Rezultaty wyszukiwania dla: Assassin's Creed

poniedziałek, 11 maj 2015 11:15

Assassin's Creed #02: Aquilus

"Assassin's Creed" - piękne historie, wartka akcja i wzniosłe słowa - tego nigdy nie brakowało w tej serii. Wydawnictwo Sine Qua Non zapewniło to wszystko polskim fanom, tym razem na kartach komiksu. Za pomocą obrazów i słów, po raz kolejny mogliśmy przeżywać niesamowite przygody skrytobójców. Pierwsza pozycja z tej serii nosiła tytuł „Desmond" i była świetnym wprowadzeniem do cyklu. Pokazała czego możemy się spodziewać. Drugi tom opowiada o Aquilusie - przodku Desmonda. Jak radzili sobie kiedyś asasyni?

Pierwsza część serii zaprezentowała nam już Aquilusa podczas nieudolnej próby zabicia rzymskiego generała. 46 stron historii w obrazkach pokaże nam, że tytułowy skrytobójca przeżył dzięki Accipiterowi - jego kuzynowi (o którym będzie trzeci tom z tego cyklu). Śmierć, sprint po dachach, fantastyczne akrobacje oraz przedmiot, który nie może wpaść w niepowołane ręce - tego nie zabraknie. Oczywiście nie możemy zapominać o Desmondzie, dzięki któremu poznajemy tak niebywałych ludzi. Jego życie również nie jest sielanką. Templariusze starają się mu uprzykrzyć egzystencję jak tylko mogą, a najlepiej ją zakończyć. Lecz wraz z poznawaniem swej przeszłości, Miles odkrywa w sobie niezwykłe umiejętności.

Dlaczego warto kupić ten komiks? Po pierwsze: ideały. Walka dobra ze złem - było tu, był tam i będzie jeszcze w wielu miejscach. Oklepane, ale nieśmiertelne. Wystarczy ubrać to w niesamowitą historię, a twórcy Assassin's Creed wyśmienicie tego dokonali. Corbeyran pisząc scenariusze do komiksów z tej serii w pełni odrobił lekcje i jego działa wiernie podtrzymują klimat oraz wartości. Jeśli w danym dziele znajdziemy przynajmniej jeden cytat, który można sobie wytatuować, trafi na koszulkę lub kubek, bądź będzie pod Aquilusem na tapecie naszego komputera, to ja w takiej sytuacji jestem w pełni zadowolony. „Orły nie boją się sępów, ale muszą nauczyć się ostrożności." Pamiętajcie, że po nasunięciu kaptura na głowę i dążeniu do czyjejś śmierci, która jest potrzebna musicie postępować z rozwagą.* Po drugie: fabuła. W drugiej odsłonie komiksowej serii akcja nie leci tak mocno na łeb, na szyję. Można odnieść takie wrażenie, gdyż pozycję połyka się w kilkanaście minut, gdyż jest świetna. Powoli otrzymujemy elementy układanki oraz łakniemy nowych. Poznajemy przygody Desmonda jak i jego przodka. Wszystko dzieje się naprzemiennie, co wyszło naprawdę fajnie. Po trzecie: rysunki. Djillali Defali w bardzo dobrym stylu przedstawia na papierze pomysły scenarzysty, co równa się z czwartym powodem, aby zaopatrzyć się w to dzieło, czyli klimatem. Rysownik doskonale przedstawia akcję. Skaczące postaci czy pędzące auta wyglądają jakby zaraz miały uciec z komiksu. Tym razem nie dostrzegłem felernego odrastającego palca, ale za to zapraszam na stronę dziesiątą. Scena bitwy ukazana została wyśmienicie. Jeśli chodzi o kolory, to tym razem zajął się nimi Alexissen Tenac. Nie mam do tego pana żadnych zastrzeżeń. Jest żywo lub mroczno dokładnie wtedy, kiedy tak być powinno. A! i nie zapominajmy o okładce, która wygląda zachęcająco.

Komiks "Assassin's Creed: Aquilus" wprost urzeka klimatem. Aż chce się wsunąć noże do smarowania masła pod rękawy i skakać po taboretach. No może trochę przesadziłem - wystarczy ukryć twarz pod kapturem, lekko podnieść ramiona, i pochylić głowę. Wtedy każdy będzie wiedział z kim ma do czynienia. Scenariusz, rysunki, kolory - nie mam do nich żadnych zastrzeżeń. Te trzy elementy złożyły się na dzieło, które powinien posiadać każdy przeciwnik Templariuszy. Plusem jest też to, że w każdym momencie można podejść do półki i przeżyć ponownie niesamowite historie.

* Autor tego tekstu nie namawia do naśladowania wyczynów oraz zachowań z serii Assassin's Creed. Mimo, iż jest to genialna seria, a odzież i gadżety z niej wyglądają świetnie i sam chciałby posiadać kilka, to wpychanie noża do czyjegoś gardła jest niehumanitarne i może nieść ze sobą niemiłe konsekwencje. Zaleca się jedynie granie, czytanie, a także bieganie po dachach znajdujących się co najwyżej metr nad ziemią.

Dział: Komiksy
poniedziałek, 11 maj 2015 11:12

Assassin's Creed #01: Desmond

Kaptur dobrze skrywa moją twarz. Wzrok płynie po całej okolicy, analizując sytuację. Balkon, beczka, pięć długich kroków, skok nad leżącym żebrakiem, dwa susy i już jestem przy nim. Żebrak może mnie zauważyć i się podnieść. Wtedy ominę go z lewej strony i przebiegnę po krawędzi fontanny - może być ślisko. Kiedy cel mnie dostrzeże z pewnością będzie próbował uciec na zachód. Duch opuści go w wodzie lub obok straganu. Nóż dobrze wysuwa się z pochwy - nie powinien nadejść strażnik, ale trzeba rozważyć każdą ewentualność. Żebrak wciąż śpi, a cel nadal siedzi na ławce. Jego śmierć jest potrzebna...

Niesamowite życie asasyna poznałem podczas gry w pierwszą część cyklu „Assassin's Creed". Wcielając się w postać Altaira biegałem po dachach i balkonach, wspinałem się na ściany i po okiennicach, stóg siana był moim sprzymierzeńcem, a na najwyższych wieżach oglądałem okolicę. Niosłem pomoc bezbronnym i przyprowadzałem śmierć do tych, którzy na nią zasługiwali. Gra jest niesamowita, a na rynku można zakupić czwartą część przygód skrytobójców. Wydawnictwo Sine Qua Non wzbogaciło rynek komiksem zatytułowanym „Assassin's Creed: Desmond", który jest pierwszym tomem z tej serii i powinien zwrócić uwagę fanów.

Akcja w dużej mierze dzieje się w laboratorium, w którym jest przetrzymywany Desmond Miles. Jego przodkowie należeli do Zakonou Asasynów, a ludzie, którzy go więżą chcą zdobyć pewne informacje. Wszystko to jest zapisane w jego DNA. Na szczęście nie wszyscy z otoczenia chcą wykorzystać w złym celu jego genetyczną pamięć. Znajdzie się ktoś, to mu pomoże odpowiedzieć na nurtujące go pytania.

Niestety miałem przyjemność zagrania jedynie w pierwszą część cyklu „Assassin's Creed". Byłem nią zauroczony i z pewnością kupię drugą odsłonę historii osób, które mają w rękawie nie Asa, lecz coś lepszego. Z racji, iż moja wiedza na temat tej serii nie jest okazała, bardzo chętnie zapoznałem się z komiksem pt. „Desmond". Poznałem Aquilusa (dowiemy się o nim więcej w drugiej części tej serii komiksowej) i odkryłem, kto stworzył symbole znalezione przeze mnie pod koniec gry.

Scenariuszem zajął się Corbeyran i wiele elementów pokrywa się z grą. Pluję sobie w brodę, że nie jestem na bieżąco ze wszystkimi częściami - dlatego komiks daje mi sporego kopa, abym nadrobił straty. Bardzo wiele elementów fabuły pokrywa się z pierwszą odsłoną zmagań, z którymi miałem do czynienia siedząc przed komputerem. Mimo to, moja wiedza została poszerzona, a książka pod tytułem „Assassin's Creed: Renesans" spogląda na mnie z ogromnym wyrzutem i korci, aby sprawdzić czy wszystko to, co jest w komiksie było już wcześniej powiedziane. Akcja została opisana na 48 stronach i pędzi na złamanie karku. Jak dla mnie za mało i za szybko. Chciałoby się więcej.

Djillali Defali bardzo ładnie się spisał rysując przygody zawarte na stronach komiksu „Assassin's Creed: Desmond". Całość pokolorował Raphael Hedon nadając dziełu odpowiedni klimat. Przeglądam komiks i nie mam dość. Znajdziemy tam rysunki, które są podstawą i musiały się tam znaleźć. Mam na myśli kadr przedstawiający dłoń i wysuwające się ostrze albo asasyna, który skacze z rozłożonymi rękami. W tym drugim przypadku, aż słychać pisk orła. Niestety odnalazłem też pewne wady. Przede wszystkim przeszkadzała mi dłoń Lucy, który w niektórych momentach nie miała części palca (jak na prawdziwego członka Zakonu przystało), a innym razem cudownie odrastał. Pół palca, to mała rzecz, a jednak drażni.

Chętnie sięgnę po kolejne komiksy z serii „Assassin's Creed", gdyż mimo kilku wad w pierwszej części, to intensywnie wprowadza mnie ona w klimat gry. Za bardzo dostępną cenę otrzymamy dzieło w dużym formacie, które cieszy oko. Pozycja rozbudzi wspomnienia związane z miłymi chwilami spędzonymi przed komputerem. Jestem bardzo ciekawy, co dostaniemy w zamian za kupno drugiego odcinka. Obecnie poprzeczka nie jest zawieszona zbyt wysoko, ale fani i tak to kupią. Im większa miłość do skrytobójców, tym większa satysfakcja z komiksu.

Dział: Komiksy
piątek, 24 kwiecień 2015 18:48

Dying Light. Aleja Koszmarów

Motyw zombie został już przewałkowany w każdą możliwą stronę – poczynając od sukcesu komiksów, serialu i powieści z uniwersum „The Walking Dead", poprzez „Apokalipsę Z", a na trylogii „Przegląd Końca Świata" Miry Grant kończąc. Nie licząc wielu innych pozycji, które pojawiły się na fali popularności ożywionych umarlaków. Czy można więc wycisnąć z tego coś więcej? Okazuje się, że tak.

Powieść „Dying Light" - najnowsza propozycja Wydawnictwa Zysk i S-ka, do tej pory nie mającego zbyt wiele wspólnego z zombie-klimatami, stanowi uzupełnienie gry o tym samym tytule. Jak dotąd próby przeniesienia gry komputerowej na karty książki (cykl „Assassin's Creed" oraz „Crysis. Eskalacja") odbywały się z mniejszym lub większym sukcesem, ale trudno jest przytoczyć naprawdę błyskotliwe i w pełni udane wykonanie takiego zamierzenia. Niemal za każdym razem można było wyczuć, skąd autor zaczerpnął inspirację. Choćby z tego też względu powieść Raymonda Bensona zaskakuje w bardzo pozytywny sposób, ponieważ doskonale broni się jako samodzielna, niezależna pozycja. Z góry zaznaczam, że z grą nie miałam nic wspólnego, natomiast z przyjemnością zatopiłam się w lekturze.

Akcja „Dying Light" toczy się w niewielkim mieście- państwie Harran, leżącym na granicy Turcji i Armenii. Tuż przed rozpoczęciem młodzieżowych Igrzysk Olimpijskich, miejscowa policja oraz jeden z lekarzy zauważają gwałtowny wzrost przypadków agresywnego i niewytłumaczalnego zachowania mieszkańców, poprzedzonego niezidentyfikowaną infekcją. Władze ignorują problem, nie chcąc wywoływać zamieszania w chwili, gdy są na nich skierowane oczy całego świata. W końcu, w dniu inauguracji Igrzysk dochodzi do tragedii...

Wydarzenia rozgrywające się w dniach po wybuchu tajemniczej epidemii widzimy oczami osiemnastoletniej Mel, amerykańskiej sportsmenki, która przyjechała z rodziną do Harramu, by wziąć udział w olimpiadzie. Wraz z nią podążamy ulicami miasta, które z godziny na godzinę pogrąża się w coraz większym chaosie. Mel jest twarda, bezwzględna i niemal zawsze spada na cztery łapy. Niemal. Na jej drodze stają nie tylko zarażeni, ale również zwykli ludzie, z których w obliczu zagłady otaczającego ich świata, wychodzi to, co najgorsze.

„Dying Light" nasuwa skojarzenia z filmem „28 dni później" (swoją drogą, uważam go za najlepszy spośród wszystkich poruszających tematykę zombie). W przeciwieństwie do większości książek i produkcji filmowych tego typu, mamy tym razem do czynienia nie z typowymi zombie, czyli martwymi powracającymi do życia, by żerować na żywych, ale z ludźmi zaatakowanymi przez nieznany wirus. Pod jego wpływem w ich organizmach niemal błyskawicznie zachodzi koszmarna zmiana, zmieniająca ich w bestie łaknące świeżego mięsa. Nadal żyją i można ich zabić tak jak normalnego człowieka. Jednocześnie pierwszym objawem obecności wirusa jest przede wszystkim ogarniająca zainfekowanego ogromna wściekłość, od której również wszystko się zaczęło we wspomnianym brytyjskim filmie.

Mimo że po książce nie spodziewałam się ambitnej lektury (nie oszukujmy się, do tego miana nie pretenduje żadna powieść o zombie), całość okazała się zaskakująco przyjemną w odbiorze niespodzianką. I choć dla fanów gatunku może to zabrzmieć jak herezja, to muszę przyznać, że „Dying Light" spodobało mi się bardziej niż powieści z serii „The Walking Dead", przede wszystkim za sprawą znacznie płynniej prowadzonej narracji.

Książkę czyta się błyskawicznie, a jej lektura zapewnia lekką, przyjemną rozrywkę, zwłaszcza jeśli ktoś lubi takie klimaty. Polecam nie tylko osobom, które mają już za sobą rozgrywkę w grze, ale przede wszystkim fanom zombie-apokalipsy.

Dział: Książki
sobota, 31 styczeń 2015 11:09

Assassin`s Creed Unity. Oficjalny album

„Assassin's Creed" to popularna seria gier opowiadająca o konflikcie pomiędzy bractwem skrytobójców, a zakonem Templariuszy. Jej twórcy zabierają nas w podróż przez historię, za każdym razem przedstawiając intrygującą, fantastyczną fabułę.

Pod koniec 2014 roku na polskim rynku, nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka, ukazał się oficjalny album „Assassin's Creed Unity", który stał się prawdziwą gratką dla miłośników serii. W głównej mierze przedstawia ilustracje i grafiki z tworzenia gry oraz proces w którym powstawały. Kreowanie postaci oraz świata przedstawionego zostało w książce wysunięte na pierwszy plan. Dodatkowo album zawiera wiele ciekawostek dotyczących tworzenia gry.

Wydanie jest niezwykle porządne i warte swojej wysokiej ceny. Kredowy papier, twarda oprawa z obwolutą, format A4. Niektóre ilustracje rozmieszczone zostały dwustronnie, także razem tworzą format A2. Pod względem graficznym w albumie niczego nie zabraknie, ale rysunki to nie wszystko. Otoczone zostały interesującą treścią, dzięki której poznać można między innymi kilka historycznych ciekawostek.

Wypowiedzi twórców przetłumaczone na język polski nie będą brzmiały obco dla graczy, choć osoba nie znająca tematu niewiele z nich zrozumie. Z albumu dowiemy się jakie trudności stanęły na drodze tworzenia gry oraz poznamy sam niezwykle skomplikowany i bardzo szczegółowy proces. Na przykład twórcy gry duży wysiłek włożyli w to by jak najdokładniej ukazać desperację mieszkańców Paryża w celu przedstawienia podłoża historycznej rewolucji.

Jestem pod ogromnym wrażeniem składu całego wydania. Na prawie 200 stronach zostały szczegółowo przedstawione nie tylko proces tworzenia samej gry, ale także jej podłoże fabularne i historyczne oraz ciekawie uzasadniona argumentacja wydarzeń. Interpretacja tego co działo się w renesansowej Francji z pewnością jest intrygująca i bardzo dobrze przedstawiona. Oczywiście nie można pominąć również grafiki albumu, która jest jego integralną częścią i została w doskonały sposób przedstawiona.

Jestem zdania, że zdecydowanie więcej niepochlebnych rzeczy można powiedzieć o pojawiających się w grze błędach niż o wydaniu oficjalnego albumu. Ono udało się bez zarzutu. Dla miłośników uniwersum to prawdziwy smakołyk, który z pewnością wiele osób będzie chciało mieć u siebie na półce. Wystarczy wziąć album do ręki i przejrzeć kilka stron by przekonać się, że to naprawdę rewelacyjne wydanie.

Dział: Książki
niedziela, 30 listopad 2014 19:35

Premiera nowego "Assassin's Creed"

Assassin's Creed: Pojednanie to siódma część niezwykle popularnego cyklu powieści Olivera Bowdena z uniwersum gry Assassin's Creed. Książka swoją premierę będzie miała już 3 grudnia!

Dział: Książki

Wydawnictwo Zysk i S-ka prezentuje Oficjalny album Assassin's Creed Unity, który swoją premierę będzie miał już 14 listopada!

Dział: Komiksy
Strona 2 z 2