim tomie postanowił zostać w Uroczysku. Teraz jest zmuszony szukać drogi powrotnej, ponieważ stworzony przez Bajarkę świat chwieje się w posadach i coraz więcej jego mieszkańców ucieka, pozostawiając po sobie pogłębiający się chaos. Czy Finchowi uda się odnaleźć drogę do swojego świata i jaką będzie musiał zapłacić za to cenę? 

Z przyjemnością powróciłam do świata wykreowanego przez Melissę Albert, która w ciekawy sposób połączyła współczesną powieść młodzieżową z mrocznym fantasy, w którym trup ściele się stosunkowo gęsto, a bohaterów w pełni pozytywnych można policzyć dosłowni na palcach jednej ręki i to nie wykorzystując wszystkich pięciu z nich. Mam słabość do baśniowych klimatów, a tutaj dostajemy ich najlepszą wersję - oryginalną, pozbawioną cukierkowatej tkliwości, odartą z romantyzmu i brutalnie okrutną.  

Trochę do życzenia pozostawia postać głównej bohaterki. W pierwszym tomie Alice została przedstawiona jako dziewczyna z pazurem, teraz zdaje się, że niemal zupełnie pazurów się stępił. Dziewczyna nie może się zdecydować, po której stronie się opowiedzieć. Niby chce walczyć o swoją ludzką tożsamość, a jednocześnie podejmuje czasem decyzje, które całkowicie temu przeczą. Wprowadza chaos i zamęt, irytując nie tylko swoich pobratymców, ale i czytelnika. Na szczęście nie permanentnie, dzięki czemu można przymknąć na to oko, biorąc pod uwagę, że całą powieść czyta się naprawdę dobrze. 

Podsumowując, jeśli lubicie fantastyczne młodzieżówki utrzymane w mrocznych klimatach, cały cykl Hazel Wood z pewnością Wam się spodoba. 

Dział: Książki

Gra o tron w wersji Young Adult. Trylogia dla fanów serii Rywalki.

 

Królowa w niebezpieczeństwie.

Desperacki plan ambasadorki.

Dwa królestwa na granicy wojny.

Dział: Patronaty
środa, 30 wrzesień 2020 13:33

Kronika. Tom 2

Pamiętam swoje pierwsze doświadczenia z Blizzardem. Był rok 2001, a ja dostałem właśnie Diablo 1 z 1996 roku. Już samo pudełko robiło piorunujące wrażenie. W środku tkwiła mała książeczka, w której opisany został cały świat gry od momentu jego powstania. Później poznałem Starcraft i serię Warcraft. I tym sposobem wsiąkłem w produkcje studia z Anaheim. Podobnie jak zapewne wielu z Was zacząłem swoją przygodę od "Warcrafta 3 Reign of Chaos z dodatkiem Frozen Throne". Gra była bogata pod względem fabularnym, wyposażona w wiele ciekawych historii, i miała wiele do zaoferowania. Zresztą już pierwsza część, zatytułowana "Warcraft: Orcs and Human" wydawała się żywa. Dzięki wspaniałym opowieściom Chrisa Metzena gracze byli świadkami inwazji Orków na Azeroth z ich ojczystej planety Draenor. Mogli obserwować pierwszą, drugą i trzecią wojnę, a także śledzić kształtowanie się Przymierza przeciw Hordzie. Ciekawe dla oka były potężne smocze aspekty i same smoki oraz rycerze śmierci tworzone przez orczych czarnoksiężników. Gracze mogli również przyjrzeć się, co zostało z Draenoru, gdy przez Mroczny Portal wyruszała ekspedycja. A w końcu mogli też przypatrywać się walce przeciw największemu złu, jakim był Płonący Legion. Tak w skrócie przedstawiała się historia RTS-ów, których kontynuacją jest wydana w 2004 roku gra World of Warcraft. Jej treść stanowi uzupełnienie świata, który znamy z wcześniejszych gier oraz wydawanych od wielu lat książek. Historia ta warta była usystematyzowania i wzbogacenia o dodatkowe wątki, które rozjaśniłyby pewne niuanse, co do których nigdy żaden gracz nie miał pewności. Tak też się stało, ponieważ ojciec Warcrafta, Chris Metzen, postanowił stworzyć "Kronikę. World of Warcraft".

 

Aktualnie na język polski zostały przetłumaczone dwa z trzech tomów. Pierwszy opowiada o kosmogonii, stworzeniu całego wszechświata i misji potężnych tytanów. Czytelnik poznaje tajemnice stworzenia Azeroth, jego kształtowania, powstawania pierwotnych ras i pierwszego kontaktu z Płonącą Krucjatą. 

 

Drugi tom, podobnie jak pierwszy, podzielony jest na dwie główne historie. Pierwsza część dotyczy odnalezienia przez jednego z Tytanów świata, który w przyszłości mieszkańcy nazwą Draenor. Opisuje proces kształtowania się życia na tej planecie, porządek na niej panujący i sposób jego wprowadzenia. Na poszczególnych stronach odbiorca może odkrywać kolejne cywilizacje wznoszące się i upadające aż do dnia zagłady. Obserwować, w jaki sposób Sargeras dotarł do orków, a także jak splugawił mieszkańców oraz ich ojczystą planetę magią spaczenia. Druga część ukazuje elementy doskonale znane fanom gry "Warcraft: Orcs and Human", "Warcraft II: Tides of Darkness" i "Warcraft II: Through the Dark Portal". Pierwszą i drugą wojnę ludzi z orkami, a także historię ekspedycji wysłanej poza Mroczny Portal. Poza znaną już fabułą odbiorca otrzymuje szereg innych cennych informacji i uzyskuje odpowiedzi na nurtujące go pytania. Chociażby takie, w jaki sposób orkowie odkryli możliwość tworzenia Rycerzy Śmierci i jak nazywał się pierwszy z nich. Tego wszystkiego można dowiedzieć się z książki. Od siebie powiem, że jest to jeden z bossów w Black Temple. 

 

Przechodząc do podsumowania, powiem, że "Kronika" w chronologicznym porządku podaje czytelnikowi fakty dotyczące światów serii Warcraft, odkrywając przed nim wiele nieznanych dotąd wydarzeń. Warta jest przeczytania choćby ze względu na fabułę, chociaż zamieszczone w niej ilustracje również są niesamowite. Są one niezwykle bogate i przekonują o prawdziwości uniwersum stworzonego przez Metzena, wręcz proszą, by czytelnik w nie uwierzył, w tę magię zaklętą w poszczególnych stronicach kronik.

Dział: Książki
piątek, 18 wrzesień 2020 16:59

Różdżka z Fershey

A gdyby tak przenieść się w czasie? Pomysł nienowy i często wałkowany w książkach fantasy. I choć wiadomo, że taka podróż przyniesie wiele niespodziewanych sytuacji, to część z nich oczywiście da się przewidzieć. Gdy jednak w czasie przenosi się nie do końca opierzony czarodziej, który dopiero co stworzył różdżkę i nie bardzo wie, jaką ten kawałek drewna ma moc, to robi się całkiem zabawnie. Tak właśnie dzieje się w powieści „Różdżka z Fershey”.

Magnus jest początkującym adeptem magii. Marzy o stworzeniu różdżki, gdyż w świecie, w którym żyje, wszyscy o niej słyszeli, ale nikt nie widział na oczy, o posiadaniu takowej nie wspominając. Gdy po wielu nieudanych próbach wreszcie tworzy swój wymarzony przedmiot jego życie, zamiast stać się prostszym, dodatkowo się komplikuje, co jest o tyle ciekawe, że i przed stworzeniem różdżki nie było łatwe ze względu na długi, w które popadł młody czarodziej. I to w trakcie ucieczki przed wierzycielami popełnia kilka fatalnych błędów, trzymając różdżkę, wypowiada nieostrożnie kilka życzeń, które natychmiast się spełniają.

Jednym z życzeń jest przeniesie się gdzieś, z dala od swoich prześladowców. Jest jednak na tyle nie precyzyjne, że Magnus ląduje w okolicach dwudziestopierwszowiecznego Londynu.

Tu czeka go wiele niespodzianek, a już pierwsza jest niezbyt przyjemna, gdyż różdżka w pada w psi pysk, a zwierzęcym łbie budzi się marzenie, by...

Powieść czyta się szybko i chwilami jest całkiem zabawna. Dobrze rozegrany został zwłaszcza humor sytuacyjny. Postaci młodych bohaterów chwilami są irytujące, ale powiedzmy sobie szczerze: nastolatki właśnie takie są.
Młody czytelnik będzie się całkiem nieźle bawił przy tej książce, kibicując zarówno Magnusowi, jak i rodzeństwu: Megan i Patrickowi.

Starszy czytelnik niestety dostrzeże liczne nieścisłości w konstrukcji świata przedstawionego, infantylność oraz braki językowe. Nim wciągnęłam się w fabułę, miałam sporo problemów ze skupieniem z powodu językowych potknięć w tekście.

Jestem zdania, że dla młodych ludzi należy pisać tak samo dobrze, jak dla dorosłych, a nawet lepiej, bo oni dopiero wyrabiają sobie czytelniczy gust i powinni to robić, tylko mając do wyboru dobrze napisane książki. „Różdżka z Fershey” do nich nie należy.

Dział: Książki
czwartek, 10 wrzesień 2020 08:44

Evermore

Jules już wie, kto jest Czarodziejką, a kto Alchemikiem, choć wiedza ta jest bolesna. Teraz wystarczy jedynie przywrócić stary porządek. Czy to będzie łatwe?

W końcu jest. Czytelnicy czekający na drugi tom serii już powoli tracili nadzieję, ale po ponad roku oczekiwania (pierwsze zapowiedzi wszak mówiły o jesieni 2019) dostaliśmy w ręce drugi tom przygód Jules. I tu od razu minus, bo książkę wydano jedynie w formie ebooka. I o ile mnie to nie przeszkadza, bo pierwszy tom też mam w takiej formie, to innym już zapewne jest nie w smak, że na półce stoi pierwszy, a drugiego już nie ma. Tak się nie robi, to jest złe i straszne. I jestem pewna, że wiele osób po prostu po kontynuację wydaną w ten sposób nie sięgnie. Moim zdaniem to taki trochę strzał w stopę wydawnictwa, bo nie dość, że musieliśmy sporo czekać, to jeszcze takie rozczarowanie. Ale dość żalów, czas przejść do meritum, czyli samej książki.

Rzadko zdarza się tak, że pierwszy tom podoba mi się mniej, niż drugi. Tu się tak zdarzyło. Pierwszy chwilami mnie nudził, stawał się zbyt rozwlekły, a tu się dzieje od pierwszej, do ostatniej strony. Akcja pędzi, jak szalona, pojawiają się nowe wątki, które zaczynają splatać się ze starymi, wszystko zdaje się wskakiwać na miejsce, a jednak ciągle pozostaje nieodkryte. Bawiłam się wyśmienicie, kombinowałam, myślałam, ale na takie rozwiązanie, jakie zaserwowała autorka nie wpadłam.

W tym tomie bohaterowie bardzo się zmieniają, przez wydarzenia, spotkania z innymi lub po prostu, bo dorastają. Już nikt nie jest oczywiście dobry i jednoznacznie zły, wszystko się pląta i nawet krystaliczni do tej pory bohaterowie robią coś złego, a ci źli okazują się mieć w sobie dobro. A może nigdy nie byli źli? W tym tomie okazuje się bowiem, że zło przywdziewa wiele masek i to, co oczywiste wcale takie nie jest. Autorka w dobitny sposób pokazuje, że nic nie jest takie, jakie się wydaje, a zło nie musi być złem w czystej postaci, zawsze może być coś więcej, dalej.

To również książka o przyjaźni i kłamstwach, które ją niszczą. O próbie ratowania bliskich sobie osób, za wszelką cenę, która w efekcie prowadzi do zguby. Bo kłamstwo zawsze obraca się przeciw kłamcy. Aż w końcu to piękna opowieść o miłości. Subtelna, delikatna, będąca jedynie tłem, ale dająca poczucie ciepła na sercu i wywołująca uśmiech na twarzy.

Mimo tego, ze to „tylko” ebook polecam wszystkim skończyć historię Jules, poznać tajemnicę krwawego żelaza i jego powstania, odczarować swój czas. I dowiedzieć się, że każda godzina jest cenna.

Dział: Książki
piątek, 28 sierpień 2020 15:35

Zdradziecka królowa

Kiedy wszystko, co Lara kocha, jest zagrożone, ona sama musi podjąć decyzję, dla kogo – i dla czego – walczy: dla swojego królestwa, dla męża czy dla samej siebie.

Przyznam szczerze, że rzadko kiedy mogę powiedzieć o książce, że jest porywająca. Dobrze napisana, ciekawa, czy intrygująca są u mnie zdecydowanie popularniejszymi przymiotnikami. Tym razem jest jednak inaczej. Dylogii spod pióra Danielle L. Jensen to określenie zdecydowanie się należy. „Królestwo mostu” w połączeniu ze „Zdradziecką królową” to epicka powieść fantasy, od której stron nie sposób się oderwać. 

 

Królestwo Mostu zostaje podbite, a jego władca Aren wzięty do niewoli. Lara, mylnie wzięta za zdrajczynię, właściwie poddała się już losowi i nie zamierzała brać udziału w wojnie. Gdy jednak dowiaduje się o tym, co spotkało męża, wie, że nie ma wyjścia. Pokochała Arena całym sercem i jest gotowa poświęcić życie w jego obronie. Czy jednak uda się jej przekonać do pomocy mieszkańców Ithicany? I czy powiedzie się plan odnalezienia sióstr Lary, z których każda to śmiertelnie niebezpieczna, doskonale wyszkolona wojowniczka?

Uwielbiam książki spod pióra Danielle L. Jensen, a „Zdradziecka królowa” z pewnością nie jest wyjątkiem od tej reguły. Historia porwała mnie tak bardzo, że pochłonęłam ją dosłownie w ciągu jednej nocy. Wykreowana przez pisarkę fabuła jest brutalna, ale nie brakuje w niej humorystycznych elementów. Przedstawiony świat jest stosunkowo hermetyczny, za to miejsca, o których wspomina pisarka, mienią się setkami barw. Tak samo, jak zresztą kreacje bohaterów (również tych drugoplanowych). Dodatkowo zarys postaci nie jest sztampowy i oczywisty. Myślę, że to nie lada sztuka stworzyć bohaterów, którzy niejednokrotnie potrafią zaskoczyć czytelnika. Danielle L. Jensen to prawdziwa mistrzyni słowa i dowodzi tego z każdą, kolejną wydaną książką. Bardzo żałuję, że „Królestwo Mostu” i „Zdradziecka królowa” to zaledwie dylogia, więc drugi tom jest również pożegnaniem z serią. Chętnie przeczytałabym kolejną część. 

Lekturę książki „Zdradziecka królowa” serdecznie polecam wszystkim miłośnikom fantastyki lub po prostu wyśmienitej literatury beletrystycznej. Z powieścią doskonale się bawiłam i bardzo miło spędziłam przy niej czas. Nawet nie zauważyłam, kiedy z pierwszej strony dotarłam na ostatnią. Danielle L. Jensen to po prostu świetna pisarka, której nie sposób odmówić zarówno talentu, jak i niezwykle bogatej wyobraźni.

Dział: Książki
czwartek, 27 sierpień 2020 18:50

Smocza straż. Pan Widmowej Wyspy

„Smocza straż. Pan Widmowej Wyspy” to trzeci tom nowej serii Brandona Mulla, która jest kontynuacją kultowego już „Baśnioboru”. Rozpoczyna się dokładnie w miejscu, w którym zostawił na drugi tom, czyli „Gniew króla smoków”. Smoki wciąż szukają sposobności do okazania dominacji nad ludźmi. Trudno sobie wyobrazić większe zagrożenie. A jednak… Czy jednak pozostawiona sobie Kendra może stawić czoła temu mrocznemu zagrożeniu bez pomocy Setha, który zawsze jej towarzyszył?

Tym razem zobaczymy Setha w niecodziennej sytuacji. Oto dopiero co stracił pamięć i dodatkowo został porwany, albo jak się mu wmawia – wyzwolony. Przez amnezję nie bardzo wie komu ma wierzyć, bo właściwie każda histora, którą słyszy, jest prawdą. Zwyczajnie opowiadają ją każdy z własnego puntu widzenia. Dla Setha takie życie jest ciężkie. Szczerze mu współczułam, jednak dzięki temu niesamowicie głęboko mogliśmy poznać Setha, dotychczas będącego dość często przypadkowym bohaterem lub chłopcem, który ma nieprzemyślane decyzje. Wszak już raz opowiedział się nie po tej co wszyscy w Baśnioborze stronie. Tym razem poznamy jego prawdziwe pragnienia.

Jednak rzecz nie będzie się działa ani w Baśnioborze ani w twierdzy. Książka przenosi czytelnika do tropikalnych miejsc z plażami i palmami, ale z pewnością nie są to wakacje. Tu niebezpieczeństwo czai się pod każdym ziarnkiem piasku, za i nawet w każdym kwiatku. Będzie to wyspa zamieszkała przez pewne plemię, dzięki którego pomocy być może Kendra znajdzie brata i lubego, a Seth wypełni dość mroczne przyrzeczenie.

Osobiście nie jestem fanem fabuły bazującej na utracie pamięci przez bohatera. To dość oklepany zabieg, jednak w książce to działa. Ale jest trochę "ale". Po pierwsze, osobowość Setha, choć nadal podobna do Setha, uległa zmianie. To prawda, pamięta takie rzeczy, jak nazwy stanów i jak działają rzeczy, ale każdy osobisty element tego, kim on jest, jego opinie i tak dalej, został całkowicie wymazany. Otóż, jedną z powszechnych zasad amnezji jest to, że w każdej sytuacji osoba, która doznała amnezji, nie zachowywałaby się inaczej niż z pełną pamięcią - to znaczy, jej osobowość pozostałaby taka sama. Tu Seth zmienia się z ufnego każdej podpowiedzi raptusa w planującego z wyprzedzeniem niedowiarka. Trochę denerwowała mnie też przemiana Kendry. Jasne, straciła nagle brata i dopiero co chłopaka, którego chyba pokochała, jednak czy to może aż tak wpływać na jej zachowanie? Stała się bierna, ciągle szukała kogoś, z kim mogłaby podzielić się swoim żalem, a dotąd każda porażka czy śmierć raczej skłaniały ją do działania niż zaniechania.

Jest za to coś co mnie ucieszyło: spisek. W pierwszych dwóch książkach nie było super mocnego, nadrzędnej intrygi. Smoki dokonują wyzwolenia i naturalnie próbują zdominować świat. W tej trzeciej części sprawy zaczynają się jednak łączyć. Nierozwiązany problem poruszony w pierwszej książce zostaje rozwiązany. I do końca nie jest jasne, dokąd się potoczą.

Za to według mnie zakończenie, które tym razem nie jest typowo niszczycielskim cliffhangerem, jest naprawdę udane. Nawet powiedziałabym, że znacznie lepsze niż to w poprzednich dwóch tomach serii. Jest nadal dość otwarte, ale wydaje się, że daje nadzieję, czego tamte raczej pozbawiały. Oczywiście, wciąż jest wiele rzeczy nierozwiązane i wiele rzeczy, które mogą pójść nie tak, ponieważ nasi złoczyńcy wciąż działają, ale przynajmniej teraz mamy od czego zacząć walkę z nimi. Nie ma poczucia beznadziei. Przypomina to nieco zakończenie „Gwiezdnych wojen: Ostatni Jedi”, ponieważ jest szansa na wszystko, co się wydarzy, a historia może pójść w każdym właściwie kierunku. Teraz tylko wystarczy czekać na kolejne losy rodzeństwa.

I to jest najtrudniejsze! To czekanie. Polubiłam rodzeństwo Soersenów już od pierwszego tomu „Baśnioboru”. „Smocza straż” całkiem ciekawie rozwijają ich losy, nadając bardzo poważne jak na ich wiek obowiązki. To taka wspaniała historia, którą mogę wszystkim polecić. Jeśli kochasz wielką fantazję pełną przygód i mistycznych stworzeń, to jest to książka dla Ciebie.

Dział: Książki
Strona 1 z 92