lipiec 07, 2022

Rezultaty wyszukiwania dla: Yu

wtorek, 11 wrzesień 2018 13:04

Płomień i krzyż. T. 2

Premiera 17 października - Fabryka Słów.

O KSIĄŻCE:

Inkwizytor Arnold Lowefell staje się coraz potężniejszym członkiem Wewnętrznego Kręgu Inkwizytorium.
Cały czas usiłuje nie tylko odzyskać pamięć o swojej tajemniczej
i mrocznej przeszłości, ale i zmierzyć się z sekretami
i wielopiętrowymi intrygami dręczącymi Święte Officjum.

Dział: Patronaty
czwartek, 19 lipiec 2018 13:52

Rycerz Kielichów

Na początku sierpnia nakładem Fabryki Słów ukaże się nowa edycja "Rycerza Kielichów".

Rycerz Kielichów- twórca i burzyciel tronów.
Aby zrealizować swoje marzenia poświęci wiele. Nawet przyjaźń. Nawet miłość. Nawet cały świat.

Dział: Książki
czwartek, 19 lipiec 2018 10:11

Fallen Legion+

Fallen Legion + to dwuwymiarowa gra jRPG, która jest pakietem dwóch tytułów: Fallen Legion: Sins of an Empire i Fallen Legion: Flames of Rebellion. Zadebiutowały one na konsolach, teraz – za pośrednictwem Steama – można zagrać w obie gry również na PC.

W grze możemy wcielić się w dwie postacie – Legata, próbującego przejąć władze na królestwem (Flames of Rebellion) lub Cecille, młodą księżniczkę, która po śmierci ojca musi uratować królestwo przed rozmaitymi antagonistami (Sins of an Empire). Gdybym nie wiedziała, że jest to połączenie dwóch różnych gier, Fallen Legion + uznałabym za jednolitą całość, bowiem nic w menu nie informuje o tym, że są to różne tytuły. W trakcie gry odnosi się wrażenie, że jest to jedna spójna historia, przedstawiona z dwóch stron – wszak Cecille musi powstrzymać m.in. właśnie Legata...

Muszę przyznać, że fabuła obu historii jest doprawdy wciągająca i fantastycznie przedstawiona. Graficznie gra również ogromnie przypadła mi do gustu – jest „ręcznie” malowana i barwna, a moby oraz bohaterowie, z którymi walczymy wykreowani są świetnie (choć tych pierwszych mogłoby być zdecydowanie więcej). Skille danych postaci prezentują się efektownie (czasami nawet zbyt, bo zasłaniają pole walki, ale i tak mi się podobały), a walki urozmaica wspaniała oprawa muzyczna, która jest naprawdę absolutnie magiczna, znakomita. Jednakże – poza tymi zaletami – gra ma również wiele wad.

Największym defektem tej gry jest brak rzeczywistego wpływu na losy bohaterów. Jest to dla mnie duży szok, bowiem pierwszy raz spotykam RPG, w którym nie mam wpływu na wydarzenia. Możemy tutaj decydować jedynie o ulepszeniu zdolności klejnotami oraz czasowych bonusach, wzmacniających nas w potyczkach. Absolutnie nic poza tym. Same walki są typowo konsolowe i nużące – różnorodność mobów i interesujące skille (przynajmniej z początku) nie jest w stanie przyćmić ich monotonności. Bo choć walki należy prowadzić ze skupieniem, blokując ciosy wrogów i w odpowiednim momencie atakując (i tym samym łączyć ataki w combo), tak nic nie mogę poradzić na to, że po godzinie gry stawały się dla mnie drętwe i męczące, a prawdziwie angażowały mnie jedynie walki z bossami. Prawdę mówiąc, ukończyłam tę grę jedynie dzięki fantastycznemu scenariuszowi i ścieżce dźwiękowej...

Fallen Legion+ to pozycja ciekawe jRPG zbudowane na akcji, jednak na PC nie powinna mieć racji bytu. Specyficzny system walki nie każdemu przypadnie do gustu, jednakże jestem pewna, że wielu zainteresuje historia obu głównych bohaterów. Nie ma tu nastawienia na „dobrych” i „złych”, na obraz danego bohatera wpływa sposób postrzegania przez gracza decyzji podjętych przez daną postać (podkreślam PRZEZ POSTAĆ). Polecam głównie jako ciekawostkę, choć nie wątpię, że dla niejednego miłośnika gier konsolowych tytuł (a może raczej tytuły) okażą się nie lada gratką.

Dział: Gry z prądem
poniedziałek, 09 lipiec 2018 13:59

Scarlet

Rieux, Francja. Scarlet Benoit jest przejęta zniknięciem swojej babci. Nie ma jej już prawie trzy tygodnie. Dziewczyna wie, że to do starszej pani zupełnie niepodobne. Tak samo jak ucieczka, co zasugerowała policja, ponieważ w domu znaleziono czip pani Benoit. Podczas dostawy towaru do jednej z knajp Scarlett poznaje Wilka. Mężczyzna na jednej z opuszczonych farm uczestniczy w nielegalnych walkach. Na skutek wspomnień ojca Scarlet wraz z nowo poznanym mężczyzną wyrusza do Paryża. Chcę na własną rękę odnaleźć swoją babcię.

Tymczasem we Wschodniej Wspólnocie Cinder ucieka z więzienia wraz z kapitanem Thornem. Królowa Levana jest wściekła, a Kai wie, że musi za wszelką cenę znaleźć dziewczynę, zanim lunarska królowa zaatakuje Ziemię.

Wydawnictwo Papierowy Księżyc spełniło moje marzenie. W końcu mogłam przeczytać drugi tom sagi księżycowej. I o ile Cinder mi się podobała, to Scarlet kupiła moje serce. W końcu historia nabrała tempa, zrobiło się bardziej mrocznie, strasznie i niebezpiecznie. Coraz więcej zagadek i mniej odpowiedzi. O ile w pierwszej części Sagi Księżycowej dość łatwo domyśliłam się o co tak naprawdę chodzi, to w przypadku Scarlet był zupełnie inaczej. Ta część jest zupełnie mniej przewidywalna i bardziej wciągająca. Chociaż na początku nie wiadomo co łączy Scarlett i Cinder to wraz z upływem akcji autorka zdradza sekrety.

W tej części autorka zainspirowała się baśnią o Czerwonym Kapturku. Tak samo jak w Cinder sporo pozmieniała, ulepszyła, coś wycięła i dodała. Jak można się domyślić tym Czerwonym Kapturkiem jest Scarlet. Jednak czy jest tą słabą, małą, naiwną dziewczynką znaną nam z opowieści z dzieciństwa. A czy Cinder jest dziewczyną, która pragnie wyjść za księcia i zatańczyć z nim na Baalu? Właśnie. Scarlet i Cinder chociaż tak do siebie podobne jednocześnie bardzo się od siebie różnią. Jestem bardzo ciekawa co takiego autorka zafundowała swoim czytelnikom w kolejnym tomie.

Saga księżycowa to jednocześnie opowieść futurystyczna i magiczna. Akcja dzieje się w świecie które dopiero co podniosło się z kolan po wojnie światowej, ale wciąż jest zagrożony. Lunarska królowa Levana pragnie przejąć władzę na Ziemi. Dodatkowo, mieszkańcy księżyca mogą sterować bioelektrycznością Ziemian, co wywołuje u nich jeszcze większy lęk. Nie spodziewałam się, że drugi tom może być lepszy od poprzednika, ale jednak. Marrisa Meyer miała bardzo dobry pomysł i widać, że ma plan jak wszystko zakończyć i jak dalej poprowadzić akcję. Wiele tajemnic zostało wyjaśnionych, jednak na ich miejsce pojawiły się kolejne, która jeszcze bardziej intrygują i rozbudzają ciekawość.

Scalet to bardzo dobra kontynuacja Cinder. Jeżeli taka tendencja wzrostowa utrzyma się w kolejnych tomach to aż się boje co takiego zafundowała autorka w ostatnim, czwartym tomie.

Dział: Książki

Wiele wieków temu chciwość spopieliła królewskie ziemie. Pamięć o wojnie, która z najgłębszych czeluści wywabiła bestie, a z cienia – zaciekłych wojowników, dawno już się zatarła. Przetrwała jedynie legenda o kamieniach Lyshanach i ich mocy, wciąż kusząc obietnicą wielkości.

Dział: Książki
poniedziałek, 25 czerwiec 2018 11:24

Dni Fantastyki - Maciej Parowski

W 2018 roku Wrocławskie Dni Fantastyki odbędą się w dniach 29 czerwca – 1 lipca w Centrum Kultury „ZAMEK”.

Maciej Parowski - o absolwent Politechniki Warszawskiej, pisarz, scenarzysta komiksów, krytyk literacki i filmowy, redaktor. Od 1982 roku kierownik działu literatury polskiej w „Fantastyce” (od 1990 „Nowej Fantastyce”), w latach 1992-2003 również naczelny pisma. Prowadzi kwartalnik „Czas Fantastyki” (od 2004).

Dział: Konwenty
wtorek, 29 maj 2018 22:33

Tancerze burzy

„Tancerzy burzy” czytałam już dawno. Pięć lat u mnie to dużo. Przez ten czas diametralnie zmienił mi się gust, a to, co bawiło mnie, teraz wywołuje uczucie politowania. Ponieważ wydawnictwo wznowiło serię, postanowiłam odświeżyć sobie tę książkę oraz zapoznać się z pozostałymi częściami.

Główną bohaterką jest szesnastoletnia Yukiko. Dziewczyna, tak jak jej ojciec, jest łowczynią podległą szogunowi. Choć tak naprawdę więcej czasu spędza na zabieraniu ojca z różnych tawern, gdy ten pijany i odurzony ledwo trzyma się na nogach. Rzecz dzieje się jak się z zapewne każdy już domyślił, w Japonii. Tylko jak połączyć steampunk z bogatą japońską kulturą? Jak widać, można.

Autor rzuca nas od razu w świat przedstawiony. Osobom niezaznajomionym z kulturą Japonii, nazwami, czy japońskimi zwrotami grzecznościowymi może być ciężko się odnaleźć w fabule. Z drugiej strony ja problemu z tym nie miałam. Pomocny jest słowniczek na końcu książki.

Ogromnie podobała mi się kreacja postaci. Znajduję je jako bogate, pełne tajemnic. Co więcej, fabuła realnie wpływa na postacie. Zmieniają się one wraz z wydarzeniami, reagują na to, co je spotyka, a każda decyzja jest logiczna i uzasadniona. Zżyłam się z nimi, zależało mi na nich i gorąco im kibicowałam.

Podobało mi się również zróżnicowanie postaci. Oczywiście mamy postacie wyraźnie złe i te dobre. Jednakże da się tutaj dostrzec sporo szarości. Bohaterzy pozytywni mają swoje za uszami i nie każdemu zachowaniu (czy to z przeszłości, czy obecnemu) można przyklasnąć z aprobatą. Zdarzają się także postacie, których decyzji nie możemy być pewni. Zdarzy sie postać, co do której czynów możemy się zdziwić.

Niestety jedyna całkowicie negatywna postać została zbyt słabo zarysowana. Właściwie w wyobraźni widziałam go jako chłopczyka, który wiecznie tupał nóżką. Jak można bać się takiego przeciwnika?

Świat przedstawiony. Ach! Jaki on jest bogaty, jak pięknie są wykorzystane legendy japońskie, jak cudnie współgrają z wyobraźnią autora. Jest on niezwykle barwny, bogaty, rzekłabym, że z rozmachem. Można w nim całkowicie zatonąć. Oczywiście nie wiem, jakie legendy są rzeczywiście obecne w japońskiej kulturze, a ile to wymysł autora, ale ja jestem zachwycona.

Świat zniszczony przez człowieka tak bardzo, że żadne zwierzęta już nie żyją, a kwiaty nie kwitną, kasty, niepodzielna władza w rękach narcystycznego, oderwanego od rzeczywistości mężczyzny, choroba tocząca ludność, społeczeństwo, które trzyma się w ryzach za pomocą narkotyków, palenie „nieczystych” – to tylko początek opisu tego brutalnego i niesprawiedliwego świata. Dla zwolenników antyutopii pozycja idealna.

Jednak nie wszystko jest kolorowe. Mam drobną uwagę co do języka. Ciężko mi go określić. Toporny? Kwadratowy? Brakowało mu płynności, lekkości. Nie wiem, czy to ze stylem autora, czy tłumaczki się nie polubiłam, ale zdaje sobie sprawę, że to może być moje subiektywne odczucie, którego nie podziela nikt inny.

Po książkę pierwszy raz sięgnęłam zaciekawiona, czym steampunk jest. Pięć lat temu jakoś ten gatunek nie był popularny w Polsce. Obecnie także nie bardzo. Wprawdzie nie czytałam nic więcej z tego gatunku, jednakże nie uważam, że to jest dobry wybór na rozpoczęcie przygody z nim. Urządzeń na parę tutaj nie uświadczymy, a i Japonii widzianej oczyma wyobraźni autora daleko do wiktoriańskiej Anglii. Niemniej polecam tę pozycję z całego serca.

Dział: Książki
czwartek, 24 maj 2018 23:05

Lód Czyściciel

1 czerwca premiera Pawła Kornewa "Lód Czyściciel", która wyjdzie w ramach Fabrycznej Zony.

Przygranicze to przeniesiony do krainy wiecznego mrozu kawałek naszego świata. Trafić może tam każdy - wystarczy znaleźć się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze - za to wyrwać się stamtąd nie mogą nawet najsilniejsi czarownicy.
Lecz co się stanie, jeżeli zwyczajny świat i Przygranicze połączy stabilne przejście? Jak wpłynie na naszą rzeczywistość przenikająca z obcej rzeczywistości magia? Do jakich następstw doprowadzi takie oddziaływanie i jakie bestie może przywołać do istnienia? Czy nie trzeba będzie wówczas zatrudnić kogoś, kto potrafi stawić im czoła? Czyściciela... Jeśli zaś nastąpi taka konieczność, to czy z wyzwaniem poradzi sobie Aleksander Ledniew, zwany Soplem?

Dział: Książki
poniedziałek, 21 maj 2018 23:00

Przeogromny krokodyl i inne zwierzęta

Powieści Roalda Dahla w świadomości literackiej Polaków nie są mocno zakorzenione. Charlie i fabryka czekolady wszedł do kanonu lektur, w kinach od lat dziewięćdziesiątych pojawiają się adaptacje filmowe jego książek, a jednak nadal tacy bohaterowie jak Bardzo Fajny Gigant, Miniputki, czy nawet sam pan Wonka, nie weszli z butami w świadomość literacką tak jak Pippi Langstrump, Maja i Lasse, nie wspominając nawet o Harrym Potterze. A wielka szkoda, bo opowieści Roalda Dahla mają w sobie mądrość przekazywaną w pogodny, czasem zakręcony, a nawet pokrętny sposób, tak fantazyjny, jak może być wyobraźnia dziecka.

Przeogromny krokodyl i inne zwierzęta to trzy opowiadania dla najmłodszych, a każde z nich ma swoją własną historię powstania, każde jest pełne humoru i zaskakujących pomysłów, które autor wymyślił dla swych najmłodszych milusińskich.

Przeogromny krokodyl pierwszy raz został opublikowany w 1978 roku i był pierwszą książeczką, która została wydana dla młodszego czytelnika, co więcej pierwszą, którą zilustrował Quentin Blake, rozpoczynając ich długoletnią współpracę. A historia nie byle jaka, tylko o gadzie przebrzydłym, co to ubóstwia schrupać sobie na lunch pyszne i soczyste dzieciaczki. Ale dzieci nie powinny się zanadto bać, krokodyl nie jest aż tak sprytny, jak mu się wydaje.

„I’m going to fill my hungry empty tummy with something yummy yummy yummy yummy...”

„Mam zamiar napchać mój głodny pusty brzuch,
Mniam, mniam, mniam, mniam, ach, najem się za dwóch!”

Magiczny palec, najstarsze ze zbioru opowiadanie, z 1966 r., które pierwotnie nazywało się The Almoust Duck, i nad którym autor pracował już w 1962 r., to najbardziej magiczna opowieść w całym zbiorze. Bohaterką jest dziewczynka, której sąsiedzi, rodzina Greggów, jest zapalonymi łowczymi. Pewnego razu nie mogąc znieść dłużej tego, jak obchodzą się ze zwierzętami, wykorzystuje moc swojego czarodziejskiego palca, aby odmienić serca ludzi.

Żyrafa, Peliś i ja to na odmianę humorystyczna opowieść z wątkiem kryminalnym, która powstała niespodziewanie na bazie wcześniej wykreowanych postaci. Małpa była bohaterką „Przeogromnego krokodyla” i bardzo przypadła do gustu Roaldowi Dahlowi, Quentin Blake natomiast nigdy nie rysował żyrafy, a i pelikan Peliś stanowił ciekawe wyzwanie. I tak z bohaterów rysunków powstała historia o zwierzątkach, których atrybuty pozwalają im założyć spółkę Bezdrabinowego Mycia Okien.
Ciekawostką tegoż najmłodszego opowiadania z 1985 roku, jest, że na końcu opowiadania małpa śpiewa piosenkę Billy'ego, której słowa wyryte są na kamiennych płytach wokół podstawy ławki, która znajduje się tuż przy grobie Roalda Dahla, znajdującego się w parafialnym kościele św. Piotra i Pawła w Great Missenden. :

"We have tears in our eyes
As we wave our goodbyes,
We so loved being with you, we three.
So do please now and then
Come see us again,
The Giraffe and the Pelly and me."

„Wszyscy łzy w oczach mamy,
Gdy się z tobą żegnamy.
Chwilę szczęścia zatrzymać się chce.
Więc spotkaj się z nami,
Przyjdź odwiedzić czasami
Żyrafę, Pelisia i mnie”.

Mistrz opowieści Roald Dahl w tych trzech opowiadaniach poza tym, że bawi i cieszy humorem i zakręconymi, magicznymi historiami, uczy szacunku do zwierząt, ukazuje dzieciom, że to, że jesteśmy ludźmi, nie oznacza, że wolno nam wszystko. Sądzę, że każdemu przydałaby się dobra dawka Roalda Dahla, bowiem: „Jeśli masz dobre myśli, twoja twarz promienieje nimi jak słonce i zawsze cudownie wyglądasz”.

Dział: Książki
czwartek, 10 maj 2018 17:08

Spiżowy gniew

Nazwisko Michała Gołkowskiego kojarzy się przede wszystkim z postapokalipsą, zarówno tą spod znaku Zony, jak i tą bardziej fantastyczną, bądź jak niektórzy wolą, tradycyjną, czyli z Komornikiem. W międzyczasie pojawiły się jeszcze inne książki, jako że pisarz płodny jest, aż miło, a i poeksperymentować lubi. W jednej z najnowszych powieści wziął na warsztat fantasy, czyli klimaty zgoła dla siebie nietypowe. Co z tego wyszło? Dużo walk, jeszcze więcej trupów i świetnie wykreowany bohater, a przede wszystkim zaskakująco dobra i mocna lektura.

Nadszedł z pustyni i zmienił historię dwóch królestw. Człowiek o wielu talentach, ogromnej wiedzy i umiejętnościach. Człowiek znikąd, bez przeszłości, bez rodziny, bez zahamowań i nigdy nie targany wątpliwościami. Ale czy na pewno człowiek? Jakie tajemnice kryje Zahred i jaki naprawdę jest jego cel?

Mimo że lubię twórczość Michała Gołkowskiego, po lekturze ostatniego tomu Komornika miałam pewne wątpliwości, czy nie zaczął rozmieniać się na drobne. Liczba wydawanych przez niego książek zaczyna niebezpiecznie blisko zbliżać się do rekordów bitych przez pewnego znanego polskiego pisarza, a to – jak wiadomo ilość rzadko przekłada się na jakość. Tym większych zaskoczeniem okazał się Spiżowy gniew, który wciąga od pierwszych stron i tak trzyma czytelnika w szachu aż do samego końca.

Zaczyna się mocno, bo od postaci żywego trupa toczonego przez larwy much. Ten motyw przewija się zresztą przez całą powieść, dlatego z góry trzeba ostrzec, że dla osób o wrażliwych nerwach i żołądkach lektura może się okazać pewnym wyzwaniem. Podobnie przedstawia się kwestia przywiązywania się do poszczególnych bohaterów. Podobnie jak Zahred, Gołkowski nie ma skrupułów by pozbyć się niektórych postaci, mimo że do pewnego momentu wydawały się odgrywać zbyt istotną rolę na taki zabieg. I bardzo dobrze, pewność, że wszyscy doczekają happy endu, odbiera każdej lekturze element zaskoczenia i niepewności.

Na plus zdecydowanie zalicza się także czas, w jakiej umiejscowił akcję autor. Okolice epoki brązu i cywilizacje nawiązujące do starożytnych, znanym nam z naszej historii, są smaczkiem ostatnio dość rzadko wykorzystywanym przez twórców fantasy, lubujących się raczej w quasi średniowiecznych klimatach.

Chociaż akcja toczy się wokół kilkorga postaci, to Zahred przede wszystkim przyciąga uwagę – zarówno pozostałych bohaterów, jak i samego czytelnika. Wymyka się schematom, knuje i działa w jedynie własnym interesie, a przy tym ma w sobie coś, co człowieka ujmuje, mimo całej brutalności i okrucieństwa, jakimi znaczy swoją drogę. Interesująco przedstawia się także młodziutka księżniczka Sarsana, czego niestety nie można powiedzieć o jej bracie – stuprocentowym idiocie (taki jednak miał być, więc jego kreacja w pełni się udała).

Zakończenie pozostawia autorowi otwartą furtkę, lecz jednocześnie książka stanowi zamkniętą, zgrabną całość. Wprawdzie kilka wątków aż prosi o rozwinięcie i zaspokojenie ciekawości czytelnika, ale też pewien niedosyt nie jest tu wadą. Czasem łopatologiczne wykładanie na stół wszystkich kart psuje budowany klimat i wydźwięk powieści, dlatego lepiej pozostawić niektóre kwestie wyobraźni odbiorcy.

Jedyne, co mi się nie spodobało to kwestia kazirodczego związku królewskiego rodzeństwa. I nie chodzi o samo wykorzystanie tego motywu, pojawiał się on już chociażby w Pieśni Lodu i Ognia R.R. Martina, a i historia zna liczne tego typu przykłady. Zwłaszcza gdy mowa o historii starożytnej, a przecież w tych czasach toczy się akcja. Problemem jest wiek Sarsany. O ile potrafię sobie wyobrazić wyuzdaną i wyzbytą zahamowań nastolatkę (szczególnie że w tym czasach była już uznawana za kobietę), o tyle nie jestem w stanie uwierzyć w dziesięciolatkę, która uwodzi brata. To już jest co najmniej niesmaczne. Dobrze, że przynajmniej autor oszczędził nam opisu i ograniczył się do wzmianki, kiedy relacje miedzy rodzeństwem zmieniły swój charakter. A przecież można było przesunąć to o kilka lat, prawda?

Gdyby nie ten szczegół, książkę można by uznać za wzorcową. Czyta się ją świetnie, akcja wciąga, a bohaterowie i ich działania nie pozostawiają czytelnika obojętnym. Jednym słowem, jest moc!

Dział: Książki