Księgarnia - wybierz na Ceneo.pl

Autor

Tytuł

Wydawnictwo

Tytuł A-Z

# a b c d e f g h i j k l m n o p q r s t u v w x y z

Wyświetlenie artykułów z etykietą: Patronat

poniedziałek, 07 październik 2019 15:36

Cesarstwo masek

Dragon Age to najlepsze uniwersum, z jakim dotychczas miałam do czynienia. Nie umiem zliczyć, ile godzin spędziłam w grach tego tytułu – powiem jedynie, że każdą przeszłam po kilka, a nawet kilkanaście razy w przypadku pierwszej części! Nic więc dziwnego, że „Cesarstwo masek” pochłonęło mnie całkowicie i – choć opowieść nie jest bez wad – wspaniale było wybrać się do Orlais!

O niebezpiecznych aspektach Cesarstwa Orlais wie każdy gracz (wszak pochodzi z tamtą Leilana), jednak czytelnik poznający świat Dragon Age poznać je może zdaje się dopiero w tym tomie. Muszę przyznać, że powieść Patricka Weekesa to ciekawy przewodnik przez wspomnianą krainę. Fantastycznie było przeżyć przygodę w tym miejscu i – prawdę mówiąc – fajnie ukazany klimat przepychu i zagrożenia jest zdecydowanie największym aspektem historii. Zapowiadane intrygi są mało skomplikowane, co miejscami było odrobinę irytujące, a i same postaci często postępowały dość infantylnie. Niemniej, mimo tych dość poważnych wad, powieść czytało mi się nadzwyczaj dobrze – niekiedy pojawiały się elementy mi znajome, które budziły we mnie dziką radość. Poza tym – jak wspominałam we wstępie – uwielbiam Dragon Age i wolałam czerpać pozytywy z lektury, niż irytować się czymkolwiek. Bo i zalet „Cesarstwu masek” nie brakuje!

Całość przepełniona jest akcją, a dialogi bohaterów są naprawdę dobrze napisane. Nawet, jeśli ich wybory zdają się niekiedy dziecinne, tak ciężko ich nie polubić. Nie umknęło mojej uwadze również to, że książka kapitalnie rozwija konflikt w Orlais – nie brakuje tutaj licznych ciekawostek, m.in. o motywacjach postaci, o których w grach spotkać można jedynie niewiele mówiące i znaczące wzmianki. Myślę, że właśnie to rozszerzenie wiedzy o świecie Dragon Age najbardziej mnie usatysfakcjonowało i znacząco wpłynęło na ocenę tej książki. Bo – przyznam szczerze – właśnie na to liczyłam: na powrót do ukochanego uniwersum z bonusem.

„Cesarstwo masek” to również ciekawy tytuł z gatunku fantastyki, poruszający społeczno-polityczne aspekty świata. Można nawet rzec, że w jakimś stopniu porusza temat rasizmu i niewolników – tutaj mamy ten obraz na przykładzie elfów. Gdyby Patrick Weekes bardziej rozbudował „spiski” w powieści oraz nieco dopracował kreację bohaterów, to z czystym sumieniem mogłabym dać znacznie wyższą ocenę tytułowi i naprawdę byłby czymś epickim. Szczególnie, że napisana jest doprawdy nieźle – czyta się fenomenalnie!

Jeśli jesteś miłośnikiem serii Dragon Age i fantastyki – koniecznie sięgnij po tę książkę! Ja, choć lekturę zakończyłam już kilka dni temu, to sercem wciąż jestem w Cesarstwie Orlais (i pewnie jeszcze trochę tutaj zostanę). Fenomenalna przygoda, mnóstwo rewelacji z uniwersum i… przepiękna okładka – nie mogę się na nią napatrzeć. Bardzo, bardzo polecam!

Dział: Książki
Etykiety
niedziela, 06 październik 2019 15:27

Bramy ze złota. Złote miasto

- Zabijmy ich. – zaproponował Ulfhvatr.
Zahred drgnął, rozejrzał się. W końcu wypatrzył to, o czym musiał mówić wojownik: kilka wąskich łodzi, dłubanek z jednego pnia drzewa, sunących wzdłuż brzegu rzeki i wyciągających pozastawiane na noc sieci.
- Po co? – zapytał.
- A tak sobie, jarlu. Po prostu. – Ulfhvatr wzruszył ramionami.
- Hm, hm. A jeśli jest ich więcej?
- To zabijemy ich więcej.

Jaki jest przepis na udaną lekturę? Wyraziści bohaterowie, żywiołowa akcja i doskonale wykreowane realia powieści. Dorzućcie do tego grupę uzbrojonych po zęby wikingów i świat staje się jeszcze piękniejszy. A skoro ową grupę prowadzi nie kto inny, a Zahred we własnej osobie, to już znak, że koniecznie trzeba rezerwować parę godzin na małe tete-a-tete z książką. I oby nikt nie ośmielił się przerywać!

Drugi tom trylogii Bramy ze złota to jednocześnie piąta odsłona losów Zahreda. Cały cykl ma liczyć siedem tomów, ale Michał Gołkowski nie byłby sobą, gdyby nie wprowadził trochę zamętu. W ten sposób tom trzeci rozrósł się do trylogii. Czy czwarty okaże się tetralogią? Pożyjemy, zobaczymy. Tymczasem, w ramach krótkiego wprowadzenia – akcja każdego z tomów toczy się w innych czasach i innym miejscu. Łączy je wspólny bohater, przeklęty przez bogów, mający za sobą setki, o ile nie tysiące żyć.

Spiżowy gniew to epoka brązu i starożytne cywilizacje, a Bogowie pustyni opowiadali o początkach państwa faraonów. Bramy ze złota to już znacznie bliższe nam czasy. O ile w Świątyni na bagnach można było jedynie zorientować się, że mamy do czynienia z wczesnym średniowieczem, o tyle w Złotym mieście pada wreszcie konkretna data – rok 717.

Akcja mknie do przodu praktycznie od pierwszego rozdziału, a bohaterowie wraz z czytelnikiem przemierzają Europę od samej północy aż do tytułowego Złotego Miasta, łatwego do rozszyfrowania, jeśli dodamy do niego wspomnianą przed chwilą datę. Więcej nie spoileruję, słowo.

Pierwsze skrzypce gra, jak niemal zawsze, Zahred. Mijające tysiąclecia zmieniły go. Zdecydowanie nie jest to ten sam człowiek, którego poznaliśmy w Spiżowym gniewie, chociaż nadal pozostaje fascynującą postacią. Można odnieść wrażenie, że kolejne żywota łagodzą do pewnego stopnia jego gniew, a do głosu dochodzą oprócz ślepej furii znacznie głębsze, bardziej ludzkie uczucia. Nie zmienia to jednak faktu, że mężczyzna jest w stanie poświęcić wszystko i wszystkich, byle osiągnąć swój cel.

W równym stopniu uwagę przykuwa towarzysząca Zahredowi drużyna. Początkowo wikingowie wyglądają jedynie na nieokrzesaną zgraję zarośniętych zbirów, ale wraz z rozwojem akcji każdy z nich pokazuje swój charakterystyczny, odrębny rys. Ich odzywki i niektóre zagrania wprowadzają do fabuły humorystyczny akcent, chociaż nie ukrywam, że czasami może też zakręcić się przy nich łza.

W przeciwieństwie do poprzednich tomów, gdzie elementy fantastyczne były mocno widoczne, tym razem na pierwszy plan wysuwają się wątki historyczne. Fantastyka koncentruje się na samym Zahredzie i tym, kim naprawdę jest. I to właściwie tyle.

Podsumowując, Złote miasto to świetna kontynuacja bardzo dobrego cyklu, moim skromnym zdaniem najlepszego jak dotąd w dorobku autora. Serdecznie polecam!

Dział: Książki
Etykiety
poniedziałek, 30 wrzesień 2019 23:09

Pani Dymu

Gdy osiągasz dno przeciwnik zaczyna powoli odpuszczać i wycofywać wszystkie siły. To twoja przewaga. Nagle odnajdujesz w sobie siłę, którą latami tłamszono, ale ucieczka spod władzy to dopiero początek trudnej drogi ku wyzwoleniu. Był popiół, jednak teraz wyraźnie widać dym. Gotowi, by odkryć siłę drzemiącą w Pani Dymu?

Theodosia jest prawowitą władczynią Astrei, która niegdyś była krainą spokojną i pełną magii pochodzącej z przepięknych klejnotów. Jako sześciolatka była świadkiem brutalnej śmierci swojej matki z rąk Kalovaxianów, by kolejne lata spędzić w niewoli z mianem Księżniczki popiołów. Musiała patrzeć na cierpienie swojego ludu, wtedy poprzysięgła, że zmieni ich los. Teraz gdy jest daleko od własnej ojczyzny musi stworzyć armię, z której pomocą uwolni Astreianów. Porwanie Prinza Sorena i ucieczka to początek trudnej drogi do wolności, którą według ciotki dziewczyny osiągnąć można tylko zawierając sojusz przez małżeństwo. Komu zaufać? Utracić siebie w zamian za niepewny sukces? Czy ożenek jest potrzebny?

Pani Dymu nadchodzi, a wraz z nią recenzja. Czy historia poznana w poprzednim tomie pochłonęła mnie i tym razem?

Laura Sebastian stworzyła powieść pełną dworskich intryg, niebezpieczeństwa i przygód, w których księżniczki nie potrzebują siły męskiego ramienia, by walczyć o dobro ludu. Nasza bohaterka nabiera barw z każdym porywem wiatru smagającym jej włosy. Tworzenie armii, szukanie rozwiązań, które będą najlepszym z możliwych rozwiązań, a nie jedynym, jakie posiada. Tak, ten tom mocno skupia się na postaci Theo, jej przemianie i woli walki o swoich ludzi.

Pani Dymu odznacza się świetnie skonstruowaną fabułą i napięciem, które autorka buduje od pierwszych stron. Zmienia się trochę nastrój, czuć w powietrzu nadchodzące zmiany, ale i zaciętość w dążeniu do nich. Bez problemu powracamy do wydarzeń, które urwały się wraz z końcem poprzedniego tomu. Wiemy, kto jest kim i czego możemy się spodziewać. Do czasu, aż na scenie pojawiają się kolejne postaci, które nieźle namieszają w głowach i planach.

To jedna z takich powieści, których stajemy się częścią. Obdarzamy bohaterów sympatią i liczymy na rozwiązania, które pokryją się z naszym wyobrażeniem historii. Laura Sebastian nie pozwala na chwilę oddechu. Akcja nabiera rozpędu, wydarzenia kolorów, a bohaterowie głębi, jakiej czasem brakowało mi podczas pierwszego spotkania z nimi. Pierwszoosobowa narracja podkreśla nagromadzenie emocji i otwiera nas na bohaterkę. Powieść przesycona jest intrygami, miłością i kłamstwem. Theodosia dosięga dna, by na nowo odnaleźć w sobie siłę do działania. Uczy się siebie, równocześnie walcząc o innych.

Kreacja bohaterów świetnie wpisuje się w tematykę powieści. Każdy odgrywa inną rolę, ma do zaoferowania inny charakter i jest naturalny, ale i nieprzewidywalny. To sprawia, że przez powieść się płynie, a każda postać tworzy spójną całość i daje mnóstwo przyjemności.

Jesteś miłośnikiem mocnych, charakternych kobiet? Stawiasz akcje ponad romantyzm, a może lubisz połączenie obu wątków? Pani Dymu świetnie wpisuje się w twoje gusta porywając cię w podróż, której koniec jeszcze nas zaskoczy.

Dział: Książki
Etykiety
środa, 25 wrzesień 2019 23:14

Karpie bijem

Na Jakuba Wędrowycza to po prostu nie ma mocny. Wielu próbowało i tylko kilku... wyszło z tego z życiem. Nowy tom przygód wiejskiego egzorcysty to powrót do znanej i lubianej serii. Jak wyszło tym razem? Kolejna petarda, a może... odgrzewany kotlet?

 „Karpie bijem” to po raz kolejny zbiór krótkich i humorystycznych opowiadań o przygodach Kuby. Teksty są ze sobą bardzo luźno powiązane, na tyle luźno, że trudno wskazać kolejność chronologiczną. Ich konstrukcja jest za to praktycznie identyczna – najpierw zawiązanie problemu, dywagacje nad jego rozwiązanie i szybki finał. 

Muszę przyznać, że do Kuby mam pewien sentyment. Pierwsze książki o jego przygodach czytałam bardzo dawno temu, gdy dopiero poznawałam świat literatury fantastycznej. Wtedy taki sposób opowiadania fabuły bardzo mi się podobał, był szybki, treściwy i pełen prześmiewczego humoru. Nie miałam wielkiego porównania, ale ten dystans i rzeczywistość w krzywym zwierciadle była urzekająca. Jak to było tym razem? Trochę tak samo, a jednak jakby inaczej... 

Przede wszystkim humor, muszę przyznać, że wiele razy zaśmiewałam się do łez, a nie raz co lepsze fragmenty czytałam mężowi. Kuba jest jaki jest, i można go za to kochać, lub nienawidzić. Przy okazji autor fajnie kpi z naszej codzienności, nie zabrakło najnowszych smaczków i bieżących problemów. Jednak tak, to to bywa w przypadku tytułów w głównej mierze złożonych z dowcipów... nie wszystkie są udane. Czasami humor trąci przysłowiowym „sucharem”. 

Jeśli zaś chodzi o samą konstrukcję opowiadań, to miałam wrażenie dużej dysproporcji między wstępem, a zakończeniem. Sam motyw danej historii rozwija się powoli, z kolei kończy błyskawicznie. Nie raz takie rozwiązanie świetnie się sprawdza, bo finał dosłownie zaskakuje czytelnika. Jednak nie zawsze, czasem sprawia wrażenie napisanego na kolanie, bez głębszego zastanowienia i polotu. 

Co za to jest na plus? Fani serii z pewnością wychwycą liczne nawiązania, smaczki czy ciekawostki z wcześniejszej serii. Nie są to może jakieś wielkie wątki, ale jednak sporo szczegółów da się wychwycić. Przygody Kuby konturowane są konsekwentnie i w ten sam sposób, co może się podobać, a może też odrobinę nużyć. Mam wrażenie, że jest to książka, którą należy czytać na wiele razy, w wolnej chwili, z przerwami na bardziej spójne historie. Bo kilka opowiadań pod rząd zbyt wyraźnie „trąci” schematem.

„Karpie bijem” były dla mnie trochę konfrontacją ze wspomnieniami. Nadal jest zabawnie, rozbrajająco i czasem groteskowo. Wciąż nie ma mocnych na Kubę, a sam bohater sypie dowcipami jak z rękawa. Czego mi zabrakło? Jakiegokolwiek postępu. Pomimo upływu lat nic się nie zmieniła, nadal jest to literatura głównie lekka, przyjemna i głównie rozrywkowa.

Dział: Książki
wtorek, 03 wrzesień 2019 07:01

Imperium ciszy

"Wiedza jest matką głupich. Największą częścią mądrości człowieka jest poznanie swojej ignorancji."

Sięgając po tę książkę przygotujcie się na porcję mocno rozbudowanej przygody. Christopher Ruocchio dołożył wszelkich starań, aby czytelnik nie tylko przeniósł się wyobraźnią do atrakcyjnego świata głównego bohatera, w zasadzie licznych światów, ale także całkowicie został przez nie pochłonięty, dbając o każdy szczegół, wzbudza u czytelnika pragnienie odkrywania kolejnych skrawków kosmosu. Odpowiadał mi ten przepych objaśnień, charakterystyk i portretów, doskonale wyczuwałam, że przedstawiona rzeczywistość ma znamiona realności i prawdopodobieństwa, oczywiście z domieszką zajmującej  i ekscytującej fantastyki. Wkraczałam w nią z uwagą, zaciekawieniem i przyjemnością, jednocześnie lękiem i niepokojem. Narracja bazuje na relacjonowaniu wspomnień i podsuwaniu aluzji, a czytelnik towarzyszy kluczowej postaci na każdym etapie życia. Na koniec jednak pozostaje wrażenie, że nie wszystko jeszcze zostało przesądzone w dziejach świata.

Hadriana Marlowe to młodzieniec, wyśmienicie wykształcony w różnych naukach i sztukach walki, ale wciąż mało wiedzący o realiach otaczającego świata, a zwłaszcza mrocznej stronie gatunku ludzkiego. Obserwujemy jak za sprawą bolesnych rozczarowań, stopniowo zmienia się jego podejście do bliskich, wpajanych mu wartości i przypisanych funkcji. Jedna mało rozważna decyzja, choć pochodząca z głębi serca, doprowadza do przykrej konfrontacji i kończy się spektakularną ucieczką. Hadrian nie podporządkowuje się woli ojca, lorda o ogromnych wpływach, najbogatszego człowieka na Delos, zarządzającego cennymi złożami uranu, i zamiast wstąpić w szeregi Zakonu, marzy o pozostaniu scholastykiem, posiadaniu ukrytej wiedzy i mocy panowania nad rzeczami tajemnymi, nawet kosztem utraty przywilejów wynikających z członkostwa w palatyńskiej arystokracji. Nawet w najśmielszych snach młodzieniec nie przewidział tego, co przygotował los, z czym przyjdzie mu się zmierzyć i jakie koszty poniesie z tytułu sprzeciwu woli rodziny. Zaczynają się niezwykłe przygody, rzucające bohatera z jednej skrajności w drugą, przynoszące ujmę i chwałę, wciągające w spiski, szpiegowskie akcje, walki i bitwy.

Wyczekiwałam lekkich ujawnień, co dalej skrywa scenariusz burzliwych zdarzeń. Były one mocno tajemnicze i zamglone, tak aby podsycać ciekawość odbiorcy, ale nie zdradzać zbyt wiele. Słowa płynnie składały się w zdania, zgrabnie niosły opowieść, potrafiły nadać jej kolorytu i brzmienia. Autor przygotował sporo nagłych zwrotów akcji i nieoczekiwanych zamian ról. Wszystko ze sobą współgrało, tworzyło logiczną całość, przejrzystą mapę wydarzeń i portretów bohaterów. Liczyłam na intensywniejsze przygody, położenie nacisku na dynamikę akcji, większy wir intrygi, a jednak nie mogę napisać, że czuję się w tym ujęciu zawiedziona. Po spotkaniu z książką uświadomiłam sobie, że pierwsza odsłona serii, będąca niejako wprowadzeniem, w dużym stopniu, tak powinna się zaprezentować.

Wyobraźnia autora uwzględniła wszelkie współczesne obawy w związku z konsekwencjami genetycznego modyfikowania organizmów, wytwarzania sztucznego jedzenia, połączenia człowieka i maszyny, używania zaawansowanej broni, dokonywania kolonialnej ekspansji w różnych systemach planetarnych, manipulowania postrzeganiem czasu i lat świetlnych w lodowatym kosmosie. Na to nakładają się różnice klasowe, dostęp do władzy, środków finansowych i mocy pertraktacji.

Śmierć Starej Ziemi, jej dzieje i historia, wybrzmiewają w dalekiej przyszłości jedynie jako niewyraźne echa, resztki dziedzictwa kulturowego, coś co staje się przedmiotem badań.

Polecam tę wielopoziomową powieść, będącą preludium do większej kosmicznej epopei.

Dział: Książki
Etykiety
wtorek, 27 sierpień 2019 18:17

Oko świata

Spokojne życie. Małe miasteczko. Znasz każdego na swojej drodze. Twoje marzenia o niesamowitej przygodzie nie mają prawa się ziścić. Każda tajemnica krążąca w krwiobiegu małego miasteczka zarówno przeraża, jak i fascynuje. Gdy pojawiają się obcy musisz wybrać pomiędzy strachem a chęcią przeżycia przygody. Jesteś gotowy przebyć długą podróż?

Mała senna wieś gdzieś na końcu świata, w której każdy dzień jest podobny do poprzedniego, a jego mieszkańcy znają się na wylot. Pole Emonda. To tu swój monotonny żywot wiodą Rand, Mat i Perrin. Ich los wkrótce się jednak odmieni. Do wioski przybywa tajemnicza kobieta imieniem Moraine, która jest członkinią kobiecego zakonu. Wieści ona, iż wioskę czeka niebezpieczeństwo, a ze snu budzą się złe moce Czarnego. Na potwierdzenie jej słów całą miejscowość atakują trolloki. Kobieta ratuje chłopców, licząc na to, że wśród nich jest ten, który ma w sobie moc Smoka Odrodzonego. Po tym ataku już nic nie będzie jak dawniej. Czy Moraine odnalazła przyszłego wojownika, który pokona zło i ocali świat?

Czasami kusi mnie, żeby związać się z jakimś książkowym światem na dłużej. Przeżywać emocje wolniej, krok po kroku zaprzyjaźniać się z bohaterami i czuć ekscytacje na myśl o nowych odsłonach historii. Seria spod pióra Roberta Jordana wydaje się idealna do przeżycia tej przygody. Oko świata to początek długiej i krętej drogi do celu. Czy wytrwam?

Robert Jordan pisze dobrze, płynnie i z pomysłem na fabułę, której za nic nie dałoby się wcisnąć w dwa lub trzy tomy. Nie musicie jednak obawiać się przesytu treści. Historia niespiesznie nabiera tempa, a pojawiający się bohaterowie tworzą tło dla wydarzeń. Każdy z nich jest inny, lecz pasuje do otoczenia, w którym przyszło mu żyć. Rand, Perinn i Mat to postaci, które bez problemu polubimy i będziemy kibicować ich staraniom. Moraine początkowo wzbudza niepokój, dość długo też nie mogłam jej obdarzyć zaufaniem, lecz powoli się to zmieniało. Zresztą wciąż mam czas na poznanie jej intencji, podobnie jak mam czas na zgranie się z opowieścią, która daje nadzieje na masę emocji i przygód.

Oko świata to niezły wstęp do czegoś dużego, tajemniczego i trzymającego w napięciu. Najjaśniejszym punktem jest wciąż zagęszczająca się atmosfera i uczucie niepokoju, które towarzyszy bohaterom. Jordan stworzył świat tak doskonale zarysowany, że niemalże rzeczywisty. Walka dobra ze złem rozpoczyna się pełną parą. Autor zadbał o każdy szczegół, by czytelnik został pochłonięty i nawet na chwile nie przestał czuć zainteresowania.

Oko świata to pierwszy tom serii, która ma sporo do zaoferowania. Masa postaci, z których każda ma do odegrania ważną rolę i magia, do której nie jesteśmy przyzwyczajeni, gdyż dzieli się ona na męską i damską tworząc równowagę. Jako czytelnik lubujący się we wszelkich formach fantastyki jestem pod wrażeniem konstrukcji powieści, tego, jak umiejętnie autor wprowadza nowe elementy i jak płynnie czyta się całość, pomimo sporych gabarytów. Nie miałam problemu ze wsiąknięciem w tę historię. Polubiłam bohaterów, postawiłam pierwsze teorie i z niecierpliwością czekam na dalsze wydarzenia, które, choć początkowo są miarowe, dość szybko nabierają tempa i niejednokrotnie zaskakują.

Jeśli nie boisz się objętości cyklu i uwielbiasz fantastykę, to właśnie rozpoczynasz długą i przyjemną przygodę, która trzyma w napięciu od pierwszej strony. Ja jestem pod wrażeniem.

Dział: Książki
Etykiety
poniedziałek, 19 sierpień 2019 13:29

Imperium ciszy - zapowiedź

Galaktyczny rozmach „Diuny” połączony z epickim klimatem Imienia wiatru

Galaktyczny rozmach i genialna wizja bohatera-tyrana w kosmosie – pierwszy tom nowej serii science fiction „Pożeracz Słońc”

Ludzkość ma go za bohatera: człowieka, który zmiótł z nieba ostatnich obcych, Cielcinów. Oni uważają go za potwora: diabła, który zniszczył słońce, przy okazji unicestwiając miliony istnień.

Ale Hadrian nie był bohaterem ani potworem. Nie był nawet żołnierzem.

Dział: Patronaty
Etykiety
wtorek, 13 sierpień 2019 20:03

W labiryncie smoków - zapowiedź

Lady Trent, niestrudzona badaczka smoków, wyrusza szukać przygód na niebezpiecznych pustyniach Achii.

Izabela, lady Trent, zapalona przyrodniczka, udaje się do pustynnej Achii, żeby kierować tajnym projektem wojskowym swojego rządu. Tutaj wreszcie ma okazję badać smoki z bliska, zarówno w niewoli, jak i w ich środowisku naturalnym. Jednak te potężne bestie nie stanowią jedynego niebezpieczeństwa.

Dział: Patronaty
Etykiety
wtorek, 13 sierpień 2019 19:39

Gniew Imperium - zapowiedź

Trwa wojna, w której wszystkie strony walczą o najcenniejsze z trofeów-broń ostateczną.

W kraju wrze. Nieprzyjaciel okupuje stolicę. Pół miliona uciekinierów szuka bezpieczeństwa na pograniczu. Osłaniają ich najemnicy Lady Krzemień, ale przed wojną nie ma łatwej ucieczki i choćbyś nie wiem jak się starał, bitwa może dogonić cię w chwili, gdy jesteś do niej nieprzygotowany.

Dział: Patronaty
Etykiety
środa, 07 sierpień 2019 18:20

Kryształowe serce

Całkiem współcześnie i zupełnie blisko, bo na Zielonej Wyspie żyły sobie dwie nastoletnie siostry. Jedna, Oliwia, była bardzo piękna i miała tłumy adoratorów. Druga, całkiem zwykła, w dodatku, rudowłosa i piegowata Iris, obserwowała tę sytuację z pewnym znudzeniem. No bo ileż można znosić te tłumy i obrastające dom suweniry? Brzmi jak początek romantycznej historii? Być może, ale nic bardziej mylnego. To nie będzie romans, tylko szalona, magiczna przygoda.


Pierwszy tom trylogii fantasy dla młodzieży zatytułowany Kryształowe serce wyszedł spod pióra Michała Bergela, wielbiciela podróży i herbaty. Historia zaczyna się zupełnie zwyczajnie i czytelnik nawet nie podejrzewa, co czeka go w dalszej części lektury. Mamy zatem dwie siostry zmagające się z natrętnymi wielbicielami tej pierwszej, Oliwii. W wyniku bardzo podstępnego i magicznego zaklęcia siostry trafiają najpierw do więzienia pewnego czarodzieja, a potem do niezwykłego świata Czajniczka, gdzie wszystko jest zupełnie inne niż w świecie ludzi. To znaczy Iris trafia. Gdy uda się jej uciec z niewoli, postanowi zrobić wszystko, by doprowadzić do uwolnienia siostry. W tym celu będzie musiała odbyć długą i bardzo zwariowaną podróż, podczas której pozna nowych przyjaciół i doświadczy wielu nowych przeżyć. Świat Czajniczka (tak nazywa się ta kraina, zresztą na mapie ma też taki właśnie kształt) jest bardzo różnorodny i barwny. Zamieszkują go niesamowite, oryginalne istoty, rodem z baśni, wszędzie panoszy się magia, a każda decyzja ma potężne konsekwencje. Czy młodziutka Iris osiągnie swój cel i uratuje Oliwię? A może w świecie, w którym magia powoli umiera, już nie ma miejsca dla bohaterów?


Lektura Kryształowego serca obudziła we mnie kilka skojarzeń z innymi tekstami kultury. W ogóle im dłużej nad tym myślę, tym więcej przychodzi mi ich do głowy. Skupię się jednak tylko na tych najważniejszych.
Tak jak Carrolowska Alicja pobiegła za Królikiem i wpadła do jego Nory, tak Iris wpadając do kielicha olbrzymiego tulipana, przekracza barierę światów. Żadna ze spotkanych tu postaci nie jest taka jak się spodziewamy. Złośliwa wiedźma Jemiołuszka cierpi na poważną amnezję, która utrudnia jej życie. Prześliczny świerszcz Fabili, fałszuje jak sto szalonych kotów, a okrutna królowa Ismela myśli tylko o swojej urodzie i jest dla niej w stanie zrobić wszystko. Ta ostatnia bohaterka i jej obsesja na punkcie wyglądu to wyraźny, moim zdaniem ukłon w stronę Złej Królowej, macochy Snieżki. Mieszkańcy Czajniczka często korzystają z ludzkich przedmiotów i tu do głowy przyszła mi rodzina Pożyczalskich.
Jedną z moich ulubionych animacji komputerowych jest film Tajemnice Zielonego Królestwa. Gdy bohaterowie tam trafiają, ulegają zmniejszeniu i tylko w ten sposób mogą dostrzec co dzieje się w maleńkim świecie. Podobnie jest z Iris. Zmniejszona do rozmiarów myszki, brana przez wszystkich za żywiołową wiewiórkę, dziewczyna zdaje sobie sprawę, że bardzo trudno jest być małym stworzeniem. Wszystko staje się wtedy poważnym zagrożeniem, a każdy plan czy inicjatywa nie lada wyzwaniem.
Przywiązani do tradycji i działający jak jeden stadny umysł Hufronowie ze swoimi srebrzystymi ciałami i misternie zaplatanymi włosami bardzo kojarzyli mi się z plemieniem Naavi z filmu Avatar.


Pomysłowość autora nie ma granic. Żeby dotrzeć do celu swojej podróży Iris będzie musiała wykazać się pomysłowością i odwagą. Bardzo podobało mi się, że bohaterka zamiast jęczeć i marudzić, po prostu brała sprawy w swoje ręce i niewielkie gabaryty nie były tu wymówką. Kryształowe serce to dopiero pierwsza część planowanej trylogii i dobrze to widać po pewnych rozwiązaniach, które serwuje nam autor. Porwanie sióstr McBlack było tylko początkiem i elementem większej intrygi i to naprawdę jeszcze nie koniec wielkiej przygody. To dopiero preludium.
Kryształowe serce to zabawna, pomysłowa i dowcipna powieść, która zabiera czytelnika do świata, w którym buty mogą stanowić świetny środek lokomocji, a psotne sztućce mieć romantyczne zapędy. Bystry kot wcale nie musi być tym, za kogo się podaje, a Gruchawka może być groźnym potworem.


Zachęcam do lektury młodych i nieco starszych czytelników. Powieść daje czytelnikowi solidną porcję dobrej zabawy i pozostawia trochę w niedosycie. Mam ogromną nadzieję, że na drugą część nie trzeba będzie czekać jakoś specjalnie długo. Przywiązałam się do świata Czajniczka i chętnie odwiedzę go ponownie.

Dział: Książki
Etykiety
Strona 1 z 28

Ostatnie newsy

06-12-2019
World of Warcraft: Kronika

Najważniejsza i najbardziej wyczekiwana pozycja wydawnicza z uniwersum Warcrafta już w polskich księgarń! „World of Warcraft: Kronika” to jedyne w swoim rodzaju kompendium w przejrzysty i przystępny sposób ukazujące historię Azeroth....

Czytaj dalej...
06-12-2019
Książka z uniwersum Warcrafta jakiej jeszcze nie było. Poznaj Wielką księgę pop-up.

Obok znanej wszystkim fanom „Kroniki”, prezentujemy kolejną niezwykłą świeżynkę: „Wielką Księgę Pop-Up” – prawdziwy majstersztyk papierowych konstrukcji stworzony przez Matthew Reinharta.  Zobacz film, w którym Matthew Reinhart prezentuje swoje dzieło –...

Czytaj dalej...
02-12-2019
100-lecie Agathy Chrisite! - plebiscyt

W 2020 mija dokładnie sto lat od kiedy ukazała się „Tajemnicza historia w Styles”. To książka, w której Herkules Poirot pojawia się po raz pierwszy i to właśnie wtedy zapoczątkowana...

Czytaj dalej...