styczeń 26, 2022

Rezultaty wyszukiwania dla: Egmont

sobota, 05 styczeń 2019 22:30

Ernest i Rebeka #01: Mój kumpel mikrob

Problemy dzieci wcale nie są mniejsze. Wręcz odwrotnie! Maluchy muszą stawiać czoło przeciwnościom, których nie rozumieją, co więcej, których nikt nie chce im wyjaśnić. Radzą sobie z nimi na swój sposób, czasem... bardzo niestandardowy.

Rebeka ma sześć lat i słabą odporność. Co chwilę choruje i musi siedzieć w domu. A gdy ma się sześć lat, niespożyte pokłady energii i głowę pełną pomysłów to... rodzice muszą mieć się na baczności. A oni coraz więcej czasu poświęcają nie dzieciom, ale wzajemnym oskarżeniom. Rebeka czuje, że dzieje się coś niedobrego. I właśnie wtedy pojawia się Ernes, mikrob, a już wkrótce jej najlepszy przyjaciel. Od tej pory będzie jej towarzyszyć w licznych przygodach, walce z nudą, samotnością i... głupotą dorosłych.

Dzieci i ryby głosu nie mają?

Zakochałam się w tym komiksie! Od pierwszej strony, od pierwszej puenty! Jest w pełni dopracowany i genialny w każdym calu. Na coś takiego czekałam od czasów „Wilczych dzieci”. Sama historia jest prosta, aż chciałoby się powiedzieć, bardzo codzienna. Ot mała dziewczynka z kiepskim zdrowiem i rodzice, którzy nie najlepiej się dogadują. Ale przecież Rebeka jest malutka, zbyt mała, by rozumieć problemy dorosłych. Jak się okazuje, niekoniecznie. Komiks świetnie pokazuje, jak dzieciaki odbierają relacje między rodzicami, jak chłoną emocje, które nimi targają i jak bardzo rani je pomijanie ich zdania. Nie trzeba wszystkiego rozumieć, by czuć zagrożenie.

Ta myśl jest akcentowana przez sposób prezentowania historii. Najczęściej towarzyszmy Rebece i stajemy się powiernikiem jej myśli. Jednak bieg wydarzeń poznajemy z perspektywy trzecioosobowej, czyli dokładnie tak samo, jak dziewczynka. I to niesamowicie wpływa na odbiór całości. Z jednej strony mamy ograniczony dostęp do informacji, bo mała we wielu scenach nie bierze udziału. Czasami musimy domyślać się rozwoju sytuacji, jesteśmy jak... dziecko. Z drugiej jednak to, co ona odbiera na poziomie emocjonalnym, do nas dociera z pełną wyrazistością. Ten zabieg zdecydowanie daje do myślenia! Z tego właśnie powodu jest to pozycja idealna dla rodziców.

Blaski i cienie codzienności

Czasami jednak porzucamy perspektywę Rebeki, by stać się świadkiem scen dziejących się poza jej zasięgiem. I są to momenty naprawdę wiele „mówiące”. Dobitnie podkreślają całą sytuację, chociaż z reguły jest to przekaz na poziomie emocjonalnym. Nie słowa, nie dialogi, ale niedopowiedzenia tworzą klimat komiksu, dokładnie tam samo, jak w prawdziwym życiu.

Świetne jest również to, że w „Ernest i Rebeka” nie ma pustych scen, arkuszy, które nic nie wnoszą, czy opowieści zapychających wolne miejsce. Chociaż niektóre sytuacje rozpoczynają się niepozornie, zawsze kończą się morałem. Czasem lekkim, czasem humorystycznym, ale są też wiele razy wzruszającym i dającym do myślenia. „Ernest i Rebeka” to komiks, który skłania do refleksji.

Przyjemność czytania dodatkowo potęguje piękna grafika. Idealnie pasuje do opowiadanej historii, jest słodka, trochę dziecinna i urocza. Co więcej, świetnie oddaje perspektywę Rebeki. Nie otrzymujemy po prostu relacji z życia jej rodziny. Grafika prezentuje też uczucia dziewczynki, wszystko, co dzieje się w jej głowie (a dzieje się naprawdę sporo!).

Dla każdego coś miłego

Jestem przekonana, że „Ernest i Rebeka” trafią do czytelników w każdym wieku. Dzieci zachwyci piękna grafika i dynamiczna historia. Dorośli znajdą w niej drugie dno, a rodzice inspirację do rozmowy ze swoimi maluchami. Warto sięgnąć po ten komiks! Bo dzieci, wcale nie są tylko dziećmi.

Dział: Komiksy
sobota, 05 styczeń 2019 20:35

Lucky Luke. Tortilla dla Daltonów. Tom 31

A to niespodzianka!
Bracia Daltonowie zostali porwani. Dziki Zachód mógłby odetchnąć z ulgą, gdyby nie fakt, że za Rio Grande dotarła wątpliwa sława braci i nawet tam ich sobie nie życzą. Ten feralny incydent może doprowadzić do zerwania stosunków dyplomatycznych między Stanami Zjednoczonymi a Meksykiem. Z zaistniałą sytuacją musi się zmierzyć najlepszy człowiek, a mianowicie Lucky Luke. Ma on przywrócić Daltonów na łono Ameryki.
A co porabiają Daltonowie na przymusowych wakacjach w Meksyku. Po pierwsze kombinują jak nie dać się zabić Emilowi Espualesowi, po drugie robią to, co zazwyczaj, czyli próbują obrabować bank i po trzecie unikają ekstradycji z ręki Luke Lucke'a.

„Tortilla dla Daltonów” to trzydziesty pierwszy album z serii o Lucky Luke'u, który swoją osobą towarzyszy polskim czytelnikom od prawie 57 lat, choć szerszej publiczności znany jest tak naprawdę od lat dziewięćdziesiątych. Dla mnie Lucky Luke dotąd istniał wyłącznie, jako postać kreskówki, a ten album jest dla mnie pierwszym, z którym mam przyjemność się zapoznać. Przyjemność z góry wiadoma, jakby mogło by być inaczej, gdy scenariusz napisał niezrównany René Goscinny, którego współpraca z pomysłodawcą i rysownikiem Morrisem (właść. Maurice de Bevere) przebiegała idealnie.

„Tortilla dla Daltonów” jest w rzeczy samej przewrotna. Oto wszyscy pozbyli się Daltonów i powinni radować się wolnym od nich Dzikim Zachodem. Niestety sława wyprzedza gang i na propozycje rządu amerykańskiego, by przyznać obywatelstwo meksykańskie krnąbrnym braciom, ambasador Meksyku nie ma zamiaru przystać. Jest to jeden z niewielu komiksów, w którym czarne charaktery bardziej przemawiają do mnie, niż szlachetny kowboj. Przyczyna jest prosta. Postać Lucky Luke'a, bohatera małomównego jak Gary Cooper i dystyngowanego, jak Clarke Gable, nie ma możliwości zachowywać się tak komicznie, jak wybuchowy Joe, spolegliwi Jack i William, a przede wszystkim, jak niezwykle głupi Avrell. Przykro przyznać ale relacje Jolly Jumpera, wiernego wierzchowca Luky Luke'a, z poczciwie głupim Bzikiem, dostarczają o wiele więcej emocji, niż główny bohater. Oczywiście tak miało być i tylko dzięki tym opozycjom, ten komiks od wielu lat cieszy się takim powodzeniem.

Trzydziesty pierwszy album przygód Lucky Luke'a jest zabawny i przewrotny. Dostarcza czytelnikowi odpowiednią dawkę dobrego, co ważniejsze, inteligentnego humoru. Polecam serdecznie, a sama z przyjemnością sięgnę po inne tytuły tegoż udanego duetu Morris & Goscinny.

Dział: Komiksy
czwartek, 27 grudzień 2018 12:50

Ptyś i Bill #02: Śmiech to zdrowie

W październiku tego roku Wydawnictwo Egmont rozpoczęło wydawanie cyklu komiksów Ptyś i Bill, w ramach serii wydawniczej Komiksy są super! Pierwszy tom zbiorczy zawierał historyjki narysowane przez Laurenta Verrona, który przejął warsztat i schedę po twórcy przygód Ptysia i Billa. Drugi tom zbiorczy zawiera zeszyty chronologicznie starsze, wydane w roku 1999 i 2001: Śmiech to zdrowie! (Boule & Bill: 26, 'Faut rigoler!'), Buff Halo Bill? (Boule & Bill: 27 Bwouf allo Bill?) I Cztery pory roku (Boule & Bill: 28 Les quatre saisons). Wszystkie trzy są autorstwa Jeana Roba’y.

Ptyś i Bill, jak w poprzednim tomie przeżywają ponownie wiele przygód, które często inicjowane są przez ich wyobraźnię lub odmienny, od dorosłego, punkt widzenia świata. Ptyś próbuje zawsze przechytrzyć swoich rodziców, wymyśla co chwilę nowe zabawy z Piotrkiem, a Bill we wszystkim stara mu się towarzyszyć. W tych trzech zeszytach fabuła w znacznie większym stopniu zdominowana jest przez uroczego spanielka, który jak to psy tej rasy, wykazuje się ogromną energią, pomysłowością i charakterem. Karolina, żółwica, towarzyszy owszem obu zadziornym łobuziakom, ale jakby w mniejszym stopniu, niż w „Ptyś i Bill. Do Ataku!”, za to postać ojca zdecydowanie dorównuje aktywnościom dwóm głównym bohaterom, dostarczając dodatkowych komicznych sytuacji.

Każdy w historiach Ptysia i Billa odnajdzie coś dla siebie. „Wieczór we dwoje”, „Wielki Karol Wielki”, „Doktor Psińcio”, „Eine Kleine Nachtmusik”, „Savoir-vivre”, „Powołanie” i wiele innych, pozostanie z czytelnikiem na długo.

Przygody Ptysia i Billa z każdym kolejnym zeszytem wzmacniają więź z bohaterami, do których czytelnik zaczyna mocno się przywiązywać. Pierwszy zbiorowy tom ubawił mnie, ale nie wywołał żadnych dodatkowych emocji. W trakcie czytania tomu drugiego ta nić przyjaźni pomiędzy czytelnikiem, a bohaterami wzmacnia się przez powtarzalność sytuacji, kształtujących tak naprawdę świat przedstawiony i samych bohaterów, a trafne puenty dodają smaczku, stając się wizytówką tego cyklu.

Serdecznie polecam mniejszym i większym czytelnikom.

Dział: Komiksy
niedziela, 09 grudzień 2018 11:17

Podniebny Harry #01: Wakanda

Różne są ścieżki czytelnicze i ważne, by być otwartym na doświadczenia. W maju na Pyrkonie miałam przyjemność dowiedzieć się, jak wspaniałe autografy potrafią składać na komiksach ich twórcy. W Poznaniu pojawili się między innymi Bédu ( „Clifton”, „Hugo”) i Étienne Willem („Miecz Ardeńczyka”) i swoim czytelnikom wymalowywali całostronicowe autografy. Urzeczona kunsztem ilustracji pobiegłam zaopatrzyć się w dzieło Étienne Willema, „Hugo” w mojej biblioteczce od lat młodzieńczych dawno się znajdowało. I tak poznałam bardzo sympatycznego brodacza, który złożył przepiękny malunek na „Mieczu Ardeńczyka” i po czyjego kolejny tytuł z przyjemnością sięgnęłam.

Jest marzec 1933 roku, czasy Wielkiego kryzysu w Nowym Jorku. Społeczeństwo cierpi z braku dostępnej pracy, szerzy się bezrobocie, a slamsy miasta pękają w szwach. Burmistrz Nowego Jorku próbując przywrócić Amerykanom nadzieje i marzenia, organizuje przelot sterowca „Wakanda” nad miastem. Jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem i luksusowy rejs zamienia się w walkę o sterowiec, na którym znajduje się gaz musztardowy, a także inne tajemnicze rzeczy. O sterowiec, bezpieczeństwo miasta i życie umiłowanej Betty Laverne zawalczy pechowy życiowo Harry Faulkner, były pilot-kaskader i weteran eskadry Lafayette.

Étienne Willem studiował historię na Uniwersytecie w Liège, zatem nie ma co się dziwić, że akcja jego komiksów umieszczona jest w przeszłości, można mieć też pewność, że w jego dziełach będzie zachowana dbałość o szczegóły historyczne. W „Wakandzie” autor przenosi czytelnika do końcowych lat Wielkiego kryzysu w Ameryce, wnosząc jednocześnie do konkretnego czasu historycznego elementy steampunkowe. Fascynacja wynalazkami, sterowce, wyścig zbrojeń idealnie wpasowują się w całą historię Harry'ego Faulknera, pilota, który miał pecha nastąpić na odcisk samemu Howardowi Hughesowi. U Étienne Willema bohaterzy przedstawieni są jako zantropomorfizowane zwierzęta, co nie jest niczym nowym, aczkolwiek może wprowadzić niektórych czytelników w błąd, że jego komiksy skierowane są dla małego czytelnika. „Wakanda” jest komiksem przygodowym i czerpać przyjemność z lektury będą zarówno dorośli, jak i młodzież, lecz nie jest to lektura dla dzieci.

W „Wakandzie” i ogólnie w twórczości Étienne Willema, urzeka mnie przede wszystkim kreska, jak i to, jak nałożone są kolory. Miałam przyjemność zobaczyć, jak pięknie rysuje i koloruje swoje rysunki Étienne i o niebo bardzie podoba mi się jego praca farbami i tuszami, niż komputerowe plansze. Każdy obrazek ma swoją duszę, barwy są naturalne i cieniowane, dodają uroku całej historii.

Jeśli lubicie dawne filmy z Humphrey'em Bogartem, Cary Grantem, Lauren Bacall, czy Katharine Hepburn, idealnie trafiliście. Atmosfera dawnych lat z pikanterią steampunku i brawurą Indiany Jonesa sprawia, że z przyjemnością daje się nura w historię Podniebnego Harry'ego.

Dział: Komiksy
czwartek, 29 listopad 2018 13:46

Amazing Spider-Man #04: Nocna zmiana

Poprzedni, trzeci tom serii „Amazing Spider-Man” zamknął jeden z największych i epickich eventów w świecie Człowieka-Pająka – Spider-Verse. Wycieńczony pojedynkiem z Morlunem i Dziedziczącymi, Peter Parker wrócił do swojego wymiaru. Jednak i tutaj nie może czuć się bezpieczny, na regenerację sił niestety brakuje czasu. Na dodatek jego życie prywatne również wymaga uporządkowania.

Początek pierwszego zeszytu czwartego tomu rzuca czytelnika w sam środek pojedynku pomiędzy Spider-Manem a Iguaną. Mutant poprzez kontrolę wszystkich gadów w zoo w Central Park sieje niemałe spustoszenie w okolicy. Petera jednak czeka jeszcze większe wyzwanie niż walka z gadzim przeciwnikiem. W ostatnim czasie zaniedbał swoje życie prywatne, w którym wcześniej szczególnie namieszał dr Otto Octopus. Na kolacji u cioci May, na którą został zaproszony z Anną Marią Marconi, zamierza wyjawić ciążącą mu od dłuższego czasu prawdę. Ponadto nasz bohater musi rozwiązać wszystkie służbowe sprawy mające związek z nieudolnie prowadzoną przez niego firmą Parker Industries. Startuje ona do przetargu na wybudowanie supernowoczesnego więzienia. Największym konkurentem dla niej tym przedsięwzięciu jest Alchemax. Ta bezwzględna korporacja zrobi wszystko, aby wygrać i całkowicie pozbyć się firmy Spider-Mana. Jej przedstawiciele wynajmują Ghosta, który z wykorzystaniem umożliwiającego mu znikanie kostiumu, ma zniszczyć laboratorium Petera. Spider-Man musi zmierzyć się nie tylko z niewidzialnym wrogiem, ale również z sabotażystą wśród jego najbliższych współpracowników.

W międzyczasie powraca Czarna Kotka. Felicia pragnie odzyskać wszystkie przedmioty ze swojej kolekcji łupów, które zostały jej odebrane po schwytaniu. Problem w tym, że kosztowności trafiły na aukcję. Złodziejka postanawia ukarać wszystkich ludzi, którzy ośmielili się przejąć jej własność, w tym milionerkę Reginę Venderkamp. Niestety na jej listę trafia również ciocia May, która nieświadomie wylicytowała jedną rzecz. Przed Spider-Manem szykuje się kolejna konfrontacja z bezwzględną złodziejką.

Szczerze mówiąc oczekiwałem czegoś niezwykłego po finalnym tomie trzeciego volume’u. Niestety widać, iż twórcy mając na uwadze zbliżające się „Tajne wojny”, chcieli czym prędzej zakończyć dotychczasowe przygody Petera. Fakt, w ostatnich zeszytach nie brakuje akcji czy charakterystycznego poczucia humoru Człowieka-Pająka, jednak wszystko jest takie miałkie. Dan Slott i Christos Gage potraktowali po macoszemu tak ciekawą postać, jaką bez wątpienia jest Ghost. Nawet jego pojedynek ze Spider-Manem nie robi większego wrażenia i zostaje bardzo szybko sfinalizowany. Bardzo fajny wątek Czarnej Kotki już całkowicie został skrócony do minimum. Tom ten wydaje się być większym epizodem bez szczególnego znaczenia dla całej serii. Taka „zapchajdziura”. Fakt, zamknięto ważne wątki, ale zrobiono to bez większego polotu.

Amazing Spider Man 04

Na szczęście są też pozytywne aspekty czwartego tomu. Najważniejsze, że komiks cieszy oko i kolejny raz oprawa graficzna stoi na wysokim poziomie. Po krótkiej przerwie powrócił meksykański rysownik Humberto Ramos. Jego styl charakteryzują bardzo żywe kolory, wyidealizowane postacie (szczególnie zgrabne i kształtne kobiety) czy dynamiczne sceny pojedynków. Efekt jest bardzo dobry, współgra z fabułą i nadaje fajny klimat całej historii.

Największą niespodzianką, która rekompensuje słaby scenariusz ostatnich zeszytów serii, jest dołączenie do albumu trzech krótkich historii, które były publikowane w „Amazing Spider-Man vol. 3 Annual #1”. Na szczególną uwagę zasługuje historia o tytule „Nie mogę się powstrzymać”, w której Spider-Man próbuje oddać zgubiony telefon niemieckim turystom. W tym zadaniu pomaga mu m.in. Hawkeye.

Podsumowując, czwarty tom „Amazing Spider-Man” miłośników i stałych czytelników przygód Człowieka-Pająka trochę rozczaruje. Humorystyczne opowieści z końca albumu tylko częściowo ratują sytuację. Parker miewał o wiele lepsze i ciekawsze przygody. Jednak i tak warto zapoznać się z tym komiksem, szczególnie iż zamyka on pewien etap w życiu Petera. Teraz przed nami oczekiwane „Tajne wojny” oraz mam nadzieję już niedługo Vol. 4.

Dział: Komiksy
piątek, 16 listopad 2018 08:20

Targi Gra i Zabawa - Festiwal Gramy

JEST CO ROBIĆ!

Kultowe gry, kreatywne zabawy, widowiskowi cosplayerzy, emocjonujące mistrzostwa, turnieje i konkursy. W sobotę 24 listopada w AMBEREXPO ruszają 7. Targi GRA I ZABAWA i 17. Trójmiejskie Spotkania z Grami Planszowymi FESTIWAL GRAMY. Swoją ofertę zaprezentują najbardziej liczący
się na polskim rynku producenci i dystrybutorzy gier i zabawek.

JEST W CO I O CO GRAĆ!

Sercem imprezy tradycyjnie będzie GRALNIA, gdzie można grać i testować ponad 2 tysiące gier: planszówek familijnych, imprezowych, strategicznych, science fiction, przygodowych, logicznych i karcianych. Do grania zapraszamy wszystkich - rodziny, przyjaciół, znajomych i nieznajomych. Chętni mogą wziąć udział w licznych turniejach - obowiązują wcześniejsze zapisy w WYPOŻYCZALNI. Na laureatów czekają super nagrody!

Dział: Wydarzenia
czwartek, 15 listopad 2018 22:45

Ptyś i Bill #01: Do ataku!

Każdy chłopiec powinien mieć swojego psa.
Czy są młodzi, jak Tintin i Miluś, czy Charlie Brown i Snoopy, czy nieco starsi, jak Obeliks i Idefiks, Cubitus i Semafor, czy Lacky Luke i Bzik, to ewidentnie widać, że taki tandem jest powielany przez twórców komiksów. Wdzięczny temat przyjaźni człowieka z psem, choć często drugoplanowy, pozwala na wiele zabiegów artystycznych, utrwalając jednocześnie archetypiczną więź, jaką zadzierzgnęli wieki temu.

„Ptyś i Bill. Do Ataku!” nie jest komiksem, który wyłamywałby się z tej konwencji. Wbrew imieniu, dwunożnym bohaterem jest Bill, rezolutny rudzielec, figlarz, jak każdy chłopiec w jego wieku. Jego najlepszymi przyjaciółmi od psot są Bill, bystry i cwany, równie rudy jak pan, spaniel, Karolina vel Karo, pancerna żółwica o szczodrym sercu i powolnych nogach oraz Piotrek, jedyny ludzki kumpel Ptysia. Cała czwórka z ogromnym polotem i kreatywnością wyczyniają cuda, aby się nie nudzić; filmują nową wersję Indiany Jonesa, tworzą rzeźby ze śniegu i piasku, rysują graffiti, ratują damy z opresji, walczą w szeregach pirackiej załogi, czy próbują zaimponować płci przeciwnej. Ptyś dzielnie opiera się nauce, Bill kąpieli za to obaj przysparzają rodzicom chłopca tyleż radości, co kłopotów.

Cykl komiksów o Ptysiu i Billu ( fr. Boule et Bill) został stworzony przez belgijskiego ilustratora i scenarzystę Jeana Roby. Pierwsze historie o tej łobuzerskiej, aczkolwiek zabawnej parze, ukazały się w 1959 roku, innymi słowy w przyszłym roku Ptysiowi i Billowi stuknie sześćdziesiątka bez mała. Wydawnictwo Egmont jednak postanowiło wydać zbiorczo trzy tomy - „Ptyś i Bill, Najlepszy przyjaciel”, „Ptyś i Bill. Do Ataku” i „Ptys i Bill. Ukochany spaniel”- w jednym, które tworzył już Laurent Verron, w schedzie po swoim mistrzu. Jean Roba tworzył aktywnie cykl do 2000 roku, niestety z powodu trudności manualnych pałeczkę stopniowo przekazał swojemu asystentowi Verronowi, który również kontynuował przygody Ptysia i Billa, po śmierci ich twórcy, w 2006 roku. Nie wiem, czym kierowało się wydawnictwo, rozpoczynając od trzydziestego drugiego albumu, ale mogę dywagować, że nie chcąc wydawać wszystkich zeszytów, postawiło na te najnowsze, z którymi współczesne dzieci będą mogły się bez przeszkód utożsamić.

Opowiastki o wybrykach chłopca i jego psa, rozpisane zostały na pojedynczych, opatrzonych tytułem stronicach. Plansze kipią aż od akcji i humoru, a każde dziecko odnajdzie w tych historyjkach siebie. Świat Ptysia i Billa miał zaskarbić sobie młodego, europejskiego czytelnika na wzór amerykańskich „Fistaszków”. I jak owszem można doszukać się podobieństwa, choćby w spersonifikowanym świecie Billa, na wzór Snoopy'ego, to jednak są to całkowicie odmienne komiksy. Belgijscy twórcy komiksu, podobnie jak francuscy, potrafią w sposób wspaniały, niezwykły, a przede wszystkim zabawny pokazać świat dziecka. Ptysiowi bliżej do Cedryka autorstwa Laudeca i Cauvina, a nawet do amerykańskiego Calvina i Hobbesa Wattersona, niż do Charliego Browna i Snoopy'ego Schultza.

Cykl „Ptyś i Bil” dedykowany jest przede wszystkim młodszym czytelnikom i to tej części chłopięcej, wydaje się, że może zrównoważyć cykl „Sisters” przeznaczony dla dziewczynek. Jednak nie sugerowałabym się mocno tym podziałem, poczucie humoru nie zależy bowiem ani od płci, ani od wieku, dlatego polecam go każdemu.

Dział: Komiksy
niedziela, 11 listopad 2018 07:47

Ludzie Północy. Saga islandzka

Najazdy wikingów są kojarzone głównie z terenami Skandynawii i Wielkiej Brytanii, znacznie mniej miejsca literatura poświęca podbojowi mniej przyjaznych obszarów jak Islandia czy Wyspy Owcze. Z tym większą przyjemnością sięgnęłam po drugi tom Ludzi Północy, który ukazał się kilka tygodni temu nakładem Wydawnictwa Egmont.

Pierwszy tom, w którym zostało zebranych pięć niezależnych historii mających miejsce w Anglii i Irlandii, okazał się więcej niż dobry. Dobrze przemyślane scenariusze autorstwa Briana Wooda świetnie komponowały się z ilustracjami takich artystów jak Dean Ormston, Danijel Žeželj czy Davide Gianfelice. Nic więc dziwnego, że poprzeczka została zawieszona naprawdę wysoko. Czy drugi tom spełnił pokładane w nim nadzieje? Całkowicie! Saga islandzka to bardzo dobra kontynuacja, trzymająca dokładnie ten sam wysoki poziom co opowieści anglo-saskie.

Tym razem mamy do czynienia z czterema historiami – trzema nieco krótszymi oraz jedną obszerną tak, że zajmuje połowę całego tomu.

Akcja Morskiego szlaku toczy się najwcześniej ze wszystkich historii. Przedstawia losy pewnej załogi, której kapitan postanawia przejść do historii, żeglując na północny-zachód, daleko poza tereny znane wówczas Europejczykom.

Swen Nieśmiertelny to przyjemna niespodzianka i powrót do bohaterów znanych z jednej opowieści z poprzedniego tomu. Aby za bardzo nie spoilerować, zdradzę tylko, że pokazuje interesujące zestawienie młodzieńczej buty z doświadczeniem i determinacją.

Dziewczyna w lodzie jest najbardziej przejmującą i poruszającą z zawartych tu historii. Opowiada o pewnym starym człowieku, który odnajduje zamarznięte ciało młodej dziewczyny i postanawia odkryć, jak zginęła.

Trylogia islandzka to z kolei historia dwóch wpływowych islandzkich rodów, które rywalizują ze sobą od czasów pierwszych islandzkich osadników. Rodowa waśń przekracza granice rozsądku i wpływa na wszystkich mieszkańców wyspy.

Każda z zawartych tu opowieści jest mroczna i czasem do bólu wręcz realna. Morskie wyprawy to nie kilkudniowe machanie wiosłami, lecz wykańczająca, pozbawiająca zmysłów harówka. Spotkania z nowymi ludami bywają dalekie od przyjacielskich, a w ciężkich czasach z ludzi wychodzi zwykle to co najgorsze. Niewiele jest tu postaci w pełni pozytywnych, zdecydowana większość ma w sobie twardość, bez której by nie przetrwali. Inni to z kolei zwykli nikczemnicy.

Od strony technicznej komiks też prezentuje się świetnie. Twarda oprawa, wygodny, ale duży format oraz dobrej jakości papier to duży plus. Jeszcze większym jest strona graficzna i ilustracje autorstwa Fiony Staples, Becky Cloonan, Danijela Žeželja, Davide Gianfelice, Declana Shalveya i Paula Azaceta. Mimo że poszczególne historie różnią się stylem i klimatem, jest w nich moc i mocno przemawiają do wyobraźni.

Mówiąc krótko, gorąco polecam wszystkim fanom nordyckich klimatów!

Dział: Komiksy
piątek, 19 październik 2018 09:52

Rick i Morty, tom 1

Wydawnictwo Egmont rozpoczyna wydawanie humorystycznej, bestsellerowej serii komiksów Rick and Morty o zdarzeniach z życia pewnej dość nietypowej rodziny. To pełne absurdu, czarnego humoru i zaskakujących zwrotów akcji historie oparte o serial animowany o tym samym tytule. Słynnych bohaterów stworzyli Dan Harmon i Justin Roiland. Pierwszy tom w kolekcji trafił do sprzedaży 17 października br., do końca roku ukaże się jeszcze jeden album. W przygotowaniu kolejne tomy.

Dział: Komiksy
środa, 17 październik 2018 13:23

Hawkeye #03: L.A. Woman

Matt Fraction w trzecim tomie serii „Hawkeye” zafundował czytelnikom niezły twist w fabule. Po pierwsze przeniósł akcję z ponurej metropolii nad wschodnim wybrzeżem, czyli z Nowego Jorku do słonecznego Miasta Aniołów. Po drugie porzucił Clinta Burtona i uczynił z Kate Bishop główną bohaterkę. W końcu ona również znana jest jako Hawkeye. Czy zmiana ta jednak wpłynęła pozytywnie na serię? Przekonajmy się.

Kate mając dość zaraźliwego pesymizmu i „smętactwa” Burtona postanawia zmienić coś w swoim życiu. Zabiera psa Fuksa i wyjeżdża na zachodnie wybrzeże do Los Angeles. Liczy, iż słoneczne plaże i prawie beztroskie życie pozytywnie wpłyną na jej nastrój i pozwolą odciąć się od dotychczasowych problemów. Niestety L.A. okazuje się równie „brudnym” i zdemoralizowanym miastem jak Nowy Jork. Naiwność i zbyt duża pewność siebie już na samym początku przygody w nowym mieście pakuje Kate w kłopoty. Dziewczyna jednak nie przejmuje się swoją porażką i postanawia sprawdzić się jako „bohater do wynajęcia”. Już po pierwszej rozwiązanej sprawie zdobywa nowych, lojalnych przyjaciół – sympatyczną parę Marcusa i Fincha. Młoda Hawkeye po tym, jak odkryła w sobie detektywistyczny talent, stara się nieść pomoc zwykłym ludziom i rozwiązywać ich przyziemne problemy. Raz pomaga niegdyś sławnemu muzykowi odnaleźć zaginione przed laty nagranie. Innym razem wspiera lokalnego detektywa czy tajemniczego miłośnika kotów. Choć praktycznie w każdej akcji Bishop zbiera srogie cięgi, nie poddaje się w swoich działaniach. Wszystkie te wątki są wstępem do grubszej sprawy, jaką przyjdzie rozwikłać Kate. Łatwo nie będzie, szczególnie że na drodze dziewczyny ponownie stanie znana z pierwszego tomu Madame Masque.

hawkeye

Trzeci tom „Hawkeye” to spora odmiana po wcześniejszych przygodach Clinta. Choć Matt Fraction nadal prowadzi historię z charakterystycznym dla siebie lekkim i ironicznym humorem oraz wykorzystuje znane z wcześniejszych tomów zabawy komiksową formą, to nowej energii serii nadaje główna bohaterka. W odróżnieniu od znużonego Burtona, młodsza od niego Kate jest pełna zapału do pracy, optymizmu, dystansu do świata i do samej siebie. Z jednej strony dziewczęca naiwność i niewinność, z drugiej zaś ogromna sprawność fizyczna i umiejętność posługiwania się łukiem, sprawia, że Bishop przyciąga do siebie czytelnika. Jest w niej coś uroczego i wręcz magnetycznego, co powoduje, że darzymy ją sympatią i kibicujemy jej w bohaterskich poczynaniach. Jest taką sympatyczną dziewczyną z sąsiedztwa, która na pewno skradnie Wasze serca.

Zmiana nastąpiła również w oprawie graficznej. Rysującego do tej pory większość przygód Burtona Davida Aja zastąpiła Annie Wu, która na swoim koncie miała już współpracę m.in. z DC Comics czy Vertigo. Jej rysunki może nie są tak niekonwencjonalne i minimalistyczne jak Aji, ale również bawi się ona kadrami, konstrukcją plansz i pojedynczymi sekwencjami. Na pewno co wyróżnia jej styl od poprzednika, to większa dynamika i szczegółowość scen oraz wg mnie ładniejsza kreska. Wszystko idealnie współgra i pasuje do historii Kate.

113654.1531129014

Na koniec warto wspomnieć, iż zeszyty z przygodami Kate, które zostały zebrane przez polskiego wydawcę w trzecim tomie pt. „L.A. Woman”, oryginalnie ukazywały się na przemian z zeszytami przedstawiającymi przygody Burtona. W odróżnieniu od np. amerykańskich czytelników uniknęliśmy skakania po fabule i bardziej naładowani pozytywną energią młodej bohaterki, powrócimy do pominiętych zeszytów z Clintem w roli głównej, w zbiorczym, czwartym tomie pt. „Rio Bravo”.

Podsumowując, Matt Fraction wykonał bardzo udany ruch skupiając się na damskiej wersji Hawkeye. Jej przygoda w Mieście Aniołów pełna jest humoru, zwrotów akcji i detektywistycznych wątków. Czytelnicy, którzy od początku śledzą przygody Clinta Burtona, na pewno będą usatysfakcjonowani.

Dział: Komiksy