Reklama

29 listopada w poznańskim Bardzie odbył się zimowy turniej szlacheckiej gry karcianej Veto! Arto, chcąc dołączyć do lokalnej vetowej sceny, postanowił po raz pierwszy zmierzyć się z doświadczonymi graczami. Zapraszamy do lektury jego relacji ze spotkania.

„Veto!” - Szlachecka Gra Karciana, to zmagania o tron XVII wiecznej Rzeczypospolitej. Jeśli problem „grać czy nie grać” nadal nie został rozstrzygnięty, to Kuźnia Gier rozdaje za darmo (podkreślam: ZA DARMO!) talie demonstracyjne. Rejestrujemy się na odpowiedniej stronie, (koniecznie) czytamy na secretum.pl moją recenzję o tym zestawie i biegniemy do najbliższego sklepu. Walcząc frakcją Awanturników czy Dworskich możemy wiele się nauczyć i poczuć klimat. Wtedy stwierdzimy, że grać chcemy (jeśli stwierdziłeś inaczej, to koniecznie skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą). Demo demem, lecz kiedy chcemy dowiedzieć się nieco więcej, wtedy należy przeczytać pełną instrukcję. I tutaj zdziwienie nadciąga niczym oddział Janczarów. Jakieś pola elekcyjne i karmazynów, ziemie, oddziały i wuchte opisów na kartach, których nie było w taliach demonstracyjnych. Po ratunek warto udać się na forum „Veto!”, gdzie znajdziecie wielu graczy służących pomocą. Żadne pytanie nie zostanie wyśmiane, a tym bardziej bez odpowiedzi. Popytałem, poczytałem, lecz teoria a praktyka, to dwie różne rzeczy. Kiedy zauważyłem wątek o turniejach w Poznaniu w tle było słychać chóry anielskie, a strona internetowa z rozkładem jazdy PKP włączyła się sama. Portfel upadł na podłogę wydobywając ze swojego wnętrza brzęk monet i szelest banknotów, tym sposobem mówiąc „Affirmative”. Decyzja zapadła.

Do Poznania mam trochę ponad godzinę jazdy pociągiem. Książka, komiks czy jakaś muzyka z pewnością umili czas. Rahim idealnie pasował do tematu rymując:

„Służyć radą zagubionym,
Łapać w szpony każdy pomysł,
Zadziwiać, a nie być zdziwionym.
O to w tym chodzi!”

O 16:30 w sklepie „Bard” można spotkać wszystkich graczy. Przybyłem wcześniej, gdzie był już Groblas i Duckingman. Bezzwłocznie zakupiłem starter Wiśniowieckich („kolejne Wiśnie!”), a dwaj koledzy zaczęli rozwiewać moje wątpliwości za pomocą szybkiej partyjki w demo. Dołączył Wafel, Kuchar i Teges. Po zrzucie i zakupie kilku boosterów „Krwi”, które miały być nagrodami w turnieju udaliśmy się do pubu „Alibi” znajdującego się na al. Niepodległości. Lokal fajny, miejsca niemało, gdzieś w kącie siedzieli faceci z klaserami, którzy wymieniali się kartami do jakiejś gry. Klimat nawet pasował, a kawa smakowała.

Śmichy chichy, gadu gadu, a grać trzeba. Gwiazdka nadeszła szybko, gdyż otrzymałem sporo kart Wiśniowieckich od Kuchara (już w „Bardzie”) oraz karty okazyjne od sędziego. Radości nie było końca. Biorąc udział w turnieju można bardzo wiele się nauczyć. Chyba zbyt wiele, gdyż nawet w nocy śniło mi się „Veto!”, a na wszelkie bodźce z otoczenia chciałem reagować replikami. Niestety sporo wiedzy nie da się wydobyć podczas rozgrywki z Waflem, zwłaszcza, kiedy nie ma się pojęcia o oddziałach, a gdzie jeszcze takie karty w talii? Pyk, pyk i wszystkie kreski leżą po jego stronie. Rozgrywka trwałaby krócej, gdybym nie musiał czytać wszystkich kart, gdyż widziałem je pierwszy raz. Zwłaszcza zależało mi na poznaniu tych w moim kredensie... W każdym bądź razie trochę załapałem. Kolejną potyczkę odbyłem z Kucharem. Cierpliwość i wyrozumiałość - przykładny nauczyciel. Tłumaczenie po raz kolejny, dlaczego płaci mniej za agitację Niewiernym wcale nie przeszkodziło mu w pokonaniu mnie. Nie wiem, co miałoby przeszkodzić komukolwiek. Malaria, śpiączka czy występ Michała Wiśniewskiego? Nawet nic z tych rzeczy. No to trzecia runda. Tym razem z Duckingmanem. Gra trwała dłużej, przeciwnik zaklął kilka razy - czyli nie tak źle. Wynik? 2:0 dla Krzyśka. No tu już gorzej. Tak czy siak, mimo ostatniego miejsca kilka kart wygrałem. W sumie dla innych były bez wartości, lecz dla mnie (jak na początek) są bardzo przydatne.

Podsumowując, jeśli ma się możliwość gry w Poznaniu, to naprawdę warto. Przegrani nie wychodzą z niczym, a co najważniejsze, mogą wiele się nauczyć. Potyczki dają wiele radości. Klimat „Veto!” jest genialny, a gracze także go tworzą.  Jeśli dopiero zaczynasz, to bez wahania czekaj na nas w „Bardzie”, gdyż dobrych rad nie zabraknie.

Mam nadzieję, że "Veto!" ogarnie Poznań, tak jak "Alcatraz" Kuźni Gier zdobywa świata.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież