Rezultaty wyszukiwania dla: Gene Ha

czwartek, 22 lipiec 2021 18:57

1634: Wojna bałtycka

„1634: Wojna bałtycka” to trzeci tom cyklu „Rong of fire/Pierścień ognia” Erica Flinta i Davida Webera. To grubaśna powieść, ma sporo bohaterów i wątków, obejmując wydarzenia na przestrzeni setek kilometrów i kilka narodów. Mimo to utrzymanie wszystkiego w porządku zasługuje na szacunek. Czapki z głów, autorzy! Dla mnie, czytelnika, który często zapomina, kto jest kim, umieszczono listę postaci oraz mapy i drzewo genealogiczne. Niesamowicie to pomaga w ogarnięciu wszystkich wątków.
 
Fabuła kontynuuje burzliwą wojnę trzydziestoletnią w siedemnastowiecznej Europie, zakłóconą przez przybycie z przyszłości całego małego miasteczka w Zachodniej Wirginii. Zastrzyk nowoczesnej technologii i pomysłów w ten ponury, po reformacyjny świat ma natychmiastowe i dalekosiężne konsekwencje. Nadszedł czas, aby zobaczyć, co nadczasowcy i ich niemieccy i szwedzcy sojusznicy mają w zanadrzu, aby przeciwstawić się armiom i marynarkom wojennym Francji, Hiszpanii, Danii i Anglii. Prawdopodobnie przez zimową aurę i spowodowane nią spowolnienie przemieszczania się wojsk, wydawać by się mogło, że ta książka jest jak wprowadzenie w prawdziwą wojnę z udziałem Stanów Zjednoczonych Europy, nowej siły na kontynencie. Sama walka o Kopenhagę czy Hamburg jest przedsmakiem tego, co możemy się dopiero spodziewać. Dlatego ten tom nie jest najbardziej emocjonujący z serii. Nie znajdziemy tu żadnych inspirujących momentów, o których warto wspomnieć. Mało też realnego wyzwania dla bohaterów.
 
Głównymi fabułami były plany ucieczki z Tower w Londynie i odsiecz morska SZE prowadzona przez Simpsona. Jak sugeruje tytuł: raczej skupimy się na wodach Bałtyku niż lotnictwie wojskowym. Jednak wszelkie potyczki są raczej z góry skazane na sukces. Okupiony stratami, ale sukces. Zdarzyła się wprawdzie spektakularna i ważna dla dalszych działań śmierć czy morska tragedia. Jestem przekonana, że jest to zapowiedź przyszłych problemów w lotnictwie, być może też w marynarce wojennej.
 
Książka jest bogata w szczegóły techniczne i historyczne. Autorzy spisali się, by rozwinąć fabułę z politycznego punktu widzenia, ale nie zapomnieli o sporej dozie humoru oraz ciekawych ponadklasowych i ponadczasowych romansów. Było sporo intryg z gatunku płaszcza i szpady, a na szczególne wyróżnienie zasługuje wątek działań prowadzonych przez Harry'ego Leffertsa. Coś czuję, że będzie on ciekawie kontynuowany w następnych tomach, a przynajmniej mam taką nadzieję.
 
Świetnie poprowadzony jest wątek duńskiej rodziny królewskiej. Nie tylko będziemy mieli tu do czynienia z intrygami, ale i z bardzo ciekawą przyjaźnią i romansem. Dorównuje on nawet świetnej akcji oświadczyn Torstenssona. Bardzo także udane są wątki humorystyczne, zwłaszcza te związane z młodziutką księżniczką Krystyną. Mam nadzieję, że jej pomysł nadania jednemu z bohaterów wojennych tytułu hrabiego Narnii się jej uda!
 
Fabuła książki korzysta ze znacznego doświadczenia Erica Flinta w pisaniu historii alternatywnej i wojskowego doświadczeniem Davida Webera. Dopiero w tym tomie widać jak dobrze im się razem współpracuje. Pomimo ogromnego zakresu świata, każdy jego zakątek wydaje się żywy i dopracowany. Jedynym zagrożeniem dla przyszłości serii byłoby zbytnie umocnienie SZE, stworzenie z niej supermocarstwa na miarę obecnego USA. Jeśli autorzy nie dadzą ponieść się pokusie, jestem spokojna o kolejne tomy i opisywane w nich lata ciekawych czasów Europy. Szczerze polecam wszystkim fanom historii alternatywnej w literaturze.
Dział: Książki
wtorek, 20 lipiec 2021 14:07

Batman ląduje w świecie Fortnite!

Mroczny Rycerz rusza do walki z mistrzami Fortnite w desperackiej próbie uratowania nie tylko siebie, ale także innych znajomych postaci ze świata DC... a być może i całego multiwersum! Na 7 września br. wydawnictwo Egmont zaplanowało premierę prawdziwej gratki dla fanów gry Fortnite i Batmana. Album „Batman/Fortnite: Punkt Zerowy”, poza komiksową opowieścią, będzie zawierał specjalny bonusowy kod odblokowujący w grze Fortnite siedem cyfrowych przedmiotów związanych ze światem DC.

Dział: Komiksy
piątek, 09 lipiec 2021 11:55

Obejrzyj trailer do książki "Pełnik"

W labiryncie jaskiń i gęstwinie lasów kryje się groza. Emilia powraca w rodzinne strony, gdzie dziedziczy nie tylko dom. Spadek obciążony jest klątwą, z której zaciskających się coraz mocniej więzów zdaje się nie być ucieczki.

Dział: Książki

Pierwsze w historii kina spotkanie bohaterów dwóch ponadczasowych i uwielbianych przez wszystkie pokolenia baśni. Dowiedz się, kim był Piotruś, zanim stał się Piotrusiem Panem i co robiła Alicja, zanim trafiła do Krainy Czarów? To właśnie ich wspólną historię opowiada porywające widowisko fantasy, w którym pierwsze skrzypce gra laureatka Oscara – Angelina Jolie, a wspierają ją: David Oyelowo, Anna Chancellor, Clarke Peters i Michael Caine. Za kamerą produkcji stanęła zdobywczyni Nagrody Amerykańskiej Akademii, Brenda Chapman – reżyserka oscarowej „Meridy Walecznej” i współtwórczyni takich familijnych hitów, jak: „Król Lew”, „Auta” czy „Piękna i „Bestia”. „Come Away to nowy dziecięcy klasyk. Baśń, która z pewnością oczaruje każdą generację widzów” – zachwala film serwis Slashfilm.com.

Dział: Kino

W tym roku festiwal „Komiksowa Warszawa” odbędzie się w plenerze i będzie miał aż dwie odsłony. Pierwsza z nich, czyli „KOMIKSOWA WARSZAWA 2021 – START” wydarzy się w dniach 18-20 czerwca w warszawskim Ogrodzie Saskim przy okazji Pleneru Literackiego, a druga - „KOMIKSOWA WARSZAWA 2021 – META” – w dniach 9-12 września na Placu Defilad, podczas Warszawskich Targów Książki. 

Dział: Wydarzenia

Wydawnictwo Egmont Polska, we współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego, z przyjemnością prezentuje pierwszy tom cyklu „Bazyliszki”. Ta komiksowa opowieść osadzona w realiach przedwojennej Warszawy jest zaproszeniem do barwnego świata lat 30.

Dział: Komiksy
piątek, 30 kwiecień 2021 23:15

Deadpool kontra Staruszek Logan

Crossover to zjawisko, które chyba najbardziej lubiane jest przez miłośników komiksów. W uniwersum Marvela mieliśmy te lepsze i te gorsze czy praktycznie nieudane historie spotkań i współpracy superbohaterów. Były duże eventy czy krótkie one-shoty. Tym razem na naszym rynku, w ramach serii Marvel Now 2.0 ukazał się album „Deadpool kontra Staruszek Logan”, który pierwotnie publikowany był się za oceanem w postaci pięciu zeszytów. Czy spotkanie tych dwóch charakterystycznych postaci będzie można uznać za udane? Nie ukrywam, Deadpool jest jednym z moich ulubionych bohaterów. Od jakiegoś czasu śledzę również nowe przygody staruszka Logana. Choć obu panów łączą umiejętności regeneracyjne, to wiadomo, że nie przypadają sobie do gustu. Czy może jednak czeka nas kolejna zamierzona przez autorów zmyłka jak np. w przypadku albumu „Hawkeye kontra Deadpool”, gdzie tytuł mylnie wskazywał na konflikt bohaterów? Przekonajmy się.

Już na wstępie przypadkowe spotkanie na Manhattanie zgorzkniałego mutanta z niezrównoważonym i pyskatym najemnikiem przeistacza się w krwawą potyczkę. Oczywiście jak zwykle poszło o pieniądze. Logan nieumyślnie przeszkodził w wypłaceniu Wilsonowi zapłaty za wykonane zadanie. Starcie przeplatane rzucanymi przez Deadpoola żartami i wzajemnym zadawaniem ciosów zostaje nagle przerwane przez pojawienie się tajemniczej nastolatki, którą próbuje schwytać oddział najemników GenFormu. Dotychczasowi przeciwnicy postanawiają zmienić front walk i wchodzą w konfrontację z oprawcami, chcąc pomóc bezbronnej dziewczynie. Jednak okazuje się, że nie pierwszy to już raz pozory potrafią mylić - nawet naszych skaczących sobie do gardeł wyjadaczy. Maddie, bo tak się zwie nasza nowa bohaterka, nie tylko nie jest wcale taka niewinna i bezbronna, to na dodatek w ogóle nie życzy sobie pomocy. Okazuje się być młodą mutantką z mocami (na poziomie Omega), nad którymi nie potrafi jeszcze dobrze zapanować. Po tym, jak ostatecznie zostaje porwana, Deadpool i Logan, wbrew jej prośbom i chcąc ją uszczęśliwić na siłę, ruszają na misję ratunkową. Chociaż mają teraz wspólny cel, powiedzenie, że zaczęli współpracować, jest trochę przesadne. Każdy z nich chce to zrobić na własną rękę i na swój sposób. Najlepiej jeszcze jakby druga osoba się w to nie mieszała. Oczywiście ich założenia szybko zostają zweryfikowane przez rzeczywistość. Pora zewrzeć szyki. Szczególnie że organizacja GenForm, której zadaniem było pozyskiwanie broni z mutantów, na cel wzięła sobie naszych głównych bohaterów.

Twórcami komiksu są: Declan Shalve, który do tej pory na swoim koncie miał przede wszystkim rysowanie m.in. „Avengers. Impas: Atak na Pleasant Hill” czy „All-Star Batman” oraz Mike Henderson, rysownik serii „Dead Man Logan”. Z pewnością sam pomysł stworzenia historii łączącej przygody tych dwóch bohaterów wydawał się strzałem w dziesiątkę. Szczególnie że są to postacie lubiane i ostatnio dość popularne za sprawą m.in. kinowych filmów z ich udziałem. Zadanie, przed jakim jednak stanęli twórcy, nie ukrywam, było trudne. Wielu próbowało wymyślać przygody tak „trudnemu” bohaterowi, jakim jest Deadpool. Mało jednak komu to dobrze wychodziło. Staruszek Logan zaś pewnie zawsze będzie kojarzony z Markiem Millarem.

Shalve chyba jednak nie miał wygórowanych ambicji i stworzył historię lekką, prostą i przyjemną w odbiorze. Oczywiście nie brakuje akcji, żartów i sucharów, do których zdążył nas już przyzwyczaić Wade Willson czy krwawych jatek z udziałem Logana. Czytając, można nawet parę razy parsknąć śmiechem. Jak przy scenie, w której to Logan poderżnął gardło Deadpoolowi, by móc w ciszy skupić się na poszukiwaniach. Na próżno jednak szukać tutaj głębszego przesłania. Po lekturze komiksu pozostaje jakiś niedosyt. Szczególnie, że po nawet fajnym twiście fabularnym, aż prosi się o kontynuację lub chociaż o rozwinięcie postaci głównej bohaterki. Niestety jak do tej pory Maddie nie pojawiła się w innych komiksach, choć potencjał tej postaci jest spory.

Od strony graficznej komiks wypada akceptowalnie. Nie wyróżnia się na tle innych. Mocno kreskówkowy styl Hendersona może pasuje do Deadpoola, ale jakoś gryzie mi się ze Staruszkiem Loganem. Strasznie raziły mnie te jego mocno błękitne oczy. Jakby nie patrzeć, komiks nie jest brzydki, ale graficznie nie powala na kolana. Dodam również, że równocześnie nakładem wydawnictwa Egmont ukazuje się bardziej mroczna i krwawa seria ze Staruszkiem Loganem, której to głównym rysownikiem jest Andrea Sorrentino. Graficznie jakoś jego styl bardziej pasuje mi do tej postaci.

Podsumowując, „Deadpool kontra Staruszek Logan” to komiks dobry, ale faktem jest, że na rynku jest o wiele więcej ciekawszych pozycji. Nie oczekujmy tutaj fajerwerków czy czegoś nadzwyczajnego. Może gdyby historia była bardziej rozbudowana i dłuższa. Aktualnie można traktować go bardziej jako ciekawostkę przede wszystkim dla zagorzałych fanów Deadpoola. Fani Logana na rynku mają ciekawsze pozycje do lektury.

Dział: Komiksy
wtorek, 02 marzec 2021 09:19

Deadpool kontra Staruszek Logan

Komiks wystarczyłoby skomentować tylko przysłowiem „gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta” i zamknąć recenzję, jednak ja odrobinkę się rozgadam, bo warto.
 
Deadpool i Staruszek Logan to bohaterowie, a może raczej antybohaterowie, którzy niekoniecznie pałają do siebie pozytywnymi emocjami. Większość czasu jeden chce drugiemu dogryźć. Tak jest i tym razem. Wade wręcz wpada na pomysł, że najbardziej wkurzy Logana, próbując pomóc spotkanej dziewczynie. Jest ona uznana za mutanta, jak oni, i polują na nią agenci rządowi. To zadaniem Logana miało być jej odnalezienie, a tu w sprawę miesza się jakiś młodzik, któremu nie udało się wejść do choćby grupy Avengersów. Młody, arogancki i pewny siebie, najgorszy miks dla superbohatera.
 
Jednak okazuje się, że zdolności szybkiej regeneracji obydwu panów mogą okazać się niewystarczające, by okiełznać moce owej mutantki. Nic dziwnego, że tyle osób jej szuka, bo jej moce są dość nietypowe i destrukcyjne.
 
Ta historia to całkiem zabawna opowieść o superbohaterach i tego właśnie szukałam. Deadpool to jedna z moich ulubionych postaci Marvela (zaraz po Spideyu) i jest w tym świetny. Stary Logan jak na dziadka jest całkiem fajnym zrzędą. Dosłownie jak stetryczały Clint Eastwood w filmie „Gran Torino”. Chemia między dwiema postaciami jest idealna.
 
Jak na komiks z Deadpoolem znajdziemy tu masę humoru, zarówno sytuacyjnego, jak i żarcików słownych. Choć fabuła jest dość przewidywalna, to autorowi udało się mnie zaskoczyć i to niejeden raz.
 
Scenariusz tego komiksu napisał Declan Shalvey, scenarzysta „Moon Knight”, a rysunki stworzył Mike Henderson, znany m.in. z thrillera „Palcojad”. Są dobre i na uwagę szczególnie zasługują sceny związane z pewnego rodzaju przemyśleniami. Zwykle są wypełnione pastelowymi, nieco mdłymi kolorami, co dodaje jej jakby nostalgii. Tak jakby w ten sposób zmusić czytelnika do zatrzymania się na chwilę. Do tego oczywiście świetne są kadry wszelkich bójek i rozbijania się samochodów/samolotów.
 
Zakończenie może nie jest idealne, ale przecież nie można mieć wszystkiego. Tym bardziej że ma to być zabawna historia ze świetnym stylem graficznym, mnóstwem akcji i humoru. Tego się spodziewamy, to dostajemy, jest więc dobrze. Jeśli jesteś fanem Deadpoola i/lub Logana, to świetny komiks z ulubieńcami.
Dział: Komiksy
wtorek, 02 marzec 2021 09:15

OKP Dolores. Czerwony kryształ

Tom trzeci pierwszej solowej serii Didiera Tarquina stanowi zakończenie pierwszego cyklu kosmicznej odysei tegoż autora. Drugi jest już zapowiedziany. I bardzo dobrze, bo choć poprzedni, drugi tom nie był najlepszy, to trzeci podnosi poprzeczkę i zapowiada ciekawą i świetnie zilustrowaną historię.
 
Czymże jest OKP Dolores? To statek kosmiczny, jednostka dość przestarzała, ale jednak choć trochę bojowa. Prawdopodobnie to piracka latająca krypa. Własność Mony, sieroty, która jest byłą mniszką sióstr Kościoła Nowych Pionierów. Byłą, bo zakon wypuszcza w świat swoje akolitki, jak tylko staną się pełnoletnie. Taki test na żarliwość i bogobojność: przeżyć w wierze w dzikim świecie.
 
Statek poszukuje tzw. czerwonego kryształu, związanego z legendą o mieczu Telassiego. Dotknięcie kryształu wiązało się z władzą, ale i poważnymi zaburzeniami psychicznymi. Osobą, która obecnie sprawuje wręcz boską, w swoim mniemaniu, władzę z pomocą kryształu jest generał McMoore. Siedzi gdzieś zabarykadowany za przegrodą, w raju zbudowanym wokół kryształu. Generał miał być nieśmiertelny, jednak nic nie dawało spowolnić jego starości ani odepchnąć śmiertelność. Problemem dodatkowym jest jeszcze to, że odczuwa on głód boga Rassetów, co wiąże się on z ludożerstwem. Ale także to, że rada rasseckich czarowników sprzedała mu informację, że tylko spożycie ciała Shilli, bogini wojowniczki o ognistych włosach, córki boga matki, sprawi, że generał otrzyma nieśmiertelność. Jak jednak najszybciej znaleźć Shillę? Najlepiej ją sobie wyprodukować!
 
Choć historia wydaje się naprawdę ciekawa, to jednak mam sporo „ale” do fabuły. Wydaje się ona aż za bardzo liniowa. Do tego postaci nie są na tyle dobrze napisane, by się z nimi utożsamiać i iść za śladem ich statku. Tak naprawdę ukazanie brutalności świata Rassetów jest jedynym plusem, który przyciągnął mnie do czytania tej serii. Szczególnie że pod względem graficznym naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Aż widać, że małżeństwo Didier i Lyse Tarquin dobrze bawili się podczas rysowania kadrów i scen.
 
„Czerwony kryształ” nie jest wolny od wad i nadmiernej nawet prostoty, ale emanuje kreatywną swobodą, która się podoba, i brudem, który odpycha. Dlatego po przeczytaniu serii można albo ją pokochać, albo znienawidzić, albo mieć ambiwalentne odczucia jak ja. Być może dlatego, że Didier traktuje tomy 1-3 jako swoisty prolog i początkowo zamierzał rozpoczynać historię dopiero od tomu 4, którego jeszcze nie znamy. Niemniej twórcom udało się stworzyć wszechświat, w którym wszystko jest możliwe i nic nie może ich powstrzymać przed robieniem z nim tego, co chcą.

 

Dział: Komiksy
niedziela, 28 luty 2021 21:29

Zapowiedź: Outpost

Mroczna, zaskakująca, wartka i kipiąca od emocji postapokalipsa mistrza gatunku – podtrzymująca najlepsze tradycje kultowego „Metra 2033”, a jednocześnie zupełnie inna!

Dział: Książki