Rezultaty wyszukiwania dla: Albatros
Dom stu szeptów
Zabawa w chowanego
Guillaume Musso jest autorem, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Wiele słyszałam o jego twórczości, zazwyczaj były to słowa zachwytu i podziwu kunsztu pisarskiego. Mnie dosyć długo nie ciągnęło do książek autora, ale nie było konkretnej przyczyny. Ot, to nie był ten czas. W końcu, gdy rzucił mi się w oczy opis książki "Zabawa w chowanego", pomyślałam, że ukazana historia może być intrygująca. Zdecydowałam się na pierwsze spotkanie z twórczością Musso, nie mając wielkich oczekiwań, które jak wiadomo, często mogą okazać się rozczarowaniem. Już teraz mogę napisać, że postąpiłam słusznie. Najpierw jednak należy się kilka słów do fabuły i tego, co w niej zastałam.
Pisarka Flora Conway jest jedną najbardziej tajemniczych osobowości publicznych. Wydaje świetnie tytuły, plasujące się na najwyższych notach rankingów czytelniczych, ale nikt nie miał okazji poznać jej osobiście. Oczywiście oprócz agentki. Kobiety, która udziela wywiadów w imieniu swojej pracodawczyni, odbiera nagrody i reprezentuje wszędzie tam, gdzie jest oczekiwana Flora.
Jest to postawa o tyle zadziwiająca, że w dobie dostępu do internetu i social mediów, trudno jest nie zdradzić, chociaż najmniejszej obecności w świecie wirtualnym, skoro w realnym kontakty zostały kompletnie uniemożliwione.
Pisarka pozostaje nieugięta, nikt nie może dowiedzieć się, kim jest prywatnie, w co się ubiera, co je i jak spędza wolny czas, coś zupełnie niespodziewanego w XXI wieku.
Tymczasem Flora zmaga się z tragedią. Jej córka zaginęła. W dziwnych i niespodziewanych okolicznościach. Nikt nie potrafi wyjaśnić, co się stało. Dlaczego dziewczynka opuściła mieszkanie, skoro było to niemożliwe. I czy za zaginięciem córki Conway, odpowiedzialne są osoby trzecie? A może odpowiedzi należy szukać zupełnie gdzie indzie?
W tym samym czasie, setki kilometrów od tragedii Flory, można powiedzieć jej kolega po fachu, toczy walkę z samym sobą i byłą żoną. Mężczyznę dopadł kryzys. W dodatku dowiedział się, że jego i tak już pogmatwane życie osobiste skomplikuje się jeszcze bardziej. Romain jest człowiekiem słabego charakteru, zamiast walczyć o swoje racje, odpuszcza i popada w stan pogodzenia z losem.
Trochę dziwnym, rzekłabym dziwacznym sposobem, Romain o Conway nawiążą ze sobą strasznie skomplikowaną relację, która namiesza w życiu obojga jeszcze bardziej, a już najbardziej w głowach czytelników.
Pamiętam, jak była pozytywnie nastawiona do tej książki, z jaką ciekawością siadałam do czytania. I pierwsze, początkowe wrażenie, które na mnie wywarła. Podczas czytania pierwszych rozdziałów, byłam szalenie ciekawa i z fascynacją śledziłam każdą stronę. Zagadkowe zaginięcie dziewczynki, analizowanie zdarzeń. Tego, w jaki sposób Flora zaczyna odkrywać pewne układanki z tamtego feralnego dnia. I wreszcie wstrząsające odkrycie, o którym poinformuje kobietę znajomy policjant.
Wszystko w tej książce było ciekawe, do momentu, gdy poznajemy Romaina, a później zagłębiamy się w jego życie. Szczerze mówiąc, moment odkrycia, co i w jaki sposób połączyło obu pisarzy, był dla mnie totalnym rozczarowaniem. Mimo to czytałam książkę, z czystej ciekawości, co Musso jeszcze zaserwuje swoim czytelnikom. Nie mam pojęcia, jak pisał kiedyś, oceniam więc twórczość, na podstawie tego konkretnego tytułu. A dla mnie, od połowy było masło maślane, polewane rozpuszczonym masłem. Nie wiem albo jestem za głupia, albo ta fabuła odpłynęła gdzieś poza horyzonty mojej wyobraźni. Bardzo lubię, gdy zostają zacierane granice między tym, co zrozumiałe, a metafizyczne. W końcu za to pokochałam Richarda Evansa, ale o ile ten drugi potrafi przechodzić płynnie i spójnie z trudno zrozumiałych wydarzeń. Tak u Musso, był najzwyklejszy chaos. Być może, właśnie tym się odznacza jego fenomen, jeśli tak, ja będę musiała spasować.
Dokończyłam "Zabawę w chowanego" i miałam dosyć. W głowie czułam mętlik i znużenie. Frajda zastąpiła irytację i nie napiszę co jeszcze. Jestem rozczarowana, raczej nie zdecyduje się na ponowne spotkanie z tym pisarzem.
Zapowiedź: Studentka
Nie ma nic gorszego na świecie niż furia porzuconej kobiety.
Istnieją dziesiątki sposobów, by się zabić. Przez 32 lata służby w bostońskiej policji detektyw Frankie Loomis poznała je wszystkie. Kiedy jednak zaczyna badać sprawę tragicznego upadku młodej dziewczyny z balkonu apartamentowca, instynkt natychmiast podpowiada jej, że to nie było samobójstwo.
Sekretne życie pisarzy
Co skłoniło mnie do sięgnięcia po Sekretne życie pisarzy? Nazwisko autora! I te wszechobecne peany nad jego powieściami! Postanowiłam sprawdzić, czy faktycznie jest tak genialnym pisarzem, jak sądzi gros czytelników i kapituł. No i okazało się, tuż po lekturze, że trafiłam na, jeśli wierzyć opiniom, najgorszą z jego książek. Szczęście, czy pech?
Szczerze? Po przeczytaniu kilkunastu stron zwątpiłam. A im więcej stron miałam za sobą, tym bardziej się nudziłam i zaczynałam się zastanawiać, gdzie ten geniusz się ukrył? Gdzie to fenomenalne pióro, które chwyta za serce i szarpie nerwy? Niecierpliwie wyglądałam chwili, w której w końcu ta historia mnie porwie. I faktycznie w końcu tak się stało, ale dlaczego dopiero po minięciu połowy Sekretnego życia pisarzy?
Niektórzy powiedzą: lepiej późno niż wcale. I całkowicie się z nimi zgodzę, jednak jakaś doza rozczarowania mi pozostała. Ale nie tak duża, by w przyszłości nie dać sobie i Guillaume Musso szansy. Bo jeśli przemilczę „pierwszą połowę”, uznając ją za niebyłą, albo zepchnę jej wspomnienie w odmęty świadomości, to ta „druga połowa” okazała się wręcz fenomenalna. Dreszczyk niepewności, który przebiegał wzdłuż kręgosłupa, zaczął nabierać mocy, a gdybym obgryzała paznokcie... No cóż, pewnie zaczęłabym je skracać w niecierpliwym oczekiwaniu na to, jakie ta historia ma zakończenie! A że zaskakujące to raczej oczywiste. Ale ta droga do rozwikłania zagadki... Majstersztyk!
Guillaume Musso ma niewątpliwie ciekawe pióro. W odniesieniu do tej „lepszej” części tej książki nie dziwi mnie fakt, iż jest pisarzem rozchwytywanym i uwielbiam w związku ze swoim dorobkiem – dodam niemałym. Ta połowa, która była bliżej końca miało bowiem w sobie coś takiego... hipnotyzującego, co sprawiało, że nie sposób było mi oderwać się od lektury, bo czym prędzej chciałam poznać zakończenie, a jednocześnie było tam tyle emocji i napięcia, które z każdą kolejną stroną rosło niczym temperatury latem, które było wręcz namacalne i bez dwóch zdań udzielało mi się w trakcie podążania za kolejnymi linijkami tekstu. Jeśli pozostałe książki autora są takie od samego początku, to zdecydowanie chce więcej, bo takie uzależnienie to... czysta przyjemność.
Nie można zapomnieć również o bohaterach Sekretnego życia pisarzy. Szczerze powiedziawszy ciężko stwierdzić, czy się ich lubi, czy też nie, choć właściwie bliższe mi było te negatywne odczucia wobec nich. Jednak to, co opisuje ich wszystkich to enigmatyczność. To owianie ich tajemnicami, sekretami, które niczym mgła odbierają pełnie obrazu, sprawiając, że mimo wszystko są intrygujący, a to całkiem ciekawy zabieg, który przypadł mi do gustu.
Czy więc "Sekretne życie pisarzy" jest warte, by po nie sięgnąć? Zdaje się, że tak... Przekonacie się sami, jeśli tylko sięgniecie po książkę!
Pieśń o Achillesie
Achillesa zna chyba każdy. Jego sylwetka przewija się przez niemal całą edukację, a mit o walecznym woju, którego słabym punktem była pięta, stał się już czymś wpisanym w naszą świadomość. Heros doczekał się nawet własnego przysłowia. Jednak czy zastanawialiście się kiedykolwiek jaki był naprawdę? Kogo kochał, co lubił robić w wolnych chwilach i czy chciał walczyć w wojnie o kobietę, której nie widział nigdy na oczy?
„Pieśń o Achillesie” Madeline Miller to opowieść trudna. Historia herosa przedstawiona jest przez kogoś, kto stał się najważniejszą osoba w jego życiu. Razem się wychowywali, dorastali, dzielili codzienne trudny i znoje. Chociaż Tetyda, matka Achillesa, chciała ich rozdzielić, oni trwali przy sobie, pomimo wszystkich przeciwności losu. On-grecki heros, który ma zostać półbogiem. On-wygnany syn króla, który nie cechuje się niczym szczególnym.
Już od pierwszych stron Madeline Miller zabiera czytelnika w podróż do Grecji. Tej starej, z przedziwnymi (i momentami zatrważającymi) normami moralnymi; gdzie rządzili bogowie z Olimpu i chociaż nie pojawiają się na stronach tej książki, to wyraźnie czuć ich obecność. To opowieść o miłości, poświeceniu i przeznaczeniu. Achilles był postacią tragiczna, a przynajmniej na takiego kreuje go autorka. Chciał innego życia, ale bogowie, matka Tetyda i Mojry zadecydowali inaczej. Bogini pragnęła syna wojownika jak Herakles, ale jeszcze znamienitszego. Chociaż Achilles uchodził za wojownika bezwzględnego, co udowodnił, zabijając Hektora podczas oblężenia Troi, miał miękkie serce. Kochał i chciał być kochany.
Jednak tuż obok niego, zawsze, od pierwszej strony stał ktoś jeszcze. Patrokles. Wygnany młodzieniec, który dorastał wraz z Achillesem. To on opowiada historię herosa, od początku do samego końca. Więź między nimi jest zadziwiająca. Rzadko trafiam na książki, w których autorka lub autor skupia się na przedstawieniu miłości pomiędzy dwoma mężczyznami. Madelaine Miller zrobiła to przepięknie. Opisywała miłość tak pięknie, że poruszało to najczulsze struny w moim sercu. Powiedzieć, że kibicowałam bohaterom, chociaż znałam historię Achillesa, to tak, jakby nie powiedzieć nic. Gdzieś we mnie siedziała kropelka nadziei, która chciała, aby Miller inaczej zakończyła swoją opowieść.
„Pieśń o Achillesie” to nie jest opowieść dla wszystkich. Trudna, piękna, ale i tragiczna. Napisana tak, że czyta się ją jednym tchem. Autorka przeniosła mnie do starożytnej Grecji i pokazała inny świat.
Zapowiedź: Dom stu szeptów
Najnowsza powieść grozy brytyjskiego mistrza horroru, Grahama Mastertona. Autorska interpretacja opowieści o nawiedzonym domu. Na smaganych wiatrem wrzosowiskach stare domostwo strzeże swych sekretów…
Zapowiedź: Upiory XX wieku
Książka, która przyniosła Joemu Hillowi sławę.
Uhonorowana Bram Stoker Award – najważniejszą nagrodą z dziedziny literatury grozy.
Zapowiedź: Gra Geralda
Perwersyjna gra erotyczna zmienia się w wielogodzinny koszmar.
Niektórzy zarzucają Stephenowi Kingowi, że nie potrafi pisać o kobietach. W Grze Geralda nie po raz pierwszy Mistrz Horroru udowadnia, że się mylą. Pisze o kobiecie postawionej w sytuacji ekstremalnej. I jak on to robi!
Niewinny
Terapeutka
Utracone nadzieje
Podsumowanie