Rezultaty wyszukiwania dla: Fabryka Słów
Paradoks
12 września ukaże się nakładem Fabryki Słów kontynuacja "Nadzoru".
O KSIĄŻCE
Ostatnia ręka Nadzoru wciąż patroluje granicę pomiędzy tym, co naturalne a tym, co nadprzyrodzone, rozświetlając ciemności nikłym płomieniem świecy.
Nikt nie potrafi przewidzieć, jak sobie poradzi.
Nowym członkom brakuje wyszkolenia, a weterani są zmęczeni i bezbronni.
Rycerz kielichów
Niektórzy twierdzą, że sny są sposobem na opuszczenie szarej rzeczywistości i wejście do zupełnie innego świata- świata tak realnego, jak ten, który nas otacza. I może czasami rzeczywiście chcielibyśmy zostać jak najdłużej w tej sennej ułudzie...
Główny bohater jest jak każdy z nas. Jego codzienność pozbawiona jest marzeń, a dnie mijają mu na pracy zarobkowej, a następnie odpoczynku. Nic nie budzi w nim zachwytu, żadnych głębszych emocji, wzruszeń. Żyje, by żyć. I nic więcej. Ale... jednej nocy śnił, iż podróżuje w przestworzach na ogromnym smoku. Później jego rutynową egzystencję przerywa tajemnicza kobieta, która szeptem obiecuje, że może śnić dla niego. W jednej sekundzie z poukładanego życia szarego obywatela tworzy się rzeczywistość, w której Lanne Lloch l'Annah może zostać albo wielkim przegranym, albo bohaterem.
Pana Piekary nikomu nie trzeba przedstawiać; dotychczas fantastyka była na szarym końcu gatunków, po które sięgałam, a jednak poznanie twórczości pana Jacka diametralnie to odmieniło. Nie powiem, literackiego wsparcia udzieliły również inne książki tej kategorii, równie dobre, lecz to do utworów naszego polskiego pisarza mam przedziwny sentyment.
W świecie realnym nie poznajemy jego imienia, zaś w sennej rzeczywistości społeczeństwo zwie go Lanne Lloch l'Annah. Tak i nasz bohater, jak i reszta owego świata są zdziwieni jego powrotem; byli przekonani, że mężczyzna przestraszył się wizją małżeństwa z ukochaną Kordelią i zwyczajnie uciekł, porzucając narzeczoną tuż przed zaślubinami. Lanne ma jednak zbyt wiele dziur w pamięci, aby znaleźć odpowiedź na niezadane pytania, widniejące na twarzach dawnych kompanów. No i jest jeszcze gniew władczyni, wspomnianej Kordelii, który musi nieco ułagodzić... choć nie do końca pewien, bohater ma przeczucie, że nie trafił do owej rzeczywistości przypadkiem. Czuje, że zostanie przelane wiele krwi niewinnych, a granice państw zostaną naruszone. Mimo że nienauczony walki, musi stawić czoła wrogim wojskom. Ale od czego jest wiedza militarna, poznana w życiu realnym... ?
Autor wprowadza nas tym razem w świat snów, który dla głównego bohatera chwilami zdaje się bardziej realny, niż ten, w którym przyszło mu żyć. Dotąd prowadził dość nudne i poukładane życie, a tu taka diametralna zmiana. Powiem szczerze, że aż strach pomyśleć, że i nas mogło by przenieść w świat mar sennych... szczególnie, jeśli nie śni się nic przyjemnego.
Rycerza kielichów się nie czyta, jego się pochłania. Liczne przeskoki z jednego świata w drugi sprawiają, iż akcja wartko rwie przed siebie, nie zostawiając nam ani sekundy na znudzenie lekturą. Do tego dochodzi również fakt, że od momentu, w którym Lanne rozpoczął swoją senną przygodę, także jego życie ziemskie znacznie się zmieniło. Jest bowiem ktoś, kto czyha na jego życie. I nie chce, aby ponownie dostał się do wyśnionego przez niego i Annę, tajemniczą kobietę będącą swego rodzaju "wzmacniaczem" snów, świata.
Intrygi, intrygi i jeszcze raz intrygi. To także znak charakterystyczny tejże książki. Choć w wyśnionym świecie mężczyzna pozostawił swych wiernych druhów, po jego powrocie nierzadko ciężko stwierdzić, kto tak naprawdę jest mu przychylny. Ostatecznie są ludzie idący za tym, kto obieca im więcej. Jak wyczytałam, Rycerz kielichów wydany przez Fabrykę Słów, jest wznowieniem książki wydrukowanej kilka lat temu. Tym samym rodzi się pytanie, czy pan Piekara planuje wydać kolejne części?
Tak czy owak, Rycerz kielichów zasługuje na polecenie tym, którzy rozkochani są w twórczości Jacka Piekary. Sięgnijcie, gdyż tuż za rogiem czeka na Was przygoda... i przejażdżka na pewnym oswojonym smoku.
Dziedzictwo Posłańca
22 sierpnia nakładem Fabryki Słów ukaże się książka ze świata cyklu Demonicznego Petera V. Bretta.
O KSIĄŻCE:
Historia walki o ocalenie ludzkości została opowiedziana do końca. Wypełniło się przeznaczenie, bardowie mogą opiewać w pieśniach odwagę bohaterów. Ale to tylko część opowieści.
Poznaj historię Briara, dziwnego chłopca, który nie walczy z demonami a jednak przeżywa spotkania z nimi. Zanim odegrał wielką rolę w czasie krasjańskiej inwazji był tylko dzieckiem, które przeszło przez piekło.
Dowiedz się, jak wiele zmieniło się w Potoku Tibetta po wizycie Wyzwoliciela.
Poczuj nadzieję przepełniającą strwożone serca na dźwięk rogu Opiekuna Harrala.
Za plecami bohaterów zawsze stoją dzielni ludzie, których imiona nie rozbrzmiewają w pieśniach. „Dziedzictwo posłańca” to ich historia.
FRAGMENT KSIĄŻKI --> TUTAJ
O AUTORZE:
- Autor najbardziej błyskotliwego fantastycznego debiutu ostatnich lat. Powieścią „The Painted Man” rozpoczął inwazję na księgarskie rynki całego świata. Ledwie się ukazała, a prawa do wydania książki mają już m.in. kraje Ameryki Północnej, Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Grecja, Japonia, Rosja, Polska, Czechy i Hiszpania. W toku negocjacji są Chiny, Węgry, Serbia, Włochy i Turcja.
- Podkreśla, że jego pierwszą znaczącą lekturą – pozaszkolną i bez obrazków – był „Hobbit”. Po starszym bracie odziedziczył też komiksy X-man. Pisarz uważa, że te dwa, z pozoru mało znaczące fakty, ukształtowały jego dorosłe życie.
- Studiował na uniwersytecie w Buffalo.
- Zdobył licencjat z j. angielskiego, krótko zgłębiał historię sztuki.
Prowadził sklep z komiksami.
Następnie pracował w wydawnictwie medycznym, gdzie, jak dziś ocenia, siedząc
w biurowym boksie roztrwonił 10 najlepszych lat swego życia.
Pisał książki, z których nie miał nadziei żyć.
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Premiera: 22 sierpnia 2018
ISBN: 978-83-7964-344-8
Oprawa: broszurowa
Liczba stron: 338
Magia krwawi
Żyjemy w niebezpiecznym świecie. Jeśli ujrzysz szansę na szczęście, walcz o nie,żebyś potem nie zalewała. *
Rodziny się nie wybiera, nie poradzimy nic na to, z kim nas łączą więzy krwi. Możemy jednak zdecydować czy chcemy być tacy jak oni, czy też pójdziemy własną drogą, nieraz trudniejszą, ale zgodną z naszymi poglądami. Nie pochodzenie o nas świadczy, a czyny. Co jednak gdy nie chcą o tobie zapomnieć dać odejść, a wręcz pragną twojej śmierci?
Zbyt piękne byłoby, gdyby Kate długo miała spokój. Na Atlantę spada siedem plag. Jad, Potop, Huragan, Wstrząs, Bestia, Pożoga i Mrok zesłane przez boginie chorób pustoszą miasto, ale ich działanie ma też inny cel. Oprócz siania paniki pragną zdobyć władzę, a Kate robi wszystko, by do tego nie doszło. Tylko czy wygra z silniejszą przedstawicielką swojej rodziny? Czy fakt, że zaczęła mieć przyjaciół i w ogóle przestała być samotna nie okaże się jej słabym punktem, porażką?
Jeśli miałabym wskazać swoją ulubioną serię z gatunku urban fantasy, to bez chwili wahania wymieniłabym między innymi Kate Daniels. Przed chwilą zamknęłam czwarty tom serii - Magia krwawi i... cóż, ponownie się nie zawiodłam na Ilonie Andrews.
Mogłoby się wydawać, że kolejne tomy powinny być słabsze i często tak jest, ale ten duet pisarski pokazuje, że z każdą kolejną częścią może być tylko lepiej. Magia krwawi to jeszcze więcej akcji, walki, krwi, mitologii oraz poczucia humoru. Ilona Andrews dba, by niczego nie było ani za dużo, ani za mało, miesza ze sobą wszystko i oddaje w ręce czytelników powieść, która bawi, fascynuje i nie pozwala o sobie zapomnieć. Mitologiczne postacie, magia, nadnaturalne istoty, walka dobra ze złem, zacierające się granice - wszystko to sprawia, że nie da się narzekać na brak wydarzeń, niepewność oraz nagłe zwroty akcji. Co ważniejsze w tym tytule wiele wątków nabiera rozpędu i ujawniają się nowe informacje, jest co analizować i myśleć nad tym, jak poukładać to w całość.
Co się tyczy postaci, to z każdą częścią pojawiają się nowi bohaterowie, którzy nie tylko wnoszą coś do historii, ale i plączą. Niemniej nie można odmówić Ilonie Andrews, że każda postać ma swoją osobowość i potrafi zaskoczyć nie jeden raz. Nie da się ich nie lubić i im nie kibicować. Niezwykle realni i pełnowymiarowi, z wadami i zaletami. Uwielbiam Kate i Jego Futrzastość, ale muszę przyznać, że na początku irytowali mnie swoim dziecinnym zachowaniem i boję się kolejnych dramacików miłosnych, chociaż w dalszej części książki odzyskali rozum i mam nadzieję, że to się utrzyma.
Dobry tydzień zajęło mi czytanie, ale nie dlatego, że Magia krwawi była nudna czy coś innego. Gdybym tylko mogła, pochłonęłabym ją na raz. Książka wciąga od pierwszych stron i trzyma w napięciu do samego końca, dostarcza wielu wrażeń i zachwyca wielowątkowością, wplecioną mitologią oraz przedstawionym światem, gdzie technika i magia toczą ze sobą boje. Nie zliczę, ile razy śmiałam się, zgrzytałam zębami i z zapartym tchem obserwowałam bieg wydarzeń. Poza tym małym minusem, jakim było zachowanie Kate i Currana nie mam do czego się przyczepić i jeszcze nie raz będę wracać do tego tomu, jak i całej serii.
Magia krwawi trzyma poziom swoich poprzedniczek i daje pewność, że to jeszcze nie koniec. Jeśli znacie poprzednie tomy, to ten was nie zawiedzie. Z kolei jeśli macie serię przed sobą, a lubicie dobre urban fantasy, to możecie być pewni, że Kate Daniels jest odpowiednim wyborem.
Cyfrak
Kiedy sięgam po książkę fantastyczną, obojętnie, czy jest to fantasy czy science-fiction najważniejszy wydaje mi się być dobry pomysł na świat przedstawiony. Tutaj ten warunek został spełniony. Ogrodzone gigantycznym murem, otoczone nieprzebytą pustynią, zarządzane przez korporację miasto z ludnością mocno nadwątloną przez zarazę i wyschniętym korytem rzeki pośrodku jest dobrym punktem wyjścia dla interesującej opowieści. Nie jest to typowa powieść postapokaliptyczna, gdyż cywilizacja w tym mieście jeszcze się całkiem nie załamała. Mieszkańcy miasta, które mogłoby kojarzyć się z Wrocławiem w odległej, ponurej przyszłości – w większości pracownicy rządzącej miastem korporacji – korzystają z metra i komputerowych technologii.
Zdecydowanie nie jest to hard sf. Przedstawiona w tej książce wizja technologii cyfrowej, raczej zajmuje to miejsce, co w książkach fantasy czary i duchy tzn. może służyć dowolnym, nawet najbardziej fantastycznym celom i nie ma znaczenia, jak do tego dochodzi. Dlatego np. hakerskie działania wyglądają trochę na opisywane z punktu widzenia humanisty, chociaż główny bohater – narrator, który je przedstawia, jest technikiem.
Niemniej wciągająca, dobrze opowiedziana historia powoduje, że powyższe wady schodzą na daleki plan (po prostu pewne fragmenty czyta się z przymrużeniem oka). Na początku mamy możliwość poznać najważniejsze postacie, wciągnąć się w historię, a dopiero później akcja, której nie będę tu zbyt szczegółowo opisywał, nabiera rzeczywiście szybkiego tempa, przy którym trup ściele się coraz gęściej. Mamy też okazję zaobserwować przemianę głównego bohatera (narratora), który zaczyna jako typowy techniczny pracownik korporacji, bez większych życiowych ambicji, ale z czasem sytuacja zmusza go do coraz odważniejszych czynów – nie tylko we własnym interesie. Aż chciałoby się rzec, że przypadek głównego bohatera pokazuje nam do czego może prowadzić podejmowanie się dorywczych zajęć...
Brakowało mi trochę szerszego opisu samego otoczonego pustynią miasta, w którym dzieje się akcja, choć niewątpliwie ponury klimat tego miejsca został oddany.
Czy w książce tej rzeczywiście opisane jest technologiczne piekło? Cóż, raczej prowadzi ona do refleksji, że wszystko, czego używają ludzie może zostać użyte również skrajnie złym celu – czy jest to zaawansowana technologia cyfrowa (jak w tej powieści), czy np. broń, technologia medyczna etc., ale nie jest to wina samej technologii, tylko ludzi, którzy ją stosują.
Podsumowując wciągająca i z czasem coraz szybciej rozgrywająca się akcja, dość oryginalny pomysł na świat przedstawiony, ciekawie zarysowane (aczkolwiek tylko zarysowane) postacie spowodowały, że chętnie przeczytam również drugi tom.
Magia uderza
- Czy mogę ci przynieść coś do jedzenia, Wasza Wysokość? Czy mogę powiedzieć ci, jaki jesteś silny i mądry, Wasza Wysokość? Czy mogę cię wyiskać, Wasza Wysokość? Czy mogę cię pocałować w tyłek, Wasza Wysokość? Czy mog...
Urwałam, dostrzegając, że Rafael nagle skamieniał. Siedział niczym pomnik, ze wzrokiem wbitym w jakiś punkt ponad moim ramieniem.
- Stoi za mną, tak?
Andrea kiwnęła głową.
- Ściślej, początek powinien brzmieć „Czy pozwolisz, proszę” - rzekł Curran głębokim głosem. - Jeśli już o tym mowa.*
Bywa czasami tak, że chociaż z całych sił staramy się unikać kłopotów, to one wręcz do nas lgną i robią wszystko, by skomplikować nam życie, jeszcze bardziej niż jest. Ah, ten zabawny los!
Po wielogodzinnej pracy Kate marzy tylko o śnie i jedzeniu, trudno powiedzieć czego pragnie bardziej. Niestety ani jedno, ani drugie nie jest jej dane - jej przyjaciel Derek wpada w ogromne kłopoty i gdy zostaje pobity niemal na śmierć, a jego ciało zmiennokształtnego z nieznanych powodów się nie regeneruje, Kate zaczyna działać. I chociaż zna wiele mrocznych sekretów Atlanty, to teraz wkracza w świat, którego istnienie było nieodkryte. Trafia na Arenę, miejsce, gdzie twoja wygrana oznacza śmierć przeciwnika. W poszukiwaniu sprawiedliwości naraża się na ogromne niebezpieczeństwo, a jakby tego było mało jej tropem podąża Jej Futrzasta Wysokość. Jaki będzie finał?
Kolejny tom serii o Kate Daniels za mną i muszę przyznać, że absolutnie nie wiem czemu tyle zwlekałam z czytaniem Magia uderza, skoro pierwsze tomy były tak rewelacyjne.
- Sprawdzasz, kto dzwoni?
- A czemu nie? Dzięki temu unikam rozmów z idiotami.
- Czy to obelga? - W głosie Currana zawibrował warkot.
- Nie jesteś idiotą - zapewniłam go. - Jesteś śmiertelnie groźnym psychopatą z kompleksem boga. Czego chcesz?*
Magia uderza okazała się jeszcze lepsza niż poprzednie tomy. Duet pisarki świetnie poradził sobie z fabułą, opisami oraz przekazem emocji. W tej części dzieje się jeszcze więcej i szybciej, ale bez problemu można się we wszystkim połapać. Ilona Andrews tworzy klasyczne urban fantasy, gdzie magia, istoty nadnaturalne, żądne krwi wampiry, pozbawione ludzkich uczuć, a nawet ciał czy też inne magiczne istoty oraz walki są na pierwszym miejscu. Dodajmy do tego poczucie humoru, garść mitologii (tym razem hinduskiej przede wszystkim), pędzącą i zaskakującą akcję i tak oto powstaje powieść, która wciąga od pierwszych stron i nie pozwala o sobie zapomnieć.
To, że uwielbiam Kate nie powinno nikogo dziwić, skoro jest kobietą dbającą o siebie. Nie robi ze swojej osoby paniusi potrzebującej wiecznie pomocy, a sama potrafi walczyć, pokazać pazurki oraz być uparta i stanowcza. W tej części ujawnia o sobie jeszcze więcej faktów i pokazuje, jak wszystko jest skomplikowane oraz niebezpieczne. Widać, że poświęcono wiele czasu tworząc, Kate i całą resztę, tyle postaci i każdy ma swój charakter, a także historię. Pomimo fantastycznej otoczki są niezwykle realni i prawdziwi.
Książkę przeczytałam praktycznie w jeden dzień i szkoda mi było, że strony tak szybko umykają, bo chciałam, by ta opowieść jeszcze trochę potrwała. Magia uderza jest rewelacyjna, od samego początku zostałam wciągnięta w wir wydarzeń, wraz z bohaterami podążając krok po kroku i z nimi wszystko przeżywając. W napięciu poznawałam kolejne fakty, odkrywałam tajemnice Kate, próbując przy tym ułożyć cały obraz z posiadanych elementów - niestety, a może i stety na to jeszcze za wcześnie. Ta część to jeszcze więcej dobrej zabawy, dużo śmiechu, walk, mitologii i cała gama emocji. Czego chcieć więcej?
Jeśli tylko znacie już dwa poprzednie tomy i przypadły wam one do gustu, to Magia uderza powinna być obowiązkową pozycją na waszej czytelniczej liście. Tym którzy lubią urban fantasy, a nie mieli jeszcze styczności z Kate Daniels, polecam zacząć od początku. Zapewniam, że się nie zawiedziecie.
- On był srebrny! - wrzasnęłam mu w twarz. - Wiedziałam, co robię! Co ci wpadło do tego durnego łba?! Pomyślałeś sobie: "Jest srebrny, więc wskoczę mu na plecy"? Gratuluję pomysłowości!
Nieoczekiwanie przygarnął mnie do siebie.
- Bałaś się o mnie?
- Nie, wrzeszczę na ciebie, bo to moje hobby!*
Powiększ Pan Lodowego Ogrodu t.4 cz.1, 2
Pożegnania z cyklami bywają smutne – szczególnie, jeśli świat w nich przedstawiony ogromnie przypadł nam do gustu, a z jego bohaterami nawiązaliśmy szczególną więź. Jednocześnie nie mogłam doczekać się przeczytania uwieńczenia „Pana Lodowego Ogrodu” i nie chciałam tego zrobić. Nie chciałam się żegnać z mrocznym Midgaardem, chciałam, aby historia trwała. Jednakże – jak to już w życiu często bywa – ciekawość zwyciężyła. I choć smutno mi, że już nic dalej nie ma, tak mogę szczerze odpowiedzieć, że zakończenie tomu IV mnie usatysfakcjonowało.
Podobnie jak w tomie trzecim, tak i tutaj mnóstwo się dzieje, a wydarzenia są na bieżąco kontynuowane. Akcja jest niesamowicie dynamiczna, roi się tutaj od zaskakujących zwrotów akcji, a wszystkie wątki z poprzednich tomów łączą się w jedną, spójną całość. Muszę przyznać, że bardzo mnie to zaskoczyło, jak bardzo autor przemyślał uwieńczenie tej serii. Już wcześniej zaskakiwał mnie swoistą pomysłowością i niebanalną wyobraźnią, ale... tu wszystko ma sens. Absolutnie nie mam się do czego przypomnieć, rozwiązania są znakomite, może poza ostateczną bitwą, która zdała mi się nieco zbyt mało epicka, wręcz brutalnie uproszczona. Ale może się mylę? Może nie wszystkie finałowe walki muszą być wielkim „BUM”?
„Na Ziemi ta scena byłaby po prostu groteskowa. Tam nikt nikomu nie wierzy ot tak, nikt nie dotrzymuje słowa i nikt nie spełnia obietnic danych bez świadków, prawników, papierów, dowodów, nagrań i pisemnych gwarancji, a i to tylko czasem. Tu jednak jest tylko nas dwóch, słowo i uścisk dłoni. To świat, w którym reputacja człowieka zależy od jego uczciwości i jest cenniejsza od gór złota. Tu nie ma większej gwarancji niż słowo. I jakoś tak nie wydaje się to aż tak bardzo śmieszne.”
„Pan Lodowego Ogrodu” jest fenomenem nie tylko przez wzgląd na znakomicie fantastyczną przygodę, cudownie-psychodeliczny wręcz Midgaard, bajecznie wykreowane postaci, ale... kunszt pisarski Grzędowicza i jego niebanalne spojrzenie na „przyziemne sprawy”. Pod otoczką mrocznej fantastyki i ciętego humoru ukazuje przywary ludzkie, a nawet sytuacje obecne w prawdziwym świecie, w Polsce. Bardzo podobał mi się sposób, jak przemyca to wszystko do świata „Pana Lodowego Ogrodu”, jak wspaniale to się wszystko tu zgrywa. Naturalnie, to wszystko fikcja, ale nigdy żaden cykl fantastyczny nie dał mi tak dużo do myślenia. Żaden nie zaoferował mi tak wiele refleksji i żaden nie wrzucił mojej wyobraźni na tak wzburzone morze...
„Pan Lodowego Ogrodu IV” jest dla mnie zakończeniem historii Vuko i Filara jedynie na papierze. W mojej wyobraźni ich historia wciąż się toczy, chętnie wracam myślami do Midgaardu. Nietuzinkowy Vuko i jego dystans do siebie pozostanie ze mną do końca życia – wciąż jestem zakochana w nim bez pamięci. I mam cichą nadzieję, że Grzędowicz jeszcze powróci do Lodowego Ogrodu. Może zlituje się nad fanami i stworzy kilka dodatkowych opowiadań z pobocznymi bohaterami? Jedno jest pewne – każdy entuzjasta fantastyki rozkocha się bez pamięci w tej serii.
XIII Dni Jakuba Wędrowycza już w najbliższy weekend
W dniach 20-22 lipca 2018 roku Lubelskie Stowarzyszenie Fantastyki „Cytadela Syriusza” z Fundacją „Ku Przeszłości”organizują w Wojsławicach (woj. lubelskie, 23 km od Chełma) XIII Dni Jakuba Wędrowycza.
Dni Jakuba Wędrowycza to interdyscyplinarna trzydniowa impreza kulturalna o profilu związanym z szeroko pojętą fantastyką, organizowana nieprzerwanie od 2006 roku. Powstała ona na cześć bohatera literackiego wykreowanego przez pisarza Andrzeja Pilipiuka. Opowieści o przygodach Jakuba Wędrowycza cieszą się w Polsce ogromną popularnością, zaś Wojsławice to miejsce akcji wielu utworów, w których występuje ów bohater.
Cień
Przyszła pora, by pożegnać się z cyklem Materia Prima i alternatywną wizją historii Europy z początku XX wieku. Cień okazał się satysfakcjonującym zakończeniem i w znacznej mierze wynagradza potknięcia, jakie zaliczył autor przy okazji Namiestnika. Co ciekawe, czytając opinie na różnych portalach literackich, można łatwo dostrzec, że zbiera najbardziej zróżnicowane noty spośród wszystkich trzech tomów cyklu.
Aby nie spoilerować, na temat fabuły będzie tylko kilka słów. Wbrew swej niechęci do polityki, Rudnicki zostaje wciągnięty w samo centrum politycznych rozgrywek w Warszawie. Za sprawą swego odkrycia i dostępu do materia prima, staje się jednym z najbogatszych i najbardziej wpływowych postaci. Nie bez znaczenia są też jego kontakty z Przeklętymi. Wspomnę jedynie, że przyjdzie mu wywrócić swoje dotychczasowe życie do góry nogami, ale czy będzie tego żałował? Przekonacie się sami.
O ile wcześniej wątek Rudnickiego był mniej więcej równoważony przez historię rosyjskiego hrabiego, Samarina, o tyle teraz Sasza pojawia się raczej epizodycznie. Plusem tej sytuacji jest zdecydowanie mniejsza liczba niezbyt udanych dialogów między głównymi bohaterami, które w poprzednich tomach irytowały dziwną, pseudo-młodzieżową manierą. Nie da się jednak nie zauważyć, że Rudnicki, nadal niemal nigdy nie „mówi”, a „warczy”, „burczy” i „parska”. Ot, taki chyba gburowaty typ.
Na zdecydowany plus trzeba zaliczyć wykreowany przez autora świat. To zresztą największa zaleta całego cyklu. Magiczne enklawy, magia, potężne słowa mocy i obecność Przeklętych to smaczki, które mocno urozmaicają życie w i tak barwnych czasach, pełnych odkryć i wynalazków. Cień obfituje w liczne zwroty akcji, niemal nieustannie coś się dzieje, a głównemu bohaterowi przyjdzie mierzyć się z nowymi przeciwnikami i sytuacjami pozornie bez wyjścia. Z jednej strony, sprawia to, że przez książkę wręcz się płynie, a lektura jest lekka i wciągająca. Z drugiej, gdy na chwilę się od niej oderwiemy, nasuwa się refleksja, czy dawnemu aptekarzowi – jakkolwiek by nie był inteligentny – nie udaje się aby zbyt łatwo rozwiązywać problemów nie tylko całej Rzeczpospolitej Warszawskiej, ale i Carskiej Rosji, a nawet Europy. Wygląda na to, że z nikomu nieznanego, przeciętnego mieszczanina, Rudnicki staje się personą, z którą liczą się wszystkie rządy i carska rodzina. Ekhm, jak wspomniałam, może to nieco uwierać, chociaż jeśli nie będziemy się nad tym specjalnie rozwodzić, to lekkie pióro autora może odwrócić od tego naszą uwagę.
Jedna rzecz pozostaje jednak irytująca i niezmiennie taka sama od pierwszego tomu – kreacja postaci kobiecych. Niby cieszy fakt, że większość tych, które się pojawiają, jest jak na swoje czasy wyzwolona, nie boją się samodzielnie myśleć i w pełni czerpią radość z seksu. Wszystkie, a przynajmniej te młodsze, zdają się jednak pisane pod jeden schemat – są piękne, uwodzicielskie i wojownicze, przy swoich mężach nieodmiennie „figlarne” i „zalotne”, a jednocześnie gotowe skręcić kark każdemu, kto zagraża ich ukochanym. Tyle że nie wypada to zbyt przekonująco.
Podsumowując, uważam Cień za bardzo dobre udane zwieńczenie całego cyklu. Pojawiają się tu nowe, interesujące postaci, zaczęte wątki splatają się ze sobą i znajdują finał, a całość czyta się lekko i przyjemnie.
Jadowity miecz
“Jadowity miecz” Rafała Dębskiego to drugi tom cyklu Piastowska fantasy. Akcja powieści toczy się w czasach panowania Bolesława Krzywoustego, któremu przychodzi się zmierzyć nie tylko z buntem Skarbimira Awdańca, ale także z ciągle aktywnymi na terenie królestwa kapłanami dawnej wiary i wszelkiej maści potworami i stworami na ich usługach.
Co trzeba przyznać, autor ma lekkość wplatania postaci i zdarzeń historycznych w swoją opowieść, czyniąc z całości całkiem zgrabną historię. Zgrabną, ale jednak nie porywającą, aż tak bardzo, jakby tego moja wychowana na opowieściach o strzygach i południcach dusza oczekiwała. Bo chociaż trup ściele się gęsto, krew leje strumieniami, to gdzieś w tym wszystkim brakuje głębi, tej magii, której od cyklów fantastycznych się oczekuje. A przecież Polska w początkach jej państwowości, kiedy chrześcijaństwo krok za krokiem rugowało dawne wierzenia, to sceneria dla fantasy wręcz idealna. Zachwycając się cyklami typu “Gra o tron” zapominamy, że mamy u siebie znacznie lepsze opowieści.
Wierzę, że autor właśnie taką opowieść chciał stworzyć. To nawet widać w opisach scen batalistycznych, którym zarzucić nic nie można. Szkoda tylko, że nie poczuł tej magii mitów słowiańskich, że jego postaci są tak bardzo szablonowe, nie porywają, nie wzruszają. Właściwie po ukończeniu lektury w mojej głowie pozostały tylko dwa imiona wymawiane jednym tchem, gdy zapytać mnie o bohaterów: Miłek i Wiłła. Po chwili zastanowienia przypomnę sobie jeszcze Grzelę. Reszta zlewa się w jeden wir postaci, niczym szczególnym się nie wyróżniających. Podobnie zresztą rzecz ma się z opisami wilkołaków i innych strzyg. Jako dziecko spędzałam wakacje u dziadków na świętokrzyskiej wsi. Dziadek, by zniechęcić nas do włóczenia się samemu po świętokrzyskiej puszczy, potrafił godzinami bajać o południcy i całej reszcie dybających na niegrzeczne dzieci stworów. Może właśnie tego brakło autorowi - możliwości wsłuchiwania się w takie opowieści snute nie przez ludzi nauki badających folklor, ale zwykłych, prostych rolników, którym te historie opowiadały ich babki, a tym babkom ich babki.
Siłą książki są przemyślenia bohaterów na temat odwagi, roli w życiu, wiary. Wiele fragmentów przepisałam sobie ku pamięci, chyląc czoła przed mądrością autora. Cudny monolog kapłana na temat nadstawiania drugiego policzka utkwił w mej pamięci tak bardzo, że nawet teraz potrafię zacytować jego treść.
Nie napiszę, że książka jest zła. Bo nie jest. Jest ze wszech miar poprawna, co akurat niekoniecznie można uznać za komplement. Dla piszącej te słowa książka bowiem powinna porywać, a w tych momentach kiedy nie porywa - jedynie pozwolić złapać oddech, zanim kolejne wersy znów nas do wstrzymania oddechu zmuszą. Tym bardziej, że właśnie tego wymaga się od powieści fantasy. Prędzej bowiem wybaczę brak filozoficznych przemyśleń, niż nudę.
Czy polecam książkę? Tak. To nasze rodzime fantasy, a każdy kto mieni się fanem gatunku powinien swe korzenie znać. Czy książka będzie hitem? Nie wiem. Życzę, by tak się stało. Z miłości do dziadkowych opowieści i szacunku dla strzyg i południc.