Rezultaty wyszukiwania dla: Japonia

poniedziałek, 13 sierpień 2018 11:55

Dziedzictwo Posłańca

22 sierpnia nakładem Fabryki Słów ukaże się książka ze świata cyklu Demonicznego Petera V. Bretta.

O KSIĄŻCE:

Historia walki o ocalenie ludzkości została opowiedziana do końca. Wypełniło się przeznaczenie, bardowie mogą opiewać w pieśniach odwagę bohaterów. Ale to tylko część opowieści.
Poznaj historię Briara, dziwnego chłopca, który nie walczy z demonami a jednak przeżywa spotkania z nimi. Zanim odegrał wielką rolę w czasie krasjańskiej inwazji był tylko dzieckiem, które przeszło przez piekło.
Dowiedz się, jak wiele zmieniło się w Potoku Tibetta po wizycie Wyzwoliciela.
Poczuj nadzieję przepełniającą strwożone serca na dźwięk rogu Opiekuna Harrala.

Za plecami bohaterów zawsze stoją dzielni ludzie, których imiona nie rozbrzmiewają w pieśniach. „Dziedzictwo posłańca” to ich historia.

FRAGMENT KSIĄŻKI --> TUTAJ 

O AUTORZE:

  • Autor najbardziej błyskotliwego fantastycznego debiutu ostatnich lat. Powieścią „The Painted Man” rozpoczął inwazję na księgarskie rynki całego świata. Ledwie się ukazała, a prawa do wydania książki mają już m.in. kraje Ameryki Północnej, Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Grecja, Japonia, Rosja, Polska, Czechy i Hiszpania. W toku negocjacji są Chiny, Węgry, Serbia, Włochy i Turcja.
  • Podkreśla, że jego pierwszą znaczącą lekturą – pozaszkolną i bez obrazków – był „Hobbit”. Po starszym bracie odziedziczył też komiksy X-man. Pisarz uważa, że te dwa, z pozoru mało znaczące fakty, ukształtowały jego dorosłe życie.
  • Studiował na uniwersytecie w Buffalo.
  • Zdobył licencjat z j. angielskiego, krótko zgłębiał historię sztuki.
    Prowadził sklep z komiksami.
    Następnie pracował w wydawnictwie medycznym, gdzie, jak dziś ocenia, siedząc
    w biurowym boksie roztrwonił 10 najlepszych lat swego życia.
    Pisał książki, z których nie miał nadziei żyć.

Tłumaczenie: Marcin Mortka
Premiera: 22 sierpnia 2018
ISBN: 978-83-7964-344-8
Oprawa: broszurowa
Liczba stron: 338

Dział: Książki
poniedziałek, 30 kwiecień 2018 18:40

Głosząca kres

6 czerwca ukaże się 3 tom wojny lotosowej - ksiązki pod patronatem Secretum.pl

Ostatni tom epickiej steampunkowej "lotosowej trylogii" z feudalną Japonią w tle.
Oto nadszedł kres świata, który znali. Wraz ze śmiercią Aishy przestała istnieć dynastia Kazumitsu. Zdziesiątkowana rebelia Kagé – niegdyś zaciśnięta pięść, teraz ledwie kilka wyłamanych palców – targana jest wewnętrznymi konfliktami. Jej przywódca, Daichi, siedzi w więzieniu zdany na łaskę Gildii Lotosu.

Dział: Patronaty

Cykl Demoniczny – już dawno podbił bestsellerowe topki na całym świecie!

Został przetłumaczony i wydany w Niemczech, Grecji, Japonii, Rosji, Czechach, Francji, Hiszpanii, Danii, Portugalii, Indonezji, Tajwanie, Holandii, Korei Południowej, Chinach, Turcji, Włoszech, Bułgarii, Węgrzech, Rumunii, Serbii i Estonii, gdzie podbija serca kolejnych czytelników.
Prawa do ekranizacji zostały nabyte przez hollywoodzkiego reżysera Paula W.S. Andersona i producenta Jeremy'ego Bolt. Duet ten współpracował wcześniej przy serii filmów Resident Evil.

Dział: Książki
czwartek, 29 marzec 2018 14:26

Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet

Nakładem Wydawnictwa Czarnego w kwietniu ukaże się reportaż o kobiecym aspekcie Japonii.

Japonia – dla większości Europejczyków kraj, w którym kobiety w kimonach kryją twarze za wachlarzami, a zapracowani mężczyźni produkują niezawodne samochody i najlepszy sprzęt elektroniczny na świecie. Ale zupełnie inaczej widzą Japonię tamtejsze kobiety: ich świat to miejsce nieoczywiste, pełne napięć i sprzeczności, gdzie tradycja i nowoczesność splotły się w ciasny węzeł – ról społecznych, ograniczeń i konwenansów, z których tylko niektórym udaje się wyzwolić.

Dział: Kultura Japonii
sobota, 23 wrzesień 2017 12:02

"Za tobą" - Kelly Luce

27 września będzie miała premierę książka Kelly Luce od Wydawnictwa W.A.B.

Życie w cieniu sławnego ojca, zbrodnia i tajemnice ukryte w cieniach przeszłości. Powieść psychologiczna z Japonią w tle.

Dział: Książki
środa, 09 sierpień 2017 08:46

Etykieta japońska

Praktyczny podręcznik dobrych manier, czyli zapowiedź książki Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego w ramach serii Mundus.

Dlaczego japoński gospodarz oczekuje na prezent, ale wcale nie spieszy się, by go otworzyć? Czy wypada odmówić kieliszka partnerowi biznesowemu z Dalekiego Wschodu? I czy możemy się spodziewać, że Japończyk odpisze na SMS-a?

Dział: Kultura Japonii
piątek, 14 lipiec 2017 20:31

Czerwony Żółw

„Czerwony Żółw” (tytuł oryg. La tortue rouge, ang. The Red Turtle) to pełnometrażowe anime holenderskiego reżysera Michaela Dudok de Wita, który w 2000 roku zdobył Oscara w kategorii Najlepszy Krótkometrażowy Film Animowany za animację „Father and Daughter”. Jednak to nie Nagroda Akademii Filmowej skusiła mnie do obejrzenia tego filmu, tylko współpraca pomiędzy francuskim Wild Bunch, a japońskim Studiem Ghibli.

„Czerwony żółw” to historia mężczyzny wyrzuconego podczas sztormu na bezludną wyspę. Z jednej strony dopisało mu szczęście, ponieważ przeżył, z drugiej strony utkwił sam na maleńkiej wysepce. Początkowo bohater zmaga się z losem, i jak rasowy przedstawiciel Zachodu, choć tego nie wiemy, bierze się z życiem za bary próbując czmychnąć z wysepki. Przyznaję się, prawie oczekiwałam w napięciu na Wilsona, towarzysza niedoli Toma Hanksa w „Cast Away”. Jednak to nie kino amerykańskie, tylko europejskie i w dodatku w duchu studia Ghibli, innymi słowy na los bohatera musiał mieć wpływ element baśniowy i wszystko się w jednym momencie zmienia.

Animacja Dudok de Wita jest wyjątkowo i estetycznie odmienne od tego, do czego przyzwyczaiło nas Studio Ghibli. Przede wszystkim jest to film, podczas którego nie wypowiadane są żadne słowa, nie znaczy to, że jest to kino nieme. Reżyser przejął od japońskich współpracowników ducha animistycznego, tutaj przyroda jest na równi bohaterem, co człowiek. Jest to przewijający się wielokrotnie motyw chociażby u Miyazakiego; harmonii i dysharmonii człowieka z naturą. Koniecznie należy wybrać się do kina studyjnego, w którym nie będzie jedzących popcorn tuwimowskich kinochamów, aby w pełni odczuć piękno wyspiarskiej natury; szum morza, skrzeki mew, szelest liści, chlupot wody. To niesamowite, jak reżyserowi udało się przenieść skrawek przyrody do zamkniętego pomieszczenia. Jednak ma to swoją cenę. Nie jest to animacja dla każdego, wymaga ona cierpliwości, kontemplacji, umiejętności cieszenia się z samego piękna przekazu, pomimo że jest on wyjątkowo prosty. Czy współczesny energiczny człowiek umie odłożyć komórkę i usiąść w kinie na 80 minut bez przekąsek, wsłuchać się w szum fal i skrzek mew, doświadczając czegoś tak prostego jak pogodzone z naturą życie?

Jeżeli zastanawiacie się nadal, czy jest to animacja dla Was, nie róbcie tego. „Czerwony żółw”, to film, który się przeżywa i doświadcza, bez względu na to, czy zostanie on z nami później na pięć minut, czy do końca życia. Jeśli zastanawiacie się, czy jest to animacja dla dzieci? Tak, jest to również baśń dla dzieci, każdy ją odbiera na innym poziomie; ja byłam z dziesięciolatką, a były też dzieci sześcioletnie. Wszyscy przeżyli, a nadmienię tylko, że rewelacyjnym równoważnikiem dla poetyckiej narracji, są humorystyczne krabiki, które towarzyszą bohaterowi i widzowi przez całą opowieść o Czerwonym Żółwiu.

Strona główna filmu: http://latortuerouge-lefilm.com/
Strona polskiego dystrybutora: http://gutekfilm.pl/film/czerwony-zolw/ (m.in. wywiad z reżyserem w j. pol.).

Dział: Filmy
piątek, 26 luty 2016 19:58

Baśnie japońskie

„Niepublikowany dotąd na rynku polskim zbiór najpopularniejszych japońskich baśni i legend" - głosi opis z tyłu okładki. I rzeczywiście. Mimo że zwykłam sięgać po wszystkiego tego typu wydania, większości opublikowanych w książce historii nigdy wcześniej nie poznałam.

Baśnie japońskie, wbrew opisowi z tyłu okładki, nie są przeznaczone dla dzieci (chyba, że chcemy je skutecznie oduczyć na przykład gadulstwa). To podania dzięki którym czytelnik w jakiś sposób może zaznajomić się z kulturą Dalekiego Wschodu. Niewiele mają wspólnego z naszymi, europejskimi baśniami, nawet tymi mrocznymi jak historie Hansa Christiana Andersena. Wiele z nich odnosi się do religii, inne do konkretnych zwyczajów i wierzeń, kolejne są po prostu metaforami lub przykładami odpowiednich zachowań. Żadne z opowiadań nie pozostaje bez puenty, niektóre przesłania jednak Europejczykom może być trudno zrozumieć. Nie tylko historyczna, ale nawet współczesna Japonia to dla nas zupełnie inna, nie zawsze zrozumiała, rzeczywistość.

Książkę zdobią czarnobiałe przedruki japońskich drzeworytów, które zawsze bardzo lubiłam. Każdy z nich odpowiada konkretnej historii. Samo wydanie nie jest zachwycające - takie po prostu zwyczajne, jak książka, której nie żal zabrać nam ze sobą na przykład w podróż pociągiem. Tłumaczenie tekstu jest ogólnie dobre, spodobało mi się to, że tłumaczka umieściła tłumaczenie niektórych japońskich słów w przypisach, zamiast tłumaczyć je bezpośrednio w treści. Przez przypadek zwróciłam jednak uwagę na inną rzecz. Naszukałam się opowiadania "Demon z Adachigahary" w wersji angielskiej i gdy wreszcie udało mi się je znaleźć, okazało się, że tam występuje goblin-kanibal, a tytuł opowiadania brzmi "The goblin of Adachigahara". Taka drobna rozbieżność jezykowa. Momentami też nie do końca podobały mi się zabiegi z pierwotnego, japońskiego tłumaczenia baśni. Uważam, że niektóre, skierowane do czytelników wyjaśnienia, nieco psują klimat opowieści i można je było umieścić w przypisach, tak jak nasza rodzima tłumaczka umieściła w nich znaczenie nie przetłumaczonych, japońskich pojęć.

Bardzo lubię japońskie opowieści, podania i legendy, a w zbiorze „Baśni japońskich", który ukazał się nakładem wydawnictwa Kirin jest ich całkiem sporo. Zdecydowanym plusem publikacji jest fakt, że teksty nie zostały skrócone czy ocenzurowane. Poznajemy je więc w oryginalnej wersji. Po cichu liczę na to, że kiedyś ktoś w ten sposób zdecyduje się przetłumaczyć na język polski „Opowieść o księciu Promienistym" bo póki co dostępny w naszym kraju jest zaledwie niewielki fragment.

„Baśnie japońskie" autorstwa Yei T. Ozaki serdecznie wszystkim polecam. Niekoniecznie musisz być zagorzałym wielbicielem kultury japońskiej, żeby z przyjemnością je przeczytać. W książce znajdują się aż dwadzieścia dwa teksty dlatego uważam, że każdy ma szansę znaleźć w niej przesłanie, które skierowane będzie właśnie do niego.

Dział: Książki
wtorek, 16 luty 2016 09:20

Hanafuda

Tradycja „Hanafudy", japońskich kart, sięga VIII w. n.e., jednak ich prawdziwa popularność i rozpowszechnienie zaczyna się „dopiero" w XVI wieku, kiedy to portugalscy marynarze odkryli Archipelag Joński i Japonia stała się jednym z najchętniej wybieranych za cel podróży miejsc. Podobno talia kart na statku stanowiła wyposażenie obowiązkowe (dla zabijania czasu podczas długich wojaży), a podczas jednej z wypraw w 1549 roku święty Franciszek Ksawery zaprezentował Japończykom hiszpańską grę w hombre i karty szturmem wzięły, przede wszystkim w niższych warstwach społecznych, czas wolny mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni. Pierwsze japońskie talie do złudzenia przypominały więc te portugalskich. Jednak, kiedy karty pociągnęły za sobą hazard, władze zakazały używania portugalskich talii. Tworzono więc nowe, autorskie, japońskie. Je także później obarczano restrykcjami, więc powstawały kolejne, i tak dalej. A jak „Hanafuda" przybrała obecną formę? Tego, między innymi, możecie dowiedzieć się w instrukcji dołączonej do wersji proponowanej przez wydawnictwo Trefl.

Muszę przyznać, że na początku eleganckie karty nieco mnie przerażały. Ledwie sięgnęłam po instrukcję, a ta najpierw zasypała mnie informacjami historycznymi, a później całą serią zasad, które na pierwszy rzut oka wydawały się nie tylko niemożliwe do spamiętania, ale i zrozumienia w ogóle. Wystarczyła jednak jedna rozgrywka, by załapać, co i jak. Oczywiście z broszurką nie sposób rozstać się jeszcze po wielu partiach, bo kombinacje kwiatów i pór roku czy innych ilustracji nie są dla naszej, europejskiej kultury tak oczywiste jak dla Japończyków, ale nie przeszkadza to w cieszeniu się rozgrywką.

Producenci „Hanafudy" proponują graczom trzy gry: Łączenie kwiatów, Koi-koi oraz Mushi, które różnią się poziomem skomplikowania i ogólną popularnością w Kraju Kwitnącej Wiśni. Wszystkie jednak opierają się na zbieraniu konkretnych kart lub ich kombinacji tak, by otrzymać możliwie wysoką ilość punktów. Te trzy gry, to oczywiście jedynie wprowadzenie do świata „Hanafudy". Do talii nie należy bowiem podchodzić jako do zamkniętej, pozbawionej rozwojowości gry bez prądu. To taka azjatycka wersja naszych, domowych, typowych kart. Ile różnych gier potraficie nimi rozegrać? A o istnieniu ilu słyszeliście? Właśnie, tak samo jest z „Hanafudą". Zaproponowane trzy typy rozgrywki mają jedynie zachęcić do dalszych poszukiwań.

Osobiście czuję się zresztą całkiem do tego przekonana. Zwłaszcza, że talia wypada nie tylko niezwykle estetycznie, ale i elegancko. Czarne rewersy kart z nieprzekombinowaną, stylizowaną w azjatyckim duchu białą czcionką, widoczne po otworzeniu pudełka w zagłębieniu wyłożonego delikatnym materiałem tworzywa, robią naprawdę fantastyczne wrażenie. To wrażenie nieco słabnie, gdy bierze się karty do rąk, bo chociaż kolejne ilustracje są bardzo nastrojowe i pięknie wykonane, to same karty są dość cienkie i wyobrażam sobie, że w rękach szczególnie zaangażowanych graczy, bardzo szybko straciłyby swoją estetyczną formę, wyginając się i zdzierając. Na dawnym statku handlowym długo by z pewnością nie wytrzymały.

„Hanafuda" sprawdzi się nie tylko u graczy, których fascynuje Japonia oraz jej tradycje, ale u każdego, kto ceni sobie gry logiczne i lubi panować nad rozgrywką. Jest to bowiem jedynie w połowie gra oparta na losowości – rozdania kart – to jak się je wykorzysta, jakie podejmie decyzje i czy odsłoni posiadane sztuki z talii, zależy tylko od nas. Doskonale sprawdzi się również  podróży – ze względu na niewielkie rozmiary. Polecam wszystkim, którzy lubią próbować ciekawostek z odległych zakątków świata, stawiają na zaangażowanie logicznej strony swojego mózgu oraz nie mają pięciu lat – młodsi użytkownicy mogą bowiem szybko się znudzić.

Dział: Gry bez prądu

Beata Pawlikowska przygotowała zupełnie nowy projekt – autorską kolekcję puzzli i edukacyjnych gier memory. Puzzle w pięciu wzorach ukazały się 21 października, a cztery edukacyjne gry memory – 18 listopada. To pierwszy tego typu projekt w Edipresse Książki.

Dział: Bez prądu