czerwiec 28, 2022

Rezultaty wyszukiwania dla: Egmont

czwartek, 27 maj 2021 18:46

Abe Sapien. Nroczne i straszliwe. Tom 1

 
Chyba nie powinno dziwić, że dość specyficzny dla Mignolawersum Abe Sapien, przypominający nieco żaby, przywodzący na myśl połączenie Lovecrafta z Kirbym, doczekał się własnej serii. Ta postać poboczna przygód Hellboya zdecydowanie za bardzo się wyróżnia, żeby zostawić ją na pastwę zapomnienia.
 
Kim jest Abe? To naukowiec jeszcze z czasów wojny secesyjnej. Po odnalezieniu dziwnego jaja zaczął jednak ewoluować. Pech chciał, że jego powolna przemiana w żaboczłowieka skorelowała się z pojawianiem się dziwnych potworów siejących spustoszenie w sumie na całej kuli ziemskiej. Szybko więc powiązano jego zmiany ze zmianami na świecie i stał się on członkiem BBPO, organizacji walczącej z potworami. Udało im się nawet wygrać z pomiotami Ogdru Hem, jednak pełne przebudzenie doświadczamy właśnie w tym tomie zbiorczym.
 
W tym tomie Abe jest po drugiej przemianie i nie przypomina już wcale człowieka. Z wyjątkiem myślenia i porozumiewania się jak ludzie. Pierwsza z dwóch opowieści to tytułowe „Mroczne i straszliwe”. Abe jest wolny, nie służy BBPO. Tym razem znajduje schronienie w małym kościółku. Próbuje zrozumieć znaczenie swojej fizycznej transformacji i widzi, w jaki sposób rzeczy zmieniły umysły ludzi. Niektórzy widzą w pladze żab czy przyjściu potworów zapowiedź armagedonu i zmiany świata. Jednak czy Abe jest aniołem, czy kolejnym krokiem w ewolucji?
 
Druga historia, „Nowa ludzka rasa”, przedstawia Abe'a w pobliżu Salton Sea. Tu wszystko, co go spotkało, się zaczęło. Może uda się więc znaleźć odpowiedzi na temat np. drugiej mutacji i dowiedzieć się, czy jest ona w jakiś sposób powiązana ze wszystkim, co się wokół dzieje. Na miejscu nie ma już potworów. Zostały same jajka, z których od czasu do czasu wykluwa się nowy mutant i szybko zmierza w słoną toń. Strach przed nowym sprawia, że te kuliste jaja stały się dla niektórych obiektem kultu. Ludzie wierzą, że pozostały, aby ocalić ludzkość przed samą sobą i zmienić planetę z powrotem w raj.
 
„Kształt przyszłości” pokazuje bardzo ciekawy związek pojawienia się potworów z wierzeniami etnicznymi ludności tych terenów, „Do ostatka” wprowadza nieumarłych w różnych postaciach. W „Uzdrowicielu” Abe znajduje człowieka, który uważa, że znalazł sposób na zatrzymanie, a nawet cofnięcie mutacji, a przechodząc przez dość melancholijny zeszyt „Wizje, sny i ryby” dochodzimy do „Świętych miejsc” - basenu, przy którym kiedyś kobieta-medium postrzeliła Aba. Ona twierdziła, że Abe to zło, ludzie, którzy teraz koczują przy basenie, znajdują w Abe’ie swego Wybrańca. Okazuje się, że miejsce to jest ośrodkiem dość specyficznego kultu śmierci.
 
Najbardziej metaforyczny jest jednak „Ogród (1)”. Widzimy akcję oczyma mężczyzny, który siedzi na dachu swojego krzywego domu i wypatruje. Teoretycznie trzyma w rękach strzelbę, jednak wypatruje wody, jaka powinna pojawić się w pobliskiej rzece. Wtedy ponownie zakwitnie ogród niczym raj utracony. Kim jest mężczyzna? Człowiekiem o nieciekawej przeszłości, który uratował pewną kobietę. Jest też człowiekiem, który ją przetrzymuje i pod pozorem opieki nie pozwala opuszczać domu. Są jak biblijna para pierwszych ludzi i kto wie, czy właśnie tak nie myśli o swoim obecnym położeniu sam mężczyzna. Wszak jest na pustkowiu, dookoła krążą potwory, nie ma innych ludzi. Musi to oznaczać, że trzeba poczekać na ostateczne oczyszczenie ziemi i na ziemię, a także do jego życia, powróci spokój i radość. W tej części Abe jawi się niczym biblijny wąż kusiciel.
 
Zgodnie z porządkiem poznawania Mignolawersum należałoby przeczytać niniejszą księgę po trzecim tomie „Piekła na Ziemi”, a potem na przemian czytać kolejne tomy obu serii. Po nich zostaje już ostatni akt sago Hellboya, czyli „BBPO: Znany diabeł”.
 
Serię z Abem Sapienem uważam za bardzo udaną. Znacznie lepiej czyta się komiks skupiający się na ludziach i ich historiach niż tylko chaotycznej strzelance. Najlepsze fragmenty dotyczą interakcji Abe ze zwykłymi ludźmi: włóczędzy w wagonie opowiadający przerażające historie, gdy Abe siedzi w cieniu, cicho słuchając lub młoda para podróżująca z plecakiem i ich odstający, być może podkochujący się nieco w dziewczynie, kolega, wszyscy troje, próbujący znaleźć swoje miejsce w tym dziwnym nowym świecie. Tak naprawdę najmniejsze wrażenie robią sceny walk. A może ten efekt, odczytywany przeze mnie jako wręcz przymus - wszak jest superboahter, to przywalić musi – to sprawna narracja Mignoli? Historia dobrze działa, ponieważ opowiada o Abe’ie Sapienie, błyskotliwej i w pełni ukształtowanej postaci, która nie dość, że się zmienia fizycznie w potwora, to zadaje sobie pytanie „dlaczego” i samym tym faktem podkreśla, jak bardziej ludzki może być potwór w porównaniu z niektórymi ludźmi, których napotyka. Jest współczujący i wyrozumiały w obliczu uprzedzeń, strachu i nienawiści, dlatego czytelnicy kochają i podziwiają tego bohatera z charakter. Nawet jeśli nie jeśli jesteś fanem Abe’a czy Hellboya, jest tu wystarczająco dużo, abyś mógł się cieszyć.
Dział: Komiksy
piątek, 21 maj 2021 18:25

Kaczki

Małe, poręczne gry są super alternatywą dla osób, które lubią właśnie przy takich grach spędzać swój wolny czas. Dzięki małym rozmiarom grę możemy zabrać praktycznie na każdą wycieczkę. My mamy kilka takich gier i bardzo je lubimy, gdyż w razie długiej podróży zawsze umilają nam one drogę. W tę grę zagrać może od 2 do 5 graczy. Czas rozgrywki to 30 minut i mogą w nią według producenta grać osoby powyżej 8 roku życia. Jednak my graliśmy w nią według swoich zasad i nawet 6-latek świetnie sobie z nią radził.

To małe poręczne pudełko skrywa w sobie 69 kart kaczek, 5 kart ręczników oraz 5 kart kół ratunkowych. W środku znajdziemy też instrukcję, jednak dla nas nie była zrozumiała. Mimo iż przeczytaliśmy ją z mężem kilka razy, nie do końca wiedzieliśmy, o co chodzi w tej grze. Na początku, więc wymyśliliśmy własne zasady i według nich graliśmy wraz z rodziną. Także jak widać, można też fajnie się bawić według własnych określonych zasadach. Niestety, jak widać czasami fajne pudełko i kolorowa grafika może zmylić, bo oczekiwaliśmy, że ta gra będzie zupełnie inna. Mówiąc jednym zdaniem, liczyliśmy, że będzie trochę łatwiejsza w pojęciu jej zasad.

Poszukaliśmy jednak dokładnych zasad w internecie. I wygląda to tak, że każdy z graczy otrzymuje po 7 kart oraz kartę z ręcznikiem, pod którą umieszcza się zdobyte punkty. Wygrywa osoba, która jako pierwsza pozbędzie się swoich kart lub też ten gracz, który jest ryzykantem i zaryzykuje, że ma najmniejszą wartość kart w ręce. Gra trwa 5 rund. Czyli jak to się mówi, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana, a ryzyko w grze czasami się opłaca.

Co bardzo lubimy w takich grach to zdecydowanie jej rozmiary oraz możliwość zabrania jej wszędzie. Karty do gry nie są jakieś mocno grube, jednak na pewno posłużą nam one na kilkanaście dobrych rozgrywek.

Mimo iż gra ma być szybka i przyjemna, ma uczyć i zmuszać do myślenia, to jednak nas ona nie przekonała, właśnie przez to, że nie umiemy się odnaleźć z zasadami, które wprowadza producent. Jednak nie skreślamy tej gry i będziemy w nią nadal grać, świetnie się przy tym bawiąc, lecz według stworzonych przez nas zasad.

Gra Kaczki na pewno zyska sobie miano gry wakacyjnej, bo czy kaczki, strój kąpielowy i koło ratunkowe nie kojarzą się z wakacjami? Ta emocjonująca gra karciana pobudza nas do myślenia oraz pokazuje, że ryzyko czasami się opłaca.

Mistrzem tej gry na pewno zostanie osoba, która lubi się dobrze bawić, ma super pomysły i potrafi nieźle kombinować.

Pomimo naszego narzekania na instrukcję was zachęcamy do zapoznania się z tą grą, może akurat przypadnie Wam ona do gustu lub tak jak my wymyślicie swoje zasady i to według nich będziecie grać, świetnie się przy tym bawić. Czasami na prawdę warto spróbować też zagrać w grę inaczej, niż autor miał na myśli - mimo wszystko można się też wtedy super bawić.

Nasza rodzina bardzo lubi spędzać czas wspólnie, właśnie grając w różnego rodzaju gry, dlatego też z wielką niecierpliwością będziemy czekać na kolejne nowe gry karciane nie tylko te w wersji kieszonkowej.

A Wy jakie gry lubicie? Zabieracie ze sobą gry na wycieczkę?

Dział: Gry bez prądu
piątek, 21 maj 2021 17:48

Basia w ZOO

Basia jest bohaterką jednego z ulubionych dziecięcych cykli książkowych. Ta sympatyczna kilkulatka przeżywa wiele różnych przygód, więc stworzenie gry na motywach książek było tylko kwestią czasu.

„Basia w ZOO” to rozgrywka przeznaczona dla dzieci powyżej czwartego roku życia. Motywem przewodnim, jak łatwo jest się domyślić, są zwierzęta egzotyczne i wizyta w ogrodzie zoologicznym.

Przed pierwszą zabawą warto dzieciom przeczytać opowiadanie wstępne, które wprowadza w klimat gry. Aby rozwijać pasję fotograficzną u Basi i Janka, rodzice zabierają ich do ZOO, gdzie dzieci robią zdjęcia oglądanym zwierzętom. Opowiadanie jednocześnie uczy, że nie wolno fotografować ludzi bez ich zgody, a w dobie aparatów fotograficznych w telefonach to bardzo ważna informacja.

Komplet gry składa się z instrukcji z opowiadaniem, 4 par żetonów z bohaterami książki: Basia, Janek i ich rodzice oraz 36 kafelków ze zwierzętami (12 zwierząt w trzech z czterech kolorów). Kafelki mają symbolizować robione w ZOO zdjęcia. W grze może wziąć udział od 2 do4 graczy. Na początku każdy otrzymuje żeton z postacią. Następnie wszystkie kafelki układamy obrazkami do dołu (jak przy memo). Rozgrywkę rozpoczyna najmłodszy gracz, który odkrywa pierwszy kafelek. Na tym może zakończyć swoją kolejkę lub wziąć następny. Sam decyduje, kiedy kończy kolejkę, chyba że skusi. Skuchą jest odkrycie dwóch jednakowych zwierząt lub trzech kafelków w takim samym kolorze. W przypadku skuchy odkryte kafelki wracają do gry.

Zabawa kończy się, gdy wszystkie kafelki znajdą właścicieli. Ciekawa jest punkcja, gdyż pojedyncze zwierzęta liczy się jako 1 punkt, pary zwierzą jako 5 punktów, ale już 3 kafelki z tym samym zwierzakiem to... 0 punktów.

Oprócz wersji podstawowej można też skorzystać z opcji dla dzieci młodszych lub wersji rozszerzonej. My bawiliśmy się z dwulatkiem, wykorzystując kafelki do sortowania i porównywania, przeliczania oraz jako proste memo. I zabawa była niezwykle udana.

 

Dział: Gry bez prądu

W położonej pośrodku nicości twierdzy Kondrakar mieszka Wyrocznia – potęga pilnująca równowagi we szechświecie. Co jakiś czas wyznacza nowe Strażniczki, które mają strzec Sieci oddzielającej świat ludzki od Innego Świata zamieszkanego przez potwory. Jednak Sieć staje się coraz słabsza i przez kolejne portale przedostają się do naszej rzeczywistości siły zła... Zadaniem Strażniczek jest odnajdywanie i zamykanie tych przejść, a także walka z niechcianymi gośćmi z Innego Świata.

Dział: Komiksy
piątek, 21 maj 2021 17:09

Zapowiedź: Witamy w Pandorii

Pierwsza część przygodowej opowieści o dziewczynce, która zostaje wezwana na pomoc przez mieszkańców ukrytego świata...

Nola obchodzi ósme urodziny, ale czuje przede wszystkim smutek, bo tęskni za niedawno zmarłą mamą. Czy chociaż trochę rozweseli ją prezent – piękna pozytywka? Dziewczynka przekręca kluczyk zabawki i... tak rozpoczyna się wielka przygoda! Nola przedostaje się do krainy dziwów, gdzie spotyka niezwykłe istoty i wpada w wir szalonych wydarzeń, a przede wszystkim poznaje sekrety z przeszłości swojej mamy.

Dział: Komiksy

Wydawnictwo Egmont Polska, we współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego, z przyjemnością prezentuje pierwszy tom cyklu „Bazyliszki”. Ta komiksowa opowieść osadzona w realiach przedwojennej Warszawy jest zaproszeniem do barwnego świata lat 30.

Dział: Komiksy
poniedziałek, 03 maj 2021 20:51

Star Wars Vol. 1 Ścieżka przeznaczenia

„Star Wars Vol. 1 Ścieżka przeznaczenia” zawiera wydania komiksowe zeszytów 1-6 z serii Star Wars, napisane przez Charlesa Soule i rysunkami Jesusa Saiza. Wydarzenia w tym tomiku zbiorczym mają miejsce pomiędzy kontratakiem Imperium a powrotem Jedi.
 
Sytuacja dla Rebelii nie jest do pozazdroszczenia. Han Solo uwięziony w karbonicie, nowy imperialna pani kapitan Zahra siedzi statkom Lei na ogonie. Na domiar złego rebelianci nie mogą się ze sobą kontaktować. Dotychczas, dla bezpieczeństwa, jedna grupa przekazywała informacje innej, a o pozostałych nic nie wiedziała. Jednak okazuje się, że ten system miał dziurę, którą wykorzystało Imperium. Doszło do potężnej bitwy i nie dość, że nie wiadomo kto ją przeżył, to jeszcze nie można nawet tego sprawdzić. Też z powodów bezpieczeństwa całej operacji.
 
Jakby tego było mało jedyna osoba, na którą można liczyć, to były Władca Chmur, Lando Calrissian! A przecież na tego sprzedawczyku nie bardzo jest jak liczyć. To właśnie dlatego Leia nie chce mu powierzać żadnych zadań lub tym bardziej misji ratunkowych. Jednak dochodzą do takiego punktu, gdzie tylko Lando może zostać wybawcą Rebelii. Czy znowu będzie on tylko myślał o sobie?
 
Tymczasem Luke Skywalker nie może się otrząsnąć po informacji, że Darth Vader jest jego ojcem. Chłopak miewa nawracające wizje związane z utratą ręki i miecza świetlnego. Rękę da się jeszcze jakoś naprawić, dosztukować, ale miecz to co innego. Czy to dlatego moc nie chce się Luka słuchać? Czy będzie on musiał odnaleźć świetlny oręż, by wrócić do gry? Czy nadal chce - lub zasługuje - na bycie Jedi? Tyle pytań, a czasy tak niepewne, by szukać na nie odpowiedzi…
 
Trochę zastanawiałam się, kto zastąpi łotrzyka, kiedy Han jest taki… hmm… zajęty inaczej. Na szczęście mamy Lando, który robi to wystarczająco dobrze. Jest na tyle inny, że nie jest drugim Hanem, jest odróżnialny, a mimo to jego rozmowy z Leią rozładowują nieco napięcie.
 
Grafika Jezusa Saiza i kolory Arif Prianto jest raczej stonowana, ale dzięki temu rysunki stanowią świetną robotę. Czasami jednak miałam wrażenie zbyt realistycznych do teł postaci, co sprawiało nawet czasem efekt wklejenia ich jakoby prosto ze zdjęć filmu z uniwersum Star Wars.
 
Choć niektóre wątki aż proszą się na wydłużenie, muszę przyznać, że bardzo dobrze czytało mi się ten komiks. Zostajemy wrzuceni od razu w akcję, a przy tym mamy bohaterów, którzy mają spore rozterki i widzimy, jak sobie z nimi radzą (lub nie radzą). Zwłaszcza emocjonalne zamieszanie Luka jest wymownie widoczne w kilku wspaniałych artystycznych momentach, ale nadal mogłoby jeszcze bardziej wpływać na akcję.
 
Problem ze „Ścieżką przeznaczenia” to ten sam problem, który nęka prawie wszystkie nowe części Disneyowskich Gwiezdnych Wojen. Stały się one zbyt bezpieczne. Imperium niby włada światem, a jednak tak łatwo się udaje je przechytrzyć. Mam nadzieję, że przez takie bezpieczniejsze podejście nie zaszkodzi to scenariuszowi Soule w następnych zeszytach tej serii.

 

Dział: Komiksy
poniedziałek, 03 maj 2021 20:39

Sherlock Holmes Society. Pole manewru

Sherlock to dla większości stateczny pan, który z typowo angielską flegmą potrafi przy pomocy dedukcji rozwikłać zagadkę. Do tego pyka fajeczkę i nosi charakterystyczną czapkę zawiązywaną na czubku głowy oraz palto. Przy nim zawsze kręci się doktor Watson. Sherlock Holmes Society to w sumie to samo, ale coś zupełnie innego. Nadal mamy błyskotliwego śledczego, ale walczy on z wampirami, a doktor Watson niekoniecznie chce mu znowu pomagać.
 
Choć nie trzeba znać się na fizyce kwantowej, to jednak okazuje się, że przydaje się ona do czytania komiksów! Tym razem nie tylko Sherlock i jego społeczność będzie walczyć z siłami nadprzyrodzonymi, ale także będzie zmagać się ze skutkami podróży w czasie. Najbardziej zawsze zaskakiwał mnie fakt bycia w tym samym czasie, w którym się już było albo wpływ na osoby, które są nam znane. Zaraz przypomina mi się jeden z odcinków bajki „Fineasz i Ferb”, gdzie genialny naukowiec klonował sam siebie sprzed kilku minut, by mieć siebie do pomocy. Do czasu, kiedy pierwszemu doktorowi stała się krzywda i unicestwił siebie… oraz wszystkie klony. Czy tak mogłoby być także w uniwersum komiksu „Sherlock Holmes Society”, skoro Holmes spotkał własnego ojca? Nie zaprzeczam, mogłoby.
 
Teraz okazuje się, że można zmienić przyszłość, grzebiąc nieco w przeszłości. Przykładowo zapobieżenie obsesji na punkcie pewnego listu osoby z przyszłości (!) może spowodować, że przyszłości opisanej w tym liście nie będzie. To między innymi dlatego możemy śledzić emocjonującą walkę dwóch wielkich umysłów: Holmesa seniora z juniorem. Powiem od razu, że bardzo podobał mi się sposób rozwiązywania problemów przez tego młodszego. Taki z tych ostatecznych, ale skutecznych.
 
Pod względem graficznym Andrea Fattori naprawdę osiągnął mistrzostwo. Jest tu tak wiele szczegółów na każdej z plansz, że mimo iż sam tomik ma niecałe pięćdziesiąt stron, to czyta się znacznie dłużej, bo chłonie się ten wiktoriański obraz Anglii oraz niesamowicie dynamicznie rysowane sceny walki.
 
To kolejny pełen dynamizmu, dobrze wyreżyserowany, fantastyczne narysowany tom dość fantastycznego spin-offa z przygodami genialnego detektywa Sherlocka Holmesa. To seria dla fanów gatunku lub ciekawskich, takich jak ja. Jeśli uważasz, że wampiry i podróże w czasie nie powinny mieć nic wspólnego z historią Sherlocka Holmesa, zdecydowanie odradzam tę sagę.
 
Dział: Komiksy
piątek, 30 kwiecień 2021 23:15

Deadpool kontra Staruszek Logan

Crossover to zjawisko, które chyba najbardziej lubiane jest przez miłośników komiksów. W uniwersum Marvela mieliśmy te lepsze i te gorsze czy praktycznie nieudane historie spotkań i współpracy superbohaterów. Były duże eventy czy krótkie one-shoty. Tym razem na naszym rynku, w ramach serii Marvel Now 2.0 ukazał się album „Deadpool kontra Staruszek Logan”, który pierwotnie publikowany był się za oceanem w postaci pięciu zeszytów. Czy spotkanie tych dwóch charakterystycznych postaci będzie można uznać za udane? Nie ukrywam, Deadpool jest jednym z moich ulubionych bohaterów. Od jakiegoś czasu śledzę również nowe przygody staruszka Logana. Choć obu panów łączą umiejętności regeneracyjne, to wiadomo, że nie przypadają sobie do gustu. Czy może jednak czeka nas kolejna zamierzona przez autorów zmyłka jak np. w przypadku albumu „Hawkeye kontra Deadpool”, gdzie tytuł mylnie wskazywał na konflikt bohaterów? Przekonajmy się.

Już na wstępie przypadkowe spotkanie na Manhattanie zgorzkniałego mutanta z niezrównoważonym i pyskatym najemnikiem przeistacza się w krwawą potyczkę. Oczywiście jak zwykle poszło o pieniądze. Logan nieumyślnie przeszkodził w wypłaceniu Wilsonowi zapłaty za wykonane zadanie. Starcie przeplatane rzucanymi przez Deadpoola żartami i wzajemnym zadawaniem ciosów zostaje nagle przerwane przez pojawienie się tajemniczej nastolatki, którą próbuje schwytać oddział najemników GenFormu. Dotychczasowi przeciwnicy postanawiają zmienić front walk i wchodzą w konfrontację z oprawcami, chcąc pomóc bezbronnej dziewczynie. Jednak okazuje się, że nie pierwszy to już raz pozory potrafią mylić - nawet naszych skaczących sobie do gardeł wyjadaczy. Maddie, bo tak się zwie nasza nowa bohaterka, nie tylko nie jest wcale taka niewinna i bezbronna, to na dodatek w ogóle nie życzy sobie pomocy. Okazuje się być młodą mutantką z mocami (na poziomie Omega), nad którymi nie potrafi jeszcze dobrze zapanować. Po tym, jak ostatecznie zostaje porwana, Deadpool i Logan, wbrew jej prośbom i chcąc ją uszczęśliwić na siłę, ruszają na misję ratunkową. Chociaż mają teraz wspólny cel, powiedzenie, że zaczęli współpracować, jest trochę przesadne. Każdy z nich chce to zrobić na własną rękę i na swój sposób. Najlepiej jeszcze jakby druga osoba się w to nie mieszała. Oczywiście ich założenia szybko zostają zweryfikowane przez rzeczywistość. Pora zewrzeć szyki. Szczególnie że organizacja GenForm, której zadaniem było pozyskiwanie broni z mutantów, na cel wzięła sobie naszych głównych bohaterów.

Twórcami komiksu są: Declan Shalve, który do tej pory na swoim koncie miał przede wszystkim rysowanie m.in. „Avengers. Impas: Atak na Pleasant Hill” czy „All-Star Batman” oraz Mike Henderson, rysownik serii „Dead Man Logan”. Z pewnością sam pomysł stworzenia historii łączącej przygody tych dwóch bohaterów wydawał się strzałem w dziesiątkę. Szczególnie że są to postacie lubiane i ostatnio dość popularne za sprawą m.in. kinowych filmów z ich udziałem. Zadanie, przed jakim jednak stanęli twórcy, nie ukrywam, było trudne. Wielu próbowało wymyślać przygody tak „trudnemu” bohaterowi, jakim jest Deadpool. Mało jednak komu to dobrze wychodziło. Staruszek Logan zaś pewnie zawsze będzie kojarzony z Markiem Millarem.

Shalve chyba jednak nie miał wygórowanych ambicji i stworzył historię lekką, prostą i przyjemną w odbiorze. Oczywiście nie brakuje akcji, żartów i sucharów, do których zdążył nas już przyzwyczaić Wade Willson czy krwawych jatek z udziałem Logana. Czytając, można nawet parę razy parsknąć śmiechem. Jak przy scenie, w której to Logan poderżnął gardło Deadpoolowi, by móc w ciszy skupić się na poszukiwaniach. Na próżno jednak szukać tutaj głębszego przesłania. Po lekturze komiksu pozostaje jakiś niedosyt. Szczególnie, że po nawet fajnym twiście fabularnym, aż prosi się o kontynuację lub chociaż o rozwinięcie postaci głównej bohaterki. Niestety jak do tej pory Maddie nie pojawiła się w innych komiksach, choć potencjał tej postaci jest spory.

Od strony graficznej komiks wypada akceptowalnie. Nie wyróżnia się na tle innych. Mocno kreskówkowy styl Hendersona może pasuje do Deadpoola, ale jakoś gryzie mi się ze Staruszkiem Loganem. Strasznie raziły mnie te jego mocno błękitne oczy. Jakby nie patrzeć, komiks nie jest brzydki, ale graficznie nie powala na kolana. Dodam również, że równocześnie nakładem wydawnictwa Egmont ukazuje się bardziej mroczna i krwawa seria ze Staruszkiem Loganem, której to głównym rysownikiem jest Andrea Sorrentino. Graficznie jakoś jego styl bardziej pasuje mi do tej postaci.

Podsumowując, „Deadpool kontra Staruszek Logan” to komiks dobry, ale faktem jest, że na rynku jest o wiele więcej ciekawszych pozycji. Nie oczekujmy tutaj fajerwerków czy czegoś nadzwyczajnego. Może gdyby historia była bardziej rozbudowana i dłuższa. Aktualnie można traktować go bardziej jako ciekawostkę przede wszystkim dla zagorzałych fanów Deadpoola. Fani Logana na rynku mają ciekawsze pozycje do lektury.

Dział: Komiksy
piątek, 30 kwiecień 2021 07:49

BiTS travel

„BiTS” to takie „Tetris” tylko trochę inaczej. Układamy kafelki, a za odpowiednie kształty dostajemy punkty. Jednak to nie wszystko, bo mogą się też trafić punkty ujemne, gdy stworzymy obszary z ostatniej karty zadania.

Brzmi skomplikowanie? Przestaje takie być, jak się rozegra z dwie rozgrywki, ale początek naprawdę jest ciężki. Może nam nie podeszła ta gra, może coś nie tak przeczytaliśmy, dość powiedzieć, że pierwszy raz po przeczytaniu instrukcji musiałam obejrzeć film instruktażowy, bo się pogubiłam w kartach zadania, w rundach, liczeniu punktów i tym wszystkim. Jak już się to pojmie, to gra jest dość przyjemna. Wymusza myślenie, skupienie się i przewidywanie. I to jest jej ogromny plus. Niestety, jak to w grach bywa, mamy też element losowości, który każdy przemyślany plan może zniweczyć. Wtedy jednak zawsze można kombinować od nowa. Dzieciaki przekona na pewno to, że nie ma tu nic na czas, mogą kombinować, ile potrzebują, z tym że zasady jasno mówią, że tylko do czasu, gdy zaczynają wsuwać kafelek, wtedy już nie ma miejsca na zmiany. Niewątpliwym plusem jest też to, że gra jest modyfikowalna i do zagrania nawet z młodszym graczem. Można po prostu pominąć którąś z rund, choćby tę z ujemnymi punktami i nadal dobrze się bawić. Co ważne, jest też wersja dla jednej osoby. Lubię takie gry, które stwarzają wiele możliwości.

Od strony wydania ogromny plus za pudełko – małe, kompaktowe, jak na serię „Travel” przystało. Można je zabrać ze sobą wszędzie, nie zajmie dużo miejsca na półce, po prostu rewelacja. Gorzej z wykonaniem kart i kafelków. Są bardzo cienkie. Nie wiem, ile rozgrywek przetrwają, ale mogłyby być z trochę grubszego kartonu. Poza tym są ładnie wycięte, kolorowe, estetyczne. Plastikowe podkładki całkiem porządne, te będą służyć długo.

Nie umiem jednoznacznie ocenić tej gry. Dzieciakom się podobało, choć wielkiego szału nie ma. Ja zdecydowanie zraziłam się początkiem, choć w końcu grało się przyjemniej. Mój mąż z kolei narzeka na losowość w grze logicznej. Jednak tu z kolei bronią jej dzieci, bo nawet, jak nie poszło w pierwszej turze, to w kolejnych można się odegrać i nałapać mnóstwo punktów. Myślę, że dla fanów będzie świetna, jak ktoś chce spróbować tego typu gier, też polecam, bo te wydania są budżetowe i bardzo przyjemne. Każdy musi ocenić sam. U nas co jakiś czas na pewno będziemy do niej wracać, pewnie na wyjazdy z nami pojedzie, ale nie trafia na półkę z ulubionymi.

Dział: Gry bez prądu