Rezultaty wyszukiwania dla: Czarny Mag
The Lovers
W każdym związku istotną rolę odgrywa udane życie seksualne. Przynosi satysfakcję, spełnia potrzeby, daje możliwość odreagowania i relaksu. Zdarza się jednak, że pomimo bliskiej relacji z drugą osobą nie mamy odwagi powiedzieć wprost jakie są nasze ukryte pragnienia i marzenia z tym związane. Aby wprowadzić w życie erotyczne odrobinę pikanterii, z pomocą w uatrakcyjnieniu życia seksualnego przychodzi seria gier erotycznych The Lovers.
Gra dostępna jest w 3 poziomach, w zależności od potrzeb i odwagi, a także upodobań parterów:
- Romantic – poziom początkowy
- Hardcore – poziom zaawansowany dostępny w dwóch wersjach: Switch oraz Master&Slave
- Pervert – poziom tylko dla osób bez zahamowań seksualnych, również dostępny w dwóch wersjach analogicznie do Hardcore
Dodatkowo do każdego z powyższych gracze mają możliwość zastosowania dodatków, które jeszcze bardziej urozmaicają rozgrywkę, typu specjalne miejsca czy dodatkowe gadżety. Sporo z nich jest w przygotowaniu i ukaże się w najbliższym czasie.
Miałam okazję przetestować z mężem podstawowy poziom Romantic oraz Hardcore w wersji Switch, dlatego w poniższej recenzji skupiam się tylko na nich.
Romantic to propozycja dla urozmaicenia gry wstępnej w romantyczne i delikatne momenty, oczywiście z odrobiną pikanterii.
W niewielkim, czarnym pudełku znajdują się dwie talie kart (po jednej dla każdego partnera) z obrazkami i zadaniami do wykonania:
- karty misji,
- karty dodatkowe,
- nagrody
To, co jest istotne, producent nie zaleca podglądania kart lub ich przekładania podczas pierwszej gry, dla zbudowania napięcia i elementu niespodzianki.
Gra dzieli się na 8 tur, a czas trwania każdej ustalamy sami. Zaleca się jednak, aby był to minimum tydzień.
W jednej turze partnerzy ciągną 3 karty (1 misji i 2 dodatkowe). Nie wolno ich pokazywać sobie nawzajem. Głównym zadaniem dla graczy jest obowiązkowe wykonanie wylosowanej misji w określonym na początku gry czasie (tydzień-dwa). Jeśli je zrealizujemy, dopiero wtedy pokazujemy partnerowi naszą kartę oraz zyskujemy wskazaną na niej ilość punktów. Jeśli nie wykonamy zadania, tracimy daną ilość punktów. W każdej turze można również zagrać kartę dodatkową (Jokera lub Akcję) pod warunkiem posiadania większej ilości punktów niż wskazany koszt jej użycia.
Następna tura rozpoczyna się po minięciu ustalonego czasu poprzedniej. Jeśli jednak zdarzy się, że żaden gracz nie wykonał swojej misji, trwa ona nadal, aż jeden z parterów jako pierwszy wykona swoje zadanie.
Osoba, która zgromadzi najwięcej punktów po wszystkich turach - wygrywa całą grę, a w związku z tym dostaje w pełni zasłużoną nagrodę.
Poziom Romantic, który dedykowany jest przede wszystkim dopiero co poznającym się partnerom lub będącym na początku swojej miłosnej drogi, ma dość łatwe misje do wykonania. Aby oczywiście nie zdradzać Wam szczegółów, ponieważ efekt zaskoczenia jest w tej grze bardzo ważny, przytoczę tylko jedną z misji:
Zainicjuj seks w kuchni. Punkty będą przyznane, jeśli będziecie uprawiać sex na blacie.
Partner musi pieścić twoje piersi i sutki przez co najmniej 5 minut.
Inaczej sprawa ma się z kolejnym poziomem – Hardcore. Jak nazwa wskazuje, jest ona skierowana do osób lubiących erotyczne wyzwania w swoim związku. Z oczywistych powodów nie polecam jej np. na pierwszą randkę. Poziom ten występuje w dwóch wersjach, które różnią się ułożeniem kart. W Master & Slave jest z góry ustalony podział talii – dominującą i uległą, czyli na początku gracze wybierają swoje role. W wersji Switch partnerzy wymieniają się rolami w trakcie rozgrywki. Pozostaje zasady w stosunku do poziomu Romantic, nie ulegają zmianie.
Nie wiem dlaczego, ale skojarzenie z filmem „50 twarzy Greya” co do niektórych propozycji zadań pojawiło się u mnie momentalnie. Co kto lubi. Nie jest to poziom dla każdego.
Niektóre zadania na tym etapie są po prostu wg mnie zbyt wymowne, np. seks w miejscu publicznym.
Podczas wspólnych zakupów idź ze swoim partnerem do garderoby. Twoim wyzwaniem jest zaspokojenie go oralnie.
Myślę, że niektóre misje nie za bardzo wpisują się w kanon naszego systemu prawnego. Poza tym należy pamiętać, że przypadkowy świadek realizacji niektórych naszych „zadań” mógłby poczuć się co najmniej niekomfortowo.
Nie wspomnę o zadaniu, które z całą pewnością jest bardzo podniecające, ale przez to też mało rozsądne pod względem bezpieczeństwa, ponieważ może doprowadzić do wypadku samochodowego.
Podczas jazdy samochodem „niewolnik” musi rozebrać się do pasa i masturbować się dla ciebie.
W tej kwestii można byłoby inaczej wykorzystać samochód albo po prostu zatrzymać się w jakimś odludnym miejscu.
Seks na poziomie Hardcore nie jest już tak intymny jak w wersji romantycznej. Dla emocjonalnie dojrzałych związków może to być zbyt duże przekroczenie granic. Wiąże się on przede wszystkim z licznymi fetyszami czy nawet krępowaniem parterów. Jednak dla osób dobrze obeznanych z tematyką BDSM na pewno będzie to ciekawa i satysfakcjonująca przygoda.
Nie testowałam już wersji Pervert, ponieważ drugi poziom był częściowo przekroczeniem pewnych standardów w naszym związku. Jeśli weźmie się jeszcze pod uwagę, iż najwyższy poziom wymaga zaangażowania osób trzecich, to ta ostatnia pozycja skierowana jest do bardzo wąskiego grona odbiorców.
Najważniejszą zaletą gry jest jej czas rozgrywki. W odróżnieniu od innych erotycznych tytułów dostępnych na polskim rynku nie jest to zabawa na jeden wieczór. Ona trwa tygodniami?.
Tak jak pisałam na początku, do każdego poziomu przewidziane są dodatkowe talie np. z miejscami, gadżetami czy przebierankami. Sporo nowości jest też w planach wydawniczych na najbliższe miesiące. Wiadomo, kolejne rozgrywki tymi samymi taliami nie będą już niosły ze sobą takiego efektu zaskoczenia jak przy pierwszej rozgrywce, dlatego warto również zapoznać się z nimi, aby móc jak najdłużej cieszyć się przyjemnością.
Warto wspomnieć, iż gra jest dostępna tylko w języku angielskim. Oczywiście nie to jest to dużym problemem, ponieważ treści na kartach są łatwe, krótkie i można je ewentualnie wpisać w translator.
Podsumowując, serię The Lovers polecam każdej parze, która pragnie urozmaicić swoje życie erotyczne. Jeśli brakuje Wam kreatywności w związku lub – co gorzej – jesteście na etapie miłosnego wypalenia czy znudzenia, to idealna pozycja dla Was. Co warto podkreślić – ważne, aby z pełną świadomością wybrać odpowiedni poziom i wersję dla siebie.
UWAGA - PROMOCJA DLA CZYTELNIKÓW SECRETUM
Do końca grudnia 2021 czytelnicy Secretum mogą zakupić grę w sklepie wydawcy ze zniżką 10% wykorzystując kod secretum-10.
John Blacksad otwiera nową sprawę!
„Blacksad”, nagradzana seria duetu Juan Diaz Canales i Juanjo Guarnido powraca! Na kolejne przygody kota detektywa, który już od ponad dwóch dekad rozwiązuje kryminalne zagadki w Stanach Zjednoczonych przełomu lat 40. i 50., musieliśmy czekać aż osiem lat. Na 10 listopada wydawnictwo Egmont zaplanowało premierę szóstego tomu serii zatytułowanego „Upadek”. Tym razem Blacksad zostanie wplątany w intrygę sięgającą najwyższych szczebli władzy w Nowym Jorku.
Rick i Morty Przedstawiają. Tom 1
Poznaj sekretne historie i ukrytą przeszłość ulubionych postaci!
Na podstawie komiksów często powstają adaptacje filmowe. Tym razem jednak było na odwrót. „Rick i Morty przedstawiają” to komiks, który powstał na podstawie popularnego serialu animowanego studia Adult Swim. Co znalazło się w publikacji?
Zarys fabuły
Komiks opowiada o przygodach ekscentrycznego, uzależnionego od alkoholu naukowca Ricka Sancheza, któremu w przeróżnych, zwariowanych przygodach (niejednokrotnie wbrew własnej woli) towarzyszy jego wnuk Morty. Bohaterowie podróżują po odległych galaktykach oraz alternatywnych rzeczywistościach. Zdarza im się również przyłączać do akcji superbohaterów.
Strona graficzna
Komiks pod względem graficznym jest wierny swojej animowanej wersji. Wydany został w miękkiej oprawie, ale na dobrej jakości papierze i w pełnym kolorze. Zeszyt ma rozmiar większy od A5, ale mniejszy od A4, idealny, by wygodnie go czytać.
Moja opinia i przemyślenia
Pierwsza część serii komiksowej „Rick i Morty przedstawiają” to cztery zeszyty zebrane w jeden tom. To ostatnio częsta praktyka wydawnicza i nie da się ukryć, że również wśród czytelników zyskuje spore uznanie. Znacznie wygodniej jest postawić na półce takie wydanie zbiorcze niż pojedyncze, cieniutkie zeszyty.
Fabuła komiksu jest czysto komediowa, chociaż najczęściej pojawia się w niej czarny humor. Gdybym miała do czegoś porównać zamysł całej historii, myślę, że najbliżej by mu było do owianych złą sławą, rewelacyjnie napisanych „Kronik Jakuba Wędrowycza”. W komiksie wiele się dzieje i można doskonale się przy nim bawić.
Podobnie jak „South Park”, „Rick i Morty” to jednak nie tylko czysty humor. Twórcy starają się w prześmiewczy sposób pokazać również wiele nieco poważniejszych problemów. Bez trudu można je wyłapać pośród fantastyki i czystej abstrakcji.
Podsumowanie
„Rick i Morty przedstawiają” to ciekawy, zabawny i świetnie narysowany komiks, który spełni oczekiwania wszystkich amatorów animacji. Przyznam szczerze, że to właśnie on zachęcił mnie do poznania całej serii. Przed jego lekturą produkcję znałam jedynie ze słyszenia. Myślę jednak, że dzięki Netflixowi i wydawnictwu Egmont szybko stanie się popularna również w Polsce. Jeżeli nie boisz się humoru bez cenzury (oczywiście najczęściej czarnego), to śmiało sięgaj po przygody dwójki niecodziennych bohaterów. Nie spodziewaj się jednak pozytywnego przesłania czy altruizmu w żadnej postaci!
Szeryf Babilonu
Zapowiedź: Harry Potter: Hogwarts Battle – Zaklęcia i eliksiry
Pora wrócić do szkoły! Z tym dodatkiem do kooperacyjnej gry przygodowej Harry Potter: Hogwarts Battle wcielacie się w Harry’ego, Rona, Hermionę, Neville’a i zupełnie nową postać, Ginny Weasley, by rozwijać swoje magiczne umiejętności. Podczas rozgrywki weźmiecie udział w 4 coraz trudniejszych lekcjach. I pamiętajcie: skuteczna współpraca to klucz do zwycięstwa!
Wyspy ogniste
Gdy podróż się rozpoczyna, w załodze zawsze jest mnóstwo energii, pozytywnych myśli i zapału do działania. Jest plan i nie ma czarnych myśli. One pojawiają się o wiele później, gdy już przerobicie milionową wersję planu, a cel oddala się, zamiast przybliżać. Jak wtedy utrzymać chęć do działania? Przed wesołą drużyną pozostał ostatni fragment drogi do Askiru. Tym razem czeka ich morska wyprawa, a niebezpieczeństwa czyhają niemalże na każdym kroku. Havald ma nadzieje, że ostatni etap podróży pozwoli im się zjednoczyć i zyskać sprzymierzeńców w walce z cesarzem nekromantą i jego imperium.
Niestety już początek rejsu naznaczony jest pechem dla wojownika. Havald podczas ataku piratów wypada za burtę, a fale niosą go na Wyspy ogniste. To tu swoją bazę mają morscy rozbójnicy. Wyspy te skrywają w swym wnętrzu coś jeszcze. To może okazać się równie niebezpieczne, jak spotkanie z piratami. Havald przez wypadek wiele straci. Czy uda mu się odnaleźć przyjaciół i drogę do Askiru?
Wyspy Ogniste
Każdy kolejny tom serii jest niczym powrót w dobrze znane miejsca i do ludzi, których już możemy śmiało nazwać przyjaciółmi. I choć znamy tu niemalże każdy kąt, to wciąż między słowami czają się tajemnice i skrywane cienie. Coś, co nadal jest w stanie nas zaskoczyć i zmienić bieg wydarzeń. Możemy dać się porwać utartym ścieżkom lub poszukiwać na nowo dróg do celu. Bez względu na sposób poznawania dalszych losów ukochanych postaci, powracanie wprost w wir wydarzeń, zawsze jest miłym wydarzeniem. Nie inaczej jest w przypadku Havalda i jego towarzyszy. Askir zdaje się majaczyć na horyzoncie, a droga mieni się prostotą i lekkością. Czy faktycznie tak jest?
Morze bywa zdradzieckie, czasem nawet bardziej niebezpieczne niż przeprawy przez lądy. Nie tylko pogoda może zmyć nam uśmiech z twarzy i ludzi z pokładu, ale i piracki atak. O tak, to z pewnością wydarzenie, które zmienia nieco bieg historii, a czytelnika zabiera wprost na wyspy ogniste. Tam fabuła nabiera rozpędu i zaskakuje rozwiązaniami, nie umniejsza to jednak dotychczasowej linii zdarzeń. Autor wie, kiedy czytelnik rozkojarzony możliwie bliskim finałem, porzuca logiczne myślenie i skupienie na rzecz emocji, a tych tu nie brakuje.
Wśród bohaterów
Zdawać by się mogło, że tak długa historia nie będzie miała już przed nami większych tajemnic. Nie zmieni nic w naszym wyrobionym zdaniu o poszczególnych postaciach, a jednak do tej pory czułam niedosyt. Tam, gdzie wszystko było dopracowane i mieniło się niczym otwarta magiczna księga, ja doszukiwałam się rys i nieścisłości. Pewnie fakt nieznajomości imienia i nazwiska wojownika Havalda miał tu swój udział. Teraz gdy on traci grunt pod stopami, my zyskujemy wejście tam, gdzie do tej pory rzucano cienie. Autor spisał się świetnie, jeśli chodzi o kreacje postaci. Nie poznajemy ich od razu, zresztą każda przeszkoda, walka czy kłótnia wpływa na poszczególnych bohaterów i pozostawia w nich ślad. I tym razem to, co znajome, ulubione nieznacznie się zmienia. Teraz jednak wszystko wskakuje na swoje miejsce.
Fabuła od zawsze współgrała ze złożonością postaci i nie inaczej jest tym razem, gdyż powieściopisarz skupił się na tych elementach na równi. Wyspy ogniste płoną od akcji, tajemnic i niebezpieczeństwa, ale i dają nam wszystko to, za co pokochaliśmy tę serię. Magia, prosty język, którym spisana jest opowieść i ogromna dawka humoru pozostają niezmienne. Nie można zapomnieć o emocjach i świetnie skrojonej intrydze, która idealnie miesza nam w głowach i każe zastanowić się nad tym, komu ufamy.
Podsumowanie
Wyspy ogniste przyciągają równie mocno, jak poprzednie tomy serii. Znajdziemy tu wszystko to, co urzekło nas w tomach poprzednich, ale i nie będziemy się nudzić, gdyż autor dba o czytelnika i podrzuca mu co rusz nowe poszlaki i tajemnice, które wciąż komplikują to, co zdawało się poukładane. Schwartz stworzył niesamowitą opowieść pełną tajemnic i przeszkód, a także charakternych bohaterów, z którymi nie sposób się nie zaprzyjaźnić. Cały cykl, jak i jego piąta odsłona to masa emocji, magii i niebezpiecznych przygód, które warto poznać.
Opowiadania prawie wszystkie
„... Człowiek podlega aniołom czy ugina się przed śmiercią jeno przez słabość swojej wątłej woli”. Joseph Glanvill
Wracanie do klasycznych utworów literatury grozy sprawia ogromną przyjemność, zwłaszcza kiedy podane są one w bardzo atrakcyjnej formie. Edgar Allan Poe wyśmienicie potrafił wykreować klimat bazujący na bojaźni, lękach i niewiadomych, wprowadzić czytelnika w swoisty trans zmierzenia się z ciemną stroną niezidentyfikowanych mocy, przeprowadzić przez granicę między światem realnym a mistycznym. Nie potrzebował do tego bezpośredniości i krwawych opisów scen, a sugestywnie podsuwał elementy obrazów, z wyczuciem zapalał iskrę imaginacji, rozniecał żar poznawania, a potem pozostawiał odbiorcy przestrzeń do ukształtowania całości we własnych wyobrażeniach. Czasem prowadził delikatnie, z lekkim drżeniem napięcia, subtelnym powiewem mroku, kiedy indziej od razu zaczynał od górnego poziomu niepokojących emocji, aby prowadzić postaci na krawędź rozpaczy, szaleństwa, obłędu. Gdzieniegdzie dodawał szczyptę humoru albo wplatał złowieszcze myśli. Stawiał na moc słowa, dokładność znaczeń, poetyckie zgranie. Stopień intensyfikacji z przeżyciami narratorów zależał w dużym stopniu od wrażliwości i elastyczności myślenia odbiorcy, głębi zainteresowań śmiercią i nieśmiertelnością.
Edgar Allan Poe wykorzystał naturalną ciekawość człowieka, odwieczne zadawanie pytań, czy istnieje życie po śmierci, jaką przybiera formę, jak komunikować się z nieuchwytnymi bytami. Wchodząc w taką tematykę, podgrzewał demoniczną atmosferę, irracjonalną pułapkę karuzeli strachu. Idea ponownych wcieleń duszy stała się pretekstem do kreślenia opowieści łączących świat realny z nierealnym. Wyskakujący z obrazu koń, wchodzenie w ciało umierającej osoby, znaki obecności nieziemskich dowodów, zamglone zjawy wykazujące własną wolę, głosy zza grobu, przepowiednie na łożu śmierci. Zadziwiające, jak wielu bohaterów popadało we władzę przesądów i nocnych majaków. Ponurość odnajdywała się także w plastycznie opisywanych miejscach, choćby zamkowej scenerii ze strzelistą wieżą, osobliwych posiadłościach, zakładzie dla obłąkanych, strefach pogrzebania żywcem. Wplątał romantyczne nuty, uczucia pokonujące śmierć, wystawiające na próbę rozum, przywołujące fantastyczne wizje, złe przeczucia, natrętne urojenia dziwnych bytów, wielkie tajemnice i spekulacje metafizyczne. „Berenika” to fantastyczne narodziny gatunku horror, w którym wybujałe marzenia stały się wyłączną egzystencją. Jak wiele sekretów zapisuje nikczemne serce? Czy obłęd nie jest najwznioślejszym przejawem inteligencji?
Niewątpliwie Edgar Allon Poe potrafił dotrzeć do najmroczniejszej części ludzkich osobowości, osadzić w niezwykłych historiach, wywołujących dreszcze, stawiających rozum do konfrontacji ze skrajnymi emocjami, co najlepiej było widać w „Williamie Wilsonie". Fenomenalnie żonglował dowodami egzystencji. Pomysł na przeniesienia życia z człowieka na przedmiot, zaprezentowany w „Owalnym portrecie”, zaliczyłam do kreatywnych. Obecnie takie koncepcje nie zaskakują, oswoiła nas z nimi masowa kultura, ale to właśnie ona czerpie garściami z dorobku pisarza, powiela wzorce jego mrocznych opowieści. „Czarny kot” stał się pierwowzorem wielu historii zaglądających w najmroczniejszą część duszy człowieka, rodzenia się i intensyfikacji zła. Obraz zgnilizny w „Prawdziwym opisie przypadku p. Valdemara” zachwyca kapitalnym zakończeniem. Poe lubił stawiać czytelnika przed przewrotnymi i zaskakującymi finalnymi odsłonami opowiadań. Trzeba wspomnieć o kryminalnych opowieściach, z udziałem pierwszej w literaturze postaci detektywa, C. Auguste'a Dupina. „Zabójstwa przy Rue Morgue” wyznaczyły trendy promowania w mrocznej literaturze siły dedukcji, psychoanalizy, wchodzenia w osobowość i doświadczenia zabójcy. Do czego mogą doprowadzić wyrzuty sumienia związane z popełnioną zbrodnią?
Trzydzieści dziewięć opowiadań przemyślanie uporządkowano, zapewniono zgrabne przejścia między nimi, uwzględniając zbieżne kierunki klimatów.
Fragment: Więzy nieba
Była Ziemia, czas na Powietrze…
Drugi tom zachwycającej tetralogii o Żywiołach, magii i walce o wolność!
Zapowiedź: Więzy nieba. Żywioły. Tom 2
Była Ziemia, czas na Powietrze…
Drugi tom zachwycającej tetralogii o Żywiołach, magii i walce o wolność!
Niezwykły chłopiec
Rycerze Okrągłego Stołu i dzieje króla Artura rozpalają wyobraźnię czytelników od setek lat. I choć zmieniają się realia, postawy życiowe, a częściowo także systemy wartości, to legenda Króla Artura zda się ponadczasowa.
Tracey Mayhew zdecydował się odświeżyć średniowieczny epos rycerski i dostosować go do potrzeb młodego czytelnika XXI w. Pierwszy tam, noszący tytuł „Niezwykły chłopiec” opowiada o dzieciństwie Merlina, najsłynniejszego europejskiego maga. Młody Merlin żyje spokojnie w rodzinnej wiosce i choć musi radzić sobie bez pomocy rodziców, to nie narzeka. Ze względu na swoje umiejętności jest ceniony we wsi, a sąsiedzi szanują go lub się boją.
Wszystko zmienia się, gdy pewnego dnia do wsi przyjeżdżają ludzie króla, poszukujący właśnie Merlina: chłopca, którego ojcem jest demon. Merlin przeczuwa, że grozi mu niebezpieczeństwo, ale na razie nie może nic zaradzić. Zostaje związany i wywieziony z dala od rodzinnego domu. Po wielu godzinach jazdy oddział rycerski z Merlinem i tajemniczym człowiekiem w czarnym kapturze dociera do stolicy. I tak rozpoczyna się nowy rozdział w życiu młodego czarodzieja.
Wielokrotnie spotkałam się z różnymi adaptacjami legend arturiańskich, to co wyróżnia tę na tle innych książek na motywach losów Avalonu to położenie nacisku na dziecko i dziecięce emocje. Merlin jest chłopcem i choć różni się od swoich współczesnych rówieśników zdolnościami, to jednak ma takie same uczucia. Lubi psocić, czasem tęskni. Czasem jest dumny ze swoich osiągnięć, a w chwili zagrożenia po prostu się boi. Myślę, że właśnie położenie nacisku na przeżycia bohatera sprawia, że młody czytelnik się z nim utożsami i z zainteresowaniem przeczyta jego przygody.
Książka jest bardzo ładna graficznie. Barwna twarda okładka przyciąga wzrok. Ilustracje w środku utrzymane są w skali szarości, matowy papier oraz duże litery, ułatwiając czytanie dziecku w wieku wczesnoszkolnym.